Lista życzeń Ewa Szumowska 9,7

„Lista życzeń” to 8. tom – nagroda Grand Prix w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „O Złotą Pszczołę”.
Książka Ewy Szumowskiej to po pierwsze poetycki opis relacji rzeczywistej, jak się wydaje. Punktem wyjścia są listy zakupów, jakie na opakowaniach po lekarstwach zapisywał pan Henryk P. i które realizował Jakub. Wszystkie te „listy życzeń” zostały skrzętnie udokumentowane i stanowią integralną część zbioru.
Główny podmiot (bo chyba jest ich tu więcej i starają się usilnie nie zwracać na siebie uwagi) snuje tę opowieść po odejściu pana Henryka. Już w otwierającym tom wierszu widać, jak bardzo ta poezja dotyka codzienności, jak mocno wpisana została w prozę życia. Podoba mi się, że metaforyka autorki bazuje na tym, co bliskie człowiekowi. Zresztą, o tym co istotne, metafizyczne, a może nawet i niepojęte, podmiot mówi prosto – „byłeś i już cię nie ma”. I to właśnie jest sedno zagadnienia. To uderza najmocniej.
Rozczulające jest to, że źródłem wierszy są produkty zapisane przez pana Henryka. I tak, „jabłko lobo” wyzwala w podmiocie szereg uczuć, z których poza sentymentem i radością ze smakowania soczystego owocu jest… poczucie pustki. Prawdopodobnie powstałej po zniknięciu kogoś bliskiego, może właśnie pana P.
Podmiot nie może pogodzić się z bezdusznym losem. Nieustannie wspomina, „czasowi pod włos”, w świetnych „Wafelkach kakaowych (30 deka na wagę)” spotkania z mężczyzną. „Miesza w czasie” – jak cudnie określa swoje odtwarzane w pamięci spotkania przy herbatce z cukrem.
Trudne jest życie pozostawionego. Ciągle kogoś brakuje, za czymś się tęskni, czegoś żałuje. Ta książka jest też pewnego rodzaju poetyckim pożegnaniem z bliską osobą i być może wyznaniami, które nigdy nie padły w rzeczywistości, a w tekstach są obecne, choć raczej – poza ostatnim utworem – między wierszami.
To, że styl tej poezji jest raczej czytelny dla chyba wszystkich czytelników nie oznacza, że Szumowska pisze banałem, schematem czy językiem potocznym. Przeciwnie, autorka dyskretnie wikła nas w kulturowe odniesienia, aluzje czy inne swobodne nawiązania. Pokazuje w tym nie tylko swoją biegłość, ale też i poczucie humoru. Jak choćby we fragmencie o robieniu sprawunków z przygotowanej listy:
[fragm. wiersza na blogu]
Choć ten wyimek można odnieść dużo szerzej – bo w tym wierszu (o genialnym tytule) podmiot charakteryzuje człowieka współczesnego – „nie zbiera, nie poluje, zamawia”. Jest też tu opis naszej konsumenckiej rzeczywistości. Bo świat się kręci już chyba tylko wokół tego, prawda?
Przemykają przez tę poezję postacie znane z literatury, filozofii czy nauki, pojawiają się pewne motywy czy symbole kulturowe. O nieuchronności ludzkiego losu przypomina Annuszka, zmierzająca „po olej”, o zegarach myśli się w kontekście Einsteina, zmysły koi głos Krystyny Czubówny. Są też bajki, baśnie, legendy i mity. Jest swoisty Guliwer, zapraszający filozofów na ucztę. Tylko Calineczki (już) nie ma…
[tekst wiersza na blogu]
Świetnie Szumowska operuje językiem. Skrupulatnie buduje zasoby podmiotu, by kiedy trzeba mogła sięgnąć po precyzyjny opis, to znów (częściej) po wieloznaczność lub grę szczegółów leksykalnych (znakomite smaczki słowne!).
„Lista życzeń” jest poezją wieloznaczną. Ewa Szumowska celowo nie zawęża przestrzeni lirycznej, pozwala, aby czytelnik umieścił w niej własne bagaże, bliskich, znane emocje, typowe dla siebie przedmioty czy zwyczaje. To poezja bardzo do siebie i jeszcze bardziej od siebie. Czuła, wyjątkowa. Na takie tomy się czeka (to te z listy życzeń!). Takie, które przychodzą i są. I są. Na długo.