Sława się skończy, literatura pozostanie – rozmowa z Jakubem Małeckim

Bartek Czartoryski
20.09.2019

Pisząc o karierze pisarskiej Kuby Małeckiego, zwykle wskazuje się na to, że kiedyś uprawiał fantastykę, ale komercyjny sukces osiągnął dopiero wtedy, gdy przerzucił się na szeroko rozumiany obyczaj. Ale wystarczy tylko jedna, choćby krótka rozmowa z Kubą i od razu staje się jasne, że nie była to cyniczna decyzja, ale szczera potrzeba ducha. I serca. Rozmawialiśmy z autorem tuż przed premierą „Horyzontu”.

Sława się skończy, literatura pozostanie – rozmowa z Jakubem Małeckim

„Horyzont”

 

 

Czasami prawda rozciąga się daleko za horyzont.

Jałowe lata bez wschodów i zachodów słońca. Wspomnienia jak burza piaskowa, jak skrzypienie desek w starym domu. Smugi przeszłości płytko pod skórą. Gry komputerowe i bułgarski rap.

Maniek i Zuza mieszkają po sąsiedzku na warszawskim Mokotowie. On, były saper, próbuje spisać wspomnienia z misji w Afganistanie, mając nadzieję wreszcie stamtąd wrócić. Ona, dziecko pokolenia Y, uczy się żyć na własny rachunek i mimowolnie zatraca się w rodzinnej tajemnicy. Choć z pozoru nic ich nie łączy, ciążą ku sobie, niezdolni i niechętni do pielęgnowania więzi z otoczeniem.

Nowa książka Jakuba Małeckiego to zaskakująca opowieść o tęsknocie, przyjaźni i odwadze. O konfrontacji z zadrą – własną i cudzą. O próbach znalezienia właściwej wersji siebie.

Bartek Czartoryski: Zupełnie szczerze: bodaj jedynym pisarzem prócz ciebie, którego spotkałem i który generował takie zainteresowanie czytelniczek, był Nicholas Sparks.

Jakub Małecki: Ale czekaj, bo chyba nie wiem, do czego zmierzasz…

No wiesz, nie dość, że pisze o miłości, to jeszcze przystojny chłop.

O matko, zastrzeliłeś mnie. Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Ja przez większość życia ważyłem sto kilo i byłem ogolony na łyso. Przypominałem jakiś, nie wiem… brokuł. I w głębi mojego brokułowego serduszka nadal taki jestem. Dlatego to pytanie kompletnie zbija mnie z tropu.

Bo może atrakcyjni, z całym, Kuba, szacunkiem, nie jesteście wy, ale wasze książki?

No ale w poprzednim pytaniu nie powiedziałeś „czytelnicy”, ale „czytelniczki”, sugerując, że płeć miałaby tu jakieś znaczenie…

Nie, historyjka miała jedynie wymiar anegdotyczny. A może dla ciebie ma znaczenie?

No właśnie dla mnie nie ma, i chciałbym, żeby dla innych też nie miała. Umówmy się więc, że nie ma.



Dobra, ale o ile dobrze pamiętam, sam określiłeś swój styl pisania jako „kobiecy”. Co to dla ciebie znaczy? Chyba nie to, że piszesz o kobietach bądź dla kobiet, bo przecież tak nie jest?

Zastanawiałem się ostatnio, czy słowa „kobiecy” i „męski” w dzisiejszych czasach nadają się jeszcze do opisu świata. Być może nie. Chodziło mi natomiast o to, że moja literatura jest zazwyczaj kameralna, subtelna, tam nie ma wielkich grzmotów i takiej klasycznie rozumianej „akcji”.

Czy wobec tego zaskakuje ludzi na spotkaniach, że jesteś postawnym facetem, lubisz ciężary, motocykle i pranie po mordach?

Rzeczywiście, masz rację, zdarzyło mi się już wiele razy, że ktoś na spotkaniu autorskim czy targach książki był wyraźnie zdziwiony, że nie jestem starszy, bardziej rozdygotany, bardziej pasujący do klimatu moich książek.

