cytaty z książek autora "Dorota Kotas"
Sądzę, że wtedy świat byłby o wiele lepszy – gdyby tylko było na nim mniej ludzi, którzy myślą wyłącznie o sobie, a więcej ludzi, którzy są różni.
Wiem, że wszystko, czego chcę, jest nieuniknione. To tylko kwestia czasu. Świat w końcu mi to da. Trzeba tylko trochę się postarać i trochę namęczyć się brakiem. Być może to jedyny sukteczny sposób na życie".
(...) nagle poczułam się bardzo samotna. To mi się czasami przydarza, kiedy zostaję na długo sama. Jest to dziwny stan, który czasami mogę uleczyć patrzeniem na ludzi przez okno lub w telewizji, dzięki czemu szybko zaczynam znowu nimi gardzić, podziwiać ich, zazdrościć im, brzydzić się nimi i się ich bać, aż wszystkiego mi się odechciewa i radykalnie rezygnuję z gry zespołowej, którą stanowi życie.
Dla mnie czymś najtrudniejszym jest dom. Był najgorszym czasem wszech czasów. Kiedy mieszkałam z rodzicami, wydawało mi się, że jestem zbyt słaba na przeżycie. Codziennie czułam swoją słabość, niezrozumienie i samotność. Wszystko było zbyt trudne. Nigdy nie czułam, że ktoś stoi po mojej stronie. Czułam się wielkim zerem.
Cytując ważne słowa z ulicy, mam tylko taką radę: nie trzeba wszystkiego rozumieć, wystarczy nie być chujem. Oraz nie ma litości dla chujowych gości.
Miałam kilka momentów, kiedy myśl o śmierci była dla mnie najbardziej pocieszająca ze wszystkich planów na przyszłość.
Wyobrażanie sobie jest jedyną czynnością, w którą warto wkładać wysiłek i na której można polegać. Dzięki niej niewidzialni przyjaciele są najlepszymi przyjaciółmi i w ogóle możemy mieć jakichś przyjaciół.
Nie chcę być wyjątkowa. Stwarza to zbyt wiele problemów.
Po co było mnie rodzić, żeby mnie nie lubić? (str. 89).
To świat, w którym dziewczynka może być wypełnieniem ładnej sukienki albo przyjemnym rekwizytem na zdjęciu rodzinnym ".
Byłam dziwadłem słynącym w całej rodzinie z tego, że lubię książki. Każdy to o mnie wiedział i wzbudzało to w moich krewnych specyficzne uczucia - z pogranicza podziwu i pogardy - jak się okazało, granica była bardzo cienka.
Krzyczenie w myślach na ludzi przynosi ulgę i nie naraża nas na wstrząśnienie mózgu w następstwie czynów zabronionych.
Jutro będzie lepiej. A jeśli nie będzie lepiej, to na pewno inaczej.
Często dostawałam ubrania Dzięki temu mogłam poczuć się jeszcze biedniejsza i jeszcze głośniej nad sobą płakać. (str. 89).
Zmarli to moi ulubieni sąsiedzi. (...) Często przychodzą też do nich listy, które otwieram i czytam, żeby się nie zmarnowały.
Matka często wpadała do pokoju i sprawdzała, co robię. Kiedy wychodziła z domu i nie mogła tego dopilnować, zabierała ze sobą kabel od zasilacza. Mój brat wpadał wtedy w histerię. Dzwonił do niej i mówił, że się zabije, ale to zazwyczaj nie pomagało, bo matka zwykła traktować nasze groźby nonszalancko: byliśmy tylko dziećmi i nie mieliśmy zbyt wielu przywilejów, ani nawet statusu prawdziwej osoby, z którą ktoś by się liczył. Nikt nie wierzył w ani jedno nasze słowo. (str. 39).
