Umysł. Krótkie wprowadzenie

Okładka książki Umysł. Krótkie wprowadzenie
John Rogers Searle Wydawnictwo: Rebis nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
317 str. 5 godz. 17 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Mind
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
317
Czas czytania
5 godz. 17 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373017023
Tłumacz:
Jan Karłowski
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Umysł. Krótkie wprowadzenie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Umysł. Krótkie wprowadzenie

Średnia ocen
6,9 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
585
232

Na półkach: , ,

Bardzo dobra książka. Przystępnie, ale nie banalnie napisane wprowadzenie w jeden z najważniejszych aktualnie obszarów badań filozoficznych (i nie tylko). Wywód Searla jest bardzo uporządkowany, wszelkie stanowiska sporne stara się on przedstawić możliwie wiernie i życzliwie, ale nie waha się też krytykować tego, z czym się nie zgadza. Zawsze jednak wiadomo, kiedy pisze coś od siebie, a kiedy nie. I uczciwie wskazuje na problemy, których sam rozwiązać nie umie - rzadko można się u filozofów spotkać z taką szczerością.
Jeśli kogoś kiedyś nurtował problem świadomości (czym jest, jak funkcjonuje, jak się ma jej istnienie do świata fizycznego), wolnej woli, intencjonalności (czyli tego, że możemy myśleć o obiedzie, Słońcu, przeczytanej wczoraj książce i planach na wakacje i historii starożytnego Egiptu siedząc w fotelu i jakoś prawdziwie się do wszystkiego odnosząc), etc - gorąco polecam.

Bardzo dobra książka. Przystępnie, ale nie banalnie napisane wprowadzenie w jeden z najważniejszych aktualnie obszarów badań filozoficznych (i nie tylko). Wywód Searla jest bardzo uporządkowany, wszelkie stanowiska sporne stara się on przedstawić możliwie wiernie i życzliwie, ale nie waha się też krytykować tego, z czym się nie zgadza. Zawsze jednak wiadomo, kiedy pisze coś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

133 użytkowników ma tytuł Umysł. Krótkie wprowadzenie na półkach głównych
  • 83
  • 44
  • 6
32 użytkowników ma tytuł Umysł. Krótkie wprowadzenie na półkach dodatkowych
  • 19
  • 6
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Umysł. Krótkie wprowadzenie

Inne książki autora

John Rogers Searle
John Rogers Searle
Filozof i językoznawca, od roku 1959 jest profesorem na uniwersytecie w Berkeley, w Kalifornii, a ponadto wykłada gościnnie na niemal wszystkich czołowych uniwersytetach świata. Jest również autorem wielu książek, z których najbardziej znane są: The Mystery of Consciousness i The Construction of Social Reality. Polskiemu czytelnikowi Searle znany jest dzięki książkom: Czynności mowy (1987), Umysł, mózg i nauka (1995) oraz Umysł na nowo odkryty (1999).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Etyka praktyczna Peter Singer
Etyka praktyczna
Peter Singer
W "Etyce praktycznej" autor wychodzi od podstawowej moralnej zasady równego rozważenia interesów, którą później stosuje do tematów takich jak równość społeczna, hodowla i zabijanie zwierząt, aborcja, eutanazja, pomoc potrzebującym, emigracja z krajów dotkniętych działaniami wojennymi i prześladowaniami, a także do tematu środowiska. Oczywiście wiele osób może nie zgodzić się z takim stanowiskiem. Mogą twierdzić, że interesy ich oraz grup do których należą (naród, rasa, gatunek) są ważniejsze od interesów innych. Byłoby to stanowisko jak najdalsze od tego zaprezentowanego przez Petera Singera, czyli wczuwania się w położenie drugiej świadomej istoty, bez względu do jakiej grupy należy, i takiego działania, które będzie minimalizować jej cierpienie oraz - w miarę możliwości - maksymalizować jej szczęście, o ile nie będziemy musieli tym samym poświęcić czegoś o podobnym moralnym znaczeniu. Z takim obiektywnym, bezstronnym podejściem "z punktu widzenia Wszechświata" nie zgodzą się