S/Z

Okładka książki S/Z
Roland Barthes Wydawnictwo: językoznawstwo, nauka o literaturze
314 str. 5 godz. 14 min.
Kategoria:
językoznawstwo, nauka o literaturze
Format:
papier
Tytuł oryginału:
S/Z
Data wydania:
1999-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1999-01-01
Liczba stron:
314
Czas czytania
5 godz. 14 min.
Język:
polski
ISBN:
83-86989-38-6
Tłumacz:
Michał Paweł Markowski, Maria Gołębiewska
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup S/Z w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki S/Z

Średnia ocen
7,4 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
451
58

Na półkach:

Cóż napisać o tej książce ponad to, co powiedział o niej Richard Howard? "Esej Barthesa to najbardziej użyteczna, najbardziej wnikliwa i najbardziej przekonująca książka, jaką kiedykolwiek udało mi się przeczytać o tym, dlaczego w ogóle udało mi się kiedykolwiek przeczytać jakąś książkę." Barthes z niezwykłą wprawą i erudycją dekonstruuje opowiadanie Balzaka, a jego esej jest w zasadzie matematycznym wykazem kodów kulturowych obecnych w "Sarrassinie" (czy może: Sarrazinie) oraz połączeń międzytekstowych i inter-tekstowych. Przeczyta każdy, kogo pasjonuje historia teorii literatury.

Cóż napisać o tej książce ponad to, co powiedział o niej Richard Howard? "Esej Barthesa to najbardziej użyteczna, najbardziej wnikliwa i najbardziej przekonująca książka, jaką kiedykolwiek udało mi się przeczytać o tym, dlaczego w ogóle udało mi się kiedykolwiek przeczytać jakąś książkę." Barthes z niezwykłą wprawą i erudycją dekonstruuje opowiadanie Balzaka, a jego esej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

107 użytkowników ma tytuł S/Z na półkach głównych
  • 79
  • 26
  • 2
9 użytkowników ma tytuł S/Z na półkach dodatkowych
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki S/Z

