cytaty z książek autora "Janusz Rudnicki"
Życie polskiego patrioty to polonez na polu minowym.
Ziemia kręci się dzisiaj moim kosztem.
Kto powiedział, że historia się nie powtarza, hę? Powtarza? Ona się jąka.
Czytelniku, zgodzisz się ze mną? Że są książki, do których wchodzi się z ociąganiem? Człowiek tak niby idzie, ale nie idzie mu , ten chód. Człowiek się kryguje, człowiek się peszy. Stoi pod drzwiami i przebiera nogami. Puka nieśmiało, cisza, nic. Zagląda przez okno, jest tam ktoś? Jeśli nie ma nikogo, to z poczuciem ulgi odchodzi, ale jeśli jest, to wchodzi i zaraz żałuje, bo znajomość okazuje się dla obydwu stron krępująca.
I są takie, książki, w które wchodzisz od razu, bez pukania. Po co, jeśli drzwi otwarte na oścież? I okna. Wchodzisz i od razu czujesz się jak w domu. Zdejmujesz odzienie wierzchnie, niedbale rzucasz w kąt buty i kładziesz się na kanapę. Ręce założywszy pod głowę. I rozglądasz się, słuchasz. Nastrojowo jest, i swojsko. Jesteś u siebie. Czytasz i uśmiechasz się, na pokraśniałej gębie rysuje się torcik złożony z warstw rozbawienia, uciechy, uznania i podziwu.
- Z windy trzeba korzystać umieć, jak nie, to trzeba schody używać, nie było w Polsce wind?!
- A były, były! Tylko je zbombardowali, wie pan?!
Włączył się Panstanisław, Panie Januszu, powiedział, to nie wypada, więc odpowiedziałem mu po niemiecku, żeby trzymał usta, co usłyszeć musiał Lokator bo krzyknął, jak pan śmie! Bezczelni Polacy po co tu przyjeżdżacie w ogóle? Kto was tu...
-Bo dobrze wychowani jesteśmy - przerwałem mu - jeśli ktoś komuś wizytę składa, to trzeba się odwzajemnić!
-O czym pan bredzi, czy pan jest pijany? - krzyknął.
Odkrzyknąłem – Ja nie jestem pijany! Tłumaczę panu pewne elementarne zasady zachowania się! Złożyliście nam wizytę czy nie?! Wtedy!
- I to bez zaproszenia – włączył się Panstanisław, tym razem jednak popatrzyłem na niego z uznaniem.
- Więc – kontynuowałem- my składamy teraz rewizytę wam, jasne?!
- Jasne - odkrzyknął po chwili Lokator – ale nie dłużej niż... czekaj pan... sześć lat! Jasne?!
Wkurwiony byłem na komunistów jak dziki pies dingo na obrożę.
pomnik należy się słowu - świnia. To moje najukochańsze słowo. ostry podjazd pod gorę na literce-ś, rozbieg do wysokiego wierzchoła-w i niesamowity, szaleńczy zjazd na dół-iinia, Doskonale. A świństwo? Pierwsza sylaba jakby zebranie śliny, druga jej z pełną premedytacją wyplucia. Tylno-przedniojęzykowa rozkosz. [Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca] s.129.
To już wolę z dwojga złego być skazany na bluesa niż na bliźnich. Stać obok niego, bliźniego, ujdzie w tłumie, siedzieć obok to granica bólu, siedzieć naprzeciwko: ból.
Kiedy widzę czekoladę "Milka", słyszę we własnej głowie melodię z reklamowego sloganu, Robią ze mnie taśmę magnetofonową. Te krótkie refreniki, hasełka, rymowanki są do rozpuku prymitywne i wściekam się, kiedy po paru dniach łapię się na ich powtarzaniu. Bezwiednym, automatycznym. (...) Proszę mnie źle nie zrozumieć, nie zamieniłbym oczywiście dyktatury reklamy na dyktaturę proletariatu, tylko... No właśnie, ta druga nie miała do mnie szans, Byłem jeszcze dzieckiem, a potrafiłem już się z niej śmiać. Śmierdząca z daleka, widoczna gołym okiem na odległość, żałosna w swej uzurpacji, zdumiewająca tupetem wychowywania mas. Fascynująco głupia, zdumiewająco nieudolna. Szczerząca kły, groźna też naturalnie, siedziałem w końcu, ale ja nie robiłbym z niej demonicznego potwora, nie przyprawiałbym jej niewidzialnych macek. Może dlatego, że nie mam po niej kaca. Co to za umysły, które dają się jej zniewalać? [Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca] s.141.
Książek on przeczytał chyba więcej, niż ich Niemcy spalili. Bilet tramwajowy kiedyś czytał, w te i wewte, w tramwaju, jak nie miał co czytać.
Gdybym pomyślał, oto człowiek, ile w nim zwierzęcia, zrobiłoby mi się niedobrze, ja jednak pomyślałem odwrotnie i poczułem do niego coś na kształt sympatii.
[Odwiedziny]s.39.
pisanie to zaklinanie rzeczywistości (s.211).
Życie jako palący się papieros, coraz więcej i więcej popiołu, aż w końcu tląca się starość i koniec, zostaje sam tylko martwy filtr.
(...) czy możecie wyobrazić sobie stan wiecznej szczęśliwości bez najmniejszego pojęcia o jej przeciwieństwie? Bzdura! Cnotę bez grzechu? Bzdura! Tęsknota do tego raju to dziecinada. A poza tym jak nas wypędzili, to trzeba mieć godność, trzeba się szanować, a nie jęczeć!
[Odwiedziny]s.73.
Najwspanialsze jest to, że nic na dobrą sprawę nie wiemy, tak uważam. Wcale nie zazdroszczę potomnym, którzy, być może, wiedzieć będą wszystko. [Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca] s.140.
Powiedziałem, Paniestanisławie, ma pan dwie ręce, którymi może poruszać, jak pan chce, dwie nogi, które niosą pana, gdzie tylko życzenie, oczy pan ma, uszy, i to wszystko jest panu posłuszne, nie wydaje się panu, że zastanawiać się nad sensem życia to bezczelność?
Panstanisław poprawił sobie chustkę na głowie i powiedział, czego się pan mnie czepia. Odpowiedziałem, a tego, że szuka pan sensu w czymś, co już ten sens stanowi. [Odwiedziny]s.85.
(...) kicz jest wszędobylski, niezmierzona jest jego potęga! [Odwiedziny]s.74.
A wyobraźcie sobie, mówiłem dalej, jak wyglądałaby na przykład taka literatura, gdyby jej rzekome cele zostały osiągnięte? Hę? W ogóle by nie wyglądała! Poprawa realnego świata, no też coś! Ci, którym wydaje się, że piszą własnie po to, sami podcinają sobie gałąź, na której siedzą! Ha! A ci inni, ci z wierszami na granicy samobójstwa? Piją potem przez tydzień z radości, że im to gdzieś wydrukowali!
[Odwiedziny] s.74.
Napiszę, jak rozmawiają z nami Niemcy. Oni słuchają nas przytakując głową, na nie schodzącym uśmiechu. To ma oznaczać, że nas rozumieją, to znaczy rozumieją sens tego, co mówimy. Zgadzają się z nami, generalnie zgadzają się ze wszystkim, o czym mówimy. Z drugą wojną i jej skutkami, z tym, że są za bardzo lewicowi albo za bardzo prawicowi, że wrodzy są wobec cudzoziemców, albo nadzwyczaj, w porównaniu z innymi, tolerancyjni. Słuchają tak uważnie, że można poczuć się nieswojo. Rzadko, bardzo rzadko oponują, najwyżej zdobędą się na to, żeby coś dopowiedzieć, uzupełnić i cieszą się na końcu z bardzo treściwej i pouczającej dla nich rozmowy. Trudno, bardzo trudno zobaczyć od razu, że od wypisanej na twarzach deklaracji zgody do miejsca, w którym magazynują swe poglądy, wykopany mają rów, a w rowie tym, na samym jego spodzie leży warstwa cywilizacyjnej wyższości. Ona tam jest, pytanie tylko, czy rzeczywiście bez powodu. [Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca] s.142.
Co było robić, służba polskiemu Bogu to nie służba jakiemuś tam Bogu w ogóle.
Uroniłem trzy łzy. Pierwsza, bezsilna, wypłynęła z lewego oka, druga, wściekła, z prawego, zaś trzecia, której słony smak poczułem w ustach, stanowiła klamrę, wylana została nad losem tego nieszczęsnego kraju, który w pociągu nie ma papieru toaletowego. A ma papieża Polaka. A nie ma wody.
Zdobywanie jej wzgórka łonowego trwa trzy lata. Nie, żeby Brecht nie wspinał się w tym czasie na inne, ale ten był najważniejszy.
Po paru stronach już odkryłem rzecz następującą: czas przeszły ma pod sobą wszystkie pozostałe czasy. Czytającemu nie pozostaje nic innego, jak wierzyć mu, choćby na słowo. [Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca] s.121.
To dziwne, że piszę w "naszym" handlowym centrum. Człowiek skończył trzydzieści lat, ma metr siedemdziesiąt sześć, a staje się dobrowolnie więźniem takiego małego, gównianego zaimka osobowego. [Trzecia w prawo i druga w lewo od księżyca] s.119.
(...) czytałem gdzieś, iż prostackiemu człowiekowi wydaje się, że rym jest gwarantem logiki i że on to właśnie czyni poezję, a nie odwrotnie.
[Odwiedziny]s.42.
Szczęściarz Brecht jakby w ręku miał niewidzialny dzwoneczek i przywoływał nim gotowe na każde jego skinienie kobiety.
Trudno mi jest uwierzyć, że ludzie wierzą, że ktoś kiedyś zaszedł w ciążę z duchem, a ktoś inny chodził po wodzie. [Odwiedziny] s.93.
Cytuję i cytuję. Zacytuję Was do omdlenia. No bo jak inaczej? Nie chodzi mi przecież o krótki po Schulzu spacer, ja chcę buszować po całym jego zbożu. Poza tym, niby z jakiej racji mam męczyć się tym czytaniem sam?
Nigdy nie mogłem tego znieść, poezji czytanej w radiu "Warszawa", tej pornografii aksamitnego, pluszowego głosu, beczących skrzypiec i załkanych fortepianów. (s.157).
Dlaczego przejmują mnie rzeczy najbardziej banalne? To, że każde "teraz" będzie kiedy "kiedyś"? Ledwo się jakieś "teraz" zacznie, a we mnie już rodzi się dziecinna przecież niezgoda na siedzące mu na barana "kiedyś".
[Odwiedziny]s.83.