Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji

Okładka książki Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji
Paweł Pieniążek Wydawnictwo: W.A.B. reportaż
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2023-02-22
Data 1. wyd. pol.:
2023-02-22
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383183527
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji



książek na półce przeczytane 813 napisanych opinii 266

Oceny książki Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji

Średnia ocen
7,3 / 10
129 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
19
19

Na półkach:

Książka trudna w czytaniu, musiałem robić przerwy po 50 stronach. Książka o wybuchu wojny z perspektywy zwykłych ludzi. O straceniu dobytku przez rosyjskie rakiety, ucieczkach czy próbach normalnego życia w czasie wojny. Warto przeczytać, zwłaszcza teraz, w dobie antyukraińskiej narracji.

Książka trudna w czytaniu, musiałem robić przerwy po 50 stronach. Książka o wybuchu wojny z perspektywy zwykłych ludzi. O straceniu dobytku przez rosyjskie rakiety, ucieczkach czy próbach normalnego życia w czasie wojny. Warto przeczytać, zwłaszcza teraz, w dobie antyukraińskiej narracji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

342 użytkowników ma tytuł Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji na półkach głównych
  • 185
  • 151
  • 6
82 użytkowników ma tytuł Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji na półkach dodatkowych
  • 35
  • 14
  • 12
  • 9
  • 4
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Paweł Pieniążek
Paweł Pieniążek
PAWEŁ PIENIĄŻEK - (ur. 1989) – dziennikarz stale współpracujący z „Tygodnikiem Powszechnym”, student na kierunku Rosja, Europa Wschodnia, Azja Centralna na Uniwersytecie Harvarda. Relacjonował wydarzenia m.in. z Afganistanu, Górskiego Karabachu, Iraku, Syrii i Ukrainy. Autor książek, w tym Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji, nominowanej m.in. do nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz wyróżnionej w ramach Międzynarodowej Nagrody im. Witolda Pileckiego. Laureat nagrody dziennikarskiej MediaTory w 2019 roku. W 2015 r. był stypendystą Poynter Fellowship in Journalism na Yale University.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Indie. Kraj miliarda marzeń Weronika Rokicka
Indie. Kraj miliarda marzeń
Weronika Rokicka
Indie. Kraj miliarda marzeń Autor: Weronika Rokicka Moja ocena: ★★★★★★★★☆☆ (8/10) Ciekawy i wciągający reportaż o Indiach, który pozwala spojrzeć na ten kraj z wielu różnych perspektyw. Trzeba przyznać, że autorka włożyła dużo pracy w ukazanie złożoności i ogromnej różnorodności tego potężnego azjatyckiego państwa. Książka nie ogranicza się do ogólników — przeciwnie, w wielu miejscach schodzi na poziom konkretnych grup społecznych, regionów czy języków, co pozwala lepiej zrozumieć, jak wielowymiarowe są Indie. Publikacja ma charakter przekrojowy, a jednocześnie zachowuje przystępność. Autorka prowadzi czytelnika przez kolejne wątki w sposób uporządkowany, dzięki czemu nawet bardziej złożone zagadnienia nie przytłaczają. W moim przypadku był to audiobook i muszę przyznać, że forma ta bardzo dobrze się sprawdziła — całość odbierałem jako swoistą podróż przez Indie, pełną różnorodnych obrazów, historii i refleksji. Na szczególne uznanie zasługuje próba uchwycenia kontrastów — między nowoczesnością a tradycją, bogactwem a biedą, dynamicznym rozwojem a głęboko zakorzenionymi strukturami społecznymi. Dzięki temu książka nie jest jedynie opisem kraju, lecz także próbą zrozumienia procesów, które go kształtują. W moim odczuciu jednak niektóre wątki zostały nadmiernie rozbudowane kosztem innych. Dotyczy to zwłaszcza tematyki LGBT, której — moim zdaniem — poświęcono zbyt dużo miejsca w stosunku do całości książki. Rozdziały te nie wniosły dla mnie istotnej wartości poznawczej i sprawiały wrażenie nieco oderwanych od głównego nurtu opowieści. Mimo tej uwagi książka pozostaje bardzo wartościową i interesującą pozycją, która pozwala lepiej zrozumieć Indie i ich wewnętrzną różnorodność. To reportaż, który potrafi wciągnąć i jednocześnie skłonić do refleksji. 📖 14:08 · 21.03.2026 · 27/2026 · (A)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 8 20 dni temu
Śniadanie pachnie trupem. Ukraina na wojnie Zbigniew Parafianowicz
Śniadanie pachnie trupem. Ukraina na wojnie
Zbigniew Parafianowicz
Książka jest reklamowana, jako pierwszy reportaż z wojny na Ukrainie. Tak naprawdę wojna na Ukrainie rozpoczęła się w 2014 roku, kiedy to Rosja dzięki działaniom hybrydowym oderwała część Ukrainy. Później przez Porozumienia Mińskie częściowo zawieszony. 24 lutego 2022 roku ten konflikt na nowo rozgorzał, kiedy to Rosja już oficjalnie zaatakowała całe terytorium Ukrainy. Nie jest to na pewno pierwszy reportaż z Ukrainy i nie jest to, na szczęście, pierwsza książka autora na temat Ukrainy. Zbigniew Parafanowicz tematyką ukraińską zajmuje się już od 2003 roku i to jest jego trzecia książka na temat Ukrainy. Tak więc jego wiedza o Ukrainie jest ogromna. Zresztą w momencie wybuchu wojny 24 lutego 2022 był w Kijowie i spędził tam półtora miesiąca. Dzięki temu może prowadzić relacja z tych pierwszych dni wojny, pierwszego szoku, który przeżyli mieszkańcy Kijowa i Charkowa. Jednak wojsko było przygotowane do wojny, wcześniej wyprowadzone na pozycje. Tak więc Rosjanie bombardowali puste bazy. Ukraińcy błyskawicznie otrząsnęli się z pierwszego szoku i zaczęli działać wspólnie. Przedstawił działania wojska, policji, innych służb, a także relacje zwykłych mieszkańców. „Operacja specjalna”, jak tę wojnę nazywają Rosjanie, miała się skończyć po trzech dniach, wkroczeniem Rosjan do Kijowa, obaleniem rządu i podporządkowaniem sobie Ukrainy. Nikt nie witał Rosjan kwiatami, tak jak głosiła jej propaganda. Książkę można podzielić na dwie części. Pierwsza to są relacje z samej Ukrainy. Dla kogoś, kto śledzi na bieżąco wydarzenia na Ukrainie, te wydarzenia są znane. Chociaż niektóre rozmowy są szokujące. Zresztą część z tych relacji już było wcześniej przez autora publikowane, a tutaj je cytuje. Ciekawe są rozmowy przeprowadzona z Serhijem Żadanem, a także rozmowy z żołnierzami pułku Azow, czy rosyjskimi ochotnikami walczącymi po stronie ukraińskiej. Druga części książki mnie bardziej zainteresowała. Z zainteresowaniem przeczytałam historię pułku Azow, jakie kontrowersje wzbudzał nie tylko w samej Ukrainie, gdy powstawał w 2014 roku, aż po bohaterską obronę Mariupola. Ciekawym, choć bardziej znanym tematem jest fascynacja okultyzmem, szamanizmem, spirytualizmem elita rosyjskich. Połączenie tych ruchów z reanimowanym prawosławiem jest zadziwiające. Jednak najbardziej fascynujący był rozdział: „Dlaczego Zachód nie wierzył, że wojna wybuchnie?” W tym rozdziale Zbigniew Parafanowicz rekonstruuje chronologicznie wydarzenia poprzedzające inwazję rosyjską, uwzględniając materiały dyplomatów ukraińskich, zachodnich i polskich. Przytacza rozmowy z prezydenckim ministrem Jackiem Kumochem, a także rozmowy z innymi polskimi i ukraińskimi dyplomatami. Na końcu analizuje obecną sytuację w Ukrainie. Książka ta jest bardzo ważna, gdyż spina klamrą ponad 300 dni agresji Rosji na Ukrainę. Śledząc nawet codziennie wydarzenia na Ukrainie, część wydarzeń nam umyka, a o części zapominamy, dlatego ta książka, która w jednym miejscu przedstawia te wszystkie wydarzenia, jest pozycją bardzo ważną.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 8 4 miesiące temu
Kamerdyner świata Oliver Bullough
Kamerdyner świata
Oliver Bullough
Książka Olivera Bullough „Kamerdyner świata” to demaskatorski, bolesny i momentami cyniczny portret Wielkiej Brytanii, która po utracie imperium znalazła sobie nową, niezwykle dochodową rolę: wyspecjalizowanego sługi najbogatszych i najbardziej skorumpowanych ludzi na planecie. Moja ocena to mocne 8/10 – to reportaż, który powinien być lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego walka z globalną kleptokracją jest tak beznadziejnie trudna. Wielka Brytania na posyłki Bohaterem tej opowieści nie jest konkretna osoba, lecz cały system instytucjonalny Zjednoczonego Królestwa. Bullough z chirurgiczną precyzją opisuje ewolucję brytyjskiego sektora finansowego i prawnego. Fabuła reportażu prowadzi nas od powojennych kryzysów, przez narodziny rynku eurodolarów, aż po współczesny Londyn, który stał się „największą pralnią brudnych pieniędzy na świecie”. Tytułowy „kamerdyner” to metafora kraju, który nie pyta o pochodzenie fortuny, nie ocenia moralności swoich klientów, za to z nienagannymi manierami oferuje dyskrecję, ochronę prawną i bezpieczne przystanie podatkowe. Bullough pokazuje, jak brytyjskie terytoria zamorskie – takie jak Brytyjskie Wyspy Dziewicze czy Kajmany – stały się „czarnymi dziurami” finansów, w których znikają miliardy dolarów ukradzione obywatelom Rosji, Nigerii czy Kazachstanu. Autor nie bije jednak tylko w rajach podatkowych. Uderza w samo serce Londynu: w armię prawników, księgowych i agentów nieruchomości, którzy za odpowiednią opłatą legitymizują majątki dyktatorów i oligarchów. Największą siłą książki jest to, jak Bullough tłumaczy skomplikowane mechanizmy finansowe. Wyjaśnia, jak brytyjskie prawo własności i system spółek typu shell company pozwalają ukryć prawdziwego właściciela niemal wszystkiego – od luksusowych apartamentów przy Eaton Square po całe korporacje. Autor pisze z ogromną swadą, łącząc twarde dane z błyskotliwymi anegdotami. Opisuje, jak brytyjskie elity, od polityków po arystokrację, stały się zależne od pieniędzy płynących ze Wschodu i Południa, co skutecznie sparaliżowało mechanizmy kontrolne państwa. To obraz kraju, który sprzedał swój prestiż i system prawny, by utrzymać iluzję globalnego znaczenia. „Kamerdyner świata” to książka, która budzi gniew. Bullough udowadnia, że korupcja nie jest problemem „tamtych” krajów; ona jest paliwem, które napędza luksusowe życie w sercu Zachodu. Choć autor momentami bywa bezlitosny w swoich ocenach, jego argumentacja jest podparta solidnym researchem. To reportaż surowy, pozbawiony złudzeń i niezwykle aktualny w kontekście sankcji nakładanych na rosyjskich oligarchów – autor pokazuje, dlaczego te działania są często tylko fasadowe. Jeśli chcesz wiedzieć, jak naprawdę działa współczesny światowy kapitał i jaką cenę za luksus Londynu płacą najbiedniejsze narody świata, ta książka otworzy Ci oczy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Albania. W szponach czarnego orła Izabela Nowek
Albania. W szponach czarnego orła
Izabela Nowek
Książka Izabeli Nowek pt. „Albania. W szponach czarnego orła” jest kolejnym reportażem podróżniczym tym razem na temat tytułowej Albanii, który ukazał się w serii Wydawnictwa Poznańskiego. Autorka przedstawia kraj swojego obecnego zamieszkania z perspektywy osoby związanej z branżą turystyczną. Przyznaję, iż opis Albanii zawarty na kartach omawianej publikacji jest do głębi werystyczny. Izabela Nowek wymienia zmiany cywilizacyjne, które zaistniały w kraju nad M. Jońskim, w szczególności w Tiranie na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat, od czasu upadku reżymu komunistycznego. Albańczycy zostali zaprezentowani, jako tradycjonalistyczne i patriarchalne izolowane w górach społeczeństwo, i to bardzo odporne na wszelkie zmiany obyczajowe. Nieco inaczej sytuacja wygląda w Tiranie, gdzie mieszkańcy przez wzgląd na funkcje stołeczne tego miasta odróżniają się od swoich rodaków z prowincji. W Albanii zupełnie zmienił się stosunek wobec cudzoziemców. W ciągu ostatnich piętnastu lat wzdłuż wybrzeży Morza Jońskiego powstała spełniająca podstawowe standardy cywilizacyjne współczesnych czasów baza turystyczna, obcokrajowcy zaczęli inwestować w tym kraju, a sama Albania dołączyła do popularnego kierunku podróży i wczasów. Państwo to wciąż dla Europejczyków z krajów UE uchodzi za egzotyczne i nadal jest postrzegane już nieco zbyt bardzo krzywdząco za zacofane. Izabela Nowek stara się podważać rozpowszechnione stereotypy na temat Albanii i Albańczyków, aczkolwiek przyznaje, iż pozostaje jeszcze wiele do nadrobienia. Dość interesująco autorka przedstawiła albańską wieś, tamtejszą religijność (bardzo powierzchowną), a także pochyliła się nad tematem legendarnych bunkrów.