Inne książki autora

Roland Barthes
Roland Barthes
Francuski krytyk literacki, pisarz, czołowy przedstawiciel strukturalizmu i poststrukturalizmu francuskiego, teoretyk semiologii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Teorie literatury XX wieku. Podręcznik Michał Paweł Markowski
Teorie literatury XX wieku. Podręcznik
Michał Paweł Markowski Anna Burzyńska
Dziwnie się czuję, wystawiając ocenę podręcznikowi, ale cóż... Doceniam to obszerne w wiedzę dzieło. Zgromadzone teorie literatury, które rozkwitały w ubiegłym wieku, zostały naprawdę treściwie przedstawione. Tak treściwie, że aż dodatkowo musiałam sprawdzać znaczenie używanych (całkiem niepotrzebnie!) słów. Albo rozkładać na czynniki pierwsze co któreś zdanie – mam tutaj na myśli w szczególności rozdziały napisane przez Markowskiego, bo te Burzyńskiej były jeszcze całkiem przyjemne, nawet jeśli nie szło ich przeczytać na raz. Markowski chyba niestety skupił się tutaj na zaprezentowaniu swojego szerokiego zasobu słownictwa. Szkoda, bo bardzo ucierpiała na tym zrozumiałość i przejrzystość tekstu, a to w podręczniku powinno być najważniejsze. W celu poznania bogatej terminologii, całkiem zbędnej do wyłożenia teorii literatury, sięgnęłabym do słownika. Bynajmniej nie oczekiwałam tego od tego podręcznika. Niemniej pozycję uznaję za fundament do poszerzania wiedzy o teoriach, jakie powstawały w ciągu minionego stulecia. Mogłoby być 8/10 (choć chyba nie więcej – do tego zabrakło przykładów, na których dałoby się zaprezentować problematykę, co znacząco ułatwiłoby zrozumienie danego zagadnienia), gdyby tylko wyciąć z tego wszystko, co niepotrzebne. Słowem: jest poprawnie, jest całkiem nieźle, mogłoby być lepiej. Podręcznik broni się głównie brakiem konkurencji. Z całego serca liczę na dodruk, abym mogła kiedyś nabyć własny egzemplarz (w ludzkiej cenie).
Wind-Cleaver - awatar Wind-Cleaver
ocenił na 6 2 lata temu
Powrót centrali. Literatura w nowej rzeczywistości Przemysław Czapliński
Powrót centrali. Literatura w nowej rzeczywistości
Przemysław Czapliński
Przebija z tej książki podskórne poczucie niespełnienia obietnicy roku 1989 (szczególnie tej związanej ze światem literatury) – mogło być tak dobrze, a kończy się (skończyło?) tak, jak zwykle, „bidą i rozczarowaniem”. Co gorsza, lepiej już raczej nie będzie. W roku 1989, rzekomo, upadł w Polsce komunizm. Odeszły więc w niebyt wszelkie cenzuralne ograniczenia, próby narzucenia jedynej słusznej drogi, powiało Zachodem, rację bytu utracił drugi obieg – bo jeśli wszystko wolno, to nie istnieje logiczna potrzeba ukrywania własnych poglądów. Dlaczego zatem, skoro trafiło się tyle dobrego, system odszedł tylko „rzekomo”? A może wcale nie zniknął, ale przetrwał kilka lat w stanie hibernacji i znów podniósł łeb? To nawet prawdopodobne, skoro po dziś dzień istnieją ludzie (i rodzą się nowi), którzy świętują urodziny Jaruzelskiego i wspominają, jak to się dobrze żyło za wujka Gierka (często nie mając bladego pojęcia o tamtych czasach; nie chcę tu nikogo pouczać, ale naprawdę nie ma nic trudnego w otworzeniu chociażby Bożego igrzyska Daviesa i pobieżnym przejrzeniu pasjonujących stronic o komunie). Cóż ze światem literatury? Tutaj sprawa wygląda podobnie, zdaje się twierdzić Przemysław Czapliński, wskazując na bardzo interesujące daty graniczne. Całą historię – rozpatrując rzecz chronologicznie – można zacząć od narastającej frustracji lat 70., frustracji wywołanej kompromitującymi działaniami polskich władz komunistycznych (one i tak były skompromitowane, ale im dalej w las, tym więcej drzew – im dłużej trwały, tym większy był blamaż), co w krótkim czasie doprowadziło do powstania KOR-u i drugiego obiegu wydawniczego. Równie istotny jest rok 1986, który można (w dużym uproszczeniu) uznać za narodziny trzeciego obiegu, czyli wszelkich –zinów i najróżniejszych alternatyw dla niemieszczących się w binarnym układzie „za władzą” i „przeciw władzy”. Rok 1989, pozorna transformacja, rzekoma śmierć scentralizowanego systemu zarządzania literaturą, zgon drugiego i trzeciego obiegu. Wreszcie 1996/1997 – powrót centrali. Dużo się mówi o tajemniczej „centrali”, a czym ona właściwie jest? Za wujka Edwarda cały świat literacki był zarządzany odgórnie, państwowo. Wszystkie (albo większość) wydawnictw była w rękach komunistycznych władz, podobnie z czasopismami literackimi, krytykami, najczęściej również z twórcami. Po roku 1989 społeczeństwo radowała myśl, że oto skończyło się planowanie i rozpoczęła prawdziwa wolność. I faktycznie, mówi Czapliński, potrwała ta wolność parę lat, ale później centrala powróciła. Bo oto największe współczesne wydawnictwa dzierżą rynek książki, skutecznie podcinając skrzydła wydawnictwom małym i biednym. Zanikają punkty biblioteczne, a cały bibliotekarski interes zamyka się w największych miastach. Co więcej, państwo coraz mniej zainteresowane jest utrzymywaniem bibliotek, które wszak zysku nie przynoszą. Zniknęły gdzieś mniejsze czasopisma literackie, a duże cienko przędą (bo państwu przestało na nich zależeć). Krytyka literacka utraciła swoją dawną funkcję i coraz częściej krytycy błaznują w największych czasopismach, nie mając kompletnie żadnego wpływu na opinię społeczeństwa. Książka, ten wszakże najistotniejszy składnik literatury, stała się dobrem luksusowym. Już nie wystarczy jej wydrukować i dodrukować (bo za komuny i tak cały nakład zszedł natychmiast), trzeba ją jeszcze „wybłaznować”, uczynić zjadliwą dla mas. Ktoś taki jak czytelnik nie istnieje, jest tylko bezimienny i ogłupiony tłum. Mocne, ale prawdziwe. A przecież – parafrazując słowa milicjanta z Zabić księdza – to nie tak miało być. Nie mieliśmy być kolejną ofiarą Zachodu, lecz szukać własnej, atrakcyjnej ścieżki. Profesor Czapliński (miałem i mam szczęście uczestniczyć w prowadzonych przez niego zajęciach) nie chce straszyć, pokazuje tylko, że to wszystko dzieje się na naszych oczach. Centrala powróciła, w zupełnie innym kształcie, ale nadal istnieje, nadal dzieli i rządzi. A my, jako skromni i nieco bardziej ambitni czytelnicy, musimy oddać się w jej dłonie. Dostosować, bo inaczej czeka nas całkowita cisza i wyłączenie z obiegu publicznego. Jak pisze profesor Czapliński w zakończeniu: „W ramach tej opowieści, w odpowiedzi na centralizm nowej sytuacji tworzymy scentralizowaną kontropowieść – narrację bezsilnych. Oto jej rys zasadniczy: podział świata na dwie części, z których jedna, obejmująca nas, pełna jest wartościowych inicjatyw, bezinteresownych działań, tekstów pełnych znaczeń, druga natomiast dysponuje siłą tłumiącą, jest interesowna, zideologizowana i redukcyjna”. Stało się więc, niestety (ale to nic nowego, zdaję sobie sprawę), że literaturę wtłoczono w ramy społeczeństwa konsumpcyjnego. Nakazano jej „istnieć”, błyskać jak gwiazda, pod postacią nowego arcydzieła, i równie szybko umierać, żeby zrobić miejsce kolejnemu i kolejnemu arcydziełu. A krytyk musi, ku własnemu pohańbieniu, pełnić rolę podwójną: kogoś, kto odkrywa wartościowe nowości, błyskotliwe talenty i jednocześnie błaznuje w mainstreamowych mediach, pisząc króciutkie zachęty na skrzydełka obwoluty. Mędrzec i błazen. Włączony w „przemysł kultury”, „przemysł literatury”. Co najgorsze – to wszystko na naszych oczach. Zatem kolejny raz można dojść do wniosku, że transformacja, jaką się dawno temu zachłysnęliśmy, to czysta fikcja. „Przeszłość odkreślamy grubą linią”, czyli zapominamy o grzechach i grzeszkach nie tylko wybitnych literatów, ale i jednostek zupełnie innego rodzaju (dopuszczając je do dyskursu publicznego i traktując jak autorytety), a także – akceptujemy istnienie przemysłowego molocha, produkującego literaturę i zapotrzebowanie na nią (pamiętając, ale to odnosi się do mniejszości, o dawniejszych, prawdziwych arcydziełach). Bo moloch, nie tylko literatury, nie umarł w roku 1989, przetrwał, udoskonalił się i znów pochłania. Z nienasyconym apetytem.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na 6 1 rok temu
Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji Maria Janion
Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji
Maria Janion
To moja pierwsza książka Marii Janion, którą przeczytałem. W wyszukiwarce można znaleźć zdjęcie autorki dla Tygodnika Powszechnego z 2007 roku. Na zdjęciu tym Maria Janion otoczona jest przez książki. Są wszędzie. Zapełniły już wszystkie dostępne meble, więc spoczywają w stertach, coraz bardziej ograniczając dostępną w mieszkaniu przestrzeń. Nawet na przedpokoju dostrzec można kolejne regały i kolejne stosy. Jeśli książki miałyby swoje bóstwo opiekuńcze, zapewne wyglądałoby tak, jak pani Profesor na tym właśnie zdjęciu. Siwy włos, sędziwy wiek i właśnie takie spojrzenie. Można się zastanowić, ile czasu trzeba by poświęcić, aby przeczytać zgromadzone tam wolumeny? I jaki tytaniczny umysł mógłby to wszystko ogarnąć i przetworzyć z pożytkiem dla innych? Po przeczytaniu zbioru esejów Marii Janion, już wiem. To kategoria ludzi niepowtarzalnych, prawdziwych znawców literatury, którzy powinni być skarbem każdego społeczeństwa. Dla takich ludzi literatura to życie, a życie to literatura. Teksty zgromadzone w „Żyjąc tracimy życie. Niepokojące tematy egzystencji” są niepodważalnym przykładem niezwykłej erudycji autorki. Napisane przepięknym językiem, prowadzą czytelnika w poruszającą podróż po europejskiej spuściźnie literackiej. Maria Janion pokazuje nam świat literatury takim, jakim w stanie jest go ukazać tylko prawdziwy znawca. Każdy z zaprezentowanych tekstów porusza się w obrębie podstawowych dla każdego człowieka wartości – zagadnienia fenomenu życia i śmierci oraz skrywanej świadomości własnej osoby. Tutaj zaprezentowanych z wielu punktów widzenia. Egzystencjalny wymiar książki nie jest jednak ciężarem dla czytelnika, nie jest „kamieniem” przygniatającym nas i wpędzających z zły nastrój. Wręcz przeciwnie, teksty profesor Janion odsłaniają najróżniejsze sposoby przetwarzania tajemnicy ludzkiego przemijania przez twórców literatury na przestrzeni wieków, wzbogacone o komentarze i oryginalne przemyślenia autorki. Myślę, że każdy znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie. „Żyjąc tracimy życie” porusza czytelnika na dwa sposoby – zmuszając go do głębszej refleksji nad własną egzystencją oraz inspirując do sięgnięcia, o ile wcześniej tego nie zrobił, po dzieła omawianych w książce autorów. Wystarczy wymienić takie nazwiska jak Słowacki, Gombrowicz, Różewicz, czy też Poe, Wilde, Kafka. Nie sądzę, aby potrzebne było dokładniejsze streszczanie poruszanych przez autorkę tematów. Lepiej po prostu dać się zaskoczyć. Naprawdę warto czytać takie książki i promować takie umysły – to, niestety, gasnące już pozostałości po kulturze przez wielkie K. A na koniec, nieco egzystencjalnie, smutno się jednak robi na duszy, gdyż uświadomimy sobie, że takie umysły „żyjąc tracą życie”, a razem z nim całą zgromadzoną wiedzę i mądrość. Dobrze zatem, że książka utrwala to, co jakimś niewytłumaczalny dla nas prawem musi przeminąć.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 9 5 lat temu
Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni Stefan Chwin
Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni
Stefan Chwin
Zgadzam się co do tego że Chwin stara się zrozumieć samobójców. Nie ma tutaj oceny czy narzucania swojej ideologii, co jest idealne w przypadku takiej tematyki. Dzięki temu książkę czytało się bardzo dobrze. Myślę że autor był w stanie wgłębić się w różne dziedziny samobójczej wyobraźni, przedstawić ją w sposób kompletny. Opisując wyobraźnię samobójców autor opisuje ich sposób widzenia świata, światopogląd. Dzięki temu jest to w pewnym sensie praca egzystencjalna. Znajduje się tu naprawdę interesujące omówienie samobójstwa Kiriłłowa z "Biesów" Dostojewskiego, a także postaci Stawrogina. Interesujące było też omówienie obrazów, nie wiedziałem czy będzie dla mnie zajmujące, a jednak było. Mam wrażenie jakby książka Chwina miała na mnie uspokajający, terapeutyczny wpływ, aczkolwiek nie wiem czy to było jej celem. W każdym razie naprawdę dobrze wspominam jej lekturę i chciałem zostawić tu po niej jakiś ślad. Działy/tematy: forma/estetyka samobójstwa, samobójstwo jako czyn adresowanym do innych (jasne/ciemne ikony samobójstwa, samobójstwo altruistyczne), egzystencjalny wymiar samobójstwa (=samobójstwo a żywioły i sposób odczuwania człowieka), co samobójca robi ze swoim ciałem (wyobraźniowa mapa ciała samobójcy), samobójstwo a metafory egzystencji, gromadzenie argumentów przeciwko życiu przez wyobraźnię, samobójstwo a psycho/socjologia. Pojawiają się też m.in.: Katon, Dydona, Kleopatra, Ofelia, Gombrowicz (jego niektóre utwory, zapiski z dzienników), Witkacy, Sartre ("Mdłości"), Cioran (głównie krótkie wspomnienia, cytaty) wraz z gnostycyzmem, Judasz, Słowacki ("Król Duch"), Plaith ("Szklany klosz"), Dostojewski, Byron ("Manfred"), Goethe ("Cierpienia młodego Wertrera"), Kownicki ("Mała Apokalipsa") i chyba Wat, Kafka ("Proces").
Redo - awatar Redo
ocenił na 7 6 lat temu

Cytaty z książki S/Z

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki S/Z