Never Keep Caroline Peckham 7,0

ocenił(a) na 732 tyg. temu Kiedy dowiedziałam się, że powstaje nowa seria od Caroline Peckham i Susanne Valenti, a do tego jej akcja będzie miała miejsce w uniwersum znanym z Zodiac Academy, wiedziałam, że po prostu muszę to przeczytać. Miałam to szczęście, że pierwszy tom dostałam na urodziny więc łapcie recenzję!
Zacznijmy może od tego, że powiązanie z Solarią jest tutaj znikome i jak dla mnie, to po prosty chwyt reklamowy. Owszem, mamy fae i mamy część „orderów”, o których czytaliśmy w ZA, ale mamy też dużo form, o których nigdy nie słyszałam. 🙃 Wydaje się, że świat, o którym czytamy to świat odseparowany od innych krain fae, mniej rozwinięty technologicznie i z zupełnie innym podejściem do magii. Mamy tutaj 4 zwaśnione społeczności fae. Każda panuje nad jednym żywiołem, wiec mamy np. królestwo wodnych fae, które jest w wiecznej wojnie z fae spod żywiołu ognia, ziemi czy powietrza. I właściwie wokół wojny między fae kręci się ta historia.
Jednak mimo wielkiego konfliktu, który pochłania tysiące istnień, co roku 21-latkowe z każdego królestwa mogą udać się do Never Keep - akademii wojskowej, która jest rzekomo neutralna jak Szwajcaria.😁 Wszyscy mają szansę się szkolić, doskonalić magię i nabywać nowe umiejętności, które potem mogą się przydać w walce przeciwko kolegom ze stołówki. XD To w ogóle nie ma sensu i chociaż ja wiem, że po tych książkach nie powinnam się spodziewać ani wybitnego stylu pisarskiego, ani nie wiadomo jakich pokładów logiki, to ten koncept wydawał mi się trochę… durny.
Pobyt w Never Keep oglądamy oczami dwóch bohaterek z przeciwległych stron barykady. Pierwsza z nich to Everest, która urodziła się w żywiole wody i jest pariasem w swoim społeczeństwie. Do Never Keep trafia, aby znaleźć mordercę matki oraz udowodnić swoją wartość ojcu, który ma ją totalnie gdzieś. Druga postać to Vesper, która jest succubem i która urodziła się na dnie społeczeństwa w żywiole wiatru. Dziewczyna jest jednak świetna wojowniczką i pnie się po drabinie społecznej zostawiając za sobą głównie trupy.
Pierwszy tom oceniam na 3,5/5, z czego nie wiem, czy to 0,5 to nie jest po prostu mój sentyment do tych autorek. Na pewno będę czytać kolejne tomy, bo końcówka tej części była bardzo emocjonująca i pełna dram. Nie bez powodu autorki określane są mianem Twisted Sisters. Nie poczułam jednak, póki co, zbyt dużej sympatii do bohaterek, historia momentami była nużąca, a schemat prowadzenia historii dość powtarzalny względem ZA. Domyślam się, że w kolejnych częściach pojawią się POV kolejnych bohaterów, co mam nadzieję wzbogaci tę historię. To, czego na pewno mi zabrakło, to dobre wprowadzenia do świata. W przypadku ZA świat poznawaliśmy razem z bohaterkami, które zostały do niego nagle wrzucone i miały zawalczyć o swoje dziedzictwo. Tutaj czytamy o dziewczynach, które są w tym świecie o zawsze i brakuje jakiegoś przewodnika, który ułatwiłby czytelnikowi wkręcenie się w tę historię. Gdybym nie czytała wcześniej ZA myślę, że byłoby mi jeszcze trudniej pojąć, na czym polega obecna w tej książce magia i skąd bierze się moc fae.