W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania

Okładka książki W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania
Włodzimierz Odojewski Wydawnictwo: Świat Książki literatura piękna
205 str. 3 godz. 25 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
205
Czas czytania
3 godz. 25 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324716005
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania

Średnia ocen
7,1 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1376
452

Na półkach: , , ,

Literatura Włodzimierza Odojewskiego to literatura wymagająca. Wymagająca skupienia, uwagi, czasu.
Strony nie mkną w zawrotnym tempie – piąta, siedemdziesiąta, dwieście osiemdziesiąta, koniec.

Czasami długie, tak charakterystyczne dla tego pisarza zdania na pół strony czytałam po kilka razy, by po prostu nad nimi się zastanowić.

Akcja tych siedmiu opowiadań dzieje się głównie – jak to u Odojewskiego bywa – gdzieś na wschodzie Rosji, raz bliższym, a raz bardzo dalekim. Nie ma podanych konkretnych nazw, są tylko charakterystyczne punkty wiadome jedynie bohaterom.

Temat opowiadań jest bolesny, ciężki i dotkliwie oderwany od „naszych” czasów. Strzępy historii Polaków na rozległych rosyjskich przestrzeniach w czasie pierwszych lat II wojny światowej, prześladowań, zesłań, mieszają się z przeżyciami i przemyśleniami bohaterów, ich bezsilnym zdziwieniem, na to jak można traktować ludzi. W wielu opowiadaniach pojawia się akcent katyński, który swoje prawdziwe ujście ma w opowiadaniu pt.: „Ku Dunzynańskiemu Wzgórzu idzie las”.

Teksty te wołają o pamięć tych dni i ludzkich historii tam, w tamtych czasach przeżywanych chociaż częściej, w ostatnim rozrachunku - nieprzeżywanych.

Na koniec słowo od autora:

„…zresztą, czy nie sądzisz, że przeżycia, żeby nie wiem jak dramatyczne, po jakimś czasie, nawet bez zewnętrznego przymusu, też przyprószy niepamięć? Albo jeszcze inaczej: że świadomość ich się pozbywa, gdyż uciskałyby, gniotły, przeszkadzały egzystować normalnie.”

„Świat nie chce wiedzieć, gdyż wiedza zakłócałaby mu sen, utrudniałaby syte trawienie, i czekała tylko, aż umykająca z latami prawda zatrze się sama w ludzkiej pamięci i przepadnie…”

Literatura Włodzimierza Odojewskiego to literatura wymagająca. Wymagająca skupienia, uwagi, czasu.
Strony nie mkną w zawrotnym tempie – piąta, siedemdziesiąta, dwieście osiemdziesiąta, koniec.

Czasami długie, tak charakterystyczne dla tego pisarza zdania na pół strony czytałam po kilka razy, by po prostu nad nimi się zastanowić.

Akcja tych siedmiu opowiadań dzieje się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

