Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 17 kwietnia 2026
LubimyCzytać97
Artykuły"Malarz" Piotra Chomczyńskiego - mamy dla Was 30 egzemplarzy książki
LubimyCzytać4
ArtykułyWiosenne porządki w księgarni Matras. Setki hitów już od 5 złotych!
LubimyCzytać1
ArtykułyJak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać12
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Bolesław Żyliński

Pisze książki: reportaż
Urodzony: 1894 (data przybliżona)Zmarły: 1939 (data przybliżona)
Żyliński Bolesław ur. się 30.10.1894 r. w Lubaczu na terenie diecezji łucko-żytomierskiej. W 1915 r., czując głos Bożego powołania, wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Petersburgu. W 1917 r. przeniósł się do seminarium w Żytomierzu, które wkrótce z powodu wojny przeniosło się do Tarnowa. Tu zakończył formację seminaryjną i w 1920 r. przyjął święcenia kapłańskie.
W listopadzie 1920 r. ks. Żyliński na polecenie bpa Ignacego Dub-Dubowskiego udał się potajemnie do Rosji bolszewickich jako jeden z 7 wysłanych tam przez niego księży i podjął pracę w opuszczonych parafiach w północnej części diecezji łucko-żytomierskiej w pobliżu granicy polskiej. Był administratorem jednocześnie kilku parafii: Olewska, Owrucza, Wieledników i Łabunia. Wobec coraz większych ograniczeń i utrudnień duszpasterstwa ze strony władz bolszewickich pracował także w ukryciu.
W lutym 1926 r. ks. Żyliński został aresztowany i osadzony w więzieniu GPU w Olewsku. Po latach tak pisał o rzeczywistych powodach swego aresztowania: W czterech powierzonych mej pieczy parafiach na 8 tysięcy ludności polskiej było tylko 7 bolszewików, za to, że młodzież polska mocno trzymała się wiary katolickiej, za to, że chrzciłem chore dzieci nie zapisane jeszcze w gminie, za to, że ratowałem współbraci kapłanów, za to, że głosiłem parafianom, że Ojczyzna ich to Polska.
W związku z procesem ks. Teofila Skalskiego w Moskwie, w artykule zamieszczonym 28.01.1928 r. na łamach "Prawdy", opisywano rzekomą organizację rekrutującą szpiegów spośród księży polskich, wysyłanych nielegalnie na teren ZSSR, wymieniono ks. Żylińskiego jako kierującego ich powrotami do Polski. W sierpniu 1926 r., po dziesięciodniowej rozprawie przed Kolegium OGPU w Korosteniu k. Żytomierza, na podstawie oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Polski od 1920 r., został skazany na karę śmierci. Miesiąc później do Owrucza, gdzie był więziony, przybył kat mający wykonać wyrok. Na wieść o tym zmarł w Olewsku na atak serca jego ojciec. Wyrok nie został wykonany, lecz trzymano go w celi śmierci przez 4 miesiące.
Ambasador Francji w Moskwie, Jean Herbette, poruszał z zastępcą komisarza ludowego spraw zagranicznych Maksimem Litwinowem sprawę kary śmierci dla ks. Żylińskiego. Po kilku miesiącach powiadomiono go, że wyrok został zawieszony, z zastrzeżeniem jednak, że może być w każdej chwili wykonany. W tym przeświadczeniu utrzymywany był podczas pobytu w więzieniu w Czernihowie przez 4 lata i 8 miesięcy. Systematycznie skreślano go z proponowanej przez władze polskie listy więźniów do wymiany. Wg notatki MSZ z 5.04.1930 r., przesłanej prymasowi Polski kard. Augustynowi Hlondowi, 13.03.1930 r. został przewieziony do Moskwy z poleceniem deportacji na północ. 28.06.1930 r. został skierowany do łagru na Sołówkach.
21.07.1930 ks. Żyliński uciekł z obozu przejściowego dla więźniów pod Archangielskiem, w którym przebywało wówczas 28 000 osób. Po trwającej 6 tygodni ucieczce i po dramatycznych przygodach, w czasie których kilkakrotnie przestrzelono mu ubranie, 11.09.1930 r. dotarł do Polski. W tym samym roku podjął pracę we wsch. części diecezji łuckiej. Do 1937 r. był administratorem parafii Powórsk w dekanacie Kowel, a następnie Ludwipol w dekanacie koreckim.
17.09.1939 r., wobec wkroczenia Armii Czerwonej w Granice Polski, ks. Żyliński udał się na zachód. Dotarł do Hrubieszowa, gdzie usłyszał, ż po interwencji aliantów wojska sowieckie wycofują się. W tej sytuacji postanowi powrócić do swojej parafii. 18.09.1939 r. dotarł do Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie został aresztowany na ulicy przez sowieckiego żołnierza. Powodem była prawdopodobnie sutanna w którą był ubrany.
