Życie z blondynką

Okładka książki Życie z blondynką
Ewa Manasterska Wydawnictwo: Zysk i S-ka popularnonaukowa
180 str. 3 godz. 0 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Data wydania:
2002-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Liczba stron:
180
Czas czytania
3 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7298-147-7
Średnia ocen

                5,3 5,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Życie z blondynką w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Życie z blondynką

Średnia ocen
5,3 / 10
44 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
714
162

Na półkach:

A mi się spodobała! Co prawda kilkadziesiąt stron jakby żywcem wyjęte z M jak miłość ale akurat przy lekkiej bezsenności jaka mnie zaatakowała przebrnąłem przez to. Dodam iż nie jest to arcydzieło, ot taka miła odskocznia, właściwie taka komedyjka. Jestem na tak ;)

A mi się spodobała! Co prawda kilkadziesiąt stron jakby żywcem wyjęte z M jak miłość ale akurat przy lekkiej bezsenności jaka mnie zaatakowała przebrnąłem przez to. Dodam iż nie jest to arcydzieło, ot taka miła odskocznia, właściwie taka komedyjka. Jestem na tak ;)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

90 użytkowników ma tytuł Życie z blondynką na półkach głównych
  • 68
  • 22
24 użytkowników ma tytuł Życie z blondynką na półkach dodatkowych
  • 15
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Drań na kanapie czyli co 27 mężczyzn myśli o miłości, rozstaniach, ojcostwie i wolności Daniel Jones
Drań na kanapie czyli co 27 mężczyzn myśli o miłości, rozstaniach, ojcostwie i wolności
Daniel Jones
XXI w. – czas, kiedy przychodzi nam zmierzyć się z konsekwencjami walk feministek o równouprawnienie. O noszenie spodni, karierę zawodową i równe z mężczyznami zarobki. Ale co z tradycyjną rolą kobiet? Co z zajmowaniem się domem, opieką nad dziećmi, sprzątaniem czy gotowaniem? Kto w sytuacji, kiedy matka realizuje się zawodowo, przejmuje obowiązki, o których nie da się przecież zapomnieć? Mężczyźni? Ojcowie? A i owszem, coraz częściej możemy zaobserwować nowy model rodziny – kobieta w pracy, a mąż w domu. Zamiana ról niewątpliwie ma swoje konsekwencje – panie zamieniają się w jędze, które biorą na siebie zbyt wiele zobowiązań, a panowie? Tytułowi dranie na kanapie? Miałam okazję czytać „Jędzę w domu” Cathi Hanauer, w której wypowiadały się współczesne kobiety, które zmagają się z nowym modelem rodziny, który coraz częściej możemy zaobserwować w społeczeństwie. Raz za razem ktoś decyduje się na związek partnerski, równe dzielenie obowiązków zawodowych i tych związanych z domem i dziećmi. Czasem rozwiązanie to wypala, czasem nie, co mogliśmy zauważyć w „Jędzy w domu”. Ale co z mężczyznami? Jak oni zapatrują się na ten nowy model, który zaczyna spychać ich do dziecięcych pokoi i kuchni wypełnionej brudnymi garami i bulgoczącą na kuchence zupą? Właśnie dlatego powstał ciąg dalszy, a raczej przeciwieństwo „Jędzy…”, czyli „Drań na kanapie”, w którym to mężczyźni zabierają głos w tej jakże istotnej sprawie. Tym razem spotykamy się z 27 facetami, którzy wypowiadają się nie tylko na temat nowego modelu rodziny, ale również wolności, ojcostwa, zdrady i rozwodów. Myśląc stereotypowo, wydaje nam się, że to niemożliwe, żeby mężczyźni otwierali się przed publicznością ukazując swoje głęboko skrywane emocje. Przecież faceci są prości jak budowa cepa, więc gdzie tu opcja na gadanie o uczuciach? Oj, mylicie się w swoim bardzo błędnym myśleniu. To, że na co dzień mężczyźni się nie uzewnętrzniają, nie znaczy to, że nie myślą i nie czują. Tutaj mamy świetny dowód na to, że jednak tak jest, bo wypowiadający się w publikacji mężczyźni opowiadają o swoim życiu z niebywałą szczerością i wrażliwością, która zaskakuje. Mój ulubiony tekst, który zadziwił mnie męską uczuciowością, był tekst Elwooda Reida „Nie chciała Wrażliwego Faceta New Age – chciała mnie”. Jednakże znów pojawia się ten sam problem, który pojawił się w przypadku „Jędzy w domu”. Otóż trudno odnieść realia przedstawione w książce, do tych naszych polskich, zupełnie odmiennych. Bo po pierwsze, model rodziny, w którym to kobieta zarabia, a mężczyzna zajmuje się domem, wciąż jest naprawdę rzadki, przede wszystkim przez to, że nie możemy sobie pozwolić na to, by tylko jeden małżonek pracował – większości społeczeństwa nie stać na taki luksus. A po drugie, w książce w głównej mierze wypowiadają się reporterzy, redaktorzy i freelancerzy, którzy mogą pozwolić sobie na pracę w domowym zaciszu (bądź chaosie) – ilu Polaków pracuje w domu, zarabiając na zleceniach, które napływają nieregularnie? Jak na moje oko, niewielu, przynajmniej w moim bliższym i dalszym otoczeniu. To trochę ujmuje na wartości publikacji, gdyż nie jesteśmy w stanie odnieść jej do własnego życia i do polskich realiów. Tak więc czyta się przyjemnie, owszem, ale z chęcią przeczytałabym takie publikacje, zarówno wypowiedzi kobiet, jak i mężczyzn, w wersji polskiej – może wtedy łatwiej byłoby nam się utożsamić z bohaterami czy wypowiadającymi się osobami. W żadnym wypadku nie żałuję, że przeczytałam zarówno „Jędzę…”, jak i „Drania…”, bo były to naprawdę wartościowe teksty, dzięki którym poznałam instytucję małżeństwa i rodziny z trochej innej perspektywy – w głównej mierze takiej, której sama nie chciałabym w swoim życiu spotkać, więc teraz wiem, czego się wystrzegać i do czego nie dążyć. Polecam, jako przyjemną, często pełną humoru i wzruszeń, ciekawostkę.
Kamila - awatar Kamila
oceniła na 6 13 lat temu
... i wtedy moja córka powiedziała Małgorzata Kalicińska
... i wtedy moja córka powiedziała
Małgorzata Kalicińska Marek Knap-Zagóra
Mądry, lecz nie przeintelektualizowany. Lekki, lecz nie trąca banałami. Zbiór opowiadań nawiązujących do dzieciństwa dzieci Pani Małgorzaty Kalicińskiej, wzbogaconych jakże trafnymi komentarzami Pana Marka Knapa-Zagóry. Całość spójna, zachęcająca do zastanowienia się nad różnymi aspektami życia rodzinnego, a zwłaszcza nad relacjami. Stanowi kolejny dowód na to, iż wiedzę można przekazać w interesujący sposób, bez budzenia w czytelniku poczucia winy. W zamian dostarczając wyważoną porcję humoru refleksji. Szczerość a nie krytyka. Pielęgnowanie tego, co wartościowe. Zrozumienie dla różnorodności ról pełnionych w rodzinie i wynikających z nich zadań. Pięknie ukazane uczucia. Wiele zdań godnych cytowania. Dzisiaj wybieram dwa dotyczące ról: „Kobiety nadają dzieciom niepowtarzalną tożsamość. Właśnie po to przechowują w pamięci wszystkie te smakowite szczegóły, którymi zadręczają swe latorośle do czasu, aż one same zaczną to robić własnemu potomstwu”. „Rodzeństwo uczy naprawiać relacje, doceniać ich niepowtarzalną wartość, zamiast zepsute wyrzucać do kosza i poszukiwać wciąż nowych”. A dodatkowo, a może przede wszystkim, dwie piękne wypowiedzi syna o mamie: „A moją mamę to najbardziej kocham za to, że gwiżdże na palcach i ma poczucie humoru. My się domu dużo śmiejemy”. „- Baśka, jak ty głupia jesteś. Matka nas bardzo kocha, a to, że » fuczy i huczy«, to się nazywa: PROCES WYCHOWAWCZY. Potem jej przejdzie, mówiła mi. Zobaczysz”.
eduko7 - awatar eduko7
ocenił na 9 6 lat temu
Kochać z otwartymi oczami Jorge Bucay
Kochać z otwartymi oczami
Jorge Bucay Silvia Salinas
O książce Jorge Bucay’a „Kochać z otwartymi oczami” wspomniałam już w ubiegłotygodniowej recenzji innej pozycji autora, a mianowicie „Listy do Klaudii”. Już wówczas zdradziłam, że bardzo mi się spodobała i była dla mnie swoistą lekcją. Dała mi porządnego kopa w tyłek i wytknęła mi najbardziej drażliwe słabości czy niedoskonałości mojej osobowości. Książka „Kochać z otwartymi oczami” ujęta jest w podobną formę co „Listy do Klaudii” jednak trochę udoskonaloną i uwspółcześnioną. Mamy tu do czynienia z wymianą e-maili między kobietą psychologiem terapeutą a dwoma mężczyznami, którzy w przypadkowy sposób korzystają z jednego adresu poczty elektronicznej. Laura wysyła wiadomości do swojego znajomego, z którym zamierza napisać książkę, jednak odczytuje je przypadkowy, typowy mężczyzna, który nie radzi sobie w związkach. Robert początkowo nie zawraca sobie głowy nietypowymi e-mailami, jednak po pewnym czasie postanawia przeczytać jednego z nich. W ten sposób zostaje zaintrygowany przez kobietę i choć początkowo uważa jej teksty za idiotyczne, mimowolnie zaczyna snuć na ich temat refleksję. Doprowadza to do tego, że nie może doczekać się kolejnych listów… Nieraz zaznaczałam, że związek z moim partnerem opieram przede wszystkim na szczerej rozmowie. Nie chcę przed swoją drugą połówką niczego ukrywać i tego samego oczekuję w zamian. Milczenie, skrywanie własnych uczuć bądź zamykanie się w sobie nie daje nic, albo jedynie nieporozumienia i kłótnie. Według mnie nawet najgorsza prawda jest od tego lepsza. Nie można jednak ograniczać się tylko do „a dobra powiem co myślę i koniec tematu”. Nie, to nie o to chodzi. Wyjawiając swoje pewne myśli, odkrywając przed drugą osobą własne, najskrytsze uczucia czy wreszcie rozmawiając z nią szczerze, poznajemy samych siebie. Zauważamy wówczas własne błędy, a dzięki temu mamy możliwość rozpoczęcia pracy nad nimi. Po przeczytaniu książki Jorge Bucaya „Kochać z otwartymi oczami” zdałam sobie sprawę, że czasami jednak to nie wystarcza… Jestem uparta i czasami nie dopuszczam do siebie myśli, że ktoś może mieć rację. Nie zdarza się to często, lecz takie sytuacje mają niestety miejsce. Najbardziej zabolała mnie świadomość, kiedy okazało się, że zachowuję się tak w stosunku do swojego życiowego partnera. To było jedno z kopnięć, jakie dał mi autor poprzez swoją książkę. Na przykładach, które wydarzyły się również w naszym związku, uświadomił mi ile razy nie miałam racji. Ale dzięki temu zaczęłam na to zwracać szczególną uwagę i w tym kierunku rozpoczęłam pracę nad sobą i swoim charakterem. Czasami trafiałam także na opis sytuacji, kiedy właśnie ja miałam rację, ale nie potrafiłam do końca wytłumaczyć Pawłowi o co mi chodzi. Słowa Jorge Bucay’a mi w tym pomogły i wiele sporów dzięki temu zostało między nami rozwiązanych. Wiecie, bardzo lubię książki, którym „żyję” podczas czytania. Tak było w tym przypadku. Co chwilę chodziłam do Pawła rozpoczynając rozmowę „A wiesz, w tej książce pisze o…”, „Dowiedziałam się z tej książki, o…” etc. To była dla mnie skarbnica wiedzy na temat związku i tego jak na niego może wpłynąć praca nad samym sobą. To książka, która zdecydowanie polecam każdej parze, która pragnie pracować nad swoim związkiem i relacjami jakie w nim panują. To książka dla ludzi, którzy chcą otworzyć oczy i pokochać swojego partnera takim jakim jest, a nie jego wyidealizowany przez nas przez nas obraz. [Recenzja pochodzi z http://natblue.eu/]
Natasha Natblue - awatar Natasha Natblue
ocenił na 8 11 lat temu
Słowo jest w człowieku.  Poradnik językowy Jan Miodek
Słowo jest w człowieku. Poradnik językowy
Jan Miodek
Słowo jest w człowieku, zatem słowo żyje, ewoluuje podlega zmianom. To jest podstawowy wniosek, jaki wyciągnęłam z lektury. Moim zdaniem wybrano bardzo trafny tytuł. Z jednej strony, książka prof. Miodka to rzeczywiście poradnik językowy, jednak napisany w sposób zrozumiały dla ogółu społeczeństwa, swobodnym, dowcipnym stylem, znanym z telewizyjnych programów prowadzonych przez autora. Z drugiej strony czytelnik zaznajamiany jest z mechanizmami ewolucji języka. Może się dowiedzieć, jak powstają i utrwalają się nowe wyrazy, prześledzić, jak, na przestani wieków zmieniało się brzmienie i znaczenie słów oraz rozumieć, dlaczego wiele z nich bezpowrotnie zniknęło ze słowników. Lektura jest przyjemna, łatwo się czyta. Niektóre z omawianych przykładów wywołują mimowolny uśmiech, inne sprawią, że podrapiecie się po głowie, lub otworzycie oczy ze zdumienia. Mnie najbardziej zaskoczyło, że „opcja” to nie to samo (ani nawet prawie to samo), co „możliwość”. Inną ciekawostką jest fakt, że do roku 1936 wyrazy takie jak żuraw, chrust, nuta, but, rura i inne pisało się przez „ó”. Przekonałam się też, że nawet polonista może się czasem pomylić (dla zainteresowanych chodzi o rozdział „Pracownice i miłośniczki”), a Rada Języka Polskiego zmienia zdanie prawie tak często, jak politycy(rozdział: „Jastrzębie – jak Turze i Koźle”). Po lekturze postanowiłam częściej szukać synonimicznych określeń, i jak to mówią „dbać o piękno mowy ojczystej”. Zauważyłam jednak, że sam autor też szczególnie upodobał sobie pewne słowo, a chodzi mi o przymiotnik „manieryczny”. Książkę napisano w taki sposób, by można ją było czytać „na wyrywki”. Z tego powodu, czytając wszystko, od początku do końca, natraficie na powtarzające się przykłady. Z początku może to nieco irytować. Po jakimś czasie przestaje przeszkadzać. Ogółem opinia pozytywna. Duży plus dla pana profesora, za otwartość na zmiany zachodzące w języku polskim. Polecam szczególnie tym, którym zasady rządzące językiem wydają się nielogiczne i bezpodstawne.
Milka - awatar Milka
oceniła na 9 12 lat temu
Jak żyć z neurotycznym kotem Stephen Baker
Jak żyć z neurotycznym kotem
Stephen Baker
Patrząc na komentarze poprzedników, mam wrażenie, że nikt nie spojrzał na rok wydania książki. W Polsce to 2008, ale oryginał, a więc treść, sposób patrzenia na kota oraz ilustracje, pochodzą z 1985 roku. Natknęłam się na nią przez przypadek na zajęciach bibliotekarskich na studiach i pożyczyłam od prowadzącej, głównie z ciekawości. Ciekawości, jak wyglądały tego typu książki, patrzące na koty z przymrużeniem oka, dawniej. Mam za sobą już lekturę kilku takich pozycji, napisanych współcześnie: "Typowy kot", seria "Jak wytresować kota" D. Ratajczaka, "Kot. Instrukcja obsługi" D. Brunnera i S. Stalla... Niezadowolonych dzisiaj przeze mnie recenzowaną starocią odsyłam właśnie do nich, znajdziecie tam aktualną i nieco bardziej merytoryczną wiedzę, z dużą dawką humoru, ale nie oszukujmy się, to są książki pisane dla pośmiania się. Jeśli poszukujecie poradnika, to polecam "Rozmowę z kotem" behawiorystki M. Biegańskiej-Hendryk oraz dowolną książkę o kotach Jacksona Galaxy, znanego kociego behawiorysty, prowadzącego program TV "Kot z piekła rodem". Nie przedłużając, przejdźmy do meritum. Książka jest bardzo króciutka, czas czytania mocno zawyżony, ale wyznacza go algorytm na podstawie liczby stron i nie uwzględnia faktu, że chyba ze trzy czwarte stron to obrazki. Nie śmiałam się w głos, przyznaję, ale żarty mnie rozbawiły. Tak naprawdę niewiele różnią się od humoru kociarzy widocznego w nowych tego typu publikacjach. W odróżnieniu od tej tutaj nowsze książki pokazują jedynie, jak bardzo zmieniła się wiedza na temat zachowań kotów, oraz świadomość samych właścicieli. Autorzy są o wiele bardziej świadomi takich spraw, jak szkodliwość usuwania pazurków czy też rzeczywista przyczyna, dla której koty wydają się wredne. Powiedziałabym wręcz, że po tej pozycji spodziewałam się o wiele bardziej zaściankowego myślenia, a kot jest tutaj przedstawiony jako pan i władca właściciela - tak jak i w dzisiejszych satyrach. Drobne zgrzyty wynikają po prostu ze zmiany myślenia - wiele elementów życia już się zdezaktualizowało. Dzisiaj koty raczej zamiast namiętnie oglądać telewizję, uwalą się na ciepłej klawiaturze komputerowej, albo przejdą się po niej, odkrywając przed właścicielem niestworzone skróty klawiszowe. Nie będą usiłowały pisać listów na maszynie, ale w internecie krążą filmiki z kotami, które wysłały szefom właścicieli mejle z przypadkowo wciśniętymi znakami. Więc czy naprawdę jest się o co oburzać? Biorąc pod uwagę kontekst historyczny, książka jest dobra. Zapewnia godzinkę dobrego humoru oraz refleksję na temat tego, jak życie kociarzy pod wieloma względami pozostało niezmienne od lat, a pod innymi - uległo całkowitej transformacji. Zdecydowanie nie należy jej czytać bez świadomości, kiedy powstała treść - inaczej tej refleksji zabraknie, oraz można wziąć sobie do serca porady o żywieniu futrzaka oraz usuwaniu pazurków, które faktycznie są dzisiaj antynaukowe. Nie jest zła, po prostu trzeba być świadomym, co się czyta, i poddawać to krytycznemu myśleniu.
MagicalNelly - awatar MagicalNelly
ocenił na 6 3 lata temu

Cytaty z książki Życie z blondynką

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Życie z blondynką


Ciekawostki historyczne