rozwiń zwiń

Poszukiwacz

Okładka książki Poszukiwacz
Jack McDevitt Wydawnictwo: Solaris Cykl: Alex Benedict (tom 3) fantasy, science fiction
420 str. 7 godz. 0 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Alex Benedict (tom 3)
Tytuł oryginału:
Seeker
Data wydania:
2009-06-10
Data 1. wyd. pol.:
2009-06-10
Data 1. wydania:
2005-11-01
Liczba stron:
420
Czas czytania
7 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389951915
Tłumacz:
Jolanta Pers
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poszukiwacz w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poszukiwacz

Średnia ocen
6,8 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
92
69

Na półkach:

Na rynku antyków pojawia się tajemniczy kubek, który prawdopodobnie pochodzi ze statku międzygwiezdnego sprzed dziewięciu tysięcy lat. Tropy prowadzą do Margaret i Adama Wescottów, którzy zginęli w lawinie, zanim zdążyli poinformować o pewnym obiecującym odkryciu, mogącym wiązać się z Margolianami, niezadowolonymi z ziemskiego systemu politycznego kolonistami, którzy kiedyś opuścili Ziemię i ślad po nich zaginął. Nikt nie wie, czy dotarli do miejsca przeznaczenia i założyli kolonię.

Najbardziej pełna akcja książka z serii. Wciągająca tajemnica i bardzo ciekawa hipoteza związaną z niebezpieczeństwami przy zakładaniu nowych koloni w kosmosie. Interesujący jest motyw planety wyrwanej z orbity przez wędrowne słońce i problemów cywilizacji rozwijającej się w takich warunkach.

Akcja całej trylogii co prawda rozgrywa się w przyszłości, lecz pomijając podróże międzygwiezdne, rasy obcych, SI czy nowoczesną technologię mielibyśmy do czynienia z typowymi kryminałami. Nie jest to military space opera, nie mamy tutaj w zasadzie bitew kosmicznych (bardziej wzmianki historyczne), akcji jest mało, większość wątków to typowo detektywistyczna żmudna robota polegająca na szukaniu tropów i przesłuchiwaniu świadków. Jednak w każdym z tomów historia potrafi wciągnąć nie tylko fabularnie, ale też na innym poziomie, gdyż porusza i analizuje problemy typowe dla space opery jak pierwszy kontakt z obcą cywilizacją (Smykałka do Wojny oraz Polaris), konsekwencje długowieczności (Polaris), czy trudności w założeniu i przetrwaniu nowej kolonii w kosmosie w niesprzyjających warunkach (Poszukiwacz).

Na rynku antyków pojawia się tajemniczy kubek, który prawdopodobnie pochodzi ze statku międzygwiezdnego sprzed dziewięciu tysięcy lat. Tropy prowadzą do Margaret i Adama Wescottów, którzy zginęli w lawinie, zanim zdążyli poinformować o pewnym obiecującym odkryciu, mogącym wiązać się z Margolianami, niezadowolonymi z ziemskiego systemu politycznego kolonistami, którzy kiedyś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

120 użytkowników ma tytuł Poszukiwacz na półkach głównych
  • 62
  • 58
42 użytkowników ma tytuł Poszukiwacz na półkach dodatkowych
  • 30
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Poszukiwacz

Inne książki autora

Okładka książki Future Visions: Original Science Fiction Stories Inspired by Microsoft Elizabeth Bear, Greg Bear, David Brin, Nancy Kress, Ann Leckie, Jack McDevitt, Seanan McGuire, Robert J. Sawyer
Ocena 7,0
Future Visions: Original Science Fiction Stories Inspired by Microsoft Elizabeth Bear, Greg Bear, David Brin, Nancy Kress, Ann Leckie, Jack McDevitt, Seanan McGuire, Robert J. Sawyer

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Radio Darwina Greg Bear
Radio Darwina
Greg Bear
Prawdziwa Literatura SF. Utrzymana w klimacie trillera medycznego, zaczepia jednak o bardziej ogólne pytanie: skąd (a właściwie "jak?") tak na prawdę wzięliśmy się jako ludzkość na łonie ziemskiej biosfery? W zasadzie to można się nawet zastanowić głębiej i zapytać "jak działa życie i w jaki sposób przetrwało tyle katastrof?" Ale o tym chyba lepiej opowiada popularyzatorski "Demon w maszynie" (by Paul Davies). Nota bene, przeczytany przeze mnie bezpośrednio przed "Radiem Darwina", przez co ułatwił mi jeszcze lepsze poczucie różnych niuansów genetyczno-ewolucyjnych. Literka "S" w SF zobowiązuje i ma to tutaj, niestety, 2 aspekty: dość duża zgodność ze współczesną nauką kosztuje i autor płaci ją, pomimo popularyzatorskich uproszczeń, zbytnim (jak na literaturę rozrywkową) nasyceniem akademickimi zagadnieniami. Z mojej perspektywy to akurat zaleta, bo interesuję się tematyką, lecz dla szukających "fantastyki, ale niekoniecznie SF" to chyba duży minus. Tak, czy owak, świetny kawałek literatury. Postaci "z krwi i kości", logicznie splątane wątki, a rytm fabuły - to się daje wyrażnie wyczuć - prowadzony ręką doświadczonego perkusisty. Bardzo wiarygodne reakcje psycho- i socjologiczne, oraz uzasadnienia decyzji tak indywidualne, jak i społeczno-politycznych oraz medycznych. A przy okazji dostajemy bonus w temacie polowań na czarownice. Bardzo polecam wszystkim lubiącym sobie zadawać pytania podczas czytania. Chętnie widziałbym "Radio Darwina" w serii "Uczta wyobraźni", bo sam już je sobie dodałem do mojej prywatnej wersji tej serii.
Vlad_P - awatar Vlad_P
ocenił na 9 4 lata temu
Smykałka do wojny Jack McDevitt
Smykałka do wojny
Jack McDevitt
Motywem przewodnim jest tajemnica, główny bohater usiłuje dowiedzieć się, co takiego odkrył jego zmarły wuj i dlaczego za wiedzę na ten temat niektórzy są gotowi zabić. Akcja dzieje się jakby w dwóch płaszczyznach pierwszą są poszukiwania informacji przez głównego bohatera, jego próby dotarcia do prawdy, składanie śladów z urywków historii, poszukiwanie ludzi mogących coś wiedzieć. I tutaj muszę przyznać iż ten element jest odrobinę nużący gdyż niestety nie mamy tu do czynienia z akcją na miarę Indiany Jonsa. Mamy opisy spotkań Benedicta z różnymi ludźmi, jego próby znalezienia wskazówek ale mało w tym akcji. Tym co mnie wciągnęło do książki jest druga jej płaszczyzna odkrywanie historii Christophera Sima, w powszechnym mniemaniu bohatera, rewolucjonisty, buntownika tak krystalicznego że ciężko nawet myśleć o krytykowaniu go, człowieka którego pomniki muzea, place, budynki są w całej Konfederacji (związek planet ludzkości), zdradzonego przez 7 wyklętych. A jednak wraz z postępem śledztwa odkrywamy różne fakty sprzed ponad 200 lat, fakty których ujawnienie może zmienić cały obraz świata i obraz człowieka będącego bohaterem dla całej ludzkości. Szkoda tylko iż nie rozwinięto historii Ludika Talino człowieka którego nazwisko stało się synonimem zdrady, motyw w którym udałoby się oczyścić go z zarzutów byłby interesujący. Interesująca jest też postać Leishy Tarien najpierw gorliwej pacyfistki która z biegiem czasu stała wybitnym żołnierzem. W tle mamy dodatkowo konflikt zbrojny z obcą rasą oraz rozważania starożytnych greków nad naturą wojny i dyplomacji (nawiązania do bitwy pod Termopilami) oraz ludzi i ich wybory w świecie ogarniętym zamętem. Mieszane uczucia mam względem tej książki, ponieważ przez 2/3 książka jest po prostu nudna, akcja wolno się toczy, tematyka też rozwlekła i nie do końca jasna, dopiero pod koniec akcja przyspiesza i robi się ciekawa. Pierwotnie opublikowano http://solaris7.pl/2016/10/11/zaginione-opowiesci-17-alex-benedict-boza-klepsydra-mcdevitt-jack/
Rocy7 - awatar Rocy7
ocenił na 7 9 lat temu
Za błękitnym horyzontem zdarzeń Frederik Pohl
Za błękitnym horyzontem zdarzeń
Frederik Pohl
"Za błękitnym horyzontem zdarzeń" jest bliżej tego czego spodziewałem się po pierwszym tomie. Tym razem skupiamy się na tajemnicy Heechee. A przynajmniej od pewnego momentu. Bo tym razem autor niepokojąco mocno skupił się na wątku napięcia seksualnego między parą nieletnich dzieciaków, którym przyszło się wychować w kosmosie, w niemal zupełnej izolacji. Muszę powiedzieć, że lektura szła mi początkowo bardzo opornie. Bohaterowie nie wzbudzali ani mojego zainteresowania ani sympatii. Przełom następuje gdzieś za połową, kiedy mocniej zaczynamy eksplorować sporą garść ciekawych koncepcji. "Raj Heechee", jego dziwni mieszkańcy, sytuacja z żoną Roba Broadheada, sztuczne inteligencje (choć nigdy nie są tak nazwane), Martwiacy, Najstarszy, 30-dniowa gorączka... Tych motywów starczyłoby pewnie na dwie książki. Tylko wiecie co? To nie jest tak, że wszystko to splata się w finale czy epilogu w jakąś jedną całość. Więc mimo wszystko mam wrażenie, że mamy tu trochę chaotyczną zbieraninę.Choć zakończenie jest otwarte (w cyklu Heechee powstało jeszcze kilka książek), to nie jest urwane. Daje wręcz satysfakcjonujące odpowiedzi, bez poczucia oszukania czy taniego cliffhangera. Raz jeszcze doceniam jak w 1980 roku Pohl nakreślił programy bardzo przypominające to, czym w 2025 roku są lub zaczynają być LLMy. Nie poruszyła mnie tak jak pierwszy tom. Nie jest tak dołująca. Ładuje trochę moje SF-baterie, szkoda jednak, że zabrakło ciekawszych bohaterów, spójności w tym wszystkim, no i że tak dużo miejsca otrzymały napalone nastolatki.
Mateusz Wielgosz - awatar Mateusz Wielgosz
ocenił na 6 1 rok temu
Lata ryżu i soli Kim Stanley Robinson
Lata ryżu i soli
Kim Stanley Robinson
Uwielbiam historie alternatywne. Nie tylko dlatego że fajne jest takie gdybanie typu jak wyglądałby świat w przypadku wygrania II wojny światowej przez Hitlera (można czymś takim nieźle się wystraszyć) ale przede wszystkim ze względu na dostarczane przez ten koncept możliwości spekulowania nad ewentualnie innym modelem rozwoju cywilizacji, co stanowi przyczynek do głębokiej refleksji nad kondycją ludzkiego społeczeństwa i nad samą naturą człowieka. Tak tez jest w przypadku obszernej powieści Kima Stanleya Robinsona. Pojawia się tu też równie ważki aspekt profetyczny. Z tych powodów uważam, że dzieło amerykańskiego pisarza SF to najlepsza powieść z gatunku historii alternatywnych, jakie dane było mi przeczytać w tym pokręconym żywocie. W paru krótkich zdaniach poniżej postaram się uzasadnić ten sąd. Powieść Robinsona przynosi wyjątkowo rozległe spojrzenie na inną możliwą historię świata. W XIII czarna śmierć, epidemia dżumy w Europie nie jedną trzecią populacji naszego kontynentu, jak w naszym świecie, ale niemal wszystkich jego mieszkańców. Efekt tego jest niesamowity: powstaje świat bez dominującej roli cywilizacji europejskiej i chrześcijaństwa, a głównymi siłami kształtującymi rozwój ludzkości stają się Chiny i islam. Alternatywna historia ukazana jest tu w ujęciu wręcz panoramicznym: siedem jej wieków przesuwa się przed naszymi oczami z niezwykle wizjonerskim wyczuciem. Przyczynia się do tego znakomicie przemyślana konstrukcja fabularna utworu oparta na doktrynie reinkarnacji. Nie jest ważne czy sam autor w nią wierzy i czy wierzy w nią czytelnik. Należy tu spojrzeć na tę koncepcję nie jako przedmiot religijnej wiary, ale jako wyśmienite tworzywo literackie. Dzięki reinkarnacji w kolejnych księgach wracają ci sami bohaterowie w coraz to zmieniających się uwarunkowaniach historycznych. Możemy wraz z nimi przyglądać się dziejom odkryć naukowych i geograficznych, obserwować toczone wojny, uczestniczyć we wzlotach i kryzysach. Mamy przy tym dynamiczną akcję ozdobioną czasami rozważaniami dotyczącymi religii, filozofii i historii. Wszystko to łączy się w pasjonującą lekturę na co najmniej kilka dni, bo jest to grube tomiszcze, prawie 700 stron. Książka rzuca wyzwanie naszemu europocentryzmowi i przyzwyczajeniu, że to my jesteśmy najważniejsi. Moment, w którym ukazała się ta książka też jest znaczący. Właśnie dziś żyjemy w czasach gdy uśpiona dobrobytem Europa zdaje się słabnąć, natomiast wigoru i rozpędu nabiera ekspansjonistyczny islam i dynamicznie się rozwijające się nader liczne społeczeństwo chińskie. Czy przyszłość świata została tu w przewrotny sposób przewidziana? Ano zobaczymy.
romeo - awatar romeo
ocenił na 10 5 lat temu
Spotkanie z Heechami Frederik Pohl
Spotkanie z Heechami
Frederik Pohl
Trzeci tom i wyraźny spadek poziomu wynikający przede wszystkim z przeciętnie prowadzonych bohaterów, małej dla czytelnika stawki, Alberta i SI przywodzącej na myśl już tylko nudę oraz ekspozycję, małą świeżość w elemencie sci-fi oraz położenia wielu wątków. Robinette nie ma już toksyczności znanej z pierwszego tomu, ani nie ratuje go trauma i nowy status społeczny znany z drugiego – teraz to już tylko nieszanujący swojego zdrowia, mentalno-fizyczny staruszek. Essi, jego żona, ma więcej charakteru i virtu od niego. Nowy, zdawać by się mogło, protagonista w postaci Audee również okazuje się być jedynie dobrym przedstawicielem mieszkańca świata przedstawionego, ale bardzo przeciętnym protagonistą. Również i w jego przypadku żona okazała się mieć więcej determinacji i charakteru. Jedyne co błyszczy to Wan, którego dojrzała persona zdaje się swoją toksycznością i dziecinnością intrygować czytelnika, jak i wzbudza poczucie, że ma się do czynienia z żywą, wartą uwagi postacią. Leży również dalszy plan – terroryści to bezimienne zagrożenie i zbiorowa strzelba czechowa, zaś sami Heechowie od ludzi różnią się tylko tym, że wzruszają ramionami wydymając brzuch, a zamiast SI mają umysły zmarłych poddane transferowi umysłu. Nawet wyciągnięta z czarnej dziury Klara – to przyznam, na drodze pakującego się do tego typu obiektów Wana, który ma ku temu jasną motywację; lubię ten wątek – nie jest w stanie wszystkiego nadrobić. Do cyklu wkradła się rutyna i najwyżej przeciętne tempo. Nadrabia dopiero końcówka książki. Albert – we własnej osobie, jeżeli wiecie co mam na myśli – popada w umysłowe wyparcie, zaś do jego niezwykłego, pośmiertno-digitilizowanego świata dołącza Robinette, którego nagły zgon jest zaskakujący, ale i (nie?)zręcznie podbudowany. Transfer umysłu to wątek w sci-fi częsty, ale już rzadki w ukazywaniu go nam bezpośrednio przez protagonistów. Na tym polu autor nie wykłada się – może nie ma w bezpośrednim finale powieści na to miejsca – a obawy Robba, włącznie z jego niespodziewanymi kłopotami natury prawno-finansowej wynikającej z jego odmiennego jestestwa, są błyskotliwe. Nawet Klara przechodząca spod opieki (i vice versa) Wana, swoistego dziecka wychowanego przez wilki, prosto w łapy brzydzących się jej gatunku Heechów, sprawia, że lektura nabiera rumieńców. Podoba mi się również wykorzystanie kugelblitzów jako czarnych dziur z energii zamiast masy, gdzie z kolei ukryć mają się wrogowie Heechów, Assasyni, istoty z energii, jeszcze od nich potężniejsze. Czyżby kolejne samopowtórzenie autora w innym opakowaniu? I tak, i nie – autor podsumowuje ten motyw wypowiedzią Robinette, dla którego interakcja z Assasynami ma być dla ludzkości, tak jak w przypadku Heechów, kolejnym etapem przyśpieszonego rozwoju. Jest to i może naiwne do granic możliwości, tak jak i ludzkość błyskawicznie dościgająca Heechów w rozwoju technologicznym, ale są na tyle sprawne narratorsko szwy, że całość, z przymrużeniem oka, trzyma się kupy – słowo „logiki” wydaje mi się już niestosowne. Koniec trzeciego tomu to zakończenie otwarte, ale i dobrze sprawdzające się jako właściwe dla cyklu samego w sobie. Mam zamiłowanie do tego typu zabiegów, podobnie jak zakończeń słodko-gorzkich, choć przyznać trzeba, że wiele postaci nie doczekało się należytego domknięcia wątków. Do czwartego tomu z pewnością się zabiorę, aczkolwiek potrzebuję do tego momentu przerwy w celu nabrania dystansu do franczyzy. Jest w tym cyklu jeszcze szansa na drugie otwarcie i dlatego właśnie dam mu szansę.
Wiwchan - awatar Wiwchan
ocenił na 6 5 lat temu
Genezis Bernard Beckett
Genezis
Bernard Beckett
Rzadko dzieje się coś niezwykłego po lekturze książki. W pierwszej ocenie, którą postanowiłem usunąć, był grymas, spowodowany tym, że książka nie spodobała mi się. Nie dawało mi to spokoju i musiałem do niej wrócić jeszcze raz. Przeczytałem jednego wieczora ponownie. I zrozumiałem idee która jest ukryta miedzy wierszami. Problem polega na tym, że nie da się z tą ideą nic zrobić. Jeśli mam być wierny temu odkryciu to muszę zachować to dla siebie. I tak to zostawię. Kto ma wiedzieć ten wie. Można to rozpisywać na czynniki pierwsze, przekładać na socjologiczne, polityczne, filozoficzne części, ale nie taki jest w tym cel. Także zmieniam ocenę z 6 na 10. Konstrukcja książki jest prosta, końcówka zaskakująca, wszystko się zgadza. Bzdety o transhumaniźmie i tak dalej. Autor zastosował uproszczoną formę na wzór Dialogów, Stanisława Lema. Dialogi były filozoficzne, miały inny cel. W Genezis mamy coś innego. To nie tyle nauka co pewnego rodzaju przypomnienie o pewnych prawach, ideach, o tym jak wygląda świat i dlaczego ten świat tak wygląda. Ale większość ludzi nie jest na tyle świadoma aby być może zrozumieć, poznać, odkryć to co ma do zaoferowania ta książka. Czasami warto dać drugą szansę. Nie zawsze odkryje się wszystko za pierwszym razem. Wynika to z wielu różnych czynników zewnętrznych i wewnętrznych czytelnika. Jestem zadowolony. Może to tyle co nic. Może przesadzam, ale faktycznie jest w tej książce ukryte coś wyjątkowego. Tylko i tak nic nie da się z tym zrobić. Można to zachować dla siebie. Kto wie, ten wie.
Thomas Anderson - awatar Thomas Anderson
ocenił na 10 6 miesięcy temu
Indygo Graham Joyce
Indygo
Graham Joyce
Całkiem przyjemna książka. Jest tylko jeden sęk - nie ma absolutnie nic wspólnego z fantastyką. I nie zmieni tego ani fakt przyznania jej British Fantasy Award, ani to, że w Polsce została opublikowana przez Solaris w serii gromadzącej dzieła SF i fantasy. Z pozoru oczywiście - a przede wszystkim z noty wydawniczej - "Indygo" wygląda na fantastykę. Powieść miałaby traktować o możliwości ujrzenia tytułowego indygo, koloru, który w swojej prawdziwej naturze jest nieznany ludzkiemu oku, a w dalszej perspektywie - staniu się niewidzialnym. Otóż - przepraszam - ale są to nieuzasadnione mrzonki i myślenie życzeniowe. Nic bardziej konkretnego na ten temat nie mogę napisać, żeby nie psuć lektury tym, którzy mimo wszystko zdecydują się sięgnąć po książkę Joyce'a. Zaś co do samej opowieści - jest to pogranicze dramatu i swego rodzaju kryminału, z dużą dawką historii obyczajowej. Intryga jest poprowadzona bardzo zgrabnie, postaci są pełnowymiarowe i pełne doskonale nakreślonych sprzeczności, relacje między bohaterami także są mocno skomplikowane i dzięki temu ciekawe, do tego zaś dochodzą bardzo zręczne i nad wyraz trafne opisy Chicago i Rzymu. Wisienką na torcie jest natomiast postać właściciela wydawnictwa vanity press, z rozbrajającą szczerością wykładającego głównemu bohaterowi swoją filozofię życiową. Po książkę warto sięgnąć choćby właśnie dla kawałków z wydawcą. Prawdziwa perełka bezpretensjonalnego spojrzenia na niewdzięczny biznes. Ogólnie więc - jeśli chodzi o potoczystość lektury i jej wartość merytoryczną, a także sam pomysł - należy się mocne 7/10. Niestety, jedna gwiazdka odpada za nieczyste zwodzenie czytelnika łasego na fantastykę...
Jale - awatar Jale
ocenił na 6 7 lat temu
Najdłuższa podróż Poul Anderson
Najdłuższa podróż
Poul Anderson
Na początek chciałbym opowiedzieć coś o każdej nowelce osobno. W pierwszych akapitach nakreślę szczątkową fabułę utworów by w kolejnych bezspoilerowo opisać moje wrażenia, przemyślenia i tematy, jakie moim zdaniem podejmują poszczególne teksty (jeśli chcesz podchodzić do lektury bardziej w ciemno, możesz chcieć ominąć tą drugą część recenzji). Na końcu zamieściłem krótkie podsumowanie i opinię o całym zbiorze. Zapraszam do lektury. Najdłuższa podróż (Hugo 1961) Daleka przyszłość. Marynarze wypływają z misją pierwszego w dziejach opłynięcia globu. Po drugiej strony planety trafiają na archipelag wysp, gdzie dowiadują się o istnieniu Statku z Gwiazd, który przybył tu przed 40 laty, a na jego pokładzie – Posłaniec. Prorok. Z bardzooo daleka… Uwielbiam tego typu historie, gdzie stykają się dwie cywilizacje oddalone od siebie technologicznie o całe milenia. Które pokazują, w jaki sposób ta mniej rozwinięta grupa postrzega poziom zaawansowania tej drugiej (Moim ulubionym cytatem w literaturze SF zawsze pozostają słowa Arthura C. Clarke’a „Odpowiednio zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”). Podobała mi się cała kosmiczna mitologia ludzi zamieszkujących ową planetę, opisy były barwne, dokładne i żywe, fabuła płynęła niespiesznie do wcześniej przewidzianego zakończenia, które jednak w swojej warstwie znaczeniowej pozostawia czytelnika z refleksją na temat ludzkiej natury oraz tego, czy warto iść na skróty na drodze cywilizacyjnego postępu. Całość wyzwoliła u mnie skojarzenia z „Ciemnym Edem” Chrisa Becketta i jest to porównanie jak najbardziej zasłużone (owa powieść jest jednym z moich ulubionych utworów SF). Super. 8/10. Nie będzie rozejmu z władcami (Hugo 1964) Średnio odległa przyszłość. Ameryka Północna podzieliła się na szereg niezależnych mikro-państewek wchodzących luźno w skład Stanów Pacyficznych Ameryki. W senacie następuje polityczny zamach stanu, do władzy dochodzi ugrupowanie centralistów, wybucha wojna domowa między zwolennikami dotychczasowego kształtu unii (feudalistycznego rozwarstwienia) a centralistami (którzy chcą scalić kontynent przy użyciu siły). Temu wszystkiego przygląda się frakcja Esperów, którzy dysponują tajemniczymi – zdaje się – nadprzyrodzonymi zdolnościami… Opowiadane podejmuje bardzo fajne tematy. O realiach wojny (okupacji, brutalności, straty), o formach rządu odpowiedniej dla zróżnicowanego gatunku, jakim jest ludzkość (czy aby na pewno polityczna globalizacja jest takim dobrym pomysłem?), o wolności człowieka do samostanowienia i błądzenia w drodze ku doskonałości, na końcu o tworzeniu niemal religijnego instrumentu zwodzenia i kontroli. Utwór jest naszpikowany elementami militarnych manewrów, strategii, walk, łańcuchu dostaw itp. Jeśli ktoś nie lubi tego typu rzeczy (tak jak choćby ja) może się komuś czytać dosyć ciężko. Science fiction jest tu jak na lekarstwo ale jednak występują tu elementy typowe dla tego gatunku (których nie chcę zdradzać). Przydatna znajomość amerykańskiej geografii (głównie rozmieszczenia stanów). Anderson stosuje w tym opowiadaniu niekiedy fenomenalne opisy przyrody czy bitew. Trzeba mu oddać, że pod względem kreacji miejsca akcji poradził sobie fantastycznie. Daję 7/10 choć podobało mi się zaledwie na 6, mimo wszystko pod względem warsztatowym jest to naprawdę świetny tekst. Pod postacią ciała (Hugo 1969) Imperium Galaktyczne uległo rozpadowi. Po stuleciach Długiej Nocy sojusz Planet Zrzeszonych wysyła w przestrzeń ekspedycję naukową na planety będące niegdyś częścią Imperium, chcą doprowadzić do ich ponownego technologicznego i kulturowego rozkwitu. Trafiamy na bardzo zacofaną planetę, na powierzchni której dochodzi do brutalnego morderstwa egzobiologa, ważnego członka ekspedycji. Jego żona podejmuje się misji wymierzenia sprawiedliwości. Jest to świetna historia prywatnej vendetty ale stawia ona także pytania dotyczące problemów wynikających z prób ucywilizowania prymitywnych społeczeństw (dla obu grup jednocześnie). Jaką rolę odgrywa w tym środowisko, imperatyw kulturowy oraz uwarunkowania psychofizyczne? Czy to wszystkie czynniki które należy wziąć pod uwagę? Zakończenie (a raczej to, co do niego doprowadziło) jest bardzo przewrotne i nieoczekiwane. Standardowo świetna proza, barwne opisy i angażujący sposób narracji. Dialogi świetnie skonstruowane i skłaniające do głębszych przemyśleń. Czyta się jak połączenie Fundacji Asimova i Great North Road Petera F. Hamiltona. 7/10. Królowa powietrza i mroku (Hugo, Nebula, Locus 1972) Na planecie Roland tajemnicze „plemię” Dawnego Ludu porywa dziecko. Prywatny detektyw wraz z matką uprowadzonego chłopca – planetolożką – podejmują poszukiwania. To jak do tej pory najbardziej powolna z narracji ale naznaczona niespotykaną esencją cudowności i pietyzmem w tworzeniu świata przedstawionego. Największym błędem ze strony Andersona było zarysowanie już na pierwszych pięciu stronach, kim są porywacze. Niewiedza dodałaby nutki dodatkowej tajemnicy. Nie można jednak powiedzieć, abyśmy znali wszystkie fakty i ostateczne rozwiązanie zagadki natury Zewnętrznych jest finezyjne i interesujące. Opowiadanie czyta się niczym powieść fantasy ale pieczołowicie opisuje nam geografię oraz planetologię miejsca wydarzeń. W tekście jeszcze mocniej wybrzmiewają echa Petera F. Hamiltona (a zwłaszcza dwóch dzieł: Great North Road oraz opowiadania Manhattan in Reverse). Oczywiście Hamilton tworzył dużo później, a więc to ewentualnie brytyjski pisarz mógł wzorować się na twórczości Andersona albo teksty mają po prostu podobne cechy charakterystyczne w swojej konstrukcji narracyjnej i światotwórczej. Rozważania na temat archetypów i mitologii z jednej strony ciekawe, z drugiej – wtórne i oczywiste, choć wybrzmiewają w kontekście historii bardzo dobrze. Całość jest niezwykle oryginalna i wciągająca. Ogólnie bardzo ciekawy utwór jednak potrzeba wprawnego oka, aby docenić subtelność narracji oraz świetny język, który ożywia planetę w wyobraźni czytelnika. Akcja jest jednak ślamazarna więc poziom satysfakcji w dużej mierze zależeć będzie od Twoich upodobań. Ja oceniam na 8/10. Pieśń Pasterza (Hugo, Nebula 1973) Pierwszy akapit tego opowiadania jest następujący: „Trzy kobiety: jedna martwa, jedna żywa, jedna jak tamte obie i jak żadna z nich – nigdy nie będzie żyła i nigdy nie umrze, będąc nieśmiertelna w SUM-ie.” Nie mam słów by opisać, jak bardzo podobało mi się to opowiadanie. Nie mogę też napisać skrótu jego początku gdyż jest on owiany tajemnicą, którą rozwikłuje się z przyjemnością wraz z nadejściem kolejnych stron. Powiem tylko tyle: jest to przede wszystkim historia o miłości i śmierci. A poza tym również o przemijaniu. O sensie istnienia. O humanizmie. O tym co materialne i tym co nieuchwytne. O kulturze, historii, mitach i wierzeniach. O poezji, uczuciach i nadrzędnych wartościach. Cudowna opowieść do której zamierzam wracać po wielokroć w przyszłości. Wspaniale napisana, subtelna, inspirująca, intertekstualna, zawierające w sobie niezwykle piękne fragmenty poezji. Jest to idealnie taki utwór, jaki sam chciałbym napisać. Uniwersalny i obejmujący w swojej sieci znaczeń oraz metafor istotę człowieczeństwa. Każdy powinien przeczytać to opowiadanie. 10/10. „Timor mortis conturbat me” Księżyc łowcy (Hugo 1979) Na księżycu Medea dwójka ksenobiologów podejmuje się misji zrozumienia, co rozpętało wojnę między dwiema tubylczymi rasami inteligentnych istot. Narzędziem, które posłuży im w tym zadaniu będzie zaawansowany interfejs psychosomatyczny. Rozwiązanie zagadki nie stanowiło dla mnie problemu podczas lektury jednak same opowiadanie w piękny sposób pokazuje korzyści płynące ze wzajemnego zrozumienia i empatii. Nowela w bardzo szczegółowy sposób opisuje obie rasy obcych: ich fizjonomię, cykl rozrodczy, psychikę, wzajemne relacje ze środowiskiem naturalnym. Medea jest pięknym światem, cudownie wpływającym na wyobraźnie. Akcja dzieje się bowiem na jednym z wielu księżyców wielkiego, czerwonego, gazowego olbrzyma, który to orbituje wokół gwiazdy podwójnej. Poza tym w opowiadaniu doświadczyłem jednego z najsubtelniejszych i interesująco napisanych opisów połączenia między umysłami (nie lubię wątków telepatii ale tutaj to psychosomatyczne sprzężenie zwrotne zostało zaprezentowane w wyśmienity sposób). Ogólnie bardzo naukowa, rozwlekła jak na tak wąskie spektrum tematów, lecz im dalej w historię tym bardziej byłem zaangażowany w losy bohaterów oraz obcych istot. Warsztatowo i światotwórczo wybitne, trochę przegadane ale tak naprawdę w inteligentny sposób. Nie robi jakiegoś kolosalnego wrażenia ale mnie osobiście nieźle wzruszyła. 7-/10. Psychodrama (Hugo, Nebula 1982) Grupka naukowców podejmuje się misji zbadania jednego z księżyców Saturna, a konkretnie pewnej niecodziennej formacji lodowej. W tle wydarzeń naszym bohaterom towarzyszy pewna gra-fantazja, którą określa się mianem psychodramy. Przyznam się, że pomysł na interaktywną grę RPG jako środek przeciwdziałający stresowi jest dosyć ciekawy. Oczywiście takie odrealnienie w środowiskach o podwyższonym ryzyku niesie ze sobą liczne zagrożenia. Nie do końca rozumiem przesłania tego utworu. Być może nie istnieje? Ale było w nim coś kompletnie oryginalnego, coś, od czego nie mogłem się oderwać wraz z przekładaniem kolejnych stron. Utwór jest również bardzo hard science a królową nauk jest tu geologia. Bez znajomości chemii na poziomie ciut wyższym niż podstawowy możecie się wynudzić. Pamiętacie powieść „Czerwony Mars” Kima Stanleya Robinsona? Umierałem na tym z nudów. Ta opowieść bardzo ją przypomina tylko w odróżnieniu od „Czerwonego Marsa” nie nudziłem się ani na chwilę. A elementy są te same – mamy rozdziały poświęcone relacjom interpersonalnym załogi (które wypadają dużo naturalniej niż u Robinsona) i oddziały poświęcone geologii i hard science, a opisy formacji lodowych nie nużą jak w Marsie… Inne książki, z którymi kojarzy mi się Psychodrama to „Marsjanin” Andy’ego Weira oraz „Abominacja” Dana Simmonsa. Natomiast w elemencie uzależniającej gry RPG, która zdawać by się mogła trochę oderwana od środowisk naukowych, opowiadanie wypada naprawdę wyjątkowo. Czy aby na pewno niewiarygodnie? Dziś w dorosłości czytamy książki, oglądamy filmy. Może przyszłość należy do interaktywnych rozgrywek RPG. Moja ocena to 8/10 zważywszy na oryginalny mix gatunkowy jaki tworzy ta prosta lecz wciągająca opowieść. PODSUMOWANIE Największą siłą Andersona jest jego nienaganny język który używa do stworzenia niezapomnianych opisów fauny i flory. Ulubionymi tematami pisarza są daleka przyszłość, badania naukowe, koniec świata w znanej postaci, starcie kultur i społeczeństw na odmiennych poziomach zaawansowania. Mimo iż książka reklamuje się jako zbiór opowiadań to tempo narracji jest w 100% właściwe dla powieści. Tekst jest mocno ściśnięty i ma się wrażenie, że przeczytało się nie 400 a 600 stron. Autor lubi grzebać pod powierzchnią swoich historii okraszając je uniwersalnym przesłaniem z szerokiego zakresu tematów humanistycznych. Ostateczna ocena zbioru to 8/10. Nie bardzo rozumiem niskich ocen dla wszelkich powieści tego autora w bazie danych portalu, gdyż jego proza jest po prostu piękna, a sam zbiór przetłumaczony jest wzorowo (literówek jest niewielka ilość, na pewno mniejsza niż typowo, a opisy wybrzmiewają wyśmienicie. Może te opowiadania w wersji zeszytowej mają okropne buble? Dla pewności radzę zaopatrzyć się w wydanie zbiorowe). Być może chodzi o rozległy styl albo wrażenie, że w historii przygodowej nie może być drugiego dna? Nie mam pojęcia. Moim zdaniem każdy dojrzały fan SF powinien przeczytać ten zbiór nagrodzonych (moim zdaniem nie bez powodu) dłuższych opowiadań i wyrobić sobie zdanie o tym autorze. Ja po lekturze tego zbioru czuję się jakbym wrócił ze wspaniałej wycieczki po pięknych krainach kosmosu. Polecam gorąco.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 8 4 lata temu

Cytaty z książki Poszukiwacz

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poszukiwacz