W pisaniu trzeba mieć odwagę dziecka: rozmowa z Grzegorzem Kaplą
Jak sam mówi o sobie: „Żyje z pisania, odkąd odkrył konfucjańską zasadę, że jeśli wybierzesz zajęcie, które kochasz, nie będziesz musiał pracować ani jednego dnia”. Wcześniej sprawdzał się jako reportażysta, od kilku lat próbuje swoich sił również jako autor kryminałów. Z okazji premiery „Bez przebaczenia”, kolejnego tomu z Olgą Suszczyńską w roli głównej, z Grzegorzem Kaplą rozmawiamy o jego literackich ambicjach i doświadczeniach oraz życiu „w najciekawszych, dramatycznych okolicznościach, jakie można sobie wyobrazić”.
Materiały Wydawnictwa Sonia Draga
[Opis – Wydawnictwo Sonia Draga]
Historia obciążonego politycznym uwikłaniem dochodzenia w sprawie nagłych i niespodziewanych śmierci ludzi powiązanych z zakupem Pegasusa przez Polskę.
W sprawie pojawiają się nieoczekiwanie poszlaki prowadzące do Abu Dauda, przywódcy terrorystycznej organizacji Czarny Wrzesień, ofiary nieudanego zamachu w warszawskim hotelu.
Pogubiona w życiu osobistym bohaterka, podkomisarz Olga Suszczyńska będzie musiała walczyć nie tylko o prawdę, ale i o własne życie.
Grzegorz Kapla, wywiad dla Lubimyczytać
Sonia Miniewicz: Najpierw dałeś się poznać czytelnikom jako autor reportaży. Potem, kiedy pani z kiosku wcisnęła ci książkę Remigiusza Mroza, uznałeś, że nadszedł czas na napisanie powieści – i po miesiącu miałeś już gotowy rękopis.
Grzegorz Kapla: Żeby zacząć od początku, to najpierw była książka o kobietach z Gór Kaczawskich, potem trzy tomy reportaży zrobione wspólnie z Tomaszem Tomaszewskim, Arkadiuszem Kubisiakiem i Andrzejem Świetlikiem, a potem w barze „U Araba” nad Kanałkiem na Żoliborzu Martyna Wojciechowska powiedziała mi, że wciąż spisuję opowieści innych ludzi, a może już czas na własną. Później było dokładnie tak jak mówisz i pierwszą powieść, „Bezdech”, napisałem w miesiąc. Do rozwiązania pozostawał problem zakończenia, ale akurat Wojtek Lisowski zadzwonił, że jest taki dom w Krakowie na Małym Rynku, kiedyś mieszkał tam pan Świetlicki, bywał pan Mrożek, że są świetne wibracje, powiedział, że mi zostawia to miejsce na kilka dni, pojechałem i zakończenie się poskładało.
Studiowałeś teorię literatury, znasz doskonale książkowe schematy i motywy. Czy to sprawia, że jako autor lepiej odnajdujesz się w literackiej fikcji?
Nie wiem. To nie znajomość przepisów gry czyni Roberta Lewandowskiego najlepszym piłkarzem naszych czasów, ale talent, upór, praca i odrobina szczęścia do spotykania właściwych ludzi o odpowiedniej porze. Z pisaniem jest podobnie. Znajomość teorii nie zawsze pomaga, w pisaniu trzeba mieć odwagę dziecka, które wierzy, że idzie drogą, jaką nie szedł przed nim nikt inny.
Dlaczego zdecydowałeś się na pisanie kryminałów? Sam jesteś fanem takiej literatury czy może pewien wpływ miał na to fakt, że po takie właśnie powieści ludzie sięgają ostatnio najchętniej?
To była konieczność. Odkąd książka przestała być dziełem sztuki i stała się produktem przemysłu wydawniczego, trzeba liczyć się z wymaganiami wydawców. Okazało się, że nie widzą oni szansy na przeskoczenie z półki reportaż, wywiad, czy opowieść podróżnicza na półkę fiction, chyba że to będzie kryminał. Ale przecież nie chodzi o to, czy to kryminał, czy epopeja o poszukiwaniu tożsamości w czasach nieudanego końca historii, ale o to, czy książka jest dobrze napisana.

Jak wyglądają twoje przygotowania do napisania kryminału? Zależy ci na jak największej dbałości o szczegóły czy też uważasz, że nie jest to najważniejsze w dobrej powieści? Jako dziennikarzowi łatwiej jest ci robić research, masz swoje źródła, z których pomocy korzystasz?
Przygotowania… idę na trening bokserski w praskim klubie Fenix, potem zmagam się chwilę, czasem dwie z prokrastynacją, a potem otwieram komputer i walczę. Tyle przygotowań. Pisanie wymaga czasu spędzonego na ustawianiu liter w określonym porządku. Co do reszty – warsztat reportera bardzo się przydaje, przykłada się do fikcji te same narzędzia co do reportażu, traktując świat przedstawiony tak, jakby był realny. W epoce internetu, jeśli potrafimy go używać, research nie wymaga już kwerendy w bibliotekach i poszukiwania świadków. Mam za to świetnych, twórczych konsultantów, dzięki którym wiem, jak powinny się rozwijać – i dokąd zmierzać – poszczególne wątki.
W „Bez przebaczenia” pokazujesz „współczesną polską rzeczywistość skażoną polityką”, realia powieści są bardzo aktualne. Zaczynasz od przemówienia prezydenta Bidena, piszesz o wpływie pandemii na ludzi, o wojnie w Ukrainie, aferze Pegasusa. Nie skusiłeś się, by umieścić fabułę w jakichś fikcyjnych miejscach lub prawdziwych, lecz istniejących właściwie poza czasem. Czyżbyś nawet podczas pisania powieści dawał dojść do głosu swej reporterskiej naturze?
Nie miałoby sensu lokowanie fabuły w jakieś Nibylandii, skoro żyjemy w najciekawszych dramatycznych okolicznościach, jakie można sobie wyobrazić, kiedy odkrywamy w sobie niespotykane pokłady szlachetności i heroizmu wobec wojny, jaka spadła na naszych sąsiadów, kiedy spieramy się o pryncypia, o zasady demokracji, o granice osobistej wolności, kiedy jesteśmy w samym centrum geopolitycznych zmagań światowych mocarstw. Najlepsza kryminalna opowieść ostatnich czasów – „Millennium” – nie ucieka od rzeczywistości, ale z niej korzysta. To przecież książka o poszukiwaniu tożsamości w świecie, w którym rozpadają się tradycyjne wartości, umiera prasa, ginie dziennikarstwo, męskość popada w kryzys, a kobiety muszą odnaleźć w sobie siłę do zmieniania świata na lepsze. Nie mogłem przejść obojętnie wobec wojny, sporów politycznych naszych czasów, a przede wszystkim tego odkrycia dobra w nas samych i poszukiwania źródeł zła.
Olga, jak piszesz, „nie bała się urodzić dziecka, ona, samotna matka w czasie epidemii; mimo nadchodzącego kryzysu, niepewności jutra, mimo że planeta krztusiła się z gorąca, a w jej robocie nie było miękkiej gry i źli ludzie strzelali do policjantów. Nie bała się przełożonych, polityków, bandytów, mobbingu, molestowania ani pociągnąć za spust. Nie bała się nawet starości i tego, że zbrzydnie, zachoruje i będzie już zawsze sama”. I choć twoja bohaterka jest silna, stawia czoła kolejnym przeciwnościom losu, nie ma odwagi rozpocząć szczerej rozmowy o uczuciach. Mówi się, że ludzie coraz częściej mają z tym problem, że wolą dusić w sobie uczucia w obawie przed odrzuceniem czy ośmieszeniem. Zgadzasz się z tym twierdzeniem?
Może potrzebujemy nowego języka, żeby mówić o emocjach? Pewnie dlatego ta książka jest nie tylko o zabijaniu, ale przede wszystkim o miłości.
Opisywany przez ciebie świat pełen jest przemocy, bólu, samotności – ale jednocześnie kreujesz postacie, które próbują uczynić go choć trochę lepszym miejscem. Olga na przykład mocno angażuje się w pomoc uchodźcom, a temat wojny u naszych sąsiadów poruszany jest za sprawą Nastki, Ukrainki, którą bohaterka zatrudnia jako opiekunkę do dziecka. Czy mimo tego całego zła, o którym piszesz, wierzysz w to, że ludzie są – lub mogą być – dobrzy?
No przecież, jeszcze dwa lata temu to nie było oczywiste, choć budziła się w nas dobroć przy okazji WOŚP czy akcji Caritasu, ale to, co się stało na początku wojny, było dobrocią powszechną i heroiczną, taką, o której socjologowie sądzili, że już nie istnieje.
„Pewnego dnia zdjęcia zabitych dzieci przestaną budzić silne emocje i świat powróci do zachwytów nad tym, kto i za ile kupił sobie torebkę na galę Oscarów. Kiedyś tak się stanie. Poważni ludzie na to pracują”, piszesz. Czy poruszając w swoich książkach tak ważne tematy, chcesz zmusić czytelników do refleksji, by nie zapomnieli o przeszłości, zgodnie z myślą, że ci, którzy nie pamiętają historii, skazani są na jej powtarzanie?
O nie, ja nikogo nie chcę uczyć ani zmieniać, ani o niczym pouczać. Chcę, żeby ciekawiło czytelników, kto wyjdzie cało z tej strzelaniny, żeby spróbowali zrozumieć motywacje wszystkich moich bohaterów – i tych dobrych, i tych złych. To także książka o terrorystach. A z terrorystą jest tak, że dla jednych to zabójca, dla innych bojownik o wolność i demokrację.
Prowadzisz na Facebooku profil „Kapla w drodze”, na którym publikujesz cykliczne posty „Trzy pozytywy na dzisiaj”. Chcesz, żeby ludzie stali się bardziej świadomi, uważni – na świat, siebie, innych. A co było dla ciebie takim momentem przełomowym? Kiedy zacząłeś inaczej spoglądać na to, co cię otacza, mocniej doceniać życie?
Oj, znowu powiem, że nie chcę nikogo uczyć tego, jak żyć, chcę się podzielić z ludźmi, których lubię, tym, jak ja żyję. Staram się traktować rzeczywistość jak opowieść, bo dzięki temu nie gubię ważnych impresji, książek, spotkań, zachwyceń i lęków. To mój internetowy dziennik, ale on nie ma funkcji edukacyjnych ani wychowawczych. (śmiech)
Podróże stanowią ważną część twojej biografii. Masz teraz w planach jakąś wyprawę? A ponieważ nie ukrywasz swojej miłości do Tatr, muszę cię też spytać o twoją ukochaną trasę w tych górach.
Dla ludzi mojego pokolenia, urodzonych w kraju, który zabraniał posiadania paszportów, podróżowanie jest koniecznością, jest wypełnieniem powinności wobec wszystkich, którzy w PRL-u walczyli o wolność, wobec ludzi Czerwca, ludzi Radomia, KOR-u, Solidarności, stoczniowców, górników z Wujka, Popiełuszki, Wałęsy, Przemyka… Z Tatrami jestem związany zawodowo, jestem redaktorem kwartalnika „Tatry” i bardzo sobie to cenię. W Tatrach stałem się najpierw turystą, potem wspinaczem, może nawet człowiekiem gór. Najfajniej jest na Zamarłej, ale lubiłem też Filar Mięgusza.
I na koniec – możesz nam zdradzić, co teraz czytasz i nad czym obecnie pracujesz?
Czytam „Szkice piórkiem” Bobkowskiego na zmianę z Charlesem Bukowskim. Pracuję nad książką o Warszawie, która być może nie będzie kryminałem.
Książka „Bez przebaczenia” jest dostępna w sprzedaży.
komentarze [3]
Dołączam się do pozdrowień, Grzegorz. Jest nas tu więcej - żółtych z miasta, gdzie wciąż Kafka z Mrożkiem. Oprócz Tomasza Tendrzaka, jest także Marek. Pomyślności!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam