Biała chryzantema Mary Lynn Bracht 7,9

ocenił(a) na 104 lata temu „Biała chryzantema” to debiut powieściowy Mary Lynn Bracht, Amerykanki koreańskiego pochodzenia. Choć sama autorka przyznała, że jest to fikcja literacka, to w bezpośredni sposób nawiązuje ona do prawdziwych wydarzeń historycznych i na ich tle przedstawione zostały losy pewnej rodziny koreańskiej. Uniwersalność powieści Bracht dokonuje się poprzez zestawienie w umyśle czytelnika losów poszczególnych członków jednej rodziny z losem innych Koreańczyków zmagających się z trudami czasów, w jakich przyszło im żyć. Bracht na kartach swojej powieści kreśli losy rodziny Hamasaki noszącej japońskie nazwisko zgodnie z prawem narzuconym przez ówczesnego okupanta. Warto nadmienić, że jeszcze w czasie istnienia Cesarstwa Koreańskiego Japonia w roku 1905 zmusiła Koreę do podpisania traktatu o protektoracie, a w roku 1910 dokonała jej aneksji. Fakt ten zapoczątkował trzydziestopięcioletni okres japońskiej okupacji zakończonej dopiero w roku 1945 wraz z końcem II wojny światowej. Niestety, czas aneksji to czas brutalnego traktowania Koreańczyków przez Japończyków, którzy za wszelką cenę starali się wyeliminować wszystko, co z Koreą było związane, a mianowicie jej język, historię, literaturę i kulturę. W takiej to rzeczywistości przyszły na świat córki państwa Hamasaki – Hana oraz Emiko. Ojciec, pan Jang, był rybakiem, zaś matka – pani Kim – jedną z wielu mieszkających na wyspie Jeju haenyeo, czyli kobiet nurkujących i poławiających owoce morza. Gdy Hana miała dziesięć lat, jej wujek został siłą wcielony do armii japońskiej i wysłany do Chin, gdzie zginął, mając zaledwie dziewiętnaście lat. Podobny los spotkał wielu innych mężczyzn. Japończycy zmuszali ich do walki w imieniu Cesarza Japonii i wysyłali na front bądź odwozili do japońskich fabryk, gdzie stawali się przymusowymi robotnikami. Odmienny los czekał koreańskie kobiety i dziewczęta. Co prawda, istniały informacje, że były one również odsyłane do fabryk bądź wcielane do tak zwanego Korpusu Patriotycznej Służby Kobiet, lecz w zdecydowanej większości były one porywane, oszukiwane lub sprzedawane tylko w jednym celu, by stały się „pocieszycielkami” japońskich żołnierzy, a właściwie ich niewolnicami seksualnymi. Historycy szacują, że w samej Korei taki los spotkał od 50 do 200 tysięcy kobiet i dziewcząt, a trzeba pamiętać, że podobny los spotkał także mieszkanki Chin, Filipin, Malezji, Ugandy Sierra Leone, Rwandy, Birmy, Jugosławii, Syrii, Iraku, Afganistanu, Palestyny, Holandii i wielu innych krajów. Zjawisko seksualnego zniewolenia kobiet było więc ogromne. Na tym to tle Mary Lynn Bracht ukazała nieszczęśliwe losy Hany i Emi rozdzielonych przez brutalnego kaprala Morimoto. Szesnastoletnia Hana, doskonale wiedząc, do czego są zdolni japońscy żołnierze, i chcąc za wszelką ceną chronić swoją młodszą o 7 lat siostrę, poświęciła swoje życie, odwracając uwagę Japończyków od ukrywającej się Emi. Niestety, Hana została pojmana, rozdzielona z rodziną i zmuszona do życia, którego nigdy żadna kobieta i żadna dziewczyna nie powinna poznać. Została wywieziona jako „niezbędne zapasy” do Mandżurii, gdzie w roku 1932 Japończycy utworzyli marionetkowe państwo Mandżukuo. Stała się „pocieszycielką” japońskich żołnierzy, ich własnością, z którą mogli zrobić wszystko, co tylko chcieli. By nie zdradzać powieściowych losów Hany, wspomnę tylko, że jej historia i historia wielu innych „pocieszycielek” położyła się cieniem także na życiu innych Koreanek. Pierwszą „pocieszycielką”, która dopiero w roku 1991 opowiedziała światu o okrucieństwie, które ją spotkało, była Kim Hak-sun. Od tego czasu rozpoczęły się w Korei tak zwane środowe demonstracje, których jedną z uczestniczek Mary Lynn Bracht uczyniła siedemdziesięciosiedmioletnią Emi. Protestujący domagali się, by rząd Japonii przyznał się do zbrodni popełnionych na tysiącach kobiet w czasie II wojny światowej i dokonał godnego zadośćuczynienia. Wątek ten ma swoje historyczne dopowiedzenie. W 1993 roku rzecznik japońskiego rządu, Yohei Kono, wygłosił oświadczenie potwierdzające, że japoński rząd i armia były zaangażowane w wykorzystywanie niewolnic seksualnych w czasie II wojny światowej. Co prawda, w 2007 roku rząd Japonii wycofał to oświadczenie, ale w 2015 roku doszło do tak zwanego porozumienia pomiędzy Koreą Południową a Japonią, którego nie zaakceptowały same żyjące nadal „pocieszycielki”. Zgodnie z porozumieniem, z terenu umiejscowionego naprzeciwko ambasady Japonii w Seulu miała zniknąć Statua Pokoju poświęcona wszystkim kobietom i dziewczętom zmuszanym przez Japończyków do seksualnego niewolnictwa. Pomnik ten, wraz z członkami swojej rodziny, w ramach fabuły powieści odwiedziła w 2011 roku Emi. Mając świadomość upływającego czasu, zdecydowała się ona wówczas wyznać swoim dzieciom tajemnice ciążące jej od wczesnego dzieciństwa. Opowiadając im historię swojego życia, poruszyła także inne ważne wydarzenia z historii Korei, a mianowicie powstanie Jeju z 1948 roku oraz wojnę koreańską zakończoną dopiero w roku 1953. Także i te wydarzenia sprawiły, że nie tylko w rodzinie Hany i Emi, ale także w rodzinach wielu innych Koreańczyków polała się krew. Brutalność i okrucieństwo tego czasu to jeden z wielu elementów kładących się na wciąż obecny i odczuwalny w społeczeństwie koreańskim han, a mianowicie ogromny ból i żal spowodowany niesprawiedliwym cierpieniem, które wciąż domaga się sprawiedliwości. Ból jest tym bardziej trudny do ukojenia, bo wielu Koreańczyków, także bohaterowie tej powieści, ucierpiało na skutek działań innych Koreańczyków kolaborujących z Japończykami bądź przeciwstawiających się swoim rodakom podczas bratobójczej wojny. Cała powieść, podobnie zresztą jak historia Koreańczyków, przepełniona jest niewyobrażalnym wręcz bólem i cierpieniem spowodowanym ogromną stratą. Umierają tu nie tylko pojedynczy bohaterowie, ale także całe rzesze bezimiennych osób chowanych w masowych i nieoznaczonych grobach, na których – jak to ma miejsce na Jeju – po wielu latach znajduje się cywilny port lotniczy. Można odnieść wrażenie, że groby są wszędzie, a Gangnim – bóg śmierci – czai się za każdym rogiem. W tym kontekście w pełni uzasadniona jest także tytułowa biała chryzantema, która jest koreańskim symbolem żałoby. Według autorki książki, „wojna jest straszna, brutalna i niesprawiedliwa, a gdy się kończy, trzeba przeprosić pokrzywdzonych, wypłacić reparacje i opisać doświadczenia ocalonych.” To właśnie dlatego Hana próbuje opowiedzieć swoje losy dwóm innym Koreankom, to dlatego w Gyeonggi-do powstał Wspólny Dom, gdzie mieści się muzeum i dom opieki dla „pocieszycielek”, wreszcie – to dlatego na Jeju powstał Park Pokoju upamiętniający ponad 20 tysięcy mieszkańców wyspy, którzy stracili swe życie w czasie powstania w 1948 roku. „Biała chryzantema” to książka bardzo przygnębiająca, przy której naprawdę bardzo trudno nie uronić chociaż jednej łzy. Jest to jednak książka bardzo potrzebna, bowiem dzięki niej możemy się dowiedzieć, z jakim okrucieństwem przyszło się mierzyć Koreańczykom na przestrzeni wielu lat zawieruchy wojennej. O jakim okrucieństwie nie mogą zapomnieć, mimo upływu czasu i nastającego czasu pokoju. Bardzo polecam lekturę „Białej chryzantemy” Mary Lynn Bracht, ponieważ jest to książka, która na bardzo długo pozostaje w pamięci czytelnika i bezapelacyjnie może zmienić jego sposób postrzegania świata.
https://www.facebook.com/literackakorea/posts/300274092290564