donekT - awatar donekT
ocenił na 7 6 dni temu
Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec Jerzy Haszczyński
Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec
Jerzy Haszczyński
Inne Niemcy Tytuł „Rzeźnia numer jeden i inne reportaże z Niemiec” jednoznacznie nawiązuje do powieści Kurta Vonneguta. Nie jest to raczej przypadek, choć tytułowy reportaż jako tako odnosi się po prostu do największej rzeźni w Europie. Jednak w naszym zbiorze tekstów Jerzego Haszczyńskiego znajdziemy dużo więcej. Wątki polskie w Niemczech? Jest. Różnice między wschodem i zachodem Niemiec? Jeszcze jak. Podobieństwa dawnego NRD do Polski? Oczywiście. A wszystko w imigrancko-prawicowym sosie. Co ciekawe reportaże Haszczyńskiego nie tylko potrafią cofnąć nas w czasie do I Wojny Światowej, to także reportaże powtarzane przez autora. Autor odwiedza niektóre osoby i miejsca ponownie, porównując je. Czasem komuś się polepszyło, ktoś inny już nie chce rozmawiać, a kto inny jak skała stoi niezmieniony. Takie reportaże są niezwykle interesujące, bo można porównywać tabelki i cyferki z urzędów statystycznych, ale choćby taki ograniczony porównawczy wycinek rzeczywistości potrafi mieć dużą wartość. Sam autor w jednym wywiadzie powiedział, że właśnie powrót do tych starych tematów skłoniła go do napisania tej książki, a inne reportaże już przyszły same. Niestety mamy jedynie te napisane w okolicach 2020 roku. Te starsze trzeba znaleźć już samemu. Pierwszy reportaż zajmuje się dziećmi polskich pracowników przymusowych z II Wojny Światowej. Dzieci polskich mężczyzn i niemieckich kobiet w państwie poważnie myślącej o eugenice to przerażająca myśl dla obu stron – dla nazistów przerażonych zanieczyszczeniem krwi i Polaków przerażonych tym, co z dziećmi zrobią. Nie będę odkrywał tu szczegółów, bo jest tam więcej, również osobistych kwestii. Mogę powiedzieć tylko, że bardzo często motyw szukania rodziców nie kończy się w rzeczywistości tak słodko. Najciekawsze w tym reportażu było jednak tzw. zniemczanie obiecujących aryjsko ojców. Czego się nie robi dla zachowania twarzy? Innym nieoczywistym reportażem jest ten o muzułmańskich fascynacjach niemieckich nastolatek. Czytane Koranu, czy marzenie o hierarchicznej i bezpiecznej rodzinie nie może być przecież niebezpieczne? Gorzej, jak zrobi się coś w kierunku urzeczywistnienia tych marzeń i ucieknie do Państwa Islamskiego… A jak z każdą fazą – te bardzo szybko zanikają w strefie wojny. Nie jest to jedyny tekst zabierający nas geograficznie z Niemiec. W jednym z reportaży poznajemy kulisy hymnu arabskiej wiosny i jej autora, które nie są tak romantyczne, jak mogłoby się wydawać. Te podróże zabierają nas nie tylko do krajów muzułmańskich, a również na Litwę i do Polski. Haszczyński szuka prawdziwego grobu lub zwłok niesławnej Róży Luksemburg z komentarzem na temat niemieckiej lewicy. Wśród tych poszukiwań znajduje też inne tematy, jak korzenie Angeli Merkel, które prowadzą oczywiście do Polski. Czy Niemcy wiedzą o tych korzeniach, albo ich je obchodzą? Czy to jak z dziadkiem Tuska z Wermachtu? A może po prostu każdy wielki Niemiec lub kanclerz musi mieć związki z Polską? Jak Nietzsche albo Bismarck. Wielki nihilista robił to, by denerwować narodowe mieszczaństwo. I dziś w świecie „końca historii” i wzmożonej imigracji znów nacjonaliści są widoczni. W wielu swoich reportażach Jerzy Haszczyński pochyla się nad jedną zauważalną zmianą od swoich poprzednich tekstów. W Niemczech pojawili się prawicowi ekstremiści, politycy z wypowiedziami nieodróżnialnymi od Hitlera, czy właśnie AfD (niem: Alternative für Deutschland, pl: Alternatywa dla Niemiec). Autor zadaje pytanie dlaczego i skąd się wzięli? To, że schizofrenik dokona zbrodni, wyobrażając sobie ludobójstwo nawet połowy Niemców i wszystkiego na wschód po Pacyfik (sic!), jeszcze nic nie znaczy. Zastanawiające jest otoczenie i jak ono reaguje. A raczej, czego nie zrobiło i do czego dopuściło. A na wschodzie, wyzyskiwanym przez Zachód tak samo jak Polska w latach 90., rośnie frustracja. Frustracja, którą wykorzystują wpierw postkomuniści, a potem ugrupowania prawicowe. Brzmi znajomo? Nawet bardziej osobiste historie bywają podobne. Nie należy jednak popadać w zbytnie upodobnianie. PRL był jednym z najbardziej liberalnych politycznie państw bloku wschodniego. Wiele innych demoludów, w tym NRD nie miało tego luksusu, a jedynie ten gospodarczy dla uspokojenia ludności. Z tego powodu pierwsze protesty to dopiero 1989. Ze wschodem ostatecznie anektowanym i bez własnych większych tradycji politycznych ponad postkomunistów. Polska pod tym względem, stety niestety wyszła chyba nieco lepiej. Haszczyński skupia się na podobieństwach, a te różnice jedynie zaznacza. W reportażach Haszczynskiego można też dostrzec inne podobieństwa między Polską a Niemcami. Szczególnie w tytułowym reportażu – „Rzeźnia numer jeden”, który zostawiłem na koniec. Reżyser Bong Joon-ho twierdził, że kiedy opowiada swoje historie, mówi do swojego narodu – do Koreańczyków. Jednak okazuje się, że na twórczość oskarowego reżysera widownie innych narodów reagują podobnie. Po odkryciu tego stwierdził, że oni też są jednym narodem. Że wszyscy jesteśmy narodem kapitalistów. I o tym problemie opowiada ten reportaż. Ofiarami gastarbeitu w Niemczech okazują się Polacy, ale to model imigranckiej taniej siły roboczej kapitalizmu. Działa równie dobrze w Polsce. Po