Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika

Okładka książki Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika
Zbigniew Górniak Wydawnictwo: Prószyński i S-ka kryminał, sensacja, thriller
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
8374693533
Średnia ocen

                5,5 5,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika

Średnia ocen
5,5 / 10
52 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
4
1

Na półkach:

Przede wszystkim świetnie się czyta i nie można się oderwać. Niemal na każdej stronie znajdują się odniesienia do czasów przełomu w Polsce i momentu wstąpienia Polski do unii. Książka napisana jest niezwykle dowcipnie i lepiej mi się czytało niż oglądało film Tarantino :)

Przede wszystkim świetnie się czyta i nie można się oderwać. Niemal na każdej stronie znajdują się odniesienia do czasów przełomu w Polsce i momentu wstąpienia Polski do unii. Książka napisana jest niezwykle dowcipnie i lepiej mi się czytało niż oglądało film Tarantino :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

87 użytkowników ma tytuł Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika na półkach głównych
  • 69
  • 18
33 użytkowników ma tytuł Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika na półkach dodatkowych
  • 26
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Opowiadania szkolne Grażyna Bąkiewicz, Zbigniew Górniak, Katarzyna Grochola, Marek Harny, Manula Kalicka, Jarosław Klejnocki, Janusz Majewski, Irena Matuszkiewicz, Iwona Menzel, Zofia Mossakowska, Monika Mostowik, Daniel Odija, Ewa Maria Ostrowska, Maciej Przepiera, Michał Rusinek, Bartłomiej Świderski, Antonina Turnau, Małgorzata Warda
Ocena 5,3
Opowiadania szkolne Grażyna Bąkiewicz, Zbigniew Górniak, Katarzyna Grochola, Marek Harny, Manula Kalicka, Jarosław Klejnocki, Janusz Majewski, Irena Matuszkiewicz, Iwona Menzel, Zofia Mossakowska, Monika Mostowik, Daniel Odija, Ewa Maria Ostrowska, Maciej Przepiera, Michał Rusinek, Bartłomiej Świderski, Antonina Turnau, Małgorzata Warda

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Socjopata w Londynie Daniel Koziarski
Socjopata w Londynie
Daniel Koziarski
Do lektury "Socjopaty w Londynie" (Wydawnictwo: Prószyński i S-ka) Daniela Koziarskiego, będącego kontynuacją jego debiutanckiej powieści "Kłopoty to moja specjalność, czyli kroniki socjopaty" zachęciła mnie znajoma, a raczej wydobywający się z niej podczas czytania – to chichot, to salwy śmiechu - naprzemiennie i bez końca. Nie dziwię się, bo to niezwykle zabawna książka - ot, taki głupawy, komediowy scenariusz. Autor postanowił wyprawić swego (anty)bohatera, Tomasz Płachtę, na wyspy, by i on, zdeterminowany opowieściami o szybkich pieniądzach i przyjemnym życiu w Londynie, mógł zasmakować blasków (i cieni) emigracyjnej kariery. Śledzimy jego walkę o marzenia – kibicujemy, gdy pracuje na czarno w smażalni, trzymamy kciuki za karierę w sklepie z zabawkami, kręcimy z niedowierzaniem głową przypatrując się jego wyczynom w sklepie muzycznym czy wyłamujemy nerwowo palce obserwując jego popisy na żydowskim przyjęciu. Jeśli zaś zagłębimy się w tomaszowe relacje rodzinne, prześledzimy wątek mailowej przyjaźni czy zerkniemy na sąsiedzkie znajomości … tak, kłopoty to Tomasza specjalność. Co jak co, ale udało się Koziarskiemu stworzyć charakterystycznego (anty)bohatera, którego każde słowo i gest są interpretowane cokolwiek inaczej niż on by sobie życzył, który traktowany jest jak złodziej, pedofil, pieniacz i cham. Jego aroganckie zachowanie, aspołeczne zapędy, prowokacyjny styl bycia, mówienie tego, co ślina na język przyniesie i robienie wszystkiego, co przyjdzie do głowy - wbrew utartym schematom i … zdrowemu rozsądkowi – cóż, to się prosi o kłopoty. Chcą nie chcąc Tomasz Płachta podpada wszystkim – znajomym i obcym, Chińczykom i Polakom, Żydom i muzułmanom, dorosłym i dzieciom - na pieńku ma ze wszystkimi, ze swą rodziną włącznie. Totalny pechowiec. Dziwak. Socjopata. Książka w odbiorze jest łatwa i przyjemna, ale ma swoje drugie dno - Daniel Koziarski pod płaszczykiem absurdalnego humoru, przerysowanych postaci, groteskowej fikcji utkanej z samych piątków trzynastego, poruszył wiele ciekawych i istotnych życiowych kwestii. Ośmieszył drzemiące w nas stereotypy, obłudę i zacofanie. Zdemaskował mit spójności polskiej emigracji i pokazał, do czego prowadzi źle pojęta tolerancja czy zniewolenie poprawnością polityczną. Z kolei zarzucana Danielowi Koziarskiemu przewidywalność konwencji, poczucie nieprawdopodobności wątków oraz to, że w książce dzieje się dużo i nader często - owszem, może męczyć. Ale jak to mówią, wszystko jest kwestią podejścia – nie ma co się najeżać, tylko … przymrużyć oko. Bo choć można Koziarskiego, jak i jego (anty)bohatera, nazwać prowokatorem, to nie wolno się na niego obrażać – wszak autor z ręką na sercu nie zapewnia, że wszystko, co opisał, to szczera prawda. Ja tam z Tomkiem Płachtą bawiłam się bardzo dobrze, czego i Państwu życzę. Monika Zalewska-Biełło http://www.babyprzykawie.pl/przy_kawie/polka_z_ksiazkami/socjopata_w_londynie_daniel_koziarski.html
Monika Zalewska-Biełło - awatar Monika Zalewska-Biełło
ocenił na 9 13 lat temu
Jak zostałem głupcem Martin Page
Jak zostałem głupcem
Martin Page
"Jak zostałem głupcem" to książka, która została mi polecona i niezwłocznie pożyczona. Wydaje mi się, że był w tym ukryty jakiś przekaz dla mnie i chyba się nie mylę. Tak - często za dużo myślę i rzeczywiście niejednokrotnie wyrwało mi się, że "głupi ma zawsze szczęście", a jeśli nawet nie ma, to przynajmniej nie musi się borykać z głową puchnącą od przemyśleń i analiz na temat świata i samego siebie. Głównym bohaterem tej powieści jest młody mężczyzna, Antoni. Antoni ma przyjaciół, jakoś sobie radzi, choć zawodowo i tym samym finansowo ma na co narzekać, ale jednak to, co powoduje u niego stan przygnębienia totalnego, to jego inteligencja, która zmusza go do zastanawiania się i rozbierania na czynniki pierwsze