Zbieraczka migdałów

Okładka książki Zbieraczka migdałów
Simonetta Agnello Hornby Wydawnictwo: Muza literatura piękna
254 str. 4 godz. 14 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Mennulara
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
254
Czas czytania
4 godz. 14 min.
Język:
polski
ISBN:
8373199128
Tłumacz:
Joanna Skoczylas, Maciej Brzozowski
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zbieraczka migdałów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zbieraczka migdałów

Średnia ocen
6,1 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1190
759

Na półkach: ,

Ta powieść bardzo mi się spodobała z kilku względów:
* ciekawy sposób pisania i tytuły rozdziałów zdradzające szczegóły
* krótkie rozdziały dzięki czemu działo się dużo i szybko
* intrygująca sylwetka głównej bohaterki
* głupota, skąpstwo,pycha niektórych pobocznych bohaterów, co nie raz odniosłabym również do naszych realiów
* Stopniowo wychodząca tajemnica

Jedynym minusem jest koniec, bo spodziewałam się czegoś innego, czegoś mocniejszego (?) Sama nie wiem w jaki sposób inaczej można by to było zakończyć, ale historia pozytywnie mnie zaskoczyła.

Ta powieść bardzo mi się spodobała z kilku względów:
* ciekawy sposób pisania i tytuły rozdziałów zdradzające szczegóły
* krótkie rozdziały dzięki czemu działo się dużo i szybko
* intrygująca sylwetka głównej bohaterki
* głupota, skąpstwo,pycha niektórych pobocznych bohaterów, co nie raz odniosłabym również do naszych realiów
* Stopniowo wychodząca tajemnica

Jedynym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

115 użytkowników ma tytuł Zbieraczka migdałów na półkach głównych
  • 65
  • 48
  • 2
25 użytkowników ma tytuł Zbieraczka migdałów na półkach dodatkowych
  • 15
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Zbieraczka migdałów

Inne książki autora

Simonetta Agnello Hornby
Simonetta Agnello Hornby
Urodzona w Palermo (Wlochy) w 1945. Adwokat niepelnoletnich i sedzia,ukonczyla studia na Universytecie w Angli. Zyje w Londynie od 1972 roku i pelni funkcje prezydenta Tribunale di Special Educational Needs and Disability. Zalozylam studio adwokackie w dzielnicy Londynu Brixton, gdzie zajmuja sie przewaznie zgrupowaniami uchodzcow muzulmanskich i czarnych. Pisarka miedzy innymi "La Mennulara" bestseller przetlumaczony na 12 jezkow.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mapa miłości Ahdaf Soueif
Mapa miłości
Ahdaf Soueif
Historia pewnej rodziny opowiedziana w dwóch perspektywach czasowych: początku i końcu XX wieku. Na pierwszy plan wysuwa się tu jednak historia Egiptu i to, jaki wpływ wywiera na mieszkańców kraju. W okresie kolonialnym związek Brytyjki z Egipcjaninem budzi wiele kontrowersji, ale już ich wnukowie mogą swobodnie wyjechać do Stanów i szukać partnera zza granicy. Mimo odzyskania niepodległości, Egipt jednak wciąż cierpi z powodu podziałów, destabilizacji politycznej i skutków kolonizacji. I choć bohaterowie próbują budować swoje małe, codzienne szczęścia, to nie są w stanie uciec od polityki. Powiedziałabym, że to powieść polityczna opowiedziana ustami kochanków. Mamy kilku narratorów, z różnych ram czasowych, którzy snują nam opowieść o budowaniu egipskiej tożsamości narodowej. Myślę, że bez (choćby pobieżnej) znajomości historii współczesnego Egiptu odbiór tej książki może być bardzo trudny, dlatego polecałabym ją miłośnikom kultury arabskiej. To prawdziwie arabska opowieść. Snuje się powoli, jak nitki arrasu, który tka jedna z głównych bohaterek. Jest gęsta od uczuć: czułości, namiętności, radości, ale też strachu, smutku, żałoby. Jest gęsta jak kawa z kardamonem i aromatyczna jak kwiat pomarańczy. Niejednokrotnie wracałam do drzewa genealogicznego, które umieszczono na początku, by przypomnieć sobie koligacje rodzinne - tak zresztą dla Arabów ważne. I uderza, jak bardzo zmieniła się nasza rzeczywistość w ciągu jednego wieku, ale problemy, które swojego początku upatrują w historii, nadal są aktualne. I jak kolejne milienia przynoszą nadzieję, że tuż za rogiem czeka upragniony pokój i bezpieczeństwo gospodarcze.
miserycardia - awatar miserycardia
oceniła na 8 2 lata temu
Mitomanka Mary Morrissy
Mitomanka
Mary Morrissy
Jest rok 1920. W Berlinie z kanału wyławiają niedoszłą samobójczynię. Przez dwa lata nie można się dowiedzieć kim jest, dlatego lekarze nazwali ją Frâulain Unbekant czyli Panna Nieznana. Po dwóch latach Panna Nieznana zaczyna opowiadać o swojej przeszłości – podobno jest ocalałą z pogromu najmłodszą córką cara Mikołaja II, Anastazją. Żyjący krewni raczej nie poznają w niej Anastazji, choć pewne podobieństwa budzą wątpliwości. Są zwolennicy Anastazji i zdecydowani jej przeciwnicy. Kobieta, znana później jako Anna Anderson, dla wielu pozostaje jednak ocaloną cudownie córką ostatniego monarchy Rosji. "Mitomanka" opowiada historię Anny Anderson, która tak naprawdę nazywała się Franciszka Szanckowska i jak wykazały testy DNA, zrobione już po jej śmierci, nie była w jakikolwiek sposób spokrewniona z rodziną Romanowów. Książka Mary Morrissy nie jest książką biograficzną, nie zawiera nawet żadnych odniesień do tekstów źródłowych. Jest ona prawdopodobnie całkowicie oparta na faktach, relacjach czy wycinkach prasowych, które były ogólnodostępne. Wiele informacji jest pewnie wymysłem wyobraźni samej autorki. Książkę tę czytałam po raz drugi. Pewną trudnością w jej czytaniu są zaburzone chronologicznie zdarzenia, co utrudnia łączenie pewnych faktów. Ciekawie przedstawiona jest jednak wybiórczość i selekcja jakiej dokonuje nasza pamięć po traumatycznych przeżyciach. Franciszka wydaje się całkowicie wierzyć w historię przez siebie wymyśloną, opierając się jedynie na bardzo wyrywkowych fragmentach swojej pamięci z okresu dzieciństwa i wczesnej młodości. "Mitomanka" to ciekawa propozycja dla osób które interesują się historią ostatniej rodziny carskiej a także tych, którzy chcieliby choć trochę wejrzeć w niuanse ludzkiej psychiki. Polecam 🙂
Magda Juraszewska - awatar Magda Juraszewska
oceniła na 6 1 rok temu
Wariatki Chantal Delsol
Wariatki
Chantal Delsol
Czasami tak bywa. Czasami napotykamy na swojej drodze istotę wyjątkową, tak piękną, że aż stajemy w miejscu i odwracamy za nią głowę. Kompletnie nam w niej zawróciła. Ale później, kiedy zaczynamy ją lepiej poznawać, okazuje się, że poza atrakcyjną powłoką ma też wady. I to takie, które sprawiają, że przestaje nam się tak bardzo podobać. Choć wizualnie wciąż jest piękna, zwyczajnie już nas nie interesuje. Czasami tak bywa. Tak właśnie stało się z tą książką. Skusiła mnie tytułem, opisem z przodu („Opowieść o kobietach obdarzonych szczyptą szaleństwa”) oraz treścią na tylnej okładce. Być może moje rozczarowanie jest tak duże, bo nastawiałam się na historię odważnych, niezależnych kobiet, które nie boją się sięgać po swoje mimo trudności, kłód rzucanych pod nogi przez czasy, patriarchat etc. A wyszło... No, nie do końca tak, jak sobie wyobrażałam. Fabuła „Wariatek” jest prowadzona niespiesznie. Czuć dystans, jakby była pokryta kurzem. Trochę mi się przez to kojarzy z japońskimi dziełami, z którymi miałam kontakt, ale nie chciałabym nikogo wprowadzać w błąd tą sugestią. Po prostu... tak mi się kojarzy. Ale nie dziwne, wszak to opowieść o życiu kilku kobiet z jednej rodziny. Zaczyna się w czasach okołowojennych, od prababki. A nawet praprababki, gdyby się uprzeć. Na początku byłam zachwycona. Urzekła mnie postać Julii, która powoli, spokojnie, w bardzo przemyślany sposób wydzierała swoje życie z ram ustalonych przez rodzinę. Robiła to skutecznie, na tyle, na ile mogła. Nawet w dojrzałym wieku musiała pogodzić się z tym, że jako (tylko) kobieta ciągle jest na gorszej pozycji. Przykład? Nie mogła dostać rodzinnego obrazu w ramach spadku, bo tego typu pamiątki dziedziczą wyłącznie mężczyźni. A ona, pomimo upływu lat, wciąż była na cenzurowanym za to, że odważyła się kiedyś żyć inaczej. Początek poświęcony Julii mnie oczarował (i zasmucił, ale takie były czasy). Za to kolejne bohaterki budziły coraz większy grymas na mojej twarzy. Albo ustępowały miejsca mniej zdolnym i bardzo zakompleksionym przez to mężom, albo zwracały uwagę na osobniki, które powinny mieć nad głową wielki czerwony neon „Uciekaj od niego!” Najbardziej drażniły mnie chyba te, którym nie zależało. Na swoim szczęściu, na swoim talencie, na niczym. Kompletnie ich nie rozumiałam. Męscy bohaterowie, którzy przewinęli się przez „Wariatki”, byli za mało albo za bardzo. Wpisani (wręcz wdrukowani) w konwenanse, żywcem wyjęci z szablonu albo rozedrgani, uciekający przed życiem, niedostosowani. Nawet jeśli kochali, to z daleka – bo proza życia zabija namiętność. Zaczynałam urzeczona, a kończyłam, żeby doczytać. Jednocześnie chcę podkreślić, że cały czas uważam dzieło Chantal Delsol za kawał dobrej literatury. Jest pięknie pisane, choć trochę niedzisiejszo, więc nie każdemu będzie odpowiadać. Po prostu... to przystojny mężczyzna, który zawrócił mi w głowie, a później zniechęcił charakterem.
KenG - awatar KenG
ocenił na 7 3 lata temu
Brick Lane Monica Ali
Brick Lane
Monica Ali
Nazneen, dziewczyna z bengalskiej wioski zostaje przez ojca wydana za mąż za starszego o dwadzieścia lat Indusa, żyjącego w Londynie. Zamknięta w czterech ścianach, nie znająca ani słowa po angielsku Nazneen czuje się w Londynie zagubiona. Tęskni za Hasiną, siostrą, która uciekłszy z domu z mężczyzną, nie radzi sobie w stolicy Bangladeszu Dhakce. Mąż - w jej oczach wiekowy grubas, który lubi ją pouczać - budzi w niej obrzydzenie. Czas i narodziny córek - Shahany i Bibi - pomagają jej oswoić się z Anglią, znaleźć swoje miejsce i pracę w muzułmańskiej dzielnicy Londynu. Rosnący w niej spokój burzy pojawienie się młodziutkiego Karima... W swoim czasie w studyjnym kinie (tylko trzy osoby na widowni) poruszona obejrzałam historię Nazneen na ekranie. Stąd zaciekawienie powieścią. Monica Ali napisała ją zabawnym, obrazowym językiem. Widzę przed sobą to chwytające za serce piękno ziemi bengalskiej - zieleń ryżowisk, brąz bawołów, klucze ptaków na niebie - to to brzydotę obłupanych, obdrapanych z farby mieszkań bagladeskiej dzielnicy Londynu. Podobnie przed moimi oczyma przesuwa się sugestywnie odmalowana plejada bohaterów: dojrzewająca w swej kobiecości Nazveen, jej mąż filozof-nieudacznik Chanu, nieszczęśliwy w małżeństwie dr...wyzwolona dzięki śmierci męża przyjaciółka Razia i dzieci Nazveen: synek Ruku i córki Shahana i Bibi. Tę opowieść przeżywa się w dwóch płaszczyznach czasowych: obecnego życia emigrantów w Londynie i Bangladeszu wyłanianego z przeszłości mocą wspomnień bohaterki. Często dramatycznych jak historia Makku Pagle, człowieka z parasolem i nosem w książce wyłowionego pewnego dnia ze studni. Ale i zabawnych w obrazach np golibrody pod figowcem, którego miejsce pracy staje się rodzajem klubu dyskusyjnego dla mężczyzn ze wsi. Przyjmują oni jego werdykt w spornych sprawach jako decyzję ostateczną. Bohaterka najbardziej przeżywa historię małżeństwa swoich rodziców, w postaci matki szuka klucza do swojej tożsamości,siebie jako kobiety, matki i zony. Mierząc się z głoszona przez matkę postawą świętej pokory, przyjmowania cierpienia z fatalizmem iw milczeniu. Ale i stawiając przed sobą znak zapytania, jakim jest dla niej ostatni wybór matki - jej pierwszy akt wolności. Czytając tę książkę jesteśmy w Londynie, w zamkniętym świecie muzułmańskich emigrantów - może jak ja znacie go z "Map dla zagubionych kochanków" Nadeema Aslama? - jak i w Bangladesz, poznawanym z niegramatycznych listów ukochanej siostry bohaterki, Hasiny. Ten jawi nam się pod postacią brutalnego świata, w którym przeznaczeniem kobiety niewykształconej i niechronionej przez męża często bywa prostytucja. Trudno się dziwić, ze córki bohaterki wzbraniają się przed wyjazdem do Bangladeszu. To, co dla ich ojca jest powrotem, dla nich jest opuszczeniem tego, co swojskie i wyprawa w obcość, straszącą je perspektywą wczesnego zamążpójścia i brakiem np papieru toaletowego. Decyzja emigracji oznacza jednocześnie decyzje wykorzenienia dzieci z kultury przodków. By żyć w Anglii muszą tu zapuścić korzenie. Pozostając jednocześnie rozdartym, bo nie należąc już do Azji, żyją w Londynie w bangladeskim getcie w dzielnicy, której główną ulicą jest tytułowy Brick Lane. Życie w azjatyckim getcie okazuje się jednak dla głównej bohaterki szansą na zmianę, na niezależność, której brakowałoby jej w ojczyźnie. Książka budzi we mnie refleksje nad tym, skąd przychodzimy, jakie są nasze korzenie, jaki wpływ na nasze związki ma małżeństwo rodziców, w czym chcemy się, jako kobiety upodabniać do naszych, matek, w czym chcemy inaczej wybierać. Uwagę zwraca też zmienność, z jaką możemy widzieć ludzi. Czasem być może nie zauważając zmiany. Z początku mąż budzi w bohaterce obrzydzenie. Pokazywany jest w ten sposób,że dzielimy z nią te uczucia. Z czasem powoli pojawia się w niej zrozumienie dla niego, a wraz ze zrozumieniem, nawet czułość i pewien podziw. Pokrzepiająca zmiana. Inną sprawą jest los emigranta. Jeśli nie znamy tego z własnych doświadczeń, to przeżywamy rozdarcie naszych przyjaciół. Widzimy ich w lecie, w święta, czujemy, jak tęsknią, jak my tęsknimy za nimi. Widzimy ból zostawionych tu czasem rodziców, czasem dzieci, w przypadku bohaterki – siostry. Rozumiejąc, że tam brakuje im tu, a tu tam. I gdzie jest tu, a gdzie tam? Kopia postu na mojej stronie nietylkoindie.pl
Tamanna - awatar Tamanna
oceniła na 6 10 lat temu
Mistrz bladych świętych Marco Santagata
Mistrz bladych świętych
Marco Santagata
„Mistrz bladych świętych” to poprawna opowieść o tym, że matematyka i sztuka są wieczne, a miłość i człowiek nie bardzo. Santagata, profesor literatury włoskiej na uniwersytecie w Pizie i znawca Petrarki, przyjmuje wyjątkową perspektywę jak na powieść inicjacyjną, a zbieżność niektórych elementów każe się doszukiwać pokrewieństwa jego dzieła z „Solfatarą” Macieja Hena. W obu znaczną rolę odgrywa sztuka, a także sama Italia i jej niepowtarzalny, ściśle związany z architekturą klimat. Oczywiście, Hen lokuje akcję w wieku siedemnastym, Santagata ponad trzysta lat wcześniej, ale mimo wiarygodności i dbałości o szczegół obu autorów, współczesny czytelnik nie dostrzeże między tymi epokami przepaści. Choć mogłoby się wydawać, że historia bękarta i świniopasa, który został mistrzem pędzla, jest dla autora tylko pretekstem do snucia rozważań o tym, iż każdy jest kowalem swojego losu, a epoki i związane z nimi paradygmaty zmieniają się w wielkich bólach i przy ogromnym oporze twardogłowego czynnika ludzkiego, trzeba pamiętać, że sama fabuła oraz jej płynność stanowią bardzo istotne elementy podobnej historycznej fikcji. Za przykład mogą tu służyć choćby wspomniana „Solfatara” czy, by spojrzeć ku literackiemu Olimpowi, „Baudolino” Umberto Eco. Santagata nie umywa się jednak ani do swojego rodaka, ani do naszego – wielowątkowym opowieściom swych rywali przeciwstawia dzieło powierzchowne i nieszczególnie angażujące. Jest tu polityka, jest miłość (choć w wydaniu lekko skrzywionym), ale perypetie Cinina pozostawiły mnie obojętnym. Być może to wina zastosowanych środków wyrazu, co kazałoby przyjrzeć się bliżej pracy tłumaczki. Tym, co uderza przede wszystkim, jest bowiem brak jakiejkolwiek stylizacji. Rodzi on nieuchronne porównania z wysmakowanym językiem „Solfatary” i budzi spory zawód. Schyłek czternastego wieku opisany językiem współczesnym może i wpisuje się w nową literacką modę, ale traci zdecydowaną większość ze swej magii. Nie można wykluczyć, że Santagata traktuje pisanie literatury pięknej jako odpoczynek od pracy naukowej i celowo rezygnuje z większych ambicji. „Mistrz bladych świętych” nie jest zresztą powieścią złą i z pewnością bije na głowę większość współczesnych produktów zwanych eufemistycznie „fenomenami literackimi”. Mnie sprawił jednak zawód, przez co miłośnikom dawnych dziejów rekomenduję raczej bądź oryginalne teksty z epoki, bądź dzieła autorów bieglejszych w sztuce mimikry, a przede wszystkim tkania opowieści.
utracjusz - awatar utracjusz
ocenił na 6 8 lat temu
Sól i szafran Kamila Shamsie
Sól i szafran
Kamila Shamsie
Lubię opowieści oparte na faktach, a najbardziej historie rodzinne, snute przez ludzi mających do tego dar. Aliya, główna bohaterka, taki właśnie posiada. Potrafi niezwykle ciekawie opisywać losy swoich krewnych i przytaczać anegdoty, które urastają do rangi legend rodzinnych. W każdym miejscu i o każdej nadarzającej się do tego porze, gromadzi wokół siebie słuchaczy. Może to być pokład samolotu, taksówka albo książka. Za każdym razem swoje opowieści przyprawia metaforami jak szafranem, który dodając im barwy podkreśla ich wyjątkowość, akcentuje puentę, wikła meandry losów ludzkich, rozświetla humorem. Ta bardzo podkolorowana i lekka wersja przeznaczona jest dla gości, przypadkowych odbiorców, ludzi spoza rodziny. Dla najbliższych, dla krewnych opowieści doprawiane są solą, która jest niewidoczna jak cisza między słowami. Wyczuwalna jedynie w bezpośrednim kontakcie z bohaterem opowieści, bo zawarta w jego spojrzeniu, w języku ciała, w reakcjach na pytania, w niedopowiedzeniach, a która oddaje to czego słowa nie są w stanie określić. Sól, która zmienia oficjalną wersję w zupełnie inną historię. A prawd i wersji historii jest tyle ile szafranu i soli w każdej z nich. Od ich proporcji dobieranych przez opowiadającego zależy siła słowa przyciągająca słuchaczy lub moc ciszy scalającej więzi rodzinne. Aliya to potrafi. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 6 6 lat temu
Poślubić Mozarta Stephanie Cowell
Poślubić Mozarta
Stephanie Cowell
Stephanie Cowell urzekła mnie swoją powieścią. Po obejrzeniu znanego filmu "Amadeusz" znałam kilka najważniejszych fkatów z życia kompozytora. Ta powieść ukazuje kilkuletni fragment z życia Mozarta, kiedy jest on już młodym mężczyzną. Minęła aura cudownego dziecka i teraz trzeba walczyć na bogatych dworach o możliwość zarobku do godnego życia i możliwość spełniania się w swojej twórczości. Niestety ta droga jest trudna, częściej przypomina czołganie się u stóp władców tego świata. Mozartowi rzadko pozwala na to jego duma i przekonanie o własnym geniuszu. Ta książka napisana jest nieco inaczej, bo to poprzez losy czterech sióstr Weber poznajemy życie Mozarta, który na różne sposoby był z nimi związany. Każda z córek odgrywa inną rolę w życiu kompozytora. Słynne wieczorki muzyczne ukazują jak bardzo muzyka była sposobem na życie tych ludzi - źródłem zarobku, ale też radości i głębokich przeżyć. Sporo realiów epoki, zwłaszcza klasy średniej i mieszczaństwa. Ciekawy obraz miejsca kobiety i artystki w tym społeczeństwie, związane z tym próby usamodzielnienia się od mężczyzn. Plany matrymonialne matki to cała epopeja. Spomiędzy codziennych wydarzeń i zwyczajnej walki o byt wyłania się obraz genialnego, wrażliwego kompozytora. Obserwacje sióstr Weber znalazły swoje odbicie w muzyce Mozarta i wielu postaciach w jego operach. Przepiękna powieść. Podobnie jak w przypadku powieści, której bohaterem był Michał Anioł, ta też zachęciła mnie do poszukiwań innych książek na temat Mozarta.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 8 8 lat temu

Cytaty z książki Zbieraczka migdałów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zbieraczka migdałów