Resumé z potworami

Okładka książki Resumé z potworami
William Browning Spencer Wydawnictwo: Zysk i S-ka Seria: Kameleon horror
222 str. 3 godz. 42 min.
Kategoria:
horror
Format:
papier
Seria:
Kameleon
Tytuł oryginału:
Résumé with Monsters (1995)
Data wydania:
1998-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
222
Czas czytania
3 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
8371503970
Tłumacz:
Zbigniew A. Królicki
Średnia ocen

                6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Resumé z potworami w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Resumé z potworami

Średnia ocen
6,0 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
760
33

Na półkach: , ,

Czytelnik MNICH napisał: "... Ja naprawdę lubię dziwne książki, ale ta chyba była zbyt dziwna..."
Tak. Jest dziwna, mroczna i pełno w niej obślizgłych istot i kurzu ze starych książek.
Ale zobacz - ileż w tym Lovecrafta?
Ten dopiero był dziwny :)

Czytelnik MNICH napisał: "... Ja naprawdę lubię dziwne książki, ale ta chyba była zbyt dziwna..."
Tak. Jest dziwna, mroczna i pełno w niej obślizgłych istot i kurzu ze starych książek.
Ale zobacz - ileż w tym Lovecrafta?
Ten dopiero był dziwny :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

119 użytkowników ma tytuł Resumé z potworami na półkach głównych
  • 71
  • 48
29 użytkowników ma tytuł Resumé z potworami na półkach dodatkowych
  • 19
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Resumé z potworami

Inne książki autora

Okładka książki Szaleństwo Cthulhu Arthur C. Clarke, Heather Graham, Lois H. Gresh, Caitlín R. Kiernan, J.C. Koch, Joseph S. Pulver Sr., Daniel Schweitzer, Michael Shea, John Shirley, Robert Silverberg, William Browning Spencer, Melanie Tem, Jonathan Thomas, K.M. Tonso, Harry Turtledove, Donald Tyson
Ocena 6,0
Szaleństwo Cthulhu Arthur C. Clarke, Heather Graham, Lois H. Gresh, Caitlín R. Kiernan, J.C. Koch, Joseph S. Pulver Sr., Daniel Schweitzer, Michael Shea, John Shirley, Robert Silverberg, William Browning Spencer, Melanie Tem, Jonathan Thomas, K.M. Tonso, Harry Turtledove, Donald Tyson
Okładka książki To, co najlepsze w SF 1 Stephen Baxter, Gregory Benford, Joe Haldeman, David G. Hartwell, James Patrick Kelly, Nancy Kress, Ursula K. Le Guin, Patricia A. McKillip, Robert Sheckley, Robert Silverberg, William Browning Spencer, Gene Wolfe, Roger Zelazny
Ocena 7,0
To, co najlepsze w SF 1 Stephen Baxter, Gregory Benford, Joe Haldeman, David G. Hartwell, James Patrick Kelly, Nancy Kress, Ursula K. Le Guin, Patricia A. McKillip, Robert Sheckley, Robert Silverberg, William Browning Spencer, Gene Wolfe, Roger Zelazny
William Browning Spencer
William Browning Spencer
William Browning Spencer (ur. 1946) to wielokrotnie nagradzany amerykański pisarz, mieszkający w Austin, Texas. Jego powieści science fiction i horroru często są mroczne i pełne surreally humoru. Jego opowiadanie "The Death of Novel" doostało w 1995 Bram Stoker Award nominacje do Best Short Story. W 2005 r., jego opowiadanie " Pep Talk "zostało pokazane w krótkim filmie pisarza Eric B. Andersona, reżysera Scott Smith (Project Greenlight) i miało swoją premierę na Festiwalu Filmowym w Santa Fe w grudniu 2006r.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tytus sam Mervyn Peake
Tytus sam
Mervyn Peake
Zastanawiam się, czy odbiór tej książki byłby inny, gdyby nie powszechna wiedza o ciężkiej chorobie autora, która nie pozwoliła mu doprowadzić prac do końca. Spodziewałam się czegoś ledwie koherentnego, a tymczasem "Tytus sam" - mimo że widać w nim potencjał na coś jeszcze wybitniejszego - już teraz moim zdaniem stanowi rewelacyjne dzieło, w którym Peake zdołał zawrzeć swoją wizję i myśl o ludzkim dojrzewaniu, zwłaszcza w relacji do tradycji i korzeni. Czy fabuła jest niespójna? Nie bardziej chyba niż w dwóch pierwszych tomach, w których też nigdy nie była najważniejszym elementem. Jednocześnie prawdziwa jest większość powodów, dla których wielu osobom się ten tom nie podoba, tyle że ja nie widzę w nich wad. Rzeczywiście "Tytus sam" jest inny od dwóch poprzednich, krótszy, zwięźlejszy, chwilami lakoniczny, bez rozbuchanych opisów - lecz zostaje przecież z nami absurdalnie obrazowy styl Peake'a, a krótsze rozdziały potęgują efekt oniryczności i duchowego zagubienia bohatera. Rzeczywiście chciałoby się więcej poczytać o nowych postaciach, posągowej Juno, dziwnie heroicznym Muzzlehatchu, żebrakach spod rzeki, ale to, jak przemykają przez życie Tytusa, jak on sam wciąż ucieka od nich i do nich powraca, ma samo w sobie głęboki wydźwięk. Rzeczywiście też opuściliśmy Gormenghast (choć jego cień nieustannie wisi nad duszą Tytusa), a świat, w którym wylądowaliśmy, wydaje się mniej spójny, słabiej określony - śmiem jednak twierdzić, że o to w tej opowieści właśnie chodzi. I jedyne, czego żal, to podejrzenie, że naprawdę mogło to wyjść jeszcze lepiej, gdyby Peake miał więcej czasu.
