Magia cierni Margaret Rogerson 7,3

ocenił(a) na 830 tyg. temu Elisabeth jest nowicjuszką w jednej z Wielkich Bibliotek. Bada wszy książkowe i stara się chronić królestwo przed grymuarami, potworami z tuszu. Od dziecka dziewczyna wie, że największym złem są czarownicy i demony, ale kiedy chcąc ratować bibliotekę, zostaje oskarżona i musi stanąć przed sądem, jej jedyną nadzieją stanie się współpraca z czarodziejem Nathanielem i służącym mu demonem Silasem.
Chciałam przeczytać tę książkę od dłuższego czasu, ale jakoś zawsze o niej zapominałam. Obawiałam się, czy nie przeczytam jej za późno i nie będę bawić się tak dobrze, jak zapewne kilka lat temu. Jednak ,,Magia cierni” podobała mi się ogromnie. Myślę, że każdy miłośnik książek poczuje pewien sentyment do systemu magii w dużej mierze opartym właśnie na książkach i bibliotekach, a miłość Elisabeth do literatury jest wyczuwalna i namacalna. Również inne elementy świata mnie kupiły – z jednej strony ma on w sobie sporo baśniowości, ale też mroku, choćby przez motyw demonów, który trochę kojarzył mi się z ,,Death Note”. To uniwersum wydaje się też trochę bardziej nowoczesne niż klasyczne quasi-średniowieczne fantasy, ale jednocześnie nie jest bardzo współczesne, mam wrażenie, że było wzorowane na XIX wieku i może być to fajna propozycja, dla osób, które lubią książki Jane Austen czy sióstr Bronte, a chciałyby spróbować z fantastyką.
Elisabeth to bohaterka, którą szybko polubiłam, nie tylko ze względu na jej miłość do książek. To teoretycznie typowa protagonistka fantastyki młodzieżowej, zagubiona, odkrywająca kłamstwa swojego świata i ucząca się, kim chce być, ale nie jest pokazana jako chaotyczna i miotająca się. Elisabeth jest bardzo stała w swoim poczuciu sprawiedliwości, ma bardzo wysoką empatię i poczucie honoru i ta chęć postępowania dobrze i uczciwie zawsze kieruje jej postępowaniem, dzięki czemu jej zachowania są dobrze uzasadnione. Nathaniel to też typowy męski bohater tego typu książki, zbuntowany, tajemniczy, lekko arogancki, ale nie jest toksycznym bad boyem. Nie lubię enemies to lovers, ale tu wypadło naprawdę dobrze – bohaterowie z pewnych względów byli po dwóch stronach barykady, ale nie było tu żadnego romantyzowania przemocy czy dysfunkcyjnych zachowań, a znajomość tej dwójki spokojnie przechodziła od niechęci, przez szacunek i sympatię po głębsze uczucie. Ich chemia także była intensywna i wyczuwalna. Ogromnie się cieszę, że miłość nie była jedynym głównym wątkiem, równie ważną rolę gra przyjaźń Nathaniela, Elisabeth i Silasa. Postać demona jest najbardziej skomplikowana i długo nie wiemy, co naprawdę czuje, ale ja bardzo chciałam wierzyć, że ma w sobie dobro, bo jego troska o Nathaniela była piękna, a rodzące się porozumienie z Elisabeth również bardzo mnie przekonało. Jeśli lubicie wątki męskiej albo damsko-męskiej przyjaźni, to zdecydowanie polecam.
Jeśli chodzi o minusy, to moim zdaniem sceny czystej akcji nie są mocną stroną pisarstwa pani Rogerson i gdy zaczęło być ich więcej, książka stała się nieco nużąca. Czarne charaktery niespecjalnie mnie zainteresowały, a zakończenie wątku konfliktu bibliotekarzy i czarowników było zbyt szybkie. Mam też pewien problem, ale niezwiązany z samą książką, występujący trochę z mojej winy. Zazwyczaj czytam na raz dwie pozycje, jedną w papierze, drugą na legimi. Staram się, by nie były to książki zbyt do siebie podobne, ale teraz nie chciałam już zmieniać swoich planów i równolegle czytałam ,,Słońce w mroku” Stephenie Meyer. I okazało się, że to był błąd, bo pewne aspekty obu tych powieści za bardzo mi się zlewały. I nie chodzi mi nawet o kwestie związane z magią czy relacją bohaterów, bo tego można się spodziewać po fantastyce młodzieżowej z wątkiem miłosnym, ale Elisabeth ma podobny typ urody co Bella, podobne zainteresowania, a do tego interesuje mnie etymologia imion i wiem, że ,,Izabela” powstało jako forma od ,,Elżbiety”.
Zakończenie przewidziałam, ale i tak mnie poruszyło. Uważam, że jest spójne i tworzy dobrą zamkniętą całość, ale chętnie przeczytam kontynuację, bo lektura ,,Magii cierni” była niesamowicie przyjemna.
,, (…) świat zawsze można postrzegać na więcej niż jeden sposób. Słuchając tych, którzy twierdzą inaczej, człowiek skazuje się na wieczne błądzenie w mroku.”