Pandora Hearts: tom 4

Okładka książki Pandora Hearts: tom 4
Jun Mochizuki Wydawnictwo: Waneko Cykl: Pandora Hearts (tom 4) komiksy
178 str. 2 godz. 58 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Pandora Hearts (tom 4)
Tytuł oryginału:
Pandora Hearts 4
Data wydania:
2013-04-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-04-01
Liczba stron:
178
Czas czytania
2 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362866908
Tłumacz:
Karolina Balcer
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pandora Hearts: tom 4 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pandora Hearts: tom 4

Średnia ocen
7,9 / 10
287 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
54
50

Na półkach: , ,

⏳ „Pandora Hearts” Jun Mochizuki
📖 Recenzja tomów 4-6

Powrót do tej serii to dla mnie prawdziwa sentymentalna podróż i choć czas płynie, czar tej opowieści ani trochę nie zblakł. Wręcz przeciwnie – dziś dostrzegam w niej o wiele więcej niż kiedyś!

Tomy 4-6 rozwijają historię z rozmachem: pojawiają się nowe łańcuchy, kolejne elementy układanki i coraz głębsze nawiązania z "Alicją w Krainie Czarów".

Jako fanka tej klasycznej baśni jestem zachwycona liczbą tych nawiązań! Kot z Cheshire, Szalony Kapelusznik, Jednorożec, Suseł, a nawet Lew – wszystkie te motywy pojawiają się w formie łańcuchów, budując atmosferę magicznej, ale też niepokojąco mrocznej Otchłani. Widać, że Jun Mochizuki zainspirowała się twórczością Lewisa Carrolla, którą następnie przetworzyła na własnych, pełnych zgrozy i emocji, zasadach.

To właśnie emocje są dla mnie sercem tych tomów. Niezręczne, piękne spotkania po latach pokazują, jak wiele zmienił czas. Ada, choć starsza fizycznie, wciąż traktuje Oza jak starszego brata, co jest tak urocze, że aż ściska serce.

Alice z kolei mierzy się z utratą wspomnień, które (być może) sama postanowiła wymazać, bo zapomnienie było jedyną ucieczką przed traumą. To bolesne, ale też intrygujące. Czy można naprawdę żyć, nie znając swojej przeszłości?

W 6. tomie poznajemy Elliota i Leo – duet wyrazisty i szybko zapadający w pamięć. Szczególnie Elliot poruszył mnie swoją przemową o tym, że gotowość do poświęcenia siebie dla innych bywa tylko pozorem altruizmu. To właśnie jego słowa stają się dla Oza brutalnym, ale potrzebnym przebudzeniem. Przypominają, że warto walczyć o siebie, a nie tylko o innych.

Na ten moment „Pandora Hearts" objawia się jako opowieść nie tylko o łańcuchach i mrocznych sekretach, ale też o dorastaniu, winie, pamięci i tym, że nie można zostawić swoich bliskich samych tylko dlatego, że uznaliśmy własne życie za mniej ważne.

Polecam ten tytuł z całego serducha.

⏳ „Pandora Hearts” Jun Mochizuki
📖 Recenzja tomów 4-6

Powrót do tej serii to dla mnie prawdziwa sentymentalna podróż i choć czas płynie, czar tej opowieści ani trochę nie zblakł. Wręcz przeciwnie – dziś dostrzegam w niej o wiele więcej niż kiedyś!

Tomy 4-6 rozwijają historię z rozmachem: pojawiają się nowe łańcuchy, kolejne elementy układanki i coraz głębsze nawiązania z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

567 użytkowników ma tytuł Pandora Hearts: tom 4 na półkach głównych
  • 506
  • 61
443 użytkowników ma tytuł Pandora Hearts: tom 4 na półkach dodatkowych
  • 212
  • 99
  • 52
  • 47
  • 14
  • 7
  • 6
  • 6

Inne książki autora

Jun Mochizuki
Jun Mochizuki
Wielka autorka japońskiego zespołu firmy Square Enix (Fullmetal Alchemist, Übel Blatt, Soul Eater ...), Jun Mochizuki to bardzo utalentowana młoda mangaka, która rozpoczła swoją karierę zawodową gdy była studentką.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pandora Hearts: tom 2 Jun Mochizuki
Pandora Hearts: tom 2
Jun Mochizuki
⏳ „Pandora Hearts” Jun Mochizuki 📖 Recenzja tomów 1-3 Historia Oza Vessaliusa zaczyna się w dniu jego piętnastych urodzin, podczas których jego życie zmienia się nieodwracalnie. Zamiast uroczystej ceremonii dorosłości, czeka na niego wyrok i zesłanie do Otchłani – dziwacznego, mrocznego wymiaru pełnego potworów zwanych „łańcuchami”. Tam poznaje Alicję, z którą zawiera kontrakt, i razem wracają do świata ludzi. Tyle że podczas pobytu Oza w Otchłani w prawdziwym świecie minęło aż dziesięć lat! Powrót Oza to właściwy początek historii i zapowiedź większej sprawy i nic, kompletnie nic, nie wraca do normalności. Przez następne dwa tomy chłopak poznaje kolejne postacie, tajemniczą organizację zwaną Pandora i prawdę o losie kontrahentów zawierających umowy z łańcuchami. Los ten, jak możecie się domyślać, nie jest przyjemny... Fabuła nie zwalnia ani na chwilę: wciąga, zmusza do myślenia i pozostawia z mnóstwem pytań, co jednych może frustrować, innych wręcz zachęcać (sama należę raczej do drugiej grupy). Świat przedstawiony mogłabym przyrównać do mieszanki gotyckiej elegancji i sennego koszmaru – coś pomiędzy „Alicją w Krainie Czarów” a „Kuroshitsuji”. Mamy tu ogromne posiadłości, bale, napięcia między rodami, a z drugiej strony – Otchłań, w której logika przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszystko to ukazane jest nie przez suche opisy, ale poprzez działanie i emocje bohaterów, co – według mnie – sprawia, że lektura jest tak angażująca. Czytając te tomy po latach, wciąż czuję ogromny sentyment, ale też zachwyt, bo historia nie zestarzała się jakoś bardzo. Wręcz przeciwnie: z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej, zostawiając niedosyt i chęć sięgnięcia po kolejną część. Jeśli lubicie zagadki, mroczne światy i bohaterów z sekretami, to polecam z całego serca.
Agusiowaredakcja - awatar Agusiowaredakcja
oceniła na 8 7 miesięcy temu
Pandora Hearts: tom 3 Jun Mochizuki
Pandora Hearts: tom 3
Jun Mochizuki
⏳ „Pandora Hearts” Jun Mochizuki 📖 Recenzja tomów 1-3 Historia Oza Vessaliusa zaczyna się w dniu jego piętnastych urodzin, podczas których jego życie zmienia się nieodwracalnie. Zamiast uroczystej ceremonii dorosłości, czeka na niego wyrok i zesłanie do Otchłani – dziwacznego, mrocznego wymiaru pełnego potworów zwanych „łańcuchami”. Tam poznaje Alicję, z którą zawiera kontrakt, i razem wracają do świata ludzi. Tyle że podczas pobytu Oza w Otchłani w prawdziwym świecie minęło aż dziesięć lat! Powrót Oza to właściwy początek historii i zapowiedź większej sprawy i nic, kompletnie nic, nie wraca do normalności. Przez następne dwa tomy chłopak poznaje kolejne postacie, tajemniczą organizację zwaną Pandora i prawdę o losie kontrahentów zawierających umowy z łańcuchami. Los ten, jak możecie się domyślać, nie jest przyjemny... Fabuła nie zwalnia ani na chwilę: wciąga, zmusza do myślenia i pozostawia z mnóstwem pytań, co jednych może frustrować, innych wręcz zachęcać (sama należę raczej do drugiej grupy). Świat przedstawiony mogłabym przyrównać do mieszanki gotyckiej elegancji i sennego koszmaru – coś pomiędzy „Alicją w Krainie Czarów” a „Kuroshitsuji”. Mamy tu ogromne posiadłości, bale, napięcia między rodami, a z drugiej strony – Otchłań, w której logika przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszystko to ukazane jest nie przez suche opisy, ale poprzez działanie i emocje bohaterów, co – według mnie – sprawia, że lektura jest tak angażująca. Czytając te tomy po latach, wciąż czuję ogromny sentyment, ale też zachwyt, bo historia nie zestarzała się jakoś bardzo. Wręcz przeciwnie: z każdą kolejną stroną wciąga coraz bardziej, zostawiając niedosyt i chęć sięgnięcia po kolejną część. Jeśli lubicie zagadki, mroczne światy i bohaterów z sekretami, to polecam z całego serca.
Agusiowaredakcja - awatar Agusiowaredakcja
oceniła na 9 8 miesięcy temu
Doubt t.1 Yoshiki Tonogai
Doubt t.1
Yoshiki Tonogai
[RECENZJA SERII] ❗Tw: morderstwa Sześć osób, z których jedna jest ,,wilkiem" i będzie mordować dopóki nikt nie odkryje, że to ona. Brzmi ciekawie? Niestety tylko brzmi. Pierwsze trzy tomy bardzo mi się podobały, mimo że jakieś wybitne nie były. Po prostu lubię motyw walki o życie i walki z czasem. Nie zastanawiałam się nad tym, kto zabija, rzuciłam tylko, że to może być [nie powiem]. Samo obserwowanie poczynań bohaterów dało mi rozrywkę, jakiej oczekiwałam. Ostatni tom był ogromnym zawodem. Okazało się, że wytypowanie ,,wilka" wcale nie było takie trudne, bo udało mi się to za pierwszym razem. W pierwszym tomie. Tak, przewidziałam połowę rozwiązania już na początku. Ale to nie wszystko, bo przecież ,,wilk" musiał mieć motyw. I motyw był tak absurdalny, tak oderwany od rzeczywistości, i tak zepsuł mi odbiór całej serii, że żałuję, że nie mogę jakoś anulować przeczytania tego. (Dla zainteresowanych na końcu dam spojler) Dużym problemem tej serii jest chaos. Często nie wiedziałam, co się dzieje, dlaczego się rozdzielili albo jak doszli do jakiegoś wniosku. To tak, jakby ktoś w losowych momentach robił krótkie cięcie. Widziałam, że autor/ka(?) ma jeszcze dwie inne serie, których fabuła również polega na grze i które na okładkach też mają postaci z maskami zwierząt, więc na pewno dla porównania przeczytam chociaż jedną. ❗SPOJLER do zakończenia❗ ,,Wilk" zahipnotyzował jednego z graczy, żeby na jakiś określony sygnał kogoś zabijał. Specjalistą od hipnozy nie jestem, ale to raczej nie działa tak, że nagle jest się zdolnym do morderstwa i później się tego nie pamięta. 𝑶𝒄𝒆𝒏𝒂: Tomy 1-4: 4/5⭐ Tom 5: 2/5⭐
__booksayah__ - awatar __booksayah__
ocenił na 8 1 rok temu
The Innocent Avi Arad
The Innocent
Avi Arad Junichi Fujisaku Ko Yasung
Historii na temat duszy ludzkiej w szeroko pojętej popkulturze jest całe mnóstwo, od książek, filmów na mangach kończąc. Nie jeden tytuł skupiał się na bohaterach, którzy zginęli tragiczną śmiercią, a ich bezcielesny byt pozostawał na ziemi, nie mogąc zaznać odkupienia, do momentu aż osoby odpowiedzialne za ich cierpienia nie dosięgnie ręka sprawiedliwości. Właśnie tego rodzaju fabularna treść znajduje się w mandze The Innocent pozycji, która ma już swoje lata na karku, ale nadal jest warta przeczytania. Głównym bohaterem tytułu jest prywatny detektyw Ash, który zajął się sprawą, którą nikt nie powinien się interesować. Szybko został on oskarżony, o której zbrodnię nie popełnił, a błyskawiczny proces kończy się wyrokiem skazującym go na śmierć. Jego dusza skalana wieloma grzechami nie mogła odrodzić się ponownie, dostał on jednak szansę od Rady Aniołów na odkupienie swoich win. Miał on powrócić na ziemię i stać się opiekunem ludzi podobnych do siebie. Zadanie które otrzymał, jednak niespecjalnie go interesuje, jedynym jego celem jest zemsta na osobach, które doprowadziły do jego śmierci. Nie ma co ukrywać, że pod względem fabularnym mamy tutaj do czynienia z dziełem dobrym, ale dość mało odtwórczym (tytuł powiela wiele sprawdzonych schematów). Próba pokazania głębszej treści w postaci poruszenia tematyki grzechu i odkupienia duszy jest tutaj dość mocno przytłoczona przez główny sensacyjny wątek. Zdecydowanie nie jest to wada tytułu, wręcz przeciwnie skonstruowanie stosunkowo prostej i zamkniętej jednotomowej historii, w której istotną rolę odgrywa akcja, a wszystkie wątki są należycie wyjaśnione sprawia, że całość czyta się naprawdę przyjemnie. Jeśli szuka ktoś postaci złożonych, których enigmatyczność nadaje całemu tytułowi należytego klimatu, będzie mocno zawiedziony. Twórcy w swoich założeniach postawili na pewną prostotę i akcyjny charakter tytułu. Od samego początku mamy wyraźny podział na dobrą i złą stronę. Postacie zaliczająca się do tych „mrocznych” to pod wieloma względami schematyczne „czarne charaktery”, które mają nadać tytułowi odrobiny tajemniczości i klimatu thrillera (z różnym skutkiem). Sam Ash również nie należy do bohaterów, o których można byłoby napisać, że są innowacyjni. Mamy tutaj do czynienia z połączeniem Constantina i Punishera, czyli postacią, która nie zważa na nic na swojej drodze i jest gotowa do poświęcenia wszystkiego, aby tylko dokonać zemsty. Trudno nie odnieść wrażenia, że postacie ociekają tutaj dość „amerykańskim” klimatem. Z drugiej strony nie ma się jednak temu, co dziwić skoro w pomysł stworzenia tytułu był zaangażowany Aviego Arad - założyciela amerykańskiego Marvel Studios. Cała recenzja na: https://www.popkulturowykociolek.pl/2020/02/the-innocent-recenzja-mangi.html
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 6 6 lat temu
Soul Eater tom 1 Ohkubo Atsushi
Soul Eater tom 1
Ohkubo Atsushi
Swoją opinię wyrażę o wszystkich tomach jako o całości, dlatego znajdzie się ona zarówno pod tym, jak i ostatnim. Z całą pewnością mamy do czynienia z ciekawą serią, ale i nie jest to tytuł, który można z całą pewnością polecić każdemu. Przede wszystkim już kilkanaście lat temu, gdy zapoznałem się z tym tytułem w formie anime, strasznie fajny wydał mi się pomysł, w którym ludzie zwali Władającymi walczyli z różnymi maszkarami z pomocą Broni, czyli ludzi którzy w dosłownym tego słowa znaczeniu stawali się bronią. Do tego dochodzi ciekawie zrealizowana “mechanika” dusz, gdzie to Władający i Broń muszą dostroić swoje dusze do siebie by nie tylko móc lepiej działać i współpracować, ale i żeby w ogóle byli wstanie walczyć razem. Same dusze, ich rezonowanie i fale zresztą stanowią dla Władających swego rodzaju system magiczny, dzięki któremu poza lepszym władaniem Bronią, niektórzy są w stanie walczyć samodzielnie, bez zmiennokształtnego partnera. Z drugiej strony poznajemy też Bronie, które sukcesywnie mogą walczyć samodzielnie. Do tego dochodzą jeszcze wiedźmy i inne istoty, których moce i zdolności podlegają pod inne, raczej dość luźne zasady. Świat przedstawiony wypada w mojej opinii bez szału, ale nie jest zły. Dość fajnie wypada ogólny, początkowy zamysł, w której to Władający wraz z Broniami polują na złych (chyba) ludzi, by broń mogła posilić się ich duszą; po dziewięćdziesięciu dziewięciu skonsumowanych duszach muszą upolować i zjeść duszę wiedźmy, ażeby zmienić Broń w Kosę Śmierci, z której jest wstanie korzystać sam Śmierć, czyli dyrektor Zawodówki Śmierci, która z kolei jest organizacją gromadzącą i szkolącą Władających i Bronie. Jeśli w procesie jedzenia dusz coś się zepsuje, mianowicie zje się duszę wiedźmy za wcześnie lub setna dusza będzie inną duszą, cały proces z jakiegoś powodu trzeba zacząć od początku. To co mi nie pasuje to umiejscowienie świata w naszym świecie. Mamy bowiem słońce i księżyc przedstawione jako jakieś roześmiane gęby. Mamy samą zawodówkę śmierci, która wygląda jak coś, co mogło powstać jedynie w anime lub jakieś grze. Mamy jakieś miejsca, w których zakrzywia się czasoprzestrzeń, ale z jakiegoś powodu nasi bohaterowie udają się na misję a to do Rosji, a to do innego Londynu, które z Rosją i Londynem oczywiście wspólną mają tylko i wyłącznie nazwę, równie dobrze to mogłyby być jakieś generyczne nazwy lub 90% akcji mogłaby dziać się w Japonii i wyszłoby na to samo. To trochę tak, jakby w takim Naruto Wioska Liścia była w Kanadzie a Wioska Piasku na Saharze bo tak. Niemniej to pewnie tylko mi zgrzyta. Innym elementem, który już może niektórym autentycznie przeszkadzać, ją postacie. Nasi bohaterowie i nie tylko są, że tak to ujmę, bardzo battle shounenowi. Mamy tu do czynienia z postaciami mocno przerysowanymi, przekoloryzowanymi, strasznie ekspresyjnymi w swoich emocjach, których główne cechy charakteru wręcz wylewają się ilekroć się pojawiają. Główne postacie poznajemy w sumie już na samym początku w pierwszym tomie w niejako pojedynczych historyjkach, mających na celu ich przedstawienie. Pierwszy duet, Władająca Maka i zmieniający się w magiczną Kosę Soul są tutaj zdecydowanie najnormalniejsi. Od przejmująca się ocenami i pełna wątpliwości prymuska wraz z nieco zmęczonym lekkoduchem zgrywającym zdecydowanie bardziej wyluzowanego niż jest w rzeczywistości. Wbrew pozorom postacie bardzo interesujące i mimo, że z głównych bohaterów są “najgłówniejsi”, pełnią raczej funkcję wspierająco-koordynującą. Potencjalne schody zaczynają się przy Black Starze, będącym ucieleśnieniem typowego protagonisty shounenów. Jest głośny, tępawy, skory na napierdzielania się, łaknący bycia coraz silniejszym i zdeterminowany w dążeniu do swego celu. Jego przeciwwagą jest Tsubaki, Broń spokojna, opanowana, pełniąca funkcję głosu rozsądku i o tyle wyjątkowa, że mogąca przybrać różne formy. Black Stara można albo kochać, albo nienawidzić. Fajne w nim jest to, że choć przez cały czas pozostaje tym głośnym, tępym dzbanem, widzimy jak zmienia się jego mind set. Gdybym miał wybierać, to uznawszy Black Stara i Tsubaki jako jedna postać, byłby on moim ulubionym bohaterem, na co początkowo nic nie wskazywało. Gdyby to była gra, Black Star byłby takim tankownym DPS’em. No i na koniec trio będące być może równie problematyczne dla osób nielubiących japońskich dziwności. Kid wraz z magicznymi pistoletami Liz i Patty. Ten pierwszy zaczyna w dość ciekawym miejscu, poznajemy go bowiem jako syna samego Śmierci, co już na starcie daje mu wyższy power level, niestety szybko objawia się jego mania na punkcie symetrii wyolbrzymiona do tego stopnia, że jest wstanie w trakcie misji wrócić do domu bo mu się wydaje, że obraz wisi krzywo. Nie, to nie spoiler, bo to ma miejsce już w pierwszym tomiku. Tak to jest naprawdę zacną postacią, ale przez tą jedną cechę spada w moim rankingu, bo to nie jest tylko jednorazowy gag. Bliźniaczki pistolety w kolei w ogóle nie są do siebie podobne ani z wyglądu, ani z charakteru, co doprowadza naszego Kida do szewskiej pasji. Częściowo stanowią też one przykład broni mogącej walczyć samodzielnie, bowiem jedna bliźniaczka może strzelać z drugiej w jej zmienionej formie. Kid w drużynie powinien odpowiadać za walkę dystansową, częściej jednak trzyma się na średniej odległości, czasami w ogóle wdając się w walkę w zwarciu. Inne postacie wypadają równie dobrze. Też są oczywiście przekoloryzowane, przerysowane i przesycone japońszczyzną. Wielu z nich rozwija się w ciekawy sposób i ma swoje przysłowiowe “pięć minut” i, co bardzo cieszy, nie dochodzi, przynajmniej do finału, do momentu, w którym protagoniści stają się tak potężni, że wszyscy inni to w zasadzie mogliby sobie pójść do domu, bo ich obecność nie robi żadnej różnicy. Postacie poboczne, w odróżnieniu od głównej obsady, mają tendencję do tego, by się niejako wycofywać na dalszy plan po pokazaniu tego co mieli nam pokazać, ale nawet w takich momentach się przewijają i coś robią. Antagoniści też wypadają super, choć nie spoilerując niektórzy finalnie okazali się lekkim zawodem. Innym mogącym wzbudzać mieszane odczucia elementem jest nierówny ton “Soul Eatera”. Tytuł ten przeplata ze sobą mrok i powagę, wartką akcję i epickie pojedynki oraz elementy komediowe. Na papierze brzmi to super, często jednak autorowi brak wyczucia. W sensie tutaj nie ma takich granic w stylu, że jak się śmiejemy to się śmiejemy a jak jest poważnie to jest poważnie. Tutaj na przykład w sytuacji, gdzie jedna z postaci walczy i może potencjalnie umrzeć, taki Kid może się ulotnić, bo mu się przypomni, że srajtaśma nierówno wisi, albo gdzieś się biją, gdzieś walczą, a tuż obok dwie panie prawie wywalają cycki na wierzch. Mnie to wybijało z rytmu. Tego typu rzeczy zdają się być charakterystyczne dla battle shounenów, ale w tym przypadku wydały mi się momentami wręcz inwazyjne. Walki, trzeba powiedzieć, robią robotę. Są ciekawie prowadzone a za sprawą różnorodnych zdolności Broni, Wiedźm i innych istot też niepowtarzalne. To bardzo dobrze, bowiem stanowią sporą część tej mangi. Może jedynie w ostatnich dwóch piątych, kiedy to zaczęły dochodzić do tego jakieś lasery i inne wybuchy zaczęły momentami być dla mnie mniej czytelne. Rzeczy takie jak moc przyjaźni czy plot armor niby występują, ale to pierwsze wydało mi się dobrze użyte, a drugie nie było jakoś mocno uciążliwe; choć od pewnego momentu jakby trudniej było o śmierć postaci innej niż jakiś random z trzeciego planu. Zakończenie niestety nie wyjaśniło wszystkich pytań, ale samo w sobie było satysfakcjonujące i postawiło kropkę nad i w słowie “koniec”. Jednocześnie jego struktura jest częściowo nie tyle otwarta, co niedomknięta, więc gdyby autor chciał, mógłby spokojnie napisać jakieś “Soul Eater Shippuden” i od nowa rozkręcić ten wesoły cyrk. Wprawdzie jest jakieś “Soul Eater Not”, ale z tego co się orientuję to jest całkiem oderwana, bardziej kameralna historia. I to chyba tyle, co mam do powiedzenia o tej mandze. Fajna, przyjemna, miejscami śmieszna, miejscami mroczna historia pełna akcji i barwnych bohaterów. Czy polecam? Zależy. Jeśli ktoś nie lubi takich typowych dla mangi/anime zabiegów, tutaj może czuć się przytłoczony. Dobrze jest sobie kupić pierwszy, maksymalnie też drugi tom i na ich podstawie podjąć decyzję o dalszej lekturze, bowiem początek bardzo dobrze obrazuje, z czym będziemy mieli do czynienia. Podobało mi się to bardziej niż Ao no Exorcist, ale ocena 7/10 to za dużo jak na ten tytuł, to takie bardzo solidne, ale 6/10.
Foka_Na_Haju - awatar Foka_Na_Haju
ocenił na 6 1 rok temu
Soul Eater tom 2 Ohkubo Atsushi
Soul Eater tom 2
Ohkubo Atsushi
Nadszedł czas na kontynuację swojej przygody z nowymi tytułami, które trafiły w moje ręce. Dzisiaj weźmiemy pod lupę drugi tomik „Soul Eater”, do którego niestety miałam mieszane uczucia. Drobne minusy pierwszej części, nie wpłynęły pozytywnie na mój zapał do czytania, ale to było tylko słabe wprowadzenie, które mimo małej goryczki trzeba przełknąć i iść dalej. Nie jestem zwolennikiem oceniania z góry danego tytułu, dlatego mimo wszelkich obiekcji, zawsze kontynuuję swoją przygodę i rzadko się zdarza, że rezygnuję z jakiejś lektury, dlatego tym razem również nie zamierzałam się poddać. Czy tym razem Soul Eater jest inaczej przeze mnie postrzegany? Zajęcia dodatkowe wciąż trwają… Maka i Black Star muszą zmierzyć się z najpotężniejszym władającym w historii szkoły! Zadanie trudne, wręcz śmiertelnie niebezpieczne, lecz dyrektor jest nieugięty i ze spokojem obserwuje poczynania swoich uczniów… Death the Kid obserwując ze swoim ojcem Make i Black Stara, postanawia wkroczyć do akcji i im pomóc, a raczej samemu pozbyć się problemu… każe również dopisać ojcu swoje imię do listy uczniów Zawodówki Śmierci! Czy tym razem jego fobia pozwoli mu spokojnie dotrzeć na miejsce? Ten tomik sprawia wrażenia bardziej poukładanego. Nawet wydaje mi się, że jest bardziej wywarzony, dostarcza nam kolejnych informacji na temat świata zawartego w mandze. Takie małe, drobne szczegóły na temat władających i ich broni, ale mają one ogromne znaczenie dla dalszej fabuły i mam nadzieję, że gdzieś po drodze nie zostanę zapomniane… no cóż, dość często tak bywa, że pewne zasady bywają naginane, a to już nie jest fajne, ale tym będziemy martwić się później. Na ten moment, jestem zdecydowanie zadowolona z lektury, choć nie mogę stwierdzić, że to etap, w którym zacznę pochłaniać kolejne tomiki jak szalona. Nie, to jeszcze nie jest to. Jestem zwyczajnie zaintrygowana i będę spokojnie obserwować, co z tego wyniknie. Death the Kid, syn Śmierci, który dzięki swojemu statusowi nie musi nawet uczęszczać do szkoły, ale to nie jedyny przywilej, który posiada dzięki ojcu. Nawet bez nauki, jest o wiele lepszym władającym i inni uczniowie się przy nim chowają. Jego umiejętności robią wrażenie na innych osobach, które są zwyczajnie nieświadome jego pozycji lub z góry go oceniają na zwykłego dzieciaka, różniącego się tylko tym, że ma potężnego ojca… jednak krew płynąca w jego żyłach zobowiązuje, w końcu jest synem Śmierci i tego właśnie się od niego oczekuje, że jest lepszy od innych. Tylko ta symetria jest jego słabym punktem i kiedyś może go zgubić… No dobra, tym razem Kid zrobił na mnie wrażenie. Ten chłopak ma moc, wie jak ją wykorzystać i robi to bez mrugnięcia oka. Zdecydowanie go polubiłam i wiem, że może być ciekawą postacią w dalszych częściach. Zastanawiam się tylko, czy w kwestii jego fobie, coś się kiedyś zmieni, bo delikatnie psuje jego „wszech władczy” obraz. Maka i Soul również pokazali, że są bardzo zgranym duetem i mają wiele asów w rękawie, choć Soul to i tak taki mały błazen, a mimo wszystko ma więcej ogłady niż Black Star… ten to jest niemożliwy. Jego ego, kiedyś go zgniecie. Wkurzający typek, robiący za tło (przynajmniej na ten moment, może to się jeszcze zmieni). Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie on irytuje… Największym atutem tej mangi jest szata graficzna i oprawa. Wciąż nie mogę się na nią napatrzeć. I szczerze mówiąc, jest to jedna z tych lepszych kresek, jaką do tej pory widziałam i jakie można znaleźć w mangach. Urzekł mnie ten styl i choćby dla niego będę kontynuować swoją przygodę z tym tytułem. Choć moja wrodzona ciekawość, nie pozwala mi, abym odpuściła, bo pojawiły się pierwsze komplikacje, które zwiastują kłopoty, a sami rozumiecie, że w takim momencie byłby czymś niedorzecznym przerwać tę zabawę. Specyficznego humor zawarty w mandze, który nie każdemu odpowiada, jest czymś, co zdecydowanie mnie tylko nakręca. Czasem tylko muszę przymknąć oko na elementy ecchi, które nie należą do moich ulubionych. Choć tym razem, zdecydowanie było ich mniej niż w pierwszym tomiku. No cóż, Japończycy mają inne poczucie humoru i czasem trzeba się do nich dostosować. Moja ocena: 6/10
Paulina - awatar Paulina
oceniła na 6 8 lat temu

Cytaty z książki Pandora Hearts: tom 4

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pandora Hearts: tom 4