Truso - legenda Bałtyku

Okładka książki Truso - legenda Bałtyku
Marek Franciszek Jagodziński Wydawnictwo: Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu historia
111 str. 1 godz. 51 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2015-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-01-01
Liczba stron:
111
Czas czytania
1 godz. 51 min.
Język:
polski
ISBN:
9788391929162
Średnia ocen

                8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Truso - legenda Bałtyku w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Truso - legenda Bałtyku

Średnia ocen
8,0 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1573
1560

Na półkach: , ,

Wszystko co trzeba wiedzieć na temat Truso, a przynajmniej co laik wiedzieć powinien. Jest to książkowy katalog wystawy zorganizowanej przez Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu. Bardzo treściwy. Zaczyna się od zarysowania tła historycznego (tzw. okres wikiński) w jakim funkcjonowała osada, dalej sprawozdanie Wulfstana z podróży bałtowskiej do Truso, później ciekawe tezy dotyczące kreowania przez wikingów nadbałtyckiej wspólnoty gospodarczo-kulturowej (wikińska globalizacja). Ciekawe są próby rekonstrukcji życia społecznego i gospodarczego mieszańców osady, ich habitacji z sąsiadami (plemiona bałtyckie oraz Słowianie). Intersująca jest rekonstrukcja życia codziennego mieszkańców, funkcjonowania rzemiosła, wymiany handlowej, w końcu Truso było typowym ośrodkiem rzemieślniczo-handlowym. Książka dostępna na portalu www.academia.edu.

Wszystko co trzeba wiedzieć na temat Truso, a przynajmniej co laik wiedzieć powinien. Jest to książkowy katalog wystawy zorganizowanej przez Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu. Bardzo treściwy. Zaczyna się od zarysowania tła historycznego (tzw. okres wikiński) w jakim funkcjonowała osada, dalej sprawozdanie Wulfstana z podróży bałtowskiej do Truso, później ciekawe...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

24 użytkowników ma tytuł Truso - legenda Bałtyku na półkach głównych
  • 12
  • 12
11 użytkowników ma tytuł Truso - legenda Bałtyku na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Truso - legenda Bałtyku

Inne książki autora

Okładka książki Slavia Antiqua, Tom LX, 2019 Felix Biermann, Mateusz Bogucki, Grzegorz Domański, Marek Franciszek Jagodziński, Andrzej Janowski, Maciej Kaczmarek, Michał Kara, Andreas Kieseler, Hanna Kocka-Krenz, Andrzej Krzyszowski, Kacper Martyka, Andrzej Michałowski, Stanisław Rosik, Joanna Sawicka, Andrzej Sikorski, Błażej Stanisławski, Stanisław Suchodolski, Milena Teska, Sławomir Wadyl, Kinga Zamelska-Monczak
Ocena 0,0
Slavia Antiqua, Tom LX, 2019 Felix Biermann, Mateusz Bogucki, Grzegorz Domański, Marek Franciszek Jagodziński, Andrzej Janowski, Maciej Kaczmarek, Michał Kara, Andreas Kieseler, Hanna Kocka-Krenz, Andrzej Krzyszowski, Kacper Martyka, Andrzej Michałowski, Stanisław Rosik, Joanna Sawicka, Andrzej Sikorski, Błażej Stanisławski, Stanisław Suchodolski, Milena Teska, Sławomir Wadyl, Kinga Zamelska-Monczak
Marek Franciszek Jagodziński
Marek Franciszek Jagodziński
Archeolog, odkrywca i badacz Truso.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sacrum pogańskie - sacrum chrześcijańskie. Kontynuacja miejsc kultu we wczesnośredniowiecznej Europie Środkowej Jerzy Strzelczyk
Sacrum pogańskie - sacrum chrześcijańskie. Kontynuacja miejsc kultu we wczesnośredniowiecznej Europie Środkowej
Jerzy Strzelczyk Dariusz Andrzej Sikorski Stanisław Rosik Stanisław Bylina Wojciech Chudziak Andrzej Buko Waldemar Gliński Jerzy Gąssowski Marek Derwich Leszek Paweł Słupecki Krzysztof Bracha Czesław Hadamik Janusz Cieślik Szymon Orzechowski Eligia Gąssowska Andrzej Przychodni Daniel Czernek Volodymyr Ryczka Martin Nodl Marcin Moeglich Jerzy Sikora Zbigniew Lechowicz
Smutna konstatacja naszła mnie w trakcie lektury. Nie dlatego, że naukowy spór M. Derwicha z Gąssowskimi toczony od lat o to, czy wał kamienny na Łyścu powstał w celach kultowych czy refugialnych wbrew przypuszczeniom nie wysunął się na pierwszy plan. Właściwie byłem nim już nieco zmęczony. Wszyscy uczestnicy tego sporu wyprztykali się z argumentów już w latach 90-ych i tym razem (tj. na konferencji, z której materiały zawiera książka) nie mieli sił ani ochoty powtarzać wszystkiego od nowa. Zaznaczyli zwięźle i ogólnikowo, że trwają na swych stanowiskach i tyle.<br /> <br /> Sensacja kryła się gdzie indziej. Nadeszła ze strony, której nikt się nie spodziewał (a przynajmniej nie wszyscy). Być może niektórzy znają prace G. Domańskiego. Archeolog ten prowadził badania na Ślęży i jakąś dekadę temu opublikował wyniki swych badań a wynikało z nich, że wał na szczycie Ślęży nie był tworem Słowian we wczesnym średniowieczu a o wiele starszej kultury łużyckiej, której etniczność jest trudna do określenia. Podobnie z nią się wiążą zapewne wały na sąsiednich Raduni i Górze Kościuszki. Akurat o tym w „Sacrum pogańskie…” nie ma, jest za to artykuł Sz. Orzechowskiego, który całkiem przekonująco dowodzi, że takiż wał na Łyścu to również nie jest słowiański dorobek wczesnego średniowiecza a zabytek kultury przeworskiej związany ze słynnym starożytnym zagłębiem hutniczym koło Nowej Słupi (polecam pielęgnujące rokrocznie tę tradycję odbywające się tam Dymarki Świętokrzyskie). Mało tego, Cz. Hadamik wał na Górze Grodowej w Tumlinie takoż zaleca traktować nie jako kultowy słowiański a jako pozostałość późniejszego grodu kasztelańskiego. W tej sytuacji tekst J. Cieślika można byłoby już tylko uznać za kopanie leżącego – dowodzi on, że badania archeologiczne miejsc kultu w Polsce przeprowadzane były niedokładnie, datowania były niepewne, własne interpretacje przeważały nad faktami a co za tym idzie pozostawiają one wiele do życzenia (poza badaniem ośrodka kultowego na Górze św. Wawrzyńca w Kałdusie, za które autor docenia W. Chudziaka). Się porobiło? No właśnie. Wygląda na to, że kultowe wały kamienne budowane przez Słowian na szczytach gór w średniowieczu należy odesłać do lamusa pomyłek archeologicznych.<br /> <br /> Należy podkreślić, że książka „Sacrum pogańskie…” będąca pokłosiem konferencji na Łyścu zawiera nie tylko materiały na temat Łyśca i okolic, ale całego obszaru Polski (ba, mamy nawet pojedyncze artykuły na temat Czech, Rosji i Skandynawii). Szczególnie wiele nowości przynoszą badania Chudziaka na Pomorzu. Szczególnie sprawa wciąż odkrywanych świętych wysp Słowian wydaje się być dobrze rokująca – archeolodzy odnotowują kolejne przypadki, czasem nawet wydające się być kultowym centrum ponadlokalnym z własną świątynią.<br /> <br /> Nie zabrakło w tomie łyżki dziegciu – jest nią tekst D. Sikorskiego podważający tezę budowania chrześcijańskich kościołów w miejscach wcześniejszych kultów pogańskich. W przeciwieństwie do badań nad wałami kamiennymi, sceptycyzm Sikorskiego (widoczny również w pozostałych jego pismach o religii pogańskiej) robi wrażenie raczej ideologicznego niż dogłębnie naukowo przemyślanego.<br /> <br /> Książka nie tylko jest objętościowo solidna, ale przy swej objętości zawiera również sporo artykułów bardzo istotnych dla sprawy badań nad religią Słowian, jeśli nie wręcz przełomowych. Podobne konferencje nie rzadko prezentują zbiór referatów od Sasa do Lasa, w większości luźno związanych z głównym tematem i mało odkrywczych. Tutaj mamy wybór prawie wszystkich najlepszych badaczy tematu i próbki ich pracy dające przekrój stanu najnowszych badań i pozwalające wyrobić sobie opinię o obecnie rozwijanych trendach badawczych. Jestem pewien, że do tych artykułów będzie z pewnością odwoływać wiele kolejnych publikacji.
welesxxi - awatar welesxxi
ocenił na 9 14 lat temu
Wierzchowce Bogów. Motyw konia w wierzeniach i sztuce Słowian i Skandynawów Agnieszka Łukaszyk
Wierzchowce Bogów. Motyw konia w wierzeniach i sztuce Słowian i Skandynawów
Agnieszka Łukaszyk
Publikacja jest kolejną ze stajni wydawnictwa Triglav. Niby jakość papieru w środku poprawili, ale... no właśnie, zawsze musi być ale. Udało mi się ją rozkleić, co niby mogłabym tłumaczyć zbyt agresywną aksploatacją, ale folia pokrywająca wierzchnią stronę okładki brzydko się odkleiła i zrolowała, co jest już ewidentną wydawcy. Także jedną rzecz naprawili, dwie popsuli. Książka "Wierzchowce Bogów" posiada strukturę pracy naukowej. Lektura nie sprawia jednak takiej przyjemności jak inne tego typu publikacje (np. ostatnie publikacje Pana Łuczyńskiego czy Kajkowskiego. Piękno w najczystszej postaci), niemniej dzięki temu jest choć minimalnie klarowna. Zdarzają się jednak wielokrotne powtórzenia, co przy tak krótkim materiale, o dużym stopniu specjalistycznym jest głupie i nie można tego uznać za zamierzone. W pewnym momencie książka staje się paskudnie chaotyczna, mimo tego że to powielenie pracy. Informacje są porozrzucane bez sensu i bywa, że powtarzają się nawet na przestrzeni kilku stron! Zdarzają się też fragmenty co najmniej dziwne. Chociażby przy opisie konia, na którym według Słowian jeździł na nocne eskapady Świętowit jest dopisek autorki 'czy jednak dosiadał go (rumaka świątynnego) właściciel (czyli Bóg)? Czy może pod osłoną nocy robił to kapłan?" Zadawanie tego pytania jest tak potrzebne jak mi nowa turbosprężarka. Książce nie pomagają również literówki, nawet tak absurdalne jak w datach. Marne jest także to, że część rycin to odpisy z innych publikacji i nie mają one legend, przez co w sumie są w pewnym stopniu bezcelowe. Są niejasne strukturalnie lub też są one opisane, nie mają odniesienia na planach sytuacyjnych. Jak już wspomniałam, jest to druga, poprawiona, jak zapewnia wstęp, odsłona książki, lecz jak widać nie jest ona dopracowana. Wiele rzeczy można było jeszcze poprawić. Pewnym walorem publikacji są szkice samej autorki o wysokim walorze estetycznym, przynajmniej w kwestii studium konia. Ludzie są koślawi. Niestety część ma również zaburzone proporcje, czy perspektywę, lecz nie przeszkadza to w zrozumieniu sytuacji, które są na nich ukazane. Jedna jest jednak wybitnie skopana przez to, że pani Łukaszczyk nie przemyślała tematu i widocznie nie posiada wyobraźni technicznej. Indeks zabytków owszem jest, niestety na końcu. Niby to nie jest jakieś niedopuszczalne uniedogodnienie, niemniej dziwne rozwiązanie. Lepiej mieć odniesienie bezpośrednio w treści. To co jest również bez sensu, to wrzucenie do katalogu współczesnych zabawek. Kilka tez wydaje mi się tutaj nieudana. Książka zakłada, że raczej wszystkie z opisanych zabytków - figurek koni - była wykonana przez profesjonalnych rzemieślników, a relatywnie duży nakład pracy włożony w przedmioty miałby je wykluczyć z grona zabawek dziecięcych. Nie wzięto jednak pod uwagę, że dla niektórych oczekiwanie na potomka, szczególnie pierworodnego, może być czasem wyjątkowym, a zabawki może wykonywać samodzielnie rodzic, wkładając w nią niewspółmierne celowi czas oraz staranność. To co książka robi dobrze, to ogromna ilość cytatów, zarówno z kronik dotyczących Słowian jak i sag. Autorka często podaje własne tłumaczenia, ale również zamieszcza teksty oryginalne do ewentualnej weryfikacji. Z pewnością zainteresuje pasjonatów, szczególnie kultury nordyckiej fakt, że mamy tu zatrzęsienie oryginalnych opisów, które wręcz "żywcem" zostały zobrazowane w serialu "Wikingowie". Najbardziej zapadający w pamięć jest opis święta w Upsali, gdzie składano również ofiary z ludzi, oraz opis pochówku "wodza Rusinów" zapisany przez naocznego świadka - ibn Fadlana, według którego zobrazowano serialowy pogrzeb jarla z pierwszego sezonu. Zabrakło tylko na koniec zwierząt ofiarnych. Co ciekawe, w serialu widać nawet więcej naleciałości słowiańskich takich jak na przykład uskutecznianie zapasów podczas uroczystości. Co ciekawe podróżnikowi przyznano tłumacza, który nakreślał mu symbolikę tego co widzi, aby mógł pełniej brać udział w fecie, a w serialu młody Björn tłumaczy wszystko katolickiemu mnichowi. To, co jak najbardziej godne pochwały to fakt, że autorka postanowiła odtworzyć część zabytków. Nazywamy to archeologią eksperymentalną, a przedmioty są wykonywane w oryginalnych technologiach. Niestety badania własne są troszkę za mało uwydatnione, powinny być chyba lepiej opisane i udokumentowane. Są to badania własne, które pomagają innym naukowcom w wielu dziedzinach, a więc warto je eksponować. To czego mi również zabrakło to wyraźne posumowanie i zestawienie znaczenia konia dla obu opisywanych kultur. Jest to bardziej dość losowe zebranie materiałów w jednym miejscu.
Moria - awatar Moria
oceniła na 6 4 lata temu
Wróżby i wyrocznie pogańskich Skandynawów Leszek Paweł Słupecki
Wróżby i wyrocznie pogańskich Skandynawów
Leszek Paweł Słupecki
Wróżby i wyrocznie pogańskich Lisiołów . U Skandynawów dar jasnolisienia, czyli widzenia przyszłości był bardzo ceniony. Takich ludzi uznawano za niesamowicie mądrych, nic więc dziwnego, że i Lisioł takim darem się legitymował, przewidując uwielbienie dla swojego puchatego ogonka. A teraz całkiem na poważnie. Przewidywanie przyszłości często obejmowało też powiedzenie komuś jak umrze. Mało przyjemna sprawa, zwłaszcza, że w tym kręgu kulturowym, podobnie jak w greckim, przeznaczenia uniknąć się nie da – nawet gdy jest nam znane. . Swoją przyszłość (oraz śmierć), a także wiedzę o rzeczach, które będą, można było też wyśnić. Nie wszyscy jednak miewali prorocze sny, tutaj też trzeba było mieć trochę szczęścia. Jak już się taki sen miało, to ktoś musiał go zinterpretować, czyli człowiek legitymizujący się odpowiednim darem tłumaczenia snów. Jeśli nie dopisało Wam szczęście, zawsze można było sięgnąć łapą po plan B – nekromancję. Na poziomie łatwym wystarczy tylko znaleźć człowieka umierającego (lub takiego stworzyć za pomocą ostrego narzędzia) i zadać mu pytania odnośnie swojej przyszłości. Będąc jedną nogą na tamtym świecie, taka osoba ma ponoć wgląd do spraw ziemskich, w tym także tych, które dopiero się wydarzą. Jednak zamiast udzielić Wam odpowiedzi, może też Was przekląć, a słowa umierającego mają wielką moc, będąc niczym prawdziwa klątwa. Level hard zakłada ożywienie wcześniej przygotowanych zmarłych i rozmawianie z nimi, niekoniecznie po dobroci. . Jeśli przedstawione powyżej metody Wam nie odpowiadają, to zawsze możecie skorzystać z kleromancji (wróżb losowych np. rzucanie losami), hippomancji (wróżenie z zwierząt np. świętego konia), usług wieszczki lub ornitomancji (wróżby z głosów, zachowania i kierunków pojawiania się ptaków). Jeśli nie macie pojęcia o czym Lisioł do Was teraz piszczy, to lektura książki Leszka P. Słupeckiego "Wróżby i wyrocznie pogańskich Skandynawów" wszystko Wam dogłębnie wyjaśni i to całkiem przystępnym językiem. Możecie też skorzystać z lisich usług wieszczenia, ceny podane są w truskawkach i sake.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na 8 6 dni temu

Cytaty z książki Truso - legenda Bałtyku

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Truso - legenda Bałtyku


Ciekawostki historyczne