-
Artykuły
Przesłuchanie Przemysława Piotrowskiego. Mocna premiera książki „Markiz"
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Najlepsza literatura faktu teraz 45% taniej na matras.pl
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Grzechy główne według Piotra Górskiego
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Miłość w cieniu wielkiej historii. Rozmowa z Joanną Jax
LubimyCzytać2
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Strach - Profesor
W związku z objęciem patronatem medialnych powieści Johna Katzenbacha, mamy dla Was do wygrania 5 egzemplarzy tejże książki!
Silne, emocjonalne napięcie, pierwotny odruch i reakcja organizmu, mająca swe źródło w instynkcie przetrwania. Ogarnia nas w sytuacjach zagrożenia – paraliżuje, zmusza do ucieczki, lub pozwala w ostateczności stanąć do walki, kiedy nie ma już wyjścia.
Każdy boi się inaczej. Jedni są bardziej odporni, a inni mniej. Jednych ten pierwotny bodziec obezwładnia, innych pozostawia mało wzruszonych. Po niektórych widać, że się boją, innym strach udaje się ukryć i przezwyciężyć.
A jaki jest nasz strach? Czy często się boimy? Co może wywołać w nas podobną reakcją, a na co jesteśmy odporni?
Nagrody
Dla autorów najciekawszych tekstów mamy 5 egzemplarzy książki ufundowane przez wydawnictwo Amber.
Profesor
Autor : John Katzenbach
Regulamin
- Konkurs trwa od 15 września do 22 września włącznie.
- W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów opinii, recenzji innych osób jest zabronione.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu LubimyCzytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwisu LubimyCzytac.pl w celu wysyłki nagród.
odpowiedzi [51]
Gratuluję i życzę miłej lektury. :)
Gratuluję i życzę miłej lektury. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDziękuję :) Co za miła niespodzianka! I również gratuluję pozostałym zwycięzcom ;)
Dziękuję :) Co za miła niespodzianka! I również gratuluję pozostałym zwycięzcom ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamgratuluję :)
gratuluję :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamłooo, dziękuję! ;) Gratuluję pozostałym zwycięzcom stworzenia naprawdę ciekawych wypowiedzi.
łooo, dziękuję! ;) Gratuluję pozostałym zwycięzcom stworzenia naprawdę ciekawych wypowiedzi.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Bardzo dziękuję za tak liczny udział!
Wybór tym razem był naprawdę bardzo trudny.
Zwyciężyli:
Cyrysia
Alfea
Marta Godzisz
Karimba
Weronika
Gratuluję!
Proszę o przesłanie swoich adresów do mnie na PW. (prośba szczególnie do Alfea).
Bardzo dziękuję za tak liczny udział!
Wybór tym razem był naprawdę bardzo trudny.
Zwyciężyli:
Cyrysia
Alfea
Marta Godzisz
Karimba
Weronika
Gratuluję!
Proszę o przesłanie swoich adresów do mnie na PW. (prośba szczególnie do Alfea).
Konkurs zakończony!
Wyniki wkrótce.
Konkurs zakończony!
Wyniki wkrótce.
Czasami mam wrażenie, że obecne społeczeństwo odczuwa strach w zupełnie innych sytuacjach niż ludzie żyjący jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Odkąd weszliśmy w erę telewizorów i komputerów nasze lęki związane chociażby z widokiem krwi znacznie się zmniejszyły z powodu brutalności oglądanej w filmach. Zamiast tego boimy się napadów, chorób i śmierci. Obawiamy się o dzieci zawierające znajomości przez internet oraz wirtualną przemoc.
Strach ma wielkie oczy i bywa niesamowicie mobilizujący. Przynajmniej dla mnie. Miałam kiedyś nieprzyjemną sytuację, gdy próbował się na mnie rzucić pies koleżanki. Duży pies... Na moje szczęście był po operacji i wolniej zaatakował, a znajoma zareagowała odruchowo i złapała go za kolczatkę. Cała akcja trwała może pół sekundy. A ja w tym czasie zdążyłam ustalić całą drogę ucieczki. Dosłownie! Wiedziałam, co zrobię i gdzie się schowam. Wszystko to w krótkim przebłysku myśli, zanim moje mięśnie zdołały w ogóle poderwać się do biegu.
Kilka razy moje zdroworozsądkowe myślenie w sytuacjach stresowych uratowało mnie przed nieprzyjemnymi wydarzeniami pokroju napadu, pobicia, a może i czegoś gorszego.
Dlaczego strach jest lepszy od instynktu? Jak mawia Wojciech Cejrowski: "Gdy pod wpływem instynktu zaczynasz uciekać, najprawdopodobniej nie pomyślisz, że twoja ucieczka jest zaproszeniem do pogoni."* I ma rację. Gdy pozwalamy dojść do głosu naszym pierwotnym instynktom przestajemy jasno i klarownie myśleć. Uważam więc, że ważne jest, żeby nawet w chwili największego strachu nie stracić umiejętności logicznego myślenia. To ono jest w stanie ocalić nas przed nieprzyjemnościami. Dzięki inteligencji i pomysłowości możemy zmylić wroga lub opanować własne mechanizmy ucieczki. W końcu "Strach bywa twórczy."**
Czy często się boimy? To zależy czy mówimy o prawdziwym strachu, czy o strachu stymulowanym. Niektórzy lubią się bać, lubią czuć zimny dreszcz na karku i mieć gęsią skórkę. Z tego też powody powstały olbrzymie rollercoastery, domy strachów czy innego rodzaju rozrywki pozwalające nam się bać. Ale mimo zatrważającej liczby horrorów w telewizji (które w większości są po prostu nudne), mam wrażenie, że boimy się za mało i zbyt rzadko. Stajemy się ignorantami, którzy nie zauważają niebezpieczeństwa i podejmują zbędne ryzyko. Gdy widzę ludzi wręcz prowokujących nieszczęście, chwytam się za głowę. Gdyby czasem przystanęli i pomyśleli, może poczuliby odpowiednio duży strach, by zrezygnować z głupot (chociażby ze skakania do wody o niezbadanym gruncie).
Osobiście mam olbrzymi lęk wysokości. Nie jestem w stanie wejść na drabinę bez myśli, co będzie jeśli spadnę. Wchodzę, bo muszę i jakoś żyję, ale strach jest niezmienny. Nie daję tego po sobie poznać, ponieważ to moja prywatna sprawa, chociaż dyskomfort zdecydowanie rośnie wraz z wysokością. I to szybko. W tym roku byłam opiekunką na obozie w Rozewiu i musiałam wejść ze swoimi podopiecznymi na latarnię morską. Co zrobiłam? Weszłam czując, że serce bije mi jak szalone, a ja z trudem oddycham. A mimo to niezmiennie wchodziłam po schodach. Wyżej i wyżej, coraz mocniej trzymając poręcz. Powiem więcej - wspierałam chłopca, który również się bał, trzymałam bluzę jednego z dzieci i robiłam zdjęcia - w tym osób stojących na ziemi, co wymagało podejścia do barierki i spojrzenia w dół. Było strasznie i wcale nie czuję się lepiej z myślą, że pokonałam swój lęk. Wiem, że to niczego nie zmieniło.
Podsumowując krótki wywód o strachu - pamiętajmy, że długotrwałe pozostawanie w stanie silnego lęku, może doprowadzić do sporych dysfunkcjonalności w naszym życiu. Właśnie dlatego starajmy się go niwelować. W przeciwnym wypadku stres, który będziemy przeżywać, może doprowadzić do zaburzeń zdrowotnych, czy nerwicy. Oczywiście bywają chwile mobilizujące, jednak nie popadajmy w skrajności i nie zmuszajmy się do strachu, żeby lepiej funkcjonować. Ostatecznie nie musi to przynieść pożądanych efektów.
* Cytat zaczerpnięty z książki "Rio Anaconda" Wojciecha Cejrowskiego.
** jak wyżej
Czasami mam wrażenie, że obecne społeczeństwo odczuwa strach w zupełnie innych sytuacjach niż ludzie żyjący jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Odkąd weszliśmy w erę telewizorów i komputerów nasze lęki związane chociażby z widokiem krwi znacznie się zmniejszyły z powodu brutalności oglądanej w filmach. Zamiast tego boimy się napadów, chorób i śmierci. Obawiamy się o dzieci...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nasze strachy zmieniają się wraz z nami. Rosną z nami, ewoluują, zmieniają. Walczymy z nimi, czasem wygrywamy, czasem się przyzwyczajamy, a czasem wyrastamy jak z za małej koszulki. Czasem lęk jest chorobą i wtedy staramy się z niego wyleczyć. Czasem bywa przyjemnością, dodającą nam do naszego układu adrenaliny, jak wtrysk nitro w silniku. Ale są też takie, które nigdy nas nie opuszczają.
Takim lękiem jest to na co nie mamy wpływu. Nieważne jakbyśmy się starali i czego nie robili, wiemy, że to nadejdzie wcześniej lub później. Zrobi z nami co zechce. I nieważne czy będzie to przypadek, czy wypadek, niesamowity zbieg nieprzychylnych okoliczności, czy po prostu nasza własna lub, co gorsza, czyjaś głupota. Wiemy, że to się stanie, i nie wiemy co nas po tym czeka i czy w ogóle jakaś przyszłość nas po tym czeka. A najgorsze z tego jest to, że nie wiemy co to to jest.
Czy z tego powodu, że podświadomie zawsze czegoś tam się boimy, można nazwać nas tchórzami. Chyba nie, bo jednak, co rano wstajemy i rzucamy się w wir walki z naszymi strachami. A niektórzy z nas zostają nawet bohaterami.
"Mamo, mamo zobac zabiem tego okropnego pajonka juz nie musis się bać" ;)
Nasze strachy zmieniają się wraz z nami. Rosną z nami, ewoluują, zmieniają. Walczymy z nimi, czasem wygrywamy, czasem się przyzwyczajamy, a czasem wyrastamy jak z za małej koszulki. Czasem lęk jest chorobą i wtedy staramy się z niego wyleczyć. Czasem bywa przyjemnością, dodającą nam do naszego układu adrenaliny, jak wtrysk nitro w silniku. Ale są też takie, które nigdy nas...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Szczerze powiedziawszy nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy jestem nieustraszona czy bojaźliwa, gdyż to zależy od sytuacji i mojego nastawienia. Wiele razy jest tak, że lęk obezwładnia moje ciało, a umysł wysyła i odbiera miliony bodźców na minutę, natomiast moja wyobraźnia działa na najwyższych obrotach, jednakże czasami zdarzają się również takie sytuacje, kiedy mogę iść w środku nocy (mieszkam na wsi, więc nie wszędzie dociera światło z pobliskich latarni) nawet przez cmentarz, a wówczas nie przejdzie mi przez myśl, że coś mogłoby mi się stać.
Na początek chciałabym obalić hipotezę, która w przypadku mojej osoby nie ma żadnego realnego potwierdzenia, a mianowicie wpływ powieści grozy czy filmów na moją psychikę. Nigdy nie doświadczyłam lęku związanego z postaciami z horrorów czy thrillerów. Zawsze mój bezpodstawny strach wiązałam z konkretnymi opowieściami lub doświadczeniami ludzi, których znam. Dla przykładu powiem, że moi rodzice mieli zwyczaj podczas spotkań z sąsiadami rozmawiania na temat zjawisk paranormalnych. Bardzo lubiłam jako dzieciak podsłuchiwać dyskusji starszych i to faktycznie pozostawiło ślad w mojej psychice.
Moja sąsiadka kiedyś wyznała, że ze szkoły miała 4 kilometry do domu, które musiała przejść pieszo. Wiadomo, jak to w zimowe popołudnia zwykło bywać, że zmrok zapada już około godziny piętnastej. Miała ona okazję iść w tę porę drogami polnymi, kiedy śnieg siekał w jej rozgrzane policzki. Pewnego dnia zauważyła pewną zmianę. Od początku ze szkoły do końca drogi do domu widziała kątem oka cień podążający tuż za nią. I nie był to cień jej samej, lecz osoby o zupełnie innej sylwetce i postawie. Nie miała odwagi obejrzeć się za siebie...
Wierzyć lub nie, ale ja ze strachu oniemiałam na tę historię. Niektórzy powiedzą, że może jej się zdawało, albo że to niemożliwe, ale kwestię zjawisk paranormalnych zostawmy na razie, bo jest to kwestia światopoglądu.
Po drodze do nas do mojego domu rodzinnego jest cmentarz żołnierzy niemieckich, poległych w czasie I wojny światowej. Krążyły pogłoski, że na tym miejscu, a było to leciutkie zarośnięte wzniesienie straszy tzn. słychać kroki, jakieś głosy itd. Ja nigdy w nic takiego nie wierzyłam, gdyż na ogół jestem sceptyczna, co do pogłosek o takiej tematyce. Jednak pewnego dnia przyszło mi wracać z klasowego ogniska tamtą drogą w całkowitych ciemnościach (nie wliczam światła w rowerze). Mogę przysiąc, że przejeżdżając w przy tamtym miejscu skórę miałam całą odrętwiałą, a w nogach taką siłę, że chyba nigdy jeszcze tak szybko nie pedałowałam. Oczywiście nic się nie stało, ale po raz pierwszy przeżyłam strach o tak silnej mocy. Dodatkowo przeklinałam w duchu, że odmówiłam mamie kiedy proponowała odebranie mnie samochodem.
W tym przypadku miałam do czynienia ze lękiem, którego nagły wzrost adrenaliny w organizmie powoduje siłę, niemożliwą do osiągnięcia przy bezstresowych sytuacjach. Ja zdecydowanie należę do tej części populacji, dla której strach działa jak napój energetyczny :)
Patrząc powierzchownie strach jest cechą negatywną, ale wydaje mi się, że czasem potrzebujemy dreszczyku emocji tak jak wszystkich innych rzeczy. Wszelkiego rodzaju lęki są związane z obawą o swoje życie i to jest bardzo interesujące, nieprawdaż? Fascynujące, a czasami mogą być uciążliwe moje odruchy na bodźce nadnaturalne. Na przykład, kiedy byłam młodsza bałam się wchodzić na 3 piętro w moim domu, które po wyjeździe na studia mojego starszego rodzeństwa zostało opustoszałe. Mama mówiła: "Przynieś pościel z komody na poddaszu.", ja natomiast: "Mamo boję się. Pójdziesz ze mną?". Oczywiście ten zabawny strach przeszedł mi w miarę dojrzewania, a może dlatego, że teraz nie mieszkam już w tak ogromnym domu jakim był mój rodzinny, ale jednym z czynników mojej odporności na lęki wewnętrzne jest to, że pogodziłam się, iż śmierć przyjdzie niespodziewanie i nie będę miała na nią żadnego wpływu.
Dziękuję za głos w dyskusji :)
Szczerze powiedziawszy nie mogę jednoznacznie stwierdzić, czy jestem nieustraszona czy bojaźliwa, gdyż to zależy od sytuacji i mojego nastawienia. Wiele razy jest tak, że lęk obezwładnia moje ciało, a umysł wysyła i odbiera miliony bodźców na minutę, natomiast moja wyobraźnia działa na najwyższych obrotach, jednakże czasami zdarzają się również takie sytuacje, kiedy mogę...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejStrach... Może przejawiać się w różne sposoby. Boimy się nie tylko, gdy staje się coś złego, ale także wtedy, gdy mamy do zrobienia coś bardzo ważnego w naszym życiu. Czasem nie zdajemy sobie w ogóle sprawy z tego, iż strasznie się czegoś boimy. Zauważamy do w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy nie mamy jak go ukryć. Ja sama często spotykam się z tego typu strachem. Oczywiście nigdy nie będzie można się do tego przyzwyczaić, ale można próbować zapobiec jemu jak najbardziej się da. Strach to coś co każdy choć raz przeżywa w swoim życiu. To oznacza, że jesteśmy ludźmi, którzy mają w sobie choć krztynę wrażliwości i nie powinniśmy się z tego powodu wstydzić. Strach to bardzo ludzka rzecz. Strach w każdym wywołuje co innego. U mnie jest z różnych powodów, których nie potrafię za bardzo określić. Jestem jednak przekonana, że potrafię sobie z nim bardzo dobrze poradzić. Często słyszę, że wielu ludzi przeraża śmierć. Dla mnie jest to naturalna sprawa w życiu. Każdy człowiek rodzi się, ale z tą pewnością, że w końcu przyjdzie śmierć. Moim zdaniem nie powinniśmy się z tego powodu przejmować i bać się śmierci...
Strach... Może przejawiać się w różne sposoby. Boimy się nie tylko, gdy staje się coś złego, ale także wtedy, gdy mamy do zrobienia coś bardzo ważnego w naszym życiu. Czasem nie zdajemy sobie w ogóle sprawy z tego, iż strasznie się czegoś boimy. Zauważamy do w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy nie mamy jak go ukryć. Ja sama często spotykam się z tego typu strachem....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZadzwonił budzik. X otworzyła oczy i z przerażeniem stwierdziła, że pada deszcz. Przecież przyszykowała sobie do pracy nową kremową spódnicę. W takim razie odpada, trzeba wymyślić coś innego. Zaniepokojona wyszperała coś z szafy. W firmie jest dzisiaj ważne spotkanie, a ona bała się, że nie wypadnie najlepiej. W końcu gdy ubrana i umalowana wyszła z łazienki i spojrzała na zegarek okazało się, że ma tylko 10 minut, by zdążyć na autobus. Ze zgrozą wybiegła z domu i popędziła na przystanek. Z rozwichrzonymi włosami i zdyszana wpadła do pojazdu. Wyglądając przez okno zastanawiała się: ,,czy tak wyglądać ma jej życie, czy chciała by tak wyglądało, czy miała kiedyś marzenia… tak na pewno miała, ale… jakie one były?”. Ogarnął ją lęk: ,,a jeśli nic się nie zmieni, jeśli tak już będzie zawsze!”- poczuła się słaba i bezwartościowa. Zebranie wydawało się ciągnąć w nieskończoność. Stosowała się do poleceń szefa. Mimo, że była zmuszona działać wbrew sobie, postępowała zgodnie z tymi wskazówkami i nie odważyła się zwrócić przełożonemu uwagi. Obawiała się, że zostanie wyśmiana przez pozostałych pracowników. W trakcie 15-minutowej przerwy na kawę koleżanka z pracy zwierzyła jej się, że jej przyjaciółka poważnie zachorowała. X uświadomiła sobie, że dawno nie była na badaniach kontrolnych. Ze zgrozą przypomniała sobie, że kilka dni temu źle się czuła i kuło ją w klatce piersiowej… Wychodząc z biura nowy pracownik firmy (całkiem przystojny), zaproponował jej wspólne wyjście do kawiarni. Onieśmielona w popłochu rzuciła tylko, że nie ma czasu i pobiegła na przystanek. Wiedziała, że to było tchórzostwo, ale wcale nie uważała się za atrakcyjną i wmówiła sobie, że nie miała u niego najmniejszych szans. W autobusie nagle ogarnęło ją złe przeczucie: ,,czy aby na pewno wyłączyła żelazko!?”. Gdy wpadła do mieszkania okazało się, że na szczęście niepotrzebnie najadła się strachu. Wieczorem postanowiła obejrzeć telewizję, doszła do wniosku, że nic nie pasuje bardziej do tego koszmarnego dnia jak dobry horror. Film porządnie ją wystraszył. Gdy położyła się do łóżka i zgasiła światło wydawało się jej, że ktoś stoi w przedpokoju… Co to za szmer!? Czy to był czyjś szept!? Po chwili poczuła coś na ramieniu… uspokoiła się kiedy uświadomiła sobie, że to tylko jej dusza, że to tylko strach…
Zadzwonił budzik. X otworzyła oczy i z przerażeniem stwierdziła, że pada deszcz. Przecież przyszykowała sobie do pracy nową kremową spódnicę. W takim razie odpada, trzeba wymyślić coś innego. Zaniepokojona wyszperała coś z szafy. W firmie jest dzisiaj ważne spotkanie, a ona bała się, że nie wypadnie najlepiej. W końcu gdy ubrana i umalowana wyszła z łazienki i spojrzała na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zamknij oczy i wyobraź sobie, że od kilku miesięcy albo, co gorsza, lat jesteś przetrzymywana przez psychopatycznego człowieka. Świra, który każdego dnia kilka razy odwiedza ciemną piwnicę, w której Cię uwięził i przykłada Ci nóż do gardła, grożąc, że właśnie przeżywasz ostatnie w życiu chwile. Podaje Ci tylko tyle jedzenia, żeby podtrzymać Cię przy życiu i móc się znęcać dalej, żebyś nie umarła z głodu i jeszcze dłużej przeżywała męki, które wydają się trwać całe wieki. Jesteś bita, gwałcona, wykończona psychicznie i fizycznie. Ale nadal żyjesz. Nadal oddychasz, czujesz i boisz się. A Twój strach nie maleje- wręcz przeciwnie, nasila się z każdym dniem coraz bardziej. Popadasz w paranoję i masz ochotę się zabić, tylko że brakuje Ci odwagi. Czasem zastanawiasz się, co teraz robią Twoi bliscy.
Mama- jak radzi sobie z myślę, że jej dziecka nie ma od kilku lat w domu, a ona nie wie, co się z nim dzieje? Tato- co czuje spoglądając w lustro i wiedząc, że jest osobą, która miała się Tobą opiekować, a tymczasem jest bezradny jak niemowlę, bo nie ma bladego pojęcia, gdzie teraz jesteś i czy w ogóle jeszcze żyjesz? Rodzeństwo- zapewne w duchu obiecuje Bogu, że jeśli tylko wrócisz do domu cała i zdrowa, już nigdy o nic się z Tobą nie pokłóci. A Ty nie możesz wołać o pomoc, bo kto usłyszy twoje wołanie? Nie możesz z nimi porozmawiać, zobaczyć ich. Pozostaje Ci tylko pamięć, która na zawołanie pokazuje ich twarze i momenty, w jakich widziałaś ich ostatni raz. Mama piekła ciasto, tato grzebał w pralce, siostra właśnie szykowała się do wyjścia, brat, jak co wieczór, siedział przed komputerem.
I teraz odpowiedz sobie na pytanie: czymże jest strach przed pająkiem w porównaniu z tak skrajną sytuacją życiową? Jak do takiego przeżycia możemy porównywać strach przed wysokością, czy nauczycielką chemii? Jednak boimy się. Boimy się najmniejszych rzeczy. Najbardziej błahych, największych pierdół, bo nie potrafimy sobie uzmysłowić, że wielu ludzi ma w życiu o wiele gorszą sytuację. Nie potrafimy się cieszyć z tego, co mamy.
Sama boję się wielu rzeczy. I- paradoksalnie- z wiekiem dochodzi ich coraz więcej. Będąc dzieckiem, bałam się potworów z szafy i pana z osiedla, o którym krążyło wiele strasznych mitów, a nikt go nigdy na oczy nie wiedział. Teraz, gdy włączę telewizor, co chwilę słyszę o mordercach, gwałcicielach, psychopatach i czasem boję się wyjść z domu. Nawet łapię się na tym, że gdy wracam wieczorem skądś, co jakiś czas obracam się i sprawdzam, czy nikt za mną nie idzie, trzymając w ręku telefon z ustawionym już wybranym kontaktem kogoś z rodziny, żeby szybkim ruchem w razie czego nacisnąć słuchawkę i połączyć się jak najszybciej. Paranoja. Ale takie czasy nastały. Boimy się samych siebie. A wszystko dlatego, że jesteśmy swoimi najgorszymi wrogami. Jednak równocześnie życie wymaga od nas tego, żebyśmy się uodporniali na takie sytuacje. Musimy przyzwyczaić się do tego, że na świecie są ludzie z ilorazem inteligencji zbliżonym do IQ storczyka i różne pomysły do głów im przychodzą. Trzeba więc takie myśli do siebie dopuszczać i nie koloryzować świata, bo w przeciwnym razie możemy nieźle się rozczarować. I najeść strachu. Ale pamiętaj też, że najczęściej strach ma wielkie oczy i bardzo często jest tak, że sami nakręcamy się, wyolbrzymiając sytuację, w której się znaleźliśmy.
Zamknij oczy i wyobraź sobie, że od kilku miesięcy albo, co gorsza, lat jesteś przetrzymywana przez psychopatycznego człowieka. Świra, który każdego dnia kilka razy odwiedza ciemną piwnicę, w której Cię uwięził i przykłada Ci nóż do gardła, grożąc, że właśnie przeżywasz ostatnie w życiu chwile. Podaje Ci tylko tyle jedzenia, żeby podtrzymać Cię przy życiu i móc się znęcać...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gdy często rączek nie myję, czuję jakbym miała na nich żmiję.
Ona mi ręce kąsa, wkładam więc je do wody i używam mydła dla zgody. Wtedy się czuję szczęśliwsza, gdy na dłoniach nie mam pyłka ani pryszcza.
Czystość uwielbiam, lubuję się w nowych mydełkach.
Przepadam za pachnącymi kostkami, z których pianę tworzę własnymi rękami.
Wszystkich w domu zachęcam do mycia, a oni mnie namawiają do picia! Więc sama się w łazience ukrywam, odkręcam kranik, mydełko biorę i zatapiam w rozkoszy... I co z tego, że ręce myję częściej niż szyję? Kto mi zabroni czerpać radości z tej przyjemności?
Każdy krzyczy, że dużo wody zużywam, a ja twierdzę, że jestem szczęśliwa i nie zamierzam tego zmieniać!
Zarazków jak ognia się boję, nikt nie może tego pojąć.
To lęk taki jak inne, choć nie zobaczysz go na filmie...
Gdy często rączek nie myję, czuję jakbym miała na nich żmiję.
Ona mi ręce kąsa, wkładam więc je do wody i używam mydła dla zgody. Wtedy się czuję szczęśliwsza, gdy na dłoniach nie mam pyłka ani pryszcza.
Czystość uwielbiam, lubuję się w nowych mydełkach.
Przepadam za pachnącymi kostkami, z których pianę tworzę własnymi rękami.
Wszystkich w domu zachęcam do mycia, a oni...
Strach świadczy o naszym człowieczeństwie. Gdybyśmy nie odczuwali lęku bylibyśmy niczym cyborgi - puste, zimne i nieczułe metalowe pudła... Nie bojąc się jednocześnie przestalibyśmy odczuwać inne uczucia: to znaczyłoby praktycznie tyle, iż przestało nam zależeć na bliskich, na miłości, na zdrowiu a nawet własnym życiu...
Mój strach nie jest tym z horrorów czy thrillerów. Nie budzą mnie nocą koszmary z potworami czy duchami w roli głównej ani wizje końca świata. Moje lęki przywołują raczej demony wyobraźni podpowiadające wizje choroby, wypadku czy nawet utarty najbliższych mi osób, podpowiadające samotność, poczucie pustki, wywrócenie świata do góry nogami... Tego się boję najbardziej... Jak każdy człowiek boję się także o siebie - boję się bólu, utarty zdrowia, biedy... Strach w pewnym stopniu steruje naszym zachowaniem, do pewnych rzeczy mobilizuje, a od innych odwodzi. Jest takim naturalnym drogowskazem, który pomaga nam w życiu.
Jasne, lubię obejrzeć dobry horror i pobać się, ale w bezpiecznych ramionach ukochanej osoby, pod ciepłą kołderką i z możliwością natychmiastowego przełączenia kanału, kiedy zrobi się zbyt strasznie... Lubię poczytać o wampirach i przenieść się na moment w ich nieziemski świat, ale z kubkiem gorącego kakao w dłoni, we własnym pokoju i ze świadomością, że mogę w każdej chwili wrócić zamykając książkę. Lubimy poczuć czasem pierwiastek strachu na własne życzenie, ale tylko wtedy, kiedy mamy nad nim kontrolę.
