-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać223 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Czy kłamiemy o tym, co czytamy?
Popularny facebookowy łańcuszek, polegający na tym, że nominowana osoba wymienia 10 książek, które w jakiś sposób były dla niej ważne, wzbudził mnóstwo emocji, i to nie tylko tych związanych z wyborem tytułów i ograniczeniem ich do dziesięciu. Po przejrzeniu list, które publikowali ich znajomi, wiele osób doszło do wniosku, że przeczytali mnóstwo kłamstw. Uznali, że ich znajomi wpisywali książki z wyższej półki, ambitne i wymagające, zamiast szczerze wymienić swoją ulubioną dziesiątkę. Tak uważają zarówno dziennikarze amerykańskiego „Huffington Post”, jak i polskiego portalu „Na Temat”. Ich zdaniem, prawdziwe listy zawierałyby takie pozycje jak poszczególne tomy cyklu o Harrym Potterze, "Pięćdziesiąt twarzy Greya" czy też komiksy o Kajku i Kokoszu. A ja zastanawiam się, dlaczego próbują osądzać kogoś na podstawie książek, które ta osoba wymieniła.
Sama wzięłam udział w łańcuszku, tak samo jak wielu moich znajomych. Ich listy były bardzo różnorodne – często pojawiały się na nich znajome tytuły, takie jak "Ania z Zielonego Wzgórza" czy "Władca pierścieni" (ten tytuł był zresztą też na mojej liści). Jednak na wielu były też pozycje mniej znane, często bardzo niszowe, raczej ambitne. Nie przypuszczam jednak, że zostały umieszczone na listach po to, żeby zaimponować mnie lub komukolwiek innemu. Zakładam, że moi przyjaciele to wyjątkowi ludzie, czytający starannie wybrane książki i mający oryginalne zainteresowania.
Wydaje mi się, że ci, którzy nie wierzą w szczerość swoich znajomych, zdradzają swego rodzaju niepewność co do doboru własnych lektur. Dlaczego bowiem umieszczanie na liście "Mistrza i Małgorzaty" wydaje się komuś podejrzane? Czy sam fakt, że książka ta była lekturą szkolną sprawia, że nie mogła zmienić czyjegoś życia, a umieszczamy ją na liście tylko dlatego, że nie czytaliśmy żadnych robiących wrażenie książek poza szkolnymi lekturami? A może jednak faktycznie ktoś, kto przeczytał ją w tym szczególnym wieku, w którym podatni jesteśmy na nowe idee, zapamiętał ją na całe życie?
Nie podoba mi się osądzanie innych na podstawie tego, co czytają. Być może ktoś faktycznie skłamał co do jakiejś książki, istotne jest jednak, dlaczego to zrobił? Dlaczego obawiał się przyznać, że książką jego życia jest "Zmierzch", a nie "Zbrodnia i kara"? Może właśnie dlatego, że tak często nasze wybory czytelnicze są poddawane ocenie innych? Znam osoby, które do tramwaju czy autobusu zabierają tylko starannie wybrane lektury, w obawie, że ktoś znajomy zobaczy, jak czytają coś, czego podobno powinni się wstydzić.
Lęk przed byciem osądzanym działa w dwie strony. Niektórzy nie powiedzą głośno, że właśnie z zachwytem przeczytali "Finneganów tren" lub choćby "Nad Niemnem". Nie chcą być wziętymi za snobów, boją się, że znajomi uznają ich za dziwnych. Tymczasem ich koledzy być może także okładają w gazetę książki, które wyciągają w komunikacji miejskiej…
Prawda zaś moim zdaniem jest taka, że większość osób czytających nie dba o to, co czytają inni. Niewątpliwie interesuje nas to, ale tylko dlatego, że wciąż szukamy ciekawych lektur dla siebie i lubimy podpatrywać, co czytają znajomi. Jednak jeśli zaczynamy osądzać innych na podstawie ich lektur, to chyba warto zastanowić się, czy sami nie czujemy się źle z tym, co czytamy. Ludzie sięgają po książki z różnych powodów – dla rozrywki, dla wiedzy, z przyzwyczajenia, albo dlatego, że po prostu nie mogą bez czytania żyć. I to, jakie są to książki, to tylko i wyłącznie ich sprawa.
Zresztą z danych zaprezentowanych przez Facebook wynika, że dziesięć tytułów, które najczęściej pojawiały się w łańcuszku, to całkiem zwyczajne, znane wielu czytelnikom książki. Na pierwszy miejscu jest oczywiście cykl o Harrym Potterze, zaraz za nim zaś będąca lekturą w amerykańskich szkołach "Zabić drozda". Bez wątpienia jest to jednak lektura, która może zmienić życie i stać się najważniejszą książką dzieciństwa. Na kolejnych pozycjach uplasował się "Władca pierścieni", "Hobbit" i "Duma i uprzedzenie" (kolejna książka z mojej listy). Nie są to ambitne tytuły. Może więc wcale aż tyle osób nie kłamało?
Należę do pokolenia, które czytało to, co akurat było dostępne. Na książki polowało się miesiącami, kupowało spod lady. W szkole podstawowej przeczytałam wszystkie książki, które były w osiedlowej bibliotece w filii dla dzieci. Dzisiaj byłoby to chyba niemożliwe. Mamy dostęp do nieograniczonej liczby tytułów. Kiedy zapragniemy przeczytać jakąś książkę, często wystarczy kliknąć i po minucie mamy ją w ręku. Myślę, że warto cieszyć się tymi możliwościami i po prostu czytać to, na co tylko mamy ochotę, nie martwiąc o to, co pomyślą o nas inni. I nie osądzając ich na podstawie ich czytelniczych wyborów.
Zgadzacie się ze mną? A może zdarzyło wam się być osądzonym na podstawie swoich czytelniczych wyborów? Albo wręcz samego faktu, że czytacie?
komentarze [86]
Kiedyś/dawniej, nim jeszcze fantastyka upowszechniła się tak solidnie i na dobre, można było usłyszeć w różnych sytuacjach (od ludzi wykształconych też i w różnych środowiskach, nawet w bibliotece) o każdej powieści, opowiadaniu SF: "Po co to takie głupoty czytać?", "Szkoda czasu na takie głupoty." I to wyczekujące spojrzenie po tej niezwykłej mądrości życiowej...
Mordować - kilka razy chciałem dusić... Już wtedy raczkował we mnie mały Dexter.
Będąc uczciwym wobec przeszłości; muszę też przyznać, że kilka razy skłamałem w życiu, co czytam, ale to już czas przeszły. :)
Kiedyś/dawniej, nim jeszcze fantastyka upowszechniła się tak solidnie i na dobre, można było usłyszeć w różnych sytuacjach (od ludzi wykształconych też i w różnych środowiskach, nawet w bibliotece) o każdej powieści, opowiadaniu SF: "Po co to takie głupoty czytać?", "Szkoda czasu na takie głupoty." I to wyczekujące spojrzenie po tej niezwykłej mądrości życiowej...
Mordować...
Nigdy nie miałam problemu z tym, żeby czytać co mi się podoba. Ostatnio kupiłam sobie Kaczora Donalda i guzik mnie obchodzi jak mnie z tym widzą inni. Nie ograniczam się do Kaczorów Donaldów, a że ktoś o tym nie wie no to cóż.. nie mój problem ;)
Nigdy nie miałam problemu z tym, żeby czytać co mi się podoba. Ostatnio kupiłam sobie Kaczora Donalda i guzik mnie obchodzi jak mnie z tym widzą inni. Nie ograniczam się do Kaczorów Donaldów, a że ktoś o tym nie wie no to cóż.. nie mój problem ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nigdy nie zostałam poddana ocenie pod względem tego co czytam, i że w ogóle czytam. Jednak odkąd przeglądam opinie na stronie LC (bo tylko na tym portalu jestem zalogowana), to dochodzę do wniosku, że czytelnicy bardzo chętnie oceniając książkę, oceniają jednocześnie jej czytelników. Często w niskich opiniach można przeczytać:
"ale gniot, kto to czyta"
"jak może się to komuś podobać"itp.
Czy nie jest to jednocześnie ocena tych czytelników, którym jednak dana książka się podobała????
Nigdy nie zostałam poddana ocenie pod względem tego co czytam, i że w ogóle czytam. Jednak odkąd przeglądam opinie na stronie LC (bo tylko na tym portalu jestem zalogowana), to dochodzę do wniosku, że czytelnicy bardzo chętnie oceniając książkę, oceniają jednocześnie jej czytelników. Często w niskich opiniach można przeczytać:
"ale gniot, kto to czyta"
"jak może się to...
Z gustami się nie dyskutuje; każdy ma prawo do swoich. :)
Z gustami się nie dyskutuje; każdy ma prawo do swoich. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ja bez bicia przyznaję, że trochę mi wstyd za to co przeczytałam, i za to czego nie przeczytałam.
Bardziej za to drugie.
Nie lubię nazywać się "miłośniczką książek", "molem książkowym" itp. bo określenia te narzucają jakąś wizję niezwykle inteligentnej, oczytanej osoby, obytej w kulturze i mającej w małym palcu dzieła kultowe, ambitne oraz cały kanon lektur. A ja choć czytam sporo, to jednak ambitnymi powieściami tego na pewno nie mogę nazwać.
Więc gdybym miała wymienić 10 książek które w jakiś sposób były dla mnie ważne, na pewno nie byłaby to zbyt reprezentacyjna lista :'D
Ja bez bicia przyznaję, że trochę mi wstyd za to co przeczytałam, i za to czego nie przeczytałam.
Bardziej za to drugie.
Nie lubię nazywać się "miłośniczką książek", "molem książkowym" itp. bo określenia te narzucają jakąś wizję niezwykle inteligentnej, oczytanej osoby, obytej w kulturze i mającej w małym palcu dzieła kultowe, ambitne oraz cały kanon lektur. A ja choć...
Tym bym się nie martwiła. Pamiętam jak mój profesor od Młodej Polski wspominał nam o swojej sąsiadce, która codziennie przychodziła do biblioteki uniwersyteckiej po książki. Opowiadał o niej z wielką estymą, mimo iż ta pani od lat czytywała jedynie nie najwyższych lotów romanse. I powiedział, że woli i ceni ją i jej harlekiny bardziej niż ludzi, którzy udają, że czytają lub nie czytają wcale.
Ja już od dawna nie przejmuję się moją przeczytaną listą książek. Mam tam sporo gniotów, które czytałam wyłącznie na własne życzenie by mieć o nich jakiekolwiek pojęcie i pretensje o stracony czas mogę mieć tylko do siebie. Mam klasykę wszystkich epok oraz książki stricte historyczne. Czytam dużo i czytam niemal wszystko (prócz sf, którego niestety nie jestem w stanie znieść).
I nie wstydzę się tego co czytam :)
Tym bym się nie martwiła. Pamiętam jak mój profesor od Młodej Polski wspominał nam o swojej sąsiadce, która codziennie przychodziła do biblioteki uniwersyteckiej po książki. Opowiadał o niej z wielką estymą, mimo iż ta pani od lat czytywała jedynie nie najwyższych lotów romanse. I powiedział, że woli i ceni ją i jej harlekiny bardziej niż ludzi, którzy udają, że czytają lub...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Gnioty i na mojej liście się znajdą. nie wstydzę się. gnioty często są dobrą terapią - szybko się je czyta, więc pochłaniają czas. na bezsenną męczącą noc w sam raz - jeśli o mnie chodzi ;)
Kocham wszystkie książki, każda coś wnosi do naszego życia, dlatego zgadzam się z wami że nie ma się czego wstydzić ;)
Gnioty i na mojej liście się znajdą. nie wstydzę się. gnioty często są dobrą terapią - szybko się je czyta, więc pochłaniają czas. na bezsenną męczącą noc w sam raz - jeśli o mnie chodzi ;)
Kocham wszystkie książki, każda coś wnosi do naszego życia, dlatego zgadzam się z wami że nie ma się czego wstydzić ;)
Dobrze jest czasem przeczytać gniota, ot, choćby po to, żeby sobie o nim wyrobić zdanie. Zresztą, to chyba nieuniknione ;)
Dobrze jest czasem przeczytać gniota, ot, choćby po to, żeby sobie o nim wyrobić zdanie. Zresztą, to chyba nieuniknione ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jednak jak tak patrze na swoją półkę, to też dużo "syfu" czytałem (nadal mi się zdarza), ale to ze mną nie zostaje. Przeczytało się i idzie w kąt, a potem następna. Ze mną zostają książki wybitne (no, przynajmniej te 80%), reszta przychodzi i odchodzi.
Tak więc nie czuję się kłamcą, że na mojej fejsbukowej liście zabrakło wiedźmina czy "to" Kinga. Po prostu inne mają dla mnie większe znaczenie. A to, że jest to klasyka, czy książki "wysokich lotów"? Nie bez powodu są one owiane legendą.
Jednak jak tak patrze na swoją półkę, to też dużo "syfu" czytałem (nadal mi się zdarza), ale to ze mną nie zostaje. Przeczytało się i idzie w kąt, a potem następna. Ze mną zostają książki wybitne (no, przynajmniej te 80%), reszta przychodzi i odchodzi.
Tak więc nie czuję się kłamcą, że na mojej fejsbukowej liście zabrakło wiedźmina czy "to" Kinga. Po prostu inne mają dla...
Zupełnie nie zrozumiałem tego tekstu, a jeśli zrozumiałem to wolałbym nie rozumieć. Czyli ktoś czyta romansidła z najniższej półki, a chwali się, że czytał coś zupełnie innego? Po co? Właściwie na tym polega cały fenomen reklamy. Mało kto poszukuje, np. wybitnej książki, która nie jest nikomu znana i reklamowana. No bo po co? Skąd dany człowiek będzie wiedział, że książka jest wybitna jeśli ktoś mu tego nie powie? A jeśli nie wie, że jest wybitna, to może... nie jest??! Zachęcam do myślenia w każdej sytuacji i każdego dnia, także w kontekście propagandowej, medialnej papki jaka nas aktualnie zalewa. Miejcie swoje zdanie, mylcie się, nie miejcie (lub miejcie) racji, ale miejcie własne zdanie. Może ułomne, ale własne! Inaczej będziemy tylko stadem, a nie grupą myślących ludzi!
Zupełnie nie zrozumiałem tego tekstu, a jeśli zrozumiałem to wolałbym nie rozumieć. Czyli ktoś czyta romansidła z najniższej półki, a chwali się, że czytał coś zupełnie innego? Po co? Właściwie na tym polega cały fenomen reklamy. Mało kto poszukuje, np. wybitnej książki, która nie jest nikomu znana i reklamowana. No bo po co? Skąd dany człowiek będzie wiedział, że książka...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Klasyka klasyką, ale nie żyjemy w średniowieczu. Człowiek oczytany to nie tylko ten, który zna Faulknera, Mauriaca, Manna, Sołżenicyna, Achmatową, Sienkiewicza i wielu wielu innych, przez których często nie da się przebrnąć nie odchorowawszy tego. Człowiek oczytany to ktoś, z kim porozmawiasz o epicedialnym charakterze pieśni Kochanowskiego, ale też pośmiejesz się z Mikołajka, wzruszysz na "Chustce" Sałygi czy literaturze obozowej, z którym skrytykujesz lub nie najnowsze bestsellery. To po prostu człowiek, który czyta i czyta wiele. Czemu wstydzimy się tego czego czytamy? A czemu nie zaczniemy się wstydzić tego, czym karmi nas dziesiąta i jedenasta muza, to jest dopiero powód do posypania głów popiołem. Gdyby zrobić ranking najulubieńszych filmów myślicie, że ktoś wymieni kino duńskie z rewelacyjnym Andersem Jensenem, czy rzesze ludzi siedzą przed ekranami z niecierpliwością czekając na dzieła Felliniego, Rosselliniego, Kurosawy, Hasa czy Langa? Nie. I tak samo jest z książkami.
Czytajmy i dajmy czytać innym...co kto chce.
Klasyka klasyką, ale nie żyjemy w średniowieczu. Człowiek oczytany to nie tylko ten, który zna Faulknera, Mauriaca, Manna, Sołżenicyna, Achmatową, Sienkiewicza i wielu wielu innych, przez których często nie da się przebrnąć nie odchorowawszy tego. Człowiek oczytany to ktoś, z kim porozmawiasz o epicedialnym charakterze pieśni Kochanowskiego, ale też pośmiejesz się z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
to trochę smutne. Nie jestem typowym "molem książkowym". Kocham czytać książki, ale nie zawsze tak było. Właściwie to zaczęłam interesować się nimi dość późno, bo w gimnazjum. Wtedy moja siostra, z nadzieją w oczach, podsunęła mi kolejną pozycję, która mogłaby mnie zainteresować - pożyczony od koleżanki pierwszy tom Harry'ego Pottera właśnie. I złapałam bakcyla. Zanim jednak sięgnęłam po tę książkę, wiele osób oceniało mnie negatywnie właśnie dlatego, że nie czytałam wcale. To smutne, że teraz znalazłaby się równie liczna grupa tych, którzy pogardzą mną już nie dlatego, że nie czytam, ale za to co czytam. Choć staram się zachować różnorodność. Wychodzi na to, że lepiej byłoby nie czytać wcale. A to już czysta głupota, moim zdaniem.
niemniej, łańcuszkami na FB tak bardzo bym się nie przejmowała. One po to są... właściwie cały Facebook po to jest, by kreować jakąś własną rzeczywistość. Wiele spośród profili tworzone jest na zasadzie koloryzowania samego siebie, tworzenia siebie na nowo - nie takim jakimi jesteśmy, ale jakimi chcielibyśmy się stać. Taki już urok FB. :)
to trochę smutne. Nie jestem typowym "molem książkowym". Kocham czytać książki, ale nie zawsze tak było. Właściwie to zaczęłam interesować się nimi dość późno, bo w gimnazjum. Wtedy moja siostra, z nadzieją w oczach, podsunęła mi kolejną pozycję, która mogłaby mnie zainteresować - pożyczony od koleżanki pierwszy tom Harry'ego Pottera właśnie. I złapałam bakcyla. Zanim...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa również tak naprawdę polubiłem czytanie w gimnazjum. W moim przypadku przełomem była "Saga o Ludziach Lodu" najdłuższy cykl jaki czytałem, jest też dla mnie najważniejszy bo całkowicie zmienił mój stosunek do czytania.
Ja również tak naprawdę polubiłem czytanie w gimnazjum. W moim przypadku przełomem była "Saga o Ludziach Lodu" najdłuższy cykl jaki czytałem, jest też dla mnie najważniejszy bo całkowicie zmienił mój stosunek do czytania.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Oczywiście, że wytykam znajomym jakie g... czytają. A jak chciałem zaimponować jakiejś pannie, to zdarzało się, że czytałem "Sto lat samotności", albo podrasowałem trochę moją biblioteczkę jakąś zajebistą klasyką, o której wiem już tyle, że nie muszę jej czytać.
W każdym razie - ludzie - wiadomo, że kłamiemy, że w lepszym świetle przedstawiać siebie. A wszelkie książkowe łańcuszki...
1. Alchemik - czytałem to wiekopomne dzieło...
2. Zmierzch - i to także...
3. Grey i jego 50 laseczek - a ten koleś to mi imponuje :)
4. Dzieci z Bullerbyn - a to ulubiona książka z dzieciństwa.
Kłamię? :D
Oczywiście, że wytykam znajomym jakie g... czytają. A jak chciałem zaimponować jakiejś pannie, to zdarzało się, że czytałem "Sto lat samotności", albo podrasowałem trochę moją biblioteczkę jakąś zajebistą klasyką, o której wiem już tyle, że nie muszę jej czytać.
W każdym razie - ludzie - wiadomo, że kłamiemy, że w lepszym świetle przedstawiać siebie. A wszelkie książkowe...
Mysle ze podstawowym pytaniem tutaj byloby po co czytasz ksiazki? Jesli ma to byc rodzaj rozrywki lub zabicia czasu to w zasadzie podobnie jak z serialami czy programi rozrywkowymi w tv ogladasz od deski do deski niewazne co puszczaja. Czy mamy prawo to oceniac? Jesli jednak czytasz bo szukasz odpowiedzi lub doswiadczen to twoje wybory sa w pewnym sensie odzwierciedleniem twojej duszy, tego co sie w niej akurat dzieje i z lektur mozna sie sporo dowiedziec o czlowieku.
Mysle ze podstawowym pytaniem tutaj byloby po co czytasz ksiazki? Jesli ma to byc rodzaj rozrywki lub zabicia czasu to w zasadzie podobnie jak z serialami czy programi rozrywkowymi w tv ogladasz od deski do deski niewazne co puszczaja. Czy mamy prawo to oceniac? Jesli jednak czytasz bo szukasz odpowiedzi lub doswiadczen to twoje wybory sa w pewnym sensie odzwierciedleniem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejUprzedzam nie mam FB ani niczego innego. Jestem ciekaw co autorka rozumie poprzez "Jednak na wielu były też pozycje mniej znane, często bardzo niszowe, raczej ambitne."
Uprzedzam nie mam FB ani niczego innego. Jestem ciekaw co autorka rozumie poprzez "Jednak na wielu były też pozycje mniej znane, często bardzo niszowe, raczej ambitne."
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMoże kłamstwo to za ostre określenie, ale mam wrażenie, że niektórzy moi znajomi lekko naciągnęli rzeczywistość przy tworzeniu swoich 10-tek. Oczywiście nie wątpię, że czytali te książki które wymienili, ale na potrzeby tablicy dobrali takie, które będą się ładniej prezentować a z nich zrobią kogoś bardziej oryginalnego.
Może kłamstwo to za ostre określenie, ale mam wrażenie, że niektórzy moi znajomi lekko naciągnęli rzeczywistość przy tworzeniu swoich 10-tek. Oczywiście nie wątpię, że czytali te książki które wymienili, ale na potrzeby tablicy dobrali takie, które będą się ładniej prezentować a z nich zrobią kogoś bardziej oryginalnego.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ominął mnie łańcuszek, ale pewnie dlatego, że znajomi nie czytają dużo. Większość o zgrozo nie czyta wcale. Ja czytam nałogowo. Nawet najbardziej męczący dzień muszę zakończyć chociaż chwilką czytania. Pomysł na łańcuszek zmieniłabym na 10 autorów którzy wpłynęli na nasze życie. To mogło by być równie ciekawe. Ja staram się przeczytać jak najwięcej jakiegoś autora, o ile znajdę coś ciekawego co napisał. Jeśli niestety trafię na coś mało zjadliwego odpuszczam totalnie resztę jego dorobku literackiego.
Co do książek: "Mistrza i Małgorzaty", "Duma i Uprzedzenie" czy cykl o Harrym Potterze lub trylogia Tolkiena to również książki z mojej listy ulubione, tak jak "Dewajtis" czy trylogia Sienkiewicza. Czy ma znaczenie dla moich znajomych co czytam i czy powinnam się tym przejmować? Przecież i tak maja mnie za dziwaka, bo czytam. Skoro nie przejmuję się opiniami znajomych to nie interesuje mnie co ktoś sobie o mnie pomyśli jak zobaczy mnie z łzawym romansem czy krwawym kryminałem. Czytam bo lubię i już :)
Ominął mnie łańcuszek, ale pewnie dlatego, że znajomi nie czytają dużo. Większość o zgrozo nie czyta wcale. Ja czytam nałogowo. Nawet najbardziej męczący dzień muszę zakończyć chociaż chwilką czytania. Pomysł na łańcuszek zmieniłabym na 10 autorów którzy wpłynęli na nasze życie. To mogło by być równie ciekawe. Ja staram się przeczytać jak najwięcej jakiegoś autora, o ile...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Z samego faktu, że czytam, noszę okulary i studiuję polonistykę zostałam kilka lat zaszufladkowana z miejsca jako przyszła nauczycielka polskiego :)
Jeśli jakaś książka sprawia, że czytelnik czuje się lepiej, to nic do tego innym osobom.
Z samego faktu, że czytam, noszę okulary i studiuję polonistykę zostałam kilka lat zaszufladkowana z miejsca jako przyszła nauczycielka polskiego :)
Jeśli jakaś książka sprawia, że czytelnik czuje się lepiej, to nic do tego innym osobom.
Ostatnio czytałam książkę pt. "Hrabina: Tragiczna historia Elżbiety Batory". Gdy natomiast poszłam na lekcję polskiego, moja polonistka powiedziała, iż nie toleruje czytania książek z serii Harlequina. Oczywiście ja też nie przepadam za tego rodzaju książkami, jednak poczułam się troszkę gorzej, ponieważ gdyby ktoś spojrzał na okładkę "Hrabiny" pomyślałby, że jest to kolejny romans. Bardzo irytuje mnie takie ocenianie innych. Moim zdaniem nie powinno się oceniać kto co czyta, ani tego potępiać! Ważne, że taka osoba czyta i sprawia jej to przyjemność. Wiadomo, że trzeba czasem przeczytać coś "cięższego" i wartościowego. Na pewno kiedyś kobiety (lub mężczyźni) czytający powieści typu Harlequin wezmą się za coś z kompletnie innej półki ;)
Nie powinniśmy nikogo oceniać po tym co czyta.
Ostatnio czytałam książkę pt. "Hrabina: Tragiczna historia Elżbiety Batory". Gdy natomiast poszłam na lekcję polskiego, moja polonistka powiedziała, iż nie toleruje czytania książek z serii Harlequina. Oczywiście ja też nie przepadam za tego rodzaju książkami, jednak poczułam się troszkę gorzej, ponieważ gdyby ktoś spojrzał na okładkę "Hrabiny" pomyślałby, że jest to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Człowiek jest tedy jeno maską, jeno kłamstwem i obłudą; i w sobie i wobec drugich.
Innymi słowy - kłamstwa są wszędzie, nawet w takich pozornie niewinnych łańcuszkach, bo to pozwala nam przywdziać maskę, którą życzymy sobie z własnych powodów założyć przed wzrokiem innych.
Człowiek jest tedy jeno maską, jeno kłamstwem i obłudą; i w sobie i wobec drugich.
Innymi słowy - kłamstwa są wszędzie, nawet w takich pozornie niewinnych łańcuszkach, bo to pozwala nam przywdziać maskę, którą życzymy sobie z własnych powodów założyć przed wzrokiem innych.
Nawet jeżeli ktoś skłamał to na pewno jest trochę prawdy w tym koloryzowaniu. Jednak jestem też przeciwna takiemu osądzaniu, ja bardzo się podekscytowałam tym łańcuszkiem, ku mojemu własnemu zaskoczeniu, bo wśród znajomych, których listy przejrzałam, znalazłam kilka książek, o których zapomniałam, a były i dla mnie ważne, więc chętnie do nich wrócę. Te listy były też dla mnie inspiracją, co warto przeczytać. Sama wypisując swoje top 10 odrzucałam niektóre tytuły, które pierwsze przychodziły mi na myśl, bo kierowałam się zasadą, że mają to być książki, które w jakiś sposób znacząco wpłynęły na moje życie. Znalazło się tam literatura prozdrowotna, jak również psychologiczna, jakieś bestsellery, ale również książki, o których nikt nie słyszał.
Nawet jeżeli ktoś skłamał to na pewno jest trochę prawdy w tym koloryzowaniu. Jednak jestem też przeciwna takiemu osądzaniu, ja bardzo się podekscytowałam tym łańcuszkiem, ku mojemu własnemu zaskoczeniu, bo wśród znajomych, których listy przejrzałam, znalazłam kilka książek, o których zapomniałam, a były i dla mnie ważne, więc chętnie do nich wrócę. Te listy były też dla...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
No dobra, przyznaję się. Tak naprawdę to zaczytuję się w harlequinach, ale trudno z tego wybrać tylko 10 tytułów:((.
Poza tym co wieczór czytam Gąskę Balbinkę, ulubione fragmenty z "50 twarzy..", a ściany mam ozdobione cytatami z Paulo Coelho...:))
No dobra, przyznaję się. Tak naprawdę to zaczytuję się w harlequinach, ale trudno z tego wybrać tylko 10 tytułów:((.
Poza tym co wieczór czytam Gąskę Balbinkę, ulubione fragmenty z "50 twarzy..", a ściany mam ozdobione cytatami z Paulo Coelho...:))
Temat dziwny, dyskusyjny. Co do łańcuszka, to w moim top 10 wcale nie wylewała się klasyka literatury (chociaż bardzo ją lubię i doceniam. Dużą część tego zestawienia w moim przypadku stanowiły pozycje, które kochałam w dzieciństwie i dzięki którym popadłam w nałóg czytelniczy, bo uważam, że to bardzo ważne. Dlatego też napisałam, że uwielbiam Anię i Harry'ego, bo gdybym jako mała dziewczynka nie sięgnęła po te książki, to być może nigdy bym na literaturę tak przychylnie nie spojrzała. I co z tego, że ktoś powie, że jestem dziecinna, bo wymieniłam te tytuły? Jego sprawa, czytam dużo ambitniejsze książki, ale to tamte powieści napełniły mnie pasją.
Temat dziwny, dyskusyjny. Co do łańcuszka, to w moim top 10 wcale nie wylewała się klasyka literatury (chociaż bardzo ją lubię i doceniam. Dużą część tego zestawienia w moim przypadku stanowiły pozycje, które kochałam w dzieciństwie i dzięki którym popadłam w nałóg czytelniczy, bo uważam, że to bardzo ważne. Dlatego też napisałam, że uwielbiam Anię i Harry'ego, bo gdybym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa osobiście nie spotkałam się z negatywną opinią na temat tego co czytam i że w ogóle czytam. Facebookowy łańcuszek jest jednak moim zdaniem serią kłamstw (nie zawsze, ale często). Ludzie, którzy czytają nie mają problemu z wymienieniem dziesięciu ulubionych. Jednak ci, co czytali tylko lektury szkolne, lub w ogóle nie czytali i nie czytają książek nie mają takiej listy i nie mają co w niej napisać. Wtedy przy takiej nominacji na FB dochodzi do zmyślania i pisania przypadkowych tytułów i autorów. Na podstawie takich list nie należy oceniać ludzi, niektórzy napiszą prawdę, a inni napiszą co im przyjdzie na myśl.
Ja osobiście nie spotkałam się z negatywną opinią na temat tego co czytam i że w ogóle czytam. Facebookowy łańcuszek jest jednak moim zdaniem serią kłamstw (nie zawsze, ale często). Ludzie, którzy czytają nie mają problemu z wymienieniem dziesięciu ulubionych. Jednak ci, co czytali tylko lektury szkolne, lub w ogóle nie czytali i nie czytają książek nie mają takiej listy i...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Tekst był o przekłamaniach, których ludzie dokonywali spisując swoją listę top 10, a dyskusja przetransportowała nas do innego problemu - czy można oceniać ludzi po tym co czytają. Krótko się wypowiem.
Jak napisał jeden z moich przedmówców - oczywiście, że możemy oceniać ludzi po tym, co czytają.
Oceniamy ludzi po stylu ubioru (ktoś jest casualowy, inny wyprasowany, pruderyjny, wyuzdany, niewyprany, śmierdzący). Myślę, że mówi to coś o człowieku. Oceniamy ludzi po muzyce, której słuchają (od pojękiwań mew nad Bałtykiem przez Edytę Górniak, Leszka Możdżera i Peję po wariatów, którzy używają gitar zamiast wiertarek). Myślę, że mówi to coś o danym człowieku. Oceniamy ludzi po orientacji politycznej, po tym jakie spożywają jedzenie, jak odnoszą się do bliskich itd itd. Dlaczego zatem mamy nie oceniać kogoś po tym, co czyta? Wałkowany przez wszystkich Grey, Grey i Grey. Jeśli widzę kogoś, czytającego pierwszą część trylogii, myślę: "może po prostu czyta z ciekawości, by zobaczyć co to za fenomen". Gdy widzę kogoś z drugą częścią, myślę: "o nie! czym urzekła Cię ta historia?". Myślę inaczej, gdy ów czytelnik ma na sobie lateksowy strój, bądź dzierży w dłoni bicz, nie będąc przy tym furmanem. I tak oceniamy siebie ciągle, codziennie, każdy każdego.
Wy teraz ocenicie moją wypowiedź, a tym samym również mnie; ktoś pomyśli, że Kosterz to całkiem mądrze gadający facet, a ktoś, że to zadufany burak. I bądź tu mądrym mediatorem i powiedz co jest dobre.
Nie tworzyłem swojej fejsbukowej listy, ale Harry Potter na pewno by się znalazł. Znalazłby się też Myśliwski, Sieniewicz, Allen, Kellerman. Rozstrzał jak na stole bilardowym. Tymczasem wracam do Vonneguta, bo tęsknię.
Tekst był o przekłamaniach, których ludzie dokonywali spisując swoją listę top 10, a dyskusja przetransportowała nas do innego problemu - czy można oceniać ludzi po tym co czytają. Krótko się wypowiem.
Jak napisał jeden z moich przedmówców - oczywiście, że możemy oceniać ludzi po tym, co czytają.
Oceniamy ludzi po stylu ubioru (ktoś jest casualowy, inny wyprasowany,...
Nie mam czytnika, cholera jasna. Obroni mnie może tylko to, że bardzo mało czytam w środkach transportu, jak również w innych miejscach publicznych - w grę wchodzą jedynie: ławka w parku i przyjemnie zadymiona knajpka w podziemiach krakowskiego Rynku. Dość o mnie.
Nie mam czytnika, cholera jasna. Obroni mnie może tylko to, że bardzo mało czytam w środkach transportu, jak również w innych miejscach publicznych - w grę wchodzą jedynie: ławka w parku i przyjemnie zadymiona knajpka w podziemiach krakowskiego Rynku. Dość o mnie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPosiadanie czytnika nie gwarantuje świętego spokoju. Są tacy co chętnie by wyrzucali przez okno czytniki i tych co "szpanują" nimi w środkach komunikacji miejskiej i podmiejskiej... :P
Posiadanie czytnika nie gwarantuje świętego spokoju. Są tacy co chętnie by wyrzucali przez okno czytniki i tych co "szpanują" nimi w środkach komunikacji miejskiej i podmiejskiej... :P
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa mam taką słabość, że czytam tylko to, co lubię i co mnie nie męczy, chociaż czasem wolałabym poczytać ambitniej, żeby nikt mnie nie uznał za płytką czy coś w tym stylu :) Ale jednak zamiłowanie do czytania dla przyjemności wygrywa.
Ja mam taką słabość, że czytam tylko to, co lubię i co mnie nie męczy, chociaż czasem wolałabym poczytać ambitniej, żeby nikt mnie nie uznał za płytką czy coś w tym stylu :) Ale jednak zamiłowanie do czytania dla przyjemności wygrywa.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPowiem szczerze - do tej pory nie spotkałam się z negatywnymi opiniami na temat tego, co czytam albo, że w ogóle czytam. Przecież muszę coś przeczytać, żeby wiedzieć, że nie było warto :P Czytam rzeczy ambitne, żeby czuć zadowolenie z tego, że się rozwijam i czytam rzeczy niższych lotów, bo lubię czytać, a nie zawsze mam siłę na pozycje z górnej półki. Ostatecznie ma mi to sprawiać przyjemność, a nie sąsiadowi. A co komu do tego przy jakiej lekturze się relaksuję??
Powiem szczerze - do tej pory nie spotkałam się z negatywnymi opiniami na temat tego, co czytam albo, że w ogóle czytam. Przecież muszę coś przeczytać, żeby wiedzieć, że nie było warto :P Czytam rzeczy ambitne, żeby czuć zadowolenie z tego, że się rozwijam i czytam rzeczy niższych lotów, bo lubię czytać, a nie zawsze mam siłę na pozycje z górnej półki. Ostatecznie ma mi to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWedług mnie dużo zależy od towarzystwa, w którym się obracamy. Są kręgi, w których czytanie takich "50 twarzy Greya" czy "Zmierzchu" spotka się z pogardą i spojrzeniem pełnym wyższości, a w innych będzie wręcz przeciwnie postrzegane jako modne i "cool" (mnie samej zdarzyło się zobaczyć młodą dziewczynę, która czytała Greya wręcz ostentacyjnie). Ja nie zamierzam kłamać, że nie czytałam tych książek, jednak równocześnie nie uznałabym ich za najważniejsze czy ulubione - ot, typowe odmóżdżacze. I choć może wydawać się to dziwne, da się wyciągnąć pożytek nawet z lektury takich, wydawałoby się, nierozwijających książek - znowu wszystko zależy od rozmówcy. Ja ostatnio odbyłam bardzo ciekawą rozmowę na temat tych "wstydliwych" książek z nowo poznaną koleżanką, która, jak się okazało, też je przeczytała - mogłyśmy porównać to, jak trafiłyśmy na te tytuły, nasze przemyślenia, to, jak książki były odbierane w naszych środowiskach. Ważne, by nie trafić na ludzi, którzy będą się wywyższać i afiszować czytaną pozycją, niezależnie od tego, czy ostatnio sięgnęli po "Wojnę i pokój" czy nową książkę pana Coelho. Jeżeli znajdziemy rozmówcę na poziomie, który potrafi z dystansem podejść do tematu, nie trzeba będzie się niczego wstydzić, a może nawet uda nam się poszerzyć horyzonty.
Według mnie dużo zależy od towarzystwa, w którym się obracamy. Są kręgi, w których czytanie takich "50 twarzy Greya" czy "Zmierzchu" spotka się z pogardą i spojrzeniem pełnym wyższości, a w innych będzie wręcz przeciwnie postrzegane jako modne i "cool" (mnie samej zdarzyło się zobaczyć młodą dziewczynę, która czytała Greya wręcz ostentacyjnie). Ja nie zamierzam kłamać, że...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejŚmieszy mnie to że tylu ludzi nie docenia swoich znajomych i zarzuca im kłamstwo. A to raczej wynika z tego że większość owych znajomych nie za dobrze zna, i osądza ich swoją zakłamaną miarą.
Śmieszy mnie to że tylu ludzi nie docenia swoich znajomych i zarzuca im kłamstwo. A to raczej wynika z tego że większość owych znajomych nie za dobrze zna, i osądza ich swoją zakłamaną miarą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA może właśnie zarzucamy znajomym kłamstwo bo za dobrze ich znamy? Uwielbiam rozmawiać o książkach i często to robię, dlatego znam książkowe gusta wielu znajomych. Potrafię dowiedzieć się od znajomej, że dużo czyta, ale są to lekkie i przyjemne pozycje, a nawet cieniutkie harlequiny a tydzień później nagle na fb ukazuje się, że ta sama osoba koniecznie musi raz w tygodniu przeczytać jakąś książkę Tołstoja. I jak tu nie zarzucać kłamstwa?
A może właśnie zarzucamy znajomym kłamstwo bo za dobrze ich znamy? Uwielbiam rozmawiać o książkach i często to robię, dlatego znam książkowe gusta wielu znajomych. Potrafię dowiedzieć się od znajomej, że dużo czyta, ale są to lekkie i przyjemne pozycje, a nawet cieniutkie harlequiny a tydzień później nagle na fb ukazuje się, że ta sama osoba koniecznie musi raz w tygodniu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie zgadzam się z tezą, że nie należy oceniać ludzi po tym co czytają. Dlaczego nie należy? Czy tego chcemy czy nie, oceniamy i jesteśmy oceniani na podstawie spraw dość powierzchownych: wyglądu zewnętrznego, upodobań muzycznych, literackich, artystycznych, tego z jakimi ludźmi i gdzie przebywamy. Nie można tego niestety uniknąć. Oddzielić należy jednak samo ocenianie od osobistego stosunku do bycia ocenianym. Pierwszego jak już pisałam wyżej, nie da się uniknąć - to odruch, prosty schemat skojarzeń uruchamianych w mózgu (nietrafnych często z resztą i niesprawiedliwych) drugiego można się nauczyć, można się nie przejmować po prostu i żyć bez obaw o to co pomyślą i powiedzą inni. Ale do książek wracając: owszem, oceniam ludzi obserwując co czytają. Nie są to oceny na podstawie akcydentalnych sytuacji (przypadkowy student z książką w autobusie - to za mało reprezentatywne) ale już stając przed domową biblioteczką nowo poznanego człowieka, przyglądając się temu co ma na półce zarysowo wiem z kim mam do czynienia. Wiem o jego zainteresowaniach, mam szkic jego możliwości intelektualnych, widzę język literacki, który sobie upodobał, schemat na podstawie którego wybiera książki, obserwuję czy liczy się z tym jak wyglądają, jak prezentują się na półce czy też ich treść jest zawsze wartością nadrzędną. Mocno uogólniając: idea "pokaż mi co czytasz a powiem ci kim jesteś" przemawia do mnie dość bezpośrednio. Nie czuję się z tym źle, nie widzę powodu by silić się na unikanie takich ocen.
Nie zgadzam się z tezą, że nie należy oceniać ludzi po tym co czytają. Dlaczego nie należy? Czy tego chcemy czy nie, oceniamy i jesteśmy oceniani na podstawie spraw dość powierzchownych: wyglądu zewnętrznego, upodobań muzycznych, literackich, artystycznych, tego z jakimi ludźmi i gdzie przebywamy. Nie można tego niestety uniknąć. Oddzielić należy jednak samo ocenianie od...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Słabość ludzi to moim zdaniem poważny problem. Wielu z nas robi coś lub nie robi dlatego że boi się zostać skrytykowanym, wyśmianym i osamotnionym. Prostym tego przykładem może być tak powszechne w dzisiejszych czasach palenie papierosów przez młodzież. Niestety niewielu z pośród nich jest na tyle sinych by nie ugiąć się pod naciskiem kpin rówieśników.
Także jeśli chodzi o książki spotykamy się często z tym problemem. W szkołach nastolatki często naśmiewają się ze swoich kolegów i koleżanek, którzy czytają. Wielu ludzi nie jest tolerancyjnym także wobec tego co czytamy. Zdarza się że ktoś rzuca nam niechętne spojrzenie, lub wręcz ośmiesz nas, bo uważa że książki które czytamy są z niższej półki, albo są klasyką. Niestety ludzie są z natury słabi. Nie umiemy trwać przy swoich ideach, chcemy za to być lubiani i szanowani.
Ja sama nie raz spotkałam się z krytyką na temat tego co kocham, lubię, jak się zachowuje, jaka jestem. Kiedyś na przykład usłyszałam, że nie nie mogę powiedzieć iż czytanie to moja pasja, ponieważ kocham fantastykę, która według słów mojego rozmówcy jest gatunkiem z niższej półki. Często bywam ośmieszana i krytykowana z różnych względów, ale nigdy nie dałam się ugiąć, nigdy nie porzuciłam siebie, po to by zyskać tolerancje innych, choć nie należę do silnych ludzi. Uważam po prostu, że zawsze bez względu na wszystko należy być sobą. Nie należy się wstydzić tego co kochamy i jacy jesteśmy. Jeśli ktoś coś do nas ma to jego problem nie nasz. Z doświadczenia wiem, że to trudne, nieraz miałam ochotę się poddać. Jednak ile jesteśmy warci, kiedy odrzucamy siebie i stajemy się tacy sami jak inni? Nic. To tak jakby być skrzynią ze skarbem i porzucić go dla szacunku innych skrzyń. Nie po to mamy w sobie skarb, aby go porzucić!
Słabość ludzi to moim zdaniem poważny problem. Wielu z nas robi coś lub nie robi dlatego że boi się zostać skrytykowanym, wyśmianym i osamotnionym. Prostym tego przykładem może być tak powszechne w dzisiejszych czasach palenie papierosów przez młodzież. Niestety niewielu z pośród nich jest na tyle sinych by nie ugiąć się pod naciskiem kpin rówieśników.
Także jeśli chodzi o...
Nie wstydzę się tego co czytam, to moja sprawa i nikogo nie powinno to obchodzić. To, że ktoś jakąś książkę, którą ja lubię, uważa za bezwartościowego gniota, nie znaczy, że ja w tej książce nie znalazłam czegoś co mnie poruszyło, w końcu z jakiegoś powodu daną książkę polubiłam.
Czytam bo lubię i gdybym miała się wstydzić tego co czytam to takie czytanie dla mnie nie ma sensu , po co w ogóle sięgać po książki, skoro ktoś się wstydzi tego co czyta? Nie jest wtedy szczery, nie tylko wobec otoczenia, ale również i siebie.
I ja sama nigdy nie oceniam nikogo po tym co, ile i czy w ogóle czyta.
Nie wstydzę się tego co czytam, to moja sprawa i nikogo nie powinno to obchodzić. To, że ktoś jakąś książkę, którą ja lubię, uważa za bezwartościowego gniota, nie znaczy, że ja w tej książce nie znalazłam czegoś co mnie poruszyło, w końcu z jakiegoś powodu daną książkę polubiłam.
Czytam bo lubię i gdybym miała się wstydzić tego co czytam to takie czytanie dla mnie nie ma...
Moim zdaniem wszyscy oceniamy innych, nawet jeśli wydaje nam się, że tego nie robimy. Jedni bardziej oceniają po wyglądzie, inni po tym co mamy do powiedzenia, a jeszcze inni po tym co czytamy.
Widząc dwie osoby, z których jedna z nich czyta naszą ulubioną książkę, a druga - książkę, której szczerze nie lubimy - do kogo najpierw byśmy zagadnęli? W ten sposób właśnie oceniamy.
Moim zdaniem nie ma w tym nic złego, o ile nasza ocena nie przekreśla człowieka w naszych oczach.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś z politowaniem patrzy na osobę czytającą "Greya", Coelho, czy inne działa przez nas uważane za te "niższych lotów".
Często byłam też oceniana na podstawie tego, że w ogóle sięgam po książki. I w tym przypadku, ja również oceniam osoby, które oceniają mnie.
Moim zdaniem wszyscy oceniamy innych, nawet jeśli wydaje nam się, że tego nie robimy. Jedni bardziej oceniają po wyglądzie, inni po tym co mamy do powiedzenia, a jeszcze inni po tym co czytamy.
Widząc dwie osoby, z których jedna z nich czyta naszą ulubioną książkę, a druga - książkę, której szczerze nie lubimy - do kogo najpierw byśmy zagadnęli? W ten sposób właśnie...
mówiąc szczerze spotkałam się z krytyka na temat , że czytałam lektury i inne książki. bo osoby, które nie czytają a może chciałyby i dlatego sa tak źle nastawieni do książek:-)
mówiąc szczerze spotkałam się z krytyka na temat , że czytałam lektury i inne książki. bo osoby, które nie czytają a może chciałyby i dlatego sa tak źle nastawieni do książek:-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam