-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać284 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać6
Książka tradycyjna kontra elektroniczna
Według badania Biblioteki Narodowej 61% Polaków w ubiegłym roku nie przeczytało żadnej książki. Za to tylko w październiku bieżącego roku wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl zanotowała 500%-owy wzrost zapytań o hasło „audiobook”. Czy to dowodzi, że polskie społeczeństwo staje się bardziej cyfrowe?
W dobie szybkiego rozwoju nowych technologii zmienia się podejście do wielu sfer życia. Coraz większe zainteresowanie książką elektroniczną to z pewnością wynik dominacji smartfonów i tabletów. Jak wynika z raportu firmy Eniro Polska, pt. „Zwyczaje Polaków dotyczące korzystania ze smartfonów i tabletów” jesteśmy coraz bardziej mobilni, a urządzenia mobilne są wykorzystywane do poszukiwania różnych lokalnych informacji, np. audiobooków. Smartfony doskonale sprawdzają się jako nośniki e-booków w autobusie, metrze czy tramwaju, zastępując ciężką książkę papierową.
Według badań firmy Eniro Polska, rynek książek elektronicznych rozwija się dynamicznie, a e-booki i audiobooki zyskują coraz więcej zwolenników. Kim zazwyczaj są? Najwięksi gracze przedstawiają czytelnika audiobooka jako dobrze zarabiającego, wykształconego 30-latka, który chętnie i sprawnie korzysta z nowych technologii, w tym tych mobilnych. Profil użytkownika panoramafirm.pl jest podobny, co częściowo może tłumaczyć ten zaskakująco wysoki wzrost liczby wyszukiwań cyfrowych produktów, np. e-booków.
Inne powody takich poszukiwań znamy aż za dobrze. Nieustanny brak czasu i nadmiar obowiązków nie sprzyja książce papierowej. O wiele lepiej sprawdzają się nowoczesne formy czytania. Audiobooków możemy słuchać w samochodzie, podczas domowych porządków, gotowania, a także na spacerze, siłowni, joggingu czy w wielu innych sytuacjach.
Audiobooki weszły w nasze codzienne życie, wypierając tradycyjne książki. Według badania firmy Virtualo niemalże co czwarty ankietowany mieszkaniec dużego miasta systematycznie lub okazjonalnie czyta e-booki. I chociaż Polacy wciąż słuchają pięć razy mniej książek niż Niemcy i 10 razy mniej niż Brytyjczycy, to książka elektroniczna cieszy się coraz większym zainteresowaniem zarówno w wersji e-booka jak i formie audiobooków. To oznacza z kolei, że mimo że nie czytamy w formie tradycyjnej, nie rezygnujemy do końca z lektury.
Informacje pochodzą z materiałów prasowych przesłanych przez firmę Eniro Polska.
komentarze [58]
Pryzz: Wydaje mi się że łatwiej ściągnąć sobie jakiś konkretny tytuł na te e-booki niż pójść do biblioteki w jej poszukiwaniu czy wydawać kasę na te w papierowej wersji. Łatwiej też spisuje się taki elektroniczny czytnik w podróży można go pakować nie zajmuje dużo miejsca prawie nic nie waży, a jak pomyślę że w podróż autobusem z Gdańska do Krakowa miałbym targać tonę książek to mi się to nie uśmiecha. @Maciej A co do tych badań to czemu taki z ciebie niedowiarek? Skoro Eniro ma w swojej bazie pf mnóstwo firm z całego kraju które realnie istnieją to wyniki wyszukiwania w ich bazie są miarodajne do rynku krajowego. świat mknie do przodu więc i nasz kraj go goni w tych nowych technologiach:)
- @Pryzz - Dla mnie nie są miarodajne i nie są prawdziwe. Warte tyle samo, co sytuacja, gdybym oznajmił, że jestem księciem Yorku. Nie czuję się niedowiarkiem, po prostu nie lubię mistyfikowanych wyników - na dodatek związanych z czesaniem kasy na zamówienie. Cyniczne kłamstwo.
Pryzz: Wydaje mi się że łatwiej ściągnąć sobie jakiś konkretny tytuł na te e-booki niż pójść do biblioteki w jej poszukiwaniu czy wydawać kasę na te w papierowej wersji. Łatwiej też spisuje się taki elektroniczny czytnik w podróży można go pakować nie zajmuje dużo miejsca prawie nic nie waży, a jak pomyślę że w podróż autobusem z Gdańska do Krakowa miałbym targać tonę...
Jestem nieco staromodna pod wieloma względami. Książki nie stanowią w tym przypadku wyjątku. Uwielbiam przebywać w księgarniach, bibliotekach, antykwariatach. Wielbię wieczory ze smaczną kawą, dobrą książką i ciepłym kocem. Nie wyobrażam sobie aby zamiast papierowej książki trzymać na kolanach pokrętne nowoczesne maszyny i w ten sposób czytać... Jak najbardziej jestem obrończynią papieru, ładnie wykończonych stron, niebanalnych okładek, które mogę dotknąć i możliwości założenia wymyślnej zakładki.
Jestem nieco staromodna pod wieloma względami. Książki nie stanowią w tym przypadku wyjątku. Uwielbiam przebywać w księgarniach, bibliotekach, antykwariatach. Wielbię wieczory ze smaczną kawą, dobrą książką i ciepłym kocem. Nie wyobrażam sobie aby zamiast papierowej książki trzymać na kolanach pokrętne nowoczesne maszyny i w ten sposób czytać... Jak najbardziej jestem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jeśli chodzi o książki to korzystam ze wszystkich nośników. Papier, audio i e-czytnik. Każde ma swe dobre i złe strony.
Kindle kupiony pod wpływem impulsu okazał się wyjątkowo trafnym zakupem. Okazało się też że w sieci jest mnóstwo książek dostępnych za darmo legalnie bądź też nie. Pozwala to się dobrać do takiej ilości książek że wybór staje się trudny - takie uczucie to sama radość . Jak na razie jednak wygląd e-booków nie powala: poharatane akapity, ogromna liczba literówek i czarno-białe zdjęcia stłoczone gdzieś na szarym końcu. Mimo to czytanie na e-czytniku ułatwia zrozumienie treści - jedno kliknięcie niezrozumiałego słowa i pojawiają się definicje i tłumaczenia. Równie szybko można wysłać wprost na czytnik znaleziony w sieci artykuł i odczytać go w dowolnym czasie, w wygodnej pozycji, i bez męczenia wzroku przed laptopem. Ach, no i ta możliwość robienia notatek, i wyciągania całych akapitów cytatów - szybko i czytelnie. Dyslektykom ponoć też łatwiej zapoznać się z tekstem na e-czytniku, ponieważ mogą dostosować wygląd tekstu: zwiększyć interlinie, zmienić kształt i wielkość czcionki.
Co do papierowych książek to nie oszukujmy się wcale nie są doskonałe. Klejone pękają aż do rozsypania przy kolejnych czytaniach, a zdjęcie czy ilustracja z okładki aż się prosi o cenzurę - bo też nie wszyscy czytamy pięknie wydaną klasykę w samych białych krukach sprzed drugiej wojny światowej. Do tego przeprowadzki z tymi dziesiątkami - przechodzącymi w setki - kilogramów książek przyprawiają mnie o depresję. No i najważniejsze o pożyczonego e-booka (prawie) nie trzeba się martwić!
Natomiast audiobooki bardzo uprzyjemniają gotowanie i drogę do pracy - to frustrujące wrażenie straty czasu (bo bez książki) znika. Ba, bywa nawet, że wykonanie lektora dodaje książce wartości. Uwielbiam odsłuchiwać książki Michała Witkowskiego czytane przez niego samego. A "Nad Niemnem" w interpretacji Ewy Mateuszuk okazało się świetną rozrywką. Nie mogę się zgodzić że obcując z książką w wersji audio pogrążamy się powoli w analfabetyzmie. To zdaje się przepisywanie tekstu ma największy wpływ na utrwalanie zasad ortografii.
Z papierowych książek na pewno nie zrezygnuję, bo na e-czytniku póki co przyjemność z czytania ilustrowanych książek czy komiksów jest bliska zeru ;P. I jednak lubię ten zapach (od którego bibliotekarze dostają ataków astmy). Jednak wygoda takiego Kindla przyciąga.
Jeśli chodzi o książki to korzystam ze wszystkich nośników. Papier, audio i e-czytnik. Każde ma swe dobre i złe strony.
Kindle kupiony pod wpływem impulsu okazał się wyjątkowo trafnym zakupem. Okazało się też że w sieci jest mnóstwo książek dostępnych za darmo legalnie bądź też nie. Pozwala to się dobrać do takiej ilości książek że wybór staje się trudny - takie uczucie to...
Wydaje mi się że łatwiej ściągnąć sobie jakiś konkretny tytuł na te e-booki niż pójść do biblioteki w jej poszukiwaniu czy wydawać kasę na te w papierowej wersji. Łatwiej też spisuje się taki elektroniczny czytnik w podróży można go pakować nie zajmuje dużo miejsca prawie nic nie waży, a jak pomyślę że w podróż autobusem z Gdańska do Krakowa miałbym targać tonę książek to mi się to nie uśmiecha. @Maciej A co do tych badań to czemu taki z ciebie niedowiarek? Skoro Eniro ma w swojej bazie pf mnóstwo firm z całego kraju które realnie istnieją to wyniki wyszukiwania w ich bazie są miarodajne do rynku krajowego. świat mknie do przodu więc i nasz kraj go goni w tych nowych technologiach:)
Wydaje mi się że łatwiej ściągnąć sobie jakiś konkretny tytuł na te e-booki niż pójść do biblioteki w jej poszukiwaniu czy wydawać kasę na te w papierowej wersji. Łatwiej też spisuje się taki elektroniczny czytnik w podróży można go pakować nie zajmuje dużo miejsca prawie nic nie waży, a jak pomyślę że w podróż autobusem z Gdańska do Krakowa miałbym targać tonę książek to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Należy się raczej bać zjawiska następującego.
Niska kultura wykradła słowo pisane, które do tej pory było nośnikiem najgłębszych treści. Tak się też stało z teatrem i filmem. Ten drugi był spłyceniem aktorstwa i na początku bawił bardziej jako nowinka technologiczna. Podobnie jest obecnie z książką. Młodzieży dano ekwiwalent gry komputerowej albo filmu przygodowego na "poważniejszym" nośniku. Dalej obcują z g....., jedzą siano, ale wierzą w cudowne właściwości samodzielnego łączenia literek w wyrazy.
To diabelsko sprytne. Irytuje, że tacy czytelnicy najchętniej reprezentują całą resztę. Cuchnącą atmosferę to wprowadza. Wali piórnikiem.
Należy się raczej bać zjawiska następującego.
Niska kultura wykradła słowo pisane, które do tej pory było nośnikiem najgłębszych treści. Tak się też stało z teatrem i filmem. Ten drugi był spłyceniem aktorstwa i na początku bawił bardziej jako nowinka technologiczna. Podobnie jest obecnie z książką. Młodzieży dano ekwiwalent gry komputerowej albo filmu przygodowego na...
jabajbaj:
Jasne, że na razie nie ma mowy o całkowitym wykluczeniu słowa pisanego z naszego życia, dlatego użyłam stwierdzenia "pierwszy krok". Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której nikt nie czyta, a wszyscy słuchają przetworzonego elektronicznie tekstu. I dla mnie takie społeczeństwo byłoby zdecydowanie czymś strasznym...
Dokładnie taka wizja nakreślona jest w "Paradyzji" Andrzeja Zajdla
jabajbaj:
Jasne, że na razie nie ma mowy o całkowitym wykluczeniu słowa pisanego z naszego życia, dlatego użyłam stwierdzenia "pierwszy krok". Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której nikt nie czyta, a wszyscy słuchają przetworzonego elektronicznie tekstu. I dla mnie takie społeczeństwo byłoby zdecydowanie czymś strasznym...
Dokładnie taka wizja nakreślona jest w...
macias:
A dlaczego Ty zakładasz że ktoś "zamienia czytanie książek na ich słuchanie"? Są ludzie którzy robią obie rzeczy równocześnie wybierając słuchanie w takich momentach kiedy nie da się czytać, a są też i tacy którzy zamieniają NIE CZYTANIE książek na ich słuchanie. Gdyby nie mieli dostępu do audiobooków nie czytali by wcale, a dzięki temu że są to chociaż słuchają. Nie rozumiem w takim przypadku jak to się ma do - jak to niektórzy nazywają "wtórnego analfabetyzmu". Ja czytam stosunkowo mało (5-10 książek rocznie), a dzięki odkryciu audiobooków liczba pochłoniętych (przeczytanych + przesłuchanych) przeze mnie książek w tym roku zwiększyła się do ok 40 a pewnie zamknie się na 50.
Takie dyskredytowanie a czasem wręcz ośmieszanie ludzi słuchających książki przypomina mi czasem mentalność Macierewicza...
Nie zakładam, a znam kilka takich sytacji. Ponadto cały czas w moich wypowiedziach opieram się na sytuacji "jeśli ktoś zamienia...", które coraz częściej mają miejsce, dlatego czytanie ze zrozumieniem byłoby tu jak najbardziej na miejscu.
Od początku chodzi mi tylko i wyłącznie o sytuacje, w których audiobooki zastępują całkowicie czytanie samemu, nie zaś po o sięganie po nie ogólnie. Decydując się na porzucenie tejże aktywności na rzecz słuchania treści, osoba zubaża własny język. Już nawet nie chcę się tu wgłębiać w typy tzw. "słuchowców" czy "wzrokowców", ale o samą kwestię pogłębiania swojej znajomości zasad pisowni języka polskiego. Słuchasz i nie jesteś w stanie zweryfikować jak jest napisane dane słowo - proste... Dla mnie wartość czytanej książki, to nie tylko tekst sam w sobie (chociaż oczywiście to on jest tu najważniejszy), ale również sposób zapisu owego tekstu, bo dzięki czytaniu rozwija się nasza znajomość ot, chociażby zasad ortografii.
Jasne, że na razie nie ma mowy o całkowitym wykluczeniu słowa pisanego z naszego życia, dlatego użyłam stwierdzenia "pierwszy krok". Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której nikt nie czyta, a wszyscy słuchają przetworzonego elektronicznie tekstu. I dla mnie takie społeczeństwo byłoby zdecydowanie czymś strasznym...
macias:
A dlaczego Ty zakładasz że ktoś "zamienia czytanie książek na ich słuchanie"? Są ludzie którzy robią obie rzeczy równocześnie wybierając słuchanie w takich momentach kiedy nie da się czytać, a są też i tacy którzy zamieniają NIE CZYTANIE książek na ich słuchanie. Gdyby nie mieli dostępu do audiobooków nie czytali by wcale, a dzięki temu że są to chociaż słuchają....
Artykuł jest dla mnie o tyle bezsensowny, że po raz kolejny przypomina zrobioną trochę na siłę i nieudolną reklamę "elektronicznych" książek" (nie bawiąc się w definicje audiobooka, bo szkoda czasu).
Na ten moment ebooki/audiobooki w Polsce nie mają szans z bardzo prozaicznego powodu: ich oferta w porównaniu z książką tradycyjną jest tak mizerna, że zastanawiam się kiedy ten rynek w naszym kraju rozwinie się na tyle, że będzie można faktycznie wybierać w tym co chce się przeczytać, a nie w tym, co jest dostępne. Dostałem czytnik ebooków w prezencie i pomimo usilnych prób nie znalazłem prawie nic z ebooków po polsku, które chciałbym przeczytać (czytam głównie fantastykę) - jedynie Dukaja mógłbym kupić, ale że w domu mam całą półkę jego książek papierowych, jedyna opcja odpadła. Szokiem jest dla mnie, że wychodzi sobie taki "Doktor Sen" Kinga krzyczący z witryn każdej księgarni w mieście i nie można go kupić jako ebooka (i audiobooka chyba też)...
Artykuł jest dla mnie o tyle bezsensowny, że po raz kolejny przypomina zrobioną trochę na siłę i nieudolną reklamę "elektronicznych" książek" (nie bawiąc się w definicje audiobooka, bo szkoda czasu).
Na ten moment ebooki/audiobooki w Polsce nie mają szans z bardzo prozaicznego powodu: ich oferta w porównaniu z książką tradycyjną jest tak mizerna, że zastanawiam się kiedy...
joly_fh: Zdenerwował mnie ten tekst. Autor/ka tego artykułu notorycznie myli audiobooka i ebooka (a co gorsza: nikt tego nie zauważa). Otóż TO NIE JEST TO SAMO. Audiobook to nie jest książka, a pisząc to...
- Zwróciłem uwagę na ten brak uściślenia w podejmowanych tematach i myślę że dużo osób zwróciło. Nagłówek tego tekstu to jednak 'książka elektroniczna ogólnie v ks. tradycyjna' - więc może być.
Do tematu głębiej ustosunkował się (odbioru różnych audio i robienia audio z ebooków) już wicher_Lab.
joly_fh: Zdenerwował mnie ten tekst. Autor/ka tego artykułu notorycznie myli audiobooka i ebooka (a co gorsza: nikt tego nie zauważa). Otóż TO NIE JEST TO SAMO. Audiobook to nie jest książka, a pisząc to...
- Zwróciłem uwagę na ten brak uściślenia w podejmowanych tematach i myślę że dużo osób zwróciło. Nagłówek tego tekstu to jednak 'książka elektroniczna ogólnie v ks....
Mi audiobooki bardzo pomogły wrócić do odpowiedniej wagi :) Nie mogłem znaleźć motywacji do aktywności fizycznej, natomiast dzięki audiobookom 1,5 - 2 godzinne spacery (nordic walking) stały się prawdziwą przyjemnością i często jest tak, że już planowałem wracać do domu, ale audioksiążka jest w tak ekscytującym momencie, że decyduję się na kolejną rundkę dookoła osiedla, spalając kolejne zbędne kalorie.
Z doświadczenia wiem, że audiobookach bardzo ważna jest nie tylko treść książki, ale także to kto ją czyta. Są bardzo dobre książki czytane w tak beznadziejny (przerysowany bądź monotonny) sposób, że tracą wiele ze swojej wartości. Są natomiast i takie, które dzięki lektorowi zyskują bardzo wiele. Można powiedzieć, że są lepiej przeczytane niż napisane. Moim mistrzem jest pod tym względem Pan Krzysztof Gosztyła, który z niezłej książki potrafi stworzyć arcydzieło.
Audiobooki polecam wszystkim cierpiącym na brak czasu bądź motywacji!
EDIT:
jabajbaj:(...)
Ale to chyba logiczne, że dyskusja toczyła się na temat osób zdrowych fizycznie, którzy po audiobooki sięgają głównie z lenistwa. Znaczy no nie wiem, czy znajdzie się aż tak fanatyczny przeciwnik audiobooków, który by tu stwierdził, że są one złe i w ogóle nikomu niepotrzebne - sytuacje, które opisujesz to jednak dość "marginalna" (przy czym nie twierdzę, że nie ważna zauważ) sprawa w całym środowisku czytelniczym.
Natomiast tak - audiobook to w pewnym sensie środek szerzący wtórny analfabetyzm i to z której strony by na niego nie spojrzeć. To, co wyżej pisałam, to był bardzo obrazowy przykład, bo przed boomem na tego typu rzeczy, to głównie dzieciom się czytało, bo w głównej mierze to one były największą grupą, która nie jest zdolna jeszcze samemu czytać. I teraz jak wytłumaczysz fakt, kiedy zdrowy, normalnie rozwijający się fizycznie i intelektualnie człowiek, zamienia czytanie książek na ich słuchanie?
A dlaczego Ty zakładasz że ktoś "zamienia czytanie książek na ich słuchanie"? Są ludzie którzy robią obie rzeczy równocześnie wybierając słuchanie w takich momentach kiedy nie da się czytać, a są też i tacy którzy zamieniają NIE CZYTANIE książek na ich słuchanie. Gdyby nie mieli dostępu do audiobooków nie czytali by wcale, a dzięki temu że są to chociaż słuchają. Nie rozumiem w takim przypadku jak to się ma do - jak to niektórzy nazywają "wtórnego analfabetyzmu". Ja czytam stosunkowo mało (5-10 książek rocznie), a dzięki odkryciu audiobooków liczba pochłoniętych (przeczytanych + przesłuchanych) przeze mnie książek w tym roku zwiększyła się do ok 40 a pewnie zamknie się na 50.
Takie dyskredytowanie a czasem wręcz ośmieszanie ludzi słuchających książki przypomina mi czasem mentalność Macierewicza...
Mi audiobooki bardzo pomogły wrócić do odpowiedniej wagi :) Nie mogłem znaleźć motywacji do aktywności fizycznej, natomiast dzięki audiobookom 1,5 - 2 godzinne spacery (nordic walking) stały się prawdziwą przyjemnością i często jest tak, że już planowałem wracać do domu, ale audioksiążka jest w tak ekscytującym momencie, że decyduję się na kolejną rundkę dookoła osiedla,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Zdenerwował mnie ten tekst. Autor/ka tego artykułu notorycznie myli audiobooka i ebooka (a co gorsza: nikt tego nie zauważa). Otóż TO NIE JEST TO SAMO. Audiobook to nie jest książka, a pisząc to nie chcę dyskredytować jego wartości, czy przydatności, ale stwierdzam obiektywny fakt: audiobook angażuje zupełnie inny zmysł do odbioru treści, słuchanie to nie to samo, co czytanie (vide: pójść "poczytać" sobie radio). Poza tym o ile ebook to rzeczywiście produkt rewolucji cyfrowej, to o audio- bym tego nie powiedziała: od zawsze czytało się innym, były słuchowiska radiowe, były płyty, tak więc to żadna nowość, tylko forma jest nowocześniejsza. Nie wspomnę już o częstowaniu ludzi truizmami w stylu: nie czytamy, bo "brak czasu i nadmiar obowiązków". Tyle, że nijak nie odnosi się to do ebooków, bo ebook, mimo że elektroniczny jest, to cały czas trzeba poświęcić swój cenny czas, by go przeczytać. Jak widać po samym artykule - społeczeństwo ma jednak problemy ze zrozumieniem tekstu czytanego, tudzież rozróżnianiem pewnych pojęć.
Wreszcie: ile można poddawać do dyskusji ten sam temat: książka elektroniczna czy tradycyjna i odkrywać Amerykę?? Chyba wszystko już na ten temat zostało powiedziane, ileż można?
Zdenerwował mnie ten tekst. Autor/ka tego artykułu notorycznie myli audiobooka i ebooka (a co gorsza: nikt tego nie zauważa). Otóż TO NIE JEST TO SAMO. Audiobook to nie jest książka, a pisząc to nie chcę dyskredytować jego wartości, czy przydatności, ale stwierdzam obiektywny fakt: audiobook angażuje zupełnie inny zmysł do odbioru treści, słuchanie to nie to samo, co...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ogólnie trochę śmieszy mnie niesamowity ból dupy wielbicieli papieru o ebooki.
Ja osobiście wielbię książki w formie tradycyjnej, z tych samych powodów co większość: kocham je wąchać, wertować strony, macać okładki, układać na półkach a potem patrzeć się na nie, jak matka na swoje dzieci. Myślę, że raczej nie będę sięgać po ebooki.
Ale też rozumiem drugą stronę konfliktu. Książki tradycyjne są niestety coraz droższe, i to jest fakt. Pamiętam czasy jak szłam do empiku mając 30 zł w portfelu i byłam pewna, że coś kupię. Teraz z taką sumą mogłabym szukać szczęścia co najwyżej w antykwariacie. A ebooki są tańsze. No i wygoda. Mój tata na przykład pływa na statkach. Dawniej rzadko coś czytał, odkąd ma czytnik, czyta cały czas. To byłoby nieludzkie wymagać od niego, aby w każdy rejs brał ze sobą 5 ciężkich i zajmujących miejsce książek, tylko dlatego, że "żaden ebook nie zastąpi papieru".
Wszystko ma swoje plusy i minusy. Technologia idzie do przodu i najmniejszego sensu nie ma spieranie się z nią. Z resztą fanów tradycyjnych książek jest tak dużo, że naprawdę jestem spokojna o ich pozycję. Tak samo jak nigdy do końca nie zniknęli fani winyli.
Ogólnie trochę śmieszy mnie niesamowity ból dupy wielbicieli papieru o ebooki.
Ja osobiście wielbię książki w formie tradycyjnej, z tych samych powodów co większość: kocham je wąchać, wertować strony, macać okładki, układać na półkach a potem patrzeć się na nie, jak matka na swoje dzieci. Myślę, że raczej nie będę sięgać po ebooki.
Ale też rozumiem drugą stronę konfliktu....
ja się do audiobooków raczej nigdy nie przekonam, już na studiach prawdziwym wyzwaniem było słuchanie, nawet najciekawszych, wykładów przez 1,5h męczarnią, więc nie wyobrażam sobie tym samym żeby książka czyta mi przez kogoś mogła mi sprawić większą przyjemność niż czytana przeze mnie; lubię po prostu trzymać ją w dłoni, przewracać kartki, patrzeć na litery, wyłapywać drobne błędy drukarskie ;) nie wiem też czemu miałaby płacić za książkę w formacie elektronicznym tyle samo lub więcej niż taką papierową, wg. mnie wersja "e" wcale nie jest trwalsza od papierowej, więc nie widzę powodu by tyle na nią wydawać
i ogólnie mimo tego, że nieraz jeżdżąc komunikacją miejską widzę osoby czytające książki na tabletach, kindleach i innych takich czytnikach to wciąż jednak przeważają wersje papierowe, takie też zresztą o wiele łatwiej pożyczyć, a dodatkowo np. ja - a podejrzewam, że pewnie jak większość osób w Polsce - nie mogę sobie pozwolić na to (nie tylko finansowo, ale i gdzie miałabym trzymać je wszystkie, nie mieszkam w pałacu) by kupić każdą książkę, którą chciałam/chcę w życiu przeczytać, niektóre pozycje są już na rynku normalnie niedostępne, zostają biblioteki i wymianka, albo szukanie po antykwariatach itp.
ja się do audiobooków raczej nigdy nie przekonam, już na studiach prawdziwym wyzwaniem było słuchanie, nawet najciekawszych, wykładów przez 1,5h męczarnią, więc nie wyobrażam sobie tym samym żeby książka czyta mi przez kogoś mogła mi sprawić większą przyjemność niż czytana przeze mnie; lubię po prostu trzymać ją w dłoni, przewracać kartki, patrzeć na litery, wyłapywać...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Jak najbardziej preferuję książki w wydaniu papierowym, lubię później po przeczytaniu widzieć ją na półce. Po e-booki sięgam rzadko, ponieważ szybciej mi się męczą oczy i mniej przeczytam, niż taką wersję prawdziwą.
Natomiast bo audiobooki nie sięgam w ogóle, jak słucham ich jak coś robię to moja uwaga bardzo często ucieka w bok i ogólnie nie preferuję, bo to nie jest czytanie tylko słuchanie.
Jak najbardziej preferuję książki w wydaniu papierowym, lubię później po przeczytaniu widzieć ją na półce. Po e-booki sięgam rzadko, ponieważ szybciej mi się męczą oczy i mniej przeczytam, niż taką wersję prawdziwą.
Natomiast bo audiobooki nie sięgam w ogóle, jak słucham ich jak coś robię to moja uwaga bardzo często ucieka w bok i ogólnie nie preferuję, bo to nie jest...
największym problemem moim zdaniem cały czas pozostaje cena książek w Polsce, nowe tytuły w oryginale sprowadzone np z Anglii potrafią kosztować około 25 zł (wydanie nie jest szałowe), a u nas minimum 37 zł w górę, no chyba że akurat rzucą jakąś przecenę w Lidlu:D. Ludzie lubiący czytać będą czytać za kilka lat w obydwu formatach tradycyjnym i elektronicznym, ja tak czytam już od dwóch lat i obydwie formy mają swoje zalety.
największym problemem moim zdaniem cały czas pozostaje cena książek w Polsce, nowe tytuły w oryginale sprowadzone np z Anglii potrafią kosztować około 25 zł (wydanie nie jest szałowe), a u nas minimum 37 zł w górę, no chyba że akurat rzucą jakąś przecenę w Lidlu:D. Ludzie lubiący czytać będą czytać za kilka lat w obydwu formatach tradycyjnym i elektronicznym, ja tak czytam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@Maciej, wiem, że przesadziłem, ale jak tego nie zrobię, to chory jestem ;)
@Maciej, wiem, że przesadziłem, ale jak tego nie zrobię, to chory jestem ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
wicher_Lab: @DarkStar, bardzo Ci zależy na mianie "czytelnik". Wczoraj nauczyłaś/eś/oś się czytać?
Jakie to osobliwe zwyrodnienie snobizmu, żeby chować się pod tak pospolitym pojęciem. Jak mysz pod miotłą.
Ważne jest z jaką literaturą się obcuje, a nie w jaki sposób. Wolę obejrzeć krótki filmik Dumały na podst. książki, niż czytać całą serię Fantasy.
- Aj, tam! Moim zdaniem wypowiedź @DarkStar była inteligentnie przewrotna, zwróć uwagę na zakończenie:... "W oczekiwaniu na odpowiedź pójdę sobie poczytać radio. :)" - I spójrz na uśmieszek w zakończeniu wypowiedzi.
Natomiast z Twoim "Ważne jest z jaką literaturą się obcuje, a nie w jaki sposób." - w pełni i z podkreśleniem, a nawet przepełnieniem się zgodzę. Ja zawszę mówię, że nieważne jak, jakimi technikami, ałdio, śmałdio czy wzrokowo, jakim sprzętem i czy dużo, czy nie - tylko że ważne to, co się czyta. Treść, język, zabawa formą, konwencją.
Choć też może być tak, że dane książki danym czytelnikom będą bardziej pasowały w wersji papierowej, a jakieś uroczo wypadną w audio, pomijając ogólną zasadę upodobania. Kwestia różnistych praw odbioru.
Moje dzieciństwo i czasy młodzieżowe to książki literkowe, choć były to też czasy, kiedy w radio leciało sporo słuchowisk, które odbierałem z niezwykłą uwagą i wspominam je niezwykle pozytywnie.
___
Odnośnie samego tekstu opublikowanego przez LC, cyt."... Za to tylko w październiku bieżącego roku wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl zanotowała 500%-owy wzrost zapytań o hasło „audiobook”." -
- Moim zdaniem to bajer i ciekawe, kto im zlecił wrzucanie do sieci takich wyników? Działanie marketingowe jak dla mnie, bo mógłbym uwierzyć w 2% wzrost, no dobra, powiedzmy nawet w 5%. Ale bez jaj. 500% - tylko w październiku - tekst bijący retorykę komuny o głowę. :) Albo i pracują tam też specjaliści ze starych czasów, tylko jeszcze się rozwinęli. :)
A więc: niedrodzy państwo, "Eniro Polska" - kto wierzy w wasze "małe" kłamstewka na zamówienie, bajery i przekręty? Hmm?
wicher_Lab: @DarkStar, bardzo Ci zależy na mianie "czytelnik". Wczoraj nauczyłaś/eś/oś się czytać?
Jakie to osobliwe zwyrodnienie snobizmu, żeby chować się pod tak pospolitym pojęciem. Jak mysz pod miotłą.
Ważne jest z jaką literaturą się obcuje, a nie w jaki sposób. Wolę obejrzeć krótki filmik Dumały na podst. książki, niż czytać całą serię Fantasy.
- Aj, tam! Moim...
@DarkStar, bardzo Ci zależy na mianie "czytelnik". Wczoraj nauczyłaś/eś/oś się czytać?
Jakie to osobliwe zwyrodnienie snobizmu, żeby chować się pod tak pospolitym pojęciem. Jak mysz pod miotłą.
Ważne jest z jaką literaturą się obcuje, a nie w jaki sposób. Wolę obejrzeć krótki filmik Dumały na podst. książki, niż czytać całą serię Fantasy.
@DarkStar, bardzo Ci zależy na mianie "czytelnik". Wczoraj nauczyłaś/eś/oś się czytać?
Jakie to osobliwe zwyrodnienie snobizmu, żeby chować się pod tak pospolitym pojęciem. Jak mysz pod miotłą.
Ważne jest z jaką literaturą się obcuje, a nie w jaki sposób. Wolę obejrzeć krótki filmik Dumały na podst. książki, niż czytać całą serię Fantasy.
Jakiś czas temu postanowiłem zaryzykować i kupić kindle, okazało się to jednym z lepszych zakupów. Praktycznie co dziennie są gdzieś przeceny książek gdzie można kupić dobrą treść za ~10 zł więc koszt czytnika już mi się zwrócił.
Oczywiście część książek nadal mam w wersjach papierowych i nie chcę tego zmieniać i nadal jeżeli jakaś książka bardzo mi się spodoba to prędzej czy później uzupełnię moją realną bibliotekę o kolejny tom papierowy, jednak wygoda czytania na czytniku jest naprawdę zbliżona do czytania prawdziwej książki.
Mój zakup czytnika był o tyle dyskusyjny gdyż na komputerze nie przeczytałem ani 1 książki, po prostu nie mogłem się "wczuć" w jej klimat, na czytniku nie mam z tym problemów.
Co do audiobooków to nie przepadam za nimi, kupiłem grę o tron i doceniam wkład włożony w przygotowanie go jednak nie jest to ani trochę zbliżone do książki.
Jakiś czas temu postanowiłem zaryzykować i kupić kindle, okazało się to jednym z lepszych zakupów. Praktycznie co dziennie są gdzieś przeceny książek gdzie można kupić dobrą treść za ~10 zł więc koszt czytnika już mi się zwrócił.
Oczywiście część książek nadal mam w wersjach papierowych i nie chcę tego zmieniać i nadal jeżeli jakaś książka bardzo mi się spodoba to prędzej...
Kto to jest czytelnik audiobooka? W oczekiwaniu na odpowiedź pójdę sobie poczytać radio. :)
Kto to jest czytelnik audiobooka? W oczekiwaniu na odpowiedź pójdę sobie poczytać radio. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie słuchałam książek przez e-lektora, choć mam taką możliwość na czytniku, ale zdarza mi się słuchać audiobooków. I tu zgadzam się z Markiem Kondratem i wicher_Labem: im mniej interpretacyjnego zadęcia, tym lepszy odbiór treści. Jest tu miejsce dla własnych wyobrażeń czytelnika.Im mniej lektor nachalny, tym lepiej.
Nie słuchałam książek przez e-lektora, choć mam taką możliwość na czytniku, ale zdarza mi się słuchać audiobooków. I tu zgadzam się z Markiem Kondratem i wicher_Labem: im mniej interpretacyjnego zadęcia, tym lepszy odbiór treści. Jest tu miejsce dla własnych wyobrażeń czytelnika.Im mniej lektor nachalny, tym lepiej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa tam wolę papierową wersję książek. Można je dotknąć, wyeksponować na półce. Nie wyobrażam sobie czytania ebooków na komputerze.Komputer kojarzy mi się z pracą, a czytanie z przyjemnością. Nie lubię tego łączyć. Z audiobookami też miałabym problem . Wyłączyłabym się po prostu po 10 minutach. Z resztą nie dziwmy się, że elektroniczna forma książek jest bardziej popularna- kupienie czytnika kosztuje dosyć dużo, ale ebooki są co najmniej o połowę tańsze od normalnych książek, więc po jakimś czasie się to nam zwraca.
Ja tam wolę papierową wersję książek. Można je dotknąć, wyeksponować na półce. Nie wyobrażam sobie czytania ebooków na komputerze.Komputer kojarzy mi się z pracą, a czytanie z przyjemnością. Nie lubię tego łączyć. Z audiobookami też miałabym problem . Wyłączyłabym się po prostu po 10 minutach. Z resztą nie dziwmy się, że elektroniczna forma książek jest bardziej popularna-...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Ciągle te artykuły "badania wykazują, że..."; " ankieta x pokazała, że...”. Mnie tam nikt nigdy nie ankietował, ani nie badał. Dlatego nie wierzę tym statystykom.
A audiobooków nie lubię.
Ciągle te artykuły "badania wykazują, że..."; " ankieta x pokazała, że...”. Mnie tam nikt nigdy nie ankietował, ani nie badał. Dlatego nie wierzę tym statystykom.
A audiobooków nie lubię.
Ale dlaczego sposób od razu śmieszny? Nie tylko nie śmieszny, ale nawet dość potrzebny - bo ludzie lubią formułować swoje wypowiedzi w taki sposób, jakby każde z wypowiedzianych zdań było prawdą objawioną, nie mając przy tym żadnych podstaw.
Pisząc "Generalnie powiem tak: audiobook to nie książka. Można się o to wykłócać ile wlezie, ale to, że ktoś nam przeczyta cokolwiek, nie może zastąpić czytania samemu.", ogłosiłaś jedynie słuszną prawdę, stawiając się tym samym w poczet osób "zdrowych, normalnie rozwijających się fizycznie i intelektualnie ludzi".
Używanie słów "generalnie", "głównie", itp., jeśli nie jest poparte faktami, to zwykłe generalizowanie.
Sięgnięcie po historię jest tu jak najbardziej na miejscu - bo czytanie drugiej osobie było od zawsze i wcale nie tylko dzieciom. Dziś można to zrobić lepiej - nośnik zastąpił człowieka.
Jeśli ktoś sięga tylko po audiobooki, z jakiegokolwiek powodu, to jest człowiekiem otwartym na treść i na poszerzenie horyzontów. Człowiek otwarty na treść - skoro słucha książki, zakładam, że jest - nie może się cofać intelektualnie.
Ale dlaczego sposób od razu śmieszny? Nie tylko nie śmieszny, ale nawet dość potrzebny - bo ludzie lubią formułować swoje wypowiedzi w taki sposób, jakby każde z wypowiedzianych zdań było prawdą objawioną, nie mając przy tym żadnych podstaw.
Pisząc "Generalnie powiem tak: audiobook to nie książka. Można się o to wykłócać ile wlezie, ale to, że ktoś nam przeczyta cokolwiek,...
Widzę, że niektórzy bardzo się boją o kondycję intelektualną czytelników. Podrzucę Wam pewien pomyślunek pod zadumę, może niekoniecznie czytelnictwo należy rozpatrywać po chłopsku i kategoriami-kulfonami. Wejdźmy głębiej w słowo.
Po wielu audiobookach doszedłem do wniosku, że wolę tę formę podawania treści, niż czytanie. Doszło nawet do tego, że obecnie konwertuję e-booki (nie wszystkie się nadają) do audio za pomocą Expressivo lub TextAloud. Chociaż pierwsze eksperymenty odbierałem tragicznie, to później zauważyłem pewien walor elektronicznego lektora. (Od razu dodam, że nikogo nie udało mi się do tego przekonać i teraz też nie zamierzam nakłaniać).
Zaleta jest taka. E-lektor czyta beznamiętnie, każdą książkę tak samo. Nie ma więc mowy o narzucaniu interpretacji. Niedawno Marek Kondrat wypowiadał się na temat recytowania Szekspira. Aktor twierdził (a za/przed nim wielu ludzi pióra), że dzieła należy czytać beznamiętnie, transparentnie, a nie deklamować. I chociaż dotyczy to głównie poezji, a nie prozy, to jednak dzięki e-lektorowi szybciej doświadczam stylu pisarskiego, łatwiej mi uchwycić swoistość języka. W dodatku nie mówionego (mówi robot z automatu), a właśnie pisanego. Może nie szybciej i nie łatwiej, a tylko inaczej; na takim poziomie, na jakim trudno go uchwycić oczami.
Porównuję słuchanie książki przepuszczonej przez Expressivo, do odsłuchiwania muzyki na monitorach bliskiego pola. Te ostatnie, to głośniki, jakimi posługują się inżynierowie dźwięku w studiach nagraniowych. Monitory mają tę zaletę, że nie koloryzują dźwięku, wszystko na nich brzmi tak, jak zostało nagrane. Tak samo działa e-lektor. Nawet swoje teksty daję do czytania cyborgowi, w ten sposób porównuję je z tekstami innych. Daje mi to lepszy wgląd w potoczystość języka. Faktem jest, że od kiedy stosuję tę metodę, lepiej piszę.
Umiejcie traktować nowe technologie, jako nowe narzędzia, a nie po starobabowemu, że to Diabeł i koniec.
Widzę, że niektórzy bardzo się boją o kondycję intelektualną czytelników. Podrzucę Wam pewien pomyślunek pod zadumę, może niekoniecznie czytelnictwo należy rozpatrywać po chłopsku i kategoriami-kulfonami. Wejdźmy głębiej w słowo.
Po wielu audiobookach doszedłem do wniosku, że wolę tę formę podawania treści, niż czytanie. Doszło nawet do tego, że obecnie konwertuję...
Sposób, w jaki prowadzona jest ta dyskusja, jest co najmniej śmieszny, no ale:
mangi17: Skąd wiesz, że głównie z lenistwa? Ilu znasz ludzi, którzy sięgają po audiobooki i ilu z nich sięga po nie z lenistwa? Jak swoje znajome osoby przełożysz na sytuację w kraju i w jaki sposób obliczysz odsetek tych, którzy sięgają po nie "głównie z lenistwa", przy założeniu, że "tylko w październiku bieżącego roku wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl zanotowała 500%-owy wzrost zapytań o hasło „audiobook”"?
mangi17: Skąd wiesz, że czytało się głównie dzieciom? Czy przed boomem na środki masowego przekazu i elektronikę nie było niczego? Czy jeśli człowiek nie miał możliwości sfotografować siebie na szczycie góry, to nie mógł na nią wejść? Możesz mi wierzyć, że przed boomem też się czytało ludziom dorosłym - pielęgniarka w szpitalu, bardziej wykształcona służąca mniej wykształconym służącym przy codziennej pracy, ksiądz z ambony, mnisi w klasztorze podczas posiłków...
Matko święta, ale czepiasz się w tym momencie szczegółów. Czy ja napisałam "tylko"? Nie, użyłam słowa "głównie". Druga sprawa - "boom". "Przed boomem", to niekoniecznie trzeba od razu odnosić do bóg wie jak dalekich czasów. Mowa tu o współczesności, w której teoretycznie mamy do czynienia z ludźmi wykształconymi na tyle, iż są zdolni do samodzielnego sklecenia kilku liter w słowo, a słów w zdania i zrozumienia tego. Bardziej wykształcona służąca mniej wykształconym? Ludzie, ale o czym tu jest mowa w ogóle - śledzimy rozwój czytelnictwa od zarania dziejów? Btw. ten przykład jeszcze bardziej utwierdza teorię o audiobooku jako środku do zacofania intelektualnego... A już księdza to nie wiem po co tutaj wrzucać - to jest zupełnie inna sytuacja, to nie ma nawet odniesienia do dyskusji tutaj. Jasne, na forach publicznych czyta i czytało się się innym ludziom, ale cel tego jest zupełnie inny, niż czytanie w domowych pieleszach... Zanim zaczniesz przerzucać się argumentami, przemyśl co chcesz przekazać...
mangi17: - lubi lektora i woli słuchać jego głosu, niż wiadomości w radio (bo woli zamienić opis naszej polityki, na opis romansu lub zagadki kryminalnej),
- właśnie prasuje, smaży naleśniki, kroi włoszczyznę na rosół, myje podłogę lub wykonuje jedną z tysięcy innych czynności, która uniemożliwia czytanie, a woli słuchać książki, niż TOP50 hitów pop w radio,
- jedzie na rowerze, w samochodzie, w autobusie - w dwóch pojazdach czytanie grozi mandatem, w trzecim może być zbyt duży tłok,
- ma trudności z zasypianiem i woli, aby w objęcia Orfeusza prowadził go głos lektora, niż Stilnox 10mg,
- je obiad z rodziną (osobiście znam rodziny, które zawsze w weekendy jedzą wspólnie obiad, przy kompletnym braku rozmów, słuchając audiobooków - nazywając je uroczo "słuchowiskami").
"Zamienia czytanie książek", nie czytanie konkretnej książki. Sytuacje są różne - gdybyś przeczytała moją wypowiedź dokładnie, zobaczyłabyś, że napisałam, iż są sytuacje w których naprawdę idzie zrozumieć sięganie po audiobooka. Do takich należy brak czasu, czy brak możliwości na rozłożenie przed sobą książki. Dyskusja toczy się o całkowitym zrezygnowaniu z czytania na rzecz słuchania... w momencie, kiedy po książkę jesteś w stanie sięgnąć (no bo wybaczcie, ale nie jestem w stanie uwierzyć, iż są sytuację, w której ktoś jest tak szaleńczo zabiegany, że nie ma czasu na odrobinę lektury - zwłaszcza, że niewiele jest takich czynności, które da się pogodzić ze słuchaniem i rozumieniem słuchanego tekstu)
Zresztą: Jadąc w samochodzie i słuchając audiobooka albo nie skupisz się na treści książki, albo na jeździe, czyli albo prokurujesz sytuację wypadkową, albo nic z książki nie wiesz...
Przede wszystkim jednak chciałabym zwrócić uwagę, że w żadnym miejscu żadnej mojej wypowiedzi nie napisałam, że audiobooki to zło totalne, które trzeba wyplewić. Nie wiem skąd wyniosłaś taki wniosek...
Tak, audiobooki są potrzebne i są dużym ułatwieniem dla osób, które nie są w stanie czytać samemu. I tak - są sytuacje, w którym bardzo się przydają w naszym mocno zabieganym świecie.
Jednakże wszystko rozbija się (przynajmniej dla mnie) o kwestię całkowitej rezygnacji z czytania książek na rzecz słuchania. I żeby nie było - nie chodzi tu o ludzi, którzy nie są w stanie samodzielnie czytać z powodu choroby itp. To jest zupełnie inna rzecz! Audiobook ma swoje plusy, ale jeśli zastępuje całkowicie czytanie, to jak najbardziej jest to cofanie intelektualne...
Sposób, w jaki prowadzona jest ta dyskusja, jest co najmniej śmieszny, no ale:
mangi17: Skąd wiesz, że głównie z lenistwa? Ilu znasz ludzi, którzy sięgają po audiobooki i ilu z nich sięga po nie z lenistwa? Jak swoje znajome osoby przełożysz na sytuację w kraju i w jaki sposób obliczysz odsetek tych, którzy sięgają po nie "głównie z lenistwa", przy założeniu, że "tylko w...
E-booków nie czytam, bo na komputerze nie lubię czytać książek, a na czytnik po prostu mnie nie stać.
Audiobooków nie słucham, bo z tekstem mówionym mam taki problem, że ja się po prostu wyłączam i odpływam gdzieś myślami, zamiast się na nim skupić.
Uwielbiam książki papierowe, nawet jeśli one są ciężkie i zajmują sporo miejsca :)
E-booków nie czytam, bo na komputerze nie lubię czytać książek, a na czytnik po prostu mnie nie stać.
Audiobooków nie słucham, bo z tekstem mówionym mam taki problem, że ja się po prostu wyłączam i odpływam gdzieś myślami, zamiast się na nim skupić.
Uwielbiam książki papierowe, nawet jeśli one są ciężkie i zajmują sporo miejsca :)
Mateusz: Fred:Do tego taka książka nic nie waży, a właściwie waży tyle co czytnik czyli jakieś 300g z tą różnicą, że w czytniku mam kilkanaście książek, a nie jedną. Rozumiem, jeśli chodzi o książki do szkoły, ale w innym przypadku ile książek czytasz jednocześnie?
Chodziło mi jedynie o porównanie. Taka "Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa" waży jakiś 1kg (1108 stron), do tego jest formatu A4. Tutaj mam 300g i format B5, a treść jest ta sama. Jakbym jechał na wakacje i chciał wziąć ze sobą 2-3 książki to już może być problem, zajmują więcej miejsca i więcej ważą.
Mateusz: Fred:Do tego taka książka nic nie waży, a właściwie waży tyle co czytnik czyli jakieś 300g z tą różnicą, że w czytniku mam kilkanaście książek, a nie jedną. Rozumiem, jeśli chodzi o książki do szkoły, ale w innym przypadku ile książek czytasz jednocześnie?
Chodziło mi jedynie o porównanie. Taka "Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa" waży jakiś 1kg (1108...
"Ale to chyba logiczne, że dyskusja toczyła się na temat osób zdrowych fizycznie, którzy po audiobooki sięgają głównie z lenistwa. Znaczy no nie wiem, czy znajdzie się aż tak fanatyczny przeciwnik audiobooków, który by tu stwierdził, że są one złe i w ogóle nikomu niepotrzebne - sytuacje, które opisujesz to jednak dość "marginalna" (przy czym nie twierdzę, że nie ważna zauważ) sprawa w całym środowisku czytelniczym.
Natomiast tak - audiobook to w pewnym sensie środek szerzący wtórny analfabetyzm i to z której strony by na niego nie spojrzeć. To, co wyżej pisałam, to był bardzo obrazowy przykład, bo przed boomem na tego typu rzeczy, to głównie dzieciom się czytało, bo w głównej mierze to one były największą grupą, która nie jest zdolna jeszcze samemu czytać. I teraz jak wytłumaczysz fakt, kiedy zdrowy, normalnie rozwijający się fizycznie i intelektualnie człowiek, zamienia czytanie książek na ich słuchanie?"
A dlaczego "logiczne"?
Artykuł jest o tym, że w naszym kraju jest większe zainteresowanie audiobookami, niż wcześniej. Nikt nie napisał, że rzecz się tyczy pięknych, młodych i zdrowych intelektualistów. Postawiono tezę "Wzrosło zainteresowanie audiobookami".
Zdziwiło mnie to, że wielu z Was "kręci się" wokół tematu, prezentując swoje niezachwiane uwielbienie dla słowa czytanego, wykazując przy tym miernotę intelektualną tych, którzy wybierają słowo słuchane. Jeżeli rozmawiamy o tym, że słuchanie książki nie ma niczego wspólnego z czytaniem, to tak, jeśli chodzi o czynność zgodzę się (czytać i słuchać, ma się do siebie jak siedzieć i biec), tak idea jest dla mnie ta sama (czytający i słuchający chce poznać tę samą treść).
Jestem ogromną przeciwniczką wykorzystywania w dyskusji naszej starej Matki Logiki (nie mylić "korzystać" z "wykorzystywać"!)i twierdzenie, że coś jest logiczne powoduje u mnie lekki zgrzyt:
1. "dyskusja toczyła się na temat osób zdrowych fizycznie, którzy po audiobooki sięgają głównie z lenistwa" - Skąd wiesz, że głównie z lenistwa? Ilu znasz ludzi, którzy sięgają po audiobooki i ilu z nich sięga po nie z lenistwa? Jak swoje znajome osoby przełożysz na sytuację w kraju i w jaki sposób obliczysz odsetek tych, którzy sięgają po nie "głównie z lenistwa", przy założeniu, że "tylko w październiku bieżącego roku wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl zanotowała 500%-owy wzrost zapytań o hasło „audiobook”"?
2. "sytuacje, które opisujesz to jednak dość "marginalna"" - Skąd wiesz, że sytuacja jest marginalna? Na podstawie czego twierdzisz, że wśród osób, którzy są odbiorcami audiobooków, osoby chore, niewidome lub niedowidzące, sparaliżowane stanowią tylko margines? Czy nie jest tak, że marginesem wśród odbiorców audiobooków mogą być właśnie ci, którzy słuchają, choć nie muszą, bo mogłyby czytać? Dlaczego mielibyśmy przyjąć, że osoby takie, choć w tym wypadku stanowią margines, robią to z lenistwa?
3. "audiobook to w pewnym sensie środek szerzący wtórny analfabetyzm i to z której strony by na niego nie spojrzeć" - Ile znasz osób, które zostały wtórnymi analfabetami, ponieważ słuchały, a nie czytały i ile znasz osób, które czytają bez zrozumienia (ale jednak czytają)? Czy masz na myśli analfabetów wtórnych (zapomnieli alfabetu) czy analfabetów funkcjonalnych (przeczytali, ale nie rozumieli)?
4. "bo przed boomem na tego typu rzeczy, to głównie dzieciom się czytało" - Skąd wiesz, że czytało się głównie dzieciom? Czy przed boomem na środki masowego przekazu i elektronikę nie było niczego? Czy jeśli człowiek nie miał możliwości sfotografować siebie na szczycie góry, to nie mógł na nią wejść? Możesz mi wierzyć, że przed boomem też się czytało ludziom dorosłym - pielęgniarka w szpitalu, bardziej wykształcona służąca mniej wykształconym służącym przy codziennej pracy, ksiądz z ambony, mnisi w klasztorze podczas posiłków...
5. "I teraz jak wytłumaczysz fakt, kiedy zdrowy, normalnie rozwijający się fizycznie i intelektualnie człowiek, zamienia czytanie książek na ich słuchanie?":
- lubi lektora i woli słuchać jego głosu, niż wiadomości w radio (bo woli zamienić opis naszej polityki, na opis romansu lub zagadki kryminalnej),
- właśnie prasuje, smaży naleśniki, kroi włoszczyznę na rosół, myje podłogę lub wykonuje jedną z tysięcy innych czynności, która uniemożliwia czytanie, a woli słuchać książki, niż TOP50 hitów pop w radio,
- jedzie na rowerze, w samochodzie, w autobusie - w dwóch pojazdach czytanie grozi mandatem, w trzecim może być zbyt duży tłok,
- ma trudności z zasypianiem i woli, aby w objęcia Orfeusza prowadził go głos lektora, niż Stilnox 10mg,
- je obiad z rodziną (osobiście znam rodziny, które zawsze w weekendy jedzą wspólnie obiad, przy kompletnym braku rozmów, słuchając audiobooków - nazywając je uroczo "słuchowiskami").
To tylko kilka przykładów. Nie generalizujmy - to czego nie robimy nie musi być gorsze, mniej potrzebne, głupsze, marginalne. Po prostu tego nie robimy - to wszystko. Nie stawiajmy tez, że słuchanie ma się do czytelnictwa nijak - bo nawet jeśli istniałaby tylko jedna osoba na świecie, dla której słuchanie książki to jedyny z nią możliwy kontakt i byłaby jedyną wśród setek leni, która słucha, choć leniem nie jest - to ją krzywdzimy.
"Ale to chyba logiczne, że dyskusja toczyła się na temat osób zdrowych fizycznie, którzy po audiobooki sięgają głównie z lenistwa. Znaczy no nie wiem, czy znajdzie się aż tak fanatyczny przeciwnik audiobooków, który by tu stwierdził, że są one złe i w ogóle nikomu niepotrzebne - sytuacje, które opisujesz to jednak dość "marginalna" (przy czym nie twierdzę, że nie ważna...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej