Herstoria kołowrotka i igły
Długo trzeba było czekać, aż Anna Brzezińska napisze kolejną książkę. Ale jak już napisała, to iskry poszły.
Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach to najlepszy przykład nie historii, ale herstorii w polskiej literaturze. Opowieść o kobietach: tych bogatych i tych biednych, wykształconych i tych, które nie potrafiły się nawet podpisać. To wycinek dziejów Polski i Europy pisany z niezwykłego punktu widzenia.
Annę Brzezińską kojarzymy głównie z powieściami fantastycznymi. Książka „Córki Wawelu” fantastyką nie jest, chociaż od dawna twierdzę, że rzeczywistość bywa znacznie bardziej ciekawa i nieprawdopodobna niż fikcja. Za to, choć formalnie sięga po inny gatunek – trudno go zresztą nazwać, bo „Córki Wawelu” wymykają się próbom klasyfikacji – autorka kontynuuje obecny od zawsze w jej twórczości wątek kobiet. Za bazę posłużyły jej losy królewien z rodu Jagiellonów, głównie Zofii, Katarzyny i Anny, córek królowej Bony i Zygmunta I Starego. Widziane na dodatek oczami ulubienicy: karlicy Dosi, postaci także autentycznej, która u królewny Katarzyny była ochmistrzynią. W tamtych czasach karły uważane były za bliższe zwierzętom niż ludziom, ale Dosia była kobietą uczoną, znaną z kontaktów z najważniejszymi politykami Rzeczpospolitej.
„Córki Wawelu”, jak już wspomniałam, wymykają się schematom. Z jednej strony Brzezińska ułatwiła lekturę czytelnikom, ubierając fakty w formę beletrystyczną, dodając jej częściowo opartego na dokumentach, za to prawdopodobnego rysu fabularnego. Fabułę jednak, plasującą się pomiędzy romansem a rycerską sagą, przeplata czymś w rodzaju eseju czy rozprawy historyczno-społecznej. Zajmuje ją ówczesna wielka polityka, w której Polska Jagiellonów jest częścią europejskiej polityczno-dynastycznej układanki; rozgryza jej sekrety i tajemnice, tłumaczy jej meandry i zawiłości. Podobnie zresztą postępuje z zasadami życia na wawelskim dworze (oraz innych dworach europejskich), przy czym nieustannie podsuwa nam kobiecy punkt widzenia. Zajmuje ją to, co jawne i widoczne, ale i to, co skrzętnie ukrywane. Edukacja możnych, mniej możnych i całkiem biednych panien, zadania i wyzwania przed nimi stawiane, ale i to, jak radziły sobie z rzeczywistością i marną kondycją kobiet w ówczesnym świecie. Zagląda Brzezińska też w miejsca przez „poważnych” historyków omijane – połogowe komnaty, dziecięce kołyski, zamtuzy, pralnie i kuchnie. To nie historia miecza, ale herstoria kołowrotka i igły. A także, co tu ukrywać, herstoria z mężowskim kijem w roli głównej, pełna przemocy, zamkniętych cel klasztornych, śmiertelnych porodów i odbieranych matkom dzieci.
Brzezińska wykonała kawał solidnej roboty, studiując rozmaite dokumenty i wydobywając z nich to, co dotyczy dziejów polskich królewien i ich potężnej, owianej w Polsce złą sławą matki, Bony Sforzy. Braki uzupełnia o kontekst historyczny i analizę społeczną, a w formie przerywnika wstawia fragmenty powieści o królewskiej maskotce, karlicy Dosi.
„Córki Wawelu” to nie do końca powieść i nie do końca dokument, ale ta mieszanka form wyszła liczącej dobrych kilkaset stron książce tylko na dobre. Dzięki temu „Córki Wawelu” nabrały lekkości i nie nużą czytelnika bezosobowymi kronikami. To książka błyskotliwa, żywa i taka, jakiej w polskiej literaturze historycznej brakowało.
Monika Frenkiel
---
Monika Frenkiel jest dziennikarką i krytykiem literackim. Współpracowała z „Gazetą Wyborczą”. „Gazetą Krakowską”, portalem Onet.pl. Prowadzi bloga literackiego niesamapraca.blog.pl.
komentarze [6]
Co prawda bardziej podobałaby mi się książka osadzona gdzieś w X-XII wieku, ale nadal pomysł mi się podoba, bo dawno nie słyszałem o jakiejś ciekawej polskiej powieści historycznej, no i lepiej udokumentowane (zdaje się?) czasy.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam