-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać220 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Kurs pisania #1 – o dialogach kilka słów
Kurs pisarski Remigiusza Mroza czas-start! Myślicie o tym, żeby zacząć pisać? A może chcecie podszlifować warsztat? Specjalnie dla Was Remigiusz Mróz, autor m.in. serii Parabellum, będzie co dwa tygodnie publikował kolejne lekcje ze swojego kursu pisania. Zapraszamy do lektury i oddajmy głos samemu autorowi!
Tytułem krótkiego wstępu: kurs przeznaczony jest dla osób, które przymierzają się do napisania pierwszej książki, bądź są na wstępnym etapie jej tworzenia. Piszących dłużej zapraszam tu za jakiś czas, gdy przejdziemy przez parę lekcji.
Do omówienia mamy całkiem sporo, a Wasz czas jest cenny – zabierajmy się więc do roboty!
Kurs pisarski zaczniemy od kilku uwag na temat konstruowania dialogów
Pierwsza kwestia jest dylematem natury stricte technicznej – otóż musimy postanowić, czy będziemy używać pauz, czy półpauz. Mowa zatem o znakach typograficznych „–„ lub „—„.
Dlaczego o tym piszę? Tak naprawdę tylko po to, by podkreślić, że używanie myślników „-„ stanie nam się niemal zupełnie obce. Rzecz jest może oczywista dla większości z Was, ale jeśli ktoś nie miał nigdy styczności z literaturą od kuchni, może nie zdawać sobie z tego sprawy.
Wybieramy półpauzę (–) bo jest krótsza i stosuje ją większość wydawnictw. W starszych książkach spotkamy się z pauzami, ale od pewnego czasu powszechnie stawia się na… cóż, oszczędność miejsca. Ot, i cała tajemnica.
Druga kwestia techniczna – jak robić półpauzy? Najlepiej uprzejmie prosząc edytor tekstu, by ten automatycznie przekształcał w nie nasze myślniki (vide: autokorekta w wordzie). Wiem, że można to później zrobić za pomocą masowego „Zamień na”, ale jeśli tekst będzie wyglądał dobrze podczas pisania, będzie nam się lepiej pracowało.
Ale ad rem.
Jak pisać dialogi? Lekcja pierwsza
Chcemy opisać sytuację, w której nasz bohater (nazwijmy go Staszkiem) rozmawia ze swoją narzeczoną (nazwijmy ją Marią – kto wie, dlaczego tak ich nazwaliśmy, dostaje dziesięć punktów na wstępie).
Staszek chce powiedzieć Marii, że jej papierosy – marki Egipskie – ohydnie śmierdzą, jednocześnie zaciągając się swoim, marki Silesia (dla ciekawskich – narzeczeni siedzą w Café Adria, jednym z lepszych warszawskich wyszynków).
Na początek konstruujemy ten dialog błędnie, zarówno pod względem formy, jak i meritum:
– Egipskie capią jak knur. – Powiedział Staszek i zaciągnął się swoim papierosem.
– Twoje silesie nie lepsze, barani łbie – odparła Maria.
Co jest nie tak?
Z punktu widzenia technicznego, nie stawiamy kropki po wypowiedzi, w której informujemy, że ktoś coś powiedział. W przypadku Staszka powinno to więc wyglądać tak:
– Egipskie capią jak knur – powiedział Staszek i zaciągnął się swoim papierosem.
Możemy zrobić to w inny sposób, nie używając tej atrybucji:
– Egipskie capią jak knur. – Staszek zaciągnął się swoim papierosem.
Zbliżamy się tym samym do ważnej rzeczy – im mniej elementów w atrybucji dialogowej, tym lepiej. Muszę tę myśl rozwinąć, bo stanowi clou dzisiejszego programu.
Istnieją dwie szkoły atrybucji, nazwijmy je na potrzeby tego minikursu klasyczną i nową.
Szkoła klasyczna mówi, że czytelnik nie widzi wstawek typu „powiedział/odparł/rzekł” i im podobnych. Według niej, w trakcie czytania stajemy się tak pochłonięci lekturą, że nasz umysł machinalnie omija te zwroty. Wniosek z tego płynie prosty – nie ma żadnych przeciwwskazań, by masowo stosować atrybucje dialogowe. Innymi słowy, lepiej podkreślić, kto daną kwestię wypowiedział, niżby miało być odwrotnie.
Tym samym traktujemy czytelnika nieco po macoszemu, gdyż wychodzimy z założenia, że trzeba na każdym kroku informować go, kto co mówi.
Nowa szkoła (która, obiektywnie rzecz biorąc, bynajmniej nie jest nowa) mówi o tym, by używać jak najmniej atrybucji dialogowych. Opiera się na założeniu, że przeszkadzają one w czytaniu, spowalniają akcję, a także uświadamiają czytelnikowi, że… czyta. Stanowią więc czynnik sprowadzający na ziemię – czy raczej na karty powieści.
Większość współczesnych autorów wyznaje drugą szkołę (i ja także do nich należę). Częstokroć z sytuacji jasno wynika, kto co rzekł, a nieraz – jeśli mamy wyraziste postacie – z samego sposobu mówienia można to wywnioskować. Cała sztuka tkwi w tym, by czytelnik ani przez chwilę nie zastanawiał się, która postać wypowiada daną kwestię. W przypadku Staszka i Marii nie mamy żadnego problemu – dopóki konwersują między sobą, odmiana przez rodzaje załatwia sprawę.
Nasz dialog zatem wedle zasad nowej szkoły powinien wyglądać tak:
– Egipskie capią jak knur. – Zaciągnął się papierosem.
– Twoje silesie nie lepsze, barani łbie.
Pominęliśmy więc nie tylko atrybucję informującą, kto wypowiada ostatnią kwestię, ale także wycięliśmy imię chłopaka. Było niepotrzebne, skoro mamy odpowiednią formę czasownikową. Wyplewiliśmy też zaimek dzierżawczy („swoim”) – wszak Staszek nie zabrał papierosa rozmówczyni. Moglibyśmy też wyrzucić samego papierosa i zostawić jedynie zaciągnięcie się, bo wedle wszelkiego prawdopodobieństwa z kontekstu wynikałoby, czym się zaciąga.
Jak wspomniałem, co do zasady jestem zwolennikiem nowej szkoły – czasem jednak estetyka i pewien… rytm książki aż prosi o to, by umieścić tam atrybucję. I jeśli nie spowalnia to tempa narracji, uważam, że możemy sobie pozwolić na sięgnięcie – przynajmniej od czasu do czasu – po szkołę klasyczną. Byleby nie przesadzić. Nie wiem, jak Was, ale mnie irytuje, gdy na kartach powieści spotykam się z atrybucyjną nawałnicą.
Wiem, że stosując je, autor czuje się bardziej wysublimowanym konstruktorem dialogów.
Wiem, że to naturalny odruch.
Wiem, że wydawać się może, że czytelnik nie wyłapie kto co mówi.
Ale to wszystko bzdury. Rzadko kiedy zdarza się, by przy odpowiednio skonstruowanym dialogu (i rysie sytuacyjnym) osoba czytająca pogubiła się w wymianie zdań. Chyba że mamy do czynienia z rozmemłanym memłaniem, niemającym żadnego sensu – wówczas rzeczywiście można się w nim zagubić.
Jaki z tego płynie wniosek?
Stosujmy wszystko z umiarem. Zdajmy się na intuicję, wyczujmy tempo książki. A przede wszystkim, wyczujmy sytuację i postacie. Z konstruowaniem dialogów jest tak, jak ze wszystkim innym – jeśli włoży się w to serce, efekt będzie zadowalający.
#####
Jak pisać dialogi? Lekcja druga
Przysłówki w atrybucjach dialogowych.
O zgrozo. Ktokolwiek czytał porady Stephena Kinga dla początkujących pisarzy, wie, że jest to zło, które należy tępić wszelkimi możliwymi sposobami. Są to chwasty, które należy wyrywać bez zastanowienia i bez litości.
Poważnie.
Jeśli cokolwiek w trakcie pisania można robić bezrefleksyjnie, to właśnie to – usuwać przysłówki w atrybucjach dialogowych. I generalnie usuwać przysłówki. Im więcej ich zniknie, tym lepiej.
Skonstruujmy zatem nasz dialog jeszcze raz, tym razem zasadzając w nim pełno chwastów.
– Egipskie capią jak knur – powiedział poirytowany Staszek, nerwowo zaciągając się swoim papierosem.
– Twoje silesie nie lepsze, barani łbie – odparła z przekąsem Maria.
Dialog jest oczywiście sprzeczny już na płaszczyźnie intuicyjnej – wszak Staszek ewidentnie nie jest ani poirytowany, ani niczego nie robi nerwowo – ale przymknijmy na to oko. Większe znaczenie ma to, co dodaliśmy do wypowiedzi Marii.
Lepiej uwydatnić to na innym przykładzie.
– Rzuć broń! – krzyknął nerwowo Christian.
Załóżmy, że ze sceny wynika, kto krzyczy – wówczas wystarczyłoby nam samo:
– Rzuć broń!
Ot, i cała filozofia. Niektórzy sypią przysłówkami na prawo i lewo, wychodząc z założenia, że czytelnik nie zrozumie intencji. Tylko jak można byłoby inaczej zrozumieć wyrażenie „rzuć broń!”? Nikt nie powie tego spokojnie, ani tym bardziej nie wyszepcze. A jeśli miałoby tak być – wówczas faktycznie, należałoby dodać atrybucję dialogową.
Zatem konkluzja z tej lekcji jest prosta – wyplewiajmy przysłówki i konstruujmy zdarzenia tak, by wynikał z nich ładunek emocjonalny. Zawsze lepiej pokazać czytelnikowi, co się dzieje, niż to opisywać (jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało).
Jak pisać dialogi? Lekcja trzecia
Ostatnia i najkrótsza, dotycząca pewnej kwestii technicznej.
– Egipskie capią jak knur – zaczął Staszek – ale moje silesie nie lepsze. – Popatrzył na Marię, czekając, aż okaże uznanie. – No? Co jest? – zapytał.
Mamy tu przeplatany dialog i atrybucje. Im więcej takich rzeczy, tym gorzej dla czytelnika – chyba, że wpadnie w wir, płynie z prądem, etc. Wówczas istnieje szansa, że ich nie zauważy. Jeśli jednak akcja pełznie, nadmiar atrybucji i wypowiedzi przeszkadza.
Do tego musimy pamiętać o odpowiedniej konstrukcji – jeśli wplatamy atrybucję w zdanie „Egipskie capią jak knur – zaczął Staszek – ale moje silesie nie lepsze”, to nie stawiamy kropki po atrybucji, a później nie zaczynamy wielką literą (a już nigdy, przenigdy nie „z wielkiej litery”). Sam nie lubię tej formy, bo wizualnie nie prezentuje się najlepiej. W moim przekonaniu wcale nie gorsze jest rozwiązanie „Egipskie capią jak knur – powiedział Staszek. – Ale moje silesie nie lepsze” – powoduje ono, że odnosimy wrażenie, jakby Staszek zawiesił głos po pierwszym członie, może zrobił krótką, znaczącą pauzę, etc. W każdym razie lepiej prezentuje się pod względem estetyki, ale ostatecznie to kwestia gustu.
Powyższa zasada – podobnie zresztą jak wcześniejsze – nie jest żelazna. Piszcie tak, jak uznacie za stosowne (najwyżej będziecie później bronić swoich racji przed redaktorem, który sprawi, że Wasze argumenty nagle skurczą się do niepewnych przypuszczeń).
Jeśli jednak decydujemy się na odstępstwa, warto pamiętać o konsekwencji – czytelnik wybaczy nam wiele, ale po co utrudniać mu lekturę? Chodzi nam przecież o to, by forma była jak najbardziej przystępna. Sami najbardziej cenimy książki, w których strony same się przewracają, a nie takie, gdzie raz po raz zatrzymujemy się na jakichś zgrzytach.
Jak mawiał klasyk, that’s all folks. Przynajmniej na razie, bo za dwa tygodnie kontynuujemy zabawę.
Jeśli macie pytania do pierwszej części, zamówienia na kolejne, czy ogólne uwagi na temat natury wszechświata, którymi chcielibyście się podzielić, piszcie w komentarzach. W następnym odcinku będzie mowa o grzechu, który popełnia każdy początkujący autor, choć wiele się na jego temat w Polsce nie mówi.
Dzięki za uwagę!
Remigiusz Mróz to autor powieści gatunkowo rozstrzelonych w spektrum transcendującym własne wyobrażenie o tym, gdzie je szufladkować. Sam o sobie mówi: Kim jestem? Zwyczajnym facetem, który dziennie musi napisać 10-15 stron i tygodniowo wybiegać jakieś 50km, by czuć się komfortowo.
Pamiętajcie, że możecie założyć alert cenowy LC na książki Remigiusza Mroza!
Tagi i tematy
Powiązane artykuły
komentarze [87]
Dziękuję za rady
Dziękuję za rady
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamMoim zdaniem "Staszek zaciągnął się swoim papierosem" jest tak samo potrzebne jak "zaciągnął się papierosem". Wszystko zależy od kontekstu i rytmu książki. Przykładowo, indywidualista może zaciągnąć się swoim papierosem, imię może zostać przypomniane dla frazy, a imienia wyrazistej postaci może nie trzeba przypominać. Tak to wygląda w praktyce.
Moim zdaniem "Staszek zaciągnął się swoim papierosem" jest tak samo potrzebne jak "zaciągnął się papierosem". Wszystko zależy od kontekstu i rytmu książki. Przykładowo, indywidualista może zaciągnąć się swoim papierosem, imię może zostać przypomniane dla frazy, a imienia wyrazistej postaci może nie trzeba przypominać. Tak to wygląda w praktyce.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jestem w trakcie "konstruowania" autorskiego systemu RPG. Jako uzupełnienie piszę tekst. Musi być w pierwszej osobie i dziać się w trakcie czytania, ciężko mi idzie.
Jako doświadczony Prowadzący, czy inaczej Mistrz Gry - tej drugiej wersji nie lubię - przyznam, że ciężko bez przysłówków, opisów. Dialogi najczęściej powinny być mocno opisowe...
Mam zaledwie kilka stron. Utknąłem w koncepcji narracji i czasu...
Jakieś wskazówki?
Jestem w trakcie "konstruowania" autorskiego systemu RPG. Jako uzupełnienie piszę tekst. Musi być w pierwszej osobie i dziać się w trakcie czytania, ciężko mi idzie.
Jako doświadczony Prowadzący, czy inaczej Mistrz Gry - tej drugiej wersji nie lubię - przyznam, że ciężko bez przysłówków, opisów. Dialogi najczęściej powinny być mocno opisowe...
Mam zaledwie kilka stron....
A ja piszę na papierze i jestem happy. Jak będę chciała to wydać to pisownia problemem wydawnictwa. Słyszałam nawet, że wydawnictwa preferują manuskrypty. Bardzo przydatny artykuł.
A ja piszę na papierze i jestem happy. Jak będę chciała to wydać to pisownia problemem wydawnictwa. Słyszałam nawet, że wydawnictwa preferują manuskrypty. Bardzo przydatny artykuł.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spammanuskrypty są ciekawsze, ale też zależy, jak kto pisze. jaką "czcionką". no chyba że na maszynie. wydruk wygodniej się przegląda i odpoczywa przy nim od komputera. z drugiej strony, do edycji tekstu przydatniejszy jest komp. z mojej perspektywy, i natłok maili, i manuskryptów wpływa tak samo negatywnie na odbiór podesłanego utworu. a w gruncie rzeczy to i tak jest kwestia rzetelnej oceny.
manuskrypty są ciekawsze, ale też zależy, jak kto pisze. jaką "czcionką". no chyba że na maszynie. wydruk wygodniej się przegląda i odpoczywa przy nim od komputera. z drugiej strony, do edycji tekstu przydatniejszy jest komp. z mojej perspektywy, i natłok maili, i manuskryptów wpływa tak samo negatywnie na odbiór podesłanego utworu. a w gruncie rzeczy to i tak jest kwestia...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDlaczego nie zamyka się słów dialogu w cudzysłowie, tak jak w niemieckim, czy angielskim? Proste i jednoznaczne.
Dlaczego nie zamyka się słów dialogu w cudzysłowie, tak jak w niemieckim, czy angielskim? Proste i jednoznaczne.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jak dla kogo. Ja bardzo lubię polski zwyczaj pisania dialogów - dzięki temu tekst jest, według mnie, bardziej przejrzysty i czyta się go szybciej.
Do czytania książek po niemiecku i angielsku nie mogę się zmusić właśnie przez te cudzysłowy - wtedy tekst zlewa się dla mnie w jedną całość.
Jak dla kogo. Ja bardzo lubię polski zwyczaj pisania dialogów - dzięki temu tekst jest, według mnie, bardziej przejrzysty i czyta się go szybciej.
Do czytania książek po niemiecku i angielsku nie mogę się zmusić właśnie przez te cudzysłowy - wtedy tekst zlewa się dla mnie w jedną całość.
No właśnie. Pełna zgoda. Też nie lubię tych anglosaskich cydzysłowów. Polski system zapisu dialogów jest wspaniały!
No właśnie. Pełna zgoda. Też nie lubię tych anglosaskich cydzysłowów. Polski system zapisu dialogów jest wspaniały!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dzięki :D
Z tym szeptaniem chodziło mi o to, że jeden z mężczyzn stoi tuż za nią, a w drugiego celuje, nie do końca to napisałam zrozumiale, w ogóle nie napisałam tego zrozumiale... :P
Dzięki :D
Z tym szeptaniem chodziło mi o to, że jeden z mężczyzn stoi tuż za nią, a w drugiego celuje, nie do końca to napisałam zrozumiale, w ogóle nie napisałam tego zrozumiale... :P
Ach, rozumiem. Cóż, kiedy użyłaś jedynie "mężczyzna, kobieta, Alex" bez nakreślania sytuacji, to można było mieć wątpliwości.
Teraz z kolei zastanawiam się, jak stojącemu ZA kobietą facetowi udało się uderzyć ją jej bronią w twarz. Celuje się z wyciągniętych rąk, pchnięcie głowy nic by nie dało. Z kolei sięgnięcie od tyłu i szarpnięcie rąk kobiety do jej twarzy wydaje mi się trochę naciągane, bo taki gest jest dobrze widoczny i dość długo trwa.
Ach, rozumiem. Cóż, kiedy użyłaś jedynie "mężczyzna, kobieta, Alex" bez nakreślania sytuacji, to można było mieć wątpliwości.
Teraz z kolei zastanawiam się, jak stojącemu ZA kobietą facetowi udało się uderzyć ją jej bronią w twarz. Celuje się z wyciągniętych rąk, pchnięcie głowy nic by nie dało. Z kolei sięgnięcie od tyłu i szarpnięcie rąk kobiety do jej twarzy wydaje mi...
Porady głównie techniczne, faktycznie bardzo podstawowe. Odpowiednie dla zerowego stopnia wtajemniczenia.
Przykro mi tylko z powodu piętnowania przysłówków.
Ich totalne pomijanie kojarzyło mi się zawsze z udawaniem scenariusza filmowego ("niech czytelnik zdecyduje, jak ma odczuwać bohater!" - bo co, autor sam nie wymyślił?). Mnie to zawsze spłycało lekturę, bo przysłówki często nie tyle zaznaczają, co podkreślają emocje bohatera, nad którym autor powinien niepodzielnie władać.
Faktycznie, taki surowy styl kojarzy mi się z męską twórczością. Czyżby jakaś babska tendencja do kontrolowania sytuacji?
Zgoda, bezpośrednio w dialogu często wyglądają sztucznie. Ale jest moda na wręcz paranoiczne ich unikanie. Gdziekolwiek.
Podobno trzeba znać umiar... Ale to oznacza nie tylko unikanie nadmiaru. Zapominamy o niedomiarze.
Porady głównie techniczne, faktycznie bardzo podstawowe. Odpowiednie dla zerowego stopnia wtajemniczenia.
Przykro mi tylko z powodu piętnowania przysłówków.
Ich totalne pomijanie kojarzyło mi się zawsze z udawaniem scenariusza filmowego ("niech czytelnik zdecyduje, jak ma odczuwać bohater!" - bo co, autor sam nie wymyślił?). Mnie to zawsze spłycało lekturę, bo przysłówki...
@Marcin-Marcello-
Gdyby zrobił Pan zrzut ekranu prosto z edytora tekstu, przynajmniej jednego wersu, to wtedy mógłbym Panu pomóc, bo nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem.
Pozdrawiam serdecznie
@Marcin-Marcello-
Gdyby zrobił Pan zrzut ekranu prosto z edytora tekstu, przynajmniej jednego wersu, to wtedy mógłbym Panu pomóc, bo nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem.
Pozdrawiam serdecznie
Ogólnie rzecz biorąc to nawet mogę fragment tejże książki w pliku Panu dać. Oto on:
http://1drv.ms/1phMpVP
Ogólnie rzecz biorąc to nawet mogę fragment tejże książki w pliku Panu dać. Oto on:
http://1drv.ms/1phMpVP
Pytanie mam jedno.
Otóż kiedy piszę dialog nan już niemal odruch: trzech spacji myślnika i spacji. Gdy natomiast w środku dialogu chcę coś napisać wtedy robię spację myślnik spację i przy spacji po pierwszym słowie automatycznie mi się przedłuża owy myślnik.
W praktyce to wygląda tak, iż na początku jest normalny myślnik, a przy końcach lub wstawkach półpauzy (tak mi się zdaje).
Pytanie brzmi: Tak może być?
Pytanie mam jedno.
Otóż kiedy piszę dialog nan już niemal odruch: trzech spacji myślnika i spacji. Gdy natomiast w środku dialogu chcę coś napisać wtedy robię spację myślnik spację i przy spacji po pierwszym słowie automatycznie mi się przedłuża owy myślnik.
W praktyce to wygląda tak, iż na początku jest normalny myślnik, a przy końcach lub wstawkach półpauzy (tak mi się...
Nie może. Takie rzeczy się ujednolica, groch z kapustą to tylko w świątecznym bigosie.
Ale bardziej mnie zatrwożyły potrójne spacje. Z dwojga złego już lepiej używać Tabulatury (Tab), który przesuwa wers o domyślną wartość. Tyle roboty przy kasowaniu...
Osobiście korzystam z ustawień stylu tekstu, z automatycznym wcięciem pierwszego wersu. Wtedy wszystko łatwo i szybko można zmienić w razie potrzeby.
Nie może. Takie rzeczy się ujednolica, groch z kapustą to tylko w świątecznym bigosie.
Ale bardziej mnie zatrwożyły potrójne spacje. Z dwojga złego już lepiej używać Tabulatury (Tab), który przesuwa wers o domyślną wartość. Tyle roboty przy kasowaniu...
Osobiście korzystam z ustawień stylu tekstu, z automatycznym wcięciem pierwszego wersu. Wtedy wszystko łatwo i szybko...
Wtedy jeszcze nie znałem tabulatorów, o ich istnieniu dowiedziałem się dopiero we wrześniu na pierwszej lekcji prowadzenia korespondencji biurowej.
Dziękuję za podpowiedź, a i tak na końcu kiedy już wszystko będzie napisane, od początku to wezmę pod redakcję.
Wtedy jeszcze nie znałem tabulatorów, o ich istnieniu dowiedziałem się dopiero we wrześniu na pierwszej lekcji prowadzenia korespondencji biurowej.
Dziękuję za podpowiedź, a i tak na końcu kiedy już wszystko będzie napisane, od początku to wezmę pod redakcję.
Szanowny Panie
Mam uwagi. Pozwolę sobie zacytować, żeby sprecyzować swoje myśli:
"Tak naprawdę tylko po to, by podkreślić, że używanie myślników „-„"
Tu chyba miało być cudzysłowie, ale to nieważne. Ważne jest to, że ten znak to dywiz, a nie myślnik. Nie można tego mylić. W typografii wyróżniamy trzy rodzaje kresek, a nie dwie.
"Wiem, że można to później zrobić za pomocą masowego „Zamień na”[...]"
W żadnym wypadku nie powinniśmy tego robić, ponieważ w przypadku dywizu zrobi się bałagan. Dywizu używamy przy różnych złożeniach. Na przykład "biało-czerwony", "społeczno-polityczny", "staro-cerkiewno-słowiański". Wówczas wszystkie dywizy, które tworzą takie i inne złożenia zostaną zamienione na półpauzy lub pauzy – w zależności od tego, co autor sobie wybierze.
Niemniej – wbrew temu, co Pan napisał – pisarz długości kreski wybierać sobie wedle własnego widzi-mi-się nie powinien, ponieważ zasady typografii określają jakie rodzaje kresek używa się w danych przypadkach. Półpauzy przy dialogach używamy tylko przy wąskim składzie i nie do końca po to, aby zaoszczędzić miejsce, bo dla edytora tekstu każdy znak ma wartość 1.
Wyjątkiem są ligatury, ale tutaj musielibyśmy zagłębić się mocno w kerning i szereg zasad mikrotypografii. Półpauz w dialogach używa się z uwagi na format książek. Chodzi o estetykę. Przy najpopularniejszych formatach pauza wyglądałyby po prostu nieładnie.
Pozdrawiam serdecznie
P.S
półpauza lewy alt + 0150 (na numerycznej)
pauza lewy alt + 0151 (na numerycznej)
Szanowny Panie
Mam uwagi. Pozwolę sobie zacytować, żeby sprecyzować swoje myśli:
"Tak naprawdę tylko po to, by podkreślić, że używanie myślników „-„"
Tu chyba miało być cudzysłowie, ale to nieważne. Ważne jest to, że ten znak to dywiz, a nie myślnik. Nie można tego mylić. W typografii wyróżniamy trzy rodzaje kresek, a nie dwie.
"Wiem, że można to później zrobić za...
Ależ w żadnym wypadku nie napisałem, że pisarz będzie wybierał sobie długość kreski "wedle własnego widzi-mi-się" - tak bardzo w typografię książki żaden autor się nie zagłębia. ;) Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by robił to podczas pisania - chodzi o to, by pisało mu się jak najlepiej.
Co do "zamień na" - oczywiście, że można to robić. Wystarczy pamiętać o tym, by zamieniać "- ", a więc dywiz ze spacją.
PS. Skróty na klawiaturze numerycznej przy pisaniu siedmiuset tysięcy znaków mogą okazać się zabójcze dla dłoni.
Pozdrawiam! ;)
Ależ w żadnym wypadku nie napisałem, że pisarz będzie wybierał sobie długość kreski "wedle własnego widzi-mi-się" - tak bardzo w typografię książki żaden autor się nie zagłębia. ;) Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by robił to podczas pisania - chodzi o to, by pisało mu się jak najlepiej.
Co do "zamień na" - oczywiście, że można to robić. Wystarczy pamiętać o tym, by...
A ja poproszę o ocenę i komentarze :)
- Rzuć broń - szepnął jej do ucha słodki głos. "Znam go" zatłukło jej się w głowie. "Cholernie dobrze go znam..."
- Alex? - wyszeptała ciągle celując w mężczyznę daleko przed sobą.
- Powiedziałem: rzuć broń. - Głos stał się stanowczy.
- Nie! - Odbespieczyła pistolet.
- Nie zmuszaj mnie do tego! - warknął.
- Do czego? - spytała zdezorientowana.
- Do tego! - wrzasnął i w tym samym momencie jej własny pistolet trzasnął ją lufą w twarz. Straciła przytomność.
