Trzeba mówić o tym, co działo się w Auschwitz. Wywiad z Niną Majewską-Brown
„Auschwitz to miejsce, które zmienia i nie pozwala o sobie zapomnieć” – mówi Nina Majewska-Brown, autorka książek o tematyce obozowej, w tym bestsellerowej już „Tajemnicy z Auschwitz”. Najnowsza – „Anioł życia z Auschwitz” – właśnie trafiła do księgarń.
[Opis wydawcy] W piekle Auschwitz, do którego trafiali mężczyźni i kobiety, rodziły się także dzieci. Auschwitz ma różne oblicza, lecz jednym z najgorszych i najbardziej tragicznych jest los dzieci, które przychodziły tu na świat. Bezbronne, bez szans na przeżycie. Jednak i tu pojawiały się anioły: położne, pielęgniarki i kobiety, które robiły wszystko, by je ocalić. Jedną z nich była Stanisława Leszczyńska. Położna, która gdy trafiła do Auschwitz, nie tylko nie straciła nadziei, ale pobyt tam potraktowała jak misję. Nazywana Mateczką, niosła pociechę innym, ale przede wszystkim odbierała porody więźniarek. W koszmarnych warunkach, nawet bez wody, za to pod czujnym okiem Mengelego. Nie pozwoliła umrzeć ani jednemu noworodkowi i ani jednej matce.
Co nie znaczy, że wszyscy jej podopieczni przeżyli obozowy koszmar.
Katarzyna Rabiega*: Co sprawiło, że zaczęła pani pisać o Auschwitz?
Nina Majewska-Brown: To dar losu i przypadek. Nigdy nie sądziłam, że będę pisać o jakimkolwiek obozie, choć od lat fascynuje mnie psychologiczny aspekt II wojny światowej. Pierwszą niezwykłą historię powierzyła mi moja osiemdziesięcioletnia przyjaciółka, której mama trafiła do Auschwitz jako zakładniczka za męża i która przetrwała obóz dzięki pomocy esesmana. Długo zastanawiałam się, czy powinnam ją opisać, i zrobiłam to wreszcie na wyraźną prośbę przyjaciółki. Tak powstała „Tajemnica z Auschwitz”.
Ale to nie jedyna pani obozowa książka.
Rzeczywiście. Po kilku miesiącach pracy i poszukiwań napisałam kolejną, tym razem inspirowaną życiem położnej Stanisławy Leszczyńskiej.
Podąża pani za modą?
Nic z tych rzeczy. Auschwitz to przeklęte miejsce, które wręcz oplata swoimi mackami, jeśli choć raz zajrzy się do jego archiwów. Tak się stało w moim przypadku. Pojawiło się tyle historii, ludzi, sytuacji, że nie sposób przejść obok nich obojętnie. W dodatku to ostatnia chwila, żeby jeszcze porozmawiać ze świadkami i ocalić te maleńkie okruchy historii.
Nie boi się pani, że odciśnie to na pani piętno?
Nie mam żadnych wątpliwości, że już tak się stało, ale to nie zmienia faktu, że po kolejnych badaniach chce się wejść w temat jeszcze głębiej, choć często dokumenty, zdjęcia, filmy i relacje, do których docieram, są niezwykle dramatyczne i brutalne. Nie da się o nich zapomnieć.
Co panią najbardziej zaskoczyło?
Gdy pisałam „Tajemnicę z Auschwitz”, sądziłam, że historia kobiety, która trafiła do obozu za męża, jest unikatowa. Tymczasem po przestudiowaniu mnóstwa dokumentów i rozmowach ze świadkami okazało się, że takich kobiet było wiele. Tylko jakimś dziwnym trafem o nich nie mówimy. Pamiętamy o ich mężach, którzy często wynoszeni są na cokoły, zapominając o tych, dzięki którym mogli dalej walczyć. A to przecież dzięki codziennej trosce kobiet o dom, dzieci, często też zaangażowaniu w walkę, oni mogli stać się bohaterami.

A co było najtrudniejsze?
Zmierzenie się z tematem dzieci, które trafiały z matkami do obozowego piekła albo tu przyszły na świat. Rozpacz i bezradność matek stały się też niejako moim udziałem, odbierając mi spokój i sen. „Anioł życia z Auschwitz” bardzo wiele mnie kosztował, a pisanie było traumatycznym procesem. Tym trudniejszym, że w książce oddałam również głos świadkom i kobietom, które ten dramat przeżyły.
To musiało być bardzo poruszające.
Tak, tym bardziej gdy czytało się np. o ludziach, którzy tam się poznali, pokochali, pobrali i spłodzili dziecko, które też tam przyszło na świat. O sile kobiet takich jak Stanisława Leszczyńska, która pobyt w obozie potraktowała jak misję i nie załamała się, lecz mimo przeciwności skupiła się na niesieniu pomocy i wsparcia innym. Jako matką najbardziej wstrząsnęły mną relacje kobiet, na których oczach mordowano dzieci albo im je odbierano. Ale co najbardziej niezwykłe, to dobroć, którą sobie okazywały, wsparcie i słowa pocieszenia, co uświadamia nam, że nawet w najgorszych sytuacjach można coś z siebie dawać, ale też liczyć na pomoc.
Miały nadzieję?
Gdyby jej nie miały, to by nie walczyły jak lwice, choć zazwyczaj ich walka i tak kończyła się przegraną. Na szczęście i w tamtym miejscu pojawiały się prawdziwe anioły, jak Stanisława Leszczyńska, które nie tylko pomagały, ale i dawały nadzieję. Kolejny raz okazało się, że nasza kobieca siła okazywana w walce o dziecko jest nieprzeciętna. To książka o tym, że wiara potrafi przenosić góry, że nie wolno się poddawać. Z drugiej strony to obnażenie mechanizmów stworzonych przez Niemców, którzy wdrożyli eksterminację innych narodów na poziomie wręcz niewyobrażalnym. W obozie mordowali kobiety ciężarne i dzieci, by po „pracy” wrócić do własnych dzieci tuż za kolczastym drutem pod napięciem. Jak to możliwe? Trudno pojąć.
Myśli pani, że te historie czegoś nas nauczą?
Nie mam żadnych wątpliwości, że nie. Gdybyśmy się uczyli, już dawno nie byłoby żadnych wojen, a przecież nadal trwają i co rusz rodzą się kolejne konflikty zbrojne.
*Katarzyna Rabiega – pracownica Wydawnictwa Bellona.
Artykuł sponsorowany
komentarze [21]
A ile osób słyszało o Jasenovac ? O Mukden ?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam