Opowieści wschodnie

Okładka książki Opowieści wschodnie
Marguerite Yourcenar Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Mikropowieść literatura piękna
80 str. 1 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Mikropowieść
Tytuł oryginału:
Nouvelles orientales
Data wydania:
1988-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1988-01-01
Liczba stron:
80
Czas czytania
1 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
8306016920
Tłumacz:
Krystyna Dolatowska
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowieści wschodnie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowieści wschodnie

Średnia ocen
7,4 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1103
1103

Na półkach: , ,

103/130/2025
Bardzo króciutkie opowiadania. A jakie piękne. A jakie egzotyczne. A jakie niedzisiejsze.

Co oni mają na tych Bałkanach, że uważają, że aby most dobrze się sprawował, to trzeba w nim zamurować żywcem człowieka? Nie pierwszy raz trafiam na ten zabobon.

103/130/2025
Bardzo króciutkie opowiadania. A jakie piękne. A jakie egzotyczne. A jakie niedzisiejsze.

Co oni mają na tych Bałkanach, że uważają, że aby most dobrze się sprawował, to trzeba w nim zamurować żywcem człowieka? Nie pierwszy raz trafiam na ten zabobon.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

99 użytkowników ma tytuł Opowieści wschodnie na półkach głównych
  • 61
  • 38
20 użytkowników ma tytuł Opowieści wschodnie na półkach dodatkowych
  • 10
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Opowieści wschodnie

Inne książki autora

Okładka książki Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili Chimamanda Ngozi Adichie, Margaret Atwood, Ingeborg Bachmann, Lucia Berlin, Dino Buzzati, Radka Denemarková, Tove Jansson, Han Kang, Selma Lagerlöf, Clarice Lispector, Sándor Márai, Herta Müller, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Cora Sandel, Agnieszka Szpila, Ludmiła Ulicka, Virginia Woolf, Xi Xi, Marguerite Yourcenar, Oksana Zabużko
Ocena 6,8
Mistrzowie opowieści o kobiecie. Od Virginii Woolf do Agnieszki Szpili Chimamanda Ngozi Adichie, Margaret Atwood, Ingeborg Bachmann, Lucia Berlin, Dino Buzzati, Radka Denemarková, Tove Jansson, Han Kang, Selma Lagerlöf, Clarice Lispector, Sándor Márai, Herta Müller, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Cora Sandel, Agnieszka Szpila, Ludmiła Ulicka, Virginia Woolf, Xi Xi, Marguerite Yourcenar, Oksana Zabużko
Okładka książki Rozmowy z Marguerite Yourcenar Matthieu Galey, Marguerite Yourcenar
Ocena 9,3
Rozmowy z Marguerite Yourcenar Matthieu Galey, Marguerite Yourcenar
Marguerite Yourcenar
Marguerite Yourcenar
Urodziła się w 1903 roku w Brukseli, zmarła w roku 1987 na wyspie Mount Desert w Stanach Zjednoczonych, gdzie – z przerwami na liczne i długie podróże – mieszkała od 1939 roku. Pisarka i tłumaczka, autorka Pamiętników Hadriana (1951), jednej z największych powieści XX wieku, a także sztuk teatralnych, tomów poezji i notatek z podróży. Jako pierwsza kobieta wybrana została w 1980 roku do Akademii Francuskiej. W roku 1983 otrzymała prestiżową europejską Nagrody Erazma z Rotterdamu (wraz z Raymondem Aronem, Isaiahem Berlinem i Leszkiem Kołakowskim).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sekretne drzwi Marlen Haushofer
Sekretne drzwi
Marlen Haushofer
4 września „Ponieważ czytanie jest moim zawodem, rzadko tylko wzrusza mnie jeszcze jakaś książka.” s.11. 30 stycznia „Tak często opisywane uczucie szczęścia przyszłej matki nie chce się jakoś pojawić”. s.73. 29 marca „Wznowienie filmu Złodzieje rowerów”.* (s. 108) Marlen Haushofer, Sekretne drzwi, Przekł. Barbara Tarnas, PIW, Warszawa 1978. * Do zdania o filmie „Złodzieje rowerów” dodajmy: „Bardzo dobrze zrobiony, a jednak pozostawia niedosyt. Właściwie dlaczego? Mam wrażenie, że nie chodzi tu o prawdziwą tragedię? Stracić rower, który jest biedakowi potrzebny do pracy, to na pewno smutne, ale nie tragiczne. Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia”.(s. 108) Powtórzymy: „Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia.” Słowa mają swoją moc, podobnie jak ilustracje (idealnie wpisują się w treść powieści Haushofer), wybitnej austriackiej autorki znanej w Polsce z dwóch powieści wydanych w latach 70-tych, czyli „Sekretnych drzwi” i „Mansardy”. Z kolei w serii Cymelia niedawno ukazała się jej powieść ŚCIANA (tekst wyjątkowego formatu). „Sekretne drzwi” najkrócej rzecz ujmując, to studium kobiecej samotności, napisane ręką profesjonalistki. Lektura niewielkich rozmiarów, ograniczona do stu kilkudziesięciu stron, jednakże pokazuje życie we wszystkich jego przejawach. Warto po nią sięgnąć. Haushofer nie zawodzi. 8/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 8 4 miesiące temu
Kamień filozoficzny Marguerite Yourcenar
Kamień filozoficzny
Marguerite Yourcenar
„Któż byłby tak szalony, żeby przed śmiercią nie obejść przynajmniej własnego więzienia?”Nie wiedziałam zbyt wiele na temat transformacji i przemian religijno- społeczno- obyczajowych w Europie w XVI wieku. Zwyczajnie, to nie jest mój konik. Jednak bardzo lubię powieści tej autorki, ich wielowymiarowość. Wartość historyczna nawet w wypadku tak dobrze oddanych realiów jest dla mnie dodatkiem do opowiedzenia robinsonady po świecie wykształconego człowieka „Renesansu”, poszukującego sensu swojego jestestwa. Yourcenar dywaguje nad żądzą pieniądza oraz rolą religii w życiu jednostki. Pomiędzy wierszami krytykuje instytucję kościoła. Odnosi się do filozofii, szaleństwa wojny, cielesności, etyki, humanizmu, „świętej inkwizycji”, polityki moralności i klasowości. Opowiada o indywiduum we wrogiej rzeczywistości na wszystko, co inne. Znalazłam sztukę, przysięgę Hipokratesa, ciągłe dążenie do polepszania wiedzy. Peroruje o kondycji człowieka w zderzeniu z postępem technologicznym. O tym, czy warto być nonkonformistą, dążyć do wolności. Wszystko poprzez drogę niezwykle inteligentnego, nieheteronormatywnego protagonisty, wyłamującego się konstruktom społecznym, za co przyjdzie mu słono zapłacić. Ten zabieg formalny odnosi się do doświadczenia samej Yourcenar. Brakuje mi w dzisiejszym świecie ludzi, którzy jak Zezon działają na zasadzie „na pohybel wszystkim”, wyrzekają się funkcjonowania w patriarchalnym schemacie kulturowym. Urzeka metatekstualność, metaforyzacja, symbolika i panorama bolesnych wydarzeń oraz kluczowych postaci zapisanych na kartach historii. Jednakże należy przyznać, że przez wieloaspektową fabułę i ogrom deliberacji egzystencjalnych „Kamień filozoficzny” jest trudny w odbiorze, żyłujący emocjonalnie. To przyczynek do dysputy o wędrówce w nieznane, która może przynieść zaskakujące informacje o jądrze własnego ja.Powieść uhonorowana Prix Femina. Na jej kanwie powstał film (reż. André Delvaux) o tym samym tytule.
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na 8 2 lata temu
Słońce śmierci Pandelis Prévélakis
Słońce śmierci
Pandelis Prévélakis
„Jakiż piękny jest świat! Jaki piękny, mój Boże!”. Na początek łyżka dziegciu, niestety. Seria Nike zajmuje, jeśli nie pierwsze, to na pewno bardzo ważne miejsce na mojej czytelniczej półce, ale czasem irytuje mnie niedbalstwo wydawnictwa Czytelnik. O pomstę do nieba wołają, pomijając już fakt mikroskopijnego druku, co niewątpliwie męczy wzrok, ale to przecież seria kieszonkowa, te posklejane strony, i z brzegu i na środku, niewyraźny blady druk świadczący o oszczędzaniu na tuszu, raz udało mi się nawet złożyć do kupy pomieszany zupełnie tekst. Tak więc, jeśli chodzi o jakość, to niestety niczego dobrego o tej serii powiedzieć nie można. Ale co z książką Pandelisa Prévélakisa? Początek nie wywołał u mnie zachwytu, wręcz wydawało mi się, że radość z czytania w tym przypadku nie będzie moim udziałem. A jednak udało mi się tę radość odnaleźć na kolejnych stronach tekstu, i piękno i smutek tworzące liryczny nastrój. Słońce śmierci to książka o zabarwieniu historyczno-folklorystycznym; grecka wieś i życie jej prostych mieszkańców w obliczu I wojny światowej, barbarzyństwa i degradacji człowieczeństwa; baśnie i przypowieści ludowe, pieśni żałobne i greckie zwyczaje; jest młodość i dojrzewanie wśród oliwnych gajów i pięknych dziewcząt, jest nienawiść i zemsta, i rozpacz matek martwych synów. I to palące słońce śmierci, śmierci głodowej, od ran wojennych, z ręki brata. I ta skaza człowiecza, ta śmiertelna choroba genetyczna, tocząca każde istnienie, począwszy od dnia narodzin, ten genetyczny balast w świadomości, tam gdzieś z tyłu głowy ta myśl, że życie zawsze kończy się tym samym. A więc, czy spieszyć się z życiem? Czy może, jak w piosence Perfectu, po co się spieszyć, przecież do końca życia mamy czas? A może jednak, jak pisał ksiądz Jan Twardowski, spieszmy się? „W duszy człowieka niepodobna czytać…”.
Pan_Poker - awatar Pan_Poker
ocenił na 8 1 rok temu
Koncert barokowy Alejo Carpentier
Koncert barokowy
Alejo Carpentier
Barokowy jest nie tylko tytułowy koncert, ale i język tej uroczej miniaturki. Kolejna cudowna książka, no dobra: książeczka, mojego ulubionego Alejo Carpentiera o możliwym wszak wspólnym graniu Georga Friedricha Haendla, Antonia Vivaldiego i Domenica Scarlattiego (mistrz z Halle – mój ukochany, of course). Jak w poprzednich sześciu innych (niemal wszystkie to arcydzieła) największą wartością u Carpentiera jest język. Gęsty niczym tropikalna dżungla, porywający melodyjnością, nawet już nie w tempie allegra, ale prestissima. Zachwycające barokowym nadmiarem wielokrotnie złożone zdania. Nierzadkie są tu takie np. ślicznoty (wdzięczność dla tłumaczki Kaliny Wojciechowskiej): „Zelżywszy swego przeciwnika, zmęczywszy go i pozbawiwszy tchu…”. Wspaniałe poczucie humoru, a na koniec: przemieszanie czasów, na jakie może sobie pozwolić tylko ponadczasowa muzyka. Fabuła jest żadna: bogacz z Meksyku rusza w podroż do Europy, głównie po to, by odwiedzić Mekkę muzyki –Włochy, a konkretnie Wenecję. W czasie podróży, na Kubie umiera mu sługa („I oto Pan został bez sługi – jak gdyby pan bez sługi mógł być prawdziwym panem”). Angażuje zatem nowego, Mulata mającego pojęcie o muzyce, co się okaże ważne dla narracji. „Ciągnij twoją historię w linii prostej, bez zataczania kółek i biegów na przełaj, bo na to, żeby wyświetlić prawdę, trzeba wielu prób i dowodów” – to rada. dla nowego sługi. „Walencja podobała się im, bo tu odnaleźli rytm życia nie trzymający się zegarka, co im przypominało rodzinne hasło: +Nie rób jutro tego, co możesz zrobić pojutrze+”. Przepiękne realia ówczesnej opery, dziś niestety głównie dla wyfraczonych sztywniaków… „Między śpiewem sopranu i chórem dei castrati publiczność kręciła się tu i tam, zjadając pomarańcze po zażyciu tabaki, popijając napoje chłodzące, odkorkowując butelki, czasem nawet grając w karty w kulminacyjnym punkcie tragedii. Nie mówiąc już o tych, co w lożach przepełnionych miękkimi poduszkami oddawali się miłości tak dalece, że dziś wieczorem, podczas patetycznego recitativo Nerona, na czerwonym aksamicie poręczy ukazała się noga kobieca w pończosze zsuniętej aż po kostkę i pantofel spadł na środek widowni, ku wielkiej uciesze widzów, którzy zapomnieli nagle o tym, co się dzieje na scenie”. „Georg Friedrich zaczął wychwalać publiczność w swoim kraju, ludzi, co słuchali muzyki, jakby znajdowali się w kościele, przejmując się szlachetnym patosem arii, oceniając i śledząc ze zrozumieniem wspaniały rozwój fugi”. Genialne wspólne granie mistrzów: „Antonio Vivaldi rzucił się w symfonię z bajecznym impetem, gdy tymczasem Domenico Scarlatti (...) rozwijał zawrotne gamy na klawicymbale, a Georg Friedrich Haendel oddawał się olśniewającym wariacjom, które naruszały wszelkie normy basso continuo”. „+Pokaż, co umiesz, przeklęty Saksończyku+ – krzyczał Antonio. +Zaraz zobaczysz, kurewski mnichu+ – odpowiadał tamten, porwany własnym cudownym zmysłem odkrywczym”. „+Nie ma rady na tego diabelnego Saksona+” – ryknął Antonio, rozpaczliwie młócąc fortissimo. +Mnie w ogóle nie słychać+ – krzyczał Domenico, wzmacniając akordy”. Fajne tu intertekstualne wtręty: „+Wszystkie instrumenty na opak+ - powtarzał Georg Friedrich. – Coś jakby symfonia fantastyczna+”. „+Kserksesa już mnie zostaw - powiedział Georg Friedrich z przekąsem. – Nieźle sam sobie radzę+”. „Ale… kto kiedy widział, żeby główny bohater opery był Murzynem? – powiedział Saksończyk”. Po wspólnym muzykowaniu sługa Pana mówi: „Ja bym raczej powiedział, że to było coś niby jam session”, co spotyka się z oburzeniem muzyków…. Sporo tu drwin z opery Vivaldiego „Montezuma” (pierwszej o Nowym Świecie), w której władca Meksyku nie zostaje zamordowany przez Hiszpanów, tylko składa przysięgę na wierność królowi i oddaje swa córkę za żonę jednemu z konkwistadorów. Na uwagę, że Montezumę zabito, Vivaldi replikuje: „To bardzo brzydkie zakończenie opery. Dobre może dla Anglików, którzy w epilogu wprowadzają na scenę morderstwa, marsze żałobne i karawaniarzy”. Od pewnej chwili Autor, puszczając cugli swej nieorganicznej wyobraźni, postmodernistycznie miesza epoki i style. I tak na wyspie-cmentarzu San Michele bohaterowie spotykają grób pochowanego tu Igora Strawińskiego. Zaraz potem widzą eksportację zwłok zmarłego tutaj Richarda Wagnera i jak mówi z podziwem jeden z nich, u niego „syreny śpiewały na dnie rzeki”. A gdy przychodzi czas wyjazdu, dotychczasowy czarny sługa rusza pociągiem na podbój Paryża, zapowiadając że nie obejrzy wieży Eiffla. Pytany, czy nie popłynie na Kubę, odpowiada, ze tam ciągle byłby „tylko Murzynem”. I cytat na koniec: ”A czego szukamy w złudzeniu scenicznym, jeśli nie tego, by wyjść z własnej skóry, uciec stąd, gdzie jesteśmy, i znaleźć się tam, dokąd nie moglibyśmy pójść z własnej woli?”. Kończy się zaś trąbką Louisa Armstronga… PS Tylko jedna uwaga, do wydawcy: flażolety figurują tu jako „flazolety”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 1 rok temu
Wydarzenie Guido Morselli
Wydarzenie
Guido Morselli
Sam jeden Czas po końcu świata… już po wielkiej bitwie ….pyły unoszą się nad powierzchnią tego, co było Ziemią…. Konające w bólach żywe istoty… ucieczka na wodę, pod wodę, pod ziemię i czasami w kosmos… Takie widoki mamy w książkach i filmach opisujących naszą przyszłość po tym, co nieuniknione i opisane w księgach z przepowiedniami… Oczywiście każdy z nas, bez pomocy ksiąg, może sobie taką przyszłość wydumać i ją opisać. Temat życia po końcu świata jest jednym z najczęściej powtarzanych tematów w sztuce. Czasami to życie jest, czasami go nie ma i Matka Ziemia krąży po swych orbitach szukając kolejnych nasionek do rozwoju roślinek. Może przyniesie je pył z innej galaktyki? W większości bowiem wizji postapokaliptycznych planeta zostaje. Ginie jej największy wróg czyli człowiek. Ilu ludzi, tyle wizji. Wystarczy kliknąć w wyszukiwarce hasło „Fantastyka postapokaliptyczna” i wyskakuje nam cała lista książek i filmów o tej tematyce. Utworu, który właśnie przeczytałam, na niej nie ma. „Wydarzenie” Guido Morselliego jest bowiem wyjątkową minipowieścią. Chwilami przypomina słynny film i książkę „Jestem legendą”. I tam i tu człowiek zostaje sam pośród miejskich zabudowań. Jest jednak zasadnicza różnica. W pierwszej pozycji, wiemy dlaczego i po co, zaś u Morselliego wszystko jest zagadką. Ale mylicie się, myśląc, że książka ma charakter sensacyjny. Bohater oczywiście szuka odpowiedzi na pytanie co się stało i dlaczego się stało. To naturalny odruch człowieka. Czy znajduje odpowiedź? ...bo oto człowiek budzi się w pustej rzeczywistości. Wszystko jest. Domy stoją. Elektrownia produkuje prąd. Świeci słońce. Kozice chodzą po górach. Auto, po przekręceniu kluczyka, rusza. Na stacji benzynowej można zatankować bez płacenie, bo nie ma komu zapłacić. Ze sklepów można wziąć wszystko, co się chce. Na łóżkach pozostały ślady po osobach, które jeszcze parę godzin temu w nich spały… Jedynie brak ludzi. Jedynie, czy aż?... I tak wkraczamy w sferę filozofii mającą dać odpowiedź na pytanie, co się stało. Sama filozofia jednak nie wystarcza. Teologia? Sublimacja czy wniebowzięcie? Cokolwiek z tego, to powstaje pytanie - jestem potępiony czy wybrany? Cały świat leży u moich stóp. Nareszcie jako człowiek mam wszystko! Czyżby? Odwiedzam bank. Tu są miliony. Ale jest mi zimno. Potrzebny mi w tej chwili koc. Nie ma koca. Są miliony. Po co mi one w tej chwili…. Tak wiem w mojej recenzji panuje chaos, w przeciwieństwie do atmosfery w utworze. Tam jest porządek, bo nie ma go kto zakłócać. Zwierzęta też żyją spokojnie. Ale to też nie powieść ekologiczna. W sumie nie wiadomo jak zakwalifikować tematycznie ten utwór. Odbiega od pełnych akcji tekstów z krainy fantastyki, nie jest też w pełni traktatem filozoficznym. Praktycznie nie ma zakończenia. Cóż, czytelniku… podumaj sam...
gks - awatar gks
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Dziennik irlandzki Heinrich Böll
Dziennik irlandzki
Heinrich Böll
Interesujący, miejscami mocno liryczny, acz dla mnie mocno niepełny - nawet w ówczesnych realiach - obraz Irlandii. No bo czy ten wyraźnie fascynujący Autora, pełen życzliwych ludzi kraj, to ta sama Irlandia, z której uciekli dwaj najwięksi jego 20-wieczni giganci - James Joyce i Samuel Beckett? Nie za chlebem, bynajmniej nie jak miliony ich rodaków, nie za chlebem…. Jak na mój gust zbyt pięknie w tej książce, zbyt łagodnie melancholijnie. Nie ma terrorystów, nie ma tej atmosfery grajdołu, wszechwładzy Kościoła z jej wszystkimi znanymi, straszliwymi konsekwencjami, zwłaszcza dla kobiet sprowadzonych do roli maszyn rozpłodowych w kraju faktycznie wewnętrznie okupowanym przez siłę, która – jak to mówi Poeta – „jest jak ogromna depresja rozciągnięta nad krajem”. Albo Heinrich Böll nie był przesadnie bystrym obserwatorem (ale to noblista - więc wykluczam), albo raczej – skoro jeździł do tego ewidentnie egzotycznego dla niego kraju, gdzie kupił domek, na wakacje– może chciał mieć po prostu tzw. święty spokój? Jego wrażliwa lewicowość niczego mu nie podpowiedziała? Nie chciał, nie mógł, nie pozwolono mu, zajrzeć pod tę pozornie przeczyście wykrochmaloną podszewkę życia społecznego? Jedyne kraje, do których porównania się nasuwają z tamtych czasów (koniec lat 50.) to Hiszpania Franco i Portugalia Salazara. Pozostaje tylko zazdrościć Irlandczykom, jak ostatnio nieco zmienili swój kraj na lepsze…. Owszem, w jednym jedynym miejscu pojawił się jakiś przebłysk co do nadmiarowej władzy Kościoła, ale w żart obrócony: „W Irlandii kler ma decydujący głos także przy udzielaniu licencji na szynki, ustalaniu godziny policyjnej i urządzaniu potańcówek”. Albo było jeszcze inaczej: to była wiedza niedostępna nikomu z zewnątrz, swoista omerta, której złamanie było wtedy po prostu niemożliwe, także ze strony ofiar, a może zwłaszcza ich, a już szczególnie nie wobec cudzoziemca, cóż że z przyjaznego im kraju, który w dwóch wojnach łoił Anglikom skórę …. Wtedy to ich filozoficzne nastawienie do życia, którym się tak zachwyca Böll, byłoby jedynie pełnym rezygnacji poddaniem się czemuś, czego zmienić się nie da – tak jak się godzili z ciągłym deszczem, notabene pięknie opisanym („Deszcz jest tu absolutny, wspaniały i przerażający. Nazywanie go niepogodą jest równie niestosowne, jak nazywanie palących promieni słońca ładną pogodą”). Nie przypadkiem Autor odnotowuje powszechną a przecież dość fatalistyczną postawę ludzi doprowadzonych na tzw. skraj - „It could be worse („Mogłoby być gorzej”) – BTW: równie popularną w Sowietach – gdy „czasem bywa bardzo źle, a coś jeszcze gorszego daje pociechę i stwarza właściwą proporcję”. Typowy to mechanizm obronny w totalitaryzmach, nieważne jakiej barwy. I w tym kontekście nie dziwią sympatie miejscowych…. „ - Powiedz no - odezwał się cicho - Hitler… był… myślę… nie takim złym człowiekiem… tylko poszedł za daleko? (…) - Posłuchaj no, Padraic – powiedziałem spokojnie – dobrze wiemy, jak daleko zaszedł Hitler, a szedł po trupach milionów Żydów, dzieci… - Twarz Padraica drgnęła boleśnie. Zamówił siódme piwo i powiedział ze smutkiem: - Szkoda że i ty dałeś się uwieść angielskiej propagandzie. Wielka szkoda. Nie tknąłem stojącego przede mną piwa”. Owszem. Autor umie pięknie opisywać egzotyczny dla siebie świat i nawet nie za bardzo mu się można dziwić, np. „Kiedy pędzi bydło z pastwiska, wygląda na szesnaście lat, kiedy później, za rogiem domu, skręca na drogę prowadzącą przez wieś, wydaje się, że ma chyba już trzydzieści parę lat, a kiedy przechodzi koło domu i nieśmiało uśmiecha się przez okno, wtedy widać, że dobiega już pięćdziesiątki”. „Odchodzi jako mężczyzna pięćdziesięcioletni, przy rogu domu zmienia się w trzydziestoletniego, wyżej na stoku, gdzie idzie, drapiąc osła po grzbiecie, staje się szesnastolatkiem, a kiedy na górze zatrzymuje się na chwilę przy żywopłocie z fuksji, tylko na tę chwilę, zanim zniknie za żywopłotem, wygląda jak chłopiec, którym niegdyś był”. „Butelki po mleku, pozbawione dziewictwa, obrabowane ze swych pieczęci, puste i brudne, stały pod drzwiami i na parapetach okiennych, smutnie czekały na poranek, kiedy zastąpią je ich świeże, promienne siostry, a mewy były nie dość białe, aby zastąpić anielską promienność niewinnych butelek z mlekiem”. „Kamienie z irlandzkich murów wystarczyłyby na budowę wieży Babel, ale irlandzkie ruiny dowodzą, że podejmowanie tej budowy byłoby bezcelowe”. „Mury z 20. wieku niemal nie różniły się od tych z 8. – i one były porośnięte mchem, i one wyglądały jak ruiny”. „Tu – jakież to dobrodziejstwo! – wolno palić w kinach. Gdyby tego zabroniono, wybuchłoby zapewne powstanie, bo u Irlandczyków namiętność do kina łączy się z namiętnością palaczy”. „Torf, jedyne bogactwo kraju, który już od stuleci jest obrabowany z lasów, któremu nie zawsze starczało i nie starcza chleba, ale zawsze starcza codziennego deszczu”. Poprzednie dwie moje książki noblisty jednak oceniam wyżej – to „Utracona cześć Katarzyny Blum albo: Jak powstaje przemoc i do czego może doprowadzić” i „Anioł milczał”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 1 rok temu
Twarz muśnięta smutkiem Gisèle Prassinos
Twarz muśnięta smutkiem
Gisèle Prassinos
Młodziutka Essentielle, dziecko niemal, bierze ustawiony przez rodziców ślub z zakochanym jedynie w swojej pracy, wyposażonym w mechaniczny mózg uczonym. Nieszczęśliwa pośród tomiszczy i nabożnej ciszy dziewczyna już ma uciec, gdy małżonek zapada na ciężką chorobę. Trybiki jego umysłu coraz wyraźniej szwankują, a on zaczyna zatracać się w swoich przeszłych tożsamościach – niszczycielskiego górnika i pasjonata tańców ludowych. Żona, zdeterminowana, by naprawić mechanizm, zgłębia tajniki zegarmistrzostwa, a wreszcie wybiera się w podróż, spotykając przy tym grono ekscentryków – żebraczkę-arystokratkę czy szemraną trupę cyrkową, i przeżywając całe mnóstwo przygód. Początkowo Essentielle zdaje się utrwalać mit kobiety-dziecka, tak popularny wśród surrealistów, jednak ta konwencja prędko ulega odwróceniu. Z pozoru głupiutka, pełna naiwnych pragnień bohaterka decyduje się poświęcić życie nauce, by ratować męża – tę ukochaną twarz muśniętą smutkiem. Kolejne etapy podróży odzwierciedlają jej własne doroślenie, ale i dojrzewanie jej miłości do naukowca, by dotrzeć, co zwiastować może jej imię – do własnej esencji, źródła. Jednocześnie bohaterka zwodzi nas, podając coraz to nowe wersje własnej przeszłości. Nie można jej ufać, nie da się jednak jej nie polubić, da się nawet podziwiać. Prassinos swobodnie miesza elementy baśni, powieść łotrzykowskiej i pseudorozprawy naukowej ze składnikiem X – nieokiełznaną wyobraźnią. Trochę zabrakło mi w jej książce suspensu, bo zagadka mechanicznego mózgu odsłania się przed nami o wiele szybciej niż przed samą bohaterką, a zakończeniu brakuje polotu wcześniejszych stron. Mimo to całość składa się na przeuroczą, pełną ironicznego humoru i mądrą powiastkę.
Histeria Oka - awatar Histeria Oka
oceniła na 6 1 rok temu
Piękne lato Cesare Pavese
Piękne lato
Cesare Pavese
Kiedy wyjeżdżam w podroż, piszę wtedy listy bez adresata. Do minionego czasu, do miejscowości, przez które przejechałem, a kiedy niekiedy piszę też dla przyszłości. Są w mych wspomnieniach łąki, na których bawiły się dzieci, są też niezapomniane wystrzały sztucznych ogni, wyłażące seriami z różnych czasów jak chrząszcze bogatki na ciemne ściany. Życie całe jest jakby zabawą w słońcu. Brzoskwinie dojrzałe jak miód, polne dróżki, stada gęsi, odległe wzgórza niczym powietrzne wyspy, aromat rozedrganego powietrza i fig, tarasy, małe gaje oliwkowe, ukradkowe przechadzki wzdłuż morza w cieple ostatnich gwiazd. Kąpiel przy księżycu jakby się piło zimne mleko. Śpiew świerszczy i oddech nieba. Przypominają mi się twarze osób, które kochałem, a moje listy przeobrażają się w ptaki przelatujące po nocnym niebie. Tak jak się jarzy ogon komety, wystrzela nostalgia samotną wiązką światłości. Rozchodzi się skądś zapach wonnego jaśminowca, gdy zaś niespodziewanie głębsze zapadną ciemności, dochodzi moich uszu szmer śpiewających strumyków w głębi ziemi. I księżyc ukazuje się zza koronki drzew. Przez balkonowe drzwi i w ogrodzie prószy wciąż drobnym pyłem światła, które wilgotna ziemia natychmiast wsysa. Żywe drzewo trwa nieruchomo w transie najcichszej woskowej bieli, albo też dygocze sztywno, jak gdyby lada chwila miało się złamać, czy też po prostu chlubi się swoimi klejnotami z dzwoniących kryształów. A wino smakuje wspaniale. Listy bez adresata błąkają się po obszarach serca, wypełniają po brzegi przestwór nocnego nieba i częstokroć zderzają się ze sobą, aby zmienić się w spadające gwiazdy.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Opowieści wschodnie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Opowieści wschodnie