Pandora Hearts: tom 15

Okładka książki Pandora Hearts: tom 15
Jun Mochizuki Wydawnictwo: Waneko Cykl: Pandora Hearts (tom 15) komiksy
178 str. 2 godz. 58 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Pandora Hearts (tom 15)
Tytuł oryginału:
パンドラハーツ
Data wydania:
2015-02-03
Data 1. wyd. pol.:
2015-02-03
Liczba stron:
178
Czas czytania
2 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364508455
Tłumacz:
Karolina Balcer
Średnia ocen

                8,6 8,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pandora Hearts: tom 15 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pandora Hearts: tom 15

Średnia ocen
8,6 / 10
116 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
54
50

Na półkach: , ,

Recenzja tomów 13-15

W tym momencie seria wkroczyła na nowy, wyższy poziom. Historia tragedii w Sablier nadal rzuca ogromny dzień na teraźniejszość i w tych tomach czuć najmocniej, jaki efekt ma na społeczeństwo. Jak dla jednych to powód do rozważań, zadumy, a dla innych wymówka dla prowadzenia szaleńczej sekty. Jak dotąd, to najmocniejsze i najbardziej bezlitosne fragmenty tej mangi.

I bez wahania mogę powiedzieć, że też najlepsze.

Fabuła przyspiesza, ale nie traci przy tym na jakości. Wracamy do motywu Sablier, lecz nie jako odległej legendy, a żywej, pulsującej rany, którą ktoś próbuje otworzyć na nowo. Plan Yury, aby odtworzyć dawną tragedię, nie jest jedynie szokujący: jest przemyślany, konsekwentny i boleśnie skuteczny. To nie jest historia, w której „moc przyjaźni” naprawia wszystko. Tutaj konsekwencje mają ciężar i... cenę.

Jednym z najmocniejszych elementów tych tomów jest rozwój bohaterów. Break – coraz bardziej wyniszczony przez moc Szalonego Kapelusznika – przestaje być jedynie ekscentrycznym błaznem. Widzimy, jak utrata wzroku wpływa na każdy jego ruch, każdą decyzję i walkę. To fizyczne cierpienie, które nadaje jego postaci tragicznej głębi.

Gilbert z kolei zaczyna wychodzić z cienia i przestaje być wyłącznie wiernym sługą. Staje się za to kimś, kto podejmuje własne wybory. Kto zaczyna żyć dla siebie.

Najbardziej poruszył mnie jednak Oz. Chłopiec, który na początku wydawał się niemal naiwnie dobry, nagle staje przed decyzją, która zmienia wszystko. I to nie tylko fabularnie, ale przede wszystkim moralnie. Jego wybór jest brutalny, niejednoznaczny, a co najważniejsze… świadomy.

W tym momencie zaczęłam zadawać sobie pytanie, które padło z ust postaci już na samym początku: kim tak naprawdę jest Oz Vessalius? Ile z niego należy jeszcze do niego samego, a ile do Jacka Vessaliusa albo B-rabbita?

Wątek Łowcy Głów – prowadzony z bezkompromisową brutalnością – tylko potęguje napięcie. Choć seria oznaczona jest jako 15+, te rozdziały uderzają... mocno. Życie bohaterów dosłownie wisi na włosku i nie wszyscy wychodzą z tego cało. Jedna z najboleśniejszych scen tej części rozdarła mi serce. Nie tylko przez samą śmierć, ale przez jej znaczenie, niesprawiedliwość i świadomość, że była konieczna.

Jun Mochizuki nie daje czytelnikowi komfortu ani prostych odpowiedzi. Zamiast tego odsłania kolejne warstwy tej historii: zdradza prawdę o Łowcy Głów, ujawnia tożsamość kontrahenta Humpty Dumpty’ego i wprowadza nowe, niepokojące elementy, jak kwestia „naczynia” dla duszy Glena Baskerville’a.

Każda odpowiedź rodzi kolejne pytania.

Te tomy są pełne bólu, straty i nieustannego napięcia, ale też pokazują, jak niezwykle przemyślany i konsekwentny jest świat wykreowany przez Jun Mochizuki. Jeśli ktoś dotarł do tego momentu serii, to na pewno potwierdzi, że „Pandora Hearts" warta jest każdej uwagi.

Recenzja tomów 13-15

W tym momencie seria wkroczyła na nowy, wyższy poziom. Historia tragedii w Sablier nadal rzuca ogromny dzień na teraźniejszość i w tych tomach czuć najmocniej, jaki efekt ma na społeczeństwo. Jak dla jednych to powód do rozważań, zadumy, a dla innych wymówka dla prowadzenia szaleńczej sekty. Jak dotąd, to najmocniejsze i najbardziej bezlitosne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

282 użytkowników ma tytuł Pandora Hearts: tom 15 na półkach głównych
  • 221
  • 61
205 użytkowników ma tytuł Pandora Hearts: tom 15 na półkach dodatkowych
  • 93
  • 45
  • 29
  • 25
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Jun Mochizuki
Jun Mochizuki
Wielka autorka japońskiego zespołu firmy Square Enix (Fullmetal Alchemist, Übel Blatt, Soul Eater ...), Jun Mochizuki to bardzo utalentowana młoda mangaka, która rozpoczła swoją karierę zawodową gdy była studentką.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pandora Hearts: tom 14 Jun Mochizuki
Pandora Hearts: tom 14
Jun Mochizuki
Po zachwycie w jaki wprawiły mnie pierwsze tomy Księgi Vanitasa nie miałam większego wyboru jak sięgnąć po poprzednią serię autorstwa Jun Mochizuki. I choć już kiedyś sięgałam po Pandora Hearts nie potrafiłam wciągnąć się w historię chłopca, którego grzechem było samo jego istnienie i porzuciłam ten tytuł po zaledwie dwóch pierwszych tomach. Czy ponowne podejście do tego tytułu zmieniło coś w mojej pierwotnej ocenie i dostrzegłam to, co sprawiło iż zyskał on tak wielu fanów na całym świecie? Zapraszam do świata inspirowanego Alicją w Krainie Czarów i poszukiwań odpowiedzi na pytanie czym zawinił światu główny bohater historii. Przedstawiam dwudziesto-cztero tomową serię Pandora Hearts. Oz Vessalius – piętnastoletni potomek jednego z czterech wpływowych rodów władających krajem, właśnie wchodzi w dorosłe życie, towarzyszy temu symboliczna uroczystość zwana Ceremonią Pełnoletności. Niestety, jak to w historiach bywa, nie wszystko idzie zgodnie z planami, a wydarzenie zostaje przerwane przybyciem tajemniczych postaci w szkarłatnych płaszczach, które wydają na chłopaka wyrok: „Twoim grzechem jest twe istnienie”. Oz zostaje wtrącony do Otchłani, świata pełnego mroku i wynaturzonych istot zwanych Łańcuchami. Tam przychodzi mu zawrzeć kontrakt z jedną z owych istot – czarnym królikiem B-Rabbitem Alice, dzięki której mocy udaje mu się wyrwać z Otchłani i wrócić do swojego świata. Tam zaś rozpoczyna poszukiwania odpowiedzi na pytanie czym jest jego grzech oraz utraconych przez Alice wspomnień. A to, jak nietrudno się domyślić, jest dopiero początek długiej wyprawy ku prawdzie, podczas której bohaterom przyjdzie zmierzyć się z niejednym niebezpieczeństwem. Powyższy akapit zawiera zaledwie zarys głównej osi fabularnej zawarty na pierwszych dwóch tomach serii, od razu trzeba tutaj dodać, że Pandora Hearts obfituje w liczne wątki poboczne, a bieżące wydarzenia prowadzą bohaterów do odkrycia tajemnicy sprzed wieku, która zmieniła oblicze świata. Sam świat zaś dzieli się na dwa wymiary: realny, w którym żyją nasi bohaterowie, a który swą kreacją przywodzi na myśl znaną nam rzeczywistość utrzymaną w duchu epoki wiktoriańskiej. Przyjdzie nam więc wraz z bohaterami brać udział w wykwintnych balach, obserwować politykę rządzących krajem rodów, patrzeć na zawierane sojusze i podsycaną od dawna nienawiść między zwaśnionymi rodami, a także poznać życie biedniejszych warstw społeczeństwa, którym pozostaje jedynie marzyć o luksusach dostępnych wysoko postawionym. Drugim światem jest wspomniana Otchłań, którą często straszy się młodsze dzieci, a która, choć bohaterowie bardzo by tego chcieli, nie jest wyłącznie wymysłem dorosłych, a stanowi realne zagrożenie. Na granicy tych dwóch światów działa tytułowa Pandora – organizacja mająca na celu zachowanie równowagi między światem ludzi, a Otchłanią i ściągająca nielegalnych kontrahentów – ludzi, którzy zwabieni mocą Otchłani zawarli kontrakt z Łańcuchem – tak jak główny bohater Oz. A skoro już wróciliśmy do osoby Oza muszę przyznać, że Pandora Hearts jest jedną z tych nietypowych serii, w której główny bohater stanowi jedną z najmniej ciekawych postaci, a przy tym nie stanowi to wady i nie wpływa ujemnie na przyjemność jaką niesie lektura. Problem z Ozem jest taki, że otacza go tyle innych fantastycznie wykreowanych bohaterów, że on sam wypada dość słabo (pomimo iż trudno zarzucić, żeby autorka nie przyłożyła się do jego kreacji), choć jednocześnie trzeba dodać, że z biegiem historii zyskuje on w oczach czytelnika. Seria obfituje w naprawdę wielu wartych uwagi bohaterów, a co ważniejsze historie każdego z nich przyjdzie nam dość dokładnie poznać podczas lektury i nie raz zostaniemy mocno zaskoczeni. Pierwsze tomy mylnie pozwalają zaszufladkować niektóre z pojawiających się postaci, jednak z biegiem historii odkrywamy ich prawdziwe intencje i charaktery. I tak, ktoś kogo mieliśmy za skończonego drania okaże się nie być taki zły i na odwrót. Kłamstwo i manipulowanie innymi są najczęściej stosowanymi narzędziami i czytelnik nie może ufać temu, co mówią poszczególne postacie, a pośród steku kłamstw doszukać się tych informacji, które okażą się prawdą i doprowadzą do odpowiedzi na pytania, których przybywa z każdym kolejnym tomem. Jun Mochizuki bawi się z czytelnikiem, zupełnie jakby wysypała przed nim kilka wymieszanych ze sobą zestawów puzzli. Z biegiem historii odnajdujemy te właściwe, choć często jesteśmy zwodzeni, bowiem bohaterowie rzadko i niechętnie dzielą się posiadanymi informacjami, a odkrycie co jest prawdą, a co kłamstwem jest tym trudniejsze, że ważną rolę grają tutaj rozgrywki polityczne między rządzącymi rodami. Dopiero gdy odsłonimy potrzebne elementy autorka zaczyna odsłaniać prawdę o minionych wydarzeniach, pozwalając ze zdobytych fragmentów ułożyć właściwy obraz, a akcja gwałtownie przyspiesza nie dając chwili wytchnienia, aż dotrzemy do finału, który chwyta za serce. Owa zabawa z czytelnikiem widoczna jest również w sposobie w jaki prowadzona jest historia. Z jednej strony mamy dość ciężki, mroczny klimat, przeplatany często makabrycznymi wydarzeniami, które mocno oddziaływają na psychikę bohaterów. Z drugiej Jun Mochizuki momentalnie potrafi rozładować napiętą sytuację rzucają w czytelnika żartami czy serwując wręcz sielankowe obrazy. Akcja potrafi przyśpieszać, by następnie cofnąć się do wydarzeń sprzed kilku bądź nawet kilkunastu lat spowalniając rozwój historii. I bynajmniej nie jest to zabieg irytujący. Autorka dokonuje tych zabiegów z niesamowitym wyczuciem, cały czas podsycając ciekawość czytelnika, lecz go nie irytując, dzięki czemu sięganie po kolejne tomy serii staje się czystą przyjemnością. Jak już wspomniałam przy pierwszym zetknięciu z serią, a dokładniej lekturze pierwszych dwóch tomów, zrezygnowałam z dalszego śledzenia przygód Oza i jego przyjaciół. Teraz po lekturze całej serii muszę przyznać, że był to ogromny błąd. Seria potrzebuje kilku tomów, żeby zyskać głębi i wciągnąć czytelnika i zdecydowanie warto wykazać nieco cierpliwości i dać jej szansę. Gdy już bowiem akcja nabierze tempa, a bohaterowie zaczną odkrywać skrywane karty, trudno się od niej oderwać. Jun Mochizuki stworzyła wielowątkową historią, pełną mrocznego klimatu i obfitującą w wiele zwrotów akcji, a także świat, który choć zdaje się być spowity mrokiem, raz za razem oświetlają jasne promienie słońce, a co ważniejsze zamieszkują go bohaterowie, z którymi będzie Wam naprawdę trudno się rozstać. Miłośnicy wszelkich dzieł inspirowanych czy też nawiązujących do Alicji w Krainie Czarów będą zachwyceni dziełem Jun Mochizuki, która garściami czerpała z dzieła Lewisa Carrolla wykorzystując znane motywy wedle własnego uznania. Choć trzeba przyznać, że Kraina czarów według Jun Mochizuki jest miejscem zdecydowanie bardziej mrocznym i śmiertelnie niebezpiecznym. Do tych wszystkich zachwytów nad serią dodać trzeba jeszcze przepiękną kreskę, która widoczna jest zarówno jeżeli chodzi o sposób rysowania postaci, noszonych przez nich strojów jak i scenerii. Kreska jest bardzo miła dla oka i z czystą przyjemnością można się zatrzymać na niektórych stronach na dłużej, by je podziwiać. Przy tak długiej serii widać również, że styl rysowania z czasem ulega poprawie, choć i początkowym tomom niewiele można zarzucić. Kreska Jun Mochizuki cieszy oczy i trudno powiedzieć o niej coś złego. Za Polskie wydanie mangi odpowiada wydawnictwo Waneko. Tomiki zostały wydane w standardowym formacie z obwolutą, pod którą zdecydowanie warto zaglądać. Seria obfituje w liczne dodatki. Pierwszym z nich są ilustracje i krótkie komiksy ukryte pod obwolutą. Kolejnymi zawarte we wnętrzu każdego tomu scenki wplecione między poszczególnymi rozdziałam, ze zmienionymi dialogami, pozwalające zobaczyć opisywane wydarzenia z nowego, humorystycznego punktu widzenia. Także na końcu tomów znajdują się ciekawe dodatki, z których najbardziej zapadł mi zawarty w ósmym tomie debiutancki one-shot Pandora Hearts, który autorka zmieniła w dwudziesto-cztero tomową serię. Po jego lekturze trudno uwierzyć, jak bardzo zmienił się i został rozbudowany pierwotny pomysł na ten tytuł. Pandora Hearts to świetna seria, przy której lekturze znakomicie się bawiłam. Co prawda dość wolno się rozkręca, co może odstraszyć niektórych czytelników (tak jak i mnie przy pierwszym spotkaniu z tym tytułem) jednak zdecydowanie warto zagłębić się w historię stworzoną przez Jun Mochizuki, bowiem, gdy ta nabierze już tempa, nie można się od niej oderwać. Jednocześnie choć trudno mi zaprzeczyć, że Pandora Hearts to znakomity tytuł, to muszę przyznać, że Księga Vanitasa już po pierwszych tomach powaliła mnie na kolana. Widać tym samym, że autorka cały czas rozwija swój warsztat i jej nowy tytuł zapowiada się na jeszcze lepszy.
Kosz_z_Książkami - awatar Kosz_z_Książkami
ocenił na 9 8 lat temu
Istota Zła Aya Kanno
Istota Zła
Aya Kanno
Edit: Istotę zła wspominałam na tyle dobrze, że postanowiłam ją sobie powtórzyć, mając już dużo większe doświadczenie z mangą niż za pierwszym razem. Tym razem niedokładności, zwłaszcza na początku, w anatomii bohaterów trochę biły po oczach. I tak jak nienaturalne wychudzenie postaci można zakwalifikować do "indywidualnego stylu autorki", tak brak zaznaczenia pewnych mięśni czy - rozdział 3 się kłania - zupełny brak mięśni brzucha, ścięgien szyi czy zaznaczonych stawów utrudniał odbiór. Lubię się czepiać, wiem. Fabułę za to odebrałam o niebo lepiej. Akcja kręci się wokół światowej klasy przestępcy, Zena, który właściwie robi co mu się podoba, okazjonalnie dobierając sobie wspólnika dla zabawy. Szybko pojawia się wątek tajemniczej przeszłości i utraty wspomnień, a całość dzieje się na tle okupowanego kraju zdominowanego przez wojskowy porządek i rasizm. Pierwszy rozdział nie był już taki niezrozumiały jak za pierwszym czytaniem. Mamy tam długi flashback, ale bez oznaczonego początku. Był też moment plot-twistu, który już nie wiem czy był genialny, czy sztuczny... Trochę tego i tego, chyba. Aya Kanno umie robić wodę z mógzu. Kolejne marudzenie dotyczy niekonsekwencji czasowych, które samo wydawnictwo wypunktowało w przypisach. Przy drugim czytaniu i dokładnej analizie stwierdzam: autorka tk namieszała, że nie umiem ogarnąć czy były większe nieścisłości niż zaokrąglenia 22->20 albo 13->dekada. Średni spoiler: Pewne postaci mające według tekstu chyba coś koło 40+,30+ wyglądają na 20+. W fabule są modyfikacje genetyczne, które pięknie to wyjaśniają. Pewna postać zwraca nawet uwagę, że dany bohater po 10 latach nic się nie zmienił... Koniec spoilerów. Koniec końców, pogubiłam się z tymi latami. Może i jest dobrze, ale nie zamierzam z notatnikiem wertować. Jedna gwiazdka w dół. Końcówka dobra, krwawa. Waneko wydało tę mangę w formacie 2w1, przez co czytelnik dostaje w łapki grubiutką 350-stronnicową cegiełkę. Okładka miękka, obwoluta z nadrukiem. Projekt obwoluty w porządku, grzbiet nieco bez polotu, ale pasuje. Klejenie dobre, tomik wytrzymuje rozginanie przy czytaniu. Jedynie się przyczepię, że za mało mocnej, intensywnej czerni, co przy takiej tematyce odbiera sporo uroku. Wina autorki, wina papieru, wina drukarni, wina Tuska - nie wiem. Brakowało. Cena przystepna - niewątpliwie mniej niż byłoby za wydanie dwutomowe.
Rai - awatar Rai
ocenił na 7 9 lat temu
Deadman Wonderland #1 Jinsei Kataoka
Deadman Wonderland #1
Jinsei Kataoka Kazuma Kondou
Ocena zbiorcza dla tomów #1-#5: Przy okazji uruchomienia dodruków na życzenie przez Waneko, zaopatrzyłam się w serię „Deadman Wonderland”. Dopiero teraz znalazłam trochę czasu, by wziąć się za czytanie. Historia stworzona przez Jinseia Kataokę i zilustrowana przez Kazumę Kondō wciągnęła mnie tak bardzo, że prędko pochłonęłam pierwsze pięć tomów. Czyli w zasadzie wszystkie te, które doczekały się ekranizacji. Klasa Ganty Igarashiego została zabita przez przerażającego czerwonego człowieka. Pozostały przy życiu nastolatek prędko trafił przed oblicze sądu pod zarzutem masowego mordu i skazany na śmierć. Chłopiec trafia do Deadman Wonderland – najbardziej nietypowego więzienia zbudowanego w Tokio po olbrzymim trzęsieniu ziemi. Przestępcy każdego dnia walczą tutaj o punkty, występując w niebezpiecznych przedstawieniach przed nieświadomymi niczego odwiedzającymi. Gdy Ganta miesza się w coraz dziwniejsze wypadki, dowiaduje się, że Czerwony może znajdować się gdzieś na terenie DW… Wycieczka do sekretnego bloku G wciąga go do świata Deadmenów – niezwykłych ludzi, których najgroźniejszą bronią jest ich własna krew. Horror rozgrywający się na arenach pod powierzchnią to wyłącznie początek kłopotów… Naprawdę podobała mi się ta opowieść. Już w wersji animowanej odebrałam ją jako intrygującą, choć w założeniach prostą historię o walce o sprawiedliwość i wolność. Nie umniejszam przy tym złożoności narracji, czy zwrotom akcji, bo tych jest naprawdę sporo, co dodatkowo napędza całą fabułę. Klimat jest naprawdę gęsty – głównie za sprawą bohaterów, którzy mają mocno namieszane w głowie, a ich przerażająca przeszłość mogłaby sama w sobie robić za niezły spin-off. Sceny walki trochę nie dorównały moim oczekiwaniom, jednak paradoksalnie wcale nie stanowią one głównego trzonu akcji. Pozostaje pytanie: jak dużo wycięto przy adaptacji? Niewiele (choć szkoda, że niektóre sceny czy postaci się nie pojawiły), za to dołożono o wiele więcej. Zdziwiło mnie przy tym, że manga jest dużo bardziej… wulgarna. Bohaterowie naprawdę nie przebierają w słowach. Ostatecznie warto zapoznać się i z wersją papierową, i animowaną. Które wątki w tych pięciu tomach moim zdaniem najbardziej zapadają w pamięć? Cóż, dla zaznajomionych z tytułem może nie stanowić zaskoczenia moje wskazanie na historię Sowy oraz tę Hibany. Pierwsza ze wspomnianych to niewątpliwie najbardziej poruszająca z opowieści, która realnie podbija kilkukrotnie wartość „Deadman Wonderalnd”. Tragedia goniąca tragedię, szaleństwo, nadzieja, a do tego stworzenie tajnej organizacji pośród Deadmanów. Sowa naprawdę potrafi skraść serce, zafascynować i pogrążyć w rozpaczy – świetnie przemyślany bohater z nieco banalną, acz w gruncie rzeczy poruszającą przeszłością. Z drugiej strony mamy siedmioletnią Hibanę w oddziale kosiarzy. Kompletnie sprany łeb, przerażające backstory, bezwzględność, niepohamowana psychopatka zamknięta w ciele drobnej dziewczynki. Naprawdę potrafi to wzbudzić ciarki. Do tego stopnia, że nawet zagłębiając się w przyczyny jej zachowania, trudno znaleźć pełne zrozumienie. Warstwa wizualna wypada udanie. Styl jest zgrabny, bohaterowie wyraziści. Szczerze mówiąc, nieco brakuje mi dynamiki w scenach walki. Trwają one dość krótko, pozostawiają bez zachwytu, trudno odczuć w nich istniejące zagrożenie, co powinno być jednak kluczowe. Dużo lepiej wypadają sceny statyczne, które miejscami potrafią wzbudzić czyste obrzydzenie, w co bardziej brutalnych momentów. Dość miłym akcentem są również dodatkowe plansze o charakterze komicznym, czy choćby ciekawostki dotyczące funkcjonowania DW. „Deadman Wonderland” kompletnie mnie porwał. Wprost nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części. Za pierwsze pięć części przyznaję średnią 8/10 (z podkreśleniem, że tom 1. otrzymuje siedem punktów, a 5. aż dziewięć). Jeśli lubicie horrory, które są nieco bardziej brutalne i oferują przy tym ciekawą historię, być może będzie to naprawdę dobry wybór.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Ao No Exorcist 1 Kazue Kato
Ao No Exorcist 1
Kazue Kato
Swoją opinię wyrażę o wszystkich tomach, jakie na dzień dzisiejszy ukazały się w Polsce, dlatego będzie ona umieszczona zarówno pod pierwszym, jak i trzydziestym pierwszym. Z serią tą jestem od kilku lat. Poznałem ją jako jeszcze dzieciak w formie anime, była to też moja pierwsza kupiona manga po dowiedzeniu się, że od któregoś momentu adaptacja całkowicie rozmija się z materiałem źródłowym. Podobało mi się kiedyś, gdy czytałem kolejne tomiki nawet mimo faktu, że się nieco pogubiłem w fabule w którymś momencie i postanowiłem odstawić to na bok. Podobało mi się teraz gdy poza nadrobieniem zaległości postanowiłem przeczytać tę historię od końca. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, oto Rin Okumura, nasz główny bohater oraz syn Szatana, po pewnych wydarzeniach z samego początku postanawia zostać egzorcystą i walczyć z demonami (no w sumie to z samym Szatanem, cała reszta demonów to tak przy okazji). Motyw jakieś istoty sprzymierzającej się z ludźmi w walce z własnymi pobratymcami może i nie jest czymś nowym, ale jest ciekawy plus nie został jeszcze przeorany we wszystkie strony jak to bywa z niektórymi tropami w fantasy i nie tylko. Wracając, Rin zostaje przyjęty do Akademii Prawdziwego Krzyża pod warunkiem, że nikt nie może się dowiedzieć o jego demonicznych więzach krwi. Z początku razem z Rinem poznajemy nieznane mu dotychczas realia świata przedstawionego oraz oswajamy się z jego nietypową sytuacją. Rzecz jasna nie jest to historia o sielankowym życiu w szkole dla egzorcystów, szybko uświadamiamy sobie, że dzieje się coś więcej, na Rina coś czyha a on sam jest częścią jakiejś większej gry. Zostańmy jeszcze przy samym Rinie. Gdy po raz pierwszy czytałem wydawał mi się on naprawdę dobrym, wyróżniającym się na tle innych shounenów bohaterem, łączącego w sobie cechy “typowego” głównego bohatera dzieł tego typu z taką sympatyczną, uroczą niewinnością i naiwnością. A jak jest dzisiaj? Dzisiaj uważam go za naprawdę dobrego i tyle. Jest narwany, jest zbyt skory do bitki, zbyt chętnie rzuca się na pomoc innym bez żadnego pomysłu, jak właściwie chce pomóc a ruszenie głową u niego ogranicza się na ogół do wywalenia komuś z bani. Nie jest on w żadnym razie zły, lubię go ale i nie rozumiem swojego początkowego zachwytu nad nim. Dosyć sporo postaci pozmieniało w moim osobistym rankingu miejsca, bo przykładowo Shura kiedyś podobała mi się dużo bardziej a takiego Yukio dalej nie lubię, ale ostatnio mocno doceniłem sposób, w jaki autorka poprowadziła jego wątek. Ogólnie postacie, włączając w to też Rina, całościowo wypadają fajnie. Cieszy ich zauważalny rozwój zarówno pod względem ich charakterów, jak i umiejętności. Koleżanki i koledzy z klasy Okumury cały czas się w większym lub mniejszym stopniu rozwijają i co cieszy nie czuć tej przepaści między protagonistą a resztą, która niestety często występuje w podobnych tytułach. Nikt tu właściwie nie jest kołem u wozu i każdy coś sobą wnosi. Nie ma tu czegoś takiego, że po usunięciu jednego z bohaterów czytelnik nawet by się nie zorientował. Świat przedstawiony nie jest niczym odkrywczym. Oto prócz naszego świata w którym żyją ludzie, istnieje świat demonów Gehenna. Demony nie mogą od tak sobie wejść do normalnego świata, mogą jednak w tym celu opętać coś lub kogoś. Ludzie sami z siebie nie widzą demonów, chyba że sami mają w sobie jakąś ich cząstkę lub zostaną przez któregoś zranieni. Na straży ludzi stają zwalczający demony egzorcyści z Zakonem Prawdziwego Krzyża na czele. Jak pisałem nic odkrywczego i stanowi przede wszystkim tło w rysującym się konflikcie. Nie ma też jakiegoś skonkretyzowanego systemu magicznego, więc kolejne postacie równie dobrze mogłyby mieć marvelowskie super moce i wyszłoby na jedno. Antagoniści nie wypadają źle, ale i nie zapadają nijak w pamięć. Przywódca pewnej pojawiającej się w późniejszych tomach organizacji może i ma w sobie jakąś tam głębię i dąży do wyższego celu, ale jest nudny. Sam Szatan z kolei jest takim dużym, rozwydrzonym bachorem z kompleksem boga. Nie mogę nic zdradzić bez spoilerów, ale im dalej w fabułę tym więcej pojawia się rzeczy, na które kręcę nosem. A już zwłaszcza pewna dłuższa retrospekcja, choć ładnie wyjaśnia kilka istotnych rzeczy, jest według mnie pod kątem logiki strasznie problematyczna. No powiedzmy, że sięgnięto tutaj po motyw, z którym mało kto w pełni dobrze sobie radzi. I to chyba tyle, co mam do powiedzenia o Ao no Exorcist. Miałem rozterki, czy pisać swoją opinię już teraz, czy czekać na koniec, ponieważ to wygląda, jakbyśmy już ku końcowi zmierzali, ale po pierwsze jeszcze sporo się tam może wydarzyć, a po drugie z tego co posprawdzałem kolejne tomy wychodzą w bardzo dużych odstępach czasu, po trzecie nie sądzę, by moja ocena uległa jakiejś ogromnej zmianie. Czy warto? Moim zdaniem tak, mimo że obecne wydarzenia średnio mi się podobają i ma to swoje bolączki. Ao no Exorcist to naprawdę dobra rozrywka i jeśli szukacie jakiegoś kolejnego mangowego tytułu do poczytania, raczej nie pożałujecie swojego wyboru.
Foka_Na_Haju - awatar Foka_Na_Haju
ocenił na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Pandora Hearts: tom 15

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pandora Hearts: tom 15