Chciałam wszystko zapisać, ponieważ wydawało mi się, że nie mogę mówić innymi słowami niż te, które są zapisane. Byłam dziwadłem słynącym w całej rodzinie z tego, że lubię książki. Każdy to o mnie wiedział i wzbudzało to w moich krewnych specyficzne uczucia – z pogranicza podziwu i pogardy – jak się okazało, granica była bardzo cienka. (str. 34-35).
W pewnym sensie uznaję czytanie za najlepszy rodzaj spotkania towarzyskiego.
Długo szukałam domu. Wiedziałam, że muszą w nim mieszkać koty i ja. Koty mogą być psami - to bez różnicy. (115).
Do mnie należał świat na zewnątrz, który był o wiele za wielki. Starałam się go unikać, ale nie zawsze miałam wybór, bo moje zdanie nigdy nie było wystarczająco ważne, żeby go wysłuchać. Z tego, co mówiłam, wszyscy się śmiali. Zaczęłam kłamać, ponieważ nie widziałam różnicy pomiędzy mówieniem prawdy a wymyślaniem jej. Ta różnica nie miała znaczenia. Wszystko, co mówiłam, było wyłącznie słowami dziecka, a więc o statusie: powagi zero. Urocze lub głupie, ale najbardziej żadne. (str. 103).
Dobrzy ludzie ciągle ratują złych ludzi, przez których świat jest złym miejscem, dlatego wszystkich można winić jednakowo za to, że nic się nie udaje.
Nie wymyślam problemów, jest mi po prostu ciasno. To uczucie ciasnoty i skrępowania jest podobne do przemieszczania się busem, w którym jest zbyt mało miejsca na nogi, więc wszystkim jest niewygodnie, chociaż teoretycznie wszyscy się mieszczą - teoretycznie wszyscy, a zwłaszcza te osoby, które nie mają nóg - więc czekasz tylko, aż pojazd zwolni i aż będziesz mogła wyskoczyć przez otwierające się automatycznie drzwi, chociaż one otwierają się raczej w losowych momentach i nigdy nie masz całkowitej pewności, czy jest już ten właściwy, czy może jeszcze trochę podjechać do centrum? Nie wiem, jak długo jeszcze. Jestem taka zmęczona. Kto jeszcze tak ma - rączka w górę.
Szczęście towarzyszy mi przez całe życie. Niczego już nawet nie planuję. Po prostu biorę, co dostaję. Biorę wszystko to, co jest. Najczęściej jest to dobre. Nie zawsze jest takie od razu, ale zazwyczaj po jakimś czasie już tak, albo się przyzwyczajam, albo coś zmieniam. Dzięki temu wszystko jest dobre.
Cytując ważne słowa z ulicy, mam tylko taką radę: nie trzeba wszystkiego rozumieć, wystarczy nie być chujem.
Zdecydowałam, że to nie jest ważne, nie wszystko jest w każdej chwili możliwe, na razie musi mi wystarczyć to, co mam: wielki zapas łez na każdą okazję.
Najgorsze, co można zrobić, kiedy szuka się sensu w życiu, to znaleźć Normalną Pracę. Wiem to z doświadczenia. Unikam pracy, dopóki stać mnie na jedzenie dla mojego psa.
... staram się nie wypełniać swojego ciała zbyt szczelnie sobą i skompresować się tak, żeby być jak najdalej od prawdziwego życia, w którym ludzie mają obowiązki, plany, zamiary, ambicje, założenia. Ja trwam bez ruchu przez cztery godziny dziennie lub dłużej; w przerwach jem ciastka, a moje życie jest cudownie bezużyteczne.
Mało śpię, dużo zauważam - to moje przekleństwo.
Prawda jest taka, że nie chcę utopii, ale też nie chcę bezustannie się ścierać.
Wodę słodzę przynajmniej dwiema łyżkami cukru. Jej zwykły smak jest dla mnie nie do zniesienia. Do tej pory nie lubię wody. Co innego wrzątek! Bardzo chętnie piję smak ciepła." (str. 25).