spraw rozmaitych. I nie chodzi wcale o zwykłą ciekawość lub też zainteresowanie niektórymi tylko tematami, ale coś, co niemal spędza mu sen z powiek, nie pozwala normalnie funkcjonować i powoduje, że czuje się po prostu dziwakiem. Trudno przecież nawiązywać relacje, cieszyć życiem, normalnie pracować czy nawet odpoczywać, jeśli się nieustannie nad czymś myśli. Antoni widzi ten problem i podejmuje próbę wyleczenia się z tej specyficznej choroby duszy rozmaitymi, nieraz karkołomnymi sposobami. Chce np. zostać alkoholikiem, co mu się oczywiście nie udaje, ponieważ nie ma do tego kompletnie żadnych predyspozycji, a ponadto podchodzi do sprawy bardziej metodycznie i teoretycznie, aniżeli praktycznie. O tych jego perypetiach czyta się wyśmienicie, szybko. Kolejne strony wręcz się pochłania. Interesująca jest przy tym sama kwestia tego, jak stać się głupcem. Wkrada się w tę opowieść przeświadczenie, że głupota dotyka przede wszystkim świata nastawionego na konsumpcję i wykolejonego moralnie. Antoni idzie właśnie w tę stronę, uprzedzając jednocześnie swoich przyjaciół, aby upomnieli się o niego, jeśli sprawy zajdą za daleko. Nie chce mimo wszystko do końca tracić swojej tożsamości i zasad. Jest to niezwykle ciekawy obraz człowieka, który próbuje się jakoś dostosować, wstrzelić w pewne oczekiwania społeczne i popularne postawy ludzi nastawionych na zysk i przyjemności. Czy mu się to udaje? Zachęcam, aby przekonać, sięgając po tę książkę! Na koniec wspomnę tylko, że wiele osób zarzuca autorowi słabe zakończenie. Rzeczywiście jest ono może lekko infantylne. Ja bym jednak przede wszystkim zastanowiła się, dlaczego je za takie uznajemy i co to o nas mówi... https://www.instagram.com/justynaczytuje/?hl=pl https://www.facebook.com/JustynaCzytuje
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na 8 2 lata temu
Może zawierać orzeszki John O'Farrell
Może zawierać orzeszki
John O'Farrell
John O'Farrell - uważny obserwator z przymrużeniem krytycznego oka. Książka reklamowana jako zabawna - i to się zgadza. Momentami rzeczywiście chichotałam na głos, a wiele sytuacji jest faktycznie śmiesznych. Książka opisywana jako satyra na rodziców XXI wieku - i to też się zgadza. Można tu wyróżnić dwie dominujące cechy tych rodziców. Po pierwsze megalomania i nadmierna ambicja na punkcie własnego dziecka. Musi ono być we wszystkim "naj", szczególnie na tle dzieci innych znajomych. Od małego bierze udział w wyścigu szczurów, jest wychowywane, tresowane, dokształcane. Uczęszcza na niezliczoną ilość zajęć dodatkowych, czasami wręcz absurdalnych, byle tylko się wyróżnić na tle innych dzieci. Musi być uzdolnione ponadprzeciętnie, bo to wstyd mieć tylko zwyczajne dziecko. Druga cecha to nadopiekuńczość i paranoiczny wręcz lęk, by coś złego się temu dziecku nie przytrafiło. Fragment o zabawie dzieci w piaskownicy w kaskach na wypadek spadającego meteorytu rozbawił mnie i przeraził równocześnie. Odbiera się dziecku wręcz możliwość popełnienia błędu i doświadczenia płynącego z nauki na własnych błędach. Tu nie ma miejsca na takie faux pas. Nie da się uchronić dziecka przed wszystkimi problemami tego świata. Musi zetknąć się z biedą, niesprawiedliwością, chorobą, przemocą. Obraz zwariowanych rodziców, którzy którzy dla dobra swoich dzieci usprawiedliwiają swój egoizm, naginają własne zasady moralne, a nawet są w stanie posunąć się do oszustwa, to właściwie smutne i niesmaczne. Ale czy nieprawdziwe? Obawiam się, że nie. Tylko czy to jeszcze jest miłość, czy głupota? Autor sam jest rodzicem i pewnie wiele opisanych sytuacji zaobserwował. Opisał je z humorem, nie krytykuje dosłownie, ale daje do myślenia. Zachęcam do przeczytania, bo myślę że warto.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 7 6 lat temu
Kilka nocy poza domem Tomasz Piątek
Kilka nocy poza domem
Tomasz Piątek
Recenzja z punkowego zina „Pasażer” nr 17 (wiosna / lato 2003 r.): Warszawa z tej książki to ohydne miasto, w którym ludzie przetaczają się bezustannie z jednego budynku do drugiego. Mieszkanie - redakcja - bloki - komisariat - knajpa - willa itd. Cholernie duszna opowieść. Właściwie prawie nic tu nie dzieje się na otwartej przestrzeni. Kiedy już bohater znajduje się na moment na dworze, to albo zaczyna lać i trzeba gdzieś umknąć, albo czeka na taxę, albo idzie do jakiegoś innego pomieszczenia. Właściwie tylko epizod pod blokiem Rabina rozgrywa się pod gołym niebem, choć trudno na tym blokowisku poczuć jakąś przestrzeń. „Kilka nocy poza domem”, poza klaustrofobicznym klimatem, nie pozostawia cienia wątpliwości, że mieszkańcy współczesnego Metropolis są przeraźliwie samotni, a kiedy już próbują nawiązać jakąś bliższą więź z drugim człowiekiem, to czeka ich tylko rozczarowanie. Ludzie z książki Piątka są przeważnie egoistyczni, wyzuci by nie powiedzieć - szaleni. Każdy jest w coś uwikłany, a nad tym unosi się jeszcze sieć technologii, układu wielkomiejskiego. Główny bohater - Maciek - pewnego dnia wychodzi z domu, bez świadomości, że nie będzie dane mu do niego wrócić. Ale ten jego „schron” też nie jest wcale taki miły. Ciasne przestrzenie, przypadkowi sąsiedzi, czy chce się wracać do takiego domu? Fajnym efektem, który potęguje uczucie duszności jest wprowadzenie motywu sauny. Już sam opis obsługi tego „urządzenia” przyprawia o zawrót głowy. Mimo, że „Kilka nocy poza domem” napisano lekkim, zwykłym językiem, a historia nie ma żadnych wielopoziomowych powikłań, to wyszła z tego bardzo dobra rzecz. Jest tu sporo celnych uwag o współczesnych mediach i ludziach. Choć ci, którzy zachwycili się funkcjonowaniem książkowej redakcji, zwłaszcza z jej zapleczem finansowym, niech porzucą nadzieję. Większość tego rodzaju firm nie zachowuje się jak krezus, a wręcz odwrotnie. (Pat) zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 7 3 miesiące temu
Handlarze czasem Tomasz Jachimek
Handlarze czasem
Tomasz Jachimek
Mamy tu chyba kwintesencję wszystkich zalet i wad sytuacji pod tytułem „kabareciarz pisze powieść”. Jeśli chodzi o język czy humor, to mamy tu bardzo dobry poziom – oczywiście jeśli się lubi styl autora z czasów przedstandupowych, ze scenicznych czy radiowych monologów. Czyli cięte porównania, potoczne słownictwo, odniesienia popkulturowe czy społeczne. Te ostatnie z oczywistych względów trochę się zestarzały (a niektóre trochę bardziej), ale możemy je potraktować jako obraz epoki, w której „Handlarze czasem” powstawali. Do tego mocno zarysowane postacie – a przynajmniej do pewnego momentu, bo starsze wersje bliźniaków spłaszczają się przykro – i sam pomysł na całość, tak porąbany, że tylko człowiek związany z kabaretem mógłby go wymyślić: przykuty do wózka wujek-wynalazca buduje maszynę, która umożliwia handel godzinami. Czyż to nie brzmi szalenie? Zalety już były, a gdzie wady? W sumie jedna, ale za to dość poważna – przyzwyczajony do krótkich form autor nie do końca sobie radzi z poprowadzeniem spójnej fabuły przez całą, ponad 300-stronicową powieść. Rozdziały o pobocznych bohaterach w teorii mają sens, przedstawiając różne losy „klientów” czasowego biznesu, ale w praktyce trochę rozmywają główny wątek. A skoro o nim mowa... Początkowo masz wrażenie, że ta historia prowadzi cię do jakiejś konkluzji, ale im dalej w las, tym bardziej zaczynasz się czuć, jakby nawet sam autor nie bardzo wiedział, do jakiego finału ta opowieść podąża. Jeżeli w ogóle taki był cel, a nie po prostu sama na poły socjologiczna zabawa koncepcją świata, w którym można nagiąć dotychczasowe prawa fizyki i chronologii. Ale ogólnie przyjemna lektura, nie żałuję. [Skrócona wersja recenzji facebookowej, pełny post tutaj: https://www.facebook.com/ostatniazzielonych/posts/pfbid02XEeuxvTY6jH8LCqTdEGnaaBb1haREDhThjZSxxT3B2a6hyMFqKX6Ph6jjTd7zdegl]
Daguchna - awatar Daguchna
oceniła na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pulpa fikcyjna. Albo dwa wesela i pogrzeb kapitana żbika