prostu kto inny jest ofiarą. A kapitalizm, jak by powiedział Marks, wzbudza tylko poczucie alienacji, tranzakcyjności relacji, myślenie w kategoriach gry o sumie zerowej i wyzysk. I o tym właśnie jest „Rzeźnia numer jeden”. O ironio wiele z powyższych tematów wydaje się bardzo lewicowych, albo proniemieckich. Nic bardziej mylnego – niektórzy twierdzą, że Jerzy Haszczyński należy do prawego skrzydła „Rzeczypospolitej”. Bo jak zawsze, często lewica i prawica dostrzega podobne problemy, ale daje inne rozwiązania. Jednak poza polityką – zrozumienie drugiego człowieka może mieć wartość samą w sobie. A autor pozwala wyjść nam poza stereotypy i zobaczyć, że w Niemczech też są ludzie. Tak, jak sprawa w rzeźni sprawiła, że Niemcy dostrzegli ich w gastarbeiterach. I tak Niemcy mają swój ordnung, ale i on ma swoje problemy. Problemy, które ironicznie wynikają u nich z zaufania do państwa, a u nas z jego braku. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Ameryka. Dom podzielony Andrzej Kohut
Ameryka. Dom podzielony
Andrzej Kohut
Ameryka. Dom podzielony Autor: Andrzej Kohut Moja ocena: ★★★★★★★★★☆ (9/10) Bardzo dobra i niezwykle interesująca książka poświęcona współczesnym Stanom Zjednoczonym oraz procesom politycznym i społecznym, które doprowadziły do wyraźnego podziału amerykańskiego społeczeństwa. Autor w przystępny sposób opisuje mechanizmy funkcjonowania tamtejszej sceny politycznej, a jednocześnie pokazuje, jak głęboka i wielowymiarowa jest polaryzacja społeczna w Stanach Zjednoczonych. Jednym z ciekawszych wniosków, jakie nasuwają się podczas lektury, jest refleksja nad tym, jak szybko starzeją się informacje i analizy polityczne. Wydarzenia, które jeszcze niedawno wydawały się przełomowe, bardzo szybko ustępują miejsca kolejnym, a dynamika życia politycznego sprawia, że rzeczywistość potrafi zmieniać się z niezwykłą prędkością. Książka dobrze pokazuje tę specyfikę współczesnej polityki – pełnej napięć, emocji i nieprzewidywalności. Czytając tę publikację, coraz wyraźniej dostrzegałem także pewne analogie do sytuacji w Polsce. Mam wrażenie, że pod wieloma względami nasza rzeczywistość polityczna staje się coraz bardziej „amerykańska” – szczególnie jeśli chodzi o rosnącą polaryzację społeczną i coraz ostrzejszy podział opinii publicznej na dwa wyraźne obozy. W tym sensie książka Andrzeja Kohuta może być dla polskiego czytelnika nie tylko analizą Stanów Zjednoczonych, lecz także interesującym punktem odniesienia do refleksji nad własnym krajem. Temat poruszany w książce pozostaje bardzo aktualny, a z perspektywy roku 2026 wydaje się nawet jeszcze bardziej wyrazisty. Wiele opisanych w niej zjawisk nie tylko nie straciło na znaczeniu, lecz wręcz pogłębiło się w ostatnich latach. Dzięki temu lektura nabiera dodatkowej wartości jako próba zrozumienia procesów, które wciąż kształtują współczesną politykę i debatę publiczną. Książkę serdecznie polecam – to interesująca, dobrze napisana i skłaniająca do refleksji analiza współczesnej Ameryki. 📖 18:22 · 07.03.2026 · 24/2026 · (A)
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość Dominik Héjj
Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość
Dominik Héjj
Początkowo dość ciężko wchodziło mi się w lekturę, ale z czasem dałem się pochłonąć całkowicie. Dużo podróżuję, uwielbiam Budapeszt (świetne miejsce na citybreak) i mam sympatię do Węgier, ale przyznam, że tamtejszych realiów politycznych do tej pory zbytnio nie znałem. Dzięki książce, która jest napisana w sposób bardzo ciekawy, zaczynam rozumieć bardziej węgierskie myślenie i podejście do stosunków międzynarodowych. Bliżej mi do prawicy i nie miałem złego zdania o Wiktorze Orbanie (cenię m.in. węgierską politykę prorodzinną czy postawienie się nielegalnej migracji), ale autor, którego od lat śledzę na Twiiter/X, fajnie wyjaśnia to, jak Fidesz zawłaszczył węgierskie państwo i jak rozgrywa społeczeństwo patriotyzmem (nieco zakłamanym) i sentymentami do utraconych terenów. Nie zmieniłem zdania o Orbanie o 180 stopni, ale widzę teraz w nim dużo hipokryzji i politycznego zakłamania. Nie miałem go za ideał polityka, ale wydawał mi się silnym przywódcą z zasadami, czego nie można powiedzieć o polskich liderach politycznych. Czasami czytając książkę, mam wrażenie, że autor nawet nie próbuje znaleźć jakiś pozytywów Orbana i jego ugrupowania, a wydaje mi się, że takie są, jeśli ten człowiek jest tyle lat u władzy. I odpowiedzią na to nie może być wyłącznie sprzyjający Fideszowi system wyborczy i medialna propaganda. Co mnie zaskoczyło, to to, jak różnią się od siebie nasze narody. Widziałem też wiele podobieństw w rządach Fideszu to czasu, gdy w Polsce rządził PiS. Warto przeczytać, jeśli chce się lepiej zrozumieć inne europejskie państwo i jego postępowanie. Autor oczywiście nie usprawiedliwia działań węgierskiego rządu, ale pokazuje jego tok myślenia i pokazuje inną perspektywę. Warto przeczytać, jeśli jest się po prostu ciekawym świata, zwłaszcza tego nam najbliższego, europejskiego. Węgierskich nazwisk i nazw politycznych nie idzie zapamiętać, ale nie to jest najważniejsze
AdamKrokowski - awatar AdamKrokowski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Królowa kryptowaluty. Historia miliardowego cyberprzekrętu Jamie Bartlett
Królowa kryptowaluty. Historia miliardowego cyberprzekrętu
Jamie Bartlett
„Pieniądz przyszłości okazał się najstarszym oszustwem świata, ubranym jedynie w cyfrowe szaty i obietnicę wolności, której nikt nie zamierzał dotrzymać”. 📖 Fabuła i świat przedstawiony Fabuła książki „Królowa kryptowaluty” to porywający reportaż śledczy, który czyta się niczym najlepszy thriller szpiegowski. Jamie Bartlett rekonstruuje historię OneCoin – projektu, który miał stać się „zabójcą Bitcoina”, a okazał się jedną z największych piramid finansowych w dziejach, wyłudzającą od inwestorów ponad 4 miliardy dolarów. Autor zabiera nas w podróż od luksusowych apartamentów w Londynie i Dubaju, przez huczne gale w Dubaju, aż po slumsy w Ugandzie, gdzie ludzie oddawali ostatnie oszczędności w nadziei na lepsze jutro. To świat nowoczesnych technologii, które służą za parawan dla prymitywnej chciwości, oraz globalna sieć manipulacji, w której brak regulacji prawnych stał się idealnym podłożem dla przestępstwa na niewyobrażalną skalę. Bartlett nie tylko opisuje mechanizm przekrętu, ale prowadzi czynne śledztwo, próbując wytropić kobietę, która zapadła się pod ziemię. 🎭 Bohaterowie Centralną postacią jest dr Ruja Ignatova – charyzmatyczna, wykształcona na Oksfordzie „Kryptoqueen”, która oczarowała świat swoją wizją finansowej rewolucji. Ignatova to postać fascynująca i przerażająca zarazem; genialna manipulatorka, która potrafiła sprzedać marzenia zarówno rekinom biznesu, jak i najbiedniejszym rolnikom. Obok niej pojawia się autor, Jamie Bartlett, który staje się naszym przewodnikiem po tym labiryncie kłamstw. Jako detektyw-amator (ale z profesjonalnym zacięciem dziennikarskim) spotyka się z ofiarami, sygnalistami i byłymi współpracownikami Ruji. Poznajemy też postacie tragiczne – ludzi, którzy stracili wszystko, oraz „wyznawców”, którzy nawet po ujawnieniu prawdy odmawiali przyjęcia faktów do wiadomości, co rzuca ciekawe światło na kultowy charakter współczesnych oszustw finansowych. ✨ Zalety tekstu Niesamowite tempo: Książka jest napisana niezwykle dynamicznie. Bartlett umiejętnie przeplata fakty ekonomiczne z elementami śledztwa terenowego, co sprawia, że od lektury trudno się oderwać. Analiza psychologiczna tłumu: Autor świetnie tłumaczy, dlaczego miliony ludzi uwierzyło w OneCoin. To nie jest tylko opowieść o pieniądzach, ale o psychologii chciwości, potrzebie przynależności i sile marketingu wielopoziomowego (MLM). Rzetelność dziennikarska: Mimo sensacyjnego charakteru historii, Bartlett trzyma się faktów, precyzyjnie wyjaśniając zawiłości technologii blockchain (lub jej braku w przypadku OneCoin) i mechanizmów prania brudnych pieniędzy. Przyznając ocenę 8/10, muszę zauważyć, że dla osób, które słuchały autorskiego podcastu Bartletta o tym samym tytule, książka może wydać się nieco wtórna. Choć zawiera dodatkowe szczegóły i uporządkowaną strukturę, trzon historii pozostaje ten sam. Momentami autor zbyt mocno skupia się na własnych emocjach i trudach podróży, co nieznacznie odciąga uwagę od samej Ruji i mechanizmów OneCoin, jednak nie psuje to ogólnego odbioru tej niesamowitej historii. 💡 Myśl przewodnia „Największym zagrożeniem w świecie kryptowalut nie jest haker czy wirus, lecz nasza własna wiara w to, że można stać się bogatym bez wysiłku, jeśli tylko znajdziemy odpowiedniego proroka”. „Królowa kryptowaluty” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto interesuje się współczesnym światem, nie tylko finansami. To przestroga przed ślepym zaufaniem do charyzmatycznych liderów i przypomnienie, że w dobie cyfryzacji najsłabszym ogniwem wciąż pozostaje ludzka natura. Bartlett stworzył rzetelny, przerażający i niesamowicie wciągający portret zła, które uśmiecha się do nas z ekranów smartfonów.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Najdłuższa podróż Oksana Zabużko
Najdłuższa podróż
Oksana Zabużko
Ten celny esej, stworzony w Polsce przez ukraińską pisarkę “na gorąco” - zaraz po agresji raszystów w 2022 r., polecałbym licznym rodakom, w dużej części opętanym ruską narracją, czy raczej: jej uległym… Ale też i nie mam złudzeń, by ta, bądź co bądź dość łopatologiczna pozycja, dotarła do zaczadzonych milionem bredni na tematy ukraińskie. A szkoda… Szkoda, bo to w zasadzie wyczerpujące, acz pobieżne, kompendium tematu, poczynając od początku, czyli od pierwszej “wewnętrznej” agresji Rosji w Krymie i Donbasie w 2014 r. (a sięgające i jeszcze wcześniej). Rzecz opisana nie językiem nudnego politologicznego wykładu, tylko wspaniałym literackim stylem, miejscami wręcz poetyckim i z prawdziwie historiozoficznym rozmachem. Ktoś, kto nie wie niczego o historii Ukrainy, pozna tu najważniejsze fakty, choć cała rzecz wydała mi się skierowana raczej do odbiorców Zachodu. Oczytany polski czytelnik, obserwator wydarzeń ostatnich kilkunastu lat, w zasadzie ma tę wiedzę, jaką tu Zabużko przekazuje. Choć i ja - po studiach historycznych, od dawna zafascynowany Ukrainą, krajem najbliższym nam pod każdym niemal względem - co nieco się dowiedziałem… Autorka, co w pełni zrozumiałe, nie kryje emocji, tych zdrowych. Raczej tu żal, że świat nie chce czy nie potrafi przynajmniej zrozumieć ukraińskiego punktu widzenia wobec obawy przed cieniem Kremla, z ignorancją co do istoty “wiecznej Rosji” połączoną, co dominuje nad wszystkim… Analizując historię, Zabużko sięga głębiej, nie cofając się i przed takimi ocenami: “Znamy cenę tego spróchniałego zombie-potwora: to my (nasi przodkowie) swego czasu, na złość Polsce i Turcji, ulepiliśmy go i postawiliśmy na nogi, a potem jeszcze przez wieki dokarmialiśmy własną siłą - najpierw dobrowolnie, a potem pod przymusem, bo we wszelkie sojusze z Moskwą łatwiej wejść, niż z nich wyjść, zgodnie z zasadami grup kryminalnych”. “To ukraińskie kozactwo budowało sławę rosyjskiej armii jako niezwyciężonej w wyprawach tureckich (...) i od tamtej pory szkielet tej armii - korpus oficerski niższego i średniego szczebla - czy to za carów, czy to za bolszewików, trzymał się na Ukraińcach właśnie, bo walczyć nasi zawsze potrafili”. A zarazem z jednego wynika drugie: “Rosjanie to tak naprawdę nie naród, tylko, zgodnie z trafnym określeniem Astolphe'a de Custina, więzienie narodów: państwo-garnizon, gdzie służba w wojsku nigdy szczególnie nie różniła się od kary więzienia”. “Cała rosyjska tradycja kulturowa trzech ostatnich stuleci starannie, z pokolenia na pokolenie, pracowała nad przywłaszczeniem sobie Ukrainy – jej historii, jej kultury, a nawet jej narodu”. W tym kontekście Autorka obok Putina słusznie, niestety, przypomina – “w przeciwieństwie do niego nawet całkiem utalentowanych” – Michaiła Bułhakowa i Josifa Brodskiego”. Podkreśla też, że w 1863 roku zakazano druków w języku ukraińskim a +ukrainofilstwo+ nieco później stało się przestępstwem”. Zasadny jest także zarzut wobec jak zawsze wszystkowiedzącej Europy: “Na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku duzi, dorośli panowie nieostrożnie wykreślili nas z listy Heglowskich +narodów historycznych+”. Bardzo tu precyzyjnie pokazane przeistoczenie się Związku Sowieckiego w rzekomo inny kraj, czyli Rosję, czy jak to wtedy zwali: Wspólnotę Niepodległych Państw (niezłe to autoszyderstwo)… “Partia komunistyczna stała się kozłem ofiarnym, którego skupione wokół KGB elity chętnie złożyły na ołtarzu - ściągnęła ona na siebie całą nienawiść ludu i całe historyczne zło, które dzięki temu samoczynnie ulokowało się w przeszłości - a tak zwane organa, które właśnie były instytucją bezpośrednio odpowiedzialną za zbrodnie radzieckiego totalitaryzmu, mogły znów, jak za Stalina, paradować w nimbie rycerzy porządku i sprawiedliwości”. Autorka przypomina że 23 dni przed ogłoszeniem niepodległości przez Ukrainę (w 1991 roku) George Bush senior pouczał w Kijowie parlament jeszcze sowieckiej Ukrainy, że musi ona podążać ku wolności w ślad za przyszłą odnowioną Rosją, nie odstępując jej ani na krok. “Niech się dziecko cieszy, tylko broń jądrową ma oddać dorosłym, jeśli nie chce, żeby dorośli pogrozili mu paluszkiem”. “Tym samym: rozpad ZSRR był - i wciąż pozostaje – przypadkowym ekscesem, przykrym błędem, który wyskoczył w procesie przekazywania władzy i który łatwo będzie naprawić, jak nie dziś to jutro, jak tylko zdarzy się wolna chwila”. Według autorki stało się to podczas przewrotu w 1993 roku: “Jelcyn stał się takim tresowanym misiem, jakim w 2014 roku miał się stać Janukowycz, gdyby udało mu się rozpędzić Majdan”. “A rosyjskie służby specjalne przejęły monopol na władzę, zamierzając nigdy więcej jej już nie oddać”. Zabużko podkreśla też, że całą przestrzeń informacyjną Ukrainy Rosja przejęła jeszcze w latach 90. - telewizję, rynek książek i prasę. Tłumaczy to tak: “Ograniczaliśmy się, niczym wypuszczeni z więzienia, do minimalnych oczekiwań osoby poturbowanej: żeby państwo zostawiło nas spokoju – a resztą to już zajmiemy się sami. Nasze media przechodziły na rosyjski i coraz częściej wybrzmiewała teza o +wspólnej przestrzeni kulturalnej+ – wypełnianej rosyjskimi serialami ku czci gliniarzy i czekistów i wulgarną rozrywką upichconą przez moskiewskich producentów”. Do tego dochodził rozpowszechnianie mitu, że: “Tuż za rogatkami Unii Europejskiej dojrzewa jakaś groźna +biała Somalia+, którą, rzecz jasna w imię bezpieczeństwa międzynarodowego, powinna się zaopiekować Rosja. Włożenie tego ludziom do głów nie było takie proste po tym, jak cały świat zachwycał się naszym niewiarygodnie pięknym pomarańczowym majdanem, na którym przez dwa miesiące kilkumilionowy tłum nie stłukł ani jednej szyby, i nawet przestępczość spadła w mieście dziesięciokrotnie – ale jak pokazały w 2014 roku reakcje wspólnoty międzynarodowej na +ukraiński kryzys+ Rosja poradziła sobie z tym zadaniem. Nawet nie chcę myśleć ile taka +operacja specjalna+ mogła kosztować w przeliczeniu na rosyjskie niewyasfaltowane drogi i niezgazyfikowane miasta”. Bardzo tu wiele m. in. o tym, jak skutecznie rosyjska propaganda przygotowywała wojnę w 2022 roku, pod względem "nadbudowy" - choć nie "bazy", bo tu dramat - czyli w agresji propagandowej i działań FSB. “Jednak tu wszystko jak u Czechowa – jeśli w pierwszym akcie na scenie wisi strzelba, to przed piątym aktem musi wypalić (...) – i oto wreszcie strzelba wypaliła”. “W rosyjskiej świadomości masa +tłum+, figuruje wyłącznie jako siła negatywna niszcząca: skoro protestuje +sama+, bez nadzoru policji i +dziesiętników+ – to zwyczajnie musi rozbijać witryny, palić samochody i ciągnąć ze sklepów naręcza zrabowanego dobra mniej więcej tak, jak zachowują się teraz w supermarketach w okupowanych ukraińskich wsiach rosyjscy sołdaci. Rosyjska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego doskonale odnalazła się w roli +duchowego departamentu+ Kremla”. “Jak z oburzeniem krzyczała matka rosyjskiego żołnierza, który skarżył się jej z Ukrainy na ostrzał ze strony zbrojnych sił Ukrainy: +Was na 'oczyszczanie terenu' posyłali, a nie na wojnę!+”. “Oto czym jest ta wojna: tęsknotą zwapniałego mózgu obumarłej, niezdolnej do rozwoju formy historycznej – za własną młodością. Płacz głodnego wampira, któremu odcięto dopływ świeżej krwi, pretensje potwora Frankensteina do jego twórcy: jak to tak ,ty beze mnie możesz istnieć, a ja bez ciebie nie...?”. “W wersji na eksport ta technologia zadziałała doskonale. W Europie mit +rozdartej Ukrainy+ zdążył do 2014 roku wyprzeć wszelką inną o niej wiedzę (w której i tak nie było dużo). Można było do utraty głosu opowiadać, że w kraju, w którym niemal dwie trzecie ludności wskazuje ukraiński jako swój język ojczysty, a ponad dwie trzecie periodyków ukazuje się wręcz przeciwnie, po rosyjsku, dyskryminowana jest właśnie ta ukraińskojęzyczna większość. Suchy prowiant dla rosyjskich +oddziałów pokojowych+ przygotowano w ilościach prawdziwie przemysłowych: w lutym 2022 roku Rosjanie z nim właśnie weszli do Ukrainy, wyprodukowanym w 2014, z terminem przydatności 1 rok”. Podoba mi się ta duma, narodowa duma, gdy Zabużko podkreśla: “Ziścił się ten wers hymnu narodowego, w którym sto pięćdziesiąt lat temu obiecaliśmy +pokazać+ komuś nieokreślonemu, +że jesteśmy bracia, z kozackiego rodu+: udowodniliśmy, pokazaliśmy ku największemu chyba własnemu zdziwieniu”. A ja przypominam, nie bez satysfakcji, że po niecałych 4 latach od napaści z 22 czerwca 1941 r., Sowiety już były w Berlinie… Oto kontekst prawdziwej klęski Putina w Ukrainie - z Kozakami nie wygra, a to i nasza korzyść; widzi to jasno, kto nie stracił wzroku, zaślepiony. Jednym z najważniejszych czynników przebudzenia Ukraińców jest oddolny charakter zjawiska. “I tak musi to kiedyś zostać zapisane w podręcznikach: decyzja, że Ukraina będzie się bronić, przyszła +z dołu+, jako wynik praktycznego plebiscytu. Dla władz kraju był to tylko test na słuch polityczny – kto +nie dosłyszał+, wypadł z procesu politycznego”. Wszystkie swe argumenty Zabużko słusznie uznaje za kwestię "innego poziomu rozwoju cywilizacyjnego" Rosji i Ukrainy”. I jedno z setek uzasadnień tej różnicy: “Wydajność na najlepszych na świecie czarnoziemów Ukrainy była siedmiokrotnie wyższa niż za czasów Sowietów. Wolność jest siedmiokrotnie bardziej wydajna niż niewolnictwo” . Wydaje się, że Europa - jak zawsze w strachu przed Niedźwiedziem Północy - niczego nie może pojąć. “Pamiętam, jak wzdrygnął się niegdyś pierwszy niemiecki dziennikarz, któremu powiedziałam w wywiadzie, że oficer KGB rządzący Rosją to tak, jakby oficer Gestapo stał na czele Niemiec: czyli, upewnił się wstrząśnięty, tak mam napisać?– ale ostatecznie nie napisał”. “Już po raz trzeci (sic!) w ciągu ostatnich 20 lat jestem świadkiem, jak Zachód +odkrywa dla siebie Ukrainę+. W 2004 po pomarańczowej rewolucji, w 2014 po Euromajdanie i w 2022 – po 24 lutego, kiedy Ukraina po raz trzeci w tym stuleciu burzy Kremlowi scenariusz jej ponownego wzięcia pańszczyźnianą niewolę. (...) I za każdym razem zachodni eksperci nie omieszkają ze świeżą siłą się nim zadziwić, i to tymi samymi słowami, jak to bywa przy zaburzeniach pamięci krótkotrwałej: Patrzcie, kto by pomyślał, Ukraińcy to dorosły naród! mają społeczeństwo obywatelskie! są gotowi walczyć o własną wolność! patrzcie, oni walczą! och, to niesamowite, oni zwyciężają!”. Oto gorzka istota stosunku świata do walczącej Ukrainy…. Czyż nie i naszego? Może dlatego parę słów prawdy kieruje Autorka i do nas. “Dla Polaków, którzy przyjęli ponad 3 miliony ukraińskich uchodźców, to nie jest już "cudza wojna", jak przez poprzednie 8 lat – teraz dotyka ona całego polskiego społeczeństwa na głębokość historycznie całkiem nieodległej, jeszcze niezagojonej traumy zbiorowej”. “Spośród wszystkich krajów świata nigdzie nie mogliby nas zrozumieć lepiej: w lustrze naszej wojny Polacy na nowo rozpoznają siebie, jak ja w lustrze hotelowej łazienki”. Obawiam się tylko, że to już przeszłość, spłynęło po nas - “jak woda po kaczce”.... I jeszcze trafna uwaga wobec narzekających na “Ruskich” w tramwaju czy na ulicach, jakby niektórzy do dziś nie byli w stanie pojąć, że można być rosyjskojęzycznym, a mieć świadomość ukraińską i antyrosyjską. “Żeby odróżnić po rosyjskiej wymowie Ukraińca od Rosjanina, trzeba być jednym albo drugim, inni tej różnicy nie wychwycą, nawet Polacy jej nie słyszą”. PS Nie zauważyłem, by Zabużko popełniła szkaradny grzech autopromocji. Jeśli już, to - ze zrozumiałymi emocjami - promuje dzielnie walczący w samoobronie własny kraj, co niegdyś było także i udziałem Polski. Szczęśliwie dla nas, nie ma tu nic o “szantażu Wołyniem”, czyli żądaniu przeprosin jako rzekomego warunku wszystkiego z naszej strony, choć prezydent Poroszenko już w 2014 roku prosił o przebaczenie i w Sejmie, i przed Pomnikiem Ofiar Wołynia w Warszawie. Jakimś trafem temat nie był wtedy w polskich mediach przesadnie nagłośniony. W efekcie kompletnie nie zaistniał w polskiej świadomości. BTW: ciekawe dlaczego komuna nagłośniła gest Brandta z 1970 r., ukrywając za to skrzętnie, co w sumie zrozumiałe dwa lata po Marcu, przed którym to pomnikiem ukląkł….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 19 dni temu
Sopoty Tomasz Słomczyński
Sopoty
Tomasz Słomczyński
Historia Sopotu to opowieść o nieustannym wymyślaniu się na nowo, o kurorcie, który niczym kameleon dostosowywał się do politycznych wiatrów wiejących nad Bałtykiem. Tomasz Słomczyński w swojej książce Sopoty zabiera nas w podróż przez te zmienne losy – od luksusowych początków, przez traumę wojenną, aż po znaczenie kurortu w siermiężnych czasach PRL. To właśnie w okresie Polski Ludowej Sopot stał się „oknem na świat”, enklawą kolorów w szarej rzeczywistości. Był miejscem, gdzie festiwalowa piosenka mieszała się z zapachem smażonej flądry i luksusem Grand Hotelu, który jako jeden z niewielu punktów na mapie pozwalał przeciętnemu obywatelowi otrzeć się o wielki świat. Moja ocena tej pozycji to mocne 7/10 – to reportaż rzetelny, choć momentami zbyt melancholijny. Słomczyński słusznie używa liczby mnogiej w tytule. Jego Sopoty to nie jedno miasto, lecz zbiór nakładających się na siebie warstw czasowych i społecznych. Autor z ogromną czułością pochyla się nad historią Zoppot – niemieckiego kąpieliska, którego ślady wciąż widać w architekturze werand i wieżyczek. Jednocześnie nie ucieka od trudnych tematów: powojennego szabru, wysiedleń i brutalnego procesu „oswajania” obcej przestrzeni przez nowych osadników. Najciekawszy jest jednak Sopot „pomiędzy”. Autor dociera do ludzi, którzy pamiętają miasto jako tygiel artystycznej bohemy, cinkciarzy i partyjnych dygnitarzy. To tutaj odbywały się legendarne dancingi, a na molo krzyżowały się ścieżki intelektualistów i robotników na wczasach pracowniczych. Słomczyński świetnie oddaje ten swoisty dualizm – luksusu na pokaz i biedy ukrytej w suterenach pięknych willi. Styl Tomasza Słomczyńskiego jest niezwykle plastyczny, momentami niemal poetycki. Autor nie tylko opisuje fakty, ale stara się oddać „ducha miejsca” (genius loci). Jego rozmowy z mieszkańcami – zarówno tymi rdzennymi, jak i przyjezdnymi – są pełne autentyzmu i niespiesznego rytmu. To nie jest reportaż goniący za sensacją, lecz raczej próba uchwycenia przemijania. Słomczyński idzie pod prąd turystycznych folderów, zaglądając w podwórka, o których zapomnieli deweloperzy. Przyznałam 7/10 doceniając ogrom pracy dokumentacyjnej, jaką wykonał autor. Sopoty to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć fenomen tego miasta. Dlaczego zatem zabrakło punktów do ideału? Momentami książka wpada w zbyt jednostajny, nostalgiczny ton, który może być nużący przy dłuższej lekturze. Niektóre wątki rodzinne bohaterów wydają się zbyt rozbudowane w stosunku do głównego tematu, co sprawia, że narracja nieco traci dynamikę. Sopoty to książka o tęsknocie za światem, który już nie istnieje, a który wciąż próbuje przetrwać w pamięci mieszkańców. To rzetelny portret miasta, które było i jest symbolem aspiracji Polaków. Słomczyński udowadnia, że za fasadą Monciaka kryje się historia znacznie mroczniejsza, ciekawsza i bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać z perspektywy leżaka na plaży.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Rubież. Reportaż wędrowny Ewa Pluta
Rubież. Reportaż wędrowny
Ewa Pluta
W swojej zawartości „Rubież. Reportaż wędrowny” Ewy Pluty to mozaika spotkań, krajobrazów i trudnych pytań, które autorka zbiera podczas swojej wędrówki wzdłuż wschodniej granicy Polski. To zapis drogi przez Podlasie, Lubelszczyznę i bieszczadzkie bezdroża, gdzie rytm marszu wyznacza tempo odkrywania kolejnych warstw rzeczywistości pogranicza. Książka nie jest jednak klasycznym dziennikiem podróży; to głęboki, wielowarstwowy reportaż o miejscach, które z malowniczych „końców świata” stały się linią frontu politycznego i humanitarnego napięcia, trwale zmieniając życie ich mieszkańców. Pluta z wielką wrażliwością kreśli portret współczesnej granicy, gdzie sielankowy krajobraz brutalnie zderza się z rzeczywistością kryzysu uchodźczego. Reporterka rozmawia z rolnikami, właścicielami agroturystyk i aktywistami, pokazując, jak ich codzienność została zdominowana przez obecność wojska, druty kolczaste i nieustanny dźwięk helikopterów. Autorka stawia pytania o granice empatii i gościnności w świecie, który nagle został podzielony na „nas” i „obcych”, a pas przygraniczny stał się strefą wyłączoną nie tylko z turystyki, ale momentami i z normalności. Styl Ewy Pluty jest surowy, a jednocześnie niesłychanie plastyczny. Opisy przyrody – dzikiej, nieprzeniknionej puszczy i bagien – budują duszny, niemal klaustrofobiczny klimat. Natura w „Rubieży” nie jest tylko tłem; to świadek dramatów i milczący wspólnik tych, którzy próbują przetrwać w pasie przygranicznym. Autorka świetnie oddaje kontrast między spokojnym nurtem Bugu a poczuciem osaczenia wywołanym przez wszechobecne kontrole drogowe i militaryzację regionu, która wdarła się w intymność wiejskiego życia. Książka ta jest ważnym głosem w dyskusji o polskiej tożsamości i bezpieczeństwie. Pluta unika czarno-białych podziałów, pozwalając wybrzmieć różnym perspektywom – od lęku przed nieznanym, po bezinteresowną chęć niesienia pomocy. „Rubież” to reportaż o pęknięciu: w krajobrazie, w prawie i w ludzkich sercach. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, co dzieje się na obrzeżach naszej rzeczywistości, i jak to wpływa na naszą wspólną przyszłość. Po odłożeniu tej książki granica przestaje być tylko kreską na mapie, a staje się żywą, bolącą raną.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji

Więcej
Paweł Pieniążek Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji Zobacz więcej
Paweł Pieniążek Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji Zobacz więcej
Paweł Pieniążek Opór. Ukraińcy wobec rosyjskiej inwazji Zobacz więcej
Więcej