Ks. Bolesław Żyliński zginął najprawdopodobniej 18.09.1939 r. Okoliczności jego śmierci z rąk sowieckiego okupanta pozostają nieznane.
W listopadzie 1920 r. ks. Żyliński na polecenie bpa Ignacego Dub-Dubowskiego udał się potajemnie do Rosji bolszewickich jako jeden z 7 wysłanych tam przez niego księży i podjął pracę w opuszczonych parafiach w północnej części diecezji łucko-żytomierskiej w pobliżu granicy polskiej. Był administratorem jednocześnie kilku parafii: Olewska, Owrucza, Wieledników i Łabunia. Wobec coraz większych ograniczeń i utrudnień duszpasterstwa ze strony władz bolszewickich pracował także w ukryciu.
W lutym 1926 r. ks. Żyliński został aresztowany i osadzony w więzieniu GPU w Olewsku. Po latach tak pisał o rzeczywistych powodach swego aresztowania: W czterech powierzonych mej pieczy parafiach na 8 tysięcy ludności polskiej było tylko 7 bolszewików, za to, że młodzież polska mocno trzymała się wiary katolickiej, za to, że chrzciłem chore dzieci nie zapisane jeszcze w gminie, za to, że ratowałem współbraci kapłanów, za to, że głosiłem parafianom, że Ojczyzna ich to Polska.
W związku z procesem ks. Teofila Skalskiego w Moskwie, w artykule zamieszczonym 28.01.1928 r. na łamach "Prawdy", opisywano rzekomą organizację rekrutującą szpiegów spośród księży polskich, wysyłanych nielegalnie na teren ZSSR, wymieniono ks. Żylińskiego jako kierującego ich powrotami do Polski. W sierpniu 1926 r., po dziesięciodniowej rozprawie przed Kolegium OGPU w Korosteniu k. Żytomierza, na podstawie oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Polski od 1920 r., został skazany na karę śmierci. Miesiąc później do Owrucza, gdzie był więziony, przybył kat mający wykonać wyrok. Na wieść o tym zmarł w Olewsku na atak serca jego ojciec. Wyrok nie został wykonany, lecz trzymano go w celi śmierci przez 4 miesiące.
Ambasador Francji w Moskwie, Jean Herbette, poruszał z zastępcą komisarza ludowego spraw zagranicznych Maksimem Litwinowem sprawę kary śmierci dla ks. Żylińskiego. Po kilku miesiącach powiadomiono go, że wyrok został zawieszony, z zastrzeżeniem jednak, że może być w każdej chwili wykonany. W tym przeświadczeniu utrzymywany był podczas pobytu w więzieniu w Czernihowie przez 4 lata i 8 miesięcy. Systematycznie skreślano go z proponowanej przez władze polskie listy więźniów do wymiany. Wg notatki MSZ z 5.04.1930 r., przesłanej prymasowi Polski kard. Augustynowi Hlondowi, 13.03.1930 r. został przewieziony do Moskwy z poleceniem deportacji na północ. 28.06.1930 r. został skierowany do łagru na Sołówkach.
21.07.1930 ks. Żyliński uciekł z obozu przejściowego dla więźniów pod Archangielskiem, w którym przebywało wówczas 28 000 osób. Po trwającej 6 tygodni ucieczce i po dramatycznych przygodach, w czasie których kilkakrotnie przestrzelono mu ubranie, 11.09.1930 r. dotarł do Polski. W tym samym roku podjął pracę we wsch. części diecezji łuckiej. Do 1937 r. był administratorem parafii Powórsk w dekanacie Kowel, a następnie Ludwipol w dekanacie koreckim.
17.09.1939 r., wobec wkroczenia Armii Czerwonej w Granice Polski, ks. Żyliński udał się na zachód. Dotarł do Hrubieszowa, gdzie usłyszał, ż po interwencji aliantów wojska sowieckie wycofują się. W tej sytuacji postanowi powrócić do swojej parafii. 18.09.1939 r. dotarł do Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie został aresztowany na ulicy przez sowieckiego żołnierza. Powodem była prawdopodobnie sutanna w którą był ubrany.
Ks. Bolesław Żyliński zginął najprawdopodobniej 18.09.1939 r. Okoliczności jego śmierci z rąk sowieckiego okupanta pozostają nieznane.
8,0/10średnia ocena książek autora
4 przeczytało książki autora
9 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Wspomnienia z państwa antychrysta Bolesław Żyliński 
8,0

Ta książka ma dla mnie szczególne znaczenie ze względu na historię egzemplarza, który trafił w moje ręce w ubiegłym tygodniu.
Wspomnienia księdza Żylińskiego wydano ostatnio w 2016 roku w Poroninie. Zaraz potem Ośrodek Wołanie z Wołynia wysłał kilkanaście egzemplarzy do różnych polskich parafii na Ukrainie.
Jedna z książek trafiła do Lwowa i przez rok była czytana przez Polaków – od księdza pożyczyło ją ponad sto osób. Gdy nie było już chętnych, egzemplarz trafił do liczącej pięćset osób parafii w Kostopolu (około 250 km od Lwowa). Przeczytała go też ponad setka zainteresowanych.
Ostatnio wspomnienia zagościły w domu rodziny R., której pomagamy od kilku lat. Gdy nam ją pokazano (z wielką czcią, bo polskojęzyczne książki należą tam do rzadkości),przerzuciliśmy kilka kartek, stwierdzając, że zapowiada się interesująco.
Następnego dnia dostaliśmy ten zaczytany i posklejany taśmą egzemplarz w prezencie. Od razu też ustaliliśmy, że za kilka tygodni go odeślemy, mimo iż młode małżeństwo mówiło, że możemy ją zatrzymać.
Teraz książka jest u mojego syna i jego narzeczonej, a do przeczytania ustawiło się w kolejce kilka osób.
Pod koniec czerwca odeślę wspomnienia do Kostopola i pewnie będę się zastanawiać, jaką jeszcze drogę zatoczą.
(Przy okazji wspomnę, że wielkim przeżyciem było dla mnie goszczenie w domu, w którym żyje się biednie, ale czysto, godnie, i z niezwykłą pieczołowitością dba się o biblioteczkę, która stoi w pokoju na honorowym miejscu).
A teraz wreszcie co nieco na temat sedna i formy.
Styl i język wspomnień księdza Żylińskiego dziś trącą myszką, ale ma to niepowtarzalny urok. Najważniejsza jednak jest treść.
Autor, który pochodził z polskich Kresów (urodził się na terenie dzisiejszej Białorusi),w 1920 roku potajemnie objął parafię na wschodzie polskiego Wołynia, na terenach zajętych po rewolucji październikowej przez bolszewików. Tam zajmował się również konspiracją i działalnością patriotyczną, za co w 1926 roku skazano go na śmierć. Po wielu perypetiach udało mu się uciec podczas transportu.
Nie zaprzestał szerzenia wiary i prawdy o sytuacji Polaków w rejonach opanowanych przez sowietów.
Ostatnie dni księdza poznajemy już z dopisanej niedawno relacji Marii Dębowskiej, gdyż na początku radzieckiej okupacji, 18 września 1939 roku, ksiądz został aresztowany przez czerwonoarmiejca na ulicy i słuch o nim zaginął.
Zasadniczą treść książki stanowią wspomnienia księdza Żylińskiego z jego pobytu na wschodzie Wołynia, gdzie wkroczyli bolszewicy i wprowadzili własne „porządki”, zakazując nauczania religii i języka polskiego. Próby zniszczenia tamtejszego życia parafialnego spełzły na niczym, gdyż polscy duchowni nauczali potajemnie. Było to niebezpieczne i zostało okupione wieloma ofiarami, jednak i księża, i ich polscy podopieczni nie wyobrażali sobie życia bez modlitwy, liturgii oraz rozmów po polsku, czytania rodzimej literatury i wychowywania w tym duchu dzieci.
Autor opisuje szczegółowo, jak wyglądały jego kontakty z rodakami, jak potoczyło się życie Polaków, którzy nie chcieli wyprzeć się swej narodowości.
Jednocześnie relacje te są przeplatane interesującymi refleksjami na temat bolszewizmu jako systemu totalitarnego oraz na temat polityki Lenina i jego popleczników. Mamy okazję poznać ówczesną sytuację z perspektywy wykształconego, wrażliwego, ale i zdeterminowanego duchownego.
Ksiądz nieraz wraca do czasów swojego dzieciństwa i historii Polski, wypowiada się na temat sytuacji w Europie, sporo pisząc o pierwszej wojnie światowej i jej wpływie na odzyskanie przez Polaków niepodległości, której na wschodnim Wołyniu znów ich pozbawiono.
W wielu fragmentach autor przytacza różne rozmowy, co sprawia, że narracja zaczyna przypominać powieść. Dzięki temu całość czyta się szybko, z zainteresowaniem i z emocjami.
Polecam z czystym sumieniem, bo to wspomnienia chwytające ze serce, dające do myślenia i mało spopularyzowane.


