Strach świadczy o naszym człowieczeństwie. Gdybyśmy nie odczuwali lęku bylibyśmy niczym cyborgi - puste, zimne i nieczułe metalowe pudła... Nie bojąc się jednocześnie przestalibyśmy odczuwać inne uczucia: to znaczyłoby praktycznie tyle, iż przestało nam zależeć na bliskich, na miłości, na zdrowiu a nawet własnym życiu...
Mój strach nie jest tym z horrorów czy thrillerów....
Boję się różnych rzeczy. Najczęściej własnych wyobrażeń, które często są straszniejsze niż rzeczywistość. Być może w takim razie powinnam mówić raczej o lęku niż strachu. Kilkakrotnie zdarzyło mi się bać naprawdę, głównie wtedy, gdy rzeczywistość zaskakiwała mnie czymś, na co nie byłam przygotowana. Znalezienie się w niebezpiecznej dzielnicy, samotna podróż pociągiem z dużą ilością pijanych mężczyzn w wagonie, konfrontacja z czyjąś bezbrzeżną głupotą i złośliwością, obserwowanie wygłupów tłumu...
Myślę, że odporność na strach można nabyć. Uważam także, że ta zależność jest dwukierunkowa. Mianowicie, z jednej strony strach, szczególnie przewlekły, obniża naszą odporność i sprawia, że jesteśmy bardziej podatni na infekcje i łatwiej nam zaszkodzić. Z drugiej strony ze strachem można się oswajać, zmienić podejście do obiektów, których się boimy lub wypracować sobie mechanizmy radzenia sobie w trudnych sytuacjach. To przyczynia się do zyskania kontroli nad strachem.
Czego boję się najbardziej?
Ludzkiej głupoty. Nigdy się na nią nie uodpornię...
Boję się różnych rzeczy. Najczęściej własnych wyobrażeń, które często są straszniejsze niż rzeczywistość. Być może w takim razie powinnam mówić raczej o lęku niż strachu. Kilkakrotnie zdarzyło mi się bać naprawdę, głównie wtedy, gdy rzeczywistość zaskakiwała mnie czymś, na co nie byłam przygotowana. Znalezienie się w niebezpiecznej dzielnicy, samotna podróż pociągiem z dużą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Strach. Gdyby go zilustrować miałby wielkie oczy, byłby blady i chwytałby za gardło osobę, która próbowałaby się nim najeść. Strach – dar będący jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem.
Jaki jest nasz strach? Zagnieżdża się w naszej głowie, następnie przenika do krwi, przesącza się przez cieniutkie ścianki naczyń, zmuszając każdą komórkę organizmu, by nim oddychała. Całkowicie kradnie wewnętrzny spokój. W sytuacji zagrożenia musimy stawić czoła nie tylko niebezpieczeństwu, ale również nieprzewidywalnej, dzikiej bestii, która siedzi nam pod skórą. Cała sztuka polega na tym, by wykorzystać ją do własnych celów. Nawet wtedy, gdy dyszy zmęczona, skamle cicho u stóp, podporządkowuje się woli, nie można zapominać, że w każdej chwili może rzucić się do gardła, zmiażdżyć krtań, zdławić krzyk i spłycić oddech. Strach stwarza możliwość wykazania się odwagą, daje szansę na zmierzenie się z samym sobą oraz przełamywanie ograniczeń. A jeden z piękniejszych dźwięków wydają pękające bariery.
Prowadząc ustabilizowany tryb życia eliminujemy z niego pierwiastek strachu (częściej towarzyszy nam irracjonalny lęk). Przecież dbamy o swoje bezpieczeństwo, więc zapobiegamy pojawianiu się sytuacji zagrożenia. Unikamy przyczyn naszych fobii, ale.. Często sami sięgamy po ekstremalne rozrywki, by spowodować przypływ adrenaliny, szybsze bicie serca. Chcemy wyzwolić strach, a następnie się z nim oswoić, zamienić wroga w sprzymierzeńca. Skaczemy ze spadochronem lub na bungee, osiągamy zatrważające prędkości na drodze, poszukujemy ryzyka, wiedząc, że najgorszy strach z czasem zamienia się w przyzwyczajenie. Im częściej mamy z nim styczność, tym bardziej stajemy się na niego odporni.
Stoję na przejściu dla pieszych. Sygnalizacja świetlna uporczywie wskazuje czerwone, niecierpliwię się coraz bardziej. Gdyby w tym momencie podszedł do mnie jakiś etatowy ankieter z pytaniem „czego się pani boi?”, w odpowiedzi wykluczyłabym śmierć. O!, jest zielone! Stawiam pierwsze kroki na jezdni. Nagle instynktownie obracam się w lewą stronę. Pędzący samochód zatrzymuje się z piskiem opon dosłownie tuż przed moim nosem. Zimny dreszcz, krew pulsuje mi jak oszalała, serce tysiąckrotnie przekroczyło normę szybkości uderzeń. Patrzę w oczy kierowcy – prawdopodobnie niedoszłemu zabójcy. Otarłam się o śmierć? W tym momencie zdałam sobie sprawę, że się jej boję. Kierowcy natomiast towarzyszył strach, iż mógł nieumyślnie pozbawić kogoś życia. Myślę, że każdy z nas boi się przede wszystkim utraty – życia, zdrowia, bliskiej osoby, czegoś, na czym mu zależy – choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Całkowicie uświadamiamy to sobie dopiero, gdy proces utraty się dokonuje.
Nie cierpię na żadną z powszechnych fobii. Nie żyję w okolicznościach, którym towarzyszy permanentny strach. W moim kraju nie toczy się wojna, a ja nie jestem prześladowana. Jednakże brak zagrożenia jest pozorny, a pozory przecież mylą. Boję się ludzi, w których tkwią zwierzęce instynkty, ludzi, którym sprawia przyjemność krzywdzenie innych, ludzi zwyrodniałych, spaczonych moralnie. By uzupełnić dawkę strachu wolę skoczyć na bungee niż spotkać kogoś takiego nocą podczas samotnego powrotu do domu.
Strach. Gdyby go zilustrować miałby wielkie oczy, byłby blady i chwytałby za gardło osobę, która próbowałaby się nim najeść. Strach – dar będący jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem.
Jaki jest nasz strach? Zagnieżdża się w naszej głowie, następnie przenika do krwi, przesącza się przez cieniutkie ścianki naczyń, zmuszając każdą komórkę organizmu, by nim...
Strach to chyba jedyna dziedzina życia, na którą patrzę poprzez pryzmat kolorów. Poza tym jestem zupełnie nieczuła na barwy, dzielę je co najwyżej na ładne i nieładne, a kolor "łososiowy" sprawia co najwyżej, że nagle mam ochotę na kanapkę z pastą rybną. Jednak jeśli chodzi o strach, sytuacja jest aż zbyt wyraźna.
Bardziej oczywisty jest strach czarny. Uznaję to za podstawę, którą każde dziecko otrzymuje w postaci strachu przed ciemnością. Jednym zostaje na dłużej, u innych znika. Myślę, że - przynajmniej w moim przypadku - chodzi nie tyle o samą ciemność, co raczej o to, co umiejscawia w niej wyobraźnia. Nie widzę czegoś, więc podświadomie wyobrażam sobie, co to może być. Jak groźne jest. Jak szybko może skoczyć mi na plecy. Czarny strach jest łatwy do pokonania przez logiczne myślenie, ponieważ w gruncie rzeczy nietrudno go rozpracować. Strach przed śmiercią? To wydarzy się i tak, nie ma co trząść gaciami. Strach przed klasówką? Również jest nieunikniona, a można mu przecież zaradzić poprzez przygotowanie się do niej. Strach przed utratą pracy? To życie, a nikt nie mówił, że będzie ono łatwe i przyjemne. Strach przed innym człowiekiem? Każdy kij ma dwa końce: ktoś może zrobić mi krzywdę, ale ja także mogę zrobić krzywdę komuś innemu. Wychodzimy na zero. Innymi słowy, wystarczy pomyśleć.
Gorzej, gdy strach dotyczy czegoś zupełnie nieokreślonego.
Z jakiegoś powodu ma dla mnie barwę pomarańczową. Mogłabym też dodać, że pozostawia po sobie wyimaginowany posmak mydła i uczucie lekkiej klaustrofobii, jednak najważniejszy jest ten właśnie kolor, nękający przez ułamek sekundy w formie powidoków. To właściwie nie jest już strach, a raczej coś pomiędzy paniką a dezorientacją. Może ze szczyptą paranoi. Nadchodzi niespodziewanie: siedzę na przystanku autobusowym i nagle przed oczami błyska mi scena. Wydaje mi się, że przedstawia ona moment, w którym autobus z impetem wjeżdża w przystanek. Sekundę później nie jestem już pewna - czy to na pewno było coś takiego? Błysk, strzał ze strony znudzonej wyobraźni? Głupota; kto bałby się autobusu? A jednak: obraz znika, uczucie niepokoju pozostaje, przeradzając się powoli w irracjonalny, pomarańczowy strach.
Istnieje jeszcze inna jego wersja - strach przed szaleństwem. U siebie, u innych. Przeraża nas przecież wszystko, co odbiega od tego, co znamy, przeraża nas nieznane, przeraża nas losowość tego, co może się wydarzyć. To przypadek zdecydowanie rzadszy, ale jakże inspirujący...
Z czarnym strachem radzę sobie bez większego problemu. Czasem poprzez obojętność, czasem logikę. Logiczne myślenie nie jest jednak w stanie sprostać irracjonalności strachu pomarańczowego. Co więc z nim robię? Nic. Przeżywam go i już. Bo przecież strach to część mnie i świadczy o mnie w taki sam sposób, jak reszta czynników składających się na mój umysł.
Strach to chyba jedyna dziedzina życia, na którą patrzę poprzez pryzmat kolorów. Poza tym jestem zupełnie nieczuła na barwy, dzielę je co najwyżej na ładne i nieładne, a kolor "łososiowy" sprawia co najwyżej, że nagle mam ochotę na kanapkę z pastą rybną. Jednak jeśli chodzi o strach, sytuacja jest aż zbyt wyraźna.
Bardziej oczywisty jest strach czarny. Uznaję to za...
Nie mam lęku wysokości. Nie piszczę na widok pająków, szczurów czy nietoperzy. Nie przeraża mnie burza z piorunami ani widok krwi. Jest jednak we mnie lęk, którego do końca nie potrafię zdefiniować. Budzi się on co jakiś czas, by wpędzić mnie w permanentny smutek trwający kilka dni. I boję się właśnie tych dni, kiedy daleko mi do siebie. Wtedy widzę się w lustrze taką, jaką nie chce być.
Czy można bać się samego siebie?
Nie mam lęku wysokości. Nie piszczę na widok pająków, szczurów czy nietoperzy. Nie przeraża mnie burza z piorunami ani widok krwi. Jest jednak we mnie lęk, którego do końca nie potrafię zdefiniować. Budzi się on co jakiś czas, by wpędzić mnie w permanentny smutek trwający kilka dni. I boję się właśnie tych dni, kiedy daleko mi do siebie. Wtedy widzę się w lustrze taką, jaką...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Czego się boimy,czego ja się boję?Na pewno bardzo powszechnych rzeczy,zdarzeń takich jak nieuleczalna choroba,śmierć (swoja,bliskich),wojna ,szaleństwo,odosobnienie.Boję się samotnych powrotów oraz tego co nieodgadnione,metafizyki,tego,że na tym świecie mogą istnieć jakieś inne,złe byty.Boję się uwięzienia:w pomieszczeniu,w sobie,we śnie.Oprócz tego koszmarów:tych,które się powtarzają.
W filmach boję się dźwięku,paranoidalnego i dzikiego takiego jaki zagłusza.Zresztą nawet w codziennym życiu dźwięk tak mocno rozwija wyobraźnię,w ciemności byle szmer jest w stanie mnie wystraszyć.
W książkach boję się depresyjnych ludzi lub ogarniętych jakimś negatywnym szaleństwem.Po napisaniu tego wszystkiego już czuję delikatny lęk.
A jak objawia się lęk?Zamknięciem,paraliżem ciała i nerwami,które czuje już w żołądku.Plus chęć ucieczki gdzieś daleko,tam gdzie wszystko jest pozytywne.
Czego się boimy,czego ja się boję?Na pewno bardzo powszechnych rzeczy,zdarzeń takich jak nieuleczalna choroba,śmierć (swoja,bliskich),wojna ,szaleństwo,odosobnienie.Boję się samotnych powrotów oraz tego co nieodgadnione,metafizyki,tego,że na tym świecie mogą istnieć jakieś inne,złe byty.Boję się uwięzienia:w pomieszczeniu,w sobie,we śnie.Oprócz tego koszmarów:tych,które się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zbyt bójna wyobraźnia – to są właśnie nasze fobie. Nic innego. Każdy strach można całkiem racjonalnie wytłumaczyć, nawet ten najbardziej zawikłany, ten zrodzony w młodości przez zapomniane nam zdarzenie, a które do tej pory działa na nas prowadząc do paraliżu. Chyba nie ma na świecie człowieka, który niczego się nie boi. Mnie samą też ciarki czasem przechodzą, nie ukrywam tego. Zresztą, nie mam jak! Wystarczy, że wielki szkaradny pająk wylezie z kąta pokoju, wtedy krzyczę. Nie mogę się powstrzymać. Zawsze ktoś przybiega na ratunek, a zdarza się i tak, że wybawca przybywa za późno, bowiem ja zdeterminowana trzymam już w rękach "papucia" i tylko klnę pod nosem targana drgawkami – pozostałością po strachu. Trup potwora leży przede mną... truchła – tak je nazywam – też są ochydne, ale o dziwo, ten pająk wcale już nie jest tak wielki jak mi się zdawało. I co najważniejsze, teraz na pewno na mnie nie wejdzie. Nie boję się, że pająk mnie "ugryzie", w końcu one nic podobnego nie robią, nawet są pożyteczne – tak próbowano mi tłumaczyć i owszem, dotarło to do mnie, aczkolwiek zawsze, widząc takiego stwora, wyobrażam sobie, że nie lezie to to po podłodze, tylko po mnie. OKROPNE, ale błahe... takie nic...
Nie oglądam horrorów... o nie, nie... nie potrafię! Nie mówię tu o tych pozbawionych fabuły, gdzie jedynym wątkiem ma być krew, która tryska wszędzie, zalewając ekran czerwoną falą. Krwi się nie boję. W horrorach przerażają mnie potwory, duchy, strachy... potrafię je sobie później wyobrazić w ciemnościach i nawet szczelnie opatulona w kołdrę nie jestem w stanie poczuć się bezpieczną. W tym przypadku jedynym odruchem obronnym są dobre myśli, przekierowanie wyobraźni na lepszą stronę mocy ( :) ).
Jednakże nic z tego, cóż tam pająki, cóż duchy – nie wierzę w nie, choć się ich boję... ironia. To są sytuacje chwilowe, adrenalina podskoczy, organizm zareaguje, pająka zabije, w ciemności włączy choćby nikłe światło. To są tylko małe straszki...
Czy często się boimy? Non stop! Boimi się o naszą rodzinę, o nas samych, o przyszłość, teraźniejszość. Co się stanie? Czy uda nam się spełnić wyznaczony cel? Czy uda nam się znaleźć miłość, wsparcie, przyjaciół? Każde pytanie okraszone jest strachem porażki.
Odporność na strach? Nikt jej nie posiada, co najwyżej potrafi dobrze go maskować. Od samego początku pisania tej krótkiej wypowiedzi zastanawiam się czy powiedzieć w końcu co MNIE najbardziej przeraża i co jest moją motywacją wobec tego strachu... Boję się śmierci. Choć o tym nie mówię. Nie twierdzę od razu, że zamykam się pod szklanym kloszem, nie. Nigdy nie wyobrażałam sobie swej śmierci w wypadku, jakimkolwiek, więc na ulicę wychodzę. Choroba. Tego właśnie się obawiam. Pogorszenia stanu zdrowia mojego organizmu. Tego, że zostanę przewiezona do szpitala. Tego, że po narkozie się nie obudzę. Tego, że leki przestaną działać. Tego, że może to przytafić się nie tylko mnie, ale moim bliskim. Jaka płynie z tego motywacja? Chęć naprawy świata. Taka mała zabawa w boga na ziemi. Stworzenie leku doskonałego, który pokona nowotwór, zapobiegnie chorobom starczym, przewklekłym dolegliwościom. Mrzonki? Może i tak. Ale to jest mój cel, sposób pokonania lęku.
Tak, więc tylko jeden, prawdziwy STRACH ma wielkie oczy, strach, że skończy się nasz czas, że nie zdążymy przeżyć swojego życia odpowiednio.
Zbyt bójna wyobraźnia – to są właśnie nasze fobie. Nic innego. Każdy strach można całkiem racjonalnie wytłumaczyć, nawet ten najbardziej zawikłany, ten zrodzony w młodości przez zapomniane nam zdarzenie, a które do tej pory działa na nas prowadząc do paraliżu. Chyba nie ma na świecie człowieka, który niczego się nie boi. Mnie samą też ciarki czasem przechodzą, nie ukrywam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ja uwielbiam a nawet powiem ku przerażeniu innych, kocham się bać. Uważam, że strach, jest to naturalna forma, która pobudza moją wyobraźnię i uruchamia całą fabrykę chemiczną w mym organizmie. Przecież, natura człowieka ma dwa oblicza. Zaspokojenie potrzebuje zarówno jasna jak i ciemna strona ,dlatego warto od czasu do czasu uwolnić swój umysł i rozładować emocje. Ja to robię oglądając horrory, thrillery i filmy sensacyjne. Tak samo dotyczy się książek o tej tematyce. Moim zdaniem takie ,,kontrolowane banie się’’, jest swego rodzaju przygodą. I właśnie książki oraz filmy przepełnione grozą są dla mnie jak balsam dla mej biednej duszy, pozbawionej emocji w natłoku monotonności i szarości dnia codziennego.
W rzeczywistym świecie już nic nie jest takie jak w książkach i filmach. Od dziecka zawsze powtarzałam, że niczego się nie boję i co prawda wiele osób się dziwiło, że nie przeraża mnie widok krwi czy innych obrzydliwych rzeczy, jednak w głębi duszy jak każdy człowiek, tak i ja mam swoje fobie, które napawają mnie lękiem. Niektóre błahe inne bardziej poważniejsze. Chce jednak przytoczyć dwie najważniejsze, które mnie przerażają i napawają grozą.
Jak większość ludzi, boję się wszelakich owadów, jednak najbardziej nie trawię pająków. Wydaje mnie się , że cierpię na swego rodzaju arachnofobię, gdyż na widok choćby najmniejszego pajączka, uciekam z wielkim krzykiem. Jestem przekonana, że za ten strach mogę podziękować mojemu starszemu bratu, który w dzieciństwie pastwił się nade mną okropnie. I właśnie jego ulubioną rozrywką, było łapanie pająków i rzucanie mi na głowę, lub za ubrania. Nie muszę wam chyba mówić, jakie to traumatyczne jest przeżycie dla siedmioletniego dziecka. Od tamtej pory, nie potrafię niestety oswoić się z tymi owadami. Wiele osób mojej rodziny nie może wyjść ze zdziwienie, że Ne boję się szczurów, myszy, żaby czy innych nieprzyjemnych stworzeń a na widok malutkiego owada uciekam z krzykiem jak by mnie gonił seryjny morderca.
Drugą rzeczą jaką się boję jest strach przed tragiczną śmiercią.
Odkąd pamiętam żyłam zawsze na wysokich obrotach. Wmawiałam sobie, że strach jest dla mięczaków i słabeuszy a ja nie chce do nich się zaliczać. Wiadomo – młodość. Wydaje się wtedy człowiekowi, że cały świat leży u jego stóp i jest panem swego losu. Ja też tak myślałam, dopóki nie miałam wypadku samochodowego. Wprawdzie nie było to, aż nic tak bardzo poważnego, jednak dał mi bardzo dużo do myślenia i otworzył oczy na kruchość ludzkiej egzystencji.
Pomyślałam wtedy ,,Rany, przecież moja brawura mogła się naprawdę skończyć tragicznie!’’ Zaczęłam się wtedy dopiero bać! Całe moje dotychczasowe życie wywróciło się na drugą stronę. Uświadomiłam sobie, że przecież jestem żoną i matką i mogłam zniszczyć nie tylko swoje życie, lecz również zburzyć świat moich najbliższych.
Od tamtej pory, bardzo boję się wypadków samochodowych. Modlę się, żeby Pan Bóg, nigdy więcej nie doświadczył ani mnie ani mojej rodziny w taki okropny sposób. Ciężko żyć z takim lękiem….. Gdy widzę śmiertelne wypadki, serce mi zamiera a dusza głośno płacze, bo wiem, że gdzieś tam komuś rozsypał się świat i życie straciło sens.
Bardzo się tego boje i już nigdy chyba nie zwalczę tego strachu….. jednak mam w sobie odwagę dzięki której próbuje zwalczać swój lęk.
Ja uwielbiam a nawet powiem ku przerażeniu innych, kocham się bać. Uważam, że strach, jest to naturalna forma, która pobudza moją wyobraźnię i uruchamia całą fabrykę chemiczną w mym organizmie. Przecież, natura człowieka ma dwa oblicza. Zaspokojenie potrzebuje zarówno jasna jak i ciemna strona ,dlatego warto od czasu do czasu uwolnić swój umysł i rozładować emocje. Ja to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNa pytanie czego się boimy odpowiedź jest prosta. Boimy się tego co jest nierealne,ale co mieszka w naszych umysłach lub po prostu tego czego nie chcemy w naszym życiu. To coś co jest ukryte głęboko w naszej podświadomości. To może być mała trauma z dzieciństwa ale też coś co straszy nas od niedawna. ,,Ja się niczego nie boję". To najczęściej słyszana odpowiedź. Niestety nie jest prawdą. Nie ma tak naprawdę nikogo kto się niczego nie boi. Dla jednych straszna jest dziewczynka utopiona w studni. Dla innych tym czynnikiem wywołującym strach jest potwór z pod łóżka. Są tacy co boja się umrzeć, a jeszcze inni którzy boją się spotkania z rówieśnikami. Każdy strach ma swoje przyczyny. Czego ja się boję? Zależy kiedy się boje. Zazwyczaj jest tak że w dzień boimy się rzeczy zwyczajnych jak kartkówka z matmy, albo kłótnia z koleżanką. Wieczorem za to wychodzą na jaw nasze największe strachy. Ja w czasie dnia boje się mojego pana z polskiego. Jest bardzo surowy i wzbudza we mnie prawdziwy lęk, ale w nocy... W nocy boję się dwóch potworów mieszkających w moim domu, ducha z osiedla, budowniczego który zginął podczas budowy domu sąsiadki... I wcale się tego nie wstydzę. No bo proszę was! Przecież każdy się czegoś boi!
Na pytanie czego się boimy odpowiedź jest prosta. Boimy się tego co jest nierealne,ale co mieszka w naszych umysłach lub po prostu tego czego nie chcemy w naszym życiu. To coś co jest ukryte głęboko w naszej podświadomości. To może być mała trauma z dzieciństwa ale też coś co straszy nas od niedawna. ,,Ja się niczego nie boję". To najczęściej słyszana odpowiedź. Niestety...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A jaki jest nasz strach? Czy często się boimy? Co może wywołać w nas podobną reakcją, a na co jesteśmy odporni?
Na jednym z murków koło szkoły gimnazjalnej siedziała sobie dziewczyna. Na pierwszy rzut oka miała może piętnaście lat, lecz tak naprawdę była już dorosła. Nikt jednak nie podejrzewał, że za tą twarzyczką, przykrytą brązowymi lokami, czai się gdzieś strach, ból i cierpienie. Przecież jej czerwone trampki, bluza z motywami wakacji a także kolorowe spodnie nie wskazywały na depresję. Tylko dobry obserwator mógłby zauważyć jej liczne kreski na skórze. Te liczne nacięcia na nadgarstkach, te liczne blizny, które sama zadawała sobie. Miał dzień za dniem, a ona nie przestawała. Krew kapała na jej piękną pościel. Krew, którą ofiarował jej jej chłopak w przed dzień wypadku. To nie była krew brunetki, to była JEGO krew. Co zatem chciała osiągnąć wylewając ją ze swojego ciała? Możliwe, że miała nadzieję, że stanie tutaj koło murka, obok niej - żywy. Takim jakim go pamiętała... Lecz tamto wydarzenie, tamten zakrwawiony asfalt, jego mózg na szosie... Porozrywane części ciała... Dlatego teraz siedząc tutaj koło szkoły myślała. A jej myśli wędrowały od wspomnień o nim, skończywszy na swojej egzystencji. Bo czy ona mogła istnieć bez niego? Czy on tak po prostu mógł zginąć?
- Boże, zamiast zabierać jego samego, mogłeś wymyślić inną okazję. Kiedy byłam z nim. Miałbyś teraz dwie dusze. Co ci po jego jednej? Moja też czeka... Moja czeka aż ujrzy jego. Ja nie chcę funkcjonować bez niego. Nie potrafię, nie umiem...- dziewczyna łkała.
Ktoś przeszedł obok murku, ktoś usiadł i odgarnął włosy z policzków dziewczyny. Ten ktoś ucałował jej skroń, ten ktoś chwycił ją za rękę. Tak pachniał tylko on. Jej nozdrza natychmiast pochwyciły zapach. Tak pachniał tylko ON. To musiał być ON.
- Daniel...- szepnęła głosem drżącym ze wzruszenia a jednocześnie strasznie przerażonym.
- Nie bój się, przyszedłem po ciebie. Chodź.- zjawa wyciągnęła do niej rękę.
Dziewczyna pochwyciła jego dłoń i udała się z nim w dalszą drogę. Obejrzała się jeszcze raz za siebie i ujrzała swoje bezwładne ciało spoczywające na murku. Za parę minut, może godzin ktoś odkryje martwą dziewczynę koło gimnazjum. Będą krążyć pogłoski, policja nie będzie wiedzieć co o tym sądzić. A jednak w końcu trafią na ślad nożyka, którym podcięła sobie żyły.
Krew już dawno zdążyła wycieknąć z ciała i teraz było ono przeraźliwie blade. Jednak dziewczyna była już tak naprawdę daleko - uśmiechnięta i rumiana na policzkach. Była już daleko... W krainie gdzie nie było cierpienia. Była z Danielem. I liczyło się to, że już nie będzie opłakiwać jego śmierci. Liczyło się to, że nie była już dalej samotna.
Boję się samotności. Boję się śmierci. Nie wiem czy poradziłabym sobie z odejściem ukochanej osoby. Do końca nie jestem przekonana o wizji nieba i nie wiem, czy kiedykolwiek bym ujrzała mojego ukochanego.
Ta historia jest zmyślona, ale wiem, że dużo osób odebrało sobie w podobny sposób życie.
Ja boję się słowa: "samobójstwo". Wiem, że do tego trzeba odwagi, ale aby żyć, także jej potrzeba. Śmiało więc mogę okrzyknąć się bohaterką - bo żyję i funkcjonuję. Co z tego że z lękiem w sercu, bo wiem, że któreś z nas odejdzie pierwsze - albo będę to ja, albo on. I wtedy ktoś będzie cierpieć... Tak bardzo się tego boję... Tak strasznie boję się tego dnia...
A jaki jest nasz strach? Czy często się boimy? Co może wywołać w nas podobną reakcją, a na co jesteśmy odporni?
Na jednym z murków koło szkoły gimnazjalnej siedziała sobie dziewczyna. Na pierwszy rzut oka miała może piętnaście lat, lecz tak naprawdę była już dorosła. Nikt jednak nie podejrzewał, że za tą twarzyczką, przykrytą brązowymi lokami, czai się gdzieś strach, ból i...
Każdy boi się czagoś innego a przynajmniej w innym stopniu. Wiele osób boi się pająków, węży, zdarzają się osoby które muszą spać przy zapolonym świetle. Wiele osób jest w stanie poradzić sobie z własnymi lękami ale prawie wzyscy na świecie nie mają nad tym kontroli, to strach ich kontroluje.
