Pierwsza powieść Joyce'a. Podstawa dla późniejszego Portretu. Rzucona w ogień i odratowana w 1/3 przez siostrę Joyce'a. Napisał ponad 900 stron rękopisu, ostało się 300. Jest to książka raczej dla fanów znających Portret. Ale to całkiem inna książka. Jest tu przesyt treści. Eksplikacja vs niedopowiedzenia i minimalizm w Portrecie. Mamy sporo opisów postaci i przemyśleń Stefana, drobiazgowych. To i wada i zaleta. Biograficznie na pewno zaleta, literacko łatwo może być wadą. Stefan, alter ego JJ, to nerwus-intelektualista-artysta, męczący się w procesie końca dorastania/początku młodości. Główne obszary tematyczne to oczywiście irlandzkość pomieszana z katolicyzmem, a także literatura i obyczajowość. Tematy doskonale znane z Portretu. Stefan dusi się w tej irlandzkiej katolickości pomieszanej z polityką, a wyjściem dla niego jest rosnąca samoświadomość siebie jako artysty dążącego do nowych poszukiwań. W zasadzie Portret wyraża to samo, ale delikatniejszymi, dozowanymi środkami, bez takiego wyjaśniania wszelkich swoich przemyśleń na dany temat. Stefan Bohater to bardzo dobre uzupełnienie reszty powieści Joyce. Szkoda, że nie ostało się więcej stron. Nie jest to jednak raczej dobra pozycja do polecenia osobie, która nic Joyce'a nie czytała. Narracja jest dość prosta i sprawna. Podobnie przejścia/łączenie scen. Rzucone przez autora niemal na stos dziełko przedstawia już wysoki poziom, jeszcze bez szaleństw formalnych. Odwaga w tym tekście jest jednak spora, zwłaszcza w kilku wymianach zdań na temat Boga, katolików czy Irlandii. 7.5/10
Dopisek: dla sympatyków Joyce'a książka niepomijalna. Błędem jest uznawanie jej za notatnik do Portretu, czy jakieś byle co. Pod pewnymi względami mówi więcej niż on, ale jest bardziej drobiazgowy, a Portret - literacki. Może się podobać bardziej niż Portret; wielka szkoda, że reszta kartek spłonęła!
Pierwsza powieść Joyce'a. Podstawa dla późniejszego Portretu. Rzucona w ogień i odratowana w 1/3 przez siostrę Joyce'a. Napisał ponad 900 stron rękopisu, ostało się 300. Jest to książka raczej dla fanów znających Portret. Ale to całkiem inna książka. Jest tu przesyt treści. Eksplikacja vs niedopowiedzenia i minimalizm w Portrecie. Mamy sporo opisów postaci i przemyśleń...
James Joyce znany był ze swojej dokładności niemalże tak bardzo, jak z pychy. Już na początku swojej kariery, bo po „Dublińczykach” zaczął pisać powieść, która objętością dorównywała „Ulissesowi”. Zostały z niej jedynie skrawki opublikowane pośmiertnie jako „Stefan bohater”.
Książka ma historię prawie tak ciekawą, jak ta, którą przedstawia. „Legenda” głosi, że Joyce pochwalił się swojemu wydawcy istnieniem 914-stronicowego rękopisu będącego jego quasi-biografią, jednak zaznaczył, że nie zamierza póki co kontynuować, a co dopiero kończyć pracy nad dziełem. A szkoda, bo może wtedy jego siostra nie musiałaby wyciągać z płomieni resztek szkicu.
„Stefan bohater” trafia do nas w bardzo ubogiej i uszkodzonej formie, stanowiąc tak naprawdę niewielką próbkę całości. Zaczyna się bowiem pod koniec… XV rozdziału i oferuje jedynie jedenaście takowych. Naturalnie, po drodze brakuje stron a te, które się zachowały, wydawca wzbogacił odautorskimi komentarzami i przypisami doń tak szczegółowymi, jak dokładny kolor kredki, którą naniesiono uwagę czy rodzaj pisma (w jednym miejscu znajdziemy nawet krytyczną wzmiankę przypisywaną bratu Joyce’a).
Historia właściwa przypomina wejście na film w połowie jego trwania, co bez znajomości tła „Stefana bohatera” może zniechęcić. Chociaż i to nie wydaje się być takie złe, kiedy uświadamiamy sobie, że książka zaczyna się, kiedy tytułowy bohater idzie do szkoły wyższej. Pechowo, do takiej samej, jak Joyce – do jezuitów. Niezbyt odpowiadają mu panujące tam reguły i rygor duchownych, toteż postanawia nie przestrzegać ani jednego, ani drugiego. Czarę goryczy przelewa jednak problem jego dopracowywanego i szlifowanego przez miesiące odczytu. Nie tyle nie spotkał się on z brawami, co nagrodzono go deszczem uwag i krytyki. To wydarzenie stało się jakby katalizatorem w procesie rozwoju duchowego i umysłowego najstarszego syna rodziny Deadalus.
Wraz z ubiegiem czasu, Stefan zjednuje sobie kilku kolegów, popada w zauroczenie i… w konflikt z Kościołem. Tak, ta książka to w dużej mierze szeroko rozwinięty opis sądów młodego Joyce’a na temat religii, katolicyzmu, Kościoła, nauki, Irlandii, języka irlandzkiego itd. Pod każdym stwierdzeniem podpisuje się bohater powieści, jednak gołym okiem widać, że więcej w nim Jamesa niż Stefana.
„Stefan bohater”, jak głosi tył okładki, to pierwsza powieść Joyce’a. Znając choćby pobieżnie biografie pisarza, nietrudno się domyślić, które wątki budowane są na wspomnieniach, które na wyobraźni. Jednak bez takiej wiedzy, wyznaczenie granicy wcale łatwe nie jest – to druga najbardziej bogata w rozbudowane, pełnokrwiste opisy i postaci książka Zoli Irlandii.
Szkic artysty z czasów młodości
___
James Joyce znany był ze swojej dokładności niemalże tak bardzo, jak z pychy. Już na początku swojej kariery, bo po „Dublińczykach” zaczął pisać powieść, która objętością dorównywała „Ulissesowi”. Zostały z niej jedynie skrawki opublikowane pośmiertnie jako „Stefan bohater”.
Książka ma historię prawie tak ciekawą, jak ta, którą...
Może byc
Może byc
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza powieść Joyce'a. Podstawa dla późniejszego Portretu. Rzucona w ogień i odratowana w 1/3 przez siostrę Joyce'a. Napisał ponad 900 stron rękopisu, ostało się 300. Jest to książka raczej dla fanów znających Portret. Ale to całkiem inna książka. Jest tu przesyt treści. Eksplikacja vs niedopowiedzenia i minimalizm w Portrecie. Mamy sporo opisów postaci i przemyśleń Stefana, drobiazgowych. To i wada i zaleta. Biograficznie na pewno zaleta, literacko łatwo może być wadą. Stefan, alter ego JJ, to nerwus-intelektualista-artysta, męczący się w procesie końca dorastania/początku młodości. Główne obszary tematyczne to oczywiście irlandzkość pomieszana z katolicyzmem, a także literatura i obyczajowość. Tematy doskonale znane z Portretu. Stefan dusi się w tej irlandzkiej katolickości pomieszanej z polityką, a wyjściem dla niego jest rosnąca samoświadomość siebie jako artysty dążącego do nowych poszukiwań. W zasadzie Portret wyraża to samo, ale delikatniejszymi, dozowanymi środkami, bez takiego wyjaśniania wszelkich swoich przemyśleń na dany temat. Stefan Bohater to bardzo dobre uzupełnienie reszty powieści Joyce. Szkoda, że nie ostało się więcej stron. Nie jest to jednak raczej dobra pozycja do polecenia osobie, która nic Joyce'a nie czytała. Narracja jest dość prosta i sprawna. Podobnie przejścia/łączenie scen. Rzucone przez autora niemal na stos dziełko przedstawia już wysoki poziom, jeszcze bez szaleństw formalnych. Odwaga w tym tekście jest jednak spora, zwłaszcza w kilku wymianach zdań na temat Boga, katolików czy Irlandii. 7.5/10
Dopisek: dla sympatyków Joyce'a książka niepomijalna. Błędem jest uznawanie jej za notatnik do Portretu, czy jakieś byle co. Pod pewnymi względami mówi więcej niż on, ale jest bardziej drobiazgowy, a Portret - literacki. Może się podobać bardziej niż Portret; wielka szkoda, że reszta kartek spłonęła!
Pierwsza powieść Joyce'a. Podstawa dla późniejszego Portretu. Rzucona w ogień i odratowana w 1/3 przez siostrę Joyce'a. Napisał ponad 900 stron rękopisu, ostało się 300. Jest to książka raczej dla fanów znających Portret. Ale to całkiem inna książka. Jest tu przesyt treści. Eksplikacja vs niedopowiedzenia i minimalizm w Portrecie. Mamy sporo opisów postaci i przemyśleń...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJoyce to pisać potrafił, ho ho. Za każdym razem stwierdzam to samo. Książka bardzo dobra, szkoda, że niestety nie zachowała się w całości.
Joyce to pisać potrafił, ho ho. Za każdym razem stwierdzam to samo. Książka bardzo dobra, szkoda, że niestety nie zachowała się w całości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzkic artysty z czasów młodości
___
James Joyce znany był ze swojej dokładności niemalże tak bardzo, jak z pychy. Już na początku swojej kariery, bo po „Dublińczykach” zaczął pisać powieść, która objętością dorównywała „Ulissesowi”. Zostały z niej jedynie skrawki opublikowane pośmiertnie jako „Stefan bohater”.
Książka ma historię prawie tak ciekawą, jak ta, którą przedstawia. „Legenda” głosi, że Joyce pochwalił się swojemu wydawcy istnieniem 914-stronicowego rękopisu będącego jego quasi-biografią, jednak zaznaczył, że nie zamierza póki co kontynuować, a co dopiero kończyć pracy nad dziełem. A szkoda, bo może wtedy jego siostra nie musiałaby wyciągać z płomieni resztek szkicu.
„Stefan bohater” trafia do nas w bardzo ubogiej i uszkodzonej formie, stanowiąc tak naprawdę niewielką próbkę całości. Zaczyna się bowiem pod koniec… XV rozdziału i oferuje jedynie jedenaście takowych. Naturalnie, po drodze brakuje stron a te, które się zachowały, wydawca wzbogacił odautorskimi komentarzami i przypisami doń tak szczegółowymi, jak dokładny kolor kredki, którą naniesiono uwagę czy rodzaj pisma (w jednym miejscu znajdziemy nawet krytyczną wzmiankę przypisywaną bratu Joyce’a).
Historia właściwa przypomina wejście na film w połowie jego trwania, co bez znajomości tła „Stefana bohatera” może zniechęcić. Chociaż i to nie wydaje się być takie złe, kiedy uświadamiamy sobie, że książka zaczyna się, kiedy tytułowy bohater idzie do szkoły wyższej. Pechowo, do takiej samej, jak Joyce – do jezuitów. Niezbyt odpowiadają mu panujące tam reguły i rygor duchownych, toteż postanawia nie przestrzegać ani jednego, ani drugiego. Czarę goryczy przelewa jednak problem jego dopracowywanego i szlifowanego przez miesiące odczytu. Nie tyle nie spotkał się on z brawami, co nagrodzono go deszczem uwag i krytyki. To wydarzenie stało się jakby katalizatorem w procesie rozwoju duchowego i umysłowego najstarszego syna rodziny Deadalus.
Wraz z ubiegiem czasu, Stefan zjednuje sobie kilku kolegów, popada w zauroczenie i… w konflikt z Kościołem. Tak, ta książka to w dużej mierze szeroko rozwinięty opis sądów młodego Joyce’a na temat religii, katolicyzmu, Kościoła, nauki, Irlandii, języka irlandzkiego itd. Pod każdym stwierdzeniem podpisuje się bohater powieści, jednak gołym okiem widać, że więcej w nim Jamesa niż Stefana.
„Stefan bohater”, jak głosi tył okładki, to pierwsza powieść Joyce’a. Znając choćby pobieżnie biografie pisarza, nietrudno się domyślić, które wątki budowane są na wspomnieniach, które na wyobraźni. Jednak bez takiej wiedzy, wyznaczenie granicy wcale łatwe nie jest – to druga najbardziej bogata w rozbudowane, pełnokrwiste opisy i postaci książka Zoli Irlandii.
Szkic artysty z czasów młodości
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to___
James Joyce znany był ze swojej dokładności niemalże tak bardzo, jak z pychy. Już na początku swojej kariery, bo po „Dublińczykach” zaczął pisać powieść, która objętością dorównywała „Ulissesowi”. Zostały z niej jedynie skrawki opublikowane pośmiertnie jako „Stefan bohater”.
Książka ma historię prawie tak ciekawą, jak ta, którą...