OZM - awatar OZM
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Późne lato John Crowley
Późne lato
John Crowley
Długo miałam tą książkę na liście 'kup', ale jak do tej pory dużo innych książek okazywało się wazniejszych do nabycia. Jednak ciekawość w końcu zwyciężyła i kupiłam 'Późne Lato'. Treść w dwóch trzecich tej opowiści jest cudownie intrygująca - przedstawia wyimaginowaną historię postapokalipycznej osady ludzi żyjących 'po staremu' tj. sprzed ery industrializacji Ziemi, którzy zbierają pozostałości i budują z tego nowe obiekty. Są tu delikatne wzmianki o społeczności sprzed 100 lat (zwanej Aniołami, ponieważ nie tylko byli bardzo rozwinięci technologicznie), która zamieszkiwała Wielką Korporację, o jakiejś burzy, która trwała rok i przetrzebiła ludzkość oraz o wojnie, która także dokonała zniszczenia. Pozostali przy życiu Aniołowie zbudowali miasto pod kopułą, na którym odlecieli i dryfują wokół Ziemi. Dzieci Aniołów, które pozostały na powierzchni planety, zestarzały się tu i mają wiedzę o przeszłości, uznawani są za mędrców. Nowych tubylców fascynują np. slajdy, których szamanki używają do wróżenia przyszłości osadników. W osadzie jest pełno dziwnych artefaktów pozbieranych z ruin budynków, (które to rzeczy dla nas ludzi XXI w. są zwyczajne, a dla osób żyjących w czasie po zniszczeniu rozwiniętej technologicznie cywilizacji, którzy nigdy ich nie widzieli, stanowią zagadkę), np. sztuczna noga, obrazy, kryształy, itp. Zapada w pamięć scena, kiedy ojciec i syn palą ognisko na szosie i patrzą na pozostałości dawnej cywilizacji - kręte autostrady, węzły drogowe, mosty, zrujnowane miasta i zastanawiają się nad ich ówczesnym zastosowaniem. 'Droga służyła do zabijania'. No tak, pośrednio :) Syn zakochany w dziewczynie ze swojej osady postanawia wyruszyć na jej poszukiwanie, kiedy ona odchodzi z grupą handlarzy. Związek ten przypomina mi relację osoby uzależnionej z unikową. Chłopak goni za dziewczyną, a ona ma go gdzieś. W końcu jakimś sposobem okazuje się, że przekształca się w Anioła z tych mieszkających ponad Ziemią... I właśnie te pozostale 1/3 książki, kiedy pojawia się temat pięciu tajemniczych kuli przechowujących ważne awatary Aniołów, i które w innej osadzie z pomocą osób wtajemniczonych wchodzą w określone osoby i dzięki temu odżywają w ludzkim ciele, cała ta późniejsza filozofia i przeskok do Aniołów i ich egzystencji, tego już mój mózg nie mógł przetrawić. Brakuje jakichś fundametalnych danych, żeby sobie poskładać w głowie co do czego pasuje w całej tej historii. Jednak ta opowieść mogłaby z powodzeniem służyć jako scenariusz do animowanego filmu utrzymanego w przyrodniczo-dystopijnym klimacie. Na koniec dodam, że bardzo podobała mi się scena odnalezienia przy drodze gipsowej głowy jakiegoś pomnika, w której główny bohater pomieszkiwal przez jakiś czas :) Jak ktoś lubi dziwne książki, to polecam.
Draconina - awatar Draconina
oceniła na 7 3 miesiące temu
Czekoladowa wojna Robert Cormier
Czekoladowa wojna
Robert Cormier
Ta powieść w latach siedemdziesiątych XX wieku była dla młodych Amerykanów kultowa, wywołała niemałe zamieszanie i obecnie należy do ścisłej czołówki książek, których czytania i wydawania najczęściej próbowano zakazywać w USA. Podobnie jak "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" czy "Buszujący w zbożu" porusza tematy związane z wchodzeniem w dorosłość, młodzieńczym buntem, negowaniem hipokryzji i pozornych autorytetów, ukazuje lęki i frustracje nastolatków. Pojawia się w niej także problem rówieśniczej przemocy. W Polsce książka jest niemal nieznana. Główny bohater Jerry Renault to uczeń katolickiej szkoły średniej dla chłopców. Jest sfrustrowany i znudzony szkolną rutyną, postanawia przeciwstawić się szkolnym "organom nacisku": bratu Leonowi zarządzającemu placówką i nieformalnej uczniowskiej organizacji Vigilsów. Odmawia wzięcia udziału w corocznej sprzedaży czekoladek, z której dochód przeznaczany jest na rozwój szkolnych klubów zainteresowań. Odmowa handlu czekoladkami wynika początkowo z konformizmu głównego bohatera, później staje się aktem buntu podjętym wyłącznie w celu sprawdzenia, co z tego wyniknie i czy nie zabraknie mu odwagi, aby narazić się rówieśnikom i nauczycielom. Wydaje się, że bunt pojedynczego nastolatka to akcja w stylu: wiele hałasu o nic, ale w grze jest jeszcze przywódca Vigilsów Archie Costello, który nie stroni od przemocy, co dla Jerrego, który ostatecznie nie ma zamiaru ustąpić, nie wróży nic dobrego. "Czekoladowa wojna" była literackim debiutem znanego amerykańskiego dziennikarza Roberta Cormiera, który opisał w niej historię buntu szkolnego własnego syna. Aby udramatyzować fabułę, pisarz dorzucił kilka mrocznych zdarzeń i wątków. Po opublikowaniu powieści okazało się, że napisał bestseller. Jak na książkę dla młodzieży utwór jest bardzo odważny, więc wzbudził zarówno aplauz jak i kontrowersje. Cormier nie bawi się tu w moralizatorstwo, używa szorstkiego języka, nie wzbrania się przed użyciem ostrych wulgaryzmów, nie stroni od aluzji seksualnych i bywa bardzo cyniczny, oprócz tego ukazuje w negatywnym świetle katolickie szkolnictwo. Z tych powodów powieść stała się bardzo popularna, ale miała też oczywiście spore grono przeciwników. Początek utworu jest nieco zagmatwany, finał bardzo pesymistyczny i trochę rozczarowujący, ale reszta trzyma dobry poziom. Przeczytane w ramach listopadowego wyzwania czytelniczego LC - książka z pomarańczową okładką (10).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 1 rok temu
Serca, dłonie, głosy Ian McDonald
Serca, dłonie, głosy
Ian McDonald
Historia rozpoczyna się w niewielkiej mieścinie Chepsenyt, gdzie poznajemy młodą, milczącą z wyboru, dziewczynę – Mathembe Fileli oraz jej rodzinę. Grupy religijne Spowiedników i Proklamatorów żyją sobie harmonii i zadowoleniu dzięki biotechnologicznym cudom przyszłości, gdy pewnego dnia przybywają żołnierze Imperatora. Po odkryciu dwójki rewolucjonistów szukających azylu w Chepsenyt, osada zostaje spopielona ogniem helikopterów, jej mieszkańcy zredukowani do roli uchodźców i zmuszeni do ucieczki przez świat pogrążony w politycznym sporze między nacjonalistami, a imperialistami. Przemoc wojny domowej odciska swoje piętno na wszystkich ludziach, niezależnie od ich politycznych afiliacji czy zaangażowania w konflikt. Ten brutalny świat wystawi na próbę przekonania i determinację Mathembe, nakreśli granice jej osobistej odpowiedzialności oraz pozwoli wykształcić indywidualne zrozumienie politycznych zawiłości, które przyczyniają się do powstawania podziałów, uprzedzeń i braku wzajemnego zrozumienia. Jest to bardzo niezwykła książka, bardzo ciężka do polubienia. Mimo, że wydarzenia śledzimy z perspektywy poszczególnych postaci, to ich losy nie mają charakteru powieści. Nie mamy klasycznej konstrukcji fabularnej, w której bohater zmierza w wyraźnym kierunku zamiarem wypełnienia jakiegoś zadania lub osiągnięcia celu. Postacie po prostu żyją w świecie przyszłości, świecie biotechnologii, niepokojów społecznych, przyjmują na swoje barki ciężary losu i starają się utrzymać na powierzchni oceanu chaosu. Nie mają narracyjnego celu, do którego zmierzają, tak jak prawdziwe życie jest po prostu zlepkiem kolejnych dni i nocy spędzonych na jego doświadczeniu. Owszem, Mathembe ma wyższe cele, jednak są one wpisane w ciągłość jej egzystencji, a nie stanowią jądra, wokół którego wydarzenia są skoncentrowane fabularnie. Bardzo często są one odległe, zbliżające się mimochodem, gdy dziewczyna próbuje sobie poradzić na uchodźctwie, poznać zasady funkcjonowania świata, który do tej pory był przed nią ukryty. Brzemię odpowiedzialności i poczucie winy, które ciąży na dziewczynie i determinuje jej wybory i ścieżkę życia jest istotnym punktem narracji. Mathembe próbuje ocalić młodszego brata przed wpływami bandy chuliganów-terrorystów, wesprzeć matkę w swojej dumie i dzielić jej umiejętności formowania plazmy, odnaleźć aresztowanego ojca, ocalić dziadka przed zapomnieniem. Owe silne poczucie odpowiedzialności całkowicie kontroluje poczynania bohaterki, posyłając ją przez odmęty nieszczęść, bólu i rozczarowań. Zawsze żyjąca dla innych Mathembe nie potrafi odpuścić, przełożyć własnego dobra kosztem innych. Jej wewnętrzna misja ratowania bliskich wielokrotnie napotyka na swojej drodze brutalną weryfikację, gdy okazuje się, że niekiedy ów ratunek jest już niepotrzebny, odbierając tym samym sens wszelkich poświęceń poczynionych przez dziewczynę. Bardzo ciężko jest zrzucić te kajdany odpowiedzialności i zacząć żyć na własny rachunek. Między innymi o tym jest ta historia. O wytrwałości ducha w obliczu zagłady społecznego porządku, poświęceniu, wątpliwościach i problemie samorealizacji. McDonald wspaniale pokazuje konflikt pomiędzy złożonością świata idei a ludzką tendencją do upraszczających pojęć i dychotomicznej klasyfikacji (str. 74). Pokazuje wielką politykę, przed którą nie sposób uciec, nie sposób zachować wobec niej neutralności, ponieważ prędzej czy później ona wzywa cię, siłą zmusza cię do działania, do podjęcia decyzji celem ochrony siebie lub bliskich. Gdy już wkręci cię w ten mechanizm identyfikacji stron, gdy ulegasz pokusie ortodoksji, pomalutku zaczynasz zatracać umiejętność racjonalizacji swoich poglądów. Przestajesz wiedzieć, czego pragniesz dla siebie i rozumujesz tylko w odniesieniu do tego, czego chcesz przeciwko komuś innemu. Autor świetnie przedstawia mechanizm, w jaki powstają uprzedzenia religijne, rasowe, etniczne (str. 260 oraz zakończenie). To błyskawiczne zmiany w kształcie świata tworzą podziały, które siłą inercji trwają i kiełkują w umysłach kolejnych pokoleń, stulecia a nawet tysiąclecia po wydarzeniach, które ten podział wytworzyły. By naprawić ten stan rzeczy, młodzi muszą zadać sobie istotne pytanie – czego chcemy od świata, który zastaliśmy? Wspaniałym podsumowaniem będzie poniższy cytat: „Droga pojednania była drogą odwagi. Odwagi, by nie przyjmować świata takim, jakim go zastajesz. Odwagi, by porzucić uprzedzenia i przyznać, że nie miały zbyt wiele wspólnego ze świętością. Odwagi, by się zmienić. Odwagi, by zmienić innych”. Polaryzacja społeczna to bardzo istotny temat w obecnym świecie i McDonald w bardzo kompleksowy, uniwersalny sposób komentuje te zjawisko, wyciąga na światło dzienne jego ułomności, fatalne skutki oraz jedyny sposób, aby położyć temu kres – nie pozwalać sobie na szufladkowanie ludzi ze względu na ich poglądy ukształtowane przez zawiłości historyczne. W powieści jest jedna taka postać - poeta, który jest jednocześnie Proklamatorem oraz nacjonalistą. Powszechnie uważa się, że każdy Proklamator to imperialista, a każdy Spowiednik to nacjonalista. Łatwo można sobie wyobrazić, jak postrzegany jest przez wszystkich tych, którzy z łatwością dokonują tego mentalnego podziału na kategorie. Świat przedstawiony, poza jego polityczną otoczką, jest niebywale oryginalny i stanowi kwintesencję dobrego science fiction. Bioinżynieria genetyczna zarysowana jest miejscami niemal niczym jakaś magiczna umiejętność, ale wystarczy cień pobieżnego zrozumienia abyśmy uświadomili sobie, że to wszystko jest tak naprawdę odmianą zaawansowanej technologii i bioformatyki, kształtowania materii za pomocą odpowiednio skonstruowanych poleceń. Cały ten przyszłościowy high-tech znajduje swoje bezpośrednie odzwierciedlenie w warstwie społecznej oraz religijnej. Dla przykładu mogą podać wydarzenie z początku książki: głowa dziadka Mathembe wraz ze śmiercią zostaje odcięta od ciała, a następnie przeniesiona do Gaju Przodków, gdzie świadomość jest przetransferowana do neuronowej matrycy korzeni pokrywającej większość (całość?) planety. Jest to forma transcendencji i odpowiedź na tradycyjnego Boga Proklamatorów – metafizyczny raj na Ziemi. Wszyscy korzystają z dobrodziejstw biotechnologii (które przyszły wraz z Zieloną Falą), choć najbardziej ortodoksyjne odłamy Proklamatorów wyraźnie sprzeciwiają się tworzeniu nowego życia z syntetycznej materii organicznej (plazmy) przez Spowiedników. Wiele rzeczy w tej książce wywołuje uczucie „sense of wonder” – wydaje się nam fantastyczne, magiczne, lecz za wszystkim kryje się odpowiednio zaawansowana technologia, która staje się zarzewiem konfliktu religijnego. Doświadczymy też wzmianki o koloniach pozaziemskich oraz wielkich Świętych Statkach z innych układów planetarnych, przybywających tutaj przez Ur-przestrzeń (która to nawet odegra pewną rolę w przebiegu fabuły). Chcę dodatkowo podkreślić, że książka w piękny sposób opowiada o zachowywaniu wartości w obliczeniu okrucieństw wojny. Jak już wspomniałem, to nie jest tradycyjna powieść – łatwo popaść tutaj w obojętność na krzywdę, gdy nie mamy charakterystycznego łuku fabularnego, punktu, do którego postacie zmierzają. Skoro Mathembe zaledwie doświadcza świata polityki, jest trybikiem w jej śmiertelnych kołach, dlaczego mamy jej kibicować, skoro sama niczego dla siebie nie chce, a jej rzeczywistość nie ma z naszą żadnych punktów wspólnych? Jako czytelnicy wcielamy się w rolę socjologa podejmującego się analizy społeczno-politycznej tego uniwersum. Postrzegamy pełnowymiarowe społeczeństwo, które dopuszcza się aktów okrucieństwa oraz niewielkiej grupki ludzi starającej się znaleźć antidotum na ludzką skłonność do krzywdzenia innych, do uprzedzeń i nieumiejętności okazywania empatii. W tym zakresie tematycznie jest to książka bardzo zbliżona do „Lewej Ręki Ciemności” Ursuli K. Le Guin. Na koniec dodam coś prywatnie od siebie – książka dzieli się na 6 rozdziałów/części. Osobiście uważam, że o ile nie wszystkie śledzi się z równym zainteresowaniem („Rozdział 4 – Rzeka” wydawał mi się wyjątkowo nudny), to dwa ostatnie rozdziały są mocną klamrą spinającą całą powieść. „Część 5 – Obozy” opisuje dwie poruszające do łez historie kłamstwa i bezsilności, natomiast „Część 6 – Ziemia Graniczna” stanowi doskonałe podsumowanie istoty warstwy ideowej powieści oraz dostarcza budujących rozwiązań wobec wojowniczej natury ludzkiej i kulminację wątku wewnętrznych poszukiwań Mathembe. Warto wracać do ostatnich 20 stron tej powieści regularnie, jest tam wiele ludzkich spraw wartych rozważenia. Nie czytajcie tego jak powieść fantastyczną. Nie znajdziecie tu grama rozrywki. Czekają was za to hektolitry bólu i walki z samotnością, niezrozumieniem i przemocą. Czytajcie ją jak opowieść o nas, o ludzkości i o tym, dlaczego żywimy wobec siebie nienawiść. A następnie krzewcie w sobie dobre wartości tu opisane i zmieniajcie świat, krok po kroku… „Jedno życie po życiu zakończymy to milenium ignorancji i nienawiści, po jednej duszy na raz przyniesiemy pokój tej udręczonej ziemi.” Polecam bardzo wytrwałym i oczytanym w gatunku science fiction pod kątem filozofii życia oraz idei różnic światopoglądowych. Największa wartość tej opowieści tkwi w warstwie symbolicznej i społecznej, a więc zdecydowaną większość czytelników fantastyki po prostu zanudzi. Świetny, wybitnie oryginalny bio-cyberpunk z przesłaniem i analizą demonów ludzkiej natury. Czytać bardzo wolno, ze zrozumieniem i otwartościa na niedookreślone cuda wyobraźni Iana McDonalda.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 8 2 lata temu
Grendel John Gardner (USA)
Grendel
John Gardner (USA)
Książka, która zostawiła we mnie dosyć dużo przemyśleń. Niekoniecznie pozytywnych, ale nie odbierajcie tego jako wada. Po prostu ciężko tryskać humorem np. po rozdziale ze smokiem. Dla osób, które lubią sobie pofilozofować myślę, że to naprawdę świetna pozycja. Sama postać Grendela wprawia w dość mocny dysonans, bo nie da się mu przypiąć jednoznacznej łatki zły/dobry, potwór/ofiara. Grendel po prostu nie radzi sobie z otaczającym go światem i sam ze sobą. To czyni go zaskakująco ludzkim jak na potwora 😉 Przyznaję, że poemat "Beowulf" nie był mi wcześniej znany, więc mogłem nie wyłapać wielu nawiązań. To słowo kojarzyło mi się jedynie z nazwą gry, w którą nawet nie grałem, więc byłem kompletnym ignorantem w tym temacie. Jeśli czyta to inny "ignorant" - nie zniechęcaj się, naprawdę warto dać szansę powieści Gardnera. Jeśli miałbym się czegoś koniecznie czepiać to dwie kwestie: - troszkę nie podobało mi się zakończenie, ale nie będę tutaj spoilerować. Po prostu miałem inne oczekiwania. Taki to już los czytelnika heh - miejscami język utrudniał mi czerpać przyjemność z czytania. Z tego powodu dosyć długo zajęło mi skończenie książki. 1/3 przeczytałem szybko, lecz później się zawiesiłem. Dopiero lot samolotem mnie zmotywował do dokończenia. Natomiast jak widać po mojej ocenie, nie była to aż taka męczarnia jak mogło zabrzmieć.
modr7evv - awatar modr7evv
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Ostatnia odzywka Tim Powers
Ostatnia odzywka
Tim Powers
Jest to szalony, okultystyczny thriller pełen erudycji. Arturiańskie legendy, jungowskie archetypy, teoria chaosu, symbolika tarota ukryta w talii pokerowych kart, postacie cytujące z poezji T. S. Eliota. A to tylko pierwsze rozdanie w grze, której areną jest Las Vegas, a stawką życie wieczne. Powieść ta, podobnie jak większość dzieł tego autora, ma charakter literacki w tym sensie, że pełna jest intertekstualnych odniesień do klasyków literatury. Styl pisania Powersa, który łączy poetycką wrażliwość z precyzją słowa, maluje niezapomniane obrazy, które urzekają czytelnika już od pierwszych stron. "Ostatnia odzywka" to historia jednookiego Scotta Crane'a (znanego też jako Smith Strach na Wróble) adoptowanego przez jednego z najlepszych graczy w pokera, jaki kiedykolwiek przemierzał amerykańskie kasyna i turnieje pokerowe na początku XX wieku, niejakiego Ozziego Smitha. Ozzie, przesądny facet, ostrzega Scotta przed graniem w różnych dziwnych sytuacjach, np. nad wodą. Ale syn nie zawsze słucha ojca, zwłaszcza w wieku dwudziestu sześciu lat, więc Crane, zaintrygowany stawkami oferowanymi na łodzi mieszkalnej na jeziorze, postanawia wziąć udział w podejrzanej rozgrywce nazywanej Wniebowzięciem. Choć wydaje mu się, że jest zwycięzcą, minie trochę czasu, zanim odkryje, jak wiele przegrał. Powoli świat Crane'a pęka w szwach, gdy w jego życiu ujawniają się większe siły. Okazuje się, że w pokerze można zagrać o coś więcej niż tylko pieniądze. Jest to w istocie opowieść o kolosalnych, tajemniczych siłach rządzących wszechświatem i sposobach, za pomocą jakich manifestują się one w naszym życiu. Czemu tragedia omija złoczyńcę, a zabiera ojca mającego rodzinę na utrzymaniu? Życie czasem wydaje się być chaotyczne i bezcelowe, ale może istnieją także siły przeznaczenia, działające aktywnie i celowo? Starzy bogowie istniejący poza zwykłym miejskim życiem, których można na różne sposoby ubłagać, czy nawet zmanipulować? Magia otula fabułę i przenika postacie na każdym kroku, ale znajduje się tuż poza wizją zwykłego świata. Jest jednocześnie nieuchwytna i wszechobecna w narracji. Autor wplótł ją w materię swojej powieści w popisowy sposób. Powers, niczym mistrz żonglerki, nieustannie dorzuca nowe elementy i w cudowny sposób utrzymuje je w ruchu. Mamy tu pełen wachlarz niedoskonałych bohaterów i fascynujących antagonistów. Liczne wątki, zaskakująco splatają się w jednym punkcie, tworząc spójną całość pomimo narastającej ekscentryczności. Postacie historyczne, mniej lub bardziej znane, których luki i sprzeczności w biografiach autor wypełnia nadnaturalnymi zjawiskami. Ma on unikalny talent do wynajdywania dziwnych zbiegów okoliczności w prawdziwej historii i reinterpretowania ich za pomocą fantastycznych, ale z natury logicznych wyjaśnień. Nietrudno znaleźć fantastyczne książki z mitologicznymi wątkami. Tima Powersa cenię głównie za to, że regularnie opowiada o najgłębszych wymiarach ludzkiej duszy; zarówno o tragedii grzechu, jak i enigmie zbawienia, o których przecież nie można mówić bezpośrednio, bo nie da się ich opisać słowami. A tym co szczególnie napędza tę konkretną powieść jest przejmująca historia tragedii ojców i synów. Powers posiada mistrzowską umiejętność sprawienia by Scott Crane i jego ojciec wydali się czytelnikowi pełnokrwistymi postaciami, będących jednocześnie pewnymi typami. Ich miłość, strata i upadek, rezonują w sercu czytelnika. Ta ludzka autentyczność równoważy szaleństwo świata, w którym karty tarota mogą cię zabić.
vivec - awatar vivec
ocenił na 9 1 rok temu
Najlepsze, co może się przydarzyć rogalikowi Pablo Tusset
Najlepsze, co może się przydarzyć rogalikowi
Pablo Tusset
Minusy tej publikacji wiążą się przede wszystkim z jej specyficznym, momentami wręcz absurdalnym humorem, który nie do każdego trafi. Pablo Tusset stworzył bohatera, Pablo „Papi” Mirallesa, który jest ucieleśnieniem politycznej niepoprawności – leniwym, cynicznym i gburowatym hedonistą. Dla czytelników szukających klasycznej elegancji lub wysokiej kultury, styl bycia głównego bohatera może okazać się barierą nie do przejścia, a liczne dygresje o jedzeniu i piciu mogą sprawiać wrażenie rozmywania głównej intrygi. Mimo to, ocena 7/10 jest w pełni zasłużona. „Najlepsze, co może się przydarzyć rogalikowi” to odświeżająca, drapieżna parodia kryminału, która pod płaszczem błahej opowieści o poszukiwaniu zaginionego brata, przemyca celną satyrę na współczesne społeczeństwo. Największą siłą powieści jest jej bezkompromisowy głos. Tusset z niezwykłą lekkością i błyskotliwym dowcipem demaskuje hipokryzję wyższych sfer Barcelony, czyniąc to z perspektywy człowieka, który absolutnie nic nie musi i nikogo nie udaje. Warsztatowo książka zachwyca swobodą narracji. Choć fabuła krąży wokół zagadki kryminalnej, to właśnie wewnętrzne monologi Pabla i jego niekonwencjonalne podejście do życia stanowią o unikalności tej lektury. To literatura, która nie bierze siebie na poważnie, a jednocześnie jest napisana z niezwykłą inteligencją. Wybór siedmiu gwiazdek odzwierciedla fakt, że jest to pozycja świetnie napisana i oryginalna, choć jej specyficzny klimat sprawia, że jest to danie przeznaczone dla koneserów literackiej ekstrawagancji. To idealna lektura dla tych, którzy w kryminałach szukają przede wszystkim dobrej zabawy, czarnego humoru i bohatera, którego – mimo wszystkich jego wad – po prostu nie da się nie polubić za jego szczerość. Solidna porcja rozrywki z barcelońskim słońcem w tle.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 4 dni temu
Zaginiony, zaginiona Peter Straub
Zaginiony, zaginiona
Peter Straub
„Zaginiony, zaginiona” nie jest wielkim osiągnięciem artystycznym autora, ale widać , że warsztat pisarski ma opanowany rzetelnie. Z samej okładki dowiedziałem się, że jest to bodaj szesnasta książka w dorobku, a bohaterowie pojawiają się we wcześniejszych powieściach tego autora. W każdym bądź razie, dla mnie osobiście książka i bohaterowie byli ze wszech miar nieznani. Prawdopodobnie z tego powodu, pochłonąłem tą lekturę jak kanapkę po kolonoskopii ;) A o czym jest ta powieść grozy? Do rodzinnego miasta, na pogrzeb bratowej, przyjeżdża z Nowego Jorku pisarz Tim Underhill. Tam nawiązuje bliższy kontakt ze swoim bratankiem, który nie znajdując oparcia we własnym ojcu, zwraca się do pisarza o radę. Już po powrocie na Wschodnie Wybrzeże, dowiaduje się od brata, że jego syn zaginął. W tym czasie w mieście, w którym rozgrywa się akcja, grasuje seryjny morderca, który porywa nastolatków. Obaj bracia mają więc pewność, że to samo stało się z Markiem Underhillem. Tknięty przeczuciem Tim Underhill postanawia ponownie wrócić i z pomocą znajomego detektywa podjąć próbę wyjaśnienia zagadki. Dalej wszystko dzieje się według znanej fanom Kinga reguły. Jest zagadka i tajemnica, które dzięki wyjątkowym zdolnościom głównego bohatera, powoli odkrywają swoje karty. Jest także nawiedzony dom, który skrywa makabryczną tajemnicę oraz przerażający rodzinny sekret. Wszystko to czyta się szybko i płynnie. Narracja prowadzona jest w ciekawy sposób, dzięki któremu można obserwować akcję z kilku perspektyw. Nie bez powodu wspomniałem powyżej o Kingu. Ci dwaj autorzy napisali razem kilka książek i widać, że odcisnęło to na Peterze Straub`ie duży wpływ. Ale nie jest to wada. Sprawia to tylko, że książka jest napisana poprawnie i czyta się ją przyjemnie. Dla osoby, która często obcuje z fantastyką Kinga i Straub`a, książka może wydawać się bardziej kryminałem, ale to także nie zmienia ogólnej pozytywnej oceny samej powieści. Powtórzę to co napisałem na początku. Książkę osobiście polecam, jako dobry przerywnik w czytaniu książek historycznych ;)
grzech-pierworodny - awatar grzech-pierworodny
ocenił na 7 14 lat temu
Fasolowa wojna John Nichols
Fasolowa wojna
John Nichols
"Fasolowa wojna" to powieść z lat 70. autorstwa amerykańskiego pisarza, Johna Nicholsa. Jest to powieść gatunku western, opowiadająca o losach mieszkańców małej miejscowości, Milagro. Fabuła skupiona jest wokół sporu białych, bogatych biznesmenów i ubogiej Meksykańskiej ludności, zamieszkujących miasteczko od zawsze. Konflikt, oczywiście, to tytułowa fasolowa wojna. Oprócz tego powieść to istne siedlisko barwnych postaci, niesamowita przeplatanka historii, zakrapiana wybornym humorem. Powieść ta od kiedy pamiętam figurowała na mojej liście książek do przeczytania. Od małego słyszałam o niej i niecierpliwie czekałam na moment, by zagłębić się w nietuzinkową historię. Wreszcie, ta chwila nadeszła w zeszłym tygodniu, a ja nie ukrywając ekscytacji rozpoczęłam czytanie. I, niestety, powieść nie porwała mnie od pierwszych stron, tak jak się tego spodziewałam. Od razu pojawiło się mnóstwo bohaterów, przez co bardzo szybko pogubiłam się i nie mogłam zapamiętać kto jest kim. Autor również przy początku zamieścił wyczerpującą historię życia jednego z bohaterów, co praktycznie całkowicie zniechęciło mnie do lektury. Jednak, moja ciekawość cały czas nie została zaspokojona - nie potrafiłam dojść do tego, jaki może być główny wątek książki. Dlatego też, zapomniałam o pierwszym wrażeniu i postanowiłam czytać dalej. Z czasem, gdy przestali pojawiać się nowi, istotni bohaterowie (co stało się zaskakująco późno), zdążyłam się już z nimi zżyć. Byłam ciekawa, jakie będą kolejne kłótnie Meksykańskich, okropnie porywczych mieszkańców oraz chciałam dojść do tego, jak biali, bogaci inwestorzy i policja poradzi sobie z rosnącym konfliktem. W tej książce niesamowicie pokazana jest waga, na której umieszczona jest władza. Z jednej strony umieszczone są organy rządu, sprawujące władzę w świetle prawa, a także bogaci, wpływowi ludzie, a na drugiej szali stoją ubodzy, butni Meksykanie, którzy urośli w siłę dzięki pewnemu zjednoczeniu i porywczości. Oraz przyjaźni z bronią palną, którą chętnie wprawiali w ruch. Waga ta nieustannie się waha, doprowadzając jedynie do coraz większego rozchwiania, a nie jednoznacznej decyzji, kto odniósł zwycięstwo. Dzięki temu, że powieść jest tak liczna w strony, autor mógł bardzo szczegółowo zobrazować zarówno białych, jak i mieszkańców Milagro, wskazać między nimi różnice, nieliczne podobieństwa, a także realistycznie oddać sedno konfliktu. Chociaż na okładce polskiego wydania widnieją słowa, nazywające dzieło Nicholsa "arcydziełem komizmu", ta książka jest czymś więcej. Wskazuje zmiany, jakie zachodziły w amerykańskim społeczeństwie w latach 50. XX wieku, pokazuje dlaczego i kto się bogacił oraz wskazywał czyim kosztem się to działo, jest to swoista analiza zmieniającego się społeczeństwa, a jak wszyscy wiemy, za zmiany zawsze ktoś musi ponieść koszty. Jest to istotny aspekt powieści, ale i wartościowa treść, którą po prostu dobrze się zainteresować. Szczególnie, że ten problem jest tak klarowanie zarysowany w tej pozycji. Kontrast między Meksykanami a białymi obywatelami jest ujmujący, tak samo jak zaznaczenie, że tak naprawdę nie chodzi o rasę (chociaż tak najłatwiej to ująć; jest to jednak uproszczenie), a o poglądy, charakter i sposób życia. Dzięki dogłębnemu ukazaniu mieszkańców Milagro mamy okazję poznać ich sposób bycia, dostrzec kompletny brak powściągliwości i siłę, samoistną siłę wynikającą z radzenia sobie z tak trudnym życiem, jakie ich spotkało. Jednocześnie widać, jak inne jest życie bogatych białych, lekceważących potrzeby biednych. A najciekawszym aspektem jest smutek, przemykający między obiema grupami. W "Fasolowej wojnie" nie ma znaczenia czy masz pieniądze, czy nie - problemy i tak cię dopadną, w ten czy inny sposób. Jest w tym pewna sprawiedliwość - niezależnie od statusu, myśli wielu bohaterów wyrażały przygnębienie albo zmartwienie, niechęć. Wskazuje to pewną prawidłowość, uświadamia, że szczęście zależy od mnóstwa czynników. Chociaż najciekawszym aspektem jest to, że koniec końców szczęśliwsi są mieszkańcy Milagro, tworząc między sobą wspólnotę i łącząc się w trudzie, tak sprzyjającym rozwojowi przyjaźni i solidarności. I tutaj pojawia się pewien paradoks. Przystępowałam do lektury, przekonana o jej lekkości i towarzyszącemu jej nieprzerwanie humorowi. A okazało się, że tę powieść dużo lepiej opisuje słowo tragikomedia. Ciężkie losy bohaterów, wszechobecna śmierć opisywana, oczywiście, w sposób zabawny nie sprawiała, że przestawałam myśleć o trudach ich życia. Dlatego też uśmiech często kończył zastygając mi na wargach, a wybuchy śmiechu nie towarzyszyły mi przez cały czas czytania. Myślę, że może to wynikać z mojej nieznajomości gatunku i zamiłowania do okrutnie lekkich książek. W chwili, gdy okazuje się, że bohaterowie mają ciężko, nie potrafię myśleć o nich bez współczucia, czy złości na politykę, prowadzącą do ich przygnębiającej sytuacji. Wydaje mi się też, że książka nie odpowiada współczesnym trendom, przez co odstaje od tych pozycji, które zajmują ludzi, w tym mnie. Powieść zaskoczyła mnie sposobem poruszania niektórych kwestii, podejściem do przemocy czy głupich zachowań, które w domyśle były śmieszne, a mnie przyprawiały grymas na twarzy - nie wynika to z nieadekwatności tych działań, a jedynie z mojego braku przyzwyczajenia do podobnych opisów. Po namyśle, uważam, że jest to ciekawa pozycja, zdecydowanie znam osoby, które mogłyby się nią zachwycić i może polecę im tę książkę. Widzę jednak, że nie jest to coś, co wpasowało się w moje upodobania, ale dzięki przeczytaniu jej mam świadomość pewnych problemów, które występują na świecie, a nie są dostatecznie nagłaśniane. Prawdopodobnie nie to miało być główną osią historii, ale mogłam to z niej wyciągnąć, co jest dostatecznie ważnym aspektem. Jest to wielowarstwowa powieść, umożliwiająca głęboką analizę (zakrawającą o nadinterpretację, ale też umożliwiającą zapoznanie się z ważnym tematem) i również odprężenie, powodowane śmiesznymi, zawiłymi historiami oraz oderwaną od rzeczywistości większości ludzi fabułą. recenzja jest opublikowana na moim blogu, na którego serdecznie zapraszam. Link: https://zgrajaksiazek.blogspot.com/
Maja - awatar Maja
oceniła na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Resumé z potworami

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Resumé z potworami