Nie myślałeś w takim razie nigdy o, nie wiem, czysto marketingowej zmianie swojego wizerunku, albo nie zachęcał cię do tego wydawca? Ba, sam pamiętam cię jako nieśmiałego gościa, który sceptycznie podchodził do idei spotkań autorskich.

Ja nadal jestem tak samo nieśmiały i nadal wystąpienia publiczne to nie jest coś, w czym się czuję swobodnie. Nigdy natomiast nie zastanawiałem się świadomie nad swoim wizerunkiem i w żaden sposób nie próbowałem go zmienić – samo myślenie o tym wydaje mi się w ogóle jakimś potwornym nieporozumieniem. To tak jakbym przez dziesięć lat przygotowywał się do olimpiady w podnoszeniu ciężarów, a potem ktoś oceniałby mnie nie po wyniku, ale po kolorze spodenek, w których wyszedłem na podest. A ważny jest przecież podniesiony ciężar, czyli w moim przypadku książka.

Jeśli uznamy „Dygot” za cezurę w twojej twórczości, kiedy to odnalazłeś swój autorski głos, to po „Śladach” i „Rdzy”, koncepcyjnie z owym głosem zgodnych, jak scharakteryzowałbyś „Horyzont”?

„Horyzont” jest dla mnie próbą wyjścia poza to, co wydaje mi się w mojej literaturze bezpieczne. Pisanie takiej książki było dla mnie ryzykowne, bo to w pewnym sensie nie jest mój klimat i mój świat. A z drugiej strony zawsze chciałem opowiedzieć o takim bohaterze. Postanowiłem spróbować, bo uważam, że w literaturze, a także w życiu, ważniejsze od tego, żeby się udało, jest to, żeby spróbować.

Trudno ci było wejść z butami w te, że tak powiem, klimaty? Pamięć o Afganistanie jest nadal świeża, z rzeczonym konfliktem rozlicza się i literatura, i kino. Choć wypada zauważyć, że „Horyzont” opowiada nie tylko o wojnie i stresie pourazowym, lecz i o wielkomiejskiej samotności w tłumie.

No właśnie – to jest trochę tak, że w opowieści o wojnie wojna interesuje mnie najmniej. Ja nawet w „Horyzoncie”, mimo takiej, a nie innej scenerii, poruszam się wokół kameralnych, prywatnych zdarzeń moich bohaterów. To mnie zawsze interesowało najbardziej.

Maniek próbuje odmienić swoje życie, rozpocząć je od nowa. Czy ty również tak się czułeś, kiedy przeszedłeś na pełne pisarskie zawodowstwo?

Kiedy siedem lat temu odchodziłem z banku, nie rozpatrywałem tego kroku w kategoriach „uda się lub nie”, bo nie wyobrażałem sobie nawet, co by to miało znaczyć, że się uda. Nigdy nie sądziłem, że moje życie mogłoby wyglądać tak jak teraz. Mówię to bardzo szczerze: nie liczyłem na żaden sukces, powodzenie, nic takiego. Po prostu chciałem być człowiekiem, który to zrobił. Efektem się nie przejmowałem. Wiele rzeczy w życiu robię w taki sposób.

Nie myśląc o tym, jakie są konsekwencje? Czy idę z tym pytaniem za daleko?

Raczej: nie licząc na jakieś powodzenie, na to, że mi się uda. Jak jeszcze mieszkałem w Kole, to „na blokach” panowała niepisana zasada, która mówiła, że nie wstyd jest przegrać bijatykę, ale wstyd jest do bijatyki nie wyjść. I stąd mi się pewnie wzięło takie życiowe nastawienie.

Jako że ten krok umożliwił ci przejście do tak zwanego mainstreamu, czujesz się dywersantem w świecie literatury niefantastycznej?

No właśnie cieszę się, że o tym rozmawiamy, bo ja się staram trzymać jak najdalej od wszelkiego takiego dzielenia książek na różne podgrupy. Kocham literaturę wykraczającą poza schematy, przyzwyczajenia czytelnicze, poza to, co nam się wydaje zwyczajne czy możliwe. Ta sama powieść przez jednych może być nazwana literaturą mainstreamową, przez innych fantastyczną, a przez jeszcze innych sensacyjną, a przecież żadna łatka samej powieści nie zmieni. Nie ma dla mnie znaczenia, na jakiej półce w księgarni leżą książki, bo rozróżniam tylko dwa ich rodzaje: dobre i złe. Inna sprawa, że tych złych jest dużo więcej.

Dla ciebie, autora, może nie ma takiego znaczenia, gdzie twoja książka zostanie przyporządkowana, ale jednak komisje przyznające nagrody, czy sami czytelnicy, zwracają uwagę na to, na której księgarnianej półce stoją twoje powieści.

I ja to jak najbardziej rozumiem. Jeśli ktoś lubi kryminały, to chce wiedzieć, gdzie w księgarni leżą książki właśnie tego typu. Ja po prostu jako czytelnik wybierałbym półkę „Książki, których nie sposób opisać ani sklasyfikować”.

Twoja proza, jak mi się wydaje, konsekwentnie unika tematów bieżących, umyka przed polityką i, że tak powiem, deklaracjami ideowymi. Czy takie „osuszanie” literatury jest z twojej strony intencjonalne?

To wynika z tego, jakim jestem człowiekiem. Ja sam znajduję się bardzo daleko od takich rzeczy. Nie interesuję się polityką, nie wchodzę w żadne dyskusje, spory i tak dalej. Świat, który przedstawiam, nie jest przeze mnie sztucznie „osuszany”, jak to nazwałeś, bo to jest mój prawdziwy świat.

Nie interpretuję tego słowa pejoratywnie, pytam raczej dlatego, że dzisiaj niemal wszyscy czują usilną potrzebę wyrażenia tego, co myślą na każdy temat, od sportu do polityki, chociażby za pośrednictwem social mediów. Ty z tego nie korzystasz. 

Rzeczywiście tak jest. Wiele osób, które znam, zachowuje się w mediach społecznościowych, jakby nieustannie towarzyszyło im przekonanie, że świat naprawdę bardzo potrzebuje ich komentarza na każdy temat. I mi też oczywiście raz na jakiś czas przychodzi ochota, by się w jakiejś sprawie wypowiedzieć. Ale wypracowałem sobie rozwiązanie: kiedy czuję taką potrzebę, to po prostu wyobrażam sobie, że coś piszę na przykład na Facebooku, a potem co czuję, publikując to. No i zazwyczaj czuję się zażenowany, więc już nie muszę nic pisać w realu.

Czyli nie masz parcia, aby „kreować” swoją osobę w sieci?

Kurczę, nawet nie wiem, jak bym miał to robić. Mówię ci teraz najzupełniej szczerze: najchętniej nie pokazywałbym się publicznie, nie udzielał wywiadów, nie robił sobie żadnych zdjęć i tak dalej. Nie odnajduję się w tym, stresuje mnie to i krępuje. Robię to, bo skoro ktoś chce czytać wywiad ze mną, to jest mi ogromnie miło i bardzo to doceniam, ale gdybym sam miał decydować, skupiałbym się tylko i wyłącznie na prawdziwej pracy.

Rynek jest kapryśny, a gusta czytelnicze niestałe. Boisz się czasem, że z dnia na dzień się to wszystko skończy, a ludzie nie będą już chcieli czytać Małeckiego?

To nawet nie lęk, ale głębokie przekonanie. Jestem po prostu pewien, że to, co mi się obecnie przydarza, jest tylko na chwilę. Zwłaszcza że piszę książki cholernie osobiste, których chyba nie da się pisać przez całe życie. A innych pisać nie chcę. To moje przekonanie paradoksalnie ma też swoją dobrą stronę, bo chyba dzięki niemu potrafię się bardziej cieszyć tym wszystkim, co się dzieje. Nigdy nie sądziłem, że będę pisarzem, i wiem, że moje pisanie nie będzie trwać wiecznie. Teraźniejszość smakuje wtedy lepiej.

Ale potrafisz jeszcze wyobrazić sobie swoje życie poza literaturą? Bo, jak mi się wydaje, to taka trochę droga bez powrotu.

Tego jednego jestem pewien: dla mnie nie ma już życia bez literatury. I tu wcale nie chodzi o publikowanie czegokolwiek. Jak już wspomniałem, liczę się z tym, że kiedyś to moje źródełko wyschnie. Bardziej mam na myśli takie rzeczy, jak zachłanne czytanie, myślenie w jakiś taki „literacki” sposób, uważną obserwację świata wokół siebie, zastanawianie się nad łączeniem ze sobą różnych słów i tak dalej. To już ze mną zostanie.

Reklama

komentarze [23]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Sashenka 26.09.2019 21:31
Czytelniczka

Twórczość Pana Jakuba Małeckiego to moje odkrycie tego roku. Odnajduję w niej cząstkę siebie.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
darek_lask 25.09.2019 18:14
Czytelnik

BARTEK - i już jest luzacko i swojacko. Nie interesuję się Sparksem, ale zawsze z ciekawością czytam co Jakub Małecki ma do powiedzenia w książkach i wywiadach. Coś ze mną nie tak?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Ania 24.09.2019 11:04
Czytelniczka

Miałam przyjemność być na dwóch spotkaniach autorskich z panem Małeckim i oprócz tego, że pisze cudowne książki, to jest też bardzo inteligentnym i skromnym człowiekiem. Słuchanie rozmów z nim to była przyjemność. A wywiad faktycznie, niezbyt udany ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Barbara_Pióro 23.09.2019 14:11
Czytelnik

Podobno nie powinno się sądzić książki po okładce, ale skoro już tak głupio się ten wywiad zaczyna, to pociągnę w ten deseń: bardziej bym się interesowała Pasierskim, gdybym była taką czytelniczką.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
natanna 22.09.2019 19:43
Czytelniczka

Odsłuchałam "Rdzę" i zostałam zachęcona do prozy Jakuba Małeckiego. Wypowiedzi jego utwierdziły mnie w chęci poznania innych jego książek.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Pavvvel 21.09.2019 09:31
Czytelnik

Jak można tak prostacko formuować pytania i to jeszcze publikować bez korekty?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Morświn 21.09.2019 09:06
Czytelnik

Początek zapowiadał trochę literackiego "pudelka", ale potem wywiad zrobił się ciekawy ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
21.09.2019 07:43
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

Virgo13 21.09.2019 05:03
Czytelnik

Najgorsze z całego wywiadu jest chyba to pytanie:
Nie myśląc o tym, jakie są konsekwencje? Czy idę z tym pytaniem za daleko?
Bezczelna zaczepka. "No jak to, koleś, nie myślisz nad tym co robisz?".

Nie lubię takiego przemądrzalstwa i ludzi, którzy nim wymachują. Od razu robię w tył zwrot i nie odczuwam bym miał na tym coś stracić.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
vandenesse 21.09.2019 10:43
Czytelniczka

mnie rozłożyło na łopatki to:

"Nie, historyjka miała jedynie wymiar anegdotyczny. A może dla ciebie ma znaczenie?"

kompletne odwrócenie kota ogonem i w ogóle jaka "historyjka"? i w ogóle śmieszny ton, sugerujący może, że ktoś tu komuś zazdrości... :)))

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Virgo13 21.09.2019 18:23
Czytelnik

O rany, masz rację. To też jest mocno kwaśny fragment.

Jeszcze tylko przychodzi mi na myśl, że może jakby to widzieć i słyszeć wtedy odbiór byłby inny. Gesty i intonacja mogłyby nadać wywiadowi inny wydźwięk, bo suchy tekst ujawnia jakby zaczepki i kpiny :).

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
vandenesse 21.09.2019 19:04
Czytelniczka

ale ani nie widzimy ani nie słyszymy - może i dobrze ;)

jedyny plus dla mnie taki, że na pewno po coś Małeckiego sięgnę.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Virgo13 21.09.2019 22:16
Czytelnik

Tak, gościu wydaje się konkretny.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Internetowa_cela 20.09.2019 20:45
Bibliotekarz

że tak powiem..., dziwię się, że Redakcja przepuściła tak słaby w treści i formie materiał, dziwię się też Autorowi, że wyraził zgodę na jego publikację, bo osoba, która go że tak powiem przygotowała i przeprowadziła poległa już na starcie. To wtrącenie kursywą nie jest bez powodu, bo w określony sposób oddaje styl i formę autora rzeczonego wywiadu.

Liczyłem na ciekawy i...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
zgłoś błąd