74 użytkowników ma tytuł W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania na półkach głównych
  • 43
  • 30
  • 1
34 użytkowników ma tytuł W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania na półkach dodatkowych
  • 25
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Włodzimierz Odojewski
Włodzimierz Odojewski
Włodzimierz Odojewski (ur. 14 czerwca 1930 w Poznaniu, zm. 20 lipca 2016 w Piasecznie), pisarz, od 1971 na emigracji. Jest synem muzyka; liceum skończył w Szczecinie, studiował ekonomię i socjologię w Poznaniu (ukończył w 1953). Należy do tzw. pokolenia "Współczesności" – w 1951 debiutował powieścią Wyspa ocalenia, zaprezentowaną na falach Polskiego Radia. Publikował utwory w tygodniku "Ziemia i Morze" w latach 1956-1957. Od 1959 w Warszawie, był m.in. kierownikiem Studia Współczesnego Teatru Polskiego Radia (od 1961). Stracił pracę w radiu po wydarzeniach marca 1968, w 1971 wyjechał na stałe z Polski. Osiadł w Niemczech Zachodnich, gdzie został szefem działu kulturalno-literackiego Radia Wolna Europa. Otrzymał wiele wyróżnień literackich, m.in. nagrodę młodych im. Tadeusza Borowskiego (1951), Nagrodę Kościelskich (1966), nagrodę Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie i londyńskich "Wiadomości" (1973), Nagrodę Jurzykowskiego (1974), nagrodę Szwedzkiego Komitetu Katyńskiego (1976). Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Najbardziej znany utwór Odojewskiego, Zasypie wszystko, zawieje... (Paryż 1973), ukazuje losy kuzynów - polskiego dziedzica, który powodowany koniecznością i poczuciem obowiązku zaciąga się do partyzantki polskiej i młodego dowódcy ukraińskiego oddziału partyzanckiego, który zostaje partyzantem przechodząc głęboką przemianą ku lokalnemu patriotyzmowi. Historia ta zaprezentowana jest na tle dramatycznych wydarzeń z wojennej historii stosunków polsko-ukraińskich, zwłaszcza tzw. ludobójstwa wołyńskiego. W powieści tej pojawia się także niezwykle wstrząsająco opisany wątek katyński. Doświadczenia głównego bohatera - zwłaszcza uczucia - opisane są z użyciem tzw. strumienia świadomości. Odojewski stosuje tu często technikę literacką polegającą na próbie oddania strumienia świadomości. Kresom ukraińskim Odojewski poświęcił także wcześniejsze powieści Wyspa ocalenia (Warszawa 1966) i Zmierzch świata (Warszawa 1962). W innych utworach - m.in. Miejsca nawiedzone (Łódź 1959), Kwarantanna (Warszawa 1960), Czas odwrócony (Warszawa 1965) - dominuje wątek wspomnień i przemijania.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Złoty pelikan Stefan Chwin
Złoty pelikan
Stefan Chwin
Mówią, że mamy nie oceniać książki po okładce, i mają rację! Oczywiście, że dobrze dobrana okładka wróży lepszy sukces, ale nawet te książki, które czasem mają beznadziejną szatę graficzną mogą być świetne. W wypadku Złotego pelikana... patrzyłam na tą okładkę co jakiś czas, nawet pod czas czytania. Historia o życiu Jakuba jest opisana urywkami, które koniec końców sklejają się w całość i mimo, iż są opowiadane z lekka chaotycznie da się to jest tak, jak być powinno. Z resztą książki są od tego, żeby chociaż trochę ruszyć nasze szare komórki. Ale wracając, budziłam moje szare komórki coraz bardziej z każdym rozdziałem zastanawiając się do jakiej sytuacji ma nawiązywać okładka, albo przynajmniej co ma symbolizować. Jednak nic z tego. Snułam tyle teorii, że nawet nie jestem w stanie o nich napisać. Jednakże zauważam to, jak bardzo się na tym skupiałam, żeby jak najwięcej zrozumieć. I powiem Wam jedno : wszystkim ludziom, którzy czytają gdziekolwiek, cokolwiek i jakkolwiek życzę takich książek jak ta. Takich, które dadzą Ci jak najwięcej mogą, ale też wyciągną dużo z Ciebie. Takich, które Cię porwą, zmuszą do poświęcenia im tak wielkiej uwagi jak tylko możesz. Żeby było jasne, nie wychwalam tej książki ponad niebiosa. Złoty pelikan nie należy do najlepszych książek świata. Jej fabuła jest prosta, z resztą nie tylko fabuła. Wszystko w tej książce jest proste (bynajmniej dla mnie, no bo to human.) i ewentualnie "dialogi" mogły sprawiać problem, ale to nic. Wszystko gra. Czytając to uświadomiłam sobie, jak ważne jest to, by zwracać uwagę na to co się dzieje wokół nas, bo może się zdarzyć coś, co pozornie nie ma znaczenia, a pewnego dnia obudzimy się w zupełnie innym świecie. Nic już nie będzie takie samo, szczególnie my i nasze podejście do życia. Może będziemy się cieszyć, że jakiś okropny okres naszego życia przeminął, albo będziemy żałować, że nie poświęciliśmy tej jednej jedynej chwili więcej uwagi. Podsumowując : prosta książka, z lekka chaotyczna, bez klasycznych dialogów, ma drugie dno (które moim zdaniem warto odkryć) Tak więc, miłej lektury (mam nadzieję)
Margaret - awatar Margaret
ocenił na 6 9 lat temu
Mała matura Janusz Majewski
Mała matura
Janusz Majewski
,,Mała matura" to zabawna, wzruszająca, momentami przerażająca opowieść o świecie, który powoli przemijał i został na zawsze zrównany z ziemią przez kolejnych okupantów. Ludwik rodzi się we Lwowie, gdzieś w połowie XX-lecia międzywojennego. Jako potomek lwowskiej inteligencji zajmuje stosowne mu miejsce i z ciekawością obserwuje świat, w którym przyszło mu żyć. Jego otoczenie jest pełna przedwojennej dystynkcji, fasonu, poczucia swojego miejsca na świecie. Chłopiec dorasta obserwując rodziców, wujostwo, sąsiadów i przeżywając pierwszą niewinną fascynację służącą. Wszystko to nagle rozpada się gdy wybucha II wojna światowa. Kolejni okupanci wkraczają do Lwowa i zaczynają swoje rządy. Jednak patrzenie na wojnę oczami Ludwika nadal jest niewinne. Chłopiec chroniony przez dorosłych, znacznie mniej odczuwa dramatyzm tego okresu. Wyrzuceni z własnego domu tułają się po krewnych i powinowatych ale nadal czuć, że realne zagrożenie jest odległe. Dopiero po wojnie, gdy osiedlą się w Krakowie, Ludwik na własnej skórze doświadczy barbarzyństwa i okrucieństwa nowej władzy. ,,Mała matura" to sentymentalna opowieść o chłopięcym dorastaniu, o świecie, który był ale już dawno go nie ma. Spojrzenie na rzeczywistość jest bardzo nostalgiczne. Nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia paradoksalnie nie odbierają niewinności. To opowieść o pierwszych fascynacjach, przyjaźniach, marzeniach i zmianach jakie zachodzą w życiu. Mimo całego dramatycznego tła i okrucieństwa jakie się rozgrywa, nie traci optymizmu i nadziei. Jest strasznie ale nadal pozostaje przestrzeń do uśmiechu czy bycia po prostu dorastającym chłopcem.
deana - awatar deana
oceniła na 7 3 lata temu
Męka kartoflana Janusz Rudnicki
Męka kartoflana
Janusz Rudnicki
MĘKA KARTOFLANA. ...czyli z każdej granicy strony. Czego w tej książce nie ma? Elektryzujące sytuacje spotkania Polaków z Niemcami, rozwijające się siłą rozpędu pamięci o wojnie – są. Portret staczającej się alkoholiczki – jest. Wieśniaccy Polacy, którzy wyrwali się poza granice „matecznika” - są. Wulgaryzmy – całe kopy. Absurd i groteska – im dalej, tym więcej, aż do zbrojenia ziemi krzyżami przeciwko szatanowi. No i Bruno Schulz. „Męka kartoflana” jest zbiorem opowiadań Janusza Rudnickiego, które jako takie muszą reprezentować różny poziom. Poniżej kilka słów o wybranych. Szczególnie dla mnie interesujące są utwory koncentrujące się na przemyśleniach Rudnickiego dotyczących twórczości Schulza oraz zapisków Nałkowskiej i Dąbrowskiej. Autor „Męki kartoflanej” nie uznaje w tym przypadku kompromisów i uderza wszystkim co ma w pisarzy, można powiedzieć, pierwszej wielkości wśród gwiazd naszej literatury. Nie obawia się krytykować autorów, co chwilę rzuca cytatami i sprawnie porusza się po niemałym przecież dorobku pisarzy. Jego impresje są zupełnie inne od powszechnie znanej praktyki interpretacyjnej. Rudnicki śmiało sobie poczyna z sylwetkami pisarzy i bezlitośnie czepia się szczegółów, wytyka usterki, powtarzalność i nieautentyczność. Czyta się to wszystko jednym tchem, momentami aż trudno nadążyć za porywającym stylem autora. Jest to doświadczenie odświeżające w stosunku do prac krytyków piejących z zachwytu nad twórczością „klasyków”. A jednak nie odnosi się wrażenia, że Rudnicki kopie leżącego. Nie znęca się on nad opisywanymi sylwetkami, lecz jego krytyka jest rozmyślnie rozdmuchana i jednak podszyta szacunkiem do wziętych na warsztat, czy też pod ostrze pióra, pisarzy. Opowiadania portretujące alkoholiczkę Uschi aż kipią od fizjologii. Ociekają potem, brudem i wymiocinami. Ciężko powiedzieć, jak w wielu miejscach książki, gdzie kończy się inspiracja prywatnymi doświadczeniami Autora, a zaczyna wyobraźnia. Pisarz stworzył tutaj bardzo plastyczny obraz fiksacji i nienawiści maskującej fascynację. Co do reszty utworów, skwitować je można terminem „groteska”. Sytuacje z życia codziennego nagle nabierają innego znaczenia i zdarzyć się może dosłownie wszystko. Ulubionym chwytem Rudnickiego jest przepis następujący: wrzucić do jednego worka grupę wybraną z zestawu Polacy/Niemcy w scenerii Polski/Niemiec, zamieszać, potrząsnąć i spróbować, co z tego wyszło. A wychodzi zazwyczaj napędzająca bohaterów tajona nienawiść, skrywana uraza i maskowane kompleksy. Polacy przedstawiani przez Rudnickiego, to ci, których znamy, choć znać byśmy nie chcieli. Reprezentują sobą szerokie spektrum negatywnych stereotypów. Każdego można określić etykietą złodzieja, degenerata, idioty. Obrywa się od Rudnickiego Polakom, obrywa przy każdej okazji. „Taś, taś, Polaczki!”, pisze Rudnicki i przywabione stadko stawia w coraz dziwniejszych sytuacjach. Groteska króluje, absurd goni absurd, pojawia się romantyczna symbolika wraz z zestawem wszelkich rekwizytów od rozdętej martyrologii, wielkiej sprawy narodowej i patriotyzmu. Rudnicki całą tę graciarnię polskiej literatury wsmarowuje w błoto, dając chyba wyraz swoim przekonaniom na temat poruszania tych kwestii w książkach. „Męka kartoflana” zaczyna zalatywać Gombrowiczem i wszystkim, co z tego wynika. Warto przeczytać, ze względu na dystans Autora do świata, ludzi, siebie samego, a szczególnie wobec pisarstwa. Dla kogo? Dla spragnionych komentarzy do twórczości Schulza, nieoklepanych i świeżych. Dla zafascynowanych relacjami polsko-niemieckimi. Dla Polaków z dystansem do siebie. Nie dla tych, którzy: mają alergię na potoczysty styl strumienia świadomości; nie trawią romantyzmu nawet obśmiewanego; nie przepadają za groteską; bulwersują się dostrzeganiem śmieszności w mitach narodowych; obrażają się za krytykowanie Schulza; wieszczów.
jaccobus - awatar jaccobus
ocenił na 7 9 lat temu
Podróż Ida Fink
Podróż
Ida Fink
Tyle czytałem już książek o Holokauście, a jednak każda kolejna otwiera nową perspektywę, nieco inne odczytanie tego, co wydawałoby się już wypowiedziane i opowiedziane. Nie inaczej jest z “Podróżą”. Narratorka Idy Fink podejmuje wraz z siostrą racjonalne poniekąd ryzyko - takie, na jakie w rzeczywistości zdecydował się Leopold Tyrmand. Choć miał on mocne papiery Francuza, to jednak ryzykował bardziej, mając coś, co mogłoby go w sekundę zdemaskować… Narratorka z siostrą były niby w lepszej sytuacji, decydując się na wyjazd na roboty do Niemiec ze Zbaraża (to chyba świadome nawiązanie Autorki do jej miejsca do 1941 r., ikonicznego dla polskiej kultury, symbolu bohaterstwa - orężnego, nie cywilnego, które teraz niezbędne). Ktoś im doradzi taki wyjazd, argumentując że jak już się tam znajdą z fałszywymi dokumentami i świadectwami chrztu, będą miały w mniejszym lub większym stopniu tak zwany święty spokój… Okazuje się to ułudą; jak już trafią - a wcześniej szmalcownicy będą robić swoją brudną robotę, choć zdarzy się i bezinteresowna pomoc - do niemieckiej fabryki gdzieś w Zagłębiu Ruhry, pojadą tam z nimi i inne Polki (cóż z tego, że i Ukrainki)… I od razu rozpocznie się ulubiony - ulubiony zdaje się coraz bardziej….. - sport zwany “szukaniem Żyda”, dla nich będący grą o życie.... Bo choć wśród dziewczyn w fabryce duże zróżnicowanie postaw - od obojętnych, nielicznych, które chcą pomóc, ale nie pomogą, bo się za bardzo boją - to niestety najwięcej takich takich, które nie tylko “nie są obojętne”, ale wręcz przeciwnie: uczynią wszystko, by wspomóc Panów Niemców wytropić “wspólnego wroga”... Zwraca uwagę znaczna - mimo wszystko -powściągliwość stylistyczna Autorki. Styl jest suchy, mało przyjazny czytelnikowi i stosunkowo mało emocjonalny, skoro najważniejsze to przeżyć jako zwierzyna łowna, rzecz szczególnie trudna zwłaszcza, gdy to nagonka jest najgroźniejsza, nie "myśliwi"….. Wybitne to studium człowieka w skrajnej sytuacji egzystencjalnej i jedna z lepszych książek holokaustowych, choć już ma swoje lata… Nieco cytatów “Była przesądna, wszyscy wtedy byli przesądni, każdy na swój własny, sobie tylko znany sposób. Lepiej nie mieć kenkarty, niż mieć ją sfałszowaną w partacki sposób”. “– Ale i te metryki... Takie jakieś nowe, nieprawdziwe... Czy pani sądzi, że można z nimi posługiwać? – Panie doktorze – odrzekła zaufana osoba – metryki nie są po to, żeby je pokazywać. Jak przychodzi do pokazywania, to znaczy że jest już bardzo źle”. “Zaufana osoba przeżegnała się, nakreśliła na czołach dziewcząt znak krzyża, po czym wyjęła z torebki dwa blaszane medaliki z Matką Boską i zawiesiła imię na szyi”. “- Ależ one mają świetny wygląd, świetny – zawołała na nasz widok– po prostu nieoceniony! (...) To było o tyle dziwne, że znała nas przecież od lat i doskonale wiedziała, jak wyglądamy.(...) Ojciec zdawał się nie podzielać entuzjazmu”. “– I co z tego, że taka piękna?! Co jej z tego? To jest przeklęta piękność... Oby była krostowata i garbata, ale j a s n a, z prostym nosem…”. “W jesienny poranek odeszliśmy z domu nad rzeką. W oknach uliczki drżały firanki – ukradkiem przyglądano się naszemu odejściu”. “Najważniejszy dokument zwany "imiennym wezwaniem", który stwierdza, że udajemy się dobrowolnie na roboty do Niemiec. Elżbietę wzywa ogrodnik, mnie restaurator z małego miasteczka w Hesji. Dokument wystawił szef miejscowego Arbeitsamtu, Ukrainiec. Nie wiadomo, czym się kierował - chęcią dobrego zarobku? Asekuracji na przyszłość czy? Chęcią pomocy? Nie byłyśmy jedynymi, którymi ułatwił wyjazd”. “Wysuwam spod chustki na pokaz moje jasne włosy, rozcieram policzki, żeby się zarumieniły. Na mojej twarzy pojawia się niespodziewanie głupkowaty uśmiech”. “W wagonie cisza. Zanim dochodzimy do drzwi – pierwsze szepty. Żydówki, Żydówki złapali…”. “Tamten zaczyna, grzecznie, rzeczowo. Gdzie się pani urodziła, Proszę opisać miasto, Proszę podać nazwę głównej ulicy, nazwisko burmistrza, starosty, dyrektora szkoły, imię patrona miejscowego kościoła.... Patrzymy sobie w oczy jak dobrze wychowani, prawdę mówiący ludzie. Sypię nazwiskami, szpicel potakuje lub ironicznie się uśmiecha. Potem modlitwy (...) a kapuś przybiera mimo woli pozę księdza odmawiającego rozgrzeszenia: coś za gładko pani umie…”. “Gruby chłopak w drzwiach baraku, widziany z piętrowej pryczy spod sufitu, młody, gruby, z gatunku tak zwanych świńskich blondynów, który spytał: czy może u was są te dwie Żydówki, którym udało się przemycić z Polski? Trzeba o nich zameldować komendantowi…”. “Głodne, rozżalony na swój los dziewczęta znalazły wielki temat: Żydzi. Rej wiodła nieliczna grupa której przewodziła prostytutka Marusia, a reszta biernie, lecz z ochotą przysłuchiwała się opowieściom i dowcipom”. “Ciekawskie spojrzenia sąsiadek. – Puścili was? – Co by nie mieli puścić? – Wczoraj zabrali trzy. – One na Żydówki nie wyglądają - odzywa się inna. – Są takie, co nie wyglądają”. “– Ty nas potępiasz. – Nie. Nie potępiam. Rozumiem”. “Dziewczęta są w tej chwili szczerze przejęte. Jak gdyby nagle się przeraziły i opamiętały. Jak gdyby nagle zrozumiały. Po raz pierwszy są takie, jakimi powinny były być. Ale ostatnie miesiące wyprały nas z resztek zaufania”. “– Kasieńko... bo ja chciałam tylko spytać... Milczę. – Bo ja chciałam tylko spytać, czy jakby... z wami coś... jakby was... to czy ja mogę wziąć sobie wasze rzeczy? Pozwalasz?”. “Zatkałam dłońmi uszy. Przybieramy i odrzucamy imiona, układamy i zmieniamy życiorysy, tworzymy nowe postacie i mamy w ich tworzeniu absolutną nad nimi władzę i swobodę, my prawdziwe, my podwójne”. “Nasze twarze ujrzane w jasnym świetle poranka niezdatne są już do podróży”. “– Tu damy się złapać – powiedziałam. – Przez kogo – spytała Barbara. - Nie ma przecież żywej duszy. W tej samej chwili spod drzew wynurzył się żandarm, szedł niespiesznym krokiem, żwir chrzęścił pod jego nogami”. “Zawołam vive la France, nous sommes Polonais, żołnierze odpowiedzą vive la Pologne”. Zakończenie, mimo powrotu do Polski, nie jest optymistyczne, bo i być nie mogło - zbyt wiele już wiemy, dlaczego. “Te dwie z daleka – szeptano. Z obozu może, może Żydówki, teraz dużo Żydów wraca, a mówili, że…” PS To jednak fikcja literacka, a nie wspomnienia - Ida Fink przeżyła Holokaust, ukrywając się na Kresach Wschodnich.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Powracający głód Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powracający głód
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powieść „Powracający głód” wydał Jean-Marie Gustave Le Clézio J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) w 2008 roku, czyli w tym samym, w którym otrzymał literacką Nagrodę Nobla. To uwaga porządkująca bowiem w jakiejś polskiej krytyce wyczytałem, że „Powracający głów” jest słabą powieścią, co dowodzi, że wszystkie książki noblistów, które piszą zaraz po otrzymaniu najważniejszego wyróżnienia literackiego, są słabe. Zdaję sobie sprawę, że portal lubimyczytac.pl, gdzie najwyższe oceny zdobywają nędznej jakości kryminały, może nie jest najlepszym miejscem, aby zachwalać wysoką literaturę, lecz nie rezygnuję z żadnej szansy, aby pokazać, że poza romansidłami i kryminało-horrorkami istnieje także prawdziwa Literatura, prawdziwa Proza. I taką prozę J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) pisze. „Powracający głód” to historia w Historii, historia kilkunastoletniej dziewczynki Ethel w latach tuż poprzedzających II wojnę światową, która zmieniła świat. Jest wiele elementów osobistych, intymnych w tej opowieści. Historia Ethel pokrywa się z historią matki autora, pochodzącej – jak bohaterka jego powieści – z Mauritiusu. W „Powracającym głodzie” czytamy o ojcu Ethel, który przenosi się do Paryża, gdzie liczy na karierę i rozwój biznesu. Po początkowych sukcesach, doznaje dotkliwej porażki. Ale nie jest to saga rodzinna, chociaż wykreowana przez Le Clézio postać Ethel jest jednym z najpiękniejszych portretów literackich, jakie noblista stworzył – krucha, ulotna, niczym wrażenie z wystawy obrazów wielkich mistrzów. A scena, w której dziesięcioletnia Ethel wchodzi na wystawę w Bois de Vincennes, trzymając swoją dłon w reku pradziadka, jest przepyszna. Jest rok 1931. Trzy lata później pradziadek umiera. Świat bankrutujących rodziców wywraca się do góry nogami. Podczas jednej z rozmów w salonie Ethel po raz pierwszy słyszy nazwisko Hitler. Le Clézio pisze o człowieku w żarnach Historii, lecz nie w tonach tragicznych, a bardziej nostalgicznych. Portretuje świat (druga część powieści, o życiu w Nicei – nędza, głód, rozpad więzi społecznych), bolejąc nad przemijaniem, utratą przyjaciół, młodości i nadziei. To naprawdę piękna powieść. Wprawdzie nieco statyczna, ale czuje się w niej, że ma się do czynienia z klasyką, która powstaje na naszych oczach.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 8 3 lata temu

Cytaty z książki W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania

Więcej
Włodzimierz Odojewski W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania Zobacz więcej
Włodzimierz Odojewski W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania Zobacz więcej
Włodzimierz Odojewski W stepie, ostach i burzanie i inne opowiadania Zobacz więcej
Więcej