„Kiedy nadciąga mgła”: sekretne życie Lucy
W „Drakuli” Brama Stokera Lucy Westenra stanowi przede wszystkim kontrast dla postaci Miny. I wkrótce znika ze sceny, gdy kołek wbity w serce wieńczy jej wampirzy żywot. Julie C. Dao sięgnęła do klasyki i postanowiła opowiedzieć tę dobrze znaną wszystkim historię po raz kolejny, głos jednak oddała samej Lucy, która z impetem wchodzi na pierwszy plan.
Do tej pory Julie C. Dao publikowała głównie książki dla dzieci i młodzieży. „Kiedy nadciąga mgła”, pierwsza część dylogii zainspirowanej słynną powieścią Brama Stokera, to jej pierwsza próba wkroczenia do literackiego świata dla dorosłych czytelników. I do tego odważna, bo Dao bierze na tapet „Drakulę” – fabułę, po którą od dawna sięgają zarówno filmowcy, jak i pisarze. Żeby wyjść z ryzykownego przedsięwzięcia z tarczą i nie popaść w banał czy schematyzm, potrzebne były więc i powiew świeżości, i tchnienie oryginalności.
Dlatego autorka główną bohaterką czyni Lucy, postać tak często niedocenianą, a kryjącą w sobie znacznie więcej, niż na pierwszy rzut oka można by dostrzec. Bo też, jak mówi Duo, nierzadko postacie epizodyczne czy drugoplanowe są znacznie ciekawsze od głównych bohaterów – i czasem warto spojrzeć na nie z innej strony, posłuchać ich wersji opowieści.
Z miłości do retellingów
Dao podkreśla, że ta książka była dla niej bardzo ważna – i to z wielu powodów. Już od lat chciała stworzyć powieść dla dorosłych, lecz wciąż angażowała się w inne projekty. Dopiero teraz wreszcie udało jej się spełnić to marzenie. Poza tym kocha retellingi od czasu, kiedy jako nastolatka przeczytała „Mgły Avalonu” Marion Zimmer Bradley – historię króla Artura przedstawioną z perspektywy Morgany. Zresztą jej debiutancka, niewydana u nas książka „Forest of a Thousand Lanterns” opowiada historię Złej Królowej – tej, która potem będzie zazdrosna o Śnieżkę – osadzoną w nietypowej scenerii, krainie wzorowanej na Wschodniej Azji. To ostatnie akurat nie dziwi, gdyż Dao nie kryje dumy ze swojego pochodzenia. Dlatego i Lucy Westenra w jej książce ma azjatyckie korzenie.
Duo zabiera nas do mrocznego Londynu, gdzie kobiety noszą powłóczyste suknie i starają się przestrzegać konwenansów. Pod skostniałymi zasadami pała jednak namiętność, a grzeszne pragnienia próbują wydostać się na światło dzienne. W świecie, w którym kobiety marzą o dobrym zamążpójściu, Lucy Westenra nie ma powodów do narzekań. Jest świetnie sytuowana, atrakcyjna, a mężczyźni nie pozostają obojętni na jej względy.
Ona jednak czuje jakąś dziwną tęsknotę za tym, o czym dobrze wychowana panna absolutnie nie powinna myśleć – pragnie wolności. Jest dzika i kryje w sobie coś niebezpiecznego, nieokiełznanego. Czuje się rozdarta między rozsądkiem a pożądaniem. „Jeśli Minę można uznać za anioła budzącego nadzieję w każdym mężczyźnie, to ja jestem diablicą z ich snów”, mówi. Lucy – namiętna, wyzwolona seksualnie, świadoma swej kobiecości – jest też zafascynowana śmiercią, i to, oczywiście, stanie się jej zgubą. Zwłaszcza że we śnie poznaje pewnego tajemniczego mężczyznę…
Stworzona przez Duo bohaterka nie jest kobietą, która poddaje się biegowi wydarzeń. O nie, ona sama kreśli własne ścieżki. Jest wygadana, odważna, pewna siebie, ale tak naprawdę również nieco pogubiona, popełnia błędy, podejmuje kiepskie decyzje, zawodzi – dopiero potem myśli o konsekwencjach. I stara się naprawić sytuację. A przy tym walczy o siebie, o swoją niezależność i o to, by żyć tak, jak chce, a nie tak, jak powinna.
Mgła spowija go niczym płaszcz, nieznajomy tkwi w miejscu tak nieruchomo, że początkowo biorę go za kolejny pomnik. Nie potrafię dojrzeć jego twarzy w ciemności bezksiężycowej nocy, ale w jakiś sposób czuję, że go znam i że bez problemu rozpoznałabym jego oblicze.
W poszukiwaniu siebie
Choć „mroczny, wampiryczny romans” może brzmieć banalnie, to autorka ma parę asów w rękawie – udaje się jej stworzyć buzujący od emocji klimat, duszną atmosferę niepewności, niepokoju i lęku. Mimo że historia wydaje się dobrze znana, Duo potrafi zaskoczyć czytelnika, zaintrygować i wciągnąć w swoją opowieść. Zgrabnie buduje relacje między bohaterami. Więzi między nimi są mocne, prawdziwe, opisane w boleśnie szczery sposób – a już zwłaszcza przyjaźń Lucy i Miny, pełna miłości, ale także niedopowiedzeń i napięć.
Zresztą nic w tym dziwnego, skoro Lucy wciąż boi się zajrzeć w głąb siebie. „Nie mam najmniejszego pojęcia, kim tak naprawdę jestem”, mówi, zaś ten lęk sprawia, że chwilami jest zagubiona i podatna na rozmaite podszepty. A kiedy pojawia się ktoś, kto wydaje się ją rozumieć, Lucy daje się uwieść tej iluzji. Równocześnie jednak wie, kiedy powinna postawić na swoim – bo jest jedną z tych bohaterek, które walczą o swoje, nawet za cenę życia.
Wampiryzm staje się dla Lucy sposobem na odnalezienie własnej drogi. Z zachwytem słucha, że wampir ma niezwykłe moce, nie obowiązują go zasady – a już na pewno nie te, które wiążą człowieka, narzucone przez życie i śmierć. I sama prosi Vlada, by przemienił ją w podobną jemu istotę. „Nigdy nie należałam do świata żywych, ale też nie zamierzam tkwić uwięziona na wieczność z umarłymi. Ty egzystujesz w świecie pomiędzy i ja również tego pragnę”, mówi. To dla niej szansa na ucieczkę od losu, którego nie akceptuje – jak sama mówi, wychowywano ją w przeświadczeniu, że jej rolą jest wyjście za mąż, urodzenie dzieci, a potem śmierć. „Żadna ze składających się na mnie osobowości – jedna pogodzona z oczekiwaniami społeczeństwa, a druga tęskniąca za grobem – nie brała pod uwagę, że może istnieć jakieś inne wyjście”. Znajduje sposób na to, jak umrzeć, ale równocześnie pozostać żywą i nie musieć już podporządkowywać się narzuconej jej roli.
Duo przyznaje, że poświęciła lata na planowanie swojej historii. „Drakulę” zna prawie na pamięć, podobnie jak biografię Stokera. Zaczytywała się w książkach historycznych opowiadających o czasach wiktoriańskich oraz w publikacjach, w których poruszano problematykę seksualności kobiet w tej epoce. Ponieważ – jak mówiła – nie podobało jej się, że w powieści Lucy zostaje ukarana śmiercią w zasadzie za to, że jest zbyt piękna, zbyt pociągająca; uznaje się ją za rozwiązłą, choć nie ma ku temu wiarygodnych przesłanek. W „Kiedy nadciąga mgła” oddaje jej więc sprawiedliwość (zapewnia, że w drugim tomie podobny los czeka Jonathana Harkera, który według niej też nie miał zbyt wiele szczęścia i w filmach wypada dość blado), pozwala jej odbyć własną podróż w poszukiwaniu siebie. W końcu czasem śmierć to dopiero początek.
Nie potrafię rozpoznać jego akcentu, ale kojarzy mi się z rozległymi pradawnymi miastami, zrujnowanymi zamkami otoczonymi mrocznymi, splątanymi koronami drzew i licznymi szczytami mieniącymi się w blasku zachodzącego słońca. Obejmuje mnie delikatnie i opiekuńczo ramionami.
– Odnajdę cię, Lucy.
I wtedy się budzę.

Książka „Kiedy nadciąga mgła” jest dostępna w sprzedaży online.
artykuł sponsorowany


