Starsza pani w Holandii

Okładka książki Starsza pani w Holandii
Klara S. Meralda Wydawnictwo: Agencja Wydawniczo-Księgarska "KS" kryminał, sensacja, thriller
211 str. 3 godz. 31 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Data wydania:
1992-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1987-01-01
Liczba stron:
211
Czas czytania
3 godz. 31 min.
Język:
polski
ISBN:
83-85256-40-7
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Starsza pani w Holandii w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Starsza pani w Holandii

Średnia ocen
6,1 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
624
623

Na półkach:

Całkiem przyjemna powieść kryminalna, dziejąca się w czasach PRL - ale na "Zachodzie".
Nie jest to może jakieś przełomowe dzieło i to zupełnie nie szkodzi. Po prostu literatura rozrywkowa.
Podobało mi się opisywanie Holandii z punktu widzenia polskiej obywatelki bez czołobitności, z zauważeniem tych trudniejszych spraw, które w latach 80-tych miały miejsce w zachodniej Europie (nie to, żeby u nas ich nie było, tylko propaganda nie przepuszczała informacji do szerokiego grona odbiorców).
Po prostu sensownie opisana podróż kobiety w wieku dojrzałym z Polski do świata kapitalizmu :).

Całkiem przyjemna powieść kryminalna, dziejąca się w czasach PRL - ale na "Zachodzie".
Nie jest to może jakieś przełomowe dzieło i to zupełnie nie szkodzi. Po prostu literatura rozrywkowa.
Podobało mi się opisywanie Holandii z punktu widzenia polskiej obywatelki bez czołobitności, z zauważeniem tych trudniejszych spraw, które w latach 80-tych miały miejsce w zachodniej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

89 użytkowników ma tytuł Starsza pani w Holandii na półkach głównych
  • 75
  • 13
  • 1
20 użytkowników ma tytuł Starsza pani w Holandii na półkach dodatkowych
  • 13
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kawałki żeńskie, męskie i nijakie Stefania Grodzieńska
Kawałki żeńskie, męskie i nijakie
Stefania Grodzieńska
Stefania Grodzieńska, tym razem nie we wspomnieniach, ale w odsłonie satyrycznej. Tytułowe kawałki zaś, to nic innego jak teksty pisane na zamówienie, między innymi do „Szpilek”, „Przekroju”, „Kobiety i Życia”. W tym zbiorku znajduje się wybór tych lepszych i najlepszych, według autorki, felietonów i humoresek, posegregowany zgodnie z czasem ich powstawania. Są płodne i obfite lata czterdzieste, wydajne: pięćdziesiąte, sześćdziesiąte i siedemdziesiąte oraz chude i smutne lata osiemdziesiąte, a na koniec odkrywcze lata dziewięćdziesiąte. Mimo iż sporo kawałków z tych wczesnych lat już znałam, to nie czułam rozczarowania, bo dobrego humoru przecież nigdy dość. Smakoszy twórczości autorki nie zdziwi na pewno moja sympatia do serii felietonów zatytułowanych „Spotkania z Alicją”. Alicją, która jest trochę oderwana od rzeczywistości i postrzega świat nieco inaczej niż wszyscy. Myślę, że sporo takich Alicji chodzi po świecie i wielu z nas posiada je w swoim, bliższym bądź dalszym, otoczeniu. Alicja była, jest i będzie, co udowodniła córka pani Stefanii, Joanna Jurandot – Nawrocka, pisząc i dołączając do tego zbiorku całkiem udany tekst pt. „Alicja na nowe tysiąclecie”. Można w nim zaobserwować, że „alicjowatość” przechodzi z pokolenia na pokolenie i wciąż jest aktualna. Świetny też jest tekst z lat sześćdziesiątych o braku w języku polskim… feminatywów, gdy jeszcze to pojęcie nie zostało wymyślone ani spór, o ich używanie bądź nadużywanie. I co ważne dla mnie, w tej książce znalazłam odpowiedź, dlaczego akurat „Urodził go „Niebieski Ptak” jest moją ulubioną książką wspomnieniową autorki, bo jak sama pisze, powstał on „ze smutku i z tęsknoty”. Dla zainteresowanych. Mój ulubiony tekst z Alicją w rolach głównych to ten zatytułowany „Alicja bez twarzy”. Poniżej fragmenty. „Spotkałam Alicję. Ledwo ją poznałam, bo trzy czwarte twarzy zakrywały jej ciemne okulary, sięgające od połowy czoła do linii ust. (…) - Witaj, Alicjo! Co cię skłoniło do włożenia czegoś podobnego? Bolą cię oczy? - Strasznie. Ale dopiero od czasu, kiedy noszę te okulary. Nic przez te okulary nie widać, zwłaszcza o zmroku, tak jak teraz. (…) - Więc po co nosisz? - Muszę. Twarze w tym sezonie są niemodne. W ogóle się ich nie nosi. Dla panów to łatwe: zapuszczają sobie zarosty. (…) - Wiesz co, Alicjo? Mimo woli rozwiązałaś zagadkę, która dręczy mnie od jakiegoś czasu. Otóż bez przerwy kłaniają mi się jacyś obcy mężczyźni. (…) Tymczasem ja po prostu nie odróżniam, kto jest pod daną brodą”.
wiola - awatar wiola
oceniła na 7 1 rok temu
Chwalipięta czyli rozmowy z tatą Jan Izydor Sztaudynger
Chwalipięta czyli rozmowy z tatą
Jan Izydor Sztaudynger Anna Sztaudynger-Kaliszewicz
Książka „Chwalipięta czyli rozmowy z tatą” to pozycja absolutnie unikatowa na mapie polskiej literatury biograficznej i wspomnieniowej. Jest to zapis rozmów, jakie z wybitnym polskim fraszkopisarzem, Janem Izydorem Sztaudyngerem, przeprowadziła jego córka, Anna Sztaudynger-Kaliszewicz. To dzieło niezwykle intymne, mądre i – jak na patrona polskiej fraszki przystało – skrzące się humorem, nawet wtedy, gdy dotyka spraw ostatecznych. Struktura książki opiera się na dialogu, co nadaje jej niezwykłej dynamiki. Nie mamy tu do czynienia z pomnikową biografią pisaną z perspektywy czasu, lecz z żywym procesem wspominania. Anna Sztaudynger-Kaliszewicz występuje tu w podwójnej roli: kochającej córki oraz dociekliwego biografa, który stara się uchwycić ulotność geniuszu swojego ojca. Dzięki takiemu podejściu „Chwalipięta” staje się portretem wielowymiarowym – poznajemy Sztaudyngera nie tylko jako literata, ale przede wszystkim jako człowieka: męża, ojca, przyjaciela i, co on sam z dumą podkreślał, niepoprawnego wielbiciela życia i kobiecego piękna. Portret mistrza małej formy Jan Izydor Sztaudynger jawi się w tych rozmowach jako postać fascynująca i pełna sprzeczności. Z jednej strony to tytan pracy, który z matematyczną precyzją szlifował swoje fraszki, z drugiej – człowiek o duszy wiecznego chłopca, dla którego zabawa słowem była sposobem na przetrwanie dziejowych burz. Tytułowa „chwalipięta” to autookreślenie poety, który nie wstydzi się swoich sukcesów, ale też z ogromnym dystansem i autoironią potrafi opowiadać o swoich porażkach i słabościach. Rozmowy prowadzone są w cieniu zbliżającej się śmierci poety, co nadaje im szczególnego, egzystencjalnego ciężaru. Sztaudynger, będąc świadomym upływającego czasu, dokonuje tu swoistego rachunku sumienia. Wspomina lata młodości, fascynację teatrem lalkowym, trudny okres wojenny oraz powojenną walkę o niezależność artystyczną. Wszystko to podane jest w charakterystycznym dla niego stylu – zwięźle, trafnie i z nieodłączną puentą. Relacja ojciec-córka Niezwykle poruszającym wątkiem książki jest sama relacja między rozmówcami. Anna Sztaudynger-Kaliszewicz wykazuje