Wąchacze, sportowcy i ćpuny

Okładka książki Wąchacze, sportowcy i ćpuny
Andrzej Kozioł Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza poradniki
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
poradniki
Format:
papier
Data wydania:
1986-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1986-01-01
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
8320537894
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wąchacze, sportowcy i ćpuny w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wąchacze, sportowcy i ćpuny

Średnia ocen
7,2 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1033
548

Na półkach: , ,

Niewielka książka zawierająca wywiady z ludźmi pośrednio i bezpośrednio związanymi z narkomanią lat 70. i 80. ubiegłego wieku w Polsce. Mamy tutaj rozmowy m.in. z milicjantami, narkomanami oraz ich rodzicami, a także z samym Markiem Kotańskim (oj Marku, Marku, ty kłamczuszku). Ciekawa pozycja, jeśli ktoś jest zainteresowany historią narkomanii w tamtych czasach.

Niewielka książka zawierająca wywiady z ludźmi pośrednio i bezpośrednio związanymi z narkomanią lat 70. i 80. ubiegłego wieku w Polsce. Mamy tutaj rozmowy m.in. z milicjantami, narkomanami oraz ich rodzicami, a także z samym Markiem Kotańskim (oj Marku, Marku, ty kłamczuszku). Ciekawa pozycja, jeśli ktoś jest zainteresowany historią narkomanii w tamtych czasach.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Wąchacze, sportowcy i ćpuny na półkach głównych
  • 54
  • 32
9 użytkowników ma tytuł Wąchacze, sportowcy i ćpuny na półkach dodatkowych
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wąchacze, sportowcy i ćpuny

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Długopis Miłosz Waligórski
Długopis
Miłosz Waligórski
Podmiot liryczny będący nomadą zabiera nas w podróż po swoim życiu pozwalając wejść w swoje doświadczenia i spostrzeżenia. Wiersze Miłosza Waligórskiego to zapiski z podróży, jaką jest życie. Człowiek nie ma tu swojego własnego miejsca, zawsze przemieszcza się, jest uchodźcą wędrującym po ziemi i napotykającym kolejnych ludzi, wchodzący w świat ich znaczeń i ciągle czujący się obco na ich tle, jak palna ma skraju sosnowego lasu. „Nabity w butelkę powietrza, zrobiony w balona duszy latami dryfowałem po oceanie. Bez końca odbijałem się: od deski do deski, od klepki do klepki”. Pozostawiony losowi, dryfujący zanurzony w nicości ściągany jest ku lądom przez egzystencję, każącą tęsknić za dzikimi ogrodami, niepohamowaną fantazją i jednoczesne pragnienie miłości, ale nie tylko tej erotycznej, lecz także niewinnej, ojcowskiej nadającej życiu swoisty sens pozwalający na przeżywanie niezwykłych przygód i cieszenie się chwilą, ale też pozwalającej na budowanie własnej tożsamości, osadzanie siebie w konkretnym społeczeństwie, tworzącym relacje. Z wierszy Miłosza Waligórskiego przebija ciepło dojrzałego mężczyzny mającego ustabilizowane życie, potrafiącego cieszyć się drobiazgami, dostrzegać piękno natury, ulotnością chwili. Ta epikurejska postawa sprawia, że utwory poety są ciepłe, przyjemne, z wolno płynącą teraźniejszością, w której sacrum i profanum mieszają się, uzupełniają i sprawiają, że życie ludzie jest bardzo różnorodne, toczące się wokół ciągłej wędrówki, w której podróżnicy różnią się szeroko pojętą zasobnością ciągle sprowadzającą ich do poziomu bezdomności będącej stanem pozwalającym na dostrzeganie bogactwa i hojności przyrody. W tomiku „Długopis” nie zabraknie też refleksji na temat pisania, poezji, ale bez wymądrzania się, robienia z siebie nieomylnego mędrca, lecz zdystansowanego odbiorcę potrafiącego podejść z dystansem, żartobliwie wskazującego cechy dobre poezji: „zatem dobra poezja to taka która jeśli zadzwonisz pod ten numer odbierze telefon i nie odbierze ci nadziei a jeśli zadzwonisz i zgłoszę się ja to to już nie będzie poezja dobra?” Wskazanie na wartości uniwersalne, na możliwość interpretacji w oderwaniu od poety jako klucz do rozpoznania dobrej poezji zostaje ujęte w zabawny sposób wskazujący na dystans poety do tego, co robi, świadomość tego, że musi być to z jednej strony głęboko osadzone w jego życiu, a z drugiej ważne też dla odbiorcy, trafiające na jego czułe struny, poruszające zrozumiałe -bo przeżyte – sprawy i ciągle powtarzające się koleje losu z podobnymi ciągami popełnianych błędów, przemijającymi za szybko kodami DNA, dziwną tułaczką przy jednoczesnym wrastaniu w otoczenie nawet jeśli do niego nie pasujemy. Waligórski w swoich wierszach bawi się znaczeniami słów, prowokuje, zachęca do innego spojrzenia, analizy, czego najlepszym przykładem jest wiersz „niewierność” z jednej strony w znaczeniu „nietożsamość”, a w drugiej kojarzący nam się ze zdradą: „opis zdradza podobieństwo”. Sporo w tych utworach nawiązań do języka serbskiego i węgierskiego, przyglądania się znaczeniom, różnicy obrazów, kontrastowi kulturowemu przy jednoczesnym zachwycie podobieństwami, doświadczaniem inności, czerpaniem z jej bogactwa i ciągła nauka tolerancji. Jednocześnie porusza problemy ontologiczne ubierając je w paradoksy: „dziura w serze bóg jest bo go nie ma”. Poezja tu to coś więcej niż tylko parę liter czy słów wpisanych w określone sensy. To przede wszystkim ładunek emocji zamkniętych w małej formie starającej się przekazać uniwersalne prawdy, podzielić odczuciami, spostrzeżeniami, przeżyciami. Wielkie obrazy zminimalizowane do granic możliwości, przez co przy niewielkiej ilości słów dostajemy rozbudowane obrazy utrwalające chwile i ich ulotność, podkreślające wybiórczość naszej pamięci każącej pamiętać nam o rzeczach mało istotnych, a zapominać te bardziej ważne. Miłosz Waligórski w swoim tomiku „Długopis” sięga po motywy z literatury, historii, doświadczonego otoczenia. Wszystko to w oprawie zabawie słowem, przyglądaniu się ich znaczeniom, koczowniczej nieufności wobec utartych powiedzeń i próby odczytywania na nowo, wykorzystywania wcześniejszego doświadczenia kulturowego do budowania nowych, odzyskiwania starych, wyzwalania się z utartych dróg i podążania w ciemnościach nowymi szlakami. W „Długopisie” znajdziemy dużo nawiązań do najnowszych wydarzeń, zjawisk, budowania relacji międzyludzkich, ich ulotności. Surrealistyczne metafory dekonstruują znaczenia i skłaniają do refleksji nad tym czy na pewno świat jest taki, jakim go postrzegamy, jaki nam podsuwają inni ludzie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Bardzo ważnym motywem jest tu duże znaczenie językowego świata i język jako pryzmat pozwalający na poznanie, co oczywiście nawiązuje do Wittgensteinowskiego spojrzenia na deflacjonizm metafizyczny, w którym najważniejszym elementem dążenia do prawdy i odkrywania świata jest wchodzenie w kody językowe, socjalizacja językowa. I ten motyw ciągłego odkrywania znaczeń jest u Waligórskiego bardzo żywy: z jednej strony widać bogactwo, z którego czerpie, a z drugiej otwartość do nakreślania nowych granic świata, przez wzbogacanie go o nowe znaczenia osadzone w przeszłości, czyli w tym, co człowiek już doświadczył i odkrył. Wszystko osadzone w przeszłości, bo w „Długopisie” rzadko dzieje się coś w namacalnym „tu i teraz”. W utworach znajdziemy zlepki przeżyć, które już minęły, bo teraźniejszość jest nieuchwytna, ciągle przemijająca, a człowiek istnieje jako jednostka z bagażem zebranym w czasie swojej życiowej wędrówki. Musimy sobie jednak uzmysłowić, że nie wszystkie przeżycia pakujemy do walizki swojego istnienia. Niektórym -mimo wpływu na nas – pozwalamy pozostać w niepamięci. I tu znowu powracamy do wybiórczości naszej pamięci, zapamiętywania zadziwiających rzeczy składających się na nasze spojrzenie na świat: ciągle niepełne, wybiórcze i zmuszające nas do analizy podsuwanych sensów, poszukiwania ich prawdziwych znaczeń pozwalających odkrywać świat, który nie ogranicza się do językowego spojrzenia na otoczenie, błądzenia pomiędzy nieprecyzyjnością, którą możemy weryfikować „patrzymy oczami nie językiem”. To dążenie do zgodności języka ze światem i jednocześnie poszerzanie zakresów znaczeń sprawia, że do czynienia z tyglem sprawiającym wrażenie, że język jest w nas. My musimy tylko po sokratejsku wyłaniać kolejne słowa i ich znaczenia, które nosimy w sobie.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 8 6 lat temu
Pies Miha Mazzini
Pies
Miha Mazzini
„Boimy się tylko tego, co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, a wierzymy tylko w to, co potrafimy zrozumieć”. Kto by pomyślał, że tak głęboka myśl może zrodzić się w tak brzydkim mężczyźnie. Przecież żył w społeczeństwie, którego oczekiwania w stosunku do pojedynczych osobników sprowadzały się do jednego – „głupi mają być brzydcy mężczyźni i piękne kobiety”. Główny bohater był brzydki. Bardzo brzydki. No dobrze, nie będę delikatna – ohydny i odrażający. Jego widok zawsze przyciągał ciekawski wzrok, by po chwili zamienić się w wyraz obrzydzenia. Ewidentnie zakłócał poczucie estetyki patrzącego. Każde spojrzenie na niego „wyrażało zdziwienie, jak może istnieć coś tak potwornie szkaradnego i dlaczego t o stoi przed nim, psując mu widok”. W jego pracy brzydota była jednak atutem. Należał do świty Maestra. Miejscowego mafiosa świata przestępczego. Człowiekiem niezastąpionym w wymuszaniu długów i haraczy. Wystarczyło, że stanął pod drzwiami lokalu dłużnika i chwilę popatrzył, by natychmiast otrzymać żądaną kwotę. To pozwalało mu na prowadzenie niezależnego, ustabilizowanego życia z dala od ludzi, w którym rutyna była tym, co cenił sobie najbardziej. Aż do nietypowego zlecenia. Maestro powierzył jego pieczy młodą kobietę Hanę. Bardzo ważnego świadka będącego alibi dla szefa. Miał opiekować się nią i pilnować do rozprawy sądowej. Tylko tydzień i aż tydzień! Relacjonowany przez głównego bohatera, dzień po dniu i godzina po godzinie, przypominający formą narracji dziennik, stał się historią przemiany bezwzględnego, brutalnego, cynicznego, pełnego nienawiści do ludzi autsajdera w człowieka, który odkrył w sobie pozytywne uczucia. Wśród nich największe – miłość do swojego pracodawcy. Kochał go tak, jak pies swojego właściciela. Tej dramatycznej, a momentami komicznej, przemianie towarzyszył koktajl emocji przeżywanych i opisywanych przez głównego bohatera, który bardzo mało mówił i tylko, kiedy musiał, ale za to bardzo dużo myślał. Jego wewnętrzne monologi, komentarze, wnioski, wspomnienia z przeszłości stanowiły swoistą mieszankę filozofii, sarkazmu, ironii, moralizatorstwa i czarnego humoru przez łzy, by ostatecznie pozostawić mnie z myślami pełnymi goryczy. Dotyczącymi współczesnego społeczeństwa. Tak naprawdę ta opowieść o losach jednego człowieka wyrzuconego przez ostracyzm na margines społeczny była pretekstem do zawarcia w niej krytyki ludzkiego systemu wartości hołdującemu urodzie, konsumpcjonizmowi, globalizacji i wychowującemu jeden pożądany model obywatela – niezauważalnego. „Człowieka, który nie będzie się głośno śmiał, płakał, skakał, nie będzie hiperaktywny, tylko będzie siedział na jednym, odgórnie przydzielonym miejscu i robił swoje. Niewzruszony lub – jak zwykło się to określać – kulturalny i dobrze ułożony. Niczym nie wolno mu się wyróżniać”, za to żyć długo i płytko. Miał być wierny jak pies. Tylko takim przeciętniakom, miernym, biernym, ale wiernym, społeczeństwo daje szansę wolności wyboru. Problem w tym, że tacy ludzie nie potrafią z niej korzystać, bo gdyby potrafili, nie byliby przeciętni. Wielu tkwi w tej społecznej pułapce tak, jak tytułowy pies i jak pies traktowanych. Cokolwiek by nie zrobili dla swojego pana. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 6 lat temu
Kawa Andrzej Fiedoruk
Kawa
Andrzej Fiedoruk
Każdy wywiad, program, artykuł w gazecie czy właśnie książka o kawie jest dla mnie ciekawą pozycją, mimo iż uważam że wiem na ten temat trochę więcej niż przeciętny Kowalski, to i tak każde zetknięcie się z kawą np. w formie pisanej sprawia mi przyjemność. Z tej książki dowiedziałem się na przykład które kraje przodują w produkcji kawy, a które wypijają jej najwięcej, co ciekawe jedno z drugim kompletnie się nie łączy. Zwalczony został mit Włochów jako kawoszy i Brytyjczyków jako herbaciarzy. Dość szczegółowo opisano też skąd jaka kawa pochodzi i dlaczego. Wątki historyczne, które zazwyczaj z chęcią bym pominął, tu skondensowane do krótkich ciekawostek, jak ta związana z Cejlonem - dziś imperium herbaty, a niegdyś kawy. Ale, zawsze jest jakieś ale. Jakby ktoś chciał poznać kawę od kuchni, to ta pozycja nie wyczerpuje tematu. Ku mojego zaskoczeniu nie ma nic o rodzajach kaw do picia (typu cappuccino czy espresso), nie mówiąc o metodach parzenia jak vario czy mój ukochany chemex. Nawet o samych ekspresach do kawy wychwyciłem chyba tylko jedno czy dwa zdanie. Twórcy tej książki skupili się bardziej na kawie jako owocu, jako ziarnie, jako fundamencie, a nie na temat jego późniejszej obróbki, z którą spotyka się każdy z nas. I jeszcze jedno. Miałem nieodparte wrażenie, że to obcojęzyczna pozycja tylko przetłumaczona na polski, gdyż mimo iż pisała to Polka, nie ma w niej o nas. Nawet jak wymienia w których krajach europejskich ile statystycznie pije się kawy na głowę, to na próżno szukać tam Polski. Musiałem to sobie wygooglać, a wystarczyłyby dwa-trzy zdania. Podsumowując, "Kawa" Iki Graboń to to nie jest, ale z kilku przepisów na pewno skorzystam, jak kawa po turecku z kardamonem, kawa po jamajsku czy wiedeńsku. Ja znalazłem tu coś dla siebie, może Ty też znajdziesz, tym bardziej, że po odjęciu przepisów to raptem 65 stron.
kamson89 - awatar kamson89
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Wąchacze, sportowcy i ćpuny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wąchacze, sportowcy i ćpuny