Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności. Wydanie II David Allen 7,0

ocenił(a) na 925 tyg. temu Trudno mi było przyznać ocenę tej książce. Z jednej strony odmieniła mi życie i opisana technika bardzo dużo mi daje. Z drugiej – jest przegadana, a wiele porad dotyczących organizacji zadań straciło znaczenie w dobie elektronicznych narzędzi.
Niemniej jednak sama filozofia Allena jest na tyle korzystna, że warto przebrnąć przez nawet niezbyt ciekawe części, byleby ją sobie wpoić. W moim przypadku książce się to udało, więc oceniam wysoko.
W skrócie – każdy wie, że warto od czasu do czasu zrobić sobie listy zadań, gdy mamy wiele na głowie. Allen jednak znacznie poszerza tę metodę. Według niego należy zapisywać (w specjalnie zorganizowanym systemie) praktycznie wszystko, co tylko zaprząta nam głowę o kilka minut zbyt długo lub przypomina się w momencie, gdy chcemy być zajęci czymś innym. Tego typu myśli, o ile ich nie zaadresujemy przez zapisanie, tworzą tzw. otwarte pętle, które wymagają uwagi, czasu i energii.
Kilka fajnych myśli z książki i moich uwag:
● Brak czasu wcale nie jest głównym problemem. Allen, ucząc tysiące ludzi, doszedł do wniosku, że prawdziwym problemem jest brak jasności i zdefiniowania, czym tak naprawdę jest ich projekt i jak powinny wyglądać najbliższe działania. Wyjaśnianie spraw natychmiast, kiedy tylko pojawią się „na radarze", pozwala na poczucie kontroli i relaksu.
● W praktyce nie ma możliwości osiągnięcia stanu zrelaksowania, jeśli swoje sprawy będziesz trzymał tylko w głowie. Zasadniczą różnicą pomiędzy metodą Allena a tym, co robią inni, jest to, że on ogarnią i organizuje sto procent swoich spraw w ramach narzędzi, które ma w ręku, nie w umyśle. Odnosi się to do wszystkiego – spraw małych i wielkich, osobistych i zawodowych, pilnych i mniej pilnych.
● Najlepsze pomysły dotyczące pracy wcale nie przychodzą do głowy wtedy, kiedy jesteś w pracy. W miarę rozwoju kariery zauważysz, że umiejętność wspomagania myślenia narzędziami do gromadzenia pomysłów, zawsze pod ręką, jest kluczem do panowania nad własnym światem. Sam interesuję się zagadnieniem pracy głębokiej i dostrzegam, jak niezwykle ważna jest możliwość spisywania swoich myśli i działań.
● Każda decyzja, którą podejmujesz – błaha czy ważna – zmniejsza ograniczoną energię Twojego umysłu. Co ciekawe, decyzja by „nie podejmować decyzji" w sprawie e-maila (lub czegokolwiek innego) również uszczupla zapasy paliwa psychicznego. Dlatego lepiej tak wiele rzeczy spisać, niż je wałkować w głowie.
● Bez notowania swoich myśli niezwykle trudno jest skupić na czymś uwagę dłużej niż dwie minuty. Szczególnie gdy siedzisz nad tym w samotności. Jeśli jednak wykorzystujesz fizyczne narzędzia do chwytania myśli, możesz utrzymać konstruktywne zaangażowanie przez wiele godzin.
● Bardzo duża część książki to opisywanie tego, jak wykorzystać metodę GTD w środowisku „fizycznym" – biurko, pokój, segregatory itp. Rozumiem, że może to być przydatne, no ale w dobie, gdy coraz więcej zadań i wiedzy gromadzi się na komputerze i w przeróżnych aplikacjach, wiele z tych opisów nie ma za wiele wartości.
● Widać też, że autor trochę nie z dzisiejszej daty. W jednym momencie opisuje z niekłamaną dumą, jak odkrył znakomite zastosowanie aparatu fotograficznego w smartfonie – chodzi o rejestrowanie zawartości białej tablicy i przekazywanie jej uczestnikom burzy mózgów. No tak dziadziu, faktycznie aparat w telefonie do wielu rzeczy się przydaje XD.
Mój ulubiony cytat z książki:
"Nasz umysł jest przystosowany do generowania pomysłów na podstawie wykrywania prawidłowości, lecz raczej nie jest przystosowany do pamiętania czegokolwiek!"
Ogólnie więc polecam każdemu, kto pracuje umysłowo (zwłaszcza samotnie!) czy też uważa, że natłok informacyjny i organizacyjny doprowadza go do szału. Uważam wręcz, że metoda GTD jest w stanie zapobiec wielu problemom psychicznym związanym ze stresem i przytłoczeniem. Sam jestem zdziwiony, jak samo zapisanie pewnych spraw – nawet jeśli nie zajmę się nimi przez długi czas – uspokaja i daje poczucie kontroli nad życiem.