Najnowsze artykuły
ArtykułyNie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać11
ArtykułyZaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać1
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać436
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Tomio Ogata

Pisze książki: fantasy, science fiction, komiksy
Tomio Ogata autor książki Star Wars: Wielka Republika. Na skraju równowagi. Przeszłość w kategorii fantasy, science fiction.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
7,2/10średnia ocena książek autora
53 przeczytało książki autora
47 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Star Wars: Wielka Republika. Na skraju równowagi. Przeszłość
Daniel José Older, Tomio Ogata
6,3 z 33 ocen
57 czytelników 5 opinii
2023
Najnowsze opinie o książkach autora
Star Wars: Wielka Republika. Na skraju równowagi. Przeszłość Daniel José Older 
6,3

Powtarzać łopatologii stosowanej nie trzeba, bowiem każdy w miarę ogarnięty fan Gwiezdnych Wojen, wie, że obecnie kreowany świat Star Wars, to tak zwany ,,Nowy Kanon”, na temat którego to opinie w dość specyficznym, jedynym w swoim rodzaju wśród całego oceanu geekowskich Uniwersów, fanowskim środowisku są ,,co najmniej!” mocno podzielone. Złote czasy ,,wzajemnego zrozumienia” tegoż to fandomu stają się już chyba jedynie pieśnią przeszłości, ot jakimś dziwnym wspomnieniem dobrych chwil, które być może już nie nadejdą.
Nasza społeczność starwarsowych nerdów, sądzę, staje się niespodziewanie toksyczna, kąśliwa, jakby sprzeczna i niezdecydowana wobec tego za czym w tym Uniwersum stać obronnym murem: jedna strona woli totalną klasykę, jakby idealną dla ,,starych nieakceptujących żadnych zmian podstarzałych zgredów, totalnych konserwatystów”, do której to można zaliczyć Klasyczną Trylogię Star Wars: filmy od Ep. IV do VI oraz ewentualnie Prequele Lucasa, Ep. od I do III, także kilka książek z ,,Legend” i nic poza tym. Druga zaś preferuje nową i według niej usystematyzowaną, mało chaotyczną odsłonę tego świata, z odświeżoną, bazującą na legendarnych wydarzeniach i linii czasu, wersją historii, do której dzieł zaliczyć można wszystko to, co powstało w zakresie wspomnianego niniejszym Nowego Kanonu: od Epizodu VII Star Wars, ,,Przebudzenia Mocy”, przez ,,Star Wars: Rebels”, aż po finał Sagi Skywalkerów (Epizod IX) i seriale live-action dedykowane platformie Disney +. Można się teraz zapytać, troszku ironicznie, z nutką politycznego ,,sosu” na dodatek: ,,no to Panie Premierze… jak żyć?” Jak fani i twórcy bazujący na bajdurzeniu i sprzecznościach społeczności Star Wars mają znaleźć zagubiony gdzieś wspólny język porozumienia?!
Można się zapytać w duchu: czy pewne ,,inwestycyjno-firmowe” (z braku innego określenia na tak dziwne zagranie Disneya i Lucasfilm Ltd.) wydarzenie, związane z losem multum treści tworzących Galaktykę GW, do którego doszło w drugiej połowie 2014 roku, gdy właścicielem bodaj najsłynniejszej firmy i zarazem potężnego Świata ex-Papy Lucasa poruszającej się w rozrywce w gatunku Sci-Fi i fantasy oraz przygodzie w historii kinematografii, był już od dwóch lat "Disney", było komukolwiek potrzebne? Bo, nie oszukujmy się, to wtedy właśnie kierownictwo obu marek i Wytwórni Filmowych zarazem ogłosiło ,,zamknięcie” dotychczas wytworzonych komiksowych, książkowych kreacji i tych informacji wbudowanych w fabułę gier video, przewodniki i wpisy encyklopedyczne, tworzących całość informacji, danych, relacji i treści kreujących ,,od A do Z”, budujących najszerzej przestrzeń cegiełek wiedzy zalewających cały Wszechświat Gwiezdnych Wojen. Oczywiście nie tyczyło się to ,,nietykalnych” w tym względzie Epizodów z filmów, jak i np. serialu animowanego ,,Star Wars: The Clone Wars”, czy niektórych treści growych. Odtąd reszta wszystkiego co ,,starwarsowe", co stworzone było do daty tego ,,tragicznego” na swój sposób i niepotrzebnego wydarzenia… przepadło. Od momentu jego wielkiego rozpoczęcia, od daty zamknięcia wydarzenia, zaczęły kreować się w Galaktyce jedynie nowokanoniczne treści, w rozmaitych formach, mediach, do dziś w ogromnej ilości ich ilości.
A czy te podziały były potrzebne? Wszystko i tak w tym rozrachunku zależy od indywidualnego podejścia do tak ,,dziwacznej” zagwozdki w świecie popkultury. Typowy kanapowo-niedzielny odbiorca tej marki machnie na to ręką, bardziej otwarty i ogarnięty fan przyjmie wszystko co ze starwarsów ,,wypluwa” Disney na klatę, inni zaś będą psioczyć i marudzić, ale w końcu jakoś pogodzą się z tym, co za ,,potrawkę” do geekowskiego przełknięcia na talerz otrzymali. A ci ,,najdziwniejsi” fani zapewne na taki Świat Star Wars będą mieli totalnie ,,w cztery litery wywalone”, z dodatkową chęcią celowego atakowania Nowego Kanonu i robienia tak zwanego ,,nalotu rantu” na jego tworzące się dziedzictwo. A jeśli chodzi o mnie, cóż, Gwiezdne Wojny, co będę powtarzał zawsze, zawsze i zawsze przy okazji pisania (jeśli o tym nie zapomnę) o komiksach czy książkach i ich recenzjach z Nowego Kanonu, są tak specyficznym, nieodgadnionym Wszechświatem Rozrywki, z tak urozmaiconym treściami, tak dziwacznie z perspektywy fanów konsekwentnym (stąd rozdarcie w szanowaniu ,,starwarsów” wśród geeków na różne sposoby, co dzieli nas na swego rodzaju ,,obozy”),że chyba to słynne dziecko Lucasa potrafi nas ciągle i ciągle tylko zaskakiwać, czyż nie?. A najbardziej, jeśli jest się entuzjastą - mimo miłości do starwarsowych Legend, ot teoretycznie zamkniętego już w ich historii rozdziału – Nowego Kanonu. Bo w naszych ciągle i ciągle budujących się galaktycznych wojażach, i to rozgałęziających się na różne kierunki ,,jakościowego” i ,,subkulturowego” odbioru, dzieje się dużo, zwłaszcza w ich wersji powieściowej i komiksowej, szczególnie tej z Nowego Kanonu! A dość doraźnie widać to, sądzę, w lekturze narracji obrazkowych właśnie, których to jest z roku na rok ewolucji Nowego Kanonu coraz więcej i więcej, z coraz dziwną skutecznością oddziaływania ich zawartości i jakości na fanów i ich końcowego wydźwięku. Przekonałem się o tym ostatnio i Ja, chwytając za stronice, ot przyjmując na klatę czytelniczo kolejne dziecko nowej – nazwijmy to – linii wydawniczej, ot MiniUniwersum w Galaktyce, gdzie wszystko, zawsze i wszędzie spaja cudowna i niesłychana Moc, a wtórują temu Jedi, Sithowie i m.in. miecze świetlne. Rzecz jasna rozchodzi się o ,,Wielką Republikę”, a szczególnie o pewien komiks rysowany jak mangę, czytany jak zwykły komiks: tytuł ,,Star Wars – Wielka republika. Na skraju równowagi. Przeszłość”.
Do dziś, kilka dni po przeczytaniu ostatniego kadru tej ,,mango-komiksowni" o której mowa, jej dymków w tle i analizy tego, co kreował przy tym wtórujący rysunek, który w komiksie opowiada baaaardzo dużo w kwestii fabuły, mam dość specyficzną rozkminę i masę wniosków cisnących się na usta. ,,Na skraju równowagi” to jedna z najdziwniejszych, jednocześnie najsłabszych, ale paradoksalnie jedna z najoryginalniejszych lektur, a jest w ich Nowym Kanonie multum i jeszcze więcej!, którą dane mi było doświadczyć, bez względu nawet na to, że jest to coś, co tyczy się rozwijanego projektu Wielkiej Republiki, a który jakieś tam potknięcia może zaliczyć. Historia napisana przez Daniela José Oldera, a narysowana ręką mangaki Tomio Ogaty, czego się nie spodziewałem: dała mi do zrozumienia jedno, że:... ,,tak, nie miałem pojęcia, iż tylu wątków, postaci, takich rzeczy i informacji z Uniwersum Star Wars mimo tak słabego przedstawienia, jeszcze nie poznałem! Że nie kojarzę, że nie znam wszystkiego z Wielkiej Republiki, z czego powodu nabawiłem się dziwnego rodzaju wyrzutów sumienia”. Tym bardziej, takowe zaskoczenie jest w miarę pozytywne: sama treść poza rysunkiem, który przypomina jakiś oniryczny sen, a nie coś, co ma godnie reprezentować markę Star Wars, ma w sobie sporo potencjału, i to do wykorzystania ,,na wczoraj!” - to intensywna starwarsowa opowieść graficzna osadzona w okresie, który rozgrywa się przed tym, co opowiadają nam pierwsze powieści z Wielkiej Republiki, na długo przed napaścią Nihiliów na Galaktykę, która zagroziła planowi pokojowej eksploracji Wszechświata przez Jedi. Ten ,,mangopodobny, czytany od lewej do prawej” twór komiksowy zaczyna się niepozornie, z nutką lekkiego chaosu, przenosząc czytelnika w sam środek misji Jedi, gdzieś poza Światem Jądra. Owa, nazwijmy ją jednak w ten sposób, manga to taki szereg ciekawych historii, które gubią kontekst. Zbyt dużo tu niepewności, jakby wszystko, co przedstawił komiks było częścią czegoś większego, jakiegoś istotnego wydarzenia, o którym twórca nam nie powiedział, z którego ,,wyrwał na siłę” właśnie to, co niniejszym dostajemy. Jest to jedna z ,,tych!” opowieści Wielkiej Republiki, którą mogę nazwać ,,jednostrzałowcem” bądź Spin-Offem, który powinien być tylko jeden. Mimo sporego zaskoczenia treściami tu zawartymi, ogólnie oceniając całościowo ów tom, nie istnieje nic, co mogłoby mnie przekonać do tego, aby sięgnąć po jego kontynuację. To nie scenariusz na tak krótki, ale brawa za intensywność akcji!, komiksowy ogryzek. Coś wisi w powietrzu, że można by cały MiniŚwiat – nie tylko tego mango-komiksu – narracji obrazkowych Wielkiej Republiki skasować z tej formy, zapomnieć i przenieść na serial lub film. I jak tu nie być fanem, który na Star Warsach może z nerwów zgryźć trochę paznokci?
Mam to szczęście, że jestem dość cierpliwy, mimo mojego sentymentalizmu i ,,uwielbienia” (momentami zbyt bezgranicznego”) do wszystkiego co realizuje, jak i w jakiej odsłonie to robi: marka Star Wars. Dobrze, że ta cnotliwa cecha była ze mną podczas lektury ,,Na skraju równowagi. Przeszłość”. Jestem otwarty na nowe, te specyficzne w całej popkulturze galaktyczne ,,dawno, dawno temu" wyzwania, ale nienawidzę tak dziwnej sytuacji, gdy marnuje się taki talent informacji w tak i tak dobrym, ale niepotrzebnie tak niedopracowanym komiksie jak ten niniejszym recenzowany! Różnorodność jest tu więc plusem oraz minusem, przykładowo: w obrębie narracji mamy nieposkromioną dynamikę, której zabrakło do szczęścia co najmniej 40 stron treści. Postaci są żywe, ale jednocześnie martwe: ukazują sporo emocji, ale nie do końca rozumiem co i dlaczego robią, jaka jest ich konkretna rola w tym komiksie. Nie ma również odznaczającej się wyrazistej postaci – jedynie Wookie Arkoff wykazuje się ambicjami, a jego potknięcia i dziwna natura jest do akceptacji. Mistrzyni Jedi swą rolą w fabule lekko ssie – działa zbyt chaotycznie, nieodgadnienie. A o samym zakończeniu wydarzeń z tej ,,pewnej misji Jedi” nie ma mowy: za dużo, za szybko, za naraz; pewnie przedstawi to następna i następna po niej kontynuacja, a po tą zapewne sięgnę, albo i nie… Na pewno mi się do tego rozdania Wielkiej Republiki nie spieszy.
Star Wars: Wielka Republika. Na skraju równowagi. Przeszłość Daniel José Older 
6,3

Historia za bardzo nie stoi na własnych nogach, a jest jedynie elementem łączącym dwie fazy, niemniej tak czy siak dobrze (i szybko) się to czyta.
Mam wrażenie, że w tych mangach Wielkiej Republiki jest najwięcej nieścisłości z pozostałymi pozycjami w tym uniwersum, ale to tylko opowieści w kosmosie dla dzieciaczków to kto by się czepiał?
Oguem spoko, nic specjalnego nie dodaje do drugiej fazy, ale na pewno będzie istotne dla tej konkretnej serii dalej.
Smut Radar - jest jedna kobieta i jest bardzo stara...

































