Wrzucam swoją recenzję komiksu, którą dawno temu napisałem dla Kzet. Nie wiem czy jest dobra, bo pisana dawno temu, ale nic w niej nie będę zmieniał. :)
Okazuje się, że nawet na Górnym Śląsku żyją superbohaterowie. Dziś dowiesz się drogi czytelniku, dlaczego warto kupić komiks o pewnym katowickim mścicielu.
Każda mroczna postać musi mieć swego rodzaju origin. Pierwsza wzmianka o Ratboyu pochodzi z ust generała Szłapy, który zaniósł małego chłopca o mysiej twarzy do domu dziecka prowadzonego przez siostry św. Witolda. Jak twierdzi sam autor komiksu – „wiele mogło wskazywać na to, iż generał Szłapa mógł być jego ojcem”. Niestety wojskowy nie ukazuje nam się jako pozytywna postać. Najpierw oddał małego chłopca na wychowanie siostrom, a po 20 latach zamierza przeprowadzać na nim eksperymenty.
Ale dlaczego? Czyżby Ratboy, poza osobliwym wyglądem, posiadał jakieś przydatne wojsku moce? Dokładnie tak. Jedną z – nazwijmy to – super umiejętności tytułowego bohatera komiksu jest swobodne przeciskanie się przez rury kanalizacyjne, niczym postać z jednego z pierwszych odcinków „Z archiwum X” pt. „Squeeze” (wspomina o tym nawet sam autor w przypisach). Pamiętam swoje lęki z dzieciństwa, kiedy po obejrzeniu tego epizodu, przez co najmniej rok bałem się chodzić do łazienki za potrzebą. Nie dziwota zatem, że nocny stróż w pewnym katowickim banku był przerażony wizytą „dużego szczura”, który nie wszedł jak normalny człowiek przez drzwi. O właśnie, cały Ratboy. Potrafi nawet napaść na bank.
Wyglądem przypomina Myszkę Miki z kreskówek Disneya. Nie jest jednak słodką postacią z bajek dla dzieci, a szczurem-anarchistą, który nie waha się sięgnąć po broń (choć jak sam mówi, po broń defensywną), czy też dopuścić się porwania.
Człowiek-szczur nie stoi jednak po ciemnej stronie mocy. Wręcz przeciwnie. Jest raczej postacią pozytywną. Przede wszystkim – delikatnie mówiąc – nie przepada za władzą i zniszczonym przez pogoń za pieniądzem społeczeństwem. Kradnie pieniądze z banku tylko tym najbogatszym, aby biednym było lepiej (niezły Robin Hood, prawda?), porywa gnieźnieńskiego biskupa, aby władza wypuściła młodych chłopaków, wtrąconych do więzienia za odmowę odbycia służby wojskowej, itp. Pomaga nawet zakonnicy, która padła ofiarą niewybrednych żartów ze strony współpasażerów podróży. Jest to nieco zaskakujące, ponieważ w komiksach Krzysztofa Owedyka mamy najczęściej do czynienia z pojazdem po wszystkim, co z kościołem związane. Fani Prosiaka, nie martwcie się jednak – przygoda z zakonnicą to wyjątek od reguły. Klerowi dostaje się w „Ratboyu” nie raz i nie dwa.
Prawie każdy fajny komiksowy bohater ma przyjaciela, tak jak Batman ma Alfreda. A Ratboy? Arcyzabawnego udomowionego szczura. Ponieważ mieszkanie naszego młodego anarchisty znajduje się w kanałach, gryzoń nie miał chyba nic przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Szczur to taki katowicki Alfred. Potrafi dogryźć głównemu bohaterowi kąśliwą uwagą i ma łeb na karku. I w końcu najważniejsze: to z jego ust (pyszczka?) padają najmądrzejsze słowa w całym komiksie, które pozwolę sobie w tym miejscu zacytować w całości: „Pieniądze! Phi! Ludzie to potrafią być głupi! Wymyśleć sobie tak bezwartościową rzecz by ta kierowała ich życiem! Żeby tak zawierzyć jej swój los! Żyją dla pieniędzy, umierają dla pieniędzy, aby godnie żyć muszą zarobić, żeby zarobić kogo trzeba wyzyskać…CHA CHA! Jakież to upokarzające. W głowie się nie mieści…”.
Komiks Prosiaka jest pełen takich ideologicznych wywodów. Czasem może to męczyć, a nawet drażnić czytelnika, ale jest w tym jakaś mądrość. „Ratboy” to wartościowy komiks, zawiera wiele ciekawych informacji o latach 90. Nie tylko o Katowicach, ale o tym jak wtedy się żyło w Polsce. Najciekawsze są chyba jednak przypisy autora, umieszczone na końcu książki, które czytałem z wypiekami na twarzy. W komiksie zawarty jest kawał historii, ale żeby ją zrozumieć, współczesny czytelnik potrzebuje pomocy i takową od Prosiaka dostaje.
Gdybym miał podać jakieś minusy tego albumu, wskazałbym na zbyt dużą ilość tekstu. Nie oszukujmy się, „Ratboy” jest nieco przegadany. Na niektórych kadrach jest dosłownie więcej tekstu niż rysunku.
Niewątpliwym plusem jest natomiast dbałość o szczegóły. Główny bohater przechadza się, wyglądającymi tak jak w rzeczywistości, ulicami Katowic i odwiedza prawdziwe miejsca. Gdy akcja przenosi się do Gniezna, elementy panoramy tego miasta znowu nie różnią się niczym od oryginału. A to wszystko dzięki temu, że autor komiksu poprosił o zdjęcia kolegę mieszkającego blisko Gniezna. Troska, nie tylko o pierwszy plan, ale i o otoczenie, architekturę miast w których dzieje się akcja komiksu, robi wrażenie.
Najbardziej podobał mi się jednak wielki finał historii. Prosiak przygotował naprawdę bombowe zakończenia. Gdyby jego komiks kiedyś sfilmowano, byłby potrzebny niezły budżet, aby pokazać wydarzenia z ostatnich stron komiksu. A kadr, który Owedyk uważa za swój ulubiony (oczywiście z wielkiego finału), naprawdę jest fantastyczny.
W sumie warto kupić „Ratboya”. Jeśli ktoś ma poprzednie wydanie, to też może się na nowe skusić, bo przypisy w nim zawarte są, poza oczywistą integralnością z przedstawioną historią, wartością samą w sobie. Zdradzę tylko, ze album przeczytałem raz, a przypisy już trzy razy.
http://kzet.pl/2012/08/ratboy.html
Opinia
Utrata zwierzaka jest głębokim emocjonalnym przeżyciem. Szczególnie dla dziecka. Pewien chłopiec po śmierci ukochanego kanarka wyrusza w podróż, aby wyrównać rachunki.
***
Znudzona codziennością kobieta daje sobie prawo do przyjemności. Tej nocy nie ma dla niej granic, a ona doskonale wie, jak na tym skorzystać.
***
Po trudnościach w dążeniu do celu bardzo łatwo stracić wiarę w siebie. A odbudowanie jej może trwać nawet latami. Znaczenie szybciej sprzedać duszę diabłu za odrobinę talentu. Jak na tym wyjdzie mężczyzna marzący o karierze pisarza?
Losy tych i pozostałych bohaterów “Śmiercionośnych” poznajemy w siedmiu krótkich rozdziałach. Z pozoru niezależne historie przecinają się na kartach komiksu i tworzą niezwykłą całość. Narysowane w ciekawym stylu czarno białe ilustracje i perfekcyjnie złożone kadry sprawiają, że przez dzieło Łukasza Ryłko bardzo przyjemnie się płynie. Mimo tego, że jest to niemy komiks dobrze wiedziałam, co autor chciał mi przekazać w danym momencie. Można połknąć go naraz, ale warto włączyć uważność i dokładnie przestudiować drugi plan. Ja dopiero za trzeci razem zauważyłam mase sprytnie ukrytych tam detali, które finalnie miały znaczenie.
Bardzo fajna rzecz. Spędziłam z nią miło czas, a odkrywanie w niej kolejnych elementów przyniosło mi dużo radości. Teraz męczy mnie tylko jedna myśl.. Dlaczego tak cicho jest o “Śmiercionośnych”? Przecież takie to dobre.
Utrata zwierzaka jest głębokim emocjonalnym przeżyciem. Szczególnie dla dziecka. Pewien chłopiec po śmierci ukochanego kanarka wyrusza w podróż, aby wyrównać rachunki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to***
Znudzona codziennością kobieta daje sobie prawo do przyjemności. Tej nocy nie ma dla niej granic, a ona doskonale wie, jak na tym skorzystać.
***
Po trudnościach w dążeniu do celu bardzo łatwo stracić...