Czy często się boimi za leży w największym stopniu, co napawa nas lękiem. Mając strach przed ciemnością, borykamy się z nią codzinnie, gdy się boimy węży czy pająków spotykamy się z nimi rzadziej.
Podobną reakcję do strachu może wywołać poważny stres na przykład przed egzaminem czy na rozmowie kwalifikacyjnej. Każda osoba jest także na o innego odporna. Nie możemy i nie jestemy w stanie być idealnymi ale właśnie to uatrkcyjnia nasze życie, co innego jest dzić a co innego będzie jutro.
Jest tylko jedna rzecz której boimy się a nie powinniśmy, śmierć to jedyna z rzeczy która nas nie minie. Kiedy wujek powiedział mi: "Są tylko trzy rzeczy które człowiek musi spełnić w swoim życiu: Urodzić się, załatwić potrzebę i umrzeć" od tamtej pory uwarzam że naprawde nie powinniśmy się bać śmierci w sumie przyjdzie ona po każdego.
Każdy boi się czagoś innego a przynajmniej w innym stopniu. Wiele osób boi się pająków, węży, zdarzają się osoby które muszą spać przy zapolonym świetle. Wiele osób jest w stanie poradzić sobie z własnymi lękami ale prawie wzyscy na świecie nie mają nad tym kontroli, to strach ich kontroluje.
Czy często się boimi za leży w największym stopniu, co napawa nas lękiem. Mając...
Kiedy tak sobie siedzę z głową opartą na dłoniach i nosem prawie przyklejonym do zimnej szybki terrarium, mam ochotę pomiziać pajączka. Dziubuś wielkości mojej dłoni, nózie prawie jak chudziutkie palce, cały w parzących włoskach i te kły jadowe, które teraz wpycha w szparę między ścianami jego domku. Rozczulam się na ten widok. Na JEJ widok, bo to samica. Wystarczy, że sięgnę po pierwsze skóry zrzucone w czasie wylinek i przypominam sobie jakie to było maleństwo. A teraz? Se urosła i to porządnie.
Palec wskazujący jakoś sam podąża w kierunku wystającego kła i dotyka jego lśniącej powierzchni. Jest twardy, o zgrozo, i nie umarłam od tego dotyku.
Jakoś nie boję się ani pająków wielkich w całym tego słowa znaczeniu, ani innych zwierząt, które poniekąd są groźne. Ale dlaczego są groźne? Dlaczego pająk miałby mnie zaatakować? W obronie. Lwy? Oho, gdybym oczywiście znalazła się jakimś zrządzeniem losu na ich terytorium albo gdyby mój facet w przypływie frustracji przerzucił mnie przez ogrodzenie w zoo. Lwy pewno atakowałyby też w obronie, a może z głodu. No, na pewno miałyby jakiś poważny powód. Także podsumowując, zwierząt, nawet tych najpaskudniejszych, się nie boję. Czuję tylko respekt przed ich umiejętnościami i determinacją.
Ludzi się boję. Zboczeńców, morderców, złodziei, zakompleksionych zanudzonych własnym życiem ludzi, którzy potrafią nękać nawet bliską rodzinę. Boję się dotyku osób, których nie znam i których nie chcę znać. Ojej, jak sobie wyobrażę spocone paluchy chociażby na moim ramieniu. Zawsze mam wrażenie, że to spocenie to efekt podniety albo… fuj, fuj. A to, że się tego boję objawia się szybkim ruchem „jak najdalej od”. Dostaję kopa na rozpęd i wiję się jak węgorz, żeby tylko macki w postaci spoconych ludzkich kiełbasek mnie nie dosięgły.
Boję się ludzi ograniczonych pod względem racjonalnego i logicznego myślenia. Są niebezpieczni jako łysi, załańcuchowani koledzy spod klatki, jako kierowcy, jako młodzież szkolna, a nawet jako emeryci podczas przepychania się do straganu z warzywami.
Strach sam w sobie jest dobry. Chyba tylko człowiek niemądry niczego się nie boi.
- Boisz się śmierci? – zapytała kiedyś koleżanka w dość nietypowej sytuacji, bo właśnie przeglądała się w lusterku i wycierała nadmiar szminki z kącików ust.
- Nie – stwierdziłam twardo. Spojrzała na mnie, jakbym urwała się z choinki.
- Jak to NIE? Nigdy nie myślałaś o tym, że w każdej chwili może ci się coś stać? Że po drugiej stronie – tutaj podkreśliła cudzysłów w powietrzu – niczego nie ma? Że gnijesz w ziemi, zjadają cię robale. Matko! Ja się boję.
- Dlaczego mam się bać czegoś, co mnie nie minie?
Ale boję się samotności, boję się załamania. Nie chciałabym pewnego dnia obudzić się bezradna i albo uciec w alkohol, albo w narkotyki.
No i boję się, że kiedyś będzie zakaz czytania książek, żeby ograniczyć wyobraźnię. Ale to już bardziej lęk niż strach.
Kiedy tak sobie siedzę z głową opartą na dłoniach i nosem prawie przyklejonym do zimnej szybki terrarium, mam ochotę pomiziać pajączka. Dziubuś wielkości mojej dłoni, nózie prawie jak chudziutkie palce, cały w parzących włoskach i te kły jadowe, które teraz wpycha w szparę między ścianami jego domku. Rozczulam się na ten widok. Na JEJ widok, bo to samica. Wystarczy, że...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBoje się,że nie zostanę pisarką. Wyznaczyłam sobie taki cel i teraz z każdym dniem coraz intensywniej myślę "a co jeśli się nie uda,jeśli nie dam rady?". Boje się,że moje pisanie nie przyniesie efektów,że w wieku 16 lat mogę napisać opowiadanie dla mojego młodszego brata i nic więcej. Boje się,że nie uda mi się skończyć książki chociaż jej napisanie jest moim największym marzeniem,nie mówiąc o wydaniu. Napewno większość ludzi boi się śmierci,jednak ja boję się,że nie zdąże z książką zanim ta śmierć przyjdzie. Chciałabym zostawić po sobie namacalny dowód,że jednak mi się udało stworzyć COŚ. Żeby moje dzieci wiedziały i przekazywały dalej "to ona,moja mama". Podobno żeby dojść do celu trzeba w niego wierzyć. Wierzę bardzo i staram się jak mogę. I mimo tego,że małe są szanse na to,że zostanę drugą Jane Austen czy Oscarem Wildem to wyobrażam sobie moje dzieło na półce w księgarni,ludzkie ręce dotykające okładkę i kartki naznaczone czarnym atramentem. Tylko poprostu się boję,że to jedynie wydarzy się w mojej głowie. Boję się,że nie napiszę,ale napiszę prawda ?
Boje się,że nie zostanę pisarką. Wyznaczyłam sobie taki cel i teraz z każdym dniem coraz intensywniej myślę "a co jeśli się nie uda,jeśli nie dam rady?". Boje się,że moje pisanie nie przyniesie efektów,że w wieku 16 lat mogę napisać opowiadanie dla mojego młodszego brata i nic więcej. Boje się,że nie uda mi się skończyć książki chociaż jej napisanie jest moim największym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Boję się nowego dnia - nie wiem co przyniesie. Smutek, radość, nienawiść czy miłość?
Otwierając oczy każdego ranka, otwieram i puszkę pandory, jakim jest życie.
Czy dzisiejszego dnia wypuściłem coś złego? Przyczynię się do czyiś łez bądź śmierci? A może wydostałem dobro i uratuję tym życie niewinne lub chociaż uśmiech ukochanej dziewczyny?
A może właśnie dzisiaj umrę?
Boję się niewiedzy i zapomnienia - nie chcę być głupcem.
Dopóki znam konsekwencje swoich czynów jestem w stanie kontrolować swoje życie, nie dopuścić do śmierci innych. Wiem co jest najważniejsze w życiu i mogę tymi wartościami kierować się, sam podejmując słuszne decyzje.
Dopóki wiem kim jestem, mam swoje cele i marzenia do których dążę. Piękne i smutne wspomnienia...
Kim byłbym, gdybym je stracił?
Boję się być nikim, głupcem, żyjącym bez celu i pragnień.
Boję się nowego dnia - nie wiem co przyniesie. Smutek, radość, nienawiść czy miłość?
Otwierając oczy każdego ranka, otwieram i puszkę pandory, jakim jest życie.
Czy dzisiejszego dnia wypuściłem coś złego? Przyczynię się do czyiś łez bądź śmierci? A może wydostałem dobro i uratuję tym życie niewinne lub chociaż uśmiech ukochanej dziewczyny?
A może właśnie dzisiaj umrę?
...
27 października 1998 roku, Timid Oblivione, sesja czternasta.
- Na dzisiejszej sesji chciałabym poruszyć temat lęków, czy to ci odpowiada?
Oblivione spojrzał na mnie, a na jego ustach błąkał się cień uśmiechu. Poczułam się nieswojo, przez ostatnie trzynaście sesji każda rozmowa szła nam jak krew z nosa, a Timid nigdy nie okazywał nawet śladu emocji.
- Można by rzecz, że lęk to moje pierwsze imię. Tak pani doktor, ten temat mi odpowiada.
Zmarszczyłam brwi na jego enigmatyczną uwagę i skupiłam myśli na bieżącym zagadnieniu. Sięgnęłam po wcześniej przygotowany notatnik i długopis.
