Jesteś szczęśliwy w swoim mieszkaniu na trzecim piętrze, na tyłach kamienicy, do momentu aż zostaniesz zaproszony na kolację przez kogoś, kt...
Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać211
ArtykułyNadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać5
ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Herman Koch

Źródło: http://www.hermankoch.nl/
Pisze książki: literatura piękna
Urodzony: 05.09.1953
Urodził się w 1953r. w Arnhem w Holandii, gdy miał dwa lata, jego rodzina przeniosła się do Amsterdamu, gdzie Herman Koch mieszka do dziś. Zajmuje się nie tylko pisarstwem – jest również aktorem i producentem telewizyjnym. Zasłynął między innymi jako współtwórca kultowego w Holandii programu satyrycznego Jiskefet.
Herman Koch wydał jak dotąd siedem powieści i trzy tomy opowiadań. "Kolacja" (szósta z kolei powieść) to przełomowa książka w jego karierze – stała się międzynarodowym bestsellerem, została przetłumaczona na trzydzieści trzy języki, sprzedała się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy na całym świecie. Na podstawie powieści powstały w Holandii i Niemczech adaptacje teatralne, natomiast holenderska ekranizacja książki została zaprezentowana na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto 2013. http://www.hermankoch.nl/
Herman Koch wydał jak dotąd siedem powieści i trzy tomy opowiadań. "Kolacja" (szósta z kolei powieść) to przełomowa książka w jego karierze – stała się międzynarodowym bestsellerem, została przetłumaczona na trzydzieści trzy języki, sprzedała się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy na całym świecie. Na podstawie powieści powstały w Holandii i Niemczech adaptacje teatralne, natomiast holenderska ekranizacja książki została zaprezentowana na prestiżowym Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto 2013. http://www.hermankoch.nl/
7,5/10średnia ocena książek autora
832 przeczytało książki autora
924 chce przeczytać książki autora
26fanów autora
Zostań fanem autoraSprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
Popularne cytaty autora
Cytat dnia
Herman Koch, Dom letni z basenem
- Herman Koch , Kolacja
Doświadczenie pokazuje, że ludzie zawsze czegoś od Ciebie chcą, jeśli często wypowiadają twoje imię, przeważnie czegoś czego ty akurat nie c...
Doświadczenie pokazuje, że ludzie zawsze czegoś od Ciebie chcą, jeśli często wypowiadają twoje imię, przeważnie czegoś czego ty akurat nie chcesz.
4 osoby to lubią - Herman Koch , Dom letni z basenem
Jest pan większym pijakiem niż Pablo Picasso, lecz nie dysponuje pan nawet jedną dziesiąta jego talentu. Prawdę mówiąc to marnotrawstwo. Mar...
Jest pan większym pijakiem niż Pablo Picasso, lecz nie dysponuje pan nawet jedną dziesiąta jego talentu. Prawdę mówiąc to marnotrawstwo. Marnotrawstwo alkoholu oczywiście.
3 osoby to lubią
Najnowsze opinie o książkach autora
Kolacja Herman Koch 
7,0

"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób".
Dzieciaki.
Dzieci, nasze potomstwo. Główny obszar szczęścia, jak i zmartwień.
Powyższy cytat pochodzi z książki "Anna Karenina" Tołstoja, ale główny bohater książki "Kolacja" również widzi w tych słowach odzwierciedlenie sytuacji swojej rodziny.
"Dwa małżeństwa spotykają się w ekskluzywnej restauracji na z pozoru kurtuazyjnej pogawędce. Do omówienia mają jednak bardzo poważny problem dotyczący ich nastoletnich synów. Ten wieczór zaważy na całym ich przyszłym życiu. Przesądzi o szczęściu obu rodzin", czytamy w opisie książki.
Nie mogę napisać za dużo o fabule powieści, żeby nie pozbawić nikogo satysfakcji z czytania. Najpierw pomyślałam, żeby napisać "radości z czytania", ale ta książka nie przysparza radości, zupełnie nie.
Nie będę się silić na zarys fabuły inny niż ten zamieszczony na tylnej stronie okładki, bo on idealnie oddaje jej treść.
Ale nie oddaje klimatu, napięcia w akcji podczas czytania, zadziwienia.
Powoduje natomiast zdumienie nad determinacją zachowania statusu quo rodziny, utrzymania jej w całości.
Myślenie o tym, jak dana decyzja wpłynie na najmniejsza jednostkę społeczną, jaką jest rodzina.
"Zastanawiałem się całkiem poważnie, co by się stało, jeślibym zupełnie nic nie powiedział. Jeślibym zwyczajnie kontynuował życie, jak każdy. Pomyślałem o szczęściu; o szczęśliwych małżeństwach i o oczach mojego syna".
Czy to spowoduje, że będziemy bardziej szczęśliwi - takie pytanie zadaje sobie kilka razy narrator powieści. Ja się jednak zastanawiam, czy wszystkie nasze podejmowane działania powinny być dyktowane szczęśliwością lub nie?
Co jest najwyższym dobrem dla nas ludzi i czy nie zmienia się ono w zależności od kontekstu i sytuacji?
Czy istnieje wytłumaczenie dla bestialstwa, tylko dlatego, że dopuściła się tego osoba nam bliska? Jak wiele jesteśmy wstanie poświęcić dla tej najbliższej osoby, nie tracąc przy tym siebie?
Książka otwiera też oczy na to, jak obserwacja nas dorosłych przez dzieci może mieć niebagatelne znaczenie dla nich w późniejszym, dorosłym życiu. Wiele mówi się, że dzieci nie zachowują się tak, jak im mówimy, aby się zachowywały, ale tak, jak widzą, jak my to robimy. Modelowanie. A może to wszystko jednak geny? Bez względu na naśladowanie, "genów nie wydłubiesz", jak to się czasem mówi.
Niech dowodem na to, że ta książka jest dobra, będzie ten fakt: kupiłam ją kiedyś z polecenia blogerki książkowej, przeczytałam, zaintrygowała mnie bardzo i na tyle, że od razu puściłam ją dalej w obieg. Nie wróciła już do mnie. Mam nadzieję, że krąży gdzieś dalej i jest czytana... Ostatnio znowu do mnie wróciła, ale tym razem we wspomnieniach. Zatem - kupiłam znowu, przeczytałam powtórnie, piszę o niej. Dla mnie o wartości książki stanowi fakt, że nadal ją w sobie nosze i co jakiś czas wraca do mnie wspomnienie o jej czytaniu. Coś we mnie zostawiła. Ta na pewno zdumienie nad naturą ludzką, a także zachwyt nad takim poprowadzeniem akcji książki, który mnie w pewnym momencie zmiótł i spowodował szerokie otwarcie oczu.
Co tu się właściwie wydarzyło?, zadajemy sobie to pytanie w pewnym momencie podczas czytania.
Co się zdarzyło w kontekście zwrotów akcji, ale też myśląc o tym, co ta książki robi nam. Jak wpływa na nas.
Ta kolacja to bitwa. Na gęsty, słowa, na zamiary i decyzje.
To gra o kształt i przyszłość rodziny, o polityczne umocowanie w tle również. To akt desperacji w myśleniu o dorosłości dziecka i wszelakich konsekwencjach ich czynów.
Ciągle następuje zmiana tego, kto na wierzchu, kto pod spodem, czyje na górze a czyje na dole. Zmiana percepcji powoduje, że ciągle komuś innemu sprzyjamy, żeby za chwilę się zdziwić i przytaknąć innej osobie, z nią się zgodzić.
Nie da się przy tej książce znużyć ani zasnąć.
Od pewnego momentu lecimy z czytaniem na przyspieszonym pulsie i goniąc przez strony, bo jakoś nie możemy uwierzyć w to, jak rozwija się akcja. Ja przynajmniej nie mogłam.
Do ostatniego akapitu mamy szansę przeżyć tornado zmiennych emocji, w tym konsternację, niedowierzanie czy głębokiego zażenowanie.
Przeczytaj tę książkę a potem odpowiedz, głównie sobie, na pytania.
Kto jest największym wygranym, a kto przegranym?
I czy na pewno ta osoba?
Zastanów się jeszcze raz.
Twoja ocena, myślę, jak i moja, w głównej mierze zależy od tego, jakimi kryteriami moralnymi się kierujesz.
To co, może jednak zmienisz zdanie?
FB: Ostatni akapit. Ostatnie zdanie - Natalia Leszka
Dom letni z basenem Herman Koch 
6,9

Herman Koch, niderlandzki Houellebecq (albo, po prostu, Herman Koch),pozwala nam spoglądać na nas jego oczyma. To on ukazuje wszelkie zboczenia tam, gdzie rządzi „normalność”. Nie grzmi, raczej prowokuje. Pod pozornym cynizmem jego powieści kryje się głęboka troska o nas samych. W swojej drugiej – po Kolacji – powieści opublikowanej w Polsce pierwsze skrzypce gra Marc Schlosser. Pod wpływem znajomości z pewnym bardzo znanym aktorem (oraz pod wpływem zaproszenia Marca wraz z rodziną do jego letniej rezydencji) dochodzi do wydarzeń tragicznych. Oraz do bolesnej sekcji zwłok. Naszego świata.
Główny bohater Domu letniego z basenem – lekarz pierwszego kontaktu, „lekarz wyższych sfer” – Marc Schlosser wykonuje swoją pracę rzetelnie. Poświęca każdemu ze swoich pacjentów po dwadzieścia minut, wszystkim przedstawia dokładnie taką diagnozę, jaką chcą usłyszeć. Zjawiający się u niego nowobogaccy nie oczekują prawdziwej pomocy lekarskiej, ale cudotwórcy, który na wszystko znajdzie receptę, a na pewno – tabletki. Schlosser stoi najbliżej ciała ludzkiego, wydawałoby się zatem, że musi godzić profesjonalizm z empatią. Nic podobnego. Tak naprawdę to pozbawiony wrażliwości cynik. Bo ciało jest brzydkie; wydala; poci się; drży na zimnie; marszczy się pod wpływem wody; blednie i czerwienieje. „Ludzkie ciała i w ubraniu są wystarczająco odpychające. Nie chcę ich oglądać, zwłaszcza tych części ciała, do których nigdy nie dociera światło słoneczne. Fałdów skóry, pomiędzy którymi zawsze jest zbyt ciepło, a bakterie mają pełne pole do popisu; grzybic i miejsc zapalnych między palcami u nóg i pod paznokciami; palców, które coś rozdrapują, palców, które trą aż do krwi…”. Podobnie podwójnie wygląda kwestia jego stosunku do własnej rodziny, do żony – jej obecność nie przeszkadza w planowaniu zdrad i wymyślaniu scenariuszy zdrady. Najprawdopodobniej Koch chciał pokazać zblazowanie i znudzenie świata nim samym. „Świat jest mną znużony, podobnie jak ja nim”, zacytuje Houellebecq na pierwszych kartach Mapy i terytorium. Istotnie, współczesny świat zaproponował aż tyle, że nie wiadomo do końca co wybrać, co jest dobre i właściwe dla człowieka. Zakwestionowaliśmy wszystko, nawet samych siebie – i teraz już tylko straszna nuda.
„Znudzeni i zblazowani” podważają także wszelkie towarzyskie konwenanse. Sztuka jest nieciekawa, ale przecież trzeba obejrzeć ją do końca. Wcale nie po to, by wyrobić sobie zdanie, tylko żeby inni nie gadali. Z filmu nic nie rozumiemy, ale można dyskretnie przysnąć, przecież nikt nie zauważy, a zawsze można posnobować znajomością „dzieła”. Przykłady można mnożyć i mnożyć, dochodząc do spraw kluczowych, dotyczących poprawności politycznej czy modelu życia. Koch wskazuje na kolejne dwa wrzody współczesności – formę i banał. Forma, w rozumieniu Gombrowicza, oznacza udawanie, przed sobą i przed pozostałymi. Gra, którą każdy człowiek toczy przede wszystkim z samym sobą, skacze z jednej wysepki na drugą, nie mogąc przy tym odnaleźć siebie. W końcu staje się trywialny i płytki – a otaczająca rzeczywistość wyłącznie mu w tym pomaga, podsuwając kolejne możliwości. Chcesz być sławny, proszę bardzo, musisz tylko zrobić to i to. Chcesz gotować, proszę bardzo. Wszędzie gotowe produkty, przygotowane z chirurgiczną precyzją recepty na egzystencję. Masz depresję? Weź tabletki. Mało jesz? Idź i kup. Masz tysiące ubrań w szafie? Nie szkodzi, kup większą i leć po następne. Nadmiar wyprodukował formę (lub odwrotnie, szukanie źródła nie ma sensu) i kolejny składnik, banał. Człowiek zniknął z pola widzenia, przygnieciony możliwościami. Paradoks wyboru: zakup soku w sklepie. Skazani jesteśmy na poznawanie wszystkiego po łebkach, czytanie coraz to nowych książek (bo o starych po tygodniu nikt nie pamięta, a lektury dziadków czy pradziadków to epoka kamienia łupanego),oglądanie coraz większej ilości filmów. Nie ma czasu na refleksję, w pewnym momencie nie ma już czasu nawet na życie. Od razu zaznaczam – nie traktuję powieści Kocha jako źródła prawd objawionych. Prawdę powiedziawszy, trudno jest powiedzieć w tej materii coś nowego. Jednakże lekkość fabuły i fakt, że „dobrze się to czyta”, pozwala Kochowi na przeniesienie poważnych traktatów socjologicznych w formę wygodniejszą, z fabułą i dialogami.
Współczesny świat przyrównuje Koch do dzisiejszego awangardowego teatru – aby zaskakiwać, musi szokować coraz mocniej, oddziaływać na widza skrajnymi środkami. Kicz i przesada przenikają do kolejnych aspektów egzystencji, zatruwając sprawy fundamentalne, jak śmierć. „Podobnie jest z pogrzebami. Te też muszą być przede wszystkim przyjemne. Trzeba na nich móc śmiać się, pić i przeklinać. W innym wypadku to małomiasteczkowe. (…) Wydaje mi się, że radosne pogrzeby weszły w modę jakieś piętnaście lat temu. Różowe trumny, trumny z naturalnego drewna, z wymalowanymi na nich smokami i zębami rekina, trumny z Ikei, trumny plastikowe albo owinięte w worki na śmieci”. Dziwny pęd, maniera do bycia dostrzeżonym, zapamiętanym, ale w oderwany od rzeczywistości sposób. Możliwe, że taka śmierć ma coś rekompensować – może samo upokorzenie zgonu? Ciało wszak zaczyna gnić, śmierdzieć, trzeba więc je przyozdobić, w jakikolwiek sposób śmierć przegonić. Możliwe, że takie traktowanie zwłok ma oswoić zgon i przykryć pewien niepokój: czy ładne opakowanie kryje w sobie smacznego cukierka, czy może w cukierku żyje obrzydliwy robak?
Fabuła Kocha przypomina pełny (pełny – bez znanego z filmu zakończenia) reality show z Trumanem Burbankiem – życie jest od początku do końca wyreżyserowane, ustawione, nieprawdziwe. Znany nam świat niderlandzki autor odbija w krzywym zwierciadle; w wyniku tej operacji, wszyscy bohaterowie powieści coś udają, w coś grają. Przypomnę pierwszy z brzegu przykład – główny bohater odgrywa przed sobą i przed światem podwójną rolę, przykładnego ojca i męża oraz dandysa, podrywającego coraz to nowe kobiety. A jego córka? Z zewnątrz poukładana, grzeczna, nieśmiało chwytająca za rękę swojego pierwszego chłopaka (może pierwszego, oprócz ojca). Pod grzeczną fasadą ukrywa się jednak kobieta, która zaczyna mieć swoje potrzeby i u której ciekawość przerasta rozsądek. Ich nieprawdziwość podważa jednocześnie realność świata powieściowego oraz – naszego. Może właśnie w taki sposób odpowiada Koch na jedno z podstawowych pytań dotyczących faktycznego istnienia wszystkiego dookoła. Może to wszystko, tak naprawdę, już umarło, a człowiek pluska się na powierzchni basenu przy letnim domu, nie dostrzegając, że pod nogami nie ma już dna.






























