rozwiń zwiń

Wąwóz Kamiennego Serca

Okładka książki Wąwóz Kamiennego Serca
Clive Barker Wydawnictwo: Mag horror
624 str. 10 godz. 24 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Coldheart canyon
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
624
Czas czytania
10 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
83-89004-59-3
Tłumacz:
Wojciech Szypuła
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wąwóz Kamiennego Serca w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wąwóz Kamiennego Serca



książek na półce przeczytane 325 napisanych opinii 112

Oceny książki Wąwóz Kamiennego Serca

Średnia ocen
6,8 / 10
96 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
505
500

Na półkach:

"Wąwóz Kamiennego Serca" wydaje się nie mieć spójnej myśli przewodniej. Zgodnie z zeznaniem samego autora, wyłonił się z konceptu na proste, uszczypliwe opowiadanie o duchach w Hollywood. Element satyryczny przetrwał i wciąż jest obecny w wydanej wersji powieści. Biorąc pod uwagę jak Barkera potraktowało Hollywood, nie tylko się nie dziwię, że uległ mściwej pokusie, ale i szczerze doceniam ten aspekt książki (z całym jego brakiem subtelności). Jednak w trakcie pisania historia napęczniała, obrosła postaciami, i zmieniła się z krótkiego horroru w... długi horror. To w zasadzie wciąż dość klasyczna opowieść o duchach, tylko z barkerowskimi przyprawami, czytaj: z dużą ilością mniej lub bardziej perwersyjnego seksu, z pokręconymi motywami religijnymi, oraz z niesztampowymi postaciami. Kusi mnie, żeby właśnie o postaciach zdradzić więcej, ale byłoby to nie fair. "Wąwóz Kamiennego Serca" jest bowiem przewidywalny w wielu aspektach, ale nie w tym jednym; nie byłem nigdy pewien, w którą stronę potoczą się wątki poszczególnych osób dramatu. Ostatecznie "Wąwóz" nie jest w żadnym razie najlepszą książką Barkera, wydaje się wręcz niezbyt ambitny (w porównaniu ze skalą takiej choćby "Imajiki"), ale jest to materiał na dobrych kilka wieczorów solidnej rozrywki.

"Wąwóz Kamiennego Serca" wydaje się nie mieć spójnej myśli przewodniej. Zgodnie z zeznaniem samego autora, wyłonił się z konceptu na proste, uszczypliwe opowiadanie o duchach w Hollywood. Element satyryczny przetrwał i wciąż jest obecny w wydanej wersji powieści. Biorąc pod uwagę jak Barkera potraktowało Hollywood, nie tylko się nie dziwię, że uległ mściwej pokusie, ale i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

218 użytkowników ma tytuł Wąwóz Kamiennego Serca na półkach głównych
  • 112
  • 106
73 użytkowników ma tytuł Wąwóz Kamiennego Serca na półkach dodatkowych
  • 48
  • 8
  • 6
  • 3
  • 3
  • 3
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wąwóz Kamiennego Serca

Inne książki autora

Okładka książki Lśnienie w ciemności. Dla uczczenia dwudziestolecia Lilja’s Library Clive Barker, P. D. Cacek, Ramsey Campbell, Richard Chizmar, Brian Keene, Jack Ketchum, Stephen King, Stewart O'Nan, Edgar Allan Poe, Kevin Quigley, Bev Vincent
Ocena 6,2
Lśnienie w ciemności. Dla uczczenia dwudziestolecia Lilja’s Library Clive Barker, P. D. Cacek, Ramsey Campbell, Richard Chizmar, Brian Keene, Jack Ketchum, Stephen King, Stewart O'Nan, Edgar Allan Poe, Kevin Quigley, Bev Vincent
Okładka książki El gran libro de Satán: Los mejores relatos, ensayos y poemas de la literatura maligna universal Joan Aiken, Dante Alighieri, Azahara Alonso, Clive Barker, Jazmina Barrera, Charles Baudelaire, Max Beerbohm, Noah Benalal, Rosa Berbel, Emily Berry, Holly Black, María Bonete Escoto, Ray Bradbury, Michaił Bułhakow, Michael Chabon, Liliana Colanzi, Meryem El Mehdati, Laura Fernández, Ana Flecha Marco, Neil Gaiman, Beatriz García Guirado, Rebeca González Izquierdo, Belén Gopegui, Camilla Grudova, Constanza Gutiérrez, Nathaniel Hawthorne, Shirley Jackson, Kelly Link, Sara Mesa, John Milton, Grace Morales, Sharon Olds, Verónica Pazos, Sofía Rhei, Camino Román, Tamara Romero, Karen Russell, Samanta Schweblin, Irene Solà, Laura Tejada, Fernanda Trías, Mark Twain, Elisa Victoria
Ocena 9,0
El gran libro de Satán: Los mejores relatos, ensayos y poemas de la literatura maligna universal Joan Aiken, Dante Alighieri, Azahara Alonso, Clive Barker, Jazmina Barrera, Charles Baudelaire, Max Beerbohm, Noah Benalal, Rosa Berbel, Emily Berry, Holly Black, María Bonete Escoto, Ray Bradbury, Michaił Bułhakow, Michael Chabon, Liliana Colanzi, Meryem El Mehdati, Laura Fernández, Ana Flecha Marco, Neil Gaiman, Beatriz García Guirado, Rebeca González Izquierdo, Belén Gopegui, Camilla Grudova, Constanza Gutiérrez, Nathaniel Hawthorne, Shirley Jackson, Kelly Link, Sara Mesa, John Milton, Grace Morales, Sharon Olds, Verónica Pazos, Sofía Rhei, Camino Román, Tamara Romero, Karen Russell, Samanta Schweblin, Irene Solà, Laura Tejada, Fernanda Trías, Mark Twain, Elisa Victoria
Okładka książki Clive Barkers Nightbreed Marc Andreyko, Clive Barker, Piotr Kowalski (rysownik)
Ocena 7,0
Clive Barkers Nightbreed Marc Andreyko, Clive Barker, Piotr Kowalski (rysownik)
Clive Barker
Clive Barker
Clive Barker, urodzony 5 października 1952 w Liverpoolu, to angielski malarz, ilustrator, scenarzysta i pisarz horrorów. Uczęszczał do tej samej szkoły co John Lennon, czym w późniejszym życiu często się szczycił. Studiował język angielski i filozofię na Uniwersytecie w Liverpoolu. Oprócz pisarstwa zajmował się także reżyserią i produkcją filmów (m.in. pierwszy film z serii Hellraiser), sztukami wizualnymi i komiksem, napisał także scenariusze do dwóch gier komputerowych. Na początku lat 90. przyznał, że jest osobą homoseksualną. Obecnie mieszka w Los Angeles w Kalifornii wraz ze swoim partnerem, fotografem Davidem Armstrongiem, wspólnie z nim wychowując córkę Armstronga z jego poprzedniego związku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hellraiser Clive Barker
Hellraiser
Clive Barker Mike Mignola
Były lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia. Pewnego razu, wracając z technikum wstąpiłem do wypożyczalni kaset wideo. Nigdy wcześniej nie byłem w tej wypożyczalni. Kiedy będąc tam, eksplorowałem wzrokiem repozytorium dostępnych pozycji, w pewnym momencie moje oczy ujrzały postać. Postać na mnie spoglądała, miała bladą skórę i doskonale kontrastowała z ciemnym światłem pomieszczenia. Mężczyzna był ubrany w czarny, dobrze dopasowany, lateksowy kombinezon. Jego twarz, była zmieniona, nienaturalna, nacięta z chirurgiczną precyzją i geometrycznie podzielona. Grymas na bladej twarzy wydawał się oddawać cały ból postaci, natomiast oczy wyrażały zupełnie odwrotne emocje. Postać trzymała w dłoniach artefakt, coś jakby kostkę w formie trójwymiarowej układanki. Ta obserwacja budziła we mnie ambiwalentne odczucia, nie mogłem odwrócić wzroku, po raz pierwszy widziałem coś takiego. Opuściłem wypożyczalnie a po kilku godzinach, będąc już po pierwszym seansie filmu Hellraiser autorstwa Clive'a Barker'a, wiedziałem, że chcę więcej. Piekielny świat cenobitów z Pinhead'em na czele zdefiniował gatunek horroru w moim umyśle. Sequel równie udany jak część pierwsza. Z każdą następną odsłoną odkrywanie piekielnego uniwersum cenobitów było już dla mnie drogą przez mękę i to w złym tego słowa znaczeniu ;) Całą serię zakończyłem na części 8 i nie mam zamiaru kontynuować. Niestety, z przykrością stwierdzam, że podobnie jest z tym zbiorem opowiadań. Znajdują się tu świetne epizody, ale jest ich zdecydowanie za mało. Poza kilkoma wyjątkami scenariusze nie zaskakują a na prace co niektórych rysowników nie da się patrzeć. Polecam tylko wytrwałym fanom serii o aniołach z piekieł lub BDSM w wersji hardcore ;) Fabuła: 6/10 Scenariusz: 6/10 Kompozycja: 5/10 Ilustracje: 5/10 Wydanie: 7/10
exogenesick - awatar exogenesick
ocenił na 6 3 lata temu
Wielkie sekretne widowisko Clive Barker
Wielkie sekretne widowisko
Clive Barker
Pełna rozmachu fabularnego i nieokiełznanej wyobraźni mieszanka dark fantasy i horroru, prezentacja możliwości twórczych i talentu Clive Barkera, ale jednocześnie ujawnienie słabości tkwiących w jego prozie; zapowiedź niebezpieczeństw i mielizn, które ujawnią się w niej w kolejnych latach. + Dwaj czarodzieje toczą przez dekady nieustające zmagania do dostęp do Quiddity, Morza Snów, nadwymiaru ukrytego za granicą ziemskiej rzeczywistości (Kosmosu). Po jednej z toczonych w przestrzeni bitew, złączeni w morderczym uścisku spadają i, otoczeni gwałtowną burzą, wbijają się w ziemię w pobliżu kalifornijskiego miasteczka Palomo Grove. Na miejscu ich upadku w ciągu nocy powstaje chłodne, czyste jezioro. Dzień później w jeziorze kąpie się czwórka młodzych dziewcząt. Opętane przez schowane w jeziorze duchy magów, dziewczęta gwałtownie usiłują zajść w ciążę. Jedna z nich, bezpłodna popada w obłęd, druga po urodzeniu dziecka morduje je i popełnia samobójstwo, trzecia po urodzeniu syna wyprowadza się do Chicago, czwarta, ta, która pozostała w Palomo Grove rodzi piękne bliźnięta, chłopca i dziewczynkę. Mija osiemnaście lat. Do Grove powraca z Chicago syn trzeciej dziewczyny, Howie Katz. W mieście poznaje bliźniaczkę, Jo-Beth; obydwoje zakochują się w sobie do szaleństwa od pierwszego wejrzenia. Ich uczucie wybucha nie tylko metaforycznie, doprowadza bowiem, dosłownie do wstrząsu tektonicznego uwalniającego z podziemi obu magów. „Zły” czarodziej, Jaffe (dżaff) zamierza otworzyć w rzeczywistości przejście do Quiddity, dobry chce uchronić krainę snu przed zbrukaniem, obaj zatem zaczynają gromadzić siły do dalszej walki. Dżaff potrafi przemienić ludzkie strachy w armię odrażających, obrzydliwych potworów zwanych terata, ten „dobry” - Fletcher dla przeciwstawienia się mocy dżaffa wykorzystuje ludzkie marzenia - hallucigenia. Ale gorzka prawda jest taka, że otępiali codziennością przedstawiciele klasy średniej z Palomo Grove bardzo rzadko o czymś marzą, natomiast każdy z nich skrywa w głębi duszy paskudne, mroczne lęki. W tym starciu Fletcher wydaje się bez szans, by zatem ożywić wyobraźnię growian, poświęca się w rytuale magicznego samospalenia. W rozpadlinie, która uwolniła obu magów, zginął znany komik telewizyjny zamieszkujący Grove. Dziennikarz tabloidu, który wraz ze swą przyjaciółką przybył do Palomo Grove, by napisać reportaż o życiu celebryty wkręca się na przyjęcie pożegnalne, które w jego posiadłości wydaje piękna wdowa. Nikt nie wie, że na przyjęciu pojawi się również dżaff z armią swych terata… + „Wielkie Sekretne Widowisko” to powieść graniczna. Zamyka ona wczesny, „angielski” okres jego twórczości, symbolizowany przez Księgi Krwi, Hellraisera czy Cabala, otwiera zaś czas rozbudowanych, opasłych powieści modern fantasy, próbujących zaadaptować drapieżną, nieokiełznaną fantazję Clive Barkera do standardów amerykańskiego rynku wydawniczego. Zacznijmy od wyjaśnienia dwu pojęć. „Plotter” (od „plot”- fabuły) to autor, który siadając do powieści ma ułożony jej konkretny plan, wszystkie wydarzenia są poukładane, i pozostaje mu tylko przelać wszystko na papier. Przeciwieństwem plottera jest „pantster” (od „pants”, spodni, które „wysiaduje” podczas pisania), autor siadający do pisania książki tylko z ogólną jej wizją w głowie, autor, który nie wie, dokąd go opowieść zaprowadzi. Pisząc „Wielkie Sekretne Widowisko” Barker prawdopodobnie oddał się właśnie sztuce improwizacji i swą powieść po prostu „wysiedział”. Jako punkt wyjścia obrał on historię Romea i Julii, opowieść o miłości dwojga bohaterów ze zwaśnionych stron fantastycznego konfliktu, ale w trakcie pisania okazało się nagle, że ci bohaterowie są zupełnie nieciekawi, ,i ta, w zamyśle, Wielka Amerykańska Love Story, nie ma w sobie pary i energi, a na dodatek ze strony na stronę tracić zaczął na atrakcyjności wątek demonicznego dżaffa. I nagle powieść została przejęta przez innych bohaterów, pojawiły się inne wątki, inne przestrzenie fabularne, inni villaini a wraz z nimi apokaliptyczne zagrożenia i Kosmiczny Horror (Iad Uroboros - a co!). Podejrzewam, ze z zaskoczeniem dla samego Barkera. Barker generalnie lepiej wypada w krótkich formach, gdzie główną rolę odgrywa jego niezwykła wyobraźnia, umiejętność kreowania szokujących obrazów i efektów, mogąca z całą mocą uderzyć w czytelnika. Do pisania dużych powieści obok wyobraźni konieczne są jednak również dyscyplina i techniczna sprawność narracji, a z tym Barker miewa czasami problemy. Ale „Wielkie, Sekretne Widowisko” - rozbudowane dark fantasy, z okazjonalnymi jump scare’ami i scenami rodem z ejtisowych horrorów z ery VHS potrafi, mimo pewnych mielizn i słabości fabularnych, mimo pretensjonalnych fragmentów ocierających się wręcz o grafomanię, na koniec uwieść czytelnika rozmachem i tym charakterystycznym barkerowskim drivem. Co ciekawe i potwierdzające teorię „pantsingu” Barker na właściwe koleiny trafia dopiero w trakcie opowieści. Na początku trochę irytują chaotyczne koncepty i taka, jakby „nieuporządkowana” wyobraźnia autora. Do tego dochodzi dość czerstwym stylem i kiepsko wykreowane postaci bohaterów. To ostatnie jest chyba jednak efektem świadomego założenia Barkera twórczego - Barkera nie interesuje człowiek jako osobowość, charakter, jego interesuje człowiek wyłącznie jako ciało. Być może Barker, pisząc Wielką Amerykańską Powieść Fantasy zamierzał rzucić wyzwanie Stephenowi Kingowi, ale, o ile potęgą wyobraźni dystansuje on mistrza z Maine, o tyle w opisie magii codzienności, w tym wciągającym czytelnika bajaniu, w snuciu opowieści jako takiej nie ma z Kingiem żadnych szans. Tam, gdzie King poleciałby na szeroko rozpostartych skrzydłach swego talentu, tam Barker wpada w poślizg i buksuje, ratując się tylko tylko co jakiś czas obrzydlistwami w rodzaju (tworzonych z kału i spermy) liksów. No ale nie w samym stylu rzecz. Liczy się jednak na koniec moc kreacji, intensywność fantazji. W tej z kolei Barker Kinga nokautuje. Warto dla porównania przywołać tu kingowską „Historię Lisey”, powieść niektórymi rozwiązaniami fabularnymi zdumiewająco podobną do „Widowiska”. O ile u Kinga jest rozlewna opowieść obyczajowa z genialnymi postaciami głównych bohaterów, tam u Barkera jest pulsujący energią i plot twistami kolorowy videoclip. Ostatni dobry Barker, i jednocześnie zapowiedź gorszych czasów. Parę lat później Barker napisał okropeczną, nudną jak flaki z olejem, niemożebnie rozdętą kontynuację „Widowiska” - „Everville”. Zapowiedział nawet część trzecią (całość miała się nazywać „Trylogia Sztuki”) ale litościwie porzucił ten pomysł. Niemniej „Widowisko” naprawdę warto. To - minor, ale jednak - classic, fantastycznej grozy.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 8 4 lata temu
Najciemniejsza część lasu Ramsey Campbell
Najciemniejsza część lasu
Ramsey Campbell
Jest to pierwsza książka z pogranicza thrilleru i horroru w moim dorosłym życiu. Zaczęłam ją czytać ponieważ na okładce znalazłam napis fantastyka, a nie lubię porzucać książek więc pomimo, że czasami zamykałam książkę bo dreszcze na karku były już nie do zniesienia to i tak dobrnęłam szczęśliwe do końca. Z początku lektura mnie nie porwała ale po jakimś czasie nawet wciągnęła. Z jedej strony fabuła wydaje się rozbudowana, choć osobiście czasami miałam niestety odczucie niedopracowania lub niedomówienia, które wynikało z mojej ludzkiej ciekawości. Dużym plusem jest fakt, że autor maniakalnie wplata w swoje opisy lat i naturę przez co nawet sam czytelnik może się poczuć jakby był w środku niego. Zakończenie pozostawiło mnie z lekkim niedosytem ponieważ został zamknięty pewien wątek, a nie (według mnie) cała historia. Pomysł na książkę był jak dla mnie całkiem nowy co może wynikać oczywiście z mojego braku obycia w literaturze z dreszczykiem ale i tak wiał dla mnie przyjemną nowością. Z jednej strony książka fajna ale z drugiej jak dla mnie zbyt ciężki kaliber ponieważ moja wyobraźnia po przeczytaniu nawet jednego rozdziału nie dawała mi potem spać. Nie mogę polecicić tej książki z czystym sercem fanom strasznych historii czy thrillerów ponieważ zbyt mało ich przeczytałam jednak jeśli ktoś szuka czegoś w tym stylu to wydaje mi się, że nie będzie zawiedziony. Jedyne co troszeczkę mi przeszkadzało w tej książce to dość nużace opisy (które miejscami można by nazwać istnie tolkienowskimi), które prawdopodobnie miały na celu zbudowanie napięcia, a mnie przyprawiały o ból głowy i robiły w niej tak duży mętlik, że czasami bałam się iż sama zwariuję.
lajcik_bajcik - awatar lajcik_bajcik
ocenił na 6 7 lat temu
Pod wrzosowiskami Brian Lumley
Pod wrzosowiskami
Brian Lumley
"Pod wrzosowiskami" Briana Lumleya to wybór opowiadań pisanych od lat '60 do '80, z których większość w jakiś sposób łączy się z mitologią Cthulhu. Po opowiadaniach samego HP Lovecrafta, autorów z "kręgu Lovecrafta" oraz Augusta Derletha to moje pierwsze zetknięcie z "nowoczesnym" podejściem do mitologii. Osiem opowiadań i jedną nowelę można by podzielić na trzy grupy: wprost rozwijające mity Lovecrafta, nawiązujące klimatem do utworów Lovecrafta i nie mające nic wspólnego z Lovecraftem. Nad ostatnią grupą nie będę się rozwodził. Do drugiej należałoby zaliczyć "Słońce, morze i niemy krzyk", "BigCy" i "Robala Davida". W każdym przypadku grozę sieją tam stworzenia wymyślone przez samego Lumleya, nie mające określonej nazwy, zabijające ludzi, ale i przejmujące nad nimi kontrolę. Czy są to malutkie, krabopodobne pasożyty, czy zmutowany nowotwór zyskujący świadomość, czy płaziniec rozrastający się do zaskakujących rozmiarów - wydaje się, że wszystkie te pomysły przypadłyby Lovecraftowi do gustu. Spośród tekstów rozwijających mitologię Cthulhu najmniej podobało mi się "Drugie życzenie". Dziwny miks "Czarnego Monolitu" Roberta E. Howarda i "Małpiej łapki" W.W. Jacobsa z niezrozumiałym finałem. Nieco lepiej wypadają "Wynurzając się z Surtsey", "Horror w wesołym miasteczku" i "Dzwona Dagona". Z jednej strony wrzucenie wielu elementów mitologii lovecraftowskiej (i dodanie swoich własnych) na fanów działa nostalgicznie. Z drugiej strony brak tu kosmicznej grozy, zmagania się z siłami przekraczającymi ludzkie pojmowanie, co odbiera sporo z klimatu. Najlepszym utworem według mnie jest tytułowa nowela umieszczona na końcu - "Pod wrzosowiskami". Kanwą stało się "Przyszła na Sarnath zagłada", istotne fabularnie jest też z pewnością "W Górach Szaleństwa" i "Widmo nad Innsmouth" i bez znajomości tych trzech opowiadań Lovecrafta nie polecał bym przystępować do noweli Lumleya (fabuła przypomina też dosyć mocno "Kopiec", ale tego nie ma konieczności znać). Profesor Ewart Masters, pasjonujący się archeologią i paleontologią, natrafia na tajemniczą prastarą figurkę i przy okazji trafia na trop swego pochodzenia. Dużą część noweli stanowią opisy podziemnego świata pod wrzosowiskami południowo-wschodniej Anglii i autor doskonale sobie to przemyślał. Całkiem udanie naśladuje też styl pisania Lovecrafta. Lumley poszedł o krok dalej niż jego prekursorzy i czyta się go dziś jak współczesną prozę. Sposób w jaki przetwarza mitologię Cthulhu bywa taki sam jak wcześniej u Augusta Derletha czy Henry'ego Kuttnera - bierze postaci z Lovecrafta dodając przy okazji swoje własne. Ale potrafi też być znacznie bardziej samodzielny, pisząc po prostu w klimacie kosmicznej grozy bez żadnych bezpośrednich nawiązań. Niestety bohaterowie często nieco zbyt łatwo dają sobie radę z przeciwnikami, wysadzając ich w powietrze lub po prostu bijąc, co osłabia mroczną atmosferę opowiadań.
