Żeglarz

Okładka książki Żeglarz
Nicholas Monsarrat Wydawnictwo: Książnica powieść historyczna
523 str. 8 godz. 43 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Master Mariner
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
523
Czas czytania
8 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
8385348662
Tłumacz:
Henryka Stępień
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żeglarz w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Żeglarz

Średnia ocen
7,2 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1390
1106

Na półkach: ,

Jeśli ktoś szuka opowieści marynistycznej napisanej z rozmachem, polecam ,, Żeglarza'' Nicholasa Monsarrata. To historia Mateusza Lawe, sieroty i włóczęgi, który zaciągnąwszy się na statek rozpoczął życie marynarza. Akcja zaczyna się w roku 1588 za panowania Elżbiety I, Mateusz przy boku legendarnego Franciszka Drake walczy z hiszpańską Wielką Armadą. Niestety chłopak stchórzył i nie wykonał rozkazów kapitana. Czarownica Morag przepowiedziała mu, że nie umrze, dopóki nie odpokutuje swojego tchórzostwa.Tak zaczynają się przygody Mateusza , które trwają....dwa wieki, zmieniają się czasy, królowie, lata upływają a marynarz wciąż młody zmienia kolejne statki i kapitanów. Był zwykłym marynarzem, nawigatorem, okrutnym piratem i poławiaczem ryb, jego przygody kończą się w 1790 roku. Co ciekawe cześć książkowych postaci jest autentyczna, min kapitanowie statków ,na które zaciągał się Mateusz. Książka jest obszerna, ale dobrze się ją czyta, ja lubię morskie opowieści, więc lektura była jak najbardziej dla mnie.

Jeśli ktoś szuka opowieści marynistycznej napisanej z rozmachem, polecam ,, Żeglarza'' Nicholasa Monsarrata. To historia Mateusza Lawe, sieroty i włóczęgi, który zaciągnąwszy się na statek rozpoczął życie marynarza. Akcja zaczyna się w roku 1588 za panowania Elżbiety I, Mateusz przy boku legendarnego Franciszka Drake walczy z hiszpańską Wielką Armadą. Niestety chłopak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Żeglarz na półkach głównych
  • 38
  • 21
13 użytkowników ma tytuł Żeglarz na półkach dodatkowych
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Nicholas Monsarrat
Nicholas Monsarrat
Nicholas Monsarrat was born in Liverpool in 1910. At the beginning of the war he joined the RNVR as a sub-lieutenant and attained the rank of Lieutenant-Commander. He died in August 1979 and his ashes were later scattered over the sea.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Egipcjanin Sinuhe Mika Waltari
Egipcjanin Sinuhe
Mika Waltari
Książkę tę mam na liście “do przeczytania” od zawsze, a zabieram się do niej jak do jeża, bo jakoś kojarzy mi się z “Faraonem”. I nie wiem co miałbym do tej ostatniej mieć, bo monument filmowy Kawalerowicza nawet mi się kiedyś jakoś podobał, a oryginału Prusa przecież nie czytałem. Odwagi więc! No więc, czy trzeba było bać się powieści Waltariego? O czym jest opowieść Egipcjanina Sihnue? Jest z pewnością opowieścią o tamtych czasach, czy raczej o naszym wyobrażeniu o tamtym Egipcie; o państwie, które czasy największej świetności ma już zdaje się za sobą, a obecnie toczone jest problemami zewnętrznymi (jak konieczność toczenia większych i mniejszych wojen z mniej lub bardziej wrogimi i agresywnymi sąsiadami) oraz wewnętrznymi (jak spiski, walka o władzę czy słabości opisywanych faraonów). W takich to czasach dzieje się opowieść Sinuhe, którego to zmienność losów i niestałość szczęścia zdaje się znamienna dla epoki. A podana jest w księgach - godnie jak u jakiego Herodota czy innego Tukidydesa. W prostym odczytaniu jest więc o ludzkim losie jako swoistym wahadle, którego ruchy są jak zyskiwanie i tracenie bogactwa, szczęście i rozpacz po nim następująca, miłość i utraty kolejnych obiektów miłości. A wydarzenia te cykliczne jak Nil wylewający i ustępujący na przemian. Może to rytmiczność rzeki wydarzenia te kreuje i napędza? Jest też - głębiej sięgając w znaczenia książki - o postprawdzie, którą tworzy się od zawsze zwalając pomniki przeszłych władców, albo skuwając podpisy na marmurowych popiersiach po to tylko, by wykuć tam imiona własnych przodków. O niezmienności wydarzeń, gdzie “nil novi sub sole”, jak miano stwierdzić za lat tysiąc i stwierdzać do dziś - przez kolejne dwa milenia. Choć inni powiadają, że właśnie “nic dwa razy się nie zdarza”... Mamy opowieść o sektach kapłańskich uzurpujących sobie prawo do władzy - nie tylko nad “rzędami dusz”, ale i nad - o zgrozo - boskim faraonem. Dziel i rządź, wychowuj młodzież i opychaj się mięsem zwierząt ofiarnych! Nie jest to jakoś znajoma narracja? W ogóle i w ten sposób można spojrzeć na tę książkę z szerszej perspektywy; w rzeczywistości jest ona - podaną pod starożytnym płaszczem (tuniką może?) - opowieścią o nas samych, nawet tych współczesnych, bowiem człowiek nie tak znów bardzo zmienił się przez kilka tysiącleci spisanych o nim opowieści; nie myli się inny wielki Klasyk mówiąc “przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej”. Życiowa droga Sinuhe pozwala nam spenetrować granice znanego wówczas świata: Egipt, Syrię, Kretę, Jerozolimę, Teby i Babilon, kraj Hatti. Poznajemy różnice kulturowe, religijne, społeczne, a pamiętać należy, że rzetelną wiedzę o tym, co jest w innych krainach szło wóczas poznawać z opowieści podróżników lub własnoocznych obserwacji podczas własnych perygrynacji. A poza tym, czy jest to opowieść przekazująca nam prawdę historyczną? Jakoś wydaje się, że raczej dzieło historyzujące, choć nie aspirujące do ściśle naukowej dokładności w oddaniu realiów opisanego świata. Prosto pisana linijna opowieść, choć od początku zdajemy sobie sprawę, że to rodzaj wspomnień, relacjonowanych z perspektywy docierania do kresu. Bez zbędnych ozdobników, choć i sama historia życia Sinuhe jest ciekawa i interesująco tu podana. Może tylko nieco zbyt rozwlekle? Nie bez znaczenia jest powieściowy humor. Może nie samej tytułowej postaci, bo ta akurat przymiotu tego jest niemal całkowicie pozbawiona. Ale nie brak jej już jego słudze - Kaptahowi, u którego przebiegłość łączy się z prostotą, a naiwność z logicznym rozumowaniem. Duet ten nie może nie przypominać pewnego zmyślnego szlachcica z Manczy i Sanczo Pansa - jego wiernego sługi. To mocna figura tej powieści. Prawda nie tylko z tej powieści: religia to zło, fanatyzm religijny - zło jeszcze większe, sekty zaś kapłanów (różnych zresztą kultów) - zło w stopniu najwyższym… Łatwo tworzy się też nowych bogów, choć trudno doń przekonuje lud, z umysłami już zatrutymi poprzednimi bóstwami. Audiobook świetnie zrealizowany i przeczytany (Marcin Popczyński), co znacząco podnosi wartość lektury, ale staram się oceniać tak, jakbym sam czytał z papieru… Po zakończeniu książki nie mam wrażenia, że oto spotkałem się z arcydziełem, ale czasu spędzonego na wysłuchaniu opowieści Sinuhe za stracony nie uważam - wprost przeciwnie. Choć mój stosunek do dzieła faluje od wzmagającego się zainteresowania do irytacji; trudno mi utrzymać jednolite zainteresowanie dość nierówną opowieścią. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Miki Waltariego (doskonały “Obcy przyszedł na farmę”) i wcale nie wykluczam jeszcze sięgnięcia po coś więcej jednego z najbardziej znanych fińskich pisarzy.
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 6 10 dni temu
Ogniste wrota Steven Pressfield
Ogniste wrota
Steven Pressfield
Na Apolla wielkiego łucznika, jakie to było dobre. Książka, która zainspirowała Franka Millera do narysowania "300" (a co za tym idzie, służyła też za główne źródło dla twórców ekranizacji). A jednocześnie dużo bardziej umocowana w faktach i historii, poszerzająca wiedzę na temat Lacedemonu jako kraju głęboko zmilitaryzowanego i nacjonalistycznego, ze wszelkimi zaletami takiego ustroju (Sparta niezrównana na polu walki, sprawiedliwa dla dzielnych, czy to swoich, czy wrogów) jak i wielkimi wadami (Sparta piorąca mózgi od najmłodszych lat, pozbawiająca chłopców dzieciństwa, szowinistyczna, nietolerująca najmniejszych uchybień dla męskości). Pierwsze 5 z 8 rozdziałów powieści jest przeładowane detalami na temat życia w Grecji (a w szczególności w Sparcie) z perspektywy chłopaka-uchodźcy ze spalonego, nic nie znaczącego peloponeskiego państwa-miasta, który już jako dorosły giermek Spartiaty i obozowy pomagier został odnaleziony półżywy przez Persów wśród zwałów trupów tuż po bitwie o tytułowe "Ogniste Wrota", czyli Termopile. Na prośbę samego króla Kserksesa, poprzez tłumacza, młody Grek stara się wyjaśnić, w jaki sposób trzystu wojowników wspomaganych przez nielicznych sojuszników zdołało przez tyle dni zatrzymać pochód sto razy (dosłownie) liczniejszej armii. I aby to wytłumaczyć, musi zacząć od swej podróży do Sparty, opisu panujących tam zwyczajów i dopiero po tym długim, acz arcyciekawym wstępie wypełnionym szczegółami na temat greckiego stylu życia i wojaczki, dociera do clue całej opowieści, czyli wciągającej jak jasna cholera bitwy. 3 ostatnie rozdziały poświęcone trzem dniom batalii czyta się jednym tchem. Rzadko kiedy trafiała mi się książka, która w tak doskonały sposób, bez zanudzania, opisałaby historyczne realia – podróżujemy wraz z głównym bohaterem przez Peloponez aż do Sparty, gdzie staje się ochotnikiem obcego pochodzenia w Lacedemońskiej armii, śledzimy szkolenie Spartan jego oczami, dzięki soczystym opisom widzimy bitwy, które sam obserwuje i poznajemy tych wszystkich hoplitów, ich pragnienia, motywy. Widzimy, że nawet oni się boją, że nie są niezniszczalni, a jednak wiemy, co wyróżnia ich na tle innych armii na ziemi. Dzięki temu, niczym zaintrygowany Kserkses, zaczynamy rozumieć, dlaczego trzystu zdecydowało się walczyć do końca. Powieść jest krwawa, nie stroni od przekleństw (z których słynęli Spartanie), nie owija w bawełnę, ukazując piekło wojny (włącznie z gwałtami, torturami i ukrzyżowaniami), nie ukrywa przemocy wobec dzieci szkolonych na najlepszych wojowników antycznego świata. Jednocześnie operuje uniwersalnymi wartościami honoru i miłości do ojczyzny, świetnie skacząc od ślepego nacjonalizmu do pięknego patriotyzmu, pokazując cenę wolności (która odróżniała Spartan od zniewolonych armii Kserksesa i dawała im siłę do dalszego oporu), ale też wskazując, że przesadne ograniczanie tejże swobody tylko do wybranej grupki najlepszych z najlepszych nie jest wcale przyjemne dla tych wykluczonych z tego wąskiego grona. Doskonałość w niemal każdym calu, posiadająca wartość czysto historyczną (widać ogrom pracy włożonej przez autora w zbadanie tematu i współpracę z tłumaczami antycznej greki) jak i cholernie rozrywkową (zwłaszcza dla tych, którzy lubią dobrze napisane sceny batalistyczne). Nie dziwię się, że Frank Miller czerpał z Pressfielda pełnymi garściami. Sam w trakcie lektury wielokrotnie miałem ochotę wrzasnąć „This is Sparta!”
Yoghurt - awatar Yoghurt
ocenił na 9 6 lat temu
Syn królowej Tamar Grigoł Abaszydze
Syn królowej Tamar
Grigoł Abaszydze
W ramach ambitnego wyzwania "naokoło świata" zapragnęłam zapoznać się z literaturą gruzińską i oczywisty mój wybór padł na Grigorija Abaszydze. Oj, ciężko było dostać pierwszą część tej dwutomowej historii - ostatecznie udało się ja znaleźć w wersji czytanej (czyta: Piotr Olędzki - dziękuję. Kolejny lektor dołączył do czołówki). W sumie dobrze się stało, że był to audiobook, gdyż ilość nazw gruzińskich (brzmiących dla mnie egzotycznie obco) przerosłaby zapewne moje zdolności percepcji. A tu - miałam ich poprawną wymowę podaną na tacy, z odpowiednim akcentem, dzięki czemu, mam nadzieję, coś tam zostało w łepetynie :) POwieść jest zdecydowanie powieścią historyczną, z czasów bardzo dawnych, czyli z XIII wieku, kiedy to Gruzja przeżywała rozkwit kultury i sztuki, a potem napadli ją Mongołowie - wiem, że brzmi to jak "humor zeszytów szkolnych", ale chciałabym zabrzmieć zrozumiale dla tych "x-latkow", którzy, podobnie jak ja, o Gruzji wiedzą tyle, że była republiką Związku Radzieckiego - przez co, jakby podświadomie - wykluczamy, a przynajmniej ograniczamy, w prawach do posiadania własnej kultury i sztuki. Powyższa opinia jest opinią prywatną, może i drastyczną, na temat poziomu szkolnictwa w końcu lat 80tych, bo całą wiedzę historyczną (wahałabym się to nazwać wiedzą, ale nie ma innego słowa), wyniosłam ze szkolnej ławy. Ani historią nie byłam zainteresowana, ani nikt nie chciał mnie nią zainteresować. Z książki "Syn Królowej Tamar" dowiedziałam się o Gruzji zdecydowanie więcej niż z wszystkich lat szkolnych. Wrażenie, iż jest to kraj "podległy" zniknęło jak ręką odjął. Naprawdę jest to książka warta powrotów, warta przeczytania i warta Nobla, którego przecież autor otrzymał. Jest to pierwsza część kroniki. Oprócz wspomnianych wyżej korzyści :) należałoby jeszcze dodać, że... w sumie każda historia toczy się wokół kobiet. W miarę możliwości pięknych. Chociaż ta historia zaczyna się od, pięknej co prawda, ale przede wszystkim mądrej kobiety. Królowej Tamar. Nie wiem, na ile ta książka oparta jest na faktach, jednakże podejrzewać należy, że dość znacznie. Mówi się, że to książka historyczna. I nawet jeżeli pojedyncze fakty nieco odbiegają od prawdy, to chyba dodaje tej powieści kolorytu. Taki los autora, że musi pewne elementy ubrać w dodatkowe warstwy, w miarę możliwości kolorowe, aby książkę można było czytać jak powieść, właśnie. A nie jak historyczne dzieło mnichów z klasztoru. Porównanie (w poniższych komentarzach) do Henryka Sienkiewicza, może i by miało sens. Obaj byli noblistami i pisali powieści historyczne lub historyzujące. Każdy z nich pisał o swoim kraju, z wielką miłością i szacunkiem (aż w pewnych momentach nawet przesadnym). Sienkiewicza każdy z nas zna, Grigola Abaszydze - nie. Zatem porównanie, daje nam obraz tego czego można się spodziewać. Natomiast stwierdzenie iż "Abaszydze wzorował się na Sienkiewiczu" jest naciągnięciem tak ogromnym, że aż boli. To są zupełnie różne historie, zupełnie różne powieści. A to, że w centrum występuje piękna kobieta? Na tej podstawie można by było posądzić Tukidydesa, o wzorowanie się na Sienkiewiczu w wojnie peloponeskiej. Reasumując: - Świetna powieść historyczna, oparta na nieznanej ogółowi historii z XIII wieku. - Zgrabnie napisana, z brakiem dłuzyzn (nadmiaru dłużyzn, wspomnianemu wyżej, Sienkiewiczowi odmówić nie można.) - Mnóstwo wiedzy historycznej, świetnie opisane bitwy i życie codzienne. Minusy (jeśli już trzeba się przyczepić) - Ogromna ilość nazwisk i nazw nie do zapamiętania, a nawet powtórzenia przez Europejczyka. Choć w sumie, nie jest to wina autora, że język gruziński jest językiem trudnym fonetycznie. Język niemiecki przy nim to pieszczota dla uszu, że tak pozwolę sobie strywializować sprawę. - I najważniejszy minus - trudno tą książkę zdobyć. Druga część co prawda, czeka na półce, ale zakupiona na placu, wydana bodaj w 1974 przez KIK. Nie rozumiem, dlaczego tak pięknych i bogatych książek się nie wznawia? Czemu te historie są odkładane na zakurzone półki, a do takich książek docierają tylko szperacze i ci, co się uparli na wyzwanie naokoło świata? Pozostanie to dla mnie tajemnicą. Uważam, że książkę powinien przeczytać każdy przed wyjazdem do Gruzji. Każdy student, szerokopojętego, rosjoznawstwa i każdy interesujący się kulturą Euroazji (choć nie wiem czy takie pojęcie nadal istnieje). Również każdy, który wybiera się zdobywać góry Kaukazu. I każdy, kto jest zainteresowany historią jako taką. Gdybym miała porównać: W porównaniu z książką Grigora Abaszydze - Sienkiewicz - jest zbyt mdły i naiwny - Ivo Andrić - zbyt reportażowo konkretny. Brak w nim tego kolorytu, który u Abaszydze jest. - Karol Bunsch - piastowsko rozmemłany - Mika Waltari - chyba najbliższy w stylu pisarskim, tyle, że Waltari pisał o wszystkim, co poddaje w wątpliwość jego dogłębną wiedzę historyczną. Powyższe porównanie jest dla tych, którzy (tak jak ja) nie mieli pojęcia czego się można spodziewać.
ziellona - awatar ziellona
oceniła na 8 6 lat temu
Krwawy sztorm Augustyn Necel
Krwawy sztorm
Augustyn Necel
38/2021 Powrót do lektur z dzieciństwa. Egzemplarz z mojej półki to sfatygowane, rozpadające się już niemal wydawnictwo, przeczytane w rodzinie po wielekroć. Układając książki na nowej półce, czy raczej na półce w nowym miejscu – pieczętowałem je ex librisem. Kiedy wziąłem do ręki “Krwawy sztorm” odkryłem, że na stronie tytułowej mojego wydania widnieje parafka, podpis mojej Mamy. Impuls ów przeniósł mnie w Krainę Dzieciństwa i odłożyłem tom na bok, by powrót ten uczynić pełniejszym. Zadziwiające jest, jak długo w przekazie ustnym potrafią przetrwać pewne opowieści. Z czasem zacierają się szczegóły, ale pewne kluczowe dla danej historii zdarzenia – potrafią wryć się w społeczną pamięć mieszkańców konkretnego rejonu. Augustyn Necel – kaszubski pisarz, badacz i propagator historii swojego rejonu, uczynił z owych przekazów punkt wyjścia do jednej ze swych powieści. “Krwawy sztorm” to książka łącząca historię z fikcją literacką. Jej fabuła osnuta jest wokół najazdu Szwedów na Pomorze Gdańskie w roku 1626, akcja rozwija się chronologicznie rzucając bohaterów w słynne epizody tego “pierwszego potopu”: oblężenia Pucka i bitwy morskiej na gdańskiej redzie, znanej jako bitwa pod Oliwą. Nie bez przyczyn Necel nazywany jest kaszubskim Sienkiewiczem. Nader widoczna jest inspiracją naszym noblistą. Idea pokrzepienia serc, umiejętne łączenie wątków i postaci fikcyjnych z prawdziwymi, świetna stylizacja językowa – wszystko to przypomina słynną narodową trylogię. Nie brakuje tu również opowieści o Wielkiej Miłości uwikłanej w krwawe starcia, miotanej wiatrem historii, ale i nagrodzonej za wytrwałość. Nieco razić mogą naiwne rozwiązania fabularne – kolejne cudowne ocalenia – ale należy to wszystko przyjąć z otwartością, w ramach zastosowanej przez Autora konwencji. Po wielu latach zatem powróciłem do losów szlachcica Piotra Sulickiego i jego ukochanej Barbarki oraz Jówy – dzielnego jastarnickiego rybaka o posturze stolema. Piękna to opowieść, mimo że taka szlachetnie naiwna i poczciwa. Dzisiaj jej największą wartością jest chyba ów aspekt historyczny, pozwalający ewentualnym młodym czytelnikom dowiedzieć się czegoś o wojnie z lat 1626-1627. Bo, idę o zakład, wiedza na ten temat wśród młodego pokolenia jest bliska zeru... Ale nie łudzę się także, niestety, że młody użytkownik Tik Toka sięgnie po książki "kaszubskiego Sienkiewicza"...
Simon Undervin - awatar Simon Undervin
ocenił na 6 4 lata temu
Okręt Lothar-Günther Buchheim
Okręt
Lothar-Günther Buchheim
Historia rejsu pewnego u-boota oczami niemieckiego korespondenta wojennego. A więc narracja nietypowa w stosunku do wydawanych u nas książek o II wojnie światowej. Na szczęście nie jest to przygodówka ani pompatyczna historia o bohaterstwie. Powieść w realistyczny, niemal naturalistyczny sposób opisuje życie załogi niemieckie łodzi podwodnej na Atlantyku w 1941 roku. Od wyruszenia z francuskiego brzegu aż do … No właśnie, warto przeczytać do czego. Czytelnik najpierw poznaje środowisko oficerów „freikorpsu Donitza”,czyli elity niemieckiej Kriegsmarine, by potem zagłębić się w odmętach oceanu, ludzkiego potu, smrodu (także maszyn), wody, także w środowisku marynarzy i podoficerów. Wojna odarta jest z bogoojczyźnianego bohaterstwa. Należyte wykonywania obowiązków wymusza na załodze sytuacja. Muszą się starać, aby w ogóle przeżyć. Jedna trzecia okrętów podwodnych nie wracała z pierwszej misji. Życie młodzieży (dowódca był około trzydziestki, rekruci w wieku poborowym) w czasie wolnym od wacht i walki o przeżycie nie polegało na śpiewaniu pieśni patriotycznych tylko na marzeniach i wspomnieniach dotyczących pewnej oczywistej sfery życia. Łatwo się domyślić jakiej. Słownictwo dalekie było od dialogów ludzi wykształconych, tak samo zwyczaje, w tym higieniczne. Autor wskazał na dwie grupy załogantów. Marynarzy i techników-fachowców. Jedni i drudzy wywyższali się, ale tylko wewnątrz łodzi. Wojna to nie zabawa. Taki morał można wysnuć z książki. Bohaterowie mają co wspominać, ale gdy wydarzenia się rozgrywały, dużo by dali, by ich uniknąć. No i nie wszyscy wytrzymywali psychicznie, czemu trudno się dziwić. Znakomita realistyczna książka o wojnie. Jedyna wada, to zbyt mocne (i pewnie nieszczere) podkreślanie sceptycyzmu pozytywnych postaci wobec Hitlera i nazizmu. Nawet, gdyby tak było, to w 1941 roku było za wcześnie, by dawać temu wyraz. Niemcy jeszcze wówczas wygrywali. Znakomita książka (anty)wojenna. Bez lukru, patosu, patyny i hurraoptymizmu. Krew, pot i łzy. Przeczytany w ramach wyzwania marcowego – książka, która została sfilmowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 8 15 dni temu

Cytaty z książki Żeglarz

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Żeglarz