również takie osoby, które wyznają dogmat o świętości ludzkiego życia (ponad inne), przekonani o ludzkiej wyjątkowości, czy wręcz byciem wybranym gatunkiem. To, co autor wielokrotnie wyjaśnia, to opieranie się systemu moralnego nie na etykietkach i dogmatach, tylko faktycznej zdolności odczuwania przez świadome stworzenia. "... do tematów tych [aborcja, euntanazja, środowisko itp - przypis mój] podchodzi się, świadomie porzucając założenie, że wszyscy przedstawiciele naszego gatunku mają, tylko dlatego, że są przedstawicielami naszego gatunku, jakąś wyróżniającą czy wrodzoną wartość, która lokuje ich ponad członkami innych gatunków. Przekonanie o ludzkiej wyższości jest fundamentalne i leży u podstaw naszego myślenia w wielu czułych strefach. Jego zakwestionowanie nie jest trywialną sprawą, a to, że może sprowokować silną reakcję, nie powinno nas dziwić". To zdolność od odczuwania cierpienia - do odczuwania czegokolwiek - w związku z posiadaniem rozwiniętego układu nerwowego jest elementem, na którym można oprzeć zasadę równego rozważenia interesów, ponieważ tylko czujące stworzenia mają jakiekolwiek interesy. "Zdolność cierpienia i odczuwania przyjemności jest warunkiem wstępnym posiadania jakichkolwiek interesów, warunkiem, który musi być spełniony, zanim zaczniemy mówić o interesach w jakikolwiek sensowny sposób (...) Jeśli istota cierpi, nie może być moralnego usprawiedliwienia dla odmowy wzięcia tego cierpienia pod uwagę (...) Ból i cierpienie są złe, bez względu na rasę, płeć czy gatunek istoty, która cierpi." Książkę polecam jako niesamowicie prowokującą myślenie i wyjście poza schematy. Jest napisana przejrzyście, posiada mocne argumentach i zabiera nas w intelektualną podróż. Nawet, jeśli nie każdy zgodzi się z każdym kolejnym argumentem postawionym przez autora, będzie mieć po jej lekturze solidne podstawy, aby racjonalnie podejść do wielu moralnych kwestii. Czy ludzie będą potrafić przyjąć punkt widzenia bezstronnego obserwatora, wyjść poza własną naturę i oprzeć swoją moralność na interesach wszystkich odczuwających istot? Tego nie odgadnę, ale mogę tylko powtórzyć za autorem, że "Etyczny punkt widzenia oferuje sens i cel w życiu, z którego się nie wyrasta."
Regis - awatar Regis
ocenił na 9 8 lat temu
Religia i Nauka Bertrand Russell
Religia i Nauka
Bertrand Russell
Przenikliwe studium Bertranda Russella z 1935 r. wciąż zachowuje aktualność w kluczowych kwestiach dotyczących konfliktu między nauką a religią. Tekst brytyjskiego filozofa jest pochwałą rozumu sprzeciwiającego się dogmatom i zabobonom. To dzięki myśleniu krytycznemu możliwy jest rozwój naszej cywilizacji, wciąż jednak narażonej na regres i czasy ciemności (vide: totalitaryzmy: brunatny oraz czerwony). W pierwszej części wykładu Russell skrótowo przypomina dzieje nowożytnej nauki stopniowo przezwyciężającej światopogląd religijny (nie bez oporu i ofiar), w dalszych rozprawia się z koncepcjami, na których przez wieki wspierała się teologia chrześcijańska (jak: dusza, substancja, sumienie). Myśliciel stawia tezę, że wszelka etyka wynika z pragnień jednostek, uogólnionych i usankcjonowanych przez daną społeczność. Świat wartości nie jest zatem przejawem żadnego nadrzędnego, metafizycznego ładu. Cenne są rozważania o mistycyzmie, zamyśle kosmicznym (czyli czymś, co dziś nazywamy inteligentnym projektem) oraz tzw. wartościach samych w sobie. Russell wskazuje na słabości wszystkich tych aspektów, w których religia wciąż upatruje szansy na uzasadnienie swej wiarygodności w obliczu ofensywy ze strony takich nauk jak: fizyka, biologia, psychologia. Wywody na temat wolnej woli i determinizmu uwzględniają ustalenia mechaniki kwantowej, podówczas dziedziny stosunkowo młodej. Frapujące są refleksje dotyczące fenomenu ludzkiego życia (czy stanowi ono finalne apogeum całego istnienia, czy jest tylko produktem ubocznym naturalnych procesów, a może chorobą starzejącej się materii, albo też wręcz przeciwnie: jedyną realnością, która stwarza, nie zaś została stworzona...). „Gdyby to mnie dana była wszechmoc i miliony lat na eksperymentowanie, nie uważałbym Człowieka za chwalebny, ostateczny rezultat wszystkich moich wysiłków” – konkluduje z przekąsem autor. Precyzyjny, analityczny styl argumentowania Russella okraszony właściwym mu humorem czyni z tego dziełka coś więcej niż kompendium wiedzy przyrodniczej i filozoficzno-religijnej sprzed nieomal wieku. Sprawia, że obcujemy z żywą myślą, prawdziwą intelektualną brzytwą, którą z powodzeniem możemy zastosować do współczesnych wyzwań i problemów.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Myślenie Hannah Arendt
Myślenie
Hannah Arendt
Arendt stawi sobie za zadanie odpowiedzieć na pytanie o myślne. Dlaczego myślimy, po co myślimy, gdzie jesteśmy jak myślimy? Jednocześnie pyta o filozofie o jej rolę o to czym się wyróżnia i jakie są jej początki. Momentami zestawia ją z religią. Wiarą, ale także z nauką. Co bardzo ciekawe, starając się odpowiedzieć na pytania o myślenie jednocześnie odpowiada na pytanie, które ją jako filozofkę niemiernie interesuje, a mianowicie o zło. Dlaczego są ludzie źli? Dlaczego są tak okrutni, że jest to nie do pojęcia? Odpowiadając na pytanie o myślenie i poniekąd o zło odpowiada także na pytanie o dobro i źródło moralności. Arendt uważa, że zło to brak myślenia. Sokrates mówił, że zło wynika z głupoty z nieumiejętności odróżnienia dobra od zła, ale dla Arend to nie tylko brak umiejętności, ale brak myślenia o dobru i złu. W takim ujęciu zło wynika z braku myślenia i na tym polega jego banalność. Tym sposobem mamy także odpowiedź w kwestii dobra - Dobro wynika z myślenia. Ważne są tu jeszcze dwa pojęcia intelektu i rozumu. Arendt myślenie wiąże z rozumem a intelekt z wiedzą, z inteligencją. Tym sposobem filozof myśli i kieruje się rozumem a naukowiec, prawnik, inżynier ma wiedzę i kieruje się intelektem. Filozof myśli ponad empirią, myśli o tym co poznawalne tylko myślowo, w tym o wartościach o dobru i złu. Co ciekawe tym sposobem Arendt tłumaczy zarazem, dlaczego z filozofii wyrosła etyka, dlaczego od zarania filozofii każdy system ma etykę. Dlaczego od myślenia, od intencji dobrego życia dochodzimy do moralności. Jestem zachwycona ta książka pozwoliła mi wiele ułożyć sobie w głowie. Połączyć myśli, które znałam. Myśle jednak, że osoba, która nie zna historii filozofii nie wyciągnie tak dużo z tej książki niewiele zrozumie. Arendt pisze dla filozofów nie dla laików.
CharlieSheen - awatar CharlieSheen
ocenił na 9 4 lata temu
Struktura rewolucji naukowych Thomas Kuhn
Struktura rewolucji naukowych
Thomas Kuhn
Wciąż ważna i aktualna, szczególnie przyglądając się ciągłemu rozprzestrzenianiu fanatyzmu naukowego (scjentyzm). Wbrew krytykom, Thomas Kuhn nie jest relatywistą i nie jest jego zamiarem uderzanie w samą naukę, a tym bardziej w samą prawdę. Gardził osobami piszącymi prawdę wyłącznie w cudzysłowiu i stanowczo odcinał się od lewicowych intelektualistów pierniczących o "konstruktach społecznych", albo postulujących całkowitą dowolność w umownym wybieraniu paradygmatów. Kiedy pisze, że dwie sprzeczne ze sobą teorie mogą być w pewnym stopniu prawdziwe, nie jest to wyrazem relatywizmu, a trywialnym stwierdzeniem faktu ograniczonej perspektywy człowieka, który nie jest Stwórcą, wobec czego nie możne znać całej prawdy o rzeczywistości. Teoria czy model nie jest rzeczywistością samą, a tylko opisem jej niewielkiego wycinka. Koniecznie trzeba wspomnieć o genialnej książce naszego rodaka, Mikołaja Brykczyńskiego - "Mit nauki. Paradygmaty i dogmaty", która czerpie ze Struktury Kuhna, ale idzie dużo dalej, a przy tym jest bardziej aktualna. Sięgnij po nią koniecznie - a jeśli musisz wybrać tylko jedną, to polecam sięgnąć po "Mit nauki". --------------------------------------- „Niestety koncepcje te wypaczyła rzesza sceptycznych intelektualistów, którzy widzieli w nich narzędzie podważenia samej idei prawdy. Kuhn nie żywił tego rodzaju zamysłu. Był zaiste miłośnikiem faktów i poszukiwaczem prawdy”. Ian Hacking „To prawda, że Struktura dała potężny impuls badaniom socjologicznym nad nauką. Niektóre z nich, akcentujące, że fakty to „konstrukcje społeczne”, i jawnie uczestniczące w negowaniu „prawdy”, budzą protest konserwatywnych naukowców. Kuhn pisał wprost, że nie cierpi tego rodzaju rozwinięć jego pracy”. Ian Hacking „Element dowolności nie oznacza jednak, że jakakolwiek grupa naukowa prowadzić może badania, nie przejmując pewnego zespołu przeświadczeń od swoich poprzedników”. „Większość uczonych poświęca się w swojej działalności zawodowej pracom porządkowym. One właśnie składają się na to, co nazywam nauką normalną. Jeśli poddać je dokładniejszej analizie, czy to w aspekcie historycznym, czy w ich współczesnej postaci, odnosi się wrażenie, że polegają one na próbie wtłoczenia przyrody do gotowych już i względnie sztywnych szufladek, których dostarcza paradygmat. Celem nauki normalnej nie jest bynajmniej szukanie nowych rodzajów zjawisk; raczej nie dostrzega ona tych, które nie mieszczą się w jej gotowych szufladkach. Również uczeni nie starają się zazwyczaj wynajdywać nowych teorii i są często nietolerancyjni wobec tych, które sformułowali inni. Badania w ramach nauki normalnej dążą do uszczegółowienia tych zjawisk i teorii, których dostarcza paradygmat”. „Na przykład maksima na obrazie dyfrakcyjnego rozproszenia elektronów, które później uznano za wskaźnik długości fali elektronu, były czymś niezrozumiałym, gdy je po raz pierwszy wykryto i opisano. Aby stały się miarą czegoś, należało powiązać je z teorią, która przewidywała falowe własności poruszających się cząstek. Ale nawet wtedy, gdy związek ten już uchwycono, trzeba było przebudować przyrząd tak, aby doświadczalne wyniki dawały się jednoznacznie przyporządkować teorii. Póki nie spełniono tych warunków, póty żaden problem nie mógł zostać rozwiązany”. „Przyjmijmy więc, że kryzysy są koniecznym warunkiem wstępnym pojawienia się nowych teorii, i zapytajmy, w jaki sposób uczeni reagują na nie. Część odpowiedzi – równie ważną jak oczywistą – można odnaleźć, wskazując ogólnie na to, czego uczeni nigdy nie robią, gdy mają do czynienia nawet z ostrymi i długotrwałymi anomaliami. Chociaż mogą tracić zaufanie do paradygmatu i poszukiwać alternatywnych wobec niego rozwiązań, nie odrzucają paradygmatu, który doprowadził do kryzysu. To znaczy nie traktują anomalii jako świadectw obalających teorię, jak by się tego domagała filozofia nauki. Uogólnienie to jest częściowo po prostu konstatacją historycznych faktów opartą na przykładach, jak te, które omówiliśmy poprzednio, i inne, o których jeszcze będzie mowa. Pokazują one – co jeszcze uwydatni dalsza analiza sposobu odrzucania paradygmatów – że teorię naukową, która uzyskała już status paradygmatu, uznaje się dopóty, dopóki nie pojawi się inna, zdolna pełnić tę funkcję. Historyczne badania rozwoju nauki w żadnym razie nie potwierdzają owego metodologicznego stereotypu falsyfikacji, jakoby miała ona polegać na bezpośrednim konfrontowaniu teorii z przyrodą. Uwaga ta nie głosi, że uczeni nie odrzucają teorii naukowych albo że obserwacja i eksperyment nie odgrywają w tym istotnej roli. Powiada natomiast – co okaże się sprawą zasadniczą – że akt oceny, który prowadzi uczonych do odrzucenia poprzednio akceptowanych teorii, oparty jest zawsze na czymś więcej niż tylko na konfrontacji teorii z doświadczeniem. Decyzja porzucenia jednego paradygmatu jest zawsze zarazem decyzją przyjęcia innego, a ocena prowadząca do niej wymaga porównania obu paradygmatów zarówno z przyrodą, jak i między sobą”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 8 3 lata temu
Czym jest to, co zwiemy nauką? Alan Chalmers
Czym jest to, co zwiemy nauką?
Alan Chalmers
Przyłączam się do jednej z opinii oceniającej tę pozycję: dziwię się niskiej ocenie tej książki. Moim zdaniem jest to dzieło niezwykle ważne z co najmniej dwóch powodów. Pierwszy, to możliwość dosyć szczegółowego przeanalizowania, na czym polega praca filozofa. Autor przystępnym językiem tłumaczy pojęcia takie jak relatywizm, obiektywizm, indywidualizm, paradygmat, racjonalizm, itp. itd. jego wywód pozwolił mi na połączenie wielu pojęć, zrozumienie ich oraz utrwalenie. Jest to dla mnie swoissty temat do przemyśleń, że napisanie takiej książki pozwalało kiedyś na udaną karierę naukową, objęcie katedry filozofii i cieszenie się tytułem profesorskim. Drugi, znacznie istotniejszy od pierwszego, bo ponadczasowy, to zwrócenie uwagi czytelnika, szczególnie mieniącego się „racjonalnym”, na siłę argumentacji obalającej racjonalny porządek świata. Mam wrażenie, że w szczególności absolwenci uczelni technicznych mają dosyć sprecyzowane podejście do rzeczywistości i roli nauki, które na potrzeby tej recenzji nazwę „eksperckim”: wiadomo, jak jest, o ile do opisu świata wykorzystujemy aparaty matematyki i fizyki. Próby zgłębienia relacji pomiędzy fragmentami rzeczywistości, wplątanie w to społeczeństwa i sposobu myślenia jednostek, to główna wartość tej książki. Pokazanie naiwnego indukcjonizmu, próba zastąpienia go falsyfikcjonizmem i dalszy wywód, powinny moim zdaniem, chociaż w skróconej formie, znaleźć się w programie edukacji na jednym z pierwszych, jeżeli nie pierwszym semestrze uczelni tzw. technicznych. Cytując autora: „Uważam, że najistotniejszym celem moich badań jest walka z panującą w naszym społeczeństwie *ideologią nauki*. Ideologia ta posługuje się wątpliwym pojęciem nauki i równie wątpliwym pojęciem prawdy, które słuzą zazwyczaj do obrony konserwatywnych stanowisk i koncepcji.” Z nielicznymi wyjątkami ta pozycja traktuje przede wszystkim o fizyce. Nauki społeczne wspomina, czy rozważa, w niewielkim stopniu. Nie porusza w zasadzie w ogóle relacji pomiędzy matematyką a fizyką. Nie wspomina na przykład znanego już przecież w latach 70-tych kryzysku, jaki wywołało w matematyce twierdzenie Gödla. Z perpektywy roku 2024 trudno mi zgadnąć, czy w epistemologii została zaakceptowane teorie rozwoju nauki wyminione przez autora. Brakuje mi ciągu dalszego: co zmieniło się w epistemologii pomiędzy wydaniem tej pozycji, a współczesnością. Autor, być może celowo, nie odniósł się do dosyć rozpowszechnionego współcześnie poglądu, że tam, gdzie zaczyna się fizyka, tam kończy się filozofia. Innymi słowy to fizyka pozwala nam współcześnie na weryfikację poglądów filozoficznych, odrzucenie części z nich. Poszerzając tę myśl, współczesna nauka pozwala nam na uznanie części poglądów filozoficznych za błędne. Tak dzieje się coraz częściej dzięki postępowi nauk kognitywnych, co pozwala na odrzucanie kolejnych poglądów filozoficznych dotyczących sposobu rozumienia świata, czy też podejmowania decyzji przez ludzi. Podobnie nie pada ani jedno słowo o „teorii ogólnej”, którą starają się opracować fizycy już od wielu lat, czyli jednej super zasady, ogólnego twierdzenia, z którego można wyprowadzić zarówno prawa mechaniki, jak i optyki, czy elektromagnetyzmu. A to przecież ciekawa koncepcja, zasługująca na refleksję także z punktu widzenia metodologii badań naukowych.
mslonik - awatar mslonik
ocenił na 8 1 rok temu
Krótka historia etyki Macintyre Alasdair
Krótka historia etyki
Macintyre Alasdair
Na wstępie chciałbym podkreślić, że jest to jedna z wczesnych książek Alasdaira, od której sam dystansuje się we wstępie, zatem czuję się w pełni uprawniony do stwierdzenia, że w wielu ocenach i wnioskach autor się myli - szczególnie, jeśli chodzi o okres starożytny i średniowieczny. Powyższe sprawia, że nie mogę polecić tej książki, jako źródła wiedzy, choć książka nie jest zła i zawiera wiele ciekawostek. Mimo wszystko jestem ciekaw jakie miał zapatrywania po przejściu na katolicyzm. ------------------------------------- "Stosunek Marksa do moralności można przedstawić jeszcze inaczej. Posługiwanie się słownikiem moralności zawsze zakłada istnienie wspólnej formy porządku społecznego. Odwołanie się do zasad moralnych w walce przeciwko pewnemu istniejącemu stanowi rzeczy zawsze jest apelem sensownym tylko w ramach ograniczeń tej formy społecznej; aby krytykować tę formę społeczną, musimy znaleźć język, który nie zakłada jej istnienia. Język taki można znaleźć w formie wyrażonych potrzeb i dążeń, które pozostają nie zaspokojone w ramach istniejącego społeczeństwa – potrzeb i dążeń, których realizacja wymaga ustanowienia nowego porządku społecznego". "Moore opiera swoją analogię pomiędzy żółtym i dobrym na swym rozumieniu definicji. „Mówimy, że żółte i dobre nie są złożone; są one pojęciami, z których układane są definicje i dopiero dzięki nim nabywamy umiejętności dalszego definiowania”. Poza tym, tak jak nie możemy utożsamić znaczenia żółtego z fizycznymi własnościami światła, które wytwarza efekt widzenia żółtego koloru, tak samo nie możemy utożsamić znaczenia dobra z konkretnymi naturalnymi własnościami, które są kojarzone z dobrem. Może się zdarzyć, że wszystko, co „dobre”, jest przyjemne, tak samo jak wszelkie żółte światło posiada pewną długość fal, ale nie wynika stąd, że dobro oznacza to samo, co przyjemne, tak samo nie wynika stąd, że żółte znaczy to samo, co „światło o określonej długości fal”. Jeden dobry argument Moor’a służy do wykazania, że dobro nie może być nazwą dla żadnej złożonej całości. W odniesieniu do każdej takiej całości, bez względu na sposób jej zdefiniowania, można zapytać czy sama jest dobra. Argumentu można użyć nie tylko przeciwko próbom definicji dobra jako nazwy pewnej złożonej całości, ale także przeciwko wszelkim próbom zdefiniowaniu dobra. Przypuśćmy, że utożsamiam dobro z przyjemnością. Mój błąd można ujawnić wykazując, że zawsze mogę sensownie zapytać w odniesieniu do przyjemności lub czegokolwiek przyjemnego, czy jest dobre. Ale jeżeli dobro jest nazwą dla tej samej własności, dla której nazwą jest również przyjemność, wówczas pytanie o to, czy przyjemność jest dobrem, byłoby równoważne pytaniu, czy przyjemność jest przyjemnością – to znaczy byłoby tautologią. Moore formułuje ten argument, aby obalić teorie hedonistów, o których sądzi, że wyznają dwa sprzeczne poglądy; głoszą mianowicie, że przyjemność jest dobrem, a w istocie samym dobrem, w pewnym zasadniczym nietautologicznym sensie; twierdzą także, że można to udowodnić wykazując, iż dobro nie oznacza niczego innego niż to, co oznacza przyjemność. Jednak pierwsze twierdzenie wymaga, aby zdanie „przyjemność jest dobrem” było uznane za analityczne. Ale nie może ono być jednym i drugim zarazem. A zatem stanowisko hedonistyczne upada. Jednak oczywiście stanowisko to załamuje się tylko dla tych hedonistów, którzy są dostatecznie nieroztropni, aby głosić oba te poglądy jednocześnie".
Graven - awatar Graven
ocenił na 6 4 lata temu
Badania dotyczące rozumu ludzkiego David Hume
Badania dotyczące rozumu ludzkiego
David Hume
Zdążyłem już (w opinii o "Esejach") nazwać Davida Hume'a jednym z najlepszych umysłów, jakie znam z historii filozofii. "Badania dotyczące rozumu ludzkiego" nie tylko potwierdzają te słowa, ale wnoszą je na pewien (jeszcze) wyższy poziom poznania. Być może dlatego, że dzieło to nie ma aż tak lekkiej formy jak "Eseje", natomiast nie jest też tak "groźne", jak mógłby wskazywać jego tytuł. Cóż więc kryje się pod tak enigmatycznym sformułowaniem? Badania te należy rozumieć jako, w istocie, pewien obraz właściwego, poprawnego i rzetelnego rozumowania - takiego, który dąży do ścisłych i trafnych (z punktu widzenia określonych założeń) wniosków, przy użyciu krytycyzmu i "kilku kropelek pyrronizmu". Właśnie postawa sceptyczna, jako remedium na "pychę i upór" wszelkiej maści uczonych, których "wiedza" ma swą genezę w "pewnikach", a efekt rozmyślań zdeterminowany jest dogmatami, sterującymi ich poczynaniami niejako z tylnego fotela, jest tu na wskroś polecana. Hume zauważa, że "Istnieje w ogóle pewien stopień wątpienia, ostrożności i skromności, który nie powinien nigdy opuszczać dobrego myśliciela we wszelkiego rodzaju badaniach i sądach". Niestety, piękna ta teoria, w praktyce ma się zwykle nijak do rzeczywistości. Jak zwykle też u Hume'a, mamy w "Badaniach" kilka subtelnie złośliwych uwag o religii. Aczkolwiek nie znaczy to, że ich trafność traci przez to na znaczeniu - wręcz odwrotnie. Myśliciel potrafi utrafić w sedno sprawy, przy pomocy niewielkiej ilości słów. Zauważa, że nie sposób na gruncie religii używać argumentów racjonalnych. Błędy takie były nagminne w całej historii filozofii przed Hume'em, nie przestały się również pojawiać i po nim. "Wyłożony tutaj sposób rozumowania podoba mi się tym lepiej, że, jak sądzę, może pomieszać szyki tym niebezpiecznym przyjaciołom lub zakapturzonym wrogom religii chrześcijańskiej, którzy podjęli się jej bronić przy pomocy zasad rozumu ludzkiego. Najświętsza nasza religia opiera się na wierze, nie na rozumie; jest to pewny sposób narażania jej, jeśli poddaje się ją próbie, której żadną miarą sprostać nie potrafi". Niby takie proste, a ileż tych "prób" ciągle i z uporem maniaka jest podejmowanych? Szkocki filozof stara się także logicznie wyjaśnić, to co w kilkadziesiąt lat później stanie się istotą filozofii i stosunku do religii Ludwika Feuerbacha: "Przyznając zatem, że twórcami bytu albo ładu wszechświata są bogowie, otrzymujemy wniosek, że posiadają dokładnie taki stopień mocy, inteligencji i dobroci, jaki się przejawia w ich dziele; niczego więcej tym sposobem dowieść nie można, chyba że przywołamy na pomoc przesadę i pochlebstwo, aby wypełnić braki dowodzenia i rozumowania. (…) Skoro nasza znajomość przyczyny opiera się wyłącznie na skutku, muszą one dokładnie do siebie pasować - przyczyna nie może nigdy wskazywać na nic, co wykracza poza skutek, ani dostarczyć podstaw do jakichś nowych wniosków i konkluzji". Niech te kilka fragmentów będzie zachętą do sięgnięcia po doskonałe pisarstwo Hume'a. Warto go czytać, bo można się odeń nauczyć więcej i lepiej, niż z niejednego powszechnie dostępnego źródła "wiedzy".
Munk - awatar Munk
ocenił na 10 1 rok temu
Traktat o zasadach ludzkiego poznania, w którym poddano badaniu główne przyczyny błędów i trudności w różnych dziedzinach wiedzy oraz podstawy sceptycyzmu, ateizmu i niewiary George Berkeley
Traktat o zasadach ludzkiego poznania, w którym poddano badaniu główne przyczyny błędów i trudności w różnych dziedzinach wiedzy oraz podstawy sceptycyzmu, ateizmu i niewiary
George Berkeley
Antyabstrakcjonim. Epistemiczny dualizm antysceptyczny. Berkeley spiera się tu między innymi z Locke’m. (Odnoszę wrażenie, że Hume oprócz Locke’a zainspirował się również Berkeleyem) Właściwie w traktacie przedstawia myśli zawarte w „Trzech dialogach”. Berkeley’owi chodzi o to, by z jednej strony nie być naiwnym realistą, ale z drugiej, sprzeciwia się traktowaniu intelektualnych abstrakcji jako rzeczy istniejących na równi z ideami, które mają ugruntowanie w postrzeganiu zmysłowym (tzn by nie popaść w jakiś subiektywny solipsyzm). Celem traktatu jest "uproszczenie" nauki (dość karkołomne) i uchronienie jej przed ateizacją i sceptycyzmem, w czym miało by pomóc wyrzucenie z niej abstrakcyjnych pojęć, z materią na czele - co czyni traktat bardziej apologetycznym, niż dociekającym prawdy. Krótko ujmując, istniejące umysły/duchy są w stanie „postrzegać” dwa rodzaje „idei”: a) mające źródło we wrażeniach zmysłowych (np. rzeczy istniejące, wywołujące wrażenia) b) niemające takiego źródła, a będące tylko konstruktami umysłu (np. „materia” czy „substancja cielesna”). Duch nie jest ideą, jest substancjalnie inny od idei i właściwie ducha nie da się poznać (postrzegać) – coś jak: widzimy oczami, ale nie da się zobaczyć widzenia oczu. Dużą część traktatu stanowią odpowiedzi na krytyki i nieporozumienia, które – co zdumiewające – powtarzane są do dziś! Berkeley podobnie jak w „Trzech dialogach” wyjaśnia, iż nie postuluje istnienia jakiegoś „Matrixa” i nie twierdzi, że rzeczy doświadczane zmysłami nie istnieją, ani tego, w myśl sentencji „istnieć to znaczy być postrzeganym”, że rzeczy te znikają, gdy zamykamy oczy. Sprzeciwia się traktowaniu abstrakcji (filozoficznych i naukowych konstruktów pomagających w wyjaśnianiu realnych zjawisk) jako rzeczy istniejących. Ujmując to bardziej współcześnie: walczył z rosnącą tendencją ludzi do przyjmowania naukizmu (bezmyślnej wiary w „światoobraz” tworzony przez środowiska naukowe). Próbując to zobrazować w skrócie jego własnym przykładem: Zakładanie istnienia rzeczy, których nie miałby kto postrzegać jest pozbawione sensu. O ile jesteśmy w stanie wyobrazić sobie pusty las, bez oglądającego go człowieka w środku – zapominamy, że jest ktoś, kto taki pusty las sobie wyobraża. I to ma też doprowadzić nas do myśli o Bogu, który jest gwarantem istnienia wszystkiego, bo inaczej po cóż miało by to wszystko istnieć, kiedy nikt nie mógłby tego postrzegać? I w ogóle jak mógłby pojawić się postrzegający podmiot, wśród przedmiotów niezdolnych do postrzegania? (argument przeciw „odwiecznej materii”). Nie mogę się zgodzić, jakoby przekonywająco udowodnił swoje racje, a nawet bywa niekonsekwentny, ale samym racjom warto się przyjrzeć i rozważyć, bo cel jest zbożny. Przyglądając się współczesnym tendencjom, Berkeley ma nam do przekazania coś wciąż aktualnego – wystarczy tylko nie ulegać zwulgaryzowanym groteskowym interpretacjom jego pism. Trudność mogą sprawiać takie sformułowania jak: „idee” oraz „istnieć w umyśle”. Ich znaczenie trzeba niejako samemu wyjąć z całości treści, i tak: idee są czymś w rodzaju qualiów (wrażeń które czujemy wewnętrznie dzięki zmysłom)[te drugie „idee” wytwarzane przez wyobraźnię są iluzją]; natomiast „istnieć w umyśle” to tyle, co być możliwym do postrzeżenia przez umysł (bo nie da się postrzegać czegoś, co nie wywołuje żadnych wrażeń/qualiów [duh!]). (Po lekturze poszperałem, i proponuje się „w umyśle” czytać jako „dla umysłu”, a „poza umysłem” jako „nie dla umysłu” – ponownie: w myśl zasady, że istnienie rzeczy „dla nikogo” jest bezsensem). Może Berkeley intuicją wyprzedziły swoje czasy? Tak czy siak jest trochę intelektualnej igraszki, zatem polecić mogę jedynie szczerze zainteresowanym – zwłaszcza antyoświeceniowym chrześcijanom. Możne nawet bardziej jako ciekawostka z historii filozofii. Przeciętnemu czytelnikowi na niewiele się zda. Z resztą sam Berkeley kierował swój traktat do żaczków, a nie do szaraczków. ----------------------- „Wydaje się nie mniejszą niedorzecznością przyjąć istnienie substancji bez przypadłości, niż przyjąć istnienie przypadłości bez substancji”. „Choć bym jednak nie wiem jak był gotów uznać ograniczoność mojego pojmowania, gdy chodzi o nieskończoną różnorodność duchów i idei, które mogą istnieć, to przecież nawet gdyby któryś z tych duchów utrzymywał, że posiada pojęcie istoty czy istnienia w oderwaniu od ducha i idei, od postrzegania i bycia postrzeganym, głosiłby jawną sprzeczność, bawiąc się słowami”. „Ci zaś, którzy twierdzą, że dusza człowieka jest jedynie nikłym płomykiem życia albo zasadą życia organizmów zwierzęcych, czynią ją zniszczalną i podlegającą rozpadowi tak samo jak ciało, gdyż nie ma niczego, co byłoby bardziej podatne na unicestwienie niż taki byt, który ze swej natury niezdolny jest przetrwać zniszczenia tego przybytku, który zamieszkuje. Ten właśnie pogląd upodobała sobie i skwapliwie zaadaptowała najgorsza część rodzaju ludzkiego, upatrując w nim najskuteczniejszego środka przeciwko wszelkim wpływom moralności i religii”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Umysł. Krótkie wprowadzenie

Więcej
John Rogers Searle Umysł. Krótkie wprowadzenie Zobacz więcej
John Rogers Searle Umysł. Krótkie wprowadzenie Zobacz więcej
John Rogers Searle Umysł. Krótkie wprowadzenie Zobacz więcej
Więcej