welesxxi - awatar welesxxi
ocenił na 6 6 dni temu
Zero Kathe Koja
Zero
Kathe Koja
Tę książkę przeczytałam w nietypowy sposób, a mianowicie na ekranie małego telefonu komórkowego, bo zdobycie jej w innej formie graniczyło z cudem. Może to nawet pasowało do atmosfery tej osobliwej powieści, jakby sama forma lektury miała odzwierciedlać klaustrofobię i niepokój bijące z każdej strony tej historii. "Zero" to opowieść, w której realizm szybko się kruszy, a granice percepcji rozmywają się jak atrament na mokrym papierze. Główni bohaterowie, poeta Nicholas Reid i jego dziewczyna Nakota, żyją w świecie, gdzie centrum egzystencji staje się osobliwa, nienazwana „dziura” w budynku, w którym mieszkają. To nie jest zwykła szczelina w ścianie- to obsesja, żywa obecność, wir, który wciąga nie tylko przedmioty, ale też ich samych. Zaczynają eksperymentować: wrzucać tam rzeczy, filmować wnętrze, badać, prowokować. A potem przychodzi moment, gdy mężczyzna wkłada tam rękę i zaczyna się przemiana. Mutacja. Zanik człowieczeństwa? Czy może jego ostateczne spełnienie? Trudno polubić bohaterów. Są egoistyczni, destrukcyjni, zbyt skupieni na sobie. Ale może właśnie to jest siłą tej opowieści , nie oferuje nam komfortu ani złudnych utożsamień. Kathe Koja pisze tak, jakby świat się właśnie rozpadał i tylko język trzymał go jeszcze w ryzach. Styl powieści jest psychodeliczny, halucynacyjny, pełen emocjonalnych zakłóceń. Trudno powiedzieć, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna wizja i czy ta dziura naprawdę istnieje, czy też jest tylko metaforą samotności, traumy albo pragnienia zniszczenia. Zakończenie? Niepokojące. Nie daje ukojenia. To książka, która z pewnością nie jest dla każdego, ale jeśli ktoś ceni sobie eksperyment literacki, atmosferę grozy pozbawioną klasycznych rekwizytów oraz bohaterów dryfujących na granicy obłędu, to "Zero" może okazać się niepokojącym, ale pamiętnym doświadczeniem.
Gdybym-wiedziała - awatar Gdybym-wiedziała
oceniła na 6 8 miesięcy temu
Pan X Peter Straub
Pan X
Peter Straub
I nadszedł ten dzień, kiedy z żalem muszę stwierdzić, że Peter Straub mnie rozczarował. A myślałam, że to nigdy nie nastąpi, gdyż dotychczas Straub był dla mnie autorem-pewniakiem - każda jego powieść, po którą sięgałam bezbrzeżnie mnie zachwycała. Tak było aż do teraz. Mr. X jak i inne książki autora trudno zakwalifikować do jednego konkretnego gatunku - po części jest to horror, po części kryminał, z bogato rozbudowaną warstwą obyczajową. Sam początek kompletnie nie zwiastował późniejszego zawodu - było wręcz odwrotnie, gdyż pierwsze rozdziały były na tyle intrygujące, że spodziewałam się, że właśnie trzymam w rękach arcydzieło grozy na miarę Floating Dragon. To nie jest tak, że od pewnego momentu z każdym kolejną stroną robiło się coraz gorzej - bo Mr. X miał sporo prześwietnych fragmentów, które czytałam z wypiekami na twarzy i siłą trzeba by mi wyrywać z tę książkę, aby mnie od niej oderwać. Lekturę Mr. X przyrównałabym do sinusoidy - wyborne fragmenty przeplatały się z potwornie nużącymi i nieciekawymi, gdzie kilkanaście stron męczyłam przez parę godzin. To w sumie strasznie przegadana książka - przy ponad 600-stronach jest to tym bardziej odczuwalne. Pomimo, że napisana świetnym językiem, to przez niepotrzebne dłużyzny przez powieść się nie płynie, a lektura bardziej przypomina mozolne sunięcie przez gęstą bagnistą rzekę. Za dużo tu różnych postaci - powiązanych i skoligaconych ze sobą na tak wymyślne sposoby, że przy dziele Strauba Moda na Sukces wypada blado. Ci wszyscy bohaterowie przez całą lekturę strasznie się mylą i mieszają, bo mimo, że głównych jest teoretycznie trzech - to w praktyce każdy z kilkudziesięciu mieszkańców miasteczka dostaje swój mniej lub bardziej rozbudowany wątek. Bez wracania się parę rozdziałów wstecz bądź dodatkowej kartki z listą postaci nie da rady. W drugiej połowie powieści robi się trochę łatwiej, bo po kolei jedna za drugą znaczna część postaci odchodzi z tego świata. Na ostatnie kilkanaście rozdziałów Straub zostawił najlepsze - czyli jawne odwołania do Lovecrafta. Od pewnego momentu Mr. X zamienia się w hołd dla Samotnika z Providence i niemal na każdej stronie daje się wyłapać jakieś nawiązania do prozy mistrza klasyki grozy. Wspaniale, z dużą frajdą i bijącym mocniej sercem czyta się te fragmenty. Mam spory problem z jednoznaczną oceną tej powieści. Bo jak na Strauba przystało styl i język są pierwszorzędne, w fabule sporo jest świetnych pomysłów i intrygujących złożonych postaci, z którymi można się zżyć przez te ponad pięćset stron. Jednak przez niepotrzebne przegadanie, rozwlekanie niektórych scen na kilkadziesiąt stron momentami miałam ochotę rzucić książka o ścianę i już do niej nie wracać. Tak, jestem rozczarowana, bo liczyłam na kolejną genialną powieść od Strauba - na miarę Koko, The Throat czy wspomnianego już Floating Dragon. Naprawdę nie wiem jak sprawiedliwie ocenić tę książkę - przeciętna byłoby zdecydowanie krzywdzące, bardzo dobra to zbyt wysoko, dobra to za nisko. Czasem słońce, czasem deszcz - a moja relacja z Mr. X to czasem miłość, czasem no jednak nie. Może właśnie samo to ile sprzecznych emocji wywołuje we mnie ta powieść wskazuje, że miałam do czynienia z dziełem, które w przyszłości w pewnych kręgach będzie określane mianem "kultowego"? Na dzień dzisiejszy oceniam jako dobrą plus, ale jestem niemal stuprocentowo pewna, że Mr. X - jak i Floating Dragon - z czasem będzie mi się coraz bardziej podobać. Na pewno tak szybko i łatwo o niej nie zapomnę. https://romy-czyta.blogspot.com https://www.instagram.com/romyczyta
Joanna - awatar Joanna
oceniła na 7 5 lat temu
Świat mroku F. Paul Wilson
Świat mroku
F. Paul Wilson
Kolejna część cyklu i kolejny powód do zachwytów. W przeciwieństwie do poprzednich dwóch odsłon ("Odrodzony" i "Odwet"), które były o wiele bardziej stonowane, "Świat mroku" bucha prawdziwym rozmachem. Rasalom przypuścił zmasowany atak na ludzkość, dni stają się coraz krótsze, pokraczne stworki wszelakiej maści wypełzają spod ziemi i pożerają bogu ducha winnych obywateli, grawitacja odmawia posłuszeństwa, zaś biedny Glaeken, który powinien już od dawna rozkoszować się emeryturą, po raz kolejny musi stawić czoło złu. Tym razem jednak nie w pojedynkę a za sprawą dobrze dobranej ekipy, wśród której znalazł się niejaki Jack Czyściciel, któremu - z tego co mi wiadomo - Wilson poświęcił oddzielny cykl. Ot, taki mały crossoverek. "Świat mroku" to powieść apokaliptyczna pełną gębą. Twardogłowych miłośników "Twierdzy", którzy narzekali na "Odrodzonego" i "Odwet", z pewnością ucieszył fakt, że "Światowi mroku" bliżej do pierwszej części cyklu a to z uwagi na przyśpieszone tempo akcji i więcej elementów dark fantasy. Dwie poprzednie odsłony cyklu sprawiały wrażenie, jakby Wilson chciał dopiero zbudować napięcie przed daniem głównym - w "Świecie mroku" w końcu popuścił lejce i ruszył z kopyta. Poprzez dodanie wielu ciekawych elementów (Kolabati i jej naszyjniki wiecznej młodości, obdarzony tajemniczą mocą dat-tay-vao mały chłopiec Jeffy), universum Wilsona zyskało na rumieńcach. Facet naprawdę potrafi pisać i ciężko cokolwiek mu zarzucić. Świetny klimat, przekonywający i zapadający w pamięć bohaterowie, fabuła, która zasysa jak odkurzacz. I tylko żal ściska wiadomo co na myśl, że nikt nie kwapi się podjąć wydawniczego wznowienia tego imponującego cyklu. Taki w sumie przeciętny rzemieślnik jak Masterton okupuje półki polskich księgarni od dekad a taki Wilson dostał swoje pięć minut 25 lat temu i tyle. To se ne vrati, najwidoczniej. A szkoda, dawno nie czytałem tak wciągającej i oryginalnej serii i czuję podskórnie, że tym czytelnikom, którzy przyjemności obcowania z twórczością Wilsona nie mieli, również udzieliłby się ów zachwyt. Biały kruk ale jeśli ktoś ma ochotę poszperać tu i ówdzie, jest szansa, że upoluje swój własny egzemplarz a wierzcie mi, że warto.
Barcki - awatar Barcki
ocenił na 9 9 lat temu
Blues duchów Jonathan Maberry
Blues duchów
Jonathan Maberry
„Blues Duchów” to pierwsza część „Trylogii Pine Deep”, energiczny, nowoczesny „wszystko/mający” horror, z jednej strony odwołujący się do klasyki gatunku, z drugiej do nowoczesnych trendów sensacji i thrillera. + W 1976 roku miasteczkiem Pine Deep wstrząsnęła fala morderstw, głównie dzieci i nastolatków. Sprawcę zbrodni wykrył i zabił czarnoskóry robotnik rolny, zamiast nagrody jednak sam został zlinczowany po tym, jak w środku nocy dopadła go, zakrwawionego po walce z potworem, grupa ochotniczych stróżów prawa. Mija 30 lat. Uczestnicy ówczesnych wydarzeń nadal mieszkają w Pine Deep, a nad miasteczko nadchodzi niebezpieczeństwo. Trójka uciekających przed policją przestępców ma wypadek w obrębie miasteczka (ich samochód wpada na pole kukurydzy). Jeden z nich ginie, drugi jest ranny w wypadku ale trzeci…trzeci to psychopatyczny seryjny morderca. Nie zawaha się przed niczym, by zdobyć środki na dalszą ucieczkę. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Po pierwsze - „zło nigdy nie ginie” - zabity 30 lat wcześniej potwór wciąż rozciąga swój mroczny wpływ na okolicę. Ma swoich wyznawców (kultyści ! Ihaaa!), łączy się też z umysłem zbiegłego psychopaty. Burmistrza, który jako dziecko, ciężko ranny, ledwo uszedł z rąk mordercy, prześladują przerażające koszmary, w których sam zamienia się w monstrum, lokalny fanatyk religijny zaś przekracza próg szaleństwa… Przeciw rosnącemu w siłę złu staje tylko nieświadoma niczego policja oraz manager „Przerażających Przejażdżek”, lokalnego parku rozrywki… + Zacząć trzeba od podkreślenia faktu - „Blues Duchów” to nie jest samodzielna powieść ! To pierwsza część trylogii, Stephen King wszystkie jej części wydałby pod jednym tytułem jako kolejne 1000 stronowe monstrum. Wszystkie fabularne wątki są szeroko pootwierane, a na ich zamknięcie poczekać będzie do ostatniego tomu. Nie przypadkiem jednak przywołany został tutaj Stephen King. „Blues Duchów” bowiem czyni zadość standardom najlepszych powieści Króla. Niewielka społeczność, szereg ciekawie wykreowanych, pozostających w różnych wzajemnych relacjach, postaci, bardzo energiczna, przyjazna czytelnikowi narracja - to cechy typowe dla prozy wielkiego Stefana, cechy, które umiejętnie zaadaptował dla swej opowieści Maberry. „Blues Duchów” to, jak napisałem, horror „wszystkomający”: klasyczne monstra rodem sięgające do czarno białych horrorów Universalu ? - są, Złowrodzy, spiskujący, quasi-sataniczni kultyści ? - są, Powracające duchy przeszłości ? - i owszem, Współcześni psychopaci z kart powieści Thomasa Harrisa ? - no pewnie, W bonusie jeszcze brutalni przestępcy, ba, nawet dla fanów Guya N. Smitha pojawia się amerykański odpowiednik „trzęsawiska” ! Tak, fani rozrywkowego horroru bedą mieli przy lekturze „Bluesa Duchów” przednią zabawę. Powieść jest pełna brutalności, jump scare’ów, suspensu, doskonale napisana (wybornie wypadają zwłaszcza liczne sceny akcji). Powieść została wyróżniona nagrodą Bram Stoker Award w roku 2006 za najlepszy debiut. W kategorii „najlepsza powieść” Maberry musiał uznać wyższość … Stephena Kinga i jego „Historii Lisey” (zero zdziwu :-) ). Petarda, nie ma to tamto. Instant classic. Już mnie ciekawość pali, co będzie się działo w kolejnych tomach - „Song Umarłych” i „Wschód Złego Księżyca” PS. Ciekawe, że „Blues Duchów” stanowił tak naprawdę początek dużej kariery pisarskiej Maberry’ego. Maberry w momencie jej wydania miał już 48 lat (rocznik 1958), więc trudno go uznać za młodzika, niemniej od tamtej pory publikuje niezwykle aktywnie. Cała trylogia Pine Deep wydana została w Polsce w ramach tzw. „drugiej serii Amber Horror” (z lat 2008-2010, do dziś można wygrzebać w różnych Tanich Książkach). W Polsce wydany został również „Pacjent Zero”, rozpoczynający długi, do dziś pisany, cykl przygód detektywa Joe Ledgera. PPS. Aż dziw, że nikt jeszcze tego nie nakręcił. W dzisiejszych realiach spodziewałbym się jakiegoś fancy serialu na platformach streamingowych. Murowany hit.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Wąwóz Kamiennego Serca

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wąwóz Kamiennego Serca