się ogromnym taktem. Potrafi sprowokować ojca do szczerości, nie naruszając przy tym jego godności. W ich dialogach czuć głębokie porozumienie dusz i wspólną pasję do języka polskiego. Córka nie boi się zadawać trudnych pytań o romanse ojca, o jego egocentryzm czy trudne wybory życiowe. Dzięki temu czytelnik otrzymuje obraz człowieka z krwi i kości, a nie wyidealizowany wizerunek z podręcznika literatury. Dla fanów twórczości Sztaudyngera książka jest kopalnią wiedzy o genezie najsłynniejszych fraszek. Dowiadujemy się, jakie sytuacje z życia codziennego stały się inspiracją dla tych genialnych dwuwierszy. „Chwalipięta” udowadnia, że dla Sztaudyngera poezja nie była czymś odświętnym, lecz integralną częścią oddychania. Fraszki sypią się z jego rękawa w trakcie rozmowy, komentując bieżące wydarzenia lub dawne animozje środowiskowe. Tło historyczne i środowiskowe Książka stanowi także doskonały dokument epoki. Sztaudynger wspomina spotkania z Julianem Tuwimem, Kornelem Makuszyńskim czy Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim. Jego anegdoty o życiu literackim przedwojennego Poznania czy powojennego Krakowa i Łodzi są bezcenne. Pozwalają poczuć atmosferę tamtych lat, zrozumieć dylematy twórców uwikłanych w historię i zobaczyć kulisy powstawania najważniejszych dzieł polskiej literatury XX wieku. Szczególnie interesujące są fragmenty poświęcone pasji Sztaudyngera do teatru lalek i jego pracy teoretycznej w tej dziedzinie. Autor „Piórek” pokazuje się tu jako reformator i znawca przedmiotu, który o lalkach potrafił mówić z taką samą pasją jak o poezji. Podsumowanie „Chwalipięta czyli rozmowy z tatą” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto ceni inteligencję, dowcip i życiową mądrość. To książka, która uczy, jak starzeć się z klasą i jak do samego końca zachować ciekawość świata. Jan Izydor Sztaudynger w interpretacji swojej córki staje się nam bliski jak nigdy wcześniej. To literacki testament człowieka, który wierzył, że „fraszki to nie igraszki”, ale sposób na oswojenie świata. Po przeczytaniu tej książki inaczej patrzy się na słynne dwuwiersze mistrza. Nabierają one głębi i ludzkiego kontekstu. To hołd złożony ojcu, ale także piękna lekcja tego, jak słuchać drugiego człowieka, póki jeszcze ma nam coś do powiedzenia. „Chwalipięta” to pochwała życia w każdym jego przejawie – od miłości, przez ból, aż po ostateczne pożegnanie, które w ustach Sztaudyngera brzmi nie jak koniec, lecz jak ostatnia, doskonale spuentowana fraszka.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Czas zatrzymuje się dla umarłych Andrzej Wydrzyński
Czas zatrzymuje się dla umarłych
Andrzej Wydrzyński
Czasem jest tak, że jakaś licha, słaba, nieporywająca historia kryminalna zostaje obudowana taką oprawą, jest opowiedziana w tak niezwykły sposób, że ten kontrast (między tym, jak bardzo nie było pomysłu na daną powieść, a sposobem w jaki ją napisano) aż razi. Tak, tak, to jest właśnie taki wypadek, ale… Ale naprawdę rzadko zdarza się, by to obudowanie zostało rozpisane aż tak dobrze, jak w to miało miejsce tu. Kur…, jaki ten facet musiał mieć talent właśnie do budowania opowieści. Nie do wymyślania, do budowania, podkreślmy to. Nie wiem, nie czytałem innych dziełek Moreny, ale tutaj skala tego talentu aż razi. Od początku czujemy, że będzie niezwykle i… jest. Najpierw płyniemy przez tę książkę, jesteśmy zarówno z głównym bohaterem, jak i z innymi postaciami, dosłownie zapala się nam w głowie lampka tak-właśnie-trzeba-pisać-kryminały. Potem to się lekko załamuje i zaczyna być widoczne, że autor podrasowuje specjalnie tekst, wyciąga go coraz to ku górze, ale co z tego, skoro i to robi bardzo dobrze? Wychodzi mu to zarówno na tym najbardziej podstawowym poziomie (śledzimy na przemian poczynania uciekającego przestępcy, jak i goniących go stróżów prawa i to jak najbardziej gra), jak i na tym głębszym, trudniej uchwytnym, tym tyczącym właśnie bycia z wykreowanymi przez pisarza postaciami. Nie jest to tam tak naturalne jak w początkowych partiach „Czasu...” (choć też momentami się do takiego stanu zbliża, vide strumień świadomości Pawła tyczący motywów i ogólnie osobowości Moniki), ale dalej jest bardzo dobre. Tak, napiszę to: można wręcz zapomnieć, do jakiego stopnia słaba jest cała ta historyjka, jak bardzo naciągana i licha. Mam zresztą wrażenie, że wielu czytelników autentycznie o tym w trakcie lektury zapomniało. Czyli – czytaj jak najbardziej i sprawdź, czy Ty też zapomnisz :) Autentycznie, to ciekawy eksperyment literacki :) PS: Ciekawe w sumie, że o ile losy postaci męskich totalnie mnie tu nie ruszały (choć w zamierzeniu pisarza chyba powinny), to to, co się działo z bohaterami już tak. PPS: Swoją drogą interesujące, jak autor rekonstruował język, którym w owym czasie posługiwali się ludzie z półświatka („ja jestem równa babka”, „No to klawo. Ty jesteś także pierwszorzędny facet. Uwielbiam takich facetów, którzy mają coś w głowie i coś w portfelu.”).
Bartlox - awatar Bartlox
ocenił na 7 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Starsza pani w Holandii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Starsza pani w Holandii