A ja poproszę o ocenę i komentarze :)
- Rzuć broń - szepnął jej do ucha słodki głos. "Znam go" zatłukło jej się w głowie. "Cholernie dobrze go znam..."
- Alex? - wyszeptała ciągle celując w mężczyznę daleko przed sobą.
- Powiedziałem: rzuć broń. - Głos stał się stanowczy.
- Nie! - Odbespieczyła pistolet.
- Nie zmuszaj mnie do tego! - warknął.
- Do czego? - spytała...
"Znam go" jest elementem dialogu, tak samo jak dalsze "Alex", jest po prostu niewypowiedziane przez bohaterkę; nie należy do kwestii mężczyzny, więc należałoby to dać od nowego akapitu.
Poza tym: usłyszała w UCHU słodki głos, kiedy on był daleko? Jesteś pewna? Mówienie w ten sposób o uchu to skrót myślowy do konkretnej sytuacji...
"Znam go" jest elementem dialogu, tak samo jak dalsze "Alex", jest po prostu niewypowiedziane przez bohaterkę; nie należy do kwestii mężczyzny, więc należałoby to dać od nowego akapitu.
Poza tym: usłyszała w UCHU słodki głos, kiedy on był daleko? Jesteś pewna? Mówienie w ten sposób o uchu to skrót myślowy do konkretnej sytuacji...
@MJJW
:)
OK,
jeśli talent traktujemy jako umiejętność czy uzdolnienie w jakimś kierunku to zgadzam się, że to dopiero początek za którym jak piszesz, powinna iść praca, żeby ów talent szlifować:)
I masz racje, ze to temat rzeka i nie sposób go pogłębić krótkimi postami.
serdeczności
Klaiber48
@MJJW
:)
OK,
jeśli talent traktujemy jako umiejętność czy uzdolnienie w jakimś kierunku to zgadzam się, że to dopiero początek za którym jak piszesz, powinna iść praca, żeby ów talent szlifować:)
I masz racje, ze to temat rzeka i nie sposób go pogłębić krótkimi postami.
serdeczności
Klaiber48
Przeczytałem z ciekawością porady dla chcących pisać i sądzę, że w sumie ogólnie mogą okazać się pomocne. Oczywiste jest, że talent, jeśli się go posiada należy szlifować. Pewni wtajemniczeni twierdzą, że jest odwrotnie - to talent posiada nas, czyli albo się pisze, albo myśli o pisaniu. Właściwie rację miał pijany w sztok Truman Capote, który na wystąpieniu w Instytucie Filologii Angielskiej zanim spadł z podium, zapytał studentów, czemu siedzą w zatłoczonej sali zamiast siedzieć w domu i pisać. Myślę, że miał rację. No, tak pisać, ale co? Jeśli historie nie pojawiają się same pod sklepieniem czaszki to nie to. Warto zabrać się za coś innego. A jeśli się pojawiają człowiek piszący, jeśli jest uczciwy wobec samego siebie formę znajdzie, być może łatwiej niż wydawcę, nawet jeśli powieść, opowiadania będą świetne.
Pisarz, czy początkujący pisarz powinien się nie wstydzić i jeśli czegokolwiek to złych, wytartych, czy pretensjonalnych pomysłów. Swego czasu spacerowałem sobie z pewną bardzo atrakcyjną kobietą, która wyznała mi prawie konfesyjnym szeptem, że chciała by pisać o związkach z mężczyznami, miłości i jej widzeniu świata. Spacerowaliśmy sobie Puławską i myśląc jak ją zaciągnąć do łóżka opowiadałem o powieściach, pisarzach i światach, jakie były dla mnie ważne. Miałam sen, powiedziała, po chwili milczenia. Przyśniła mi się niedawno zmarła przyjaciółka i w tym śnie powiedziała, że ja także jestem martwa. Nie wiedziałem do końca co powiedzieć, zapytałem czemu więc tego nie robisz? Bo się wstydzę swoich rodziców, wiem, że cokolwiek napiszę i wydam oni to przeczytają. I choć więcej jej nie spotkałem uważam, że to była wspaniała chwila. Kobieta żyjąca uwagą innych, żywiąca się spojrzeniami mężczyzn przez moment była autentyczna. Niczego nie udawała. Pisząc trzeba być prawdziwym, nawet pierwotnym. No i trzeba mieć głód książek w sobie. Wszystko inne stworzy się samo, jeśli się chce. "Pisz takie książki, jakie chciałbyś czytać" - nic innego nie przychodzi mi do głowy, wybaczcie...
Przeczytałem z ciekawością porady dla chcących pisać i sądzę, że w sumie ogólnie mogą okazać się pomocne. Oczywiste jest, że talent, jeśli się go posiada należy szlifować. Pewni wtajemniczeni twierdzą, że jest odwrotnie - to talent posiada nas, czyli albo się pisze, albo myśli o pisaniu. Właściwie rację miał pijany w sztok Truman Capote, który na wystąpieniu w Instytucie ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Może niezbyt na temat, ale tak dla odświeżenia tematu:
Może niezbyt na temat, ale tak dla odświeżenia tematu:
@jerry44 i @AlpenGold
Przykro mi, że nie zrozumieliśmy się do końca. Początkowo zastanawiałem się, czy może napisałem coś niezgodnego z moimi przekonaniami, ale teraz widzę wyraźnie: wszystko w porządku, po prostu minęliśmy się gdzieś po drodze.
Zgadzam się, talentu nie da się nauczyć. Dlatego napisałem, że na niego trzeba sobie też zapracować, a to już inna sprawa. Chciałbym poznać człowieka, który tylko dzięki swojemu talentowi osiągnął znakomity sukces i był w stanie go utrzymać. I zgadzam się też, że dobrą historię można sknocić nieumiejętnie poprowadzonym tekstem, tylko że ja napisałem, że jak ktoś potrafi przedstawić dobrą opowieść (a więc dobrze ją napisać, dobrze poprowadzić tekst, niekoniecznie po mistrzowsku), to warsztat przyjdzie z czasem (co zakłada ciągły rozwój, naukę, praktykę). Użyję porównania (może choć odrobinę obrazowego): jeśli potrafię napisać dobre zdanie, następnie akapit, to z czasem nauczę się pisać dobre rozdziały i całe książki. Nie od razu można wyrzucić z siebie dobry tekst, a wiedza gdzie i jaki znak ma stać wcale go takim nie uczyni.
@AlpenGold
A czyż ja nie wyraziłem tego samego, tylko w nieco inny sposób?
@jerry44 i @AlpenGold
Przykro mi, że nie zrozumieliśmy się do końca. Początkowo zastanawiałem się, czy może napisałem coś niezgodnego z moimi przekonaniami, ale teraz widzę wyraźnie: wszystko w porządku, po prostu minęliśmy się gdzieś po drodze.
Zgadzam się, talentu nie da się nauczyć. Dlatego napisałem, że na niego trzeba sobie też zapracować, a to już inna sprawa....
@MJJW
Z dużą przyjemnością przeczytałem Twoje rozważania, ale i ja też czegoś nie zrozumiałem. "Zgadzam się, talentu nie da się nauczyć." Też się zgadzam:) "Dlatego napisałem, że na niego trzeba sobie też zapracować, a to już inna sprawa." Co to znaczy? Na talent "trzeba sobie zapracować"?!!! Czym? Jak?
@MJJW
Z dużą przyjemnością przeczytałem Twoje rozważania, ale i ja też czegoś nie zrozumiałem. "Zgadzam się, talentu nie da się nauczyć." Też się zgadzam:) "Dlatego napisałem, że na niego trzeba sobie też zapracować, a to już inna sprawa." Co to znaczy? Na talent "trzeba sobie zapracować"?!!! Czym? Jak?
@Kaliber48
Zatem śpieszę z wyjaśnieniem. Chodziło mi, że na talent trzeba też (to słowo-klucz) zapracować, a więc jeśli uznamy, że talent to pewna niezwykła umiejętość, która znajduje się w zakresie naszych możliwości, to, by ten talent miał odpowiednią wartość, najpierw trzeba wydobyć go na wierzch, a więc wykonać żmudną robotę. Potem już dochodzi szlifowanie tego talentu, choć zdaję sobie sprawę, że to wykracza nieco poza omawianą pracę (bo to już praca nad talentem, co również miałem na myśli). Wydaję mi się, że talent sam w sobie jest nieco jak kamień, jeśli jednak już zdecydujemy, jak go wykorzystać, może okazać się różnorodnym narzędziem, w przeciwnym razie przeleży niezauważenie, bo może nawet go nie szukaliśmy. Obawiam się jednak, że nawet najdłuższy komentarz na LC nie wystarczy w tym temacie, musiałbym spojrzeć na to szerzej.
@Kaliber48
Zatem śpieszę z wyjaśnieniem. Chodziło mi, że na talent trzeba też (to słowo-klucz) zapracować, a więc jeśli uznamy, że talent to pewna niezwykła umiejętość, która znajduje się w zakresie naszych możliwości, to, by ten talent miał odpowiednią wartość, najpierw trzeba wydobyć go na wierzch, a więc wykonać żmudną robotę. Potem już dochodzi szlifowanie tego talentu,...
Że tak zarzucę cytatem...
"- A ja myślałam, że to coś, co wyrasta z duszy artysty, ot tak.
- Ot tak wyrastają tylko wąsy i brodawki."
(Carlos Ruiz Zafón – Gra anioła)
MJJW, nawet jeśli ktoś ma wrodzony talent do wymyślania dobrych historii, to technikę, czyli warsztat, trzeba jednak w sobie wyrobić. Owszem, czytanie, słuchanie, pisanie, itd., są tutaj nieuniknione i stanowią podstawę do tego, aby coś stworzyć. Ja myślę, że porady autora tego artykułu są dobre i przydadzą się początkującym (zresztą sam to napisał w dwóch pierwszych zdaniach, a raczej pytaniach). A początkujący raczej nie napisze od razu arcydzieła. Jeśli nie porzuci pisania na początku, to w końcu odnajdzie swoją drogę, własne sposoby i zapewne spostrzeże, że pisanie to nie matematyka, gdzie cyferki można podstawić do jednego, stałego wzoru. ;)
Że tak zarzucę cytatem...
"- A ja myślałam, że to coś, co wyrasta z duszy artysty, ot tak.
- Ot tak wyrastają tylko wąsy i brodawki."
(Carlos Ruiz Zafón – Gra anioła)
MJJW, nawet jeśli ktoś ma wrodzony talent do wymyślania dobrych historii, to technikę, czyli warsztat, trzeba jednak w sobie wyrobić. Owszem, czytanie, słuchanie, pisanie, itd., są tutaj nieuniknione i...
Do MJJW. Drogi kolego. Talentu nie da się nauczyć. Jeśli ktoś nie ma "iskry Bożej", to jej nie zdobędzie. O tyle właśnie mają sens rozważania techniczne, żeby unikać błędów warsztatowych. Osoby, które zaczynają przygodę z pisaniem, albo chcą po prostu napisać dobry pamiętnik, żeby go potem przekazać swoim dzieciom, mogą się z tego typu poradników czegoś dowiedzieć. Ja sam (choć wydaje mi się, że wiem sporo) czytałem tekst z przyjemnością, zaśmiewając się z podanych przykładów. Technika jest po to, żeby ją znać, a potem można (świadomie) odstępować od niektórych zasad, jeśli nasz twórczy zamysł właśnie taki jest. Czy ważna jest opowieść, a nie warsztat? Moim zdaniem treść jest dopiero na drugim miejscu. Jeśli ktoś potrafi opowiadać, to z wyprawy po chleb i mleko do sklepu za rogiem zrobi wciągającą i zabawną historię, a jeśli ktoś nie potrafi, jeśli zdania "trzeszczą" do bólu zębów, to z ciekawych przygód robi się gniot. A więc najpierw talent, potem warsztat, na końcu opowieść. Jeśli zagrają wszystkie 3 elementy, to mamy powieść wybitną, ale jeśli nie ma pierwszych 2, to nie uratuje ich nawet najciekawsza opowieść. Żeby historia była ciekawa, trzeba ją umieć opowiedzieć. Kropka.
Do MJJW. Drogi kolego. Talentu nie da się nauczyć. Jeśli ktoś nie ma "iskry Bożej", to jej nie zdobędzie. O tyle właśnie mają sens rozważania techniczne, żeby unikać błędów warsztatowych. Osoby, które zaczynają przygodę z pisaniem, albo chcą po prostu napisać dobry pamiętnik, żeby go potem przekazać swoim dzieciom, mogą się z tego typu poradników czegoś dowiedzieć. Ja sam...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Po przeczytaniu artykułu i wszystkich komentarzy, dochodzę do smutnego wniosku: więcej tu formalistów, niż literatów. O ile dbałość i językowa poprawność oraz gładkość stylu jest ważna, o tyle nie zastąpi ona dobrej historii. Nie da się stylistyką zatuszować sztampowości i kiczu. Zatem jeśli ktoś zastanawia się jakiego separatora użyć, jaki znak powinien być najlepszy, a także jakich słów unikać, czy wręcz przeciwnie: jakich używać więcej, powinien przemyśleć sprawę, czy ma coś ważnego do powiedzenia. Z czasem warsztat sam przychodzi i jeśli już ktoś potrafi przedstawić dobrą opowieść, to opanuje też umiejętność odpowiedniej redakcji tekstu, którą i tak zajmują się specjaliści, chyba, że ktoś wydaje na własną rękę i zajmuje się tym sam. Podstawowe rady dla piszących powinny brzmieć prosto: czytaj, pisz, słuchaj, wątp, zadawaj dużo pytań... Ten repertuar dałoby się z powodzeniem rozszerzyć, ograniczę się jednak do tych kilku poleceń.
Narzekamy na to, że w szkołach nie uczą pisać prozy lub poezji (podreślam: prozy lub poezji, bo pisać uczą). Też mi przykro z tego powodu. Sądzę jednak, że gdyby uczono świadomego czytania, do tego czytania ze zrozumieniem, wówczas kursy creative writiingu (wybacz, Meszuge, ale używam tu konkretnego pojęcia, nie bawię się wcale w językową ekwilibrystykę) mogłby stanowić dodatek, a nie fundament. Wydaje się, że pewne rady mają zastosowanie i należy ich przestrzegać, dzięki czemu tekst będzie bardziej profesjonalny. Wystarczy jednak poczytać nieco uznanych pisarzy (uznanych w pewnych środowiskach), zwłaszcza takich, których wydaje się w kilkuset tysiącach egzemplarzy nakładu oraz tłumaczy na obce języki (kwestia tłumaczenia to osobna kwestia), by zauważyć, że niektóre złote zasady nie znajdują potwierdzenia. Zdarza się.
Co najważniejsze, przeczytanie setek stron poradników nie zrobi z człowieka zdolnego twórcy, nie przemieni grafomana w literata. Jedyne czego można się nauczyć to warsztat (i o tym wspomina wymieniony King), czyli można stać się rzemieślnikiem, wyrobnikiem, wytwórcą, taśmą produkcyjną (wystarczy spojrzeć na bibliografię Kinga), ale na dobry styl, na język, na poziom, nawet na talent (którego na szczęście Kingowi nie brakuje) trzeba ciężko zapracować. (I można oszaleć.) A najlepiej kiedy obie te rzeczy idą obok siebie w parze...
P.S. A tak na marginesie polecam Poszukiwanie Gołubiewa, czy Alchemię słowa Parandowskiego, dobre książki, a mniej "hipsterskie". :)
Po przeczytaniu artykułu i wszystkich komentarzy, dochodzę do smutnego wniosku: więcej tu formalistów, niż literatów. O ile dbałość i językowa poprawność oraz gładkość stylu jest ważna, o tyle nie zastąpi ona dobrej historii. Nie da się stylistyką zatuszować sztampowości i kiczu. Zatem jeśli ktoś zastanawia się jakiego separatora użyć, jaki znak powinien być najlepszy, a...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBardzo interesujące. Cenna inicjatywa.
Bardzo interesujące. Cenna inicjatywa.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamBardzo fajny tekst. Proszę o więcej. Mam tylko zastrzeżenia odnośnie pauz. Mnie korekta zmienila pol-pauzy na pauzy. I moim zdaniem wygląda to lepiej. Wielkość pauz i akapitów zależy od wybranej czcionki. Calosc musi być spójna. Sorry za literowki, klikam z telefonu.
Bardzo fajny tekst. Proszę o więcej. Mam tylko zastrzeżenia odnośnie pauz. Mnie korekta zmienila pol-pauzy na pauzy. I moim zdaniem wygląda to lepiej. Wielkość pauz i akapitów zależy od wybranej czcionki. Calosc musi być spójna. Sorry za literowki, klikam z telefonu.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamświetny artykuł,czekam na dalsze części:-)
świetny artykuł,czekam na dalsze części:-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZ doświadczenia wiem, że dialogi są zmorą wielu początkujących "pisarzy", ale także tych, którzy mają już pewne zaplecze. Prawdę powiedziawszy nie do końca rozumiem z czego bierze się ten problem. Najważniejsza rzecz to pisać z głową i nie zastanawiać się tysiąc razy nad daną wypowiedzią swojego bohatera.
Z doświadczenia wiem, że dialogi są zmorą wielu początkujących "pisarzy", ale także tych, którzy mają już pewne zaplecze. Prawdę powiedziawszy nie do końca rozumiem z czego bierze się ten problem. Najważniejsza rzecz to pisać z głową i nie zastanawiać się tysiąc razy nad daną wypowiedzią swojego bohatera.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTekst ten jest interesujący dla osób, które jak ja, nie zamierzają pisać i są typowymi ścisłowcami.
Tekst ten jest interesujący dla osób, które jak ja, nie zamierzają pisać i są typowymi ścisłowcami.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamJa jeszcze gdzieś czytałam, że najlepiej rezygnować ze słów typu "powiedział", "rzekł" na rzecz "zawahał się", "stwierdził" itp. W sumie ma to jakiś sens, bo zaoszczędza się na przysłówkach :)
Ja jeszcze gdzieś czytałam, że najlepiej rezygnować ze słów typu "powiedział", "rzekł" na rzecz "zawahał się", "stwierdził" itp. W sumie ma to jakiś sens, bo zaoszczędza się na przysłówkach :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamWydaje mi się, że bardziej chodzi o urozmaicenie tekstu. "Powiedział" i "rzekł" to takie sztampowe słowa. Zresztą podobnie jest z "być" i "który". Lepiej kombinować tak, żeby było ich jak najmniej. ;)
Wydaje mi się, że bardziej chodzi o urozmaicenie tekstu. "Powiedział" i "rzekł" to takie sztampowe słowa. Zresztą podobnie jest z "być" i "który". Lepiej kombinować tak, żeby było ich jak najmniej. ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamŚwietny artykuł. Czekam na kolejne :3
Świetny artykuł. Czekam na kolejne :3
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Porady natury technicznej z pewnością są przydatne i nikomu nie zaszkodzą.
Im głębiej w las, tym ostrożniej należy jednak stąpać na ścieżce poradnictwa, szczególnie wobec jawnego braku krytycyzmu u wielu czytelników.
Powtarzanie za Kingiem złotej reguły, że przysłówki to zło wcielone, uważam za szkodliwe, podobnie zresztą jak sporą część samej cytowanej pozycji. Przysłówek to normalna część mowy i jako taki przy umiejętnym zastosowaniu wzbogaca tworzoną prozę. Łagodzenie złotej reguły poprzez dodanie, iż można je stosować, ale z umiarem, całkowicie ją rozmywa, bo umiar wskazany jest zarówno przy stosowaniu przysłówków, czasowników, jak i używek czy siły. Umiar, jak twierdził już nieco poprzedzający Kinga Horacy, powinien być regułą działalności człowieka. Dotyczy to również pisania - stąd może brak specjalistycznych zajęć w szkołach o profilu ogólnym, by nie zachęcać do twórczości literackiej ludzi, którym wydaje się, że to "fajny pomysł". Pisanie powinno być poprzedzone przez mnóstwo czytania (tu akurat King słusznie prawi) i wynikać z wewnętrznej potrzeby, a nie nierealnych wyobrażeń. Zarówno "Jak pisać", jak i niniejszy artykuł takie wyobrażenia podsycają i przyczyniają się do produkcji literackich wannabes, którym z kolei marzy się produkcja książek, bo o niej właśnie opowiada King w swoim poradniku.
Zasada dotycząca przysłówków nie powinna zatem według mnie brzmieć "Unikaj przysłówków", tylko "Unikaj pisania, jeśli musisz unikać przysłówków".
Porady natury technicznej z pewnością są przydatne i nikomu nie zaszkodzą.
Im głębiej w las, tym ostrożniej należy jednak stąpać na ścieżce poradnictwa, szczególnie wobec jawnego braku krytycyzmu u wielu czytelników.
Powtarzanie za Kingiem złotej reguły, że przysłówki to zło wcielone, uważam za szkodliwe, podobnie zresztą jak sporą część samej cytowanej pozycji. Przysłówek...
Pisanie powinno wynikać z pewnych wewnętrznych potrzeb, to fakt. Ale z drugiej strony po co uczy się nas muzyki i plastyki? To są takie dziedziny, które też powinny wynikać z wewnętrznej potrzeby. (Chociaż może nie zagłębiajmy się w system szkolnictwa w naszym kraju...) Uczeń szkoły podstawowej według obowiązującej podstawy programowej ma umieć napisać opowiadanie z dialogiem. Moim zdaniem to wystarczający powód, żeby poruszyć kwestię zapisu dialogów. Stąd wydaje mi się, jak wcześniej pisałam, że miałam taką lekcję, ale jak widać jestem wyjątkiem... Niemniej, nadal nie widzę nic złego w tym, żeby uczyć zapisu dialogów (zwłaszcza, że to nie jest bardzo obszerny temat, można się zmieścić w jednej czy dwóch lekcjach).
Inna sprawa jest z poruszonymi przez Ciebie zajęć o takim charakterze w szkołach o profilu ogólnym. Nie wiem, czy chodziło o profile klas, czy może o gimnazjum (w liceum każda klasa ma profil, w gimnazjum niekoniecznie, ale też się tak zdarza). W każdym razie nie rozumiem, dlaczego ludzie w takich szkołach/klasach nie mieliby posiąść takiej wiedzy. Osoby, które piszą, nie zawsze idą na profil humanistyczny. Znam dużo osób, które są ścisłowcami, a mimo tego piszą (a już tym bardziej dużo czytają). A może właśnie dzięki takiej lekcji jednej osobie na tysiąc spodoba się pisanie, stwierdzi, że to "fajny pomysł", będzie się starać i wyrośnie na drugiego Mickiewicza? Myślę, że pasja, jaką jest pisanie, to jedno, a kształcenie się w danym kierunku to drugie. ;)
Pisanie powinno wynikać z pewnych wewnętrznych potrzeb, to fakt. Ale z drugiej strony po co uczy się nas muzyki i plastyki? To są takie dziedziny, które też powinny wynikać z wewnętrznej potrzeby. (Chociaż może nie zagłębiajmy się w system szkolnictwa w naszym kraju...) Uczeń szkoły podstawowej według obowiązującej podstawy programowej ma umieć napisać opowiadanie z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Muzyka, plastyka i literatura jako formy artystycznej aktywności różnią się od siebie pod kilkoma względami, między innymi dostępności narzędzi i łatwości w posługiwaniu się nimi (na lekcjach muzyki w szkołach niemuzycznych, o ile mi wiadomo, nie uczy się zasad komponowania). Pisanie, jako (pozornie) najłatwiejsze, narażone jest na najwyższą liczbę adeptów ulegających iluzji tej łatwości. Zajęcia z pisania w połączeniu z propagowaniem rzekomo niezawodnych reguł sztuki przyczyniają się w mojej opinii do umacniania i upowszechniania tej iluzji. Nie byłoby problemu, gdyby istotnie, jak piszesz, w efekcie jednej osobie na tysiąc spodobało się pisanie, ale wedle mojej wiedzy proporcje są inne.
Pisarstwo nie sprowadza się do wiedzy, jakiej długości kreskę postawić i jaką część objętości książki mogą stanowić dialogi. Napisałem wcześniej, że pisarstwo powinno wynikać z wewnętrznej potrzeby. Uściślę zatem, że chodzi o potrzebę powiedzenia czegoś, a nie po prostu pisania. Odwracamy tu kolejność, ucząc młodych ludzi pisania, gdy tymczasem powinniśmy ich uczyć myślenia. Dopiero po zgromadzeniu znaczącej liczby doświadczeń i gruntownym ich przemyśleniu można napisać coś wartościowego. Tej informacji brakuje mi w poradniku Kinga i w niniejszym artykule.
Muzyka, plastyka i literatura jako formy artystycznej aktywności różnią się od siebie pod kilkoma względami, między innymi dostępności narzędzi i łatwości w posługiwaniu się nimi (na lekcjach muzyki w szkołach niemuzycznych, o ile mi wiadomo, nie uczy się zasad komponowania). Pisanie, jako (pozornie) najłatwiejsze, narażone jest na najwyższą liczbę adeptów ulegających...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejBędę śledzić te artykuły, bardzo fajnie napisane i z pewnością się przydadzą! :)
Będę śledzić te artykuły, bardzo fajnie napisane i z pewnością się przydadzą! :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTe rady w jakiś sposób pomogą mi wyrobić lepsze akcentowanie poszczególnych wyrazów.Sam trochę pisze i staram się używać dialogów z umiarem.Do tej pory kierowałem się własną wizją tego jak ma wyglądać dialog,teraz będę musiał wprzęgnąć swoje dialogi w te ramy o których mowa.
Te rady w jakiś sposób pomogą mi wyrobić lepsze akcentowanie poszczególnych wyrazów.Sam trochę pisze i staram się używać dialogów z umiarem.Do tej pory kierowałem się własną wizją tego jak ma wyglądać dialog,teraz będę musiał wprzęgnąć swoje dialogi w te ramy o których mowa.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zawsze warto nauczyć się albo dowiedzieć czegoś nowego. Z zainteresowaniem czekam na kolejne lekcje. Wprawdzie dawno, dawno temu uczono mnie baaardzo ostrożnie i z dużym dystansem podchodzić do wszelkich porad, które zaczynają się od infantylnego „tytułem wstępu” oraz zawierających irytujące manieryzmy w postaci kompletnie nieuzasadnionego i nadużywanego przez gimnazjalistów szyku przestawnego, na przykład: „o pomidorach słów kilka”, „o kobietach słów kilka” (po polsku i bez udziwnień byłoby: „kilka słów o pomidorach”, „kilka słów o kobietach”), ale to pewnie zupełnie nieaktualne już porady i nauki.
Pamiętam też informację: Dobra wiadomość jest taka, że jeżeli ktoś już zdobędzie uznanie nie mniejsze, niż Cyprian Kamil Norwid („Bema pamięci żałobny rapsod”), będzie mógł stosować szyk przestawny bez ograniczeń.
Czego to ludzie kiedyś nie pletli… :-)
Zawsze warto nauczyć się albo dowiedzieć czegoś nowego. Z zainteresowaniem czekam na kolejne lekcje. Wprawdzie dawno, dawno temu uczono mnie baaardzo ostrożnie i z dużym dystansem podchodzić do wszelkich porad, które zaczynają się od infantylnego „tytułem wstępu” oraz zawierających irytujące manieryzmy w postaci kompletnie nieuzasadnionego i nadużywanego przez...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPrzyadatne, złote rady dla początkujących aż jestem ciekawa o czym będzie mowa dalej. :)
Przyadatne, złote rady dla początkujących aż jestem ciekawa o czym będzie mowa dalej. :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam