Paradise Kiss. Tom 2

Okładka książki Paradise Kiss. Tom 2
Ai Yazawa Wydawnictwo: Waneko Cykl: Paradise Kiss (tom 2) komiksy
175 str. 2 godz. 55 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Paradise Kiss (tom 2)
Tytuł oryginału:
Paradise Kiss tom 2
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
175
Czas czytania
2 godz. 55 min.
Język:
polski
ISBN:
8388272748
Tłumacz:
Aleksandra Watanuki
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Paradise Kiss. Tom 2 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Paradise Kiss. Tom 2

Średnia ocen
7,7 / 10
302 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
322
318

Na półkach:

W drugim tomie główna bohaterka zaczyna myśleć o sobie i o tym, czego to ona chce od życia. Sięga w tym celu po bardzo radykalne środki, jednak właśnie taka z niej osoba. Yukari zawsze idzie na całość i jest w gorącej wodzie kąpana. Towarzyszą jej przy tym liczne wątpliwości, co jest ludzkie i bardzo zwyczajne. Paradise Kiss to manga, która sprawia mi wiele przyjemności, nie tylko dzięki swojej treści, ale i sentymentu, który czuję do tej historii. I choć jest ona krótka to jednocześnie jest bardzo piękna.

Więcej przeczytasz tutaj: https://popkulturowcy.pl/2023/06/12/paradise-kiss-tom-2-recenzja-mangi/

W drugim tomie główna bohaterka zaczyna myśleć o sobie i o tym, czego to ona chce od życia. Sięga w tym celu po bardzo radykalne środki, jednak właśnie taka z niej osoba. Yukari zawsze idzie na całość i jest w gorącej wodzie kąpana. Towarzyszą jej przy tym liczne wątpliwości, co jest ludzkie i bardzo zwyczajne. Paradise Kiss to manga, która sprawia mi wiele przyjemności,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

550 użytkowników ma tytuł Paradise Kiss. Tom 2 na półkach głównych
  • 496
  • 54
286 użytkowników ma tytuł Paradise Kiss. Tom 2 na półkach dodatkowych
  • 131
  • 78
  • 34
  • 23
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4

Tagi i tematy do książki Paradise Kiss. Tom 2

Inne książki autora

Ai Yazawa
Ai Yazawa
Japońska mangaka. Jej pseudonim pochodzi od japońskiego piosenkarza, Eikichi Yazawy, którego jest fanką. Ai Yazawa zaczęła tworzyć swoje mangi w 1985. W Polsce znana przede wszystkim dzięki Paradise Kiss wydanemu przez przez wydawnictwo Waneko.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Paradise Kiss. Tom 1 Ai Yazawa
Paradise Kiss. Tom 1
Ai Yazawa
„Paradise Kiss” Ai Yazawy to pełna wspaniałych kreacji i pokazów mody manga o szukaniu swojego miejsca na ziemi, o pierwszych momentach zakochania, o spełnianiu marzeń. „W osiemnaste lato mojego życia, wreszcie nadeszła moja wiosna. Chyba…” Główna bohaterka, Yukari, cały swój czas poświęca na sprostanie oczekiwań mamy, na naukę na egzaminy, żeby dostać się na dobre studia. Jednak jej monotonne życie zmienia się, gdy poznaje George, Miwako, Arashiego i Isabellę z Technikum Artystycznego Yazawa, a oni proponują jej zostanie modelką na pokaz mody trzecioklasistów. Tak zaczyna się jej poszukiwanie swojej drogi, czas spędzany między Atelier, nauką w bibliotece, szybkimi przejażdżkami z ekscentrycznym Georgem czy spotkaniami na kawę z uroczą, lekko naiwną Miwako, która mówi o sobie w trzeciej osobie i nazywa bohaterkę Caroline. Czy dziewczyna będzie pasować do tego barwnego grona, do marki ParaKiss? „Ile bym się starała, nie jestem w stanie jej doścignąć. Bardzo lubię szyć, jednak projektowanie zupełnie mi nie idzie. Brakuje mi własnych pomysłów.” Do twórczości Ai Yazawy, do takich tytułów jak „Nana” czy właśnie „Paradise Kiss”, zawsze wracam z nostalgią. Na początku potrzebowałam chwilę na wczucie się w język, w tłumaczenie, ale nie było to trudne, zwłaszcza, że czasy gimnazjum nie są mi obce. Pamiętam też poprzednie wydanie i z tego co sprawdzałam, to różni się głównie formatem i nasyceniem druku. „Do tej pory byłam kimś, kto nie oglądając się na nic pędził przez ciemny tunel byle do wyjścia. Okazało się ono jednak tylko białą, pustą plamą, w której nie było nic widać. Ta pustka napawała mnie przerażeniem.” Podobało mi się łamanie czwartej ściany przez autorkę w mowie o długości rozdziałów, oszczędzaniu stron, etc., a także nawiązanie do marki modowej Happy Berry z „Sąsiedzkiej opowieści” o Mikako, siostrze Miwako. Uwielbiam tematy poruszane tutaj, od dorastania, przeżywania drobnych rzeczy, po próbę sprostania oczekiwań dorosłych i pierwszy łyk szampana z alkoholem. Na przykładzie Yukari/Caroline, możemy zauważyć, że czasem warto popełnić parę błędów i zaryzykować, żeby odnaleźć siebie, swoją drogę, przyszłość. „Potrzeba trochę talentu, mnóstwo zapału i wystarczająco wytrwałości. Jeśli tylko masz te trzy cechy, coś na pewno się wydarzy.” [Współpraca z Wydawnictwo Waneko]
Mada_Rita - awatar Mada_Rita
oceniła na 7 1 rok temu
Balsamista #1 Mitsukazu Mihara
Balsamista #1
Mitsukazu Mihara
"Balsamisty" autorstwa Mitsukazu Mihary. To nie jest zwykła manga, to raczej jakieś mistyczne wejście do świata, w którym śmierć i życie splatają się w nierozerwalny węzeł. W tym tomie Mamiya Shinjirō, nasz główny bohater i profesjonalny balsamista, wprowadza nas w swoje codzienne doświadczenia ze śmiercią i pamięcią o zmarłych. **Wprowadzenie do Świata Shinjirō:** Ten pierwszy tom to takie wprowadzenie w świat Shinjirō - pokazuje, jak wygląda jego praca, jakie ma przemyślenia i jakie historie przewijają się przez jego zakład. Jest to świat, gdzie śmierć to nie koniec, ale nowa opowieść. Każda historia zmarłej osoby, z którą się spotykamy, to jakby osobny rozdział w życiu Shinjirō. **Szczegóły, które Rzucają się w Oczy:** Mamy tu kilka naprawdę wyrazistych postaci: od tragicznie zmarłej baletnicy, przez samolubnego modela, po zegarmistrza żyjącego wspomnieniami. Te postacie nie tylko tworzą tło dla pracy Shinjirō, ale też dodają głębi całej opowieści, pokazując różne aspekty śmierci i pamięci. **Styl i Atmosfera:** Mihara narysowała ten świat w sposób niezwykle sugestywny. Styl jest prosty, ale ma w sobie coś hipnotyzującego. Scenerie są skromne, co pozwala skupić się na emocjach i myślach postaci. Ten pierwszy tom jest jak otwieranie drzwi do czegoś dużo większego, dające poczucie, że to dopiero początek podróży. **Podsumowując:** Tom pierwszy "Balsamisty" to świetne wprowadzenie w uniwersum, gdzie śmierć i życie przeplatają się na każdym kroku. To nie tylko opowieść o pracy balsamisty, ale też o tym, jak różnie ludzie radzą sobie ze stratą i pamięcią. Daje mocne 8/10 za oryginalność, głęboką treść i styl, który wyróżnia się na tle innych mang. Jeśli szukasz czegoś, co zmusza do myślenia i czujesz się gotowy na podróż po mrocznych, ale fascynujących ścieżkach ludzkiej egzystencji, to "Balsamista" jest dla Ciebie.
GeekPiotr - awatar GeekPiotr
ocenił na 8 2 lata temu
Hellsing t.3 Kohta Hirano
Hellsing t.3
Kohta Hirano
Pasja do filmu animowanego, a w szczególności do pewnych jego segmentów i stylistyk, potrafi tworzyć nowe wymiary, wynosić kulturę masową na coś dużo szerszego, rozleglejszego niżeli tylko na ,,poziom miałkiej rozrywki do ogarnięcia w czasie wolnym, gdy dzieci nie wrzeszczą za uszami i obiad na jutro już dawno ogarnięty”. Jeśli uwielbia się to, czemu człowiek oddaje się w swoim – jakże w dzisiejszych pędzących non-stop na 6-tym biegu rozpędzonych i zadyszanych w pogoni ku ciągłemu sukcesowi, zdobywaniu więcej i robienia więcej – nader cennym tak zwanym ,,czasie wolnym”, to nie istnieje coś takiego czy ktoś taki, jak znudzony lub ogarnięty w ramach swoich pasji i zainteresowań egzystencjalną pustką i niemocą geek. Pasja i towarzysząca jej dobra energia, mimo wszystko ten ,,wieczny optymizm” lub najgorzej ,,optymizm neutralny” to rzecz najważniejsza szczególnie w obecnym świecie, w którym dóbr w segmencie rozrywki mamy nieprzebraną wręcz masę, w której można ciągle odnajdywać coś dla siebie, trwając przy tym z odpowiednim umiarem, lub całkowicie negatywnie się w tym zatracić, kompletnie nie wiedząc ,,co w tym popkulturowym bagnie” ze sobą zrobić. Jedną z nazwijmy to ,,umiejętności” praktycznych (choć to zdanie, może przyjmować nieco bardziej subiektywne namaszczenie opiniotwórcze) przydatnych geekom czy ogólnie pasjonatom danej części popkultury jest konsekwentność w wyborze ,,tego a tego”, co się chce doświadczać i głównie czerpać z tego określone profity, którymi przeważnie jest… osobista satysfakcja, radość i ,,dokarmianie” swej głodomorkowej pasji, którą szanujący się geek, cóż, uwielbia w ten sposób szanować. I co najważniejsze, konsekwentność jest wrogiem chaosu, a w dzisiejszych czasach, w tym dziwacznym szaleństwie na punkcie ,,filomozo-serialozy”, do której to dostęp jest tak łatwy, tak powszechny, nietrudno jest o ,,zachorowanie” na tego rodzaju zaraźliwe szaleństwo. Choroba nieustającej konsumpcji, stety bądź nie, jest wszechobecna i tyczy się to praktycznie każdej dziedziny naszego życia. Stąd ta konsekwentność oraz równowaga, by wiedzieć ,,co, jak i dlaczego się chce” robić i doświadczać w naszych drogich nam ponad wszystko pasjach. Rozwaga w popkulturowej dozie moich pasji, zwłaszcza – o czym lekko napomknąłem w akapicie powyżej – zaprowadziła mnie do przyjrzenia się ponownie pewnym odcinkom pewnego anime, a nie zmusiła do niepotrzebnego sięgania ,,co dzień to po nowe i nowe tytuły czy to filmu, czy jakiegokolwiek serialu, a by mieć więcej i chcieć więcej”, co z kolei pchnęło mnie do sięgnięcia po kolejny tom źródła na podstawie, którego właśnie ta serialowa produkcja z kraju kwitnącej wiśni powstała, a której to, jak zresztą w przypadku serialu i filmu animowanego tak u mnie jest, uwielbiałem i wciąż uwielbiam poświęcać swój czas. Tym ,,pewnym” anime oraz owym ,,źródłem”, o którym powyżej mowa staje się ,,Hellsing” – w wersji serialowej to tytuły ,,Hellsing” oraz wersja ,,Ultimate” a w wydaniu mangi, nazwijmy to, jest to ,,klasyczne” Hellsing, od którego tak naprawdę wszystko co w tym Świecie powstało do dnia dzisiejszego się na dobre zaczęło i ciągle w pewien sposób ewoluuje. Samo ,,Hellsing” to jedno z najoryginalniejszych Uniwersów tematycznych wywodzących się wprost z popkulturowego oceanu możliwości Japończyków, przeznaczonych dla nastoletnich i dorosłych widzów ze względu na ,,konkretną i nie patyczkującą się z niczym, nie biorącą jeńców na swój krwisty i wampirzy pokład” narrację; to przykład opowieści łączącej fantastykę, klimaty historyczne, wiktoriańskie z elementami średniowiecza czy współczesności, jak i horror oraz w miarę dynamicznie prowadzoną akcję z nutką intrygi w tle, gdzie wszystko to potrafi funkcjonować w miarę spójnej strukturze: fabule oraz rzeczywistości kreowanej wraz z postaciami i ich wątkami w tle. ,,Hellsing”, bez względu na to czy mówimy tu o medium komiksowym czy małoekranowym, jest profesorem, ot olimpijczykiem w opowiadaniu swej dość złożonej historii obrazem, poprzez który, nie inaczej, dostajemy pełną emocji i wyrazistości podrasowaną wersję przygód i licznych wątków z intensywnymi intrygami ,,polit-religijnymi w tle”. I są to te przygody, te opowieści, w tym przypadku wiążące pewne Organizacje Kościelne oraz coś temu przeciwnego: umarlaków, demony, strzygi, istoty nocy i zła, przy czym jeden z wampirów ,,chodzących za dnia” istot, pracuje ,,na usługach tejże Instytucji, której szefuje Sir Integra Hellsing. Gdyby nie warstwa graficzna, w tytule tym byłoby zbyt dużo i zbyt naraz – fabuła bez odpowiedniego rysunku w mandze i dozowania w tego rodzaju komiksie czerni, konturów, kadrów, kreślenia odpowiednimi zabiegami technicznymi przez mangaków emocji... by nie istniała. To samo można powiedzieć o serialu – montaż, reżyseria animacji klatka po klatce, dobór koloru, samej ścieżki dźwiękowej i temu podobne akcenty produkcyjne – bez odpowiednio zadbanych tego rodzaju aspektów w anime, ,,Hellsing” jako dość dobry i przykuwający uwagę na dłużej ,,animiec” by nie istniał. Dlatego też, z mojej perspektywy pasja do animacji, to pasja do opowieści ruchem, do obrazu; tak samo mam z komiksami czy mangami, z których adaptuje się potem takie tytuły jak ,,Hellsing” właśnie – bo w medium komiksowym ruch jest również istotny; to opowieść zaklętym w czasie ruchem, jakby wybrane klatki odtworzono na wybranym kadrze, umieszczono w zgrany sposób, aby rysunki przedstawić jako ciągłą i spójną historię, która ,,aktywnym ruchem”, ożywa, stając się nim dopiero w naszej wyobraźni. Refleksje, jak te powyżej, w których tkwi podstawa szacunku do pasji, którą jest animacja i jej pierwowzory, a głównie te wybrane konsekwentnie treści, zaprowadziły mnie do sięgnięcia po tom 3 komiksu pióra zdolnego jak zawsze Kohty Hirano, mangi pt. ,,Hellsing”. I tym razem nasz autor nie zawodzi, ciągnąc linię fabuły tytułu w sposób zrównoważony, raz bardziej dynamicznie, raz pozwalając sobie na nieco więcej dramatycznej, miejscami głębszej historii i kreację większej dozy informacji o tym Uniwersum w wybranym przez siebie kierunku. I ten kierunek nabiera coraz szerszych i bardziej namacalnych ,,kształtów” – w tomie trzecim widać wyłaniającą się konsekwentność twórczą, która będzie prowadzić fana w podróż do coraz to bardziej skomplikowanych, pełnych intensywniejszych emocji historii, wydarzeń, relacji, plus nie zapomnijmy w tym względzie o zwrotach akcji (tych w omawianej części mangi zdarzyło się kilka, lecz są one tu jedynie sądzę preludium do tego, co Kohta Hirano przygotował zapewne w tomach 4, 5, 6 i dalszych), które mogą niejednemu czytelnikowi albo poprawić albo pogorszyć humor. Całość opowieści tomu, ot jego główna linia fabuły, jest tak samo intensywna, co lekka, intrygująca, także pełna rozluźniającego humoru. W ostateczności nie jest ona tu wyraźnie skomplikowana; zaczyna się dość luźno, ale i zachwycająco – bo ów luz ma tu sens, jest grą wstępną do tego, co ,,tu się będzie wyprawiać!” - od rysunków, które zaczynają kreować Alucarda oraz Waltera rozmawiających o losie Victorii Seras, czyli o tym jak przetransportować ją na pewien obszar, a w pewnym momencie kończąc takowy wątej na ,,finiszu” tego transportu. Wplata się w to chytry ,,śmiechołek” – humor, który ma ciekawy design graficzny. Po wstępie, o samej Seras nie będzie aż tak głośno. Hirano przygotował po prostu grunt do tego, aby wyprowadzić narrację na nieco szersze w dynamice wody. Zaczyna się festiwal walk i piekła, który będą chciały sprawić sobie walczący nawzajem. Zaczyna się jatka i prawdziwa egzekucja, gdzie Hirano zdążył jdnak wprowadzić nawet trochę dramaturgii, zmieniając miejscami jej ,,nasycenie” poprzez epickie wstawki satyrycznego rysunku, jako swojego komentarza, jak i jednocześnie jako reakcji (przeważnie jest to Seras) postaci na dane zdarzenie. I tego nie da się zapomnieć. Tom 3 warto pamiętać jeszcze z jednego powodu: to w nim poznajemy omamionego wizją podboju świata, apodyktycznego, totalitarnego ,,spadkobiercę” hitlerowskich planów i zamiarów, tzw. ,,Majora”. Jego historia wbija się tu podstępnie, ale jeszcze nie rozwija w pełni skrzydeł – na to przyjdzie czas, co każdy oglądający wersję zwykłą bądź ,,Ultimate” tego Uniwersum, wie do czego będzie zdolny traktujący świat jak zabawę i jedno wielkie pole bitwy tenże ,,Major” właśnie. Nie ustępuje mu jednak elegancik w garniturze i kapeluszu, Tubalcain, którego pochodzenie i pozycja w światku przestępczym nie została do końca wyjaśniona; antagonista, który mimo tego ,,jak skończył!” podczas sekwencji rozrysowanych epicko (ach ta czerń i fizyczne przemiany oraz ,,uwolnienia” Alucarda z zaklęć, ta czysta furia i zło, z którym nic nie ma szans!) pojedynków z Sir Alucardem, pozostaje jedną wielką tajemnicą, tym bardziej, że warte zapamiętania będą jego tzw. ,,moce”: za pomocą talii kart potrafił ciskać we wroga rozmaite zaklęcia bądź pociski energetyczne. Teoretycznie dobra nasza, że ktoś taki został przez autora stworzony – dodatkowe ,,mięso armatnie” do ukazania, ot taki prowodyr, tego jak potężny może być Alucard. Oj, Panie Alucardzie, no co z ciebie wyrośnie. Tak, sam Alucard zaciekawił swoim stosunkiem do ,,wykonywanego zawodu". Dał się poznać, i to jest intrygujące, jako ktoś neutralny wobec tego ,,czy komuś robi krzywdę czy nie, bez względu na warunkowania moralne i inne dylematy”. Ów sługa Organizacji Hellsing – co jest bardzo istotne dla zrozumienia głębszego wymiaru tego (anty)bohatera, a zostało to przedstawione w tym tomie właśnie – podkreślił, iż jest swego rodzaju ,,egzekutorem”, przedłużeniem ,,palca bożej sprawiedliwości” Integry, której poleceń słucha, i cokolwiek stanie się z jej polecenia, jakie będą tego skutki, nawet dla niczemu winnych i bezbronnych ludzkich dusz, będzie to jej brzemieniem, jej winą bądź radością. Tom warty zapamiętania, warty śledzenia kolejnych wydań z cyklu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 1 rok temu
Drug-On 1 Misaki Saitō
Drug-On 1
Misaki Saitō
TAJEMNICZA WYSPA Temat kryjącej w sobie wiele tajemnic wyspy nie jest żadnym novum. Posługiwał się nim już Juliusz Verne, największą sławę zdobył jednak chyba przy okazji serialu „Lost – Zagubieni”, a w komiksach doczekał się między innymi ciekawej interpretacji Marka Millara w „Jupiter’s Legacy”, a także bardziej klasycznych przygodach Tintina czy rodzimych Kajtka i Koka. Na japońską interpretację liczyłem więc bardzo, bo i temat dobry, i twórcy z tego kraju udowodnili już nieraz jak można wykorzystać podobne schematy. „Drug-on” może nie sprostał wszystkim pokładanym w nim oczekiwaniom, jednak to wciąż naprawdę dobra i ciekawa manga, łącząca w sobie miejskie legendy, gotycki horror i elementy znane z klasycznych baśni. Dragon’s Beak to wyspa, o której krąży wiele legend. Nikt nie może się na nią dostać, a jedyna droga prowadząca na nią, most, nie dość, że odgrodzona jest zamkniętą bramą, to jeszcze przejścia strzegą ciągłe warty policjantów. Młodzi ludzie z okolicy chcą się tam jednak dostać, bo podobno marzenie tego, kto dotrze do znajdującego się na wyspie źródła, zostanie spełnione niezależnie od tego, jak by ono nie brzmiało. Sława, miłość, pieniądze, władza… Trójce nastolatków udaje się tam to zrobić, jednak to, co spotykają na miejscu nie jest wcale tym, na co liczyli. „Czym do licha jest ta wyspa?”, tylko takie pytanie ciśnie im się na usta. Dziwne stworzenia, jeszcze dziwniejsi „ludzie” - Takerzy, którzy z nimi walczą… Z wyspy powraca tylko jeden z nastolatków. Dziesięć lat później wciąż jednak nie może zapomnieć o tym, co przeżył na Dragon’s Beak. Pracując jako reporter chętnie przyjrzałby się tajemniczemu miejscu z bliska, jednak nikt nie chce mu na to pozwolić. Spotkanie Takerów po latach niewiele może tu zmienić. A może jednak? Kim oni właściwie są i czym tak naprawdę jest wyspa? Chociaż to, co napisałem powyżej o treści tomiku brzmi w miarę spójnie, jego fabuła już aż tak spójna nie jest. Wątek przewodni i główni bohaterowie zmieniają się płynnie, tajemnica częściowo zostaje wyjaśniona dość szybko, zaraz potem pojawiają się kolejne pytania i postacie, jednak autorka nie do końca nad wszystkim panuje. Oczywiście czyta się to lekko i przyjemnie, ale nic poza tym. Najciekawszym elementem „Drug-on” (tytuł kojarzący się z narkotykami nie jest przypadkowy, jednak wątek ten jest tutaj niemal nieobecny) pozostaje początek i klimat legendy miejskiej. Kiedy akcja przenosi się na wyspę akcja zaczyna przypominać horror w realiach superhero, a przynajmniej fantasy. Takerzy władają mocą, właściwie konkretnymi żywiołami, walczą z pewnymi istotami (kim one są zdradzi Wam już sama manga) i to właściwie tyle. Czasem zdarzają się smaczki, bardzo miłe detale (baśniowe, wiktoriańskie), więcej jest jednak walk i dynamicznego tasowania bohaterami. Znakomicie wypadają natomiast rysunki. Niby lekkie, ale niestroniące od czerni, trochę jakby inspirowane „X” grupy Clamp, kadry z ciągniętym przez konie powozem przypomniały mi natomiast oglądane w dzieciństwie anime (niestety nie pamiętam już co to było). Jako całość „Drug-on” wypada przyjemnie, choć nie jest to do końca spełniona manga. Recenzja opublikowana na moim blogu http://ksiazkarnia.blog.pl/2017/04/07/drug-on-1-misaki-saito/
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 6 9 lat temu
Chobits t.5 Nanase Ohkawa
Chobits t.5
Nanase Ohkawa Mokona Apapa Tsubaki Nekoi Satsuki Igarashi
Historia o tym, że prawdziwe szczęście można znaleźć… na śmietniku. Chobits, jedna z najbardziej rozpoznawalnych mang grupy CLAMP, rozważająca zagadnienie, czy sztuczna inteligencja potrafi kochać, mimo upływu czasu wciąż jest warta, żeby po nią sięgnąć. Hideki Motosuwa przenosi się ze wsi do Tokio, aby chodzić do szkoły przygotowawczej na studia. W tak dużym mieście czuje się obco, zwłaszcza, że jest zbyt biedny by pozwolić sobie na to co mają wszyscy inni dookoła – nowoczesne komputery. W tej historii przybierają one humanoidalne kształty i noszą nazwę perseconów. Ich możliwości natomiast przypominają… nowoczesne smartfony. Ku jego zaskoczeniu znajduje jeden… na śmietniku! Komputer ma wygląd ślicznej, nastoletniej dziewczyny, Hideki więc nie do końca wierząc swojemu szczęściu zabiera ją do domu. Tam w końcu udaje mu się ją uruchomić. Tak poznajemy Chii. Poza parą głównych bohaterów czeka nas plejada także innych postaci, które również wiele wnoszą do historii m.in. koleżanka Hidekiego Yumi, jego nauczycielka Shimizu, genialny chłopiec Minoru, itd. Manga należy do gatunku ecchi i romansu jednak z obowiązkowym dla tytułów grupy CLAMP drugim dnem. Początkowo zaczyna się od lekkiej komedii obejmujących wspólne życia dobrodusznego prawiczka i jego słodkiego, dopiero uczącego się świata komputerka. Z czasem historia zaczyna się pogłębiać i zmuszać czytelnika do zastanawiania się nad cięższymi zagadnieniami, takimi jak uczucia sztucznej inteligencji, czy maszyny zastąpią kiedyś ludzi oraz o poszukiwaniu tej jednej jedynej dla każdego osoby. Jest to bardzo charakterystyczne dla autorek zaczynać serię lekko, komediowo by z tomu na tom coraz bardziej plątać fabułę i wprowadzać poważniejsze klimaty. Odpowiedzi nie zostaną podane na tacy, czytelnik na wiele z nich po zakończeniu lektury będzie musiał sam sobie odpowiedzieć. Obecnie Chobits może wydawać się na pierwszy rzut oka nieco przestarzałe, technika powiem poszła znacznie do przodu. Jednak uważam, że historia jest niezwykle uniwersalna, może nawet bardziej aktualna niż była kiedyś. Kiedy manga powstawała sztuczna inteligencja była tylko ideą, obecnie urzeczywistnia się coraz bardziej. Konstruuje się także humanodialne komputery, którym co prawda jeszcze bardzo daleko do perseconów, jednak kto wie jak to będzie w przyszłości? Chobits pod względem graficznym uważam za prawdziwą perełkę. Prześliczne postacie, stroje, nawet element ecchi został moim zdaniem wykonany z wyczuciem i starannością potrafiąc doskonale udowodnić, że epatowanie naokoło wielkimi piersi nie jest niezbędne, żeby bawić i żeby się podobało czytelnikom. Wydania mangi na rynku polskim podjęło się wydawnictwo JPF. Wydanie jest bardzo ładne, można spotkać je w dwóch wariantach z i bez obwoluty, jednak po tylu latach klej w niektórych tomach trzyma już nieco słabiej i muszę uważać, żeby nie otwierać grzbietów zbyt mocno. Tłumaczenie nie każdemu może przypaść do gustu (kwestia imion), mnie na szczęście nie przeszkadzało w odbiorze w żaden sposób – czytało się bardzo przyjemnie. Polecam każdemu kto chce przeczytać dobrą, wciągającą historię, która zmusza do zastanowienia się nad pewnymi zagadnieniami i jednocześnie chce nakarmić oczy piękną grafiką. Ocena: 9/10
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na 9 8 lat temu
Muzyka Marie 1 Usamaru Furuya
Muzyka Marie 1
Usamaru Furuya
Jedna z moich ulubionych mang. Jednocześnie jeden z tych komiksów, o których niewiele potrafię napisać - generalnie komiksy nie mają w sobie na tyle dużo treści by opłacało się o nich wiele gadać. A niektóre treść owszem, mają, mają jej nawet sporo, ale w ich przypadku też nie chce się zbyt wiele pisać, aby nie zdradzić tego, co jest tam ukryte i co stanowi o wartości tych dzieł. Muzyka Marie to oczywiście przykład drugiego typu. Muzyka Marie to opowieść specyficzna. Świat przedstawiony zdaje się bazować w dużej mierze na naszym, prawdziwym świecie, ale ewidentnie nie jest zakotwiczony w znanej nam czasoprzestrzeni. Może jest to przyszłość? To - być może - zostanie wyjaśnione w trakcie lektury (ale lepiej tego nie wiedzieć przed). Rzeczywistość ta zabarwiona jest wyraźnymi akcentami steampunkowymi - czy po prostu gearpunkowymi (o ile jest takie słowo), bowiem nie para, ale właśnie zębate (i inne) mechanizmy zdają się być rdzeniem funkcjonalnej mechaniki w tym świecie. Fabuła? Pozornie romans: ona kocha jego, a on kocha inną - w dodatku ta inna nie do końca zdaje się być człowiekiem, raczej "czymś". Trójkąt z gatunku niemożliwych, ale przecież i świat przedstawiony nie jest szczególnie prawdopodobny. Trójkąt ten, co więcej, należy wzbogacić o wątki metafizyczne i filozoficzne, bowiem cała opowieść grawituje ku cięższemu jądru niż to właściwe romansowi. Tak naprawdę romans jest zmyłką. Takim trochę skierowaniem oczu w konkretną stronę w momencie kiedy sztukmistrz czyni swoje cuda. Kreska - z jednej strony dość klasyczna dla mangi, z drugiej ciut jakby bardziej europejska. Całość w czerni i bieli, tu akurat tradycyjnie. Autor meandruje od szkicu pozbawionego szczegółów, bardzo ogólnego (nawet w twarzach) do takiego, który buzuje od ilości detali. Tusz mocny, wyrazisty. W sumie to pod względem graficznym najsłabszym elementem układanki jest okładka - mnie się nie podoba, może przez te dorzucone gratis koła zębate, które się nie zazębiają jako i cała okładka. Poza tym git. Co istotne: opowieść ma dwa tomy, sens mają wspólnie. Przeczytanie tylko jednego pozostawia czytelnika ze zbyt wieloma pytaniami by takie cierpienie miało sens.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na 8 2 lata temu

Cytaty z książki Paradise Kiss. Tom 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Paradise Kiss. Tom 2