Londyński świat przestępczy. Jak dla mnie zbyt brutalna i wulgarna, ale intryga mnie wciągnęła. A styl jakim została napisana, słowa i zdania jak strzały z pistoletu...sprawił, że szybko się mi ją czytało.
Londyński świat przestępczy. Jak dla mnie zbyt brutalna i wulgarna, ale intryga mnie wciągnęła. A styl jakim została napisana, słowa i zdania jak strzały z pistoletu...sprawił, że szybko się mi ją czytało.
"Styl prozy Bruena jest zabójczy jak kula w łeb i zazdrości mu go wielu pisarzy gatunku noir" – przeczytałam na okładce, która postaciami znanych aktorów przyciągnęła moją uwagę. Chociaż to większa zasługa Keiry Knightley, której grę uwielbiam niż Colina Farrella. Użycie słowa „noir”, w tym słownym wabiku zamiast „czarny” oraz wykorzystanie kadru z filmu zrealizowanego na podstawie tego kryminału, zamiast tradycyjnej grafiki komputerowej, w moim przypadku, było bardzo dobrym sposobem na skuszenie mnie do jego przeczytania. Nic tak mnie nie odstrasza, jak krzyk – Czarny kryminał w stylu Chandlera! To zostawiam koneserom powieści z atmosferą trącącą myszką. Ja lubię oglądać w kryminałach współczesne mi czasy i jego problemy, a jeśli jeszcze pisarz potrafi klasyczną kanwę gatunku ubrać w bliską mi współczesność, to wiem, że przede mną kilka godzin dobrej rozrywki.
Ken Bruen potrafi robić to świetnie i słowa zazdrości wyrażone na okładce, nie są bezpodstawne.
Był więc w tej powieści główny bohater, Mitchell, skłócony z całym światem, który właśnie opuścił po trzech latach więzienie, tracąc w nim "czas współczucie i zdolność dziwienia się", w zamian zyskując pewność, że musi "zmobilizować wszystkie siły, by tam nie wrócić". W tym postanowieniu miał przed sobą najprzebieglejszego przeciwnika – życie, które ustawicznie i niestrudzenie, w postaci dawnych „przyjaciół”, przypominało mu gorzką, ale prawdziwą myśl – "Wszystkie problemy człowieka biorą się stąd, że nie potrafi siedzieć w pokoju i nic nie robić". Efekt walki o życiowy wniosek był taki, że w kilkanaście godzin po odzyskaniu wolności w kieszeniach miał "heroinę, pistolet i pół paczki kokainy", a w głowie jasne przekonanie – "Czegóż więcej można pragnąć nocą w Londynie?"
Był w tej opowieści obraz otaczającej Mitcha brutalnej rzeczywistości londyńskiego świata przestępczego walczącego o wpływy, o władzę i pieniądze z handlu narkotykami i seksem oraz z wymuszania haraczy. Pełnego upalonej, nudzącej się młodzieży, dla której jedyne przerywniki w tym ciągu bezcelowego życia to "więzienie aborcja samobójstwo".
Był też policjant, który wpadał prewencyjnie do Mitcha na irytujące zapoznawczo-rozpoznawcze pogawędki.
Był również, oprócz biedy londyńskich dzielnic pełnych nielegalnych imigrantów, blichtr londyńskiego bulwaru i majętnych ludzi, u których Mitch w mocnym postanowieniu nowego życia z dala od kłopotów, zatrudnił się jako człowiek od wszelkiego rodzaju domowych napraw i konserwacji.
Była też femme fatale. Bogata, podstarzała aktorka, o zapomnianej sławie, ale z bardzo dobrze utrzymanym ciałem, u której Mitch znalazł pracę i wbrew rozumowi, ale nie wbrew ciału, zawsze ciepłe łóżko.
Była także nieprzewidywalna intryga wciągająca od pierwszej strony i proroczego zdania – "To, co ci się zdaje nieważnym, odosobnionym incydentem, uruchamia ciąg zdarzeń, jakiego nigdy byś się nie spodziewał. Jesteś przekonany, że dokonujesz jakichś wyborów, a tymczasem dopasowujesz tylko elementy z góry określonej całości". Mitch dokonywał wyborów, a ja skwapliwie układałam mozaikę ich efektów działania, łudząc się, że będę sprytniejsza i przebieglejsza od autora. Nic z tego! Finał wydarzeń zaskoczył mnie tak samo, jak Mitcha.
I były oczywiście dialogi ociekające złośliwą ironią, a właściwie, gdyby pominąć niewiele scen opisowych i komentarze sytuacji (też zresztą ironiczne), zostałby jeden wielki dialog, w którym gęstość cynizmu przypadająca na jedno zdanie przyklejała mi podczas czytania mimowolny półuśmiech na twarzy. Miałam poważne podstawy do obaw, że mi tak zostanie i zacznę gadać jak Mitch!
Wszystkie te cechy klasycznego, czarnego kryminału, ubrane w realia moich czasów stworzyły celny, bezlitosny, przerażający, bolesny, miażdżący i niestety bardzo realny obraz współczesnego Londynu. Autor posunął się dalej w tej projekcji. Przewrotnie zasugerował, że po zamknięciu książki, przedstawiony przez niego fikcyjny świat nie zniknie. Będzie trwał nadal obok mnie, tkwił w rzeczywistości jak bolesny wrzód. Mitchell był oczytanym człowiekiem. W więzieniu miał czas na pochłanianie książek (jedna-dwie dziennie!) i to one kojarzyły mu się z przeżywanymi scenami, widzianymi przedmiotami czy obserwowanymi zachowaniami ludzi. Często powoływał się na tytuły powieści i ich autorów, mieszając fikcję z realnością, a życie z grą aktorską. Pisarz natomiast układ samej powieści z przedstawieniem teatralnym, dzieląc ją na trzy części – "Przedstawienie, Kurtyna zapada i Akt końcowy".
Kto by pomyślał, że kryminał może zawierać takie przesłanie – Życie to teatr, ludzie to aktorzy, a fikcja to rzeczywistość. Jednak to już było! – mogłabym powiedzieć, dodając zaraz – może i było, ale nie w takim stylu, gdzie ostry jak skalpel i precyzyjny jak laser humor czyni życie mniej demonicznym. To najmocniejsza strona tego kryminału.
naostrzuksiazki.pl
"Styl prozy Bruena jest zabójczy jak kula w łeb i zazdrości mu go wielu pisarzy gatunku noir" – przeczytałam na okładce, która postaciami znanych aktorów przyciągnęła moją uwagę. Chociaż to większa zasługa Keiry Knightley, której grę uwielbiam niż Colina Farrella. Użycie słowa „noir”, w tym słownym wabiku zamiast „czarny” oraz wykorzystanie kadru z filmu zrealizowanego na...
Mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony Autor podejmuje trudne tematy, które nie wiem czy można łagodniej potraktować, lecz - jak dla mnie – za dużo tu „mocnych wrażeń”, brutalności, bezduszności.
Plus za odniesienia do utworów literackich i muzycznych, choć gustami muzycznymi też różnimy się z Autorem.
Mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony Autor podejmuje trudne tematy, które nie wiem czy można łagodniej potraktować, lecz - jak dla mnie – za dużo tu „mocnych wrażeń”, brutalności, bezduszności.
Plus za odniesienia do utworów literackich i muzycznych, choć gustami muzycznymi też różnimy się z Autorem.
Czytadło sensacyjne, gangsterskie, zawadiackie, w sumie niezłe, ale specyficzne: brutalne, pełne przemocy, zbrodni, alkoholu, narkotyków i... czarnego humoru, sarkazmu.
Np. zakopali zwłoki i chwilę po tym "Napijmy się herbaty" .
albo:"- Nie słuchasz zbyt wiele muzyki, co?
- Jedynie Wagnera.
Na to nie ma chyba rozsądnej odpowiedzi. Ja przynajmniej jej nie znalazłem".
Książka z rodzaju: dopiero zaczęłam czytać, a już jestem na 80 stronie...
Proza oszczędna, mocna, konkretna, czasem niektóre zdania rozbite są na wersy jak w wierszu. Bywają zabawne momenty, choć raczej na poziomie tekstu niż wydarzeń, bo te są zupełnie nie śmieszne. Bywają też nieco irytujące momenty ( np. częste wyliczenia w co się ubrał, co zjadł, wypił itp.). Plusem: obecna muzyka i książki - gł. bohater dużo czyta, przeważnie stare kryminały.
W sumie to fajna postać, za którą trzyma się kciuki, choć w pewnych momentach trudno zrozumieć jego postępowanie.
Więcej w notce na moim blogu:
http://agnestariusz.blogspot.com/2020/07/londynski-bulwar-ken-bruen.html
Czytadło sensacyjne, gangsterskie, zawadiackie, w sumie niezłe, ale specyficzne: brutalne, pełne przemocy, zbrodni, alkoholu, narkotyków i... czarnego humoru, sarkazmu.
Np. zakopali zwłoki i chwilę po tym "Napijmy się herbaty" .
albo:"- Nie słuchasz zbyt wiele muzyki, co?
- Jedynie Wagnera.
Na to nie ma chyba rozsądnej odpowiedzi. Ja przynajmniej jej nie...
Książka zainteresowała mnie swoim tytułem. Okładka już mniej nie przepadam za filmowymi ujeciami.
Książka do przeczytania i zakończenia romansu z nią. Czyta sie ja szybko, treść sama w sobie prosta. Ogólnie za dużo przemocy, główny bohater jest płytki i przewidywalny.
Jedynie zakończenia mnie poruszyło i tu w sumie jedyna rzecz która udała się autorowi.
Książka zainteresowała mnie swoim tytułem. Okładka już mniej nie przepadam za filmowymi ujeciami.
Książka do przeczytania i zakończenia romansu z nią. Czyta sie ja szybko, treść sama w sobie prosta. Ogólnie za dużo przemocy, główny bohater jest płytki i przewidywalny.
Jedynie zakończenia mnie poruszyło i tu w sumie jedyna rzecz która udała się autorowi.
Przeleżała na mojej półce dobre kilka lat. Okładka z Collinem Farellem nie zachęca do sięgnięcia, lecz niewielkość tej książki skłoniła mnie do sięgnięcia po „Londyński bulwar” Kena Bruena. Samo wydanie jest katastroficzne – brzydka okładka, przeciętny papier, brak podziału książki na rozdziały. Jednak nie szata zdobi człowieka i każda książka warta jest przeczytania. Również „Londyński bulwar”.
Książka jest napisana w narracji pierwszoosobowej, gdzie narratorem jest główny bohater – Mitchell. Po 3 latach odsiadywania wyroku za pobicie w więzieniu mężczyzna wychodzi na wolność. Nie jest już tym samym człowiekiem co kiedyś, a świat wokół niego również się zmienił. Na nowo stara się przystosować do otaczającej go rzeczywistości. Chce się odciąć od przeszłości i żyć jak zwyczajny człowiek. Po prostu ułożyć sobie życie. Znajduje pracę u bogatej i luksusowej damy – Lilian Palmer, u której jest złotą rączką, człowiekiem od wszystkiego. Wieczorami dorabia sobie pomagając przyjacielowi w ściąganiu pieniędzy od ludzi, którzy zalegają z pożyczkami.
W miarę rozwoju akcji poznaje kamerdynera Jordana, który w jego życiu odegra kluczową rolę, wpląta się w relacje ze starszą od siebie kobietą i zamiast wieść pogodne życie, znowu wkracza w świat pościgów, brutalności i przemocy. Pojawia się w tle historii rozkapryszona i szalona siostra Mitchella – Briory, która nie wierzy w śmierć ukochanego i imituje jego obecność. A na dodatek kradnie. Wszystko i wszędzie. Ale to nie koniec problemów Mitchella – nie potrafi uwolnić się od związku z Lilian, której składa obietnice, a ona go wykorzystuje. Poznaje tez młodziutką dziewczynę, przez co jego miłosne uczucia są na rozstaju dróg.
Ta krótka historia pokazuje jak mężczyzna z przeszłością kryminalną nie jest w stanie z dnia na dzień wieść sumiennego, odpowiedzialnego i legalnego życia. Autor w tej krótkiej opowieści umieścił ciekawie skonstruowanych bohaterów. Mam na myśli siostrę Mitchella, niejednoznaczną, zaburzoną kobietkę w kwiecie wieku, która nie umie uporać się ze stratą i jest smaczkiem tej książki. Ponadto widzimy tu miłość, zauroczenie, toksyczność związku czy zaskakujące zakończenie.
Plusem książki jest fakt, że czyta się ją szybko i przyjemnie. Styl autora jest dość prosty, a i historia mocno wciąga. Dużo się dzieje, ciągle następuje zmiana akcji, jest dużo napięć i zagadkowych bohaterów. Jest to przyjemne czytadło na długie wieczory. Nie przyniesie nic wartościowego, ale można z nią spędzić miłe chwile.
Przeleżała na mojej półce dobre kilka lat. Okładka z Collinem Farellem nie zachęca do sięgnięcia, lecz niewielkość tej książki skłoniła mnie do sięgnięcia po „Londyński bulwar” Kena Bruena. Samo wydanie jest katastroficzne – brzydka okładka, przeciętny papier, brak podziału książki na rozdziały. Jednak nie szata zdobi człowieka i każda książka warta jest przeczytania....
Mnie książka zaciekawiła od pierwszej strony. Wartka akcja to jest coś co wciąga czytelnika. Bardzo mi sie podobala ta książka. Prostota w powieści to jest coś co zawsze sprawi że po nią sięgnę.
Mnie książka zaciekawiła od pierwszej strony. Wartka akcja to jest coś co wciąga czytelnika. Bardzo mi sie podobala ta książka. Prostota w powieści to jest coś co zawsze sprawi że po nią sięgnę.
Ktoś zalał Londyn angielskim pudingiem i brodzisz po kolana w maraźmie. Gdzie nie spojrzysz pleśń, brytyjska tradycja. Los wyciaga do ciebie rekę, żeby chwilę później walnąć z nienacka. A może to bohater sam sobie winien?
ps. Książke przeczytałem po obejrzeniu filmu. Dla mnie scenariusz ekranowy miał lepsze zakończenie, choć ksiązkowe nie jest złe. Książka dostaje 6* a film 7*.
Ktoś zalał Londyn angielskim pudingiem i brodzisz po kolana w maraźmie. Gdzie nie spojrzysz pleśń, brytyjska tradycja. Los wyciaga do ciebie rekę, żeby chwilę później walnąć z nienacka. A może to bohater sam sobie winien?
ps. Książke przeczytałem po obejrzeniu filmu. Dla mnie scenariusz ekranowy miał lepsze zakończenie, choć ksiązkowe nie jest złe. Książka dostaje 6* a...
Czytałem tę powieść wielokrotnie, należy do ścisłej czołówki moich ulubionych książek. Bardzo dobra powieść sensacyjna, o bardzo "tajemniczej" akcji, z zakończeniem, którego - gwarantuję - nikt się nie spodziewał.
Czytałem tę powieść wielokrotnie, należy do ścisłej czołówki moich ulubionych książek. Bardzo dobra powieść sensacyjna, o bardzo "tajemniczej" akcji, z zakończeniem, którego - gwarantuję - nikt się nie spodziewał.
Czytając książkę, miałam wrażenie, że trzymam filmowy scenariusz bez absolutnie żadnych didaskaliów. Katastrofalnie mała ilość opisów, dialogi nadmiernie wulgarne a postacie bez żadnej osobowości. Nawet zaskakujące zakończenie nie zrekompensowało tego wszystkiego...
Czytając książkę, miałam wrażenie, że trzymam filmowy scenariusz bez absolutnie żadnych didaskaliów. Katastrofalnie mała ilość opisów, dialogi nadmiernie wulgarne a postacie bez żadnej osobowości. Nawet zaskakujące zakończenie nie zrekompensowało tego wszystkiego...
Książka w zasadzie o niczym. Ot, życie codzienne głównego bohatera, Mitchella. Pierwsze 190 stron można by spokojnie skrócić do 15-20, bez uszczerbku dla fabuły. Coś się zaczyna dziać dopiero na ostatnich 30-40 stronach. Chciałem dać książce dwie gwiazdki, dokładam trzecią za zaskakujące ostatnie dwie strony, które jednak w żaden sposób nie zmieniają obrazu całości.
Książka w zasadzie o niczym. Ot, życie codzienne głównego bohatera, Mitchella. Pierwsze 190 stron można by spokojnie skrócić do 15-20, bez uszczerbku dla fabuły. Coś się zaczyna dziać dopiero na ostatnich 30-40 stronach. Chciałem dać książce dwie gwiazdki, dokładam trzecią za zaskakujące ostatnie dwie strony, które jednak w żaden sposób nie zmieniają obrazu całości.
Myślałam, ze książka która została przeniesiona na ekran, jest bardziej ciekawa. Akcja rozkręca się strasznie powoli, dopiero w trzeciej, a zarazem ostatniej części, zaczyna się coś dziać, ale to też nie za wiele.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, napisana jest łatwym i ciekawym językiem. Ostatnie strony były dość nieprzewidywalne. Tutaj byłam zdziwiona, bo obstawiałam inne zakończenie, ale lubię jak książka mnie zaskakuje.
Myślałam, ze książka która została przeniesiona na ekran, jest bardziej ciekawa. Akcja rozkręca się strasznie powoli, dopiero w trzeciej, a zarazem ostatniej części, zaczyna się coś dziać, ale to też nie za wiele.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, napisana jest łatwym i ciekawym językiem. Ostatnie strony były dość nieprzewidywalne. Tutaj byłam zdziwiona, bo...
Mnóstwo alkoholu i brutalności. Sięgnęłam po tą książkę, gdyż leżała na mojej półce od dawna. Kupiłam ją na wyprzedaży książek za kilka złotych. Teraz rozumiem, dlaczego trafiła ona na wyprzedaż. Może to tylko moje osobiste odczucia. Prostota przekazu zawarta w tej książce aż piorunuje. Zastanawiałam się, czy gdyby styl pisania autora był nieco inny, trochę bardziej ubarwiony to, czy ta książka przypadłaby mi do gustu. To możliwe.
Dodam jeszcze, że jako osoba, która lubi muzykę Phila Collinsa, nie mogę przeboleć, że został on tak nienawistnie potraktowany.
Rozumiem, są różne gusta.
Mnóstwo alkoholu i brutalności. Sięgnęłam po tą książkę, gdyż leżała na mojej półce od dawna. Kupiłam ją na wyprzedaży książek za kilka złotych. Teraz rozumiem, dlaczego trafiła ona na wyprzedaż. Może to tylko moje osobiste odczucia. Prostota przekazu zawarta w tej książce aż piorunuje. Zastanawiałam się, czy gdyby styl pisania autora był nieco inny, trochę bardziej...
Książka jest dość brutalna. Nie, nie dość. Jest wiele przemocy jak i siarczystych przekleństw, ale jednak wyrwała ona na mnie wrażenie. Szczególnie zaskoczył mnie koniec, ponieważ nie spodziewałam się tego. Sięgnęłam po tą książkę, bo miała obiecującą promocję. Nie żałuje, że ją zakupiłam, gdyż spodobała mi się. Jest wypełniona lekkim stylem, przez wciąga i szybko się ją czyta. Polecam :) + Zekranizowana wersja mnie zaczęła drażnić, w sumie nie wiem dlaczego, ale nie dałam rady obejrzeć.
Książka jest dość brutalna. Nie, nie dość. Jest wiele przemocy jak i siarczystych przekleństw, ale jednak wyrwała ona na mnie wrażenie. Szczególnie zaskoczył mnie koniec, ponieważ nie spodziewałam się tego. Sięgnęłam po tą książkę, bo miała obiecującą promocję. Nie żałuje, że ją zakupiłam, gdyż spodobała mi się. Jest wypełniona lekkim stylem, przez wciąga i szybko się ją...
Nie ma tu nic ponad to, co jest obowiązkowe do opowiedzenia tej całej historii - konkrety, konkrety, konkrety. Od czasu do czasu wpleciony jakiś cytat, niby błyskotliwa myśl, wszystko zwięźle i krótko. Chociaż można to nawet nazwać pozytywną stroną, bo skoro czytamy o byłym gangsterze, nie powinniśmy myśleć o obecności nie wiadomo jak kwiecistego języka.
Z książką można uporać się bez problemu w jedno popołudnie. Ociekający sarkazmem i dystansem do otaczającego świata główny bohater potrafi niejednokrotnie przyprawić o uśmiech. Zbliżając się wielkimi krokami do nieuchronnego końca ma się wrażenie, że wszystko się stabilizuje, że to kolejna pozycja o dość nudnym i przewidywalnym zakończeniu,ale - UWAGA - ostatnie cztery strony zmieniają wszystko zupełnie nagle, w chwilę, sekundę, mgnienie oka, a usta nie zamykają się ze zdziwienia. Dosłownie.
Mimo wszystko, jak to zauważył już ktoś z komentujących, książka może być dobra na wypełnienie wolnego czasu, jako "przerywnik" między ambitniejszymi lekturami. Bywa i tak.
Nie ma tu nic ponad to, co jest obowiązkowe do opowiedzenia tej całej historii - konkrety, konkrety, konkrety. Od czasu do czasu wpleciony jakiś cytat, niby błyskotliwa myśl, wszystko zwięźle i krótko. Chociaż można to nawet nazwać pozytywną stroną, bo skoro czytamy o byłym gangsterze, nie powinniśmy myśleć o obecności nie wiadomo jak kwiecistego języka.
Z książką można...
Super książka. Bardzo mnie wciągnęła. Aż ciężko mi było się z nią rozstać. Sięgnęłam więc po film. Jeżeli nie chcecie popsuć sobie dobrego smaku książki to nie sięgajcie po film.
Super książka. Bardzo mnie wciągnęła. Aż ciężko mi było się z nią rozstać. Sięgnęłam więc po film. Jeżeli nie chcecie popsuć sobie dobrego smaku książki to nie sięgajcie po film.
Uwielbiam tę książkę. Super napisana, wciąga i przez to szybko się czyta. Bruen stworzył fajną postać jaką jest Mitchell, nie da się go nie lubić. Naprawdę żałowałam kiedy książka się skończyła.
Uwielbiam tę książkę. Super napisana, wciąga i przez to szybko się czyta. Bruen stworzył fajną postać jaką jest Mitchell, nie da się go nie lubić. Naprawdę żałowałam kiedy książka się skończyła.
nie będę się rozpisywać, filmu nie widziałam, ale wiedziałam kto w nim gra, więc kiedy przeczytałąm w książce, że są Lilian jest stara to mi totalnie nie pasowało do mojego wyrobionego przez film wyobrażenia, poza tym akcja totalnie nie wciągająca, może oprócz ostatniej części. nie polecam
nie będę się rozpisywać, filmu nie widziałam, ale wiedziałam kto w nim gra, więc kiedy przeczytałąm w książce, że są Lilian jest stara to mi totalnie nie pasowało do mojego wyrobionego przez film wyobrażenia, poza tym akcja totalnie nie wciągająca, może oprócz ostatniej części. nie polecam
Spodziewałam się czegoś lepszego. Jakbym miała opisać w jednym słowie to brutalna. Plusem jest zaskakujące zakończenie. Napewno nie zapadnie mi w pamięci, a takich książek szukam, które wnoszą coś do moich przemyśleń.
Spodziewałam się czegoś lepszego. Jakbym miała opisać w jednym słowie to brutalna. Plusem jest zaskakujące zakończenie. Napewno nie zapadnie mi w pamięci, a takich książek szukam, które wnoszą coś do moich przemyśleń.
Zakupiłam tę książkę razem z czasopismem i niestety jestem trochę rozczarowana. Akcja rozkręca się zbyt długo i monotonnie. Dopiero w trzeciej części, która jest najkrótsza zaczyna się coś dziać. Jak dla mnie zbyt duża ilość cytatów i wymienionych tytułów innych autorów. Pozytywnie zaskoczona byłam ostatnimi kartkami, gdyż zakończenie było nieprzewidywalne.
Przejdźmy w końcu do treści. Mitchell wychodzi na wolność po trzech latach więzienia do którego trafił za ciężkie pobicie. Powoli zaczyna układać sobie życie i chce zerwać z przeszłością. Znajduje pracę u byłej gwiazdy Lillian Palmer. Tu poznaje tajemniczego kamerdynera Jordana. Zaczynają ginąć ludzie w tym jego narzeczona i siostra. Mitchell jest przekonany, że stoi za tym gangster z przeszłości. Jednak prawda okazuje się zupełnie inna, gdyż za tym wszystkim stoi Jordan, który dla byłej gwiazdy jest w stanie zrobić wszystko.
Książkę czyta się szybko ze względu na dużą ilość dialogów. Mogę stwierdzić, że bardziej trafi bardziej w gusta panów. Duża ilość przemocy, alkoholu, narkotyków. Treść oceniam na przeciętna.
Zakupiłam tę książkę razem z czasopismem i niestety jestem trochę rozczarowana. Akcja rozkręca się zbyt długo i monotonnie. Dopiero w trzeciej części, która jest najkrótsza zaczyna się coś dziać. Jak dla mnie zbyt duża ilość cytatów i wymienionych tytułów innych autorów. Pozytywnie zaskoczona byłam ostatnimi kartkami, gdyż zakończenie było nieprzewidywalne.
Po pierwszym spotkaniu z prozą Kena Bruena, którym była lektura powieści Strażnicy bezprawia (The Guards), z utęsknieniem wyczekiwałem na kolejną jego książkę. No i nastał ten dzień – zaprzyjaźniona biblioteka powiatowa w ramach akcji „Poleć książkę” zakupiła Londyński bulwar, który w ciemno zarekomendowałem, kierując się tylko nazwiskiem autora.
O ile centralną postacią Strażników jest były policjant, o tyle głównym bohaterem Bulwaru jest Mitchell, dla znajomków Mitch, który właśnie skończył odsiadkę i rozpoczyna drugie podejście do życia na wolności z mocnym przeświadczeniem, iż nigdy więcej za kraty nie wróci. Planuje zdobyć dobrą pracę i trzymać się z dala od kłopotów, ale wiadomo – nigdy nie mów nigdy. Dawne grzechy ciążą, a dawni kumple jeszcze bardziej. Co z tego wyniknie nie będę ujawniał. Zdradzę tylko, że choć powyższy schemat jest dość klasyczny, to fabule nie brak oryginalności, a zakończenie też nie jest sztampowe. Nie oryginalność intrygi jednak, ani mocna puenta, są największymi atutami Londyńskiego bulwaru. To styl prozy Bruena, porażający jak wyprowadzony z zaskoczenia cios w splot słoneczny, potwierdza zasadność nadanego mu tytułu króla twardego kryminału noir.
Wyobraźcie sobie, że będąc przejazdem w jakiejś odległej dziurze, gdzie wasza noga już nigdy nie postanie, kupiliście sobie od ulicznego handlarza szczeniaczka* jakiegoś mocnego alkoholu bez żadnej nalepki i marki. Przez dłuższy czas nie otwieraliście go nawet, w czym pewnie miała swój udział obawa przed utratą wzroku będącą częstą konsekwencją eksperymentów z podobnymi wyrobami niewiadomej proweniencji. W końcu nadchodzi, po latach, ten dzień, gdy macie doła i musicie się napić. Nie ma niczego lepszego pod ręką i w chwili rozpaczliwej odwagi otwieracie zakurzona flaszeczkę, nalewacie setę i chlup. Okazuje się, że to najlepszy trunek, jaki piliście w życiu. Czujecie to? W butelce zostało już tylko półtorej kielonka! Jeszcze rozkoszujecie się uczuciem, jakby pogłaskał was ognisty anioł, jeszcze została ponad połowa, a już czujecie niesamowity żal, że flaszka taka malutka, że tak szybko zbliża się koniec libacji, a druga podobnie smakowita butelka może się już nigdy nie trafić. Taka jest właśnie proza Bruena. Ja ją po prostu połykam i już od pierwszych stron, gdy zauważam jak błyskawicznie się go czyta, żałuję, że jego powieści nie są grubsze.
Mistrz oszczędnego słowa. Gdyby Bruen napisał Potop, pewnie zmieściłby się jednym niewypasionym tomie. Mimo tego jego proza jest niesamowicie wyrazista. W kilku zdaniach, pozbawionych wszelki zbędnych wyrazów, potrafi zawrzeć wszystko co potrzebne, by czytelnik przeniósł się w ciemne londyńskie uliczki lub do irlandzkiego pubu, by wszedł w ciało zdesperowanego zabójcy lub napalonego kochanka. Nie są mu potrzebne wielostronicowe opisy, wystarczą zdania zamiast akapitów, słowa zamiast zdań. Dodajmy do tego zawrotne tempo akcji i otrzymamy lekturę, której jedyną wadą jest to, że tak szybko się skończy.
Czytając recenzje zawodowych krytyków, z reguły powieścią równie zachwyconych jak ja, i amatorów, z reguły mniej zachwyconych, w pierwszej chwili byłem zdziwiony. Dopiero potem zrozumiałem. Dobry krytyk literacki powinien być albo otwarty na wszelkie możliwe style, gatunki i maniery literackie, i oceniać każde dzieło w ramach konwencji, w której zostało stworzone, albo być na tyle samoświadomym, by unikać obszarów, w których się źle czuje. Najgorszy grzech krytyka, to ocenianie czegoś, czego z samego założenia się nie lubi. Ile przykładowo warta recenzja powieści Lema napisana przez kogoś, kto uważa, że fantastyka jest drugim sortem literatury? A Bruen jest prawdziwym ewenementem; oszczędności słowa, pragmatycznej brutalności i esencji życia. Koneserem przemocy i jednocześnie pełnym humanizmu filozofem ukrytym między wierszami. Mrocznym jak mało kto, ale zarazem, w postaciach swych bohaterów, jak niewielu doceniającym życie takim, jakim jest – niezależnie od tego, jakie karty dał nam los. I nie każdy jest w stanie to perwersyjne wręcz połączenie strawić. Nie piszę tego przekonany o swojej wartości, ale świadom bezcennej wielkości tego niesamowitego autora. Musiałem uzasadnić te rozbieżności ocen, z którymi możecie się spotkać i mój osobisty pogląd na ich przyczynę.
Śmieszą mnie zawsze powieści, w których opis aktu eksplozji przemocy czy namiętności jest tak długi, iż jego przeczytanie trwa wielokroć dłużej, niż samo zdarzenie. To wybija z rytmu i odbiera autentyczność. Londyński Bulwar jest wizytówką stylu Kena Bruena. By zbudować mroczny nastrój, by oddać gwałtownie wzbierające uczucia, opisy zbrodni czy wrażeń literackich - wystarczą pojedyncze słowa. Wszystko potrafi przekazać z tą szokującą oszczędnością, a do tego zdoła bez łamania stylu przemycić wiele zdrowej filozofii i życiowej mądrości przydatnej nie tylko twardzielom i zabijakom, ale każdemu. Polecam tę powieść zdecydowanie i absolutnie. Nie tylko miłośnikom twardego kryminału noir. Polecam każdemu, choć mam bolesną świadomość, iż wielu będzie zniesmaczonych, podobnie jak po lampce Frapin Cuvee 1888 czy Remy Martin Louis XIII Black Pearl Limited Edition**. Wszystko jest kwestią smaku
Wasz Andrew
* mała butelka, zwykle 0,25 l wódki
** marzenia konesera koniaków
opinia ukazała się również na moim blogu
Drugie spotkanie z królem
Po pierwszym spotkaniu z prozą Kena Bruena, którym była lektura powieści Strażnicy bezprawia (The Guards), z utęsknieniem wyczekiwałem na kolejną jego książkę. No i nastał ten dzień – zaprzyjaźniona biblioteka powiatowa w ramach akcji „Poleć książkę” zakupiła Londyński bulwar, który w ciemno zarekomendowałem, kierując się tylko nazwiskiem...
Książka wpadła mi w ręce przypadkiem, i nie był to przypadek szczęśliwy. Charakteryzacja postaci, fabuła, konstrukcja - wszystko jest straszliwie słabe. Plus język i styl, których nie można określić słowem innym, niż "prymitywne". Absolutna strata czasu, nie polecam.
Książka wpadła mi w ręce przypadkiem, i nie był to przypadek szczęśliwy. Charakteryzacja postaci, fabuła, konstrukcja - wszystko jest straszliwie słabe. Plus język i styl, których nie można określić słowem innym, niż "prymitywne". Absolutna strata czasu, nie polecam.
Londyński świat przestępczy. Jak dla mnie zbyt brutalna i wulgarna, ale intryga mnie wciągnęła. A styl jakim została napisana, słowa i zdania jak strzały z pistoletu...sprawił, że szybko się mi ją czytało.
Londyński świat przestępczy. Jak dla mnie zbyt brutalna i wulgarna, ale intryga mnie wciągnęła. A styl jakim została napisana, słowa i zdania jak strzały z pistoletu...sprawił, że szybko się mi ją czytało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Styl prozy Bruena jest zabójczy jak kula w łeb i zazdrości mu go wielu pisarzy gatunku noir" – przeczytałam na okładce, która postaciami znanych aktorów przyciągnęła moją uwagę. Chociaż to większa zasługa Keiry Knightley, której grę uwielbiam niż Colina Farrella. Użycie słowa „noir”, w tym słownym wabiku zamiast „czarny” oraz wykorzystanie kadru z filmu zrealizowanego na podstawie tego kryminału, zamiast tradycyjnej grafiki komputerowej, w moim przypadku, było bardzo dobrym sposobem na skuszenie mnie do jego przeczytania. Nic tak mnie nie odstrasza, jak krzyk – Czarny kryminał w stylu Chandlera! To zostawiam koneserom powieści z atmosferą trącącą myszką. Ja lubię oglądać w kryminałach współczesne mi czasy i jego problemy, a jeśli jeszcze pisarz potrafi klasyczną kanwę gatunku ubrać w bliską mi współczesność, to wiem, że przede mną kilka godzin dobrej rozrywki.
Ken Bruen potrafi robić to świetnie i słowa zazdrości wyrażone na okładce, nie są bezpodstawne.
Był więc w tej powieści główny bohater, Mitchell, skłócony z całym światem, który właśnie opuścił po trzech latach więzienie, tracąc w nim "czas współczucie i zdolność dziwienia się", w zamian zyskując pewność, że musi "zmobilizować wszystkie siły, by tam nie wrócić". W tym postanowieniu miał przed sobą najprzebieglejszego przeciwnika – życie, które ustawicznie i niestrudzenie, w postaci dawnych „przyjaciół”, przypominało mu gorzką, ale prawdziwą myśl – "Wszystkie problemy człowieka biorą się stąd, że nie potrafi siedzieć w pokoju i nic nie robić". Efekt walki o życiowy wniosek był taki, że w kilkanaście godzin po odzyskaniu wolności w kieszeniach miał "heroinę, pistolet i pół paczki kokainy", a w głowie jasne przekonanie – "Czegóż więcej można pragnąć nocą w Londynie?"
Był w tej opowieści obraz otaczającej Mitcha brutalnej rzeczywistości londyńskiego świata przestępczego walczącego o wpływy, o władzę i pieniądze z handlu narkotykami i seksem oraz z wymuszania haraczy. Pełnego upalonej, nudzącej się młodzieży, dla której jedyne przerywniki w tym ciągu bezcelowego życia to "więzienie aborcja samobójstwo".
Był też policjant, który wpadał prewencyjnie do Mitcha na irytujące zapoznawczo-rozpoznawcze pogawędki.
Był również, oprócz biedy londyńskich dzielnic pełnych nielegalnych imigrantów, blichtr londyńskiego bulwaru i majętnych ludzi, u których Mitch w mocnym postanowieniu nowego życia z dala od kłopotów, zatrudnił się jako człowiek od wszelkiego rodzaju domowych napraw i konserwacji.
Była też femme fatale. Bogata, podstarzała aktorka, o zapomnianej sławie, ale z bardzo dobrze utrzymanym ciałem, u której Mitch znalazł pracę i wbrew rozumowi, ale nie wbrew ciału, zawsze ciepłe łóżko.
Była także nieprzewidywalna intryga wciągająca od pierwszej strony i proroczego zdania – "To, co ci się zdaje nieważnym, odosobnionym incydentem, uruchamia ciąg zdarzeń, jakiego nigdy byś się nie spodziewał. Jesteś przekonany, że dokonujesz jakichś wyborów, a tymczasem dopasowujesz tylko elementy z góry określonej całości". Mitch dokonywał wyborów, a ja skwapliwie układałam mozaikę ich efektów działania, łudząc się, że będę sprytniejsza i przebieglejsza od autora. Nic z tego! Finał wydarzeń zaskoczył mnie tak samo, jak Mitcha.
I były oczywiście dialogi ociekające złośliwą ironią, a właściwie, gdyby pominąć niewiele scen opisowych i komentarze sytuacji (też zresztą ironiczne), zostałby jeden wielki dialog, w którym gęstość cynizmu przypadająca na jedno zdanie przyklejała mi podczas czytania mimowolny półuśmiech na twarzy. Miałam poważne podstawy do obaw, że mi tak zostanie i zacznę gadać jak Mitch!
Wszystkie te cechy klasycznego, czarnego kryminału, ubrane w realia moich czasów stworzyły celny, bezlitosny, przerażający, bolesny, miażdżący i niestety bardzo realny obraz współczesnego Londynu. Autor posunął się dalej w tej projekcji. Przewrotnie zasugerował, że po zamknięciu książki, przedstawiony przez niego fikcyjny świat nie zniknie. Będzie trwał nadal obok mnie, tkwił w rzeczywistości jak bolesny wrzód. Mitchell był oczytanym człowiekiem. W więzieniu miał czas na pochłanianie książek (jedna-dwie dziennie!) i to one kojarzyły mu się z przeżywanymi scenami, widzianymi przedmiotami czy obserwowanymi zachowaniami ludzi. Często powoływał się na tytuły powieści i ich autorów, mieszając fikcję z realnością, a życie z grą aktorską. Pisarz natomiast układ samej powieści z przedstawieniem teatralnym, dzieląc ją na trzy części – "Przedstawienie, Kurtyna zapada i Akt końcowy".
Kto by pomyślał, że kryminał może zawierać takie przesłanie – Życie to teatr, ludzie to aktorzy, a fikcja to rzeczywistość. Jednak to już było! – mogłabym powiedzieć, dodając zaraz – może i było, ale nie w takim stylu, gdzie ostry jak skalpel i precyzyjny jak laser humor czyni życie mniej demonicznym. To najmocniejsza strona tego kryminału.
naostrzuksiazki.pl
"Styl prozy Bruena jest zabójczy jak kula w łeb i zazdrości mu go wielu pisarzy gatunku noir" – przeczytałam na okładce, która postaciami znanych aktorów przyciągnęła moją uwagę. Chociaż to większa zasługa Keiry Knightley, której grę uwielbiam niż Colina Farrella. Użycie słowa „noir”, w tym słownym wabiku zamiast „czarny” oraz wykorzystanie kadru z filmu zrealizowanego na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedna z książek, którą czyta się szybko, a później wstyd się przyznac do lektury ;)
Jedna z książek, którą czyta się szybko, a później wstyd się przyznac do lektury ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony Autor podejmuje trudne tematy, które nie wiem czy można łagodniej potraktować, lecz - jak dla mnie – za dużo tu „mocnych wrażeń”, brutalności, bezduszności.
Plus za odniesienia do utworów literackich i muzycznych, choć gustami muzycznymi też różnimy się z Autorem.
Mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony Autor podejmuje trudne tematy, które nie wiem czy można łagodniej potraktować, lecz - jak dla mnie – za dużo tu „mocnych wrażeń”, brutalności, bezduszności.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPlus za odniesienia do utworów literackich i muzycznych, choć gustami muzycznymi też różnimy się z Autorem.
Czytadło sensacyjne, gangsterskie, zawadiackie, w sumie niezłe, ale specyficzne: brutalne, pełne przemocy, zbrodni, alkoholu, narkotyków i... czarnego humoru, sarkazmu.
Np. zakopali zwłoki i chwilę po tym "Napijmy się herbaty" .
albo:"- Nie słuchasz zbyt wiele muzyki, co?
- Jedynie Wagnera.
Na to nie ma chyba rozsądnej odpowiedzi. Ja przynajmniej jej nie znalazłem".
Książka z rodzaju: dopiero zaczęłam czytać, a już jestem na 80 stronie...
Proza oszczędna, mocna, konkretna, czasem niektóre zdania rozbite są na wersy jak w wierszu. Bywają zabawne momenty, choć raczej na poziomie tekstu niż wydarzeń, bo te są zupełnie nie śmieszne. Bywają też nieco irytujące momenty ( np. częste wyliczenia w co się ubrał, co zjadł, wypił itp.). Plusem: obecna muzyka i książki - gł. bohater dużo czyta, przeważnie stare kryminały.
W sumie to fajna postać, za którą trzyma się kciuki, choć w pewnych momentach trudno zrozumieć jego postępowanie.
Więcej w notce na moim blogu:
http://agnestariusz.blogspot.com/2020/07/londynski-bulwar-ken-bruen.html
Czytadło sensacyjne, gangsterskie, zawadiackie, w sumie niezłe, ale specyficzne: brutalne, pełne przemocy, zbrodni, alkoholu, narkotyków i... czarnego humoru, sarkazmu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNp. zakopali zwłoki i chwilę po tym "Napijmy się herbaty" .
albo:"- Nie słuchasz zbyt wiele muzyki, co?
- Jedynie Wagnera.
Na to nie ma chyba rozsądnej odpowiedzi. Ja przynajmniej jej nie...
Książka zainteresowała mnie swoim tytułem. Okładka już mniej nie przepadam za filmowymi ujeciami.
Książka do przeczytania i zakończenia romansu z nią. Czyta sie ja szybko, treść sama w sobie prosta. Ogólnie za dużo przemocy, główny bohater jest płytki i przewidywalny.
Jedynie zakończenia mnie poruszyło i tu w sumie jedyna rzecz która udała się autorowi.
Książka zainteresowała mnie swoim tytułem. Okładka już mniej nie przepadam za filmowymi ujeciami.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka do przeczytania i zakończenia romansu z nią. Czyta sie ja szybko, treść sama w sobie prosta. Ogólnie za dużo przemocy, główny bohater jest płytki i przewidywalny.
Jedynie zakończenia mnie poruszyło i tu w sumie jedyna rzecz która udała się autorowi.
Dobra książka:)
Dobra książka:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeleżała na mojej półce dobre kilka lat. Okładka z Collinem Farellem nie zachęca do sięgnięcia, lecz niewielkość tej książki skłoniła mnie do sięgnięcia po „Londyński bulwar” Kena Bruena. Samo wydanie jest katastroficzne – brzydka okładka, przeciętny papier, brak podziału książki na rozdziały. Jednak nie szata zdobi człowieka i każda książka warta jest przeczytania. Również „Londyński bulwar”.
Książka jest napisana w narracji pierwszoosobowej, gdzie narratorem jest główny bohater – Mitchell. Po 3 latach odsiadywania wyroku za pobicie w więzieniu mężczyzna wychodzi na wolność. Nie jest już tym samym człowiekiem co kiedyś, a świat wokół niego również się zmienił. Na nowo stara się przystosować do otaczającej go rzeczywistości. Chce się odciąć od przeszłości i żyć jak zwyczajny człowiek. Po prostu ułożyć sobie życie. Znajduje pracę u bogatej i luksusowej damy – Lilian Palmer, u której jest złotą rączką, człowiekiem od wszystkiego. Wieczorami dorabia sobie pomagając przyjacielowi w ściąganiu pieniędzy od ludzi, którzy zalegają z pożyczkami.
W miarę rozwoju akcji poznaje kamerdynera Jordana, który w jego życiu odegra kluczową rolę, wpląta się w relacje ze starszą od siebie kobietą i zamiast wieść pogodne życie, znowu wkracza w świat pościgów, brutalności i przemocy. Pojawia się w tle historii rozkapryszona i szalona siostra Mitchella – Briory, która nie wierzy w śmierć ukochanego i imituje jego obecność. A na dodatek kradnie. Wszystko i wszędzie. Ale to nie koniec problemów Mitchella – nie potrafi uwolnić się od związku z Lilian, której składa obietnice, a ona go wykorzystuje. Poznaje tez młodziutką dziewczynę, przez co jego miłosne uczucia są na rozstaju dróg.
Ta krótka historia pokazuje jak mężczyzna z przeszłością kryminalną nie jest w stanie z dnia na dzień wieść sumiennego, odpowiedzialnego i legalnego życia. Autor w tej krótkiej opowieści umieścił ciekawie skonstruowanych bohaterów. Mam na myśli siostrę Mitchella, niejednoznaczną, zaburzoną kobietkę w kwiecie wieku, która nie umie uporać się ze stratą i jest smaczkiem tej książki. Ponadto widzimy tu miłość, zauroczenie, toksyczność związku czy zaskakujące zakończenie.
Plusem książki jest fakt, że czyta się ją szybko i przyjemnie. Styl autora jest dość prosty, a i historia mocno wciąga. Dużo się dzieje, ciągle następuje zmiana akcji, jest dużo napięć i zagadkowych bohaterów. Jest to przyjemne czytadło na długie wieczory. Nie przyniesie nic wartościowego, ale można z nią spędzić miłe chwile.
Przeleżała na mojej półce dobre kilka lat. Okładka z Collinem Farellem nie zachęca do sięgnięcia, lecz niewielkość tej książki skłoniła mnie do sięgnięcia po „Londyński bulwar” Kena Bruena. Samo wydanie jest katastroficzne – brzydka okładka, przeciętny papier, brak podziału książki na rozdziały. Jednak nie szata zdobi człowieka i każda książka warta jest przeczytania....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMnie książka zaciekawiła od pierwszej strony. Wartka akcja to jest coś co wciąga czytelnika. Bardzo mi sie podobala ta książka. Prostota w powieści to jest coś co zawsze sprawi że po nią sięgnę.
Mnie książka zaciekawiła od pierwszej strony. Wartka akcja to jest coś co wciąga czytelnika. Bardzo mi sie podobala ta książka. Prostota w powieści to jest coś co zawsze sprawi że po nią sięgnę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKtoś zalał Londyn angielskim pudingiem i brodzisz po kolana w maraźmie. Gdzie nie spojrzysz pleśń, brytyjska tradycja. Los wyciaga do ciebie rekę, żeby chwilę później walnąć z nienacka. A może to bohater sam sobie winien?
ps. Książke przeczytałem po obejrzeniu filmu. Dla mnie scenariusz ekranowy miał lepsze zakończenie, choć ksiązkowe nie jest złe. Książka dostaje 6* a film 7*.
Ktoś zalał Londyn angielskim pudingiem i brodzisz po kolana w maraźmie. Gdzie nie spojrzysz pleśń, brytyjska tradycja. Los wyciaga do ciebie rekę, żeby chwilę później walnąć z nienacka. A może to bohater sam sobie winien?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tops. Książke przeczytałem po obejrzeniu filmu. Dla mnie scenariusz ekranowy miał lepsze zakończenie, choć ksiązkowe nie jest złe. Książka dostaje 6* a...
Czytałem tę powieść wielokrotnie, należy do ścisłej czołówki moich ulubionych książek. Bardzo dobra powieść sensacyjna, o bardzo "tajemniczej" akcji, z zakończeniem, którego - gwarantuję - nikt się nie spodziewał.
Czytałem tę powieść wielokrotnie, należy do ścisłej czołówki moich ulubionych książek. Bardzo dobra powieść sensacyjna, o bardzo "tajemniczej" akcji, z zakończeniem, którego - gwarantuję - nikt się nie spodziewał.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka, idealnie mój klimat, sporo czarnego humoru i wartka akcja, klimat Angielskich barów i półswiatka kryminalnego, bardzo polecam.
Świetna książka, idealnie mój klimat, sporo czarnego humoru i wartka akcja, klimat Angielskich barów i półswiatka kryminalnego, bardzo polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając książkę, miałam wrażenie, że trzymam filmowy scenariusz bez absolutnie żadnych didaskaliów. Katastrofalnie mała ilość opisów, dialogi nadmiernie wulgarne a postacie bez żadnej osobowości. Nawet zaskakujące zakończenie nie zrekompensowało tego wszystkiego...
Czytając książkę, miałam wrażenie, że trzymam filmowy scenariusz bez absolutnie żadnych didaskaliów. Katastrofalnie mała ilość opisów, dialogi nadmiernie wulgarne a postacie bez żadnej osobowości. Nawet zaskakujące zakończenie nie zrekompensowało tego wszystkiego...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka w zasadzie o niczym. Ot, życie codzienne głównego bohatera, Mitchella. Pierwsze 190 stron można by spokojnie skrócić do 15-20, bez uszczerbku dla fabuły. Coś się zaczyna dziać dopiero na ostatnich 30-40 stronach. Chciałem dać książce dwie gwiazdki, dokładam trzecią za zaskakujące ostatnie dwie strony, które jednak w żaden sposób nie zmieniają obrazu całości.
Książka w zasadzie o niczym. Ot, życie codzienne głównego bohatera, Mitchella. Pierwsze 190 stron można by spokojnie skrócić do 15-20, bez uszczerbku dla fabuły. Coś się zaczyna dziać dopiero na ostatnich 30-40 stronach. Chciałem dać książce dwie gwiazdki, dokładam trzecią za zaskakujące ostatnie dwie strony, które jednak w żaden sposób nie zmieniają obrazu całości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedno wielkie rozczarowanie...
Jedno wielkie rozczarowanie...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMyślałam, ze książka która została przeniesiona na ekran, jest bardziej ciekawa. Akcja rozkręca się strasznie powoli, dopiero w trzeciej, a zarazem ostatniej części, zaczyna się coś dziać, ale to też nie za wiele.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, napisana jest łatwym i ciekawym językiem. Ostatnie strony były dość nieprzewidywalne. Tutaj byłam zdziwiona, bo obstawiałam inne zakończenie, ale lubię jak książka mnie zaskakuje.
Myślałam, ze książka która została przeniesiona na ekran, jest bardziej ciekawa. Akcja rozkręca się strasznie powoli, dopiero w trzeciej, a zarazem ostatniej części, zaczyna się coś dziać, ale to też nie za wiele.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę czyta się szybko i przyjemnie, napisana jest łatwym i ciekawym językiem. Ostatnie strony były dość nieprzewidywalne. Tutaj byłam zdziwiona, bo...
Mocna, dosadna i bezkompromisowa książka.
Czuje sie w niej ten cały bród o którym autor pisze.
Mocna, dosadna i bezkompromisowa książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzuje sie w niej ten cały bród o którym autor pisze.
Mnóstwo alkoholu i brutalności. Sięgnęłam po tą książkę, gdyż leżała na mojej półce od dawna. Kupiłam ją na wyprzedaży książek za kilka złotych. Teraz rozumiem, dlaczego trafiła ona na wyprzedaż. Może to tylko moje osobiste odczucia. Prostota przekazu zawarta w tej książce aż piorunuje. Zastanawiałam się, czy gdyby styl pisania autora był nieco inny, trochę bardziej ubarwiony to, czy ta książka przypadłaby mi do gustu. To możliwe.
Dodam jeszcze, że jako osoba, która lubi muzykę Phila Collinsa, nie mogę przeboleć, że został on tak nienawistnie potraktowany.
Rozumiem, są różne gusta.
Mnóstwo alkoholu i brutalności. Sięgnęłam po tą książkę, gdyż leżała na mojej półce od dawna. Kupiłam ją na wyprzedaży książek za kilka złotych. Teraz rozumiem, dlaczego trafiła ona na wyprzedaż. Może to tylko moje osobiste odczucia. Prostota przekazu zawarta w tej książce aż piorunuje. Zastanawiałam się, czy gdyby styl pisania autora był nieco inny, trochę bardziej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest dość brutalna. Nie, nie dość. Jest wiele przemocy jak i siarczystych przekleństw, ale jednak wyrwała ona na mnie wrażenie. Szczególnie zaskoczył mnie koniec, ponieważ nie spodziewałam się tego. Sięgnęłam po tą książkę, bo miała obiecującą promocję. Nie żałuje, że ją zakupiłam, gdyż spodobała mi się. Jest wypełniona lekkim stylem, przez wciąga i szybko się ją czyta. Polecam :) + Zekranizowana wersja mnie zaczęła drażnić, w sumie nie wiem dlaczego, ale nie dałam rady obejrzeć.
Książka jest dość brutalna. Nie, nie dość. Jest wiele przemocy jak i siarczystych przekleństw, ale jednak wyrwała ona na mnie wrażenie. Szczególnie zaskoczył mnie koniec, ponieważ nie spodziewałam się tego. Sięgnęłam po tą książkę, bo miała obiecującą promocję. Nie żałuje, że ją zakupiłam, gdyż spodobała mi się. Jest wypełniona lekkim stylem, przez wciąga i szybko się ją...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma tu nic ponad to, co jest obowiązkowe do opowiedzenia tej całej historii - konkrety, konkrety, konkrety. Od czasu do czasu wpleciony jakiś cytat, niby błyskotliwa myśl, wszystko zwięźle i krótko. Chociaż można to nawet nazwać pozytywną stroną, bo skoro czytamy o byłym gangsterze, nie powinniśmy myśleć o obecności nie wiadomo jak kwiecistego języka.
Z książką można uporać się bez problemu w jedno popołudnie. Ociekający sarkazmem i dystansem do otaczającego świata główny bohater potrafi niejednokrotnie przyprawić o uśmiech. Zbliżając się wielkimi krokami do nieuchronnego końca ma się wrażenie, że wszystko się stabilizuje, że to kolejna pozycja o dość nudnym i przewidywalnym zakończeniu,ale - UWAGA - ostatnie cztery strony zmieniają wszystko zupełnie nagle, w chwilę, sekundę, mgnienie oka, a usta nie zamykają się ze zdziwienia. Dosłownie.
Mimo wszystko, jak to zauważył już ktoś z komentujących, książka może być dobra na wypełnienie wolnego czasu, jako "przerywnik" między ambitniejszymi lekturami. Bywa i tak.
Nie ma tu nic ponad to, co jest obowiązkowe do opowiedzenia tej całej historii - konkrety, konkrety, konkrety. Od czasu do czasu wpleciony jakiś cytat, niby błyskotliwa myśl, wszystko zwięźle i krótko. Chociaż można to nawet nazwać pozytywną stroną, bo skoro czytamy o byłym gangsterze, nie powinniśmy myśleć o obecności nie wiadomo jak kwiecistego języka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ książką można...
Książka średnia. Dałam szóstkę wyłącznie za wzmianki o różnych piosenkach i innych książkach, z czym rzadko się spotykam w innych publikacjach.
Książka średnia. Dałam szóstkę wyłącznie za wzmianki o różnych piosenkach i innych książkach, z czym rzadko się spotykam w innych publikacjach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSuper książka. Bardzo mnie wciągnęła. Aż ciężko mi było się z nią rozstać. Sięgnęłam więc po film. Jeżeli nie chcecie popsuć sobie dobrego smaku książki to nie sięgajcie po film.
Super książka. Bardzo mnie wciągnęła. Aż ciężko mi było się z nią rozstać. Sięgnęłam więc po film. Jeżeli nie chcecie popsuć sobie dobrego smaku książki to nie sięgajcie po film.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tociekawa historia, klimatyczna, dużo dialogów, idealna na nudne wykłady(tylko za krótka), nie polecam filmu
ciekawa historia, klimatyczna, dużo dialogów, idealna na nudne wykłady(tylko za krótka), nie polecam filmu
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam tę książkę. Super napisana, wciąga i przez to szybko się czyta. Bruen stworzył fajną postać jaką jest Mitchell, nie da się go nie lubić. Naprawdę żałowałam kiedy książka się skończyła.
Uwielbiam tę książkę. Super napisana, wciąga i przez to szybko się czyta. Bruen stworzył fajną postać jaką jest Mitchell, nie da się go nie lubić. Naprawdę żałowałam kiedy książka się skończyła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonie będę się rozpisywać, filmu nie widziałam, ale wiedziałam kto w nim gra, więc kiedy przeczytałąm w książce, że są Lilian jest stara to mi totalnie nie pasowało do mojego wyrobionego przez film wyobrażenia, poza tym akcja totalnie nie wciągająca, może oprócz ostatniej części. nie polecam
nie będę się rozpisywać, filmu nie widziałam, ale wiedziałam kto w nim gra, więc kiedy przeczytałąm w książce, że są Lilian jest stara to mi totalnie nie pasowało do mojego wyrobionego przez film wyobrażenia, poza tym akcja totalnie nie wciągająca, może oprócz ostatniej części. nie polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpodziewałam się czegoś lepszego. Jakbym miała opisać w jednym słowie to brutalna. Plusem jest zaskakujące zakończenie. Napewno nie zapadnie mi w pamięci, a takich książek szukam, które wnoszą coś do moich przemyśleń.
Spodziewałam się czegoś lepszego. Jakbym miała opisać w jednym słowie to brutalna. Plusem jest zaskakujące zakończenie. Napewno nie zapadnie mi w pamięci, a takich książek szukam, które wnoszą coś do moich przemyśleń.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZakupiłam tę książkę razem z czasopismem i niestety jestem trochę rozczarowana. Akcja rozkręca się zbyt długo i monotonnie. Dopiero w trzeciej części, która jest najkrótsza zaczyna się coś dziać. Jak dla mnie zbyt duża ilość cytatów i wymienionych tytułów innych autorów. Pozytywnie zaskoczona byłam ostatnimi kartkami, gdyż zakończenie było nieprzewidywalne.
Przejdźmy w końcu do treści. Mitchell wychodzi na wolność po trzech latach więzienia do którego trafił za ciężkie pobicie. Powoli zaczyna układać sobie życie i chce zerwać z przeszłością. Znajduje pracę u byłej gwiazdy Lillian Palmer. Tu poznaje tajemniczego kamerdynera Jordana. Zaczynają ginąć ludzie w tym jego narzeczona i siostra. Mitchell jest przekonany, że stoi za tym gangster z przeszłości. Jednak prawda okazuje się zupełnie inna, gdyż za tym wszystkim stoi Jordan, który dla byłej gwiazdy jest w stanie zrobić wszystko.
Książkę czyta się szybko ze względu na dużą ilość dialogów. Mogę stwierdzić, że bardziej trafi bardziej w gusta panów. Duża ilość przemocy, alkoholu, narkotyków. Treść oceniam na przeciętna.
Zakupiłam tę książkę razem z czasopismem i niestety jestem trochę rozczarowana. Akcja rozkręca się zbyt długo i monotonnie. Dopiero w trzeciej części, która jest najkrótsza zaczyna się coś dziać. Jak dla mnie zbyt duża ilość cytatów i wymienionych tytułów innych autorów. Pozytywnie zaskoczona byłam ostatnimi kartkami, gdyż zakończenie było nieprzewidywalne.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzejdźmy w...
Drugie spotkanie z królem
Po pierwszym spotkaniu z prozą Kena Bruena, którym była lektura powieści Strażnicy bezprawia (The Guards), z utęsknieniem wyczekiwałem na kolejną jego książkę. No i nastał ten dzień – zaprzyjaźniona biblioteka powiatowa w ramach akcji „Poleć książkę” zakupiła Londyński bulwar, który w ciemno zarekomendowałem, kierując się tylko nazwiskiem autora.
O ile centralną postacią Strażników jest były policjant, o tyle głównym bohaterem Bulwaru jest Mitchell, dla znajomków Mitch, który właśnie skończył odsiadkę i rozpoczyna drugie podejście do życia na wolności z mocnym przeświadczeniem, iż nigdy więcej za kraty nie wróci. Planuje zdobyć dobrą pracę i trzymać się z dala od kłopotów, ale wiadomo – nigdy nie mów nigdy. Dawne grzechy ciążą, a dawni kumple jeszcze bardziej. Co z tego wyniknie nie będę ujawniał. Zdradzę tylko, że choć powyższy schemat jest dość klasyczny, to fabule nie brak oryginalności, a zakończenie też nie jest sztampowe. Nie oryginalność intrygi jednak, ani mocna puenta, są największymi atutami Londyńskiego bulwaru. To styl prozy Bruena, porażający jak wyprowadzony z zaskoczenia cios w splot słoneczny, potwierdza zasadność nadanego mu tytułu króla twardego kryminału noir.
Wyobraźcie sobie, że będąc przejazdem w jakiejś odległej dziurze, gdzie wasza noga już nigdy nie postanie, kupiliście sobie od ulicznego handlarza szczeniaczka* jakiegoś mocnego alkoholu bez żadnej nalepki i marki. Przez dłuższy czas nie otwieraliście go nawet, w czym pewnie miała swój udział obawa przed utratą wzroku będącą częstą konsekwencją eksperymentów z podobnymi wyrobami niewiadomej proweniencji. W końcu nadchodzi, po latach, ten dzień, gdy macie doła i musicie się napić. Nie ma niczego lepszego pod ręką i w chwili rozpaczliwej odwagi otwieracie zakurzona flaszeczkę, nalewacie setę i chlup. Okazuje się, że to najlepszy trunek, jaki piliście w życiu. Czujecie to? W butelce zostało już tylko półtorej kielonka! Jeszcze rozkoszujecie się uczuciem, jakby pogłaskał was ognisty anioł, jeszcze została ponad połowa, a już czujecie niesamowity żal, że flaszka taka malutka, że tak szybko zbliża się koniec libacji, a druga podobnie smakowita butelka może się już nigdy nie trafić. Taka jest właśnie proza Bruena. Ja ją po prostu połykam i już od pierwszych stron, gdy zauważam jak błyskawicznie się go czyta, żałuję, że jego powieści nie są grubsze.
Mistrz oszczędnego słowa. Gdyby Bruen napisał Potop, pewnie zmieściłby się jednym niewypasionym tomie. Mimo tego jego proza jest niesamowicie wyrazista. W kilku zdaniach, pozbawionych wszelki zbędnych wyrazów, potrafi zawrzeć wszystko co potrzebne, by czytelnik przeniósł się w ciemne londyńskie uliczki lub do irlandzkiego pubu, by wszedł w ciało zdesperowanego zabójcy lub napalonego kochanka. Nie są mu potrzebne wielostronicowe opisy, wystarczą zdania zamiast akapitów, słowa zamiast zdań. Dodajmy do tego zawrotne tempo akcji i otrzymamy lekturę, której jedyną wadą jest to, że tak szybko się skończy.
Czytając recenzje zawodowych krytyków, z reguły powieścią równie zachwyconych jak ja, i amatorów, z reguły mniej zachwyconych, w pierwszej chwili byłem zdziwiony. Dopiero potem zrozumiałem. Dobry krytyk literacki powinien być albo otwarty na wszelkie możliwe style, gatunki i maniery literackie, i oceniać każde dzieło w ramach konwencji, w której zostało stworzone, albo być na tyle samoświadomym, by unikać obszarów, w których się źle czuje. Najgorszy grzech krytyka, to ocenianie czegoś, czego z samego założenia się nie lubi. Ile przykładowo warta recenzja powieści Lema napisana przez kogoś, kto uważa, że fantastyka jest drugim sortem literatury? A Bruen jest prawdziwym ewenementem; oszczędności słowa, pragmatycznej brutalności i esencji życia. Koneserem przemocy i jednocześnie pełnym humanizmu filozofem ukrytym między wierszami. Mrocznym jak mało kto, ale zarazem, w postaciach swych bohaterów, jak niewielu doceniającym życie takim, jakim jest – niezależnie od tego, jakie karty dał nam los. I nie każdy jest w stanie to perwersyjne wręcz połączenie strawić. Nie piszę tego przekonany o swojej wartości, ale świadom bezcennej wielkości tego niesamowitego autora. Musiałem uzasadnić te rozbieżności ocen, z którymi możecie się spotkać i mój osobisty pogląd na ich przyczynę.
Śmieszą mnie zawsze powieści, w których opis aktu eksplozji przemocy czy namiętności jest tak długi, iż jego przeczytanie trwa wielokroć dłużej, niż samo zdarzenie. To wybija z rytmu i odbiera autentyczność. Londyński Bulwar jest wizytówką stylu Kena Bruena. By zbudować mroczny nastrój, by oddać gwałtownie wzbierające uczucia, opisy zbrodni czy wrażeń literackich - wystarczą pojedyncze słowa. Wszystko potrafi przekazać z tą szokującą oszczędnością, a do tego zdoła bez łamania stylu przemycić wiele zdrowej filozofii i życiowej mądrości przydatnej nie tylko twardzielom i zabijakom, ale każdemu. Polecam tę powieść zdecydowanie i absolutnie. Nie tylko miłośnikom twardego kryminału noir. Polecam każdemu, choć mam bolesną świadomość, iż wielu będzie zniesmaczonych, podobnie jak po lampce Frapin Cuvee 1888 czy Remy Martin Louis XIII Black Pearl Limited Edition**. Wszystko jest kwestią smaku
Wasz Andrew
* mała butelka, zwykle 0,25 l wódki
** marzenia konesera koniaków
opinia ukazała się również na moim blogu
Drugie spotkanie z królem
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo pierwszym spotkaniu z prozą Kena Bruena, którym była lektura powieści Strażnicy bezprawia (The Guards), z utęsknieniem wyczekiwałem na kolejną jego książkę. No i nastał ten dzień – zaprzyjaźniona biblioteka powiatowa w ramach akcji „Poleć książkę” zakupiła Londyński bulwar, który w ciemno zarekomendowałem, kierując się tylko nazwiskiem...
Książka na wieczór ewentualnie dwa.
Książka na wieczór ewentualnie dwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wpadła mi w ręce przypadkiem, i nie był to przypadek szczęśliwy. Charakteryzacja postaci, fabuła, konstrukcja - wszystko jest straszliwie słabe. Plus język i styl, których nie można określić słowem innym, niż "prymitywne". Absolutna strata czasu, nie polecam.
Książka wpadła mi w ręce przypadkiem, i nie był to przypadek szczęśliwy. Charakteryzacja postaci, fabuła, konstrukcja - wszystko jest straszliwie słabe. Plus język i styl, których nie można określić słowem innym, niż "prymitywne". Absolutna strata czasu, nie polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to