Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Trylogia Greya jest jak bajaderka – okrutnie słodkie ciastko, które pochłania się w mgnieniu oka, z każdym kęsem bardziej łapczywie i choć od jego słodyczy można dostać mdłości, ma si...

Pięćdziesiąt odcieni lukru

Autor recenzji:
Tytuł książki: Ciemniejsza strona Greya
Autor książki: E L James
6,43 (21875 ocen i 1498 opinii)

„Pięćdziesiąt twarzy Greya” to książka, która podzieliła społeczeństwo, ale połączyła krytyków literackich jednogłośną opinią, że jest fatalnie napisanym gniotem. Oficjalnie jedynie niewymagający i niezmanipulowany mediami czytelnik przyzna, że książka mu się podobała. Każdy inny wie (z mediów, bo one pierwsze, daleko wcześniej niż np. blogerzy, powiedziały nam co mamy o tym tytule myśleć), że to wstyd i lepiej się z taką opinią nie wychylać. Być może dlatego tak ogromną popularnością cieszy się „Pięćdziesiąt twarzy…” w formie e-booka. Gdy cały dom śpi lub zajęty jest swoimi sprawami (to nawet lepiej, bo istnieje wyzwalająca adrenalinę szansa, że ktoś nas przyłapie), można spokojnie usiąść przed komputerem i oddać się rozkosznej lekturze budzącej ten sam dreszczyk emocji, co oglądanie filmów dla dorosłych na Red Tube. I nie, absolutnie nam się nie podoba sposób, w jaki jest napisana ta książka, ale nie zmienia to faktu, że z wypiekami na twarzy czytamy dalej, uważnie studiując zwłaszcza tzw. „,momenty”, których przecież jest w książce pod dostatkiem. A więc skoro jest „fun”, rozkosz (skoro E.L. James ma prawo się powtarzać to ja chyba też?) i podniecenie, to ja się pytam: czemu by nie czytać?

O drugiej części erotycznego romansu absolwentki literatury Anastasii Steele z miliarderem Christianem Greyem nie ma co się za dużo rozpisywać, bo nie jest ona ani krokiem w przód, ani nawet w tył w stosunku (Twoje sprośne skojarzenia czytelniku to nie moja wina) do tomu pierwszego. Podobnie jak w części otwierającej cykl, pani E.L. James popisuje się swoją wyobraźnią, ale już nie talentem pisarskim. Zasób słownictwa pani James również pozostaje nadal bardzo ubogi. „Ciemniejsza strona Greya” jest jednak częścią ciekawszą. Ma zdecydowanie szybsze tempo akcji, bo życie Any i Greya to życie na wysokich obrotach. Nie brakuje w nim chwil grozy, wystawnych bali (okładka książki nie wzięła się przecież znikąd) czy romantycznych podróży. Wigoru dodaje książce wprowadzenie postaci, które będą starać się zatruć dopiero co pogodzonej ze sobą parze jej idylliczne życie. Na horyzoncie pojawi się więc była „uległa” Greya, swoje dobre rady Anie będzie podrzucać jego pierwsza kobieta, pani Robinson, a zazdrosny szef Any posunie się zdecydowanie za daleko w okazywaniu swoich uczuć. Niemniej, wszelkie przeszkody jakie stają na drodze naszych zakochanych autorka usuwa w mgnieniu oka. W książce roi się od prostych rozwiązań, które marnują tym samym potencjał niektórych wątków. Tak jest chociażby z awarią samolotu, którym leci Christian. Oczywiste jest, że bohater nie ma prawa w niej zginąć, ale mimo że czytelnik (czytelniczka?) to wie, to jednak w napięciu oczekuje kolejnych wydarzeń. Swój finał ta historia znajduje zdecydowanie zbyt szybko, podczas gdy mogłaby przeciągnąć się na większą liczbę stron, a nawet przybrać bardziej zaskakujący obrót typu uznanie Greya za zmarłego i jego nagłe powstanie z żywych w sytuacji, gdy Ana pociesza się już w ramionach innego. E.L. James nie pozwala jednak swoim czytelnikom na zbyt długie zamartwianie się o los szarookiego boga seksu.

No właśnie, skoro płynnie udało nam się przejść do elementu fabuły (tak, wbrew temu co piszą niektórzy, w tej książce jest fabuła - a niby co nas tak wciąga?) , z którego Grey słynie najbardziej, to czas powiedzieć, że z tej części w końcu dowiadujemy się, gdzie tkwi źródło perwersyjnych upodobań naszego amanta. O dziwo, nad mroczną prawdą Ana przechodzi do porządku dziennego dość szybko. W poprzedniej części nie była taka skora do wyrozumiałości względem narzuconego przez Greya stylu życia. Ale może to dlatego, że teraz już naprawdę nie wyobraża sobie istnieć bez niego. W końcu to środek drugiego tomu, więc odpowiedni czas, by bohaterka literacka jej pokroju to zrozumiała. A skoro już Grey wyjawił swój największy sekret, Ana postanawia mu się odwdzięczyć. Oczywiście w odpowiedni sposób. Jednak oprócz nowości, jaką stają się zabawy analne naszej parki, pozostałe sceny erotyczne są dosyć wtórne. Pomijając fakt, że Ana zawsze eksploduje, a Christian jęczy, ich zbliżenia nie porażają tym razem szczególnym wyuzdaniem ani oryginalnością pozycji. Wszystko jakieś takie zwyczajne i grzeczne, ale trudno się dziwić, skoro Grey stara się przekonać ukochaną, że dla niej jest w stanie zrezygnować z wszelkich łóżkowych udziwnień. I tylko nieopanowane żądze tkwiące w obydwojgu zasługują na podziw. Oni mogą TO robić wszędzie i o każdej porze. A Grey może TO robić wiele razy jednej nocy. Cóż się dziwić, że stał się ucieleśnieniem kobiecych marzeń. Ciekawi mnie tylko, jak to się przekłada na ich stosunki (ups, znowu niezamierzona dwuznaczność) z do bólu przeciętnymi w tej materii mężami.

Ale ponieważ recenzja ta wymyka się spod kontroli i zmierza w bliżej nieokreślone rejony, czas przywrócić się do porządku i odpowiedzieć na nurtujące pewnie wielu czytelników pytanie: czy Ana nadal jest tak irytująca, jak w momencie gdy ją poznaliśmy? No cóż, jak już zostało powiedziane, w prozie E.L. James w tym tomie nie zmienia się wiele, a już na pewno nie konstrukcja bohaterów. Anie wciąż towarzyszy jej wewnętrzna bogini i przyklaskuje, gdy tylko ta zrobi coś „niegrzecznego”. Nie ustają też zachwyty nad urodą, wdziękiem i seksapilem Christiana. Ale taka już jest ta spuścizna po „Zmierzchu”. Trzeba się trzymać pierwowzoru, skoro się sprzedał i to całkiem nienajgorzej. Choć, pardon, E.L. James (albo nasza tłumaczka) odważa się w „Ciemniejszej stronie Greya” na użycie słów, które już naprawdę (a nie tak jak „kuźwa”) są przekleństwami. Czego jak czego, ale wulgarnych słów na „k…” chyba w „Zmierzchu” nie było.

Na okładce „Ciemniejszej strony Greya” przeczytamy, że na książkę składa się „kilka deko lukru, szczypta pieprzu, kilka kropel perwersji i garść pikanterii”. I faktycznie, lukru w tej książce jest najwięcej, ale o ten lukier tu właśnie chodzi. E.L. James nie udaje, że to czekoladowa polewa ozdobiona złotymi koralikami ze słów. To zwykły lukier, woda i cukier. Mnie przychodzi na myśl jednak inne porównanie. Trylogia Greya jest jak bajaderka – okrutnie słodkie ciastko, które pochłania się w mgnieniu oka, z każdym kęsem bardziej łapczywie i choć od jego słodyczy można dostać mdłości, ma się od razu ochotę na następne. Bajaderka nazywana jest też czasami ciastem z odzysku, ze względu na to, że można ją przyrządzić z resztek innych ciast. A czymże jest trylogia o Greyu, jeśli nie zlepkiem tego, co już w literaturze było, podanym w wersji może nie najlepiej napisanej (ciemnozabarwione kulki bajaderek też nie wyglądają najapetyczniej), ale doskonale zaspakajającej rodzący się od czasu do czasu nawet w najbardziej przestrzegającym diety czytelniku, apetyt na słodycze. Polecam jeść (można gdy nikt nie widzi, skoro tak się wstydzicie), na zdrowie i smacznego.

Malwina Sławińska



Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Poznaliśmy nominacje do Złotych Malin

Ogłoszono nominacje do Złotych Malin, czyli nagrody przyznawanej za najgorsze filmowe osiagnięcia. Wśród wyróżnionych filmów są ekranizacje „Ciemniejszej strony Greya” oraz „Kręgu.”


więcej
Christian Grey powróci

Na 28 listopada zapowiedziano premierę „Darker: Fifty Shades Darker as Told By Christian”, czyli kolejnej części erotycznego cyklu E L James, opowiedzianej z perspektywy Christiana Grey’a. W Stanach Zjednoczonych książka ukaże się nakładem wydawnictwa Vintage Books.


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Dolina Issy

Słowa, piękne słowa. Ich rytm, brzmienie to coś, co urzekło mnie najbardziej. Z wielkim kunsztem napisana historia, nie umiem się nią nie zachwycać. P...

zgłoś błąd zgłoś błąd