Zaginione królestwa

Okładka książki Zaginione królestwa autora Norman Davies, 9788324014620
Okładka książki Zaginione królestwa
Norman Davies Wydawnictwo: Znak historia
888 str. 14 godz. 48 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Vanished Kingdoms
Data wydania:
2010-11-08
Data 1. wyd. pol.:
2010-11-08
Data 1. wydania:
2012-01-01
Liczba stron:
888
Czas czytania
14 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324014620
Tłumacz:
Bartłomiej Pietrzyk, Joanna Rumińska, Elżbieta Muskat-Tabakowska
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zaginione królestwa w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zaginione królestwa



książek na półce przeczytane 1980 napisanych opinii 968

Oceny książki Zaginione królestwa

Średnia ocen
7,3 / 10
511 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zaginione królestwa

avatar
4
4

Na półkach:

Skompensowana w rozdziałach wiedza właściwie o zaginionych historiach ciekawych obszarów Europy, odkrywająca to, co nieznane albo bardziej zapomniane lub zawłaszczone, a mające do dzisiaj wpływ na „historyczne teraz”… fascynująca. Miejscami trudna z samych względów technicznych, zmieszczenie historii 1000 lat w rozdziale staje się labiryntem długiej listy ludzi i zdarzeń, w której można się pogubić. Warto ..

Skompensowana w rozdziałach wiedza właściwie o zaginionych historiach ciekawych obszarów Europy, odkrywająca to, co nieznane albo bardziej zapomniane lub zawłaszczone, a mające do dzisiaj wpływ na „historyczne teraz”… fascynująca. Miejscami trudna z samych względów technicznych, zmieszczenie historii 1000 lat w rozdziale staje się labiryntem długiej listy ludzi i zdarzeń,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1005
300

Na półkach:

Polecam rozdział o Wielkim Ksiestwoe Litewskim.

Polecam rozdział o Wielkim Ksiestwoe Litewskim.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
899
351

Na półkach: ,

Ze wszystkich książek autora jakie czytałem, ta wydaje mi się najmniej błyskotliwa. Nie jest tak ponieważ autorowi się nie chciało, czy też odnotował spadek formy. Jest to raczej związane z tematyką książki i jej formą. Tym razem Davies wziął na warsztat królestwa zapomniane przez historię, lub takie, które nie mają naturalnych następców w obecnych czasach. Przedstawia je po kolei trzymając się porządku chronologicznego i tematycznego, ale przez tą zwartą formę, jest tu mniej miejsca na typowe dla niego błyskotliwe przemyślenia, dygresje czy wycieczki historioznawcze. Zgrabnie ujmując to w jednym zdaniu: tym razem mniej jest rozmowy o historii, a więcej wycieczki po niej. Wciąż to jednak historia czytająca się świetnie, a i warsztatowo pierwszoligowa.

Ze wszystkich książek autora jakie czytałem, ta wydaje mi się najmniej błyskotliwa. Nie jest tak ponieważ autorowi się nie chciało, czy też odnotował spadek formy. Jest to raczej związane z tematyką książki i jej formą. Tym razem Davies wziął na warsztat królestwa zapomniane przez historię, lub takie, które nie mają naturalnych następców w obecnych czasach. Przedstawia je...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2301 użytkowników ma tytuł Zaginione królestwa na półkach głównych
  • 1 516
  • 689
  • 96
600 użytkowników ma tytuł Zaginione królestwa na półkach dodatkowych
  • 357
  • 114
  • 74
  • 18
  • 14
  • 14
  • 9

Tagi i tematy do książki Zaginione królestwa

Inne książki autora

Norman Davies
Norman Davies
Norman Davies jest synem Richarda i Elizabeth Davies. Studiował historię w Magdalen College na Uniwersytecie Oksfordzkim, w Grenoble, w Perugii i na University of Sussex. Doktoryzował się w 1973 na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1971 jest wykładowcą, a od 1985 profesorem zwyczajnym w Szkole Studiów Słowiańskich i Wschodnioeuropejskich (School of Slavonic and East European Studies),University College London w Londynie. Jest członkiem korespondentem Polskiej Akademii Umiejętności w Krakowie. Po przejściu na wcześniejszą emeryturę poświęcił się pisaniu książek. Jest autorem takich dzieł historycznych jak: Boże igrzysko (Historia Polski w dwóch tomach),Serce Europy (Krótka Historia Polski),Orzeł biały – czerwona gwiazda, Wojna polsko-sowiecka 1919-1920, Europa, Mikrokosmos (historia Wrocławia),Wyspy. Jedno z ostatnich jego dzieł, Powstanie 44 było jedną z najlepiej sprzedających się książek sierpnia 2004. Dzięki książce Boże igrzysko (ang. God's Playground) historia Polski stała się bardziej dostępna czytelnikom na Zachodzie. Davies pisał o dziejach Polski często, rzetelnie i z dużą życzliwością. Członek Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu. W Krakowie, z którym Davies czuje więź osobistą (jest nawet zagorzałym kibicem miejscowej Cracovii),poznał swoją żonę Marię, która pochodzi z Dąbrowy Tarnowskiej. Ma dwóch synów. Mieszka w Londynie. W 1998 roku został nakręcony film dokumentalny o Normanie Daviesie w reżyserii Krzysztofa Wierzbickiego pt."Historia Normana Daviesa".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zimna wojna John Lewis Gaddis
Zimna wojna
John Lewis Gaddis
Hasło: „zimna wojna” generuje nieciekawe skojarzenia. Część z Nas żyła w czasach permanentnego stanu zagrożenia wojną i wie, czym była żelazna kurtyna, ale dla pokoleń urodzonych po 1989 roku bipolarny podział świata bywa równie enigmatyczny, co geneza wielkiej rewolucji francuskiej. I tu z pomocą przychodzi John Lewis Gaddis i jego „Zimna wojna” z oferty Wydawnictwa RM, czyli kompendium wiedzy o zimnej wojnie, stworzone z myślą o młodych czytelnikach. Gaddis, jak na wykładowcę akademickiego przystało, prowadzi swego czytelnika przez kolejne dekady tytułowego konfliktu, począwszy od jego powojennej genezy, aż do symbolicznego dla świata roku 1989. Dba przy tym o chronologię i logikę swej narracji, dzięki czemu odbiorca nie błądzi w gąszczu dat i wydarzeń, a raczej ma poczucie stopniowego odkrywania mechanizmów rządzących światem drugiej połowy XX wieku. Nie ma tu nadmiaru szczegółów, jest za to umiejętna selekcja faktów i skoncentrowanie na kluczowych punktach zwrotnych: doktrynach politycznych, kryzysach międzynarodowych, wyścigu zbrojeń czy rywalizacji ideologicznej między Wschodem a Zachodem. Na uwagę zasługuje także szeroka perspektywa (brawa za polskie akcenty) prezentowanych wydarzeń. Zimna wojna nie jest tu wyłącznie konfliktem USA–ZSRR, lecz globalnym zjawiskiem wpływającym na losy Europy i pozostałych kontynentów. Dzięki temu, czytelnik zyskuje świadomość, że napięcia między supermocarstwami przenikały niemal każdy aspekt życia politycznego i społecznego, a ich skutki odczuwalne są do dziś. Autor pokazuje również paradoks świata balansującego na krawędzi nuklearnej zagłady, który jednocześnie potrafił zachować względną stabilność. „Zimna wojna” skutecznie oswaja trudny i obciążony emocjonalnie temat. Dla starszych czytelników może być uporządkowaniem własnych wspomnień i doświadczeń, dla młodszych pierwszym rzetelnym wprowadzeniem do epoki, o której słyszeli jedynie z opowieści. To lektura, która pomaga zrozumieć współczesny świat i jego geopolityczne napięcia.
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na83 miesiące temu
Berlin 1945. Upadek Antony Beevor
Berlin 1945. Upadek
Antony Beevor
Książka posiada zalety i wady. Najważniejsza zaleta to lekkie pióro Autora (pomimo dramatycznej i tragicznej materii zdarzeń, które opisuje),opowieść o ostatnich miesiącach III Rzeszy na berlińskim kierunku frontu wschodniego czyta się jednym tchem. Kolejna to obiektywizm Autora, nie ubarwia rzeczywistości, nie wybiela i nie zaczernia obrazu żadnej ze stron uwikłanych w konflikt. Na samym wstępie wspomina, iż jednym z celów podjęcia pracy (książka powstała na przełomie wieków XX/XXI) było ukazanie wszelakich okropieństw wojny jako ostrzeżenia dla obecnych i przyszłych pokoleń, przy czym wprost wskazał na ruchy neofaszystowskie w Niemczech i gdzie indziej. Ostrzeżenie okazało się prawdziwe, niestety, tylko skierowane pod zbyt wąskim adresem. Niebezpieczeństwo przyszło skądinąd, a obecne „wyczyny” wojsk rosyjskich na Ukrainie jako żywo przypominają to, co działo się w 1945 r. we wschodnich Niemczech. Pod tym względem nic się w mentalności „sołdatów” oraz ich dowództwa nie zmieniło. Owe opisy brutalizmów rosyjskich: zbrodni, rabunków i przede wszystkim gwałtów (te ostatnie przybrały charakter masowy, dotyczyły milionów kobiet, radzieccy żołnierze gwałcili przy tym nie tylko Niemki ale również Polki czy nawet uwolnione z robót przymusowych własne rodaczki) są szczegółowo udokumentowane, bardzo obszerne i realistyczne, dominują wręcz w rozległych partiach monografii. W kilku wypadkach wspomina Autor również o zbrodniach polskich (wskazuje konkretne przypadki mordowania jeńców). Trzeba jednak od razu zaznaczyć, iż A. Beevor wyraźnie, wielokrotnie i jednoznacznie podkreśla, kto wojnę rozpoczął i w jak brutalny sposób ją prowadził, co musiało zrodzić chęć odwetu. Opisuje też różnego rodzaju zbrodnie władz oraz wojsk niemieckich, popełniane nawet w ostatnich miesiącach, tygodniach i dniach wojny, zarówno na jeńcach, robotnikach przymusowych jak i na własnych żołnierzach oraz ludności cywilnej. Do tego wyraźne podkreślenie polityki prowadzonej przez Stalina na „wyzwolonych” ziemiach polskich, gdzie brutalnymi metodami instalowano posłuszne, prokomunistyczne władze oraz aresztowano i mordowano ludzi związanych z podziemiem prolondyńskim oraz prawowitym rządem emigracyjnym. A wszystko to przy braku reakcji sojuszników zachodnich, połączonym z rozbrajającą wręcz naiwnością władz politycznych i wojskowych USA, które wielokrotnie dawały się wodzić Stalinowi za nos. Warto też podkreślić trud Autora przy zbieraniu materiałów, nie tylko archiwaliów, opublikowanych wspomnień i opracowań, ale także licznych wywiadów z żyjącymi jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX w. uczestnikami wydarzeń po obydwu stronach frontu. Tego ostatniego nie da się już obecnie powtórzyć. Książka A. Beevora posiada też wady. Przede wszystkim nieco po macoszemu potraktowana została strona czysto militarna, poświęcono jej stosunkowo mało miejsca, a sama relacja z wydarzeń jest raczej chaotyczna i powierzchowna. Zamieszczono sporo map, są one jednak mało przydatne, zbyt ogólnikowe, nieczytelne, zawierają błędy rzeczowe. Zdecydowanie, miłośnicy militariów jako takich nie będą do końca zadowoleni z lektury. Druga kwestia to niespójny tok narracji. W pogoni za chęcią ukazania rozlicznych aspektów wydarzeń Autor często przeskakuje z tematu na temat, co skutkuje brakiem porządku i zauważalnym chaosem. Porusza też pewne tematy, których następnie nie rozwija. Przykładowo, opisując powojenne losy marszałka Żukowa skupia się na mało w sumie istotnej kwestii „żalu” zdobywcy Berlina wobec Stalina o oszukanie go w sprawie odnalezienie i losów szczątków Hitlera, pomija natomiast sprawy o pierwszorzędnym znaczeniu, np. osobisty i decydujący udział Żukowa w aresztowaniu, upadku i zgładzeniu Berii, a także jego stosunki z Chruszczowem. Nie ma to bezpośredniego związku z wydarzeniami 1945 r., ale skoro już Autor podjął ten temat, to należało go rozwinąć i ważniejsze kwestie przynajmniej zasygnalizować (tym bardziej, że miały one istotny wpływ na kształt i możliwość opublikowania spisywanych przez marszałka Żukowa pamiętników – ważnego i wykorzystywanego przez A. Beevora, chociaż dalekiego od obiektywizmu źródła historycznego). Wspomniane tu usterki pracy kompensują jednak wyliczone uprzednio zalety, warto więc ją przeczytać.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na77 miesięcy temu
Józef Piłsudski, 1867-1935 Andrzej Garlicki
Józef Piłsudski, 1867-1935
Andrzej Garlicki
Trochę dziwne, że przeczytałem tę książkę dopiero teraz, gdy na półce mam ją od wielu lat, a historią fascynuję się od zawsze. Tym bardziej, że życiorys tak ważnej postaci znać trzeba bezwzględnie. Nie chodzi oczywiście o ten poziom detali, by wiedzieć jaki rozmiar butów nosił Kiliński albo ile trawy ciął kosą w jednym pokosie Kościuszko. Niemniej poznanie biografii Naczelnika pomaga w rozumieniu pewnego kawałka dziejów Polski, jego myśli, legendy i cały mit, jak niezwykle celnie twierdził Voegelin, mający fundamentalne znaczenie dla dziejów każdej większej zbiorowości. Mamy przecież swoisty kult jednostki, często spontaniczny i dobrowolny (choć nie zawsze inkluzywny),czasem przymusowy i niezbyt grzeczny, jak przekonali się o tym m. in. dr Stanisław Cywiński czy Jerzy Zdziechowski. Ponieważ jestem urodzonym narzekaczem, to jak zwykle zaburzę proporcje. Od razu zaznaczę, że książka mi się podobała - Garlicki pisał świetnie, narracja jest naprawdę żywa, stawiane wnioski podbudowane rozsądną weryfikacją źródeł (choć czasem kontrowersyjne),spora doza wiedzy o Piłsudskim i epoce. Ale o proporcjach, bo będę dużo narzekał; dla dobra czytelnika. Pozycja pisana była w czasach reżimu słusznie minionego i stąd szereg wad - wojna polsko-bolszewicka stanowi zbyt mały procent pracy. To być może najważniejszy, a na pewno najbardziej interesujący opinię publiczną fragment życiorysu Naczelnika, więc jeśli pochylamy się nad każdym pierdnięciem premiera Bartla w dalszej fazie, to skrócenie tego istotnego rozdziału jest niedopuszczalne. Podobnie nie do przyjęcia są komusze sformułowania. "Za armią polską wracali na Ukrainę polscy obszarnicy" (343). "Celem politycznym [ofensywy polskiej] było stworzenie burżuazyjnego państwa ukraińskiego". Sugestia, że chłop ukraiński dostawał ziemię od ZSRR (XD, s. 343). Zresztą przymiotnik "burżuazyjny" sponsoruje ten rozdział, jakby Garlicki musiał się asekurować i jakiś cenzor z PZPR miał mu wykreślić to lekką ręką, gdyby nie takie wstawki rodem z posiedzenia egzekutywy. Spoko, jestem w stanie to przełknąć, ale na Boga, jak się wydaje książkę po x latach w teoretycznie wolnej Polsce, to może warto te wszystkie sroły powykreślać? Tym bardziej, że słowo "burżuazja" odmieniane w tym przypadku jest czysto marksistowskie, nie ma nic wspólnego z ujęciem socjologicznym - gdzie na Ukrainie w latach 1918 - 1920 burżuje w rolniczym krajobrazie? Proletariatu to tam było pewnie procentowo tyle co ludzi, którzy zagłosowali na Bogusława Ziętka w wyborach prezydenckich 2010. Z tego wynika kolejny minus - za dużo miejsca poświęconego KPP i innym komunistycznym przybudówkom. To są ciekawe rzeczy, autor miał dostęp do archiwów KC, ale podzielił się z nimi w biografii Piłsudskiego. Trochę za dużo o historii PPS też, za szerokie wg mnie tło - choć tutaj taki zabieg jest bardziej uprawniony z oczywistych przyczyn zaangażowania Piłsudskiego w akcję socjalistycznąh. Niemniej jeśli ktoś np. miał w ręce Poboga-Malinowskiego (żaden z niego historyk i pisał na kolanach przed Naczelnikiem, ale jednak ciekawie i miał dostęp do szeregu bezcennych poznawczo relacji),to wiele rzeczy można sobie by darować. Dysproporcja pracy: połowa niemal od zamachu majowego do śmierci, z czego jakaś połowa z tej połowy to na oko zwykła historia polityczna II RP. Można byłoby to skrócić o wiele, wiele stron, niektóre sprawy odbywały się bez rezonansu Piłsudskiego albo nie miały większego wpływu na jego biografię. Ktoś kto sięgnął po to, by dowiedzieć się czegoś o Naczelniku potrzebowałby o Obozie Wielkiej Polski dwa zdania, a nie kilkanaście wrzutek w różnych miejscach. Co kogo obchodzi Straż Narodowa czy rozwiązanie Ligi Narodowej? To nie ma żadnego sensu w kontekście życiorysu Naczelnika, a obładowuje niepotrzebnie książkę. I piszę to jako miłośnik historii politycznej II RP - niemniej sięga się po pozycję w ściśle określonym celu. A tutaj takich dygresji jest zwyczajnie za dużo. Co do rzeczonych dygresji - dysproporcja wspomniana łatwo może zostać uzasadniona przez szereg autoplagiatów profesora Garlickiego. Jak już poczytacie o powstawaniu Obozu Wielkiej Polski, sięgnijcie po "Od maja do Brześcia" (s. 83 - 84),a przekonacie się, że fragmenty żywcem się pokrywają. "U źródeł obozu belwederskiego", "Od Brześcia do maja", "Zamach majowy" - tu nie ma autonawiązań, są po prostu przepisane teksty. I to też drażni, jak czytacie drugi raz lub któryś raz to samo. Nie powinno tak to wyglądać, nawet jeśli powyższe dzieła są interesujące i autor się szczycił co bardziej udanymi fragmentami. Już wskazywałem, że praca była pisana wiele lat temu; ale czy naprawdę nie można byłoby jej poprawić też w kontekście przypisów? Jakie Archiwum KC? Gdzie to teraz jest po 1989? Jak można do tych papierów dotrzeć? Czy Centralne Archiwum Wojskowe czy Archiwum Akt Nowych? To już moje zawodowe skrzywienie, ale lubię wiedzieć, z czym mam do czynienia, a teraz wiele tych papierów to dla mnie rzeczy-widmo. Brakuje mi też bibliografii, ale to trzeciorzędny zarzut ze strony czytelnika - pierwszorzędny z kolei dla historyka. Powoływanie się w pracach i polemizowanie z takimi indywiduami szemranymi jak Ludwik Hass czy Feliks Tych, zięć Jakuba Bermana - zasługiwałoby raczej na osobne studium. Ale i tak mi się podobało - co zaznaczyłem wyżej. Niemniej wspomniane wady, mimo wielkiej pracy Garlickiego, nie pozwalają mi dać wyższej noty. Nawet jeżeli ciężko znaleźć zbyt wielu historyków, którzy pisali bardziej zajmująco. Zatem bardzo polecam, bo warto - wysoka wartość poznawcza - i jednocześnie przestrzegam, bo od luk, błędów i przeinaczeń (a także nieskrywanych predylekcji autora) stronić trudno.
Yarek44 - awatar Yarek44
ocenił na71 rok temu
Bitwy polskiego września Apoloniusz Zawilski
Bitwy polskiego września
Apoloniusz Zawilski
Pamiętam pewne lato prawie dwadzieścia lat temu i lekturę tego Dzieła. ♦️ Pamiętam, że ta intensywność doznań pola walki polskiego żołnierza zrobiła na mnie pioronujące wrażenie. Pamiętam mnogość frontów, małych i większych potyczek, działań zaczepnych, działań obronnych, znane reduty początku kampanii, ale też te, o których nikt nigdy nie mówił, nie wspominał, a działy się rzeczy wielkie. ♦️ Pamiętam niekończące się przemarsze, ciągły chaos, brak informacji, stopniową dominację jednego, a chwilę później drugiego, przy współudziale trzeciego, agresora. Jakże wiele się działo przez ten jeden miesiąc. Wiele miejsc na polskiej mapie zapisało się w historii II wojny światowej pierwszymi zwycięstwami w małych potyczkach i większych bitwach. ♦️ Polska czekała na aliantów. Czekała przez całą wojnę. A tak naprawdę określony, dobry sojusz z Czechosłowacją mógł wiele zmienić. Bez zakusów na Zaolzie, bez niepotrzebnego szarżowania, gdy Hitler rozrywał sąsiada. Ta długa, południowa granica miała wielkie znaczenie. Warto było mieć ją po swojej stronie zanim Hitler skumał się ze Słowacją. Warto było być w sojuszu z Czechosłowacją i w razie konieczności mieć oparcie w potężnej pięści pancernej, jaką z wielką radością powitał Hitler w swojej armii. Te czeskie czołgi dały mu znaczną przewagę na polskich drogach i polach. Tak to widzę i często o tym myślę. Również o tym, że Apoloniusz Zawilski wykonał niesamowitą robotę. A polski żołnierz we wrześniu 1939 roku dokonał niemożliwego. 🇵🇱
Summer_Magazine - awatar Summer_Magazine
ocenił na107 miesięcy temu
Poczet cesarzy rzymskich Aleksander Krawczuk
Poczet cesarzy rzymskich
Aleksander Krawczuk
Są takie książki, które się czyta. Są także takie, które się studiuje. Wreszcie są również te, które dają prawdziwą intelektualną satysfakcję. Do tych ostatnich niewątpliwie należą prace zmarłego przed niespełna trzema laty, ponad stuletniego najwybitniejszego popularyzatora historii starożytnej w naszym kraju - Aleksandra Krawczuka. Moja przygoda z Jego książkami datuje się już od dawna, bowiem od końca szkoły podstawowej w drugiej połowie lat 90-tych. Nigdy się nie zawiodłem na pisarstwie Profesora, wręcz przeciwnie, każda następna jego publikacja w moim ręku tylko bardziej mi uzmysławiała, że historia może być nie tylko pouczająca, ale także porywająca. Jeśli ktoś potrafi ją odpowiednio "sprzedać", może ona także trafić do wielu odbiorców. A tak bez dwóch zdań jest z całym dorobkiem krakowskiego uczonego. "Poczet cesarzy rzymskich" to opasłe tomiszcze. Towarzyszyła mi ta księga od ponad 20 lat. Czytałem ją na wyrywki - zawsze wedle potrzeby. Po latach stwierdziłem, że najwyższa pora zabrać się za nią "od deski, do deski". Decyzja ta okazała się najzupełniej trafna. Już we wstępie Aleksander Krawczuk zapowiedział, że jego zamiarem nie jest zanudzenie czytelnika ogromem faktów podanych w encyklopedycznej formie, lecz odnalezienie takiego kanału przekazu, poprzez który mógłby popłynąć wartki strumień wiedzy do jak najszerszego grona zainteresowanych. Taki cel, był celem maksimum dla autora. Profesor potrafił dotrzymać słowa, chociaż ponad 900 stron pracy może z pozoru "rzucić na kolana". Jeśli ktoś kiedyś czytał jakąś książkę Krawczuka (z wyłączeniem jego prac "na tytuł"),to na pewno nie muszę go/jej zachęcać do sięgnięcia po "Poczet". Jeśli natomiast dla kogoś słowa "Aleksander Krawczuk" za wiele nie mówią, to postaram się krótko wyjaśnić, co one oznaczają. Otóż, rozumieć przez nie należy kunszt na najwyższym poziomie, tj. połączenie głębokiej wiedzy historycznej i filologicznej z wyśmienitym talentem pisarza-gawędziarza (ale nie nudziarza-plotkarza). Umiejętności te wsparte są doskonałym humorem, tendencją do wplatania w wywód anegdot, które nie tyle nie zaburzają toku narracji, co ją wzmacniają i wspaniale uzupełniają. Profesor Krawczuk był osobą o rozległych humanistycznych horyzontach. Jego wiedza historyczna była wspomagana oczytaniem filozoficznym i zdolnością łączenia wielu dziedzin w perfekcyjnej syntezie. Przy tym wszystkim nigdy nie ma się wrażenia, że narzuca się nachalnie ze swą erudycją. Pisał językiem zrozumiałym dla "mas", a tam, gdzie była potrzeba, tłumaczył słowa i wyrażenia w sposób jasny, jeśli pewnych rzeczy nie dało się przekazać wprost (z uwagi na różnice między światem grecko-rzymskim a tym nam współczesnym). Ale dość już tych pochwał! Oddajmy głos samemu autorowi, aby przytoczyć chociaż kilka skromnych cytatów z dzieła - dla egzemplifikacji powyższego. O politycznych zdolnościach Oktawiana Augusta: "August bowiem zrozumiał - i było to odkrycie genialne! - że myśleniem i wyobraźnią większości ludzi rządzą pozory, hasła, nazwy. Kto posługuje się nimi umiejętnie i konsekwentnie, może wmówić każdemu niemal wszystko". O Karakalli (ale chyba nie tylko; niech każdy sam osądzi): "Ludzie obciążeni pewnymi kompleksami psychicznymi miewają skłonności do przybierania postawy władczej, jeśli nie chroni ich od tego kultura, samokrytycyzm i poczucie humoru". O chorobie i cierpieniach Galeriusza u starożytnych chrześcijańskich historyków: "U obu chrześcijańskich pisarzy próżno by szukać choć śladu współczucia dla cudzego cierpienia. Słowa ich są wyrazem tej samej mentalności, która kazała utrzymywać, że największą rozkoszą zbawionych będzie przyglądanie się wiecznym i potwornym katuszom tych, którzy zostali potępieni". O następstwach Edyktu Mediolańskiego: "Jednakże niemal natychmiast wybuchły gwałtowne konflikty pomiędzy chrześcijanami, a jednocześnie rozpoczęło się prześladowanie pogan przez chrześcijan, co prawda raczej bezkrwawe, lecz bardzo przykre i powodujące niesłychane straty w zakresie kultury: niszczenie posągów i malowideł, a nawet książek. W wiekach zaś późniejszych rozpętał się obłęd wojen religijnych, tępienie pogan i kacerzy ogniem i mieczem, polowań na czarownice, inkwizycji, wypędzania innowierców. Popłynęła krew milionów ofiar fanatyzmu religijnego, nienawiści wyznaniowej, nietolerancji. Chrześcijanie zadawali sobie wzajem rany okrutniejsze i bardziej krwawe niż najgorsi cesarze rzymscy". Warto także przytoczyć, za Profesorem, kilka wypowiedzi aktorów wydarzeń, którymi zapełnia on wiele kart książki, a które świetnie ją wzbogacają. I tak, wypowiedź (genialna) Seneki o ojcu Pizona: "On jest tak głupi, że mógłby nawet rządzić". Reakcja Tytusa na propozycję karania ludzi za obrazę majestatu władcy: "Mnie nie można znieważyć, nie czynię bowiem niczego, co byłoby naganne, a o kłamstwa nie dbam. Jeśli zaś chodzi o moich cesarskich przodków, to zemszczą się sami, jeśli rzeczywiście są bogami lub półbogami". Celna uwaga Frontinusa: "Po co wystawiać mi pomnik? Pamięć o nas trwa, jeśli zasłużyliśmy na to życiem". No i na koniec - słowa ulubieńca Aleksandra Krawczuka (poświęcił mu nieproporcjonalnie dużo miejsca w książce) - cesarza Juliana, po tym jak odebrał mienie jednemu z kościołów chrześcijańskich: "Ponieważ godne najwyższego podziwu przykazanie zaleca chrześcijanom wyrzeczenie się majętności, aby mogli łatwiej podążać do królestwa niebieskiego, przeto my współdziałając z ich świętymi rozkazaliśmy przejąć wszystkie pieniądze kościoła edeseńskiego i rozdać je żołnierzom, wszystkie zaś dobra ziemskie włączyć do naszych dóbr prywatnych, aby żyjąc w ubóstwie zachowywali spokój i nie utracili królestwa niebieskiego, w które tak ufają" (jeśli ktoś kiedyś zadawał sobie pytanie, skąd wśród pisarzy chrześcijańskich starożytności, ale i późniejszych, taka nienawiść do "Apostaty", to chyba już wie). Warto jeszcze, jako "wisienkę na torcie" dodać, że Aleksander Krawczuk nie stronił od czasu do czasu od "wycieczek" poza epokę starożytną. Często zdarzały mu się "wtrącenia", które pozornie niezwiązane z tematem, wprowadzają uśmiech na twarzy czytelnika: "Pewien magnat polski przykazał w pierwszym paragrafie swej instrukcji dla oficjalistów: <<Nigdy umysłu pańskiego złą wiadomością nie zasmucać, bo dobremu słudze przede wszystkim winno być miłe pańskie zdrowie. A wreszcie i cóż pomoże?>>" (swoją drogą twórcy serialu "1670" powinni zainteresować się tym tekstem:). Wszystko wyżej to tylko wierzchołek "góry lodowej" znakomitego dzieła Aleksandra Krawczuka. Każdy, kogo interesuje historia i dobre książki powinien do niego zajrzeć!
Munk - awatar Munk
ocenił na105 miesięcy temu
1491. Ameryka przed Kolumbem Charles C. Mann
1491. Ameryka przed Kolumbem
Charles C. Mann
Po przeczytaniu tej pozycji naszła mnie pewna refleksja, zdałem sobie sprawę, jak skostniałe i wymagające progresu są nauki humanistyczne. A szczególnie historia. Taka analogia z naszego podwórka - od kilku lat widzimy progres na polu badań nad religią i mitologią Słowian. Pomijając antynaukowych szurów pokroju Kosińskiego czy Bieszka (dla których narzędzie krytyki źródeł nie istnieje, jeśli tylko pasuje im do tezy wyssanej z d***),udało się wyjść poza sztywny gorset sceptycyzmu narzuconego przed laty przez Łowmiańskiego, przede wszystkim dzięki językoznawcom i etnologom (Łuczyński) oraz archeologom (Szczepanik). Jest tych nazwisk oczywiście więcej, ale konkluzja też jest oczywista - historia MUSI opierać się na interdyscyplinarności! Wszystko co miało zostać poddane analizie, zostało już dawno zweryfikowane po tysiąckroć! Kupując kolejną biografię czy syntezę dziejową nie znajdziemy w niej nic, co nie zostało już wcześniej napisane. Ba! To wszystko bez problemu znajdziemy na Wikipedii lub dowolnej innej stronie internetowej! Postęp jest możliwy tylko dzięki bardziej holistycznemu podejściu do historii jako nauki. Dlatego już na studiach powinny być zajęcia z nauk pomocniczych, a studenci historii bardzo szybko powinni podejmować się konkretnych specjalizacji – historyk ekologii, etnolog-religioznawca itd. I w tej interdyscyplinarności leży siła tej książki. Z jednej strony uczciwie argumentuje źródłami (relacje odkrywców i misjonarzy, bardzo bogata bibliografia i polemika w przypisach),daje dojść do głosu różnym rozbieżnym opcjom naukowym no i posiłkuje się wynikami badań geologów, botaników, chemików, astronomów i jeszcze wielu innych specjalistów. Co z tego wychodzi? Bardzo odważny, bynajmniej nie foliarski, obraz prekolumbijskiej Ameryki. Mann doskonale punktuje, jak bardzo badania nad historią Ameryk „ewoluowały” na przestrzeni wieków. Zadufani konserwatyści swoich szkół musieli ustąpić przed nowoczesną nauką (jak datowanie radiowęglowe) i dziś już prawie nikt nie neguje starszej metryki pierwszych „Amerykanów”, czy osiągnięć agrotechnicznych cywilizacji Nowego Świata. A jednak nadal pozostaje tyle do zbadania! Wzgórza Beni, osady typu Cahokia i kultury Missisipi czy Hopewel, kultury andyjskie i amazońskie… Co jeszcze w tej książce jest fascynujące? Że rozwija horyzonty, że wskazuje nowe ścieżki warte podążenia, daje pole nowym zainteresowaniom i uzmysławia, że nawet przy czterdziestce można się sporo nowego dowiedzieć o świecie. Dowiedziałem się z niej np. że kukurydza to pierwsze GMO w historii i nie chodzi tutaj o jakiś dobór naturalny jak było w przypadku „naszych zbóż”, nie, kukurydza to twór sztuczny! Albo że „wynalazek” Indian jakim jest terra preta (amazoński czarnoziem) może być użyteczny do walki z jałowieniem gleb i zwiększeniem areałów rolniczych na terenach z ich deficytem! I to jest dopiero niezaprzeczalny argument na potrzebę większej interdyscyplinarności nauk historycznych! Na koniec kilka wad (w większości subiektywnych). Czuć amerykański rodowód autora. Przejawia się to w jego sposobie postrzegania świata (rewolucja amerykańska dała ŚWIATU demokrację. CO? XD),ale też w samej formie książki, która jest wzorowana na reportażu. Naprawdę nie interesują mnie anegdotki z podróży autora. Tym bardziej, że większość z nich nic nie wnosi do lektury. Druga wada, to zbytnia apoteoza rdzennych Amerykanów. Ja wiem, że należy rozwiewać mit „dzikusa”, ale żeby od razu popadać w drugą skrajność? Dwa przykłady – autor usprawiedliwia rytualne mordy Azteków tym, że w Europie równie wielu ludzi wieszano lub ścinano toporem za przestępstwa. Znowu – CO XD? Albo, w przypadku wspomnianej już „demokracji” – Mann oczywiście jako „indianofil” - szuka genezy tej demokracji użyczonej światu właśnie w ludach Pn. Ameryki, a dokładnie konfederacji Irokezów. Sek w tym, że podobne, „demokratyczne”, czy protoparlamentarne formy powstawały niezależnie w różnych miejscach świata. Sorry Charles, ale taka na przykład polska demokracja ma swoje korzenie w słowiańskich wiecach i szlacheckim sejmie, a dopiero później w republikańskiej Francji czy amerykańskiej rewolucji.
Radamajkis - awatar Radamajkis
ocenił na93 miesiące temu

Cytaty z książki Zaginione królestwa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zaginione królestwa


Video

Video

Ciekawostki historyczne