- Chciałabym zagrać z tobą w skojarzenia, znasz tą grę?
- Tak. Pani czyta słowo, a ja odpowiadam na nie pierwszym skojarzeniem. My wariaci wymieniamy między sobą informację, kiedy nudzimy się na świetlicy – Odparł chłodnym tonem. Zignorowałam tą rękawice, siódma sesja była dla mnie nauczką by więcej nie dyskutować o używanej przez niego terminologii. Odchrząknęłam.
- Dobrze, więc zaczynamy. Zielony?
- Spokój – odparł bez wahania. Zanotowałam.
- Ok, woda?
- Spokój.
- Ciemność?
- Spokój.
- Czy wszystko kojarzy ci się ze spokojem? – Zapytałam uprzejmie, starając się ukryć rosnącą irytację.
- Nie – odparł lakonicznie. Przewróciłam oczami i kontynuowałam grę.
- Zapomnienie?
- Strach.
Uniosłam oczy znad notatnika i przyjrzałam się uważnie pacjentowi. Na pierwszy rzut oka wydawał się całkowicie zrelaksowany, sprawiał wrażenie wręcz znudzonego. Jednak, kiedy skupiłam się na jego twarzy dostrzegłam, że porusza szczęką. Jakby zgrzytał zębami – zanotowałam. Czternastka chyba jest szczęśliwą liczbą, już dwukrotnie zauważyłam jakiś ślad emocji.
- Masz na myśli strach przed zostaniem zapomnianym?
- Nie chodzi mi o to, że pielęgniarze zamknął mnie w izolatce i nie będą pamiętać o wypuszczeniu. Po prostu boję się, że zapomnę.
- Ale o czym?
Timid wstał i zatrzymał przede mną. Poczułam na karku chłodny dotyk strachu, Oblivione był postawnym mężczyzną. Mimo że zawsze zachowywał się spokojnie i raczej „leniwie” nigdy nie opuszczała mnie świadomość drzemiącej w nim siły fizycznej. W tym momencie byłam całkowicie pewna, że jeden jego cios i leżałabym bez świadomości na podłodze.
- Wiedziała pani, że złota rybka ma tylko trzysekundową pamięć?
- Nigdy o tym nie słyszałam – odpowiedziałam markując zainteresowanie. W myślach pospieszenie układałam plan ewentualnego wezwania pielęgniarzy. – Możesz mi o tym opowiedzieć?
Timid wrócił na kozetkę i przez chwile wpatrywał się w zieloną wykładzinę pokrywającą podłogę mojego gabinetu.
- Złote rybki pamiętają tylko ostatnie trzy sekundy. Kiedy one mijają następuje kasacja ich wspomnień i tak w kółko. Zupełnie jak ludzie z zanikiem… - tu widocznie zabrakło mu słów i tylko pstryknął palcami.
- …pamięci krótkotrwałej? – Podsunęłam uprzejmie.
- Dokładnie.
- Co konkretnie cię przeraża? Ryzyko uszkodzenia tej pamięci, czy sama jej utrata w jakikolwiek sposób? – Zapytałam z prawdziwym zainteresowaniem.
- Przyczyna czy skutek, hm? Nie, sam wypadek mnie nie przeraża…
Było coś groteskowego w tej rozmowie. Człowiek, który nie okazuje jakichkolwiek emocji, w sposób chłodny i racjonalny opowiada o swoim strachu. Zanotowałam swoje spostrzeżenia.
- ...potrafię panować nad własnymi emocjami, również nad strachem. Kiedy znam przyczynę mojego lęku umiem sobie z nim poradzić.
- Bardzo cenna umiejętność – wtrąciłam.
- Tak, wypracowanie jej sporo mnie kosztowało. Ale zmierzając do meritum, boję się zapomnienia z prostej przyczyny. Kiedy nie będę pamiętać co napawa mnie trwogą, nie będę w stanie nad tym zapanować…
- Wybacz, ale chyba nie rozumiem.
- Boję się utraty kontroli nad własnymi lękami, że niczym spuszczone ze smyczy psy, rozbiegną się po zakamarkach mojej jaźni. Ja zaś będę żyć w strachu nie pamiętając o jego przyczynie. – Wyjaśnił spokojnie.
- To bardzo złożony lęk. - Powiedziałam po chwili zastanowienia. - Nie uważasz jednak, że jest trochę irracjonalny? – Zapytałam ostrożnie.
Pierwszy raz od rozpoczęcia naszych sesji pan Oblivione obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Był to uśmiech typu: „jestem kotem i właśnie zjadłem twojego kanarka”.
- Pani doktor, a czy wariaci kiedykolwiek kierowali się zasadami logiki?
Koniec sesji czternastej.
27 października 1998 roku, Timid Oblivione, sesja czternasta.
- Na dzisiejszej sesji chciałabym poruszyć temat lęków, czy to ci odpowiada?
Oblivione spojrzał na mnie, a na jego ustach błąkał się cień uśmiechu. Poczułam się nieswojo, przez ostatnie trzynaście sesji każda rozmowa szła nam jak krew z nosa, a Timid nigdy nie okazywał nawet śladu emocji.
- Można by rzecz, że...
Strach dla mnie ma znaczenie bardzo względne. Każdy, nowonarodzony człowiek, to kolejna "porcja" strachu w świecie, która w wielu rzeczach będzie miała cechy wspólne z bojaźnią innych ludzi, a z w innych z kolei będzie czymś oryginalnym.
A więc już od narodzin boimy się... pustki, ciemności. Później już tylko, opierając się na pierworodnym strachu dodajemy kolejne - lęk przed utratą zdrowia, strach przed pająkami, śmiercią bliskich osób itd.
Dla mnie strach jest zależny tylko i wyłącznie ode mnie. To ja kreuję w sobie lęk. To ja decyduję o tym, czego mogę się bać, a czego nie. Brzmi egzotycznie? Wcale tak nie jest!
Jestem przekonany, że to, jak będziemy ustosunkowywać się do samego siebie i do naszego otoczenia będzie miało znaczny wpływ na naszą odwagę, a tym samym na zwalczanie lęku. Jeśli odrzucę z siebie egoistyczne podejście do mojego "Ja", wówczas będę systematycznie zmniejszał strach przed klęską, błędami, wyśmianiem, samotnością. Lekiem na lęk jest dla mnie wówczas radość i optymizm życiowy. Cel w życiu pomaga mi zwalczać strach. Nie boję się upadków po drodze, bo wiem, że cel i tak jest możliwy do osiągnięcia. Odrzucam to, co przeszkadza mi w radości życia. Nie odżywiam się tym, co rodzi we mnie lęk (np. horrory).
Jeśli boję się ludzi, to znaczy, że ich nie rozumiem. oczywiście, ktoś może mnie napaść - wówczas muszę się bronić i zwalczać strach, który mnie paraliżuje. Ale na co dzień boimy się samych siebie. Nie chcemy ze sobą rozmawiać. Ten lęk przed drugą osobą osiągnął już taki poziom, że tracimy komunikacje werbalną, a uciekamy się do wirtualnej, w której czujemy się anonimowi i pewniejsi.
Boimy się reakcji drugiej osoby oraz, tego, co o nas powie.
W ostateczności jednak wszystko i tak sprowadza się do mojego "ego", czyli do ciągłego brania, bez odwagi dawania czegoś innym.
Strach dla mnie ma znaczenie bardzo względne. Każdy, nowonarodzony człowiek, to kolejna "porcja" strachu w świecie, która w wielu rzeczach będzie miała cechy wspólne z bojaźnią innych ludzi, a z w innych z kolei będzie czymś oryginalnym.
A więc już od narodzin boimy się... pustki, ciemności. Później już tylko, opierając się na pierworodnym strachu dodajemy kolejne - lęk...
Człowiek jest istotą, która lubi się bać o ile zagrożenie nie jest realne, szuka adrenaliny w skokach na banji by poczuć ten dreszczyk emocji na plecach, bądź zwyczajnie włącza horror, który w rzeczywistości śmieszy niżeli straszy. Jednak jeśli chodzi o mnie, to możliwe ze nie jestem jedyną jedyną osobą, która czegokolwiek się boi. Ten kto twierdzi, że jest inaczej jest zwyczajnie kłamcą. Jakie są moje demony, myślę, że wymieniło by się parę, tych błahych jak i nie błahych:
1. pająka w kącie ściany,
2. żmij w lesie
3. burzy
4. złamania nogi
5. wypadku
6. niepełnosprawności
7. ciężkiej choroby
8. pogrzebania żywcem
9. śmierci w najlepszym momencie mojego życia
10. samotności
11. drugiego człowieka (homo, homini lupus est)
12. sesji poprawkowej
13. SAMEJ SIEBIE- nigdy nie wiadomo co strzeli do głowy, a człowiek bywa nieobliczalny.
Różna jest skala strachu, ale on zawsze jest i będzie, wiec jeżeli z wrogiem nie można wygrać, trzeba go pokonać.
Człowiek jest istotą, która lubi się bać o ile zagrożenie nie jest realne, szuka adrenaliny w skokach na banji by poczuć ten dreszczyk emocji na plecach, bądź zwyczajnie włącza horror, który w rzeczywistości śmieszy niżeli straszy. Jednak jeśli chodzi o mnie, to możliwe ze nie jestem jedyną jedyną osobą, która czegokolwiek się boi. Ten kto twierdzi, że jest inaczej jest...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej