RECENZJA W 5 ZDANIACH:
Bardzo ciekawie napisane fantasy, które co kilkadziesiąt stron zmienia swoją formułę... tylko czy to dobrze? Zaczynamy od szkolenia, jak w zwiadowcach albo średniowiecznym Harrym Potterze, potem czas na intrygi, a na końcu zaczyna sie gra o Tron.... Z tego wszystkiego sam zaczynałem się gubić, a jednostajne wysokie tempo sprawiało, że nie miałem czasu na wytchnienie. Książka na tyle dobra, że przeczytałem do końca, ale czy sięgnę po 2 tom? szanse daję 50/50.
RECENZJA W 5 ZDANIACH:
Bardzo ciekawie napisane fantasy, które co kilkadziesiąt stron zmienia swoją formułę... tylko czy to dobrze? Zaczynamy od szkolenia, jak w zwiadowcach albo średniowiecznym Harrym Potterze, potem czas na intrygi, a na końcu zaczyna sie gra o Tron.... Z tego wszystkiego sam zaczynałem się gubić, a jednostajne wysokie tempo sprawiało, że nie miałem...
Wielkie pozytywne zaskoczenie. Uwielbiam książki w których mogę z bohaterami dojrzewać i ich poznawać przez długą drogę jaką muszą przejść. Tutaj było tego mnóstwo.
Bohatera poznajemy kiedy ma 10 lat i trafia do brutalnego zakonu gdzie krew leje się strumieniami a cięgi są zbierane za najmniejsze przewinienie. Nie ma tutaj miejsca na sentymenty, dzieciom wpajane są zasady Wiary i są uczone przetrwania. Jednocześnie w tym wszystkim główny prym wiedzie polityczny spisek który z każdym rozdziałem się zagęszcza a nasz młody bohater musi walczyć nie tylko ze swoimi własnymi słabościami ale też z zakazaną magią.
Świat wykreowany przez Autora kompletnie mnie kupił. Wystarczające opisy miejsc, polityki i różnych wierzeń dostarczyły mi świetnej rozrywki w równej mierze jak sceny bitewne. Nie było kolorowo, oj nie. Podczas czytania, w mojej głowie pojawiały się pytania które sprawiały że miałam ochotę czytać dalej - i o to chodzi, książka ma przecież zainteresować fabułą.
Mam jednak zastrzeżenie co do samych postaci i to sprawiło że nie mogę ocenić książki wyżej.
Miałam wrażenie że wszyscy są bardzo jednowymiarowi. Bez szczególnych cech charakteru które mogłyby ich wyróżniać. Vaelin niestety również się do nich zaliczał. Zastanawiam się czy tak miał zostać stworzony : bez szczególnych emocji które by nim kierowały, jako wychowanek Szóstego Zakonu, nie nauczony do odczuwania większych uczuć. Nie widzę różnicy w tym jak się zachowywał jako 10 latek a tym jak kiedy miał lat 20. Przyjmował wszystko bardzo chłodno i ja jako czytelnik również nie czułam większych emocji kiedy spadały mu pod nogi kolejne kłody. Być może to był zamysł Autora. Nie do końca musi mi się to podobać, ale szanuje taką wizję. Wolałabym jednak aby był bardziej ludzki i nawet to by go odróżniało od pozostałych postaci i to byłby plus. I ja również wtedy mogłabym historię bardziej przeżywać.
Nie zmienia to faktu że droga jaką z nim przeszłam była tak ciekawa że od razu sięgam po tom 2.
Wielkie pozytywne zaskoczenie. Uwielbiam książki w których mogę z bohaterami dojrzewać i ich poznawać przez długą drogę jaką muszą przejść. Tutaj było tego mnóstwo.
Bohatera poznajemy kiedy ma 10 lat i trafia do brutalnego zakonu gdzie krew leje się strumieniami a cięgi są zbierane za najmniejsze przewinienie. Nie ma tutaj miejsca na sentymenty, dzieciom wpajane są zasady...
Czytałem swego czasu w oryginale. Teraz po kilku latach sięgnąłem dla przypomnienia po wydanie w naszym języku. Nadal jak dla mnie wyróżnia się na tle różnego rodzaju fantastycznego grafomaństwa jakie niestety często pojawia na rynku. Ciekawa konstrukcja i pomysły, a do tego przyzwoicie co najmniej i klimatycznie napisana. Polecam
Czytałem swego czasu w oryginale. Teraz po kilku latach sięgnąłem dla przypomnienia po wydanie w naszym języku. Nadal jak dla mnie wyróżnia się na tle różnego rodzaju fantastycznego grafomaństwa jakie niestety często pojawia na rynku. Ciekawa konstrukcja i pomysły, a do tego przyzwoicie co najmniej i klimatycznie napisana. Polecam
Wcale nie jest tak łatwo napisać dobrą powieść fantasy. Fabuł osadzonych w wymyślonych światach jest ogromna ilość, podobnie jak opisywanych w nich przeróżnych systemów magii, więc powiedzenie czegoś nowego w tym gatunku graniczy wręcz z niemożliwością. Podejrzewam, że jest jeszcze trudniej, kiedy jest się debiutantem, bez wyrobionego nazwiska. A kimś takim był Anthony Ryan, kiedy pisał „Pieśń krwi”. W moje ręce trafiło drugie polskie wydanie tej powieści. Pomyślałem sobie, że jeśli po książkę sięga kolejny wydawca, musi to znaczyć, że jest w niej coś więcej niż gatunkowa odtwórczość. Czy faktycznie?
Vaelin Al Sorna zostaje podrzucony przez ojca pod bramę Szóstego Zakonu. Tam ma się szkolić na wojownika Wiary – niezłomnego rycerza, którego zadaniem będzie wykonywanie misji służących zarówno Wierze, jak i Królestwu. Młodzieniec rozpoczyna mordercze szkolenie, walcząc jednocześnie z uczuciem rozczarowania decyzją ojca. Bo co może kierować człowiekiem, żeby porzucił własne dziecko w obcym miejscu? Vaelin z każdym rokiem nabiera doświadczenia, a po zakończeniu szkolenia wyrusza w końcu w świat, w którym czekają go niebezpieczeństwa, o których istnieniu nie miał dotąd pojęcia.
Przez bardzo długi czas „Pieśń krwi” jest standardowo skonstruowaną powieścią fantasy. Autor korzysta ze schematu, zakładającego opis szkolenia bohatera i nabywania przez niego doświadczenia. I generalnie trudno jest uczynić z tego faktu zarzut. Vaelin po prostu musiał nabrać doświadczenia – jego charakter musiał wyewoluować, a on sam dojrzeć. Tę podróż Anthony Ryan kreśli rzetelnie. Początkowo nieco raziło mnie, że bohater jest nad wyraz poważny i wcale nie wydaje się dziesięciolatkiem (w takim wieku go poznajemy), ale potem przypomniało mi się, że jest to ktoś porzucony przez rodzica w obcym miejscu. Prawdopodobnie sam bym w takiej sytuacji zatracił dziecięcą niewinność.
Z każdą kolejną stroną Al Sorna nabiera charakteru i się rozwija – to bohater zasadniczo pozytywny, ale niepozbawiony mrocznych stron. Wraz z rozwojem fabuły coraz lepiej poznaje sam siebie, swoje ograniczenia i silne strony. Nie ma tu niczego nowatorskiego, ale Ryan porusza się na polu kreacji charakterologicznej bardzo rzetelnie. Na kartach „Pieśni krwi” jest miejsce także dla wielu postaci drugoplanowych, które wcale nie stanowią jedynie wypełnienia tej powieści – każdy ma swoją rolę do odegrania i stanowi istotny element całości.
Anthony Ryan umiejętnie ukrywa niektóre cechy bohaterów i fabularne szczegóły, by w odpowiedniej chwili wyciągnąć na wierzch elementy, których się nie spodziewaliśmy, a które wzbogacają obraz świata przedstawionego i wzmagają zainteresowanie odbiorcy. Dzieje się tak szczególnie w końcowej fazie opowieści, a wraz z tym idzie coś, co uznaję za wadę tej książki – wcześniej zdarzały się momenty, w których „Pieśń krwi” była nieco zbyt monotonna. Ryan nie zawsze potrafił dobrze wyczuć, w jakim tempie prowadzić tę opowieść, żeby pozostała ekscytująca. Nie jest to wielka wada, choć da się ją zauważyć; mam jednak nadzieję, że ta cecha zniknie w kolejnych tomach „Kruczego cienia”.
Przez większą część „Pieśń krwi” pozostaje fantasy z gatunku tych bardzo przyziemnych. Pierwsze skrzypce odgrywają tu szkolenie bohatera, polityka i zbrojne konflikty. Magia? Jest, ale raczej przewija się w tle, nie jest też tak wprost nazywana. Dopiero później ten element świata przedstawionego dochodzi do głosu, choć wydaje się, że raczej stanowi zapowiedź kierunku, w jakim Ryan pójdzie w dwóch kolejnych tomach. Ta zmiana kierunku jawi się jako naprawdę ekscytująca – autor dobrze podbudowuje ją fabularnie, dzięki czemu z jeszcze większym zainteresowaniem śledzimy rozwój opowieści.
Nie zawsze czytało mi się „Pieśń krwi” tak samo dobrze. Były w tej lekturze momenty, kiedy mówiłem sobie, że na tym tomie kończę i nie będę czytał dalej, ale później Ryan włączał wyższe obroty i ostatecznie sprawił, że po przeczytaniu całości po prostu chcę się dowiedzieć, jak wszystko potoczy się dalej. To powieść, która początkowo jest dość leniwa i miewa problemy ze złapaniem właściwego tempa, a także nie jest szczególnie odkrywcza, ale w ostatecznym rozrachunku okazuje się jednak naprawdę interesująca i warta uwagi.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2026/01/anthony-ryan-trylogia-kruczy-cien-tom-1.html
Wcale nie jest tak łatwo napisać dobrą powieść fantasy. Fabuł osadzonych w wymyślonych światach jest ogromna ilość, podobnie jak opisywanych w nich przeróżnych systemów magii, więc powiedzenie czegoś nowego w tym gatunku graniczy wręcz z niemożliwością. Podejrzewam, że jest jeszcze trudniej, kiedy jest się debiutantem, bez wyrobionego nazwiska. A kimś takim był Anthony...
Trzecia książka tego autora w tym roku, stał się jednym z ulubionych w mojej literackiej podróży. Nowa seria (dla mnie), zachwyca opisem dorastania i dojrzewania głównego bohatera. Ukierunkowana na historię Al Sorny to najmocniejszy punkt. Wraz z nim bardzo rozważnie poznajemy świat, prawidła nim działające. Ponownie autor świetnie przedstawia świat, potrafi robić to w dobrym tempie, szczególnie przy ilości długich nazw własnych. Jednocześnie nie jest to przedstawianie prosto w twarz czytelnika, a zgodnie z historią bohatera. Slodko-gorzka w punkcie kulminacyjnym, świetnie wyważone zakończenie. I ponownie świat fantastyczny gra mniejszą rolę w po prostu ludzkiej opowieści o wielkim bohaterze, zabójcy Szóstego Zakonu, który mimo morderczego treningu pozostaje ludzki i poszukuje balansu między przeznaczeniem, przeżyciem, a człowieczeństwem. Bardziej heroiczna niż Parias tego autora, przez to inna, ale nadal wybitna.
Trzecia książka tego autora w tym roku, stał się jednym z ulubionych w mojej literackiej podróży. Nowa seria (dla mnie), zachwyca opisem dorastania i dojrzewania głównego bohatera. Ukierunkowana na historię Al Sorny to najmocniejszy punkt. Wraz z nim bardzo rozważnie poznajemy świat, prawidła nim działające. Ponownie autor świetnie przedstawia świat, potrafi robić to w...
Dobra fantasy która rozwija się stopniowo. Fabuła książki bardzo przypomina mi "Miecze cesarza". Czasami miałem problem z śledzeniem fabuły, gdyż autor potrafi przeskakiwać po chronologii wydarzeń. Mimo wszystko polecam książkę, na pewno sięgnę po dalsze tomy.
Dobra fantasy która rozwija się stopniowo. Fabuła książki bardzo przypomina mi "Miecze cesarza". Czasami miałem problem z śledzeniem fabuły, gdyż autor potrafi przeskakiwać po chronologii wydarzeń. Mimo wszystko polecam książkę, na pewno sięgnę po dalsze tomy.
Ociekająca krwią i pełna przemocy wersja "Zwiadowców" Flanagana i tylko... brak w niej wielkiego "Wow!". Wszystko się toczy zbyt zgrabnie, pomyślnie i szczęśliwie.
Ociekająca krwią i pełna przemocy wersja "Zwiadowców" Flanagana i tylko... brak w niej wielkiego "Wow!". Wszystko się toczy zbyt zgrabnie, pomyślnie i szczęśliwie.
Czasami gdy zaczynasz czytać jakąś powieść, po prostu to wiesz, że to pokochasz - ja tak właśnie miałem z "Pieśnią Krwi" autorstwa Anthonyego Ryana. Od pierwszej strony polubiłem Vaelina Al Sornę i chciałem poznać całe jego życie. Jest to pełna fantastyka w jej najlepszym wydaniu. Jak ja się cieszę, że poznałem trylogię "Kruczy Cień".
Al Sornę poznajemy jako nastoletniego chłopca, gdy ojciec odstawia go pod bramy Domu Szóstego Zakonu, i choć wedle wyznania braci zakonnych on już nie ma rodziny - teraz Zakon jest jego domem, to nazwisko i pozycja ojca pozostaje się trwać przy nim niezmiennie niczym przylepiony miś do miodku. Ryan sprawnie wrzuca nas w przedstawiony świat, poznajemy bohaterów z wielu stron i przeżywamy z nimi historie - niczym stojąc obok - pióro autora sprawia, że powieść się naprawdę dobrze czyta. Choć trochę uśmiech wpływał na usta czy czytałem zmagania chłopców podczas prób - podobny wątek znamy już z polskiego "Wiedźmina", ale nie będę szukał tutaj na siłę minusów. Jednocześnie przeżywając przygody Vaelina, czytamy jego dorosłe życie - gdy spowiada się głównemu kronikarzowi wrogiego Królestwu - Imperium Alpirańskiego. Poprzez ten zabieg niejako znamy już finał historii, ale samo stopniowanie napięcia do końca jest warte każdej przeczytanej strony. Spotkałem się z opinią, że Vaelin jest postacią zbyt idealną - nie mogę się tutaj zgodzić, znamy jego rodziców, wiemy jakie szkolenie otrzymał w Zakonie Miecza i co go ukształtowało, osobiście uważam, że to bohater dojrzały, który już zna życie i wie, co może zaatakować, nawet jeśli nie jest pewien z którego kierunku.
Owszem, początkowo trochę się gubiłem w natłoku opisu miejsc, nazwisk i tego kto kim jest - pomaga sam spis postaci na końcu lektury - ale im dalej w las tym wszystko stawało się bardziej klarowne. Ryan stopniowo, wręcz z gracją rozwijał wątki, niekiedy nawet zbyt brutalnie wszystko opisuje, ale to dodaje swoistego mroku tej historii. Ciekawie czyta się na swój sposób ta dwutorowość tej historii - młodego oraz dorosłego Vaelina. Dowiadujemy się co go ukształtowało, jakie wydarzenia wywarły wpływ na jego charakter. Zakon Miecza tworzy można by rzec - machiny bojowe, ale czy wszyscy dożyją końca szkolenia?
"Pieśń Krwi" to niezwykłe spotkanie z światem wykreowanym przez Ryana, osobiście jestem w nim zakochany i chętnie sięgnę po kolejny tom trylogii. Al Sorna to bohater niejednoznaczny, z swego rodzaju upiornym charakterkiem. Świat Królestwa bardzo nas zachęca do zanurzenia się i poznania reszty postaci i ich przygód - to światowa fantastyka. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić, choć to nie kwestia historii to sama książka, a dokładnie mówiąc - mapka. Mamy zaznaczone tylko główne miasta, i czasami gubimy się w podróży, bo nie do końca jest jasne, gdzie się znajdują przedstawione wydarzenia. Trylogia "Kruczy Cień" zapowiada się naprawdę nieźle, a dzięki głównemu bohaterowi wiemy, że nie będziemy się nudzić. Zdecydowanie must read dla fanów gatunku, jak i pióra Anthony'ego Ryan'a!
Czasami gdy zaczynasz czytać jakąś powieść, po prostu to wiesz, że to pokochasz - ja tak właśnie miałem z "Pieśnią Krwi" autorstwa Anthonyego Ryana. Od pierwszej strony polubiłem Vaelina Al Sornę i chciałem poznać całe jego życie. Jest to pełna fantastyka w jej najlepszym wydaniu. Jak ja się cieszę, że poznałem trylogię "Kruczy Cień".
Al Sornę poznajemy jako...
Dobre wprowadzenie w serie. Klasyczne przejście głównego bohatera od młodości poświęconej na trudach treningu i wyzwań po zostanie wyćwiczonym bohaterem. Zakończenie samo w sobie też bardzo dobre i satysfakcjonujące. Chce się sięgnąć po drugi tom.
Dobre wprowadzenie w serie. Klasyczne przejście głównego bohatera od młodości poświęconej na trudach treningu i wyzwań po zostanie wyćwiczonym bohaterem. Zakończenie samo w sobie też bardzo dobre i satysfakcjonujące. Chce się sięgnąć po drugi tom.
Bardzo dobry pierwszy tom serii. Klasyczna historia o chłopcu, który po latach ciężkiego treningu staje się potężny. Dużo akcji, pojedynków i tajemnic. Na razie lekko tylko zarysowany system magiczny. Główne wątki toczą się wokół szkolenia w zakonie, układu z królem i wojny.
Bardzo dobry pierwszy tom serii. Klasyczna historia o chłopcu, który po latach ciężkiego treningu staje się potężny. Dużo akcji, pojedynków i tajemnic. Na razie lekko tylko zarysowany system magiczny. Główne wątki toczą się wokół szkolenia w zakonie, układu z królem i wojny.
Historia Vaelina wpasowuje się w te bardziej klasyczne klimaty fantasy - powolna opowieść o dorastaniu i szkoleniu chłopca na wojownika, o zawieranych przyjaźniach, stopniowo odkrywanych tajemnicach królestwa i toczących się w nim intrygach.
Historia Vaelina wpasowuje się w te bardziej klasyczne klimaty fantasy - powolna opowieść o dorastaniu i szkoleniu chłopca na wojownika, o zawieranych przyjaźniach, stopniowo odkrywanych tajemnicach królestwa i toczących się w nim intrygach.
"Pieśń krwi" – dobra zabawa, ale… czegoś mi zabrakło.
To solidna powieść fantasy z ciekawym światem i stylem, który przypominał mi Zwiadowców Flanagana — ale w wersji dla dojrzalszego czytelnika. Bohaterowie dają się lubić, a sama historia wciąga, jednak... czekałam na ten moment. Na mocny twist, przytup, coś, co wywróci wszystko do góry nogami. I się nie doczekałam.
Nie znaczy to jednak, że rezygnuję — wręcz przeciwnie! Mam nadzieję, że kolejne tomy rozkręcą się mocniej i zaskoczą mnie tak, jak tego potrzebuję. Jeśli lubisz klasyczne fantasy z rycerskim klimatem i dojrzewającym bohaterem, to śmiało sięgnij.
"Pieśń krwi" – dobra zabawa, ale… czegoś mi zabrakło.
To solidna powieść fantasy z ciekawym światem i stylem, który przypominał mi Zwiadowców Flanagana — ale w wersji dla dojrzalszego czytelnika. Bohaterowie dają się lubić, a sama historia wciąga, jednak... czekałam na ten moment. Na mocny twist, przytup, coś, co wywróci wszystko do góry nogami. I się nie doczekałam.
Po śmierci matki, jako 10-letnie dziecko, Vaelin al Sorna trafia do Zakonu miecza (Szósty Zakon). Wtedy ostatni raz widzi swojego ojca.
Zakonnicy wyrzekają się rodziny i pochodzenia. Przechodzą morderczy trening i serię niebezpiecznych prób.
Są szkoleni na twardych, bezwględnych morderców.
Nie każdy uchodzi z życiem z wyzwań stawianych przez szkolenie.
Wciągająca opowieść miecza, walki, przygody. Lubię opowieści, w których można obserwować rozwój bohatera.
Poprawnie zbudowany świat uprzyjemniają mapy po obu stronach okładki.
Po śmierci matki, jako 10-letnie dziecko, Vaelin al Sorna trafia do Zakonu miecza (Szósty Zakon). Wtedy ostatni raz widzi swojego ojca.
Zakonnicy wyrzekają się rodziny i pochodzenia. Przechodzą morderczy trening i serię niebezpiecznych prób.
Są szkoleni na twardych, bezwględnych morderców.
Nie każdy uchodzi z życiem z wyzwań stawianych przez szkolenie.
Wciągająca opowieść...
Bardzo powolne budowanie bohatera przez autora zaczęło mnie nudzić. Po latach nauki w zakonie Vaelin staje się nieomylnym i nieśmiertelnym mieczem królestwa. Jeżeli komuś to nie przeszkadza, to polecam.
Bardzo powolne budowanie bohatera przez autora zaczęło mnie nudzić. Po latach nauki w zakonie Vaelin staje się nieomylnym i nieśmiertelnym mieczem królestwa. Jeżeli komuś to nie przeszkadza, to polecam.
Jak mnie za kilka miesięcy ktoś zapyta, o czym była ta książka, to już teraz jestem pewna, że nie będę pamiętała nic prócz może imienia głównego bohatera. Wszyscy tutaj mają tak dziwne imiona i tytuły, że do samego końca ciężko mi było połapać się kto jest kim. Tak samo nazwy miejsc są tak przesadnie "fantasy" jakby autor je google'ował, bo nie miał pomysłu na nic chwytliwego. Sama fabuła ciągnie się jak jelito cienkie, a interesująca jest jak wnętrze jelita grubego. Trochę inaczej wyobrażałam sobie "brutalne szkolenie", a przede wszystkim jego efekty, bo w sumie Vaelin to taka ciepła klucha. Nie wiem, czy autor chciał go przedstawić w stylu Geralta, ale miękkie serce Vaelina przeważa nad jego rzekomo "twardym" charakterem. Wybranka tegoż słabego serduszka jest nijaka, za to wywyższająca się i irytująca, niemniej rozumiem zamysł autora, aby była to miłująca pokój chłodna dama (sam ten romans między nimi to też nijaka rzecz).
Były tam też jakieś intrygi, jakiś król, ale w życiu bym go nie nazwała "błyskotliwym". Jedyne co miał w sobie królewskiego, to że wydawał rozkazy, a tak poza tym to postać równie mało interesująca, jak w zasadzie wszystkie inne.
"Pieśń" Vaelina też mnie niestety nie kupiła. Traktowałam ją bardziej jako nawigację bohatera, niż moc czy umiejętność.
Osobiście się zawiodłam.
Jak mnie za kilka miesięcy ktoś zapyta, o czym była ta książka, to już teraz jestem pewna, że nie będę pamiętała nic prócz może imienia głównego bohatera. Wszyscy tutaj mają tak dziwne imiona i tytuły, że do samego końca ciężko mi było połapać się kto jest kim. Tak samo nazwy miejsc są tak przesadnie "fantasy" jakby autor je google'ował, bo nie miał pomysłu na nic...
Kolejka wydmuszka na jaką się dałem nabrać. W skrócie to Harry Potter w klimacie Krzyżaków w stylu young adult. Bohaterowie całkowicie nijacy i wszyscy pisani na jedno kopyto, do samego końca nie wiedziałem kto jest kim bo nie posiadają żadnych unikalnych cech. Nawet nie pamiętam ich dokładnych imion. Historia do bólu sztampowa, płytka, pełna bzdur. Mój ulubiony fragment to ten gdzie protagoniści zupełnie bez problemu zdobywają „niezdobywalną” twierdzę, a jeden z nich udaje strażnika na murze. Cudo. Niby jest jakaś tajemnica, niby jakiś spisek ale jest to opisane w taki sposób że interesowało mnie to w tym samym stopni co zeszłoroczny śnieg
Kolejka wydmuszka na jaką się dałem nabrać. W skrócie to Harry Potter w klimacie Krzyżaków w stylu young adult. Bohaterowie całkowicie nijacy i wszyscy pisani na jedno kopyto, do samego końca nie wiedziałem kto jest kim bo nie posiadają żadnych unikalnych cech. Nawet nie pamiętam ich dokładnych imion. Historia do bólu sztampowa, płytka, pełna bzdur. Mój ulubiony fragment...
Niesamowicie porywający świat. Przywodzi mi na myśl wczesne tomy "Zwiadowców" Johna Flanagana, tyle że tu warsztat pisarski jest na zdecydowanie wyższym poziomie, podobnie jak fabuła i psychologia postaci. Jestem absolutnie zachwycona i nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne tomy i szczerze polecam fanom dobrego fantasy. Moim zdaniem jest to też dobra książka dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym gatunkiem, Anthony Ryan naprawdę staje na wysokości zadania.
Niesamowicie porywający świat. Przywodzi mi na myśl wczesne tomy "Zwiadowców" Johna Flanagana, tyle że tu warsztat pisarski jest na zdecydowanie wyższym poziomie, podobnie jak fabuła i psychologia postaci. Jestem absolutnie zachwycona i nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne tomy i szczerze polecam fanom dobrego fantasy. Moim zdaniem jest to też dobra książka dla...
Bardzo solidne, dobrze napisane fantasy, zdecydowanie warte uwagi. Książka nie należy do krótkich i momentami może się dłużyć, szczególnie czytelnikom przyzwyczajonym do wartko płynącej narracji i nagłych zwrotów akcji, ale zdecydowanie warto te momenty przeczekać i czytać dalej. Zachęcałabym raczej do zastanowienia się czy każda książka musi być niczym film akcji i dania sobie szansy na spokojną przyjemność z czytania dobrze napisanej literatury, niekoniecznie w tempie "instant". Język nie jest ani zbyt kwiecisty, ani zbyt prosty, postaci (których jest dość dużo, ale nie wszystkie odgrywają tak samo znaczące role) są ciekawe i zróżnicowane, ich działania i motywacje nie oczywiste. Świat przedstawiony jest tym bardziej interesujący, im dalej idziemy. W książce sukcesywnie pojawiają się tajemnice, o których dowiadujemy się wraz z glównym bohaterem i które wyjaśniają się z końcem tomu w czasem zaskakujący sposób, zdecydowanie zachęcający do dalszej lektury. Na pewno sięgnę po część drugą.
Bardzo solidne, dobrze napisane fantasy, zdecydowanie warte uwagi. Książka nie należy do krótkich i momentami może się dłużyć, szczególnie czytelnikom przyzwyczajonym do wartko płynącej narracji i nagłych zwrotów akcji, ale zdecydowanie warto te momenty przeczekać i czytać dalej. Zachęcałabym raczej do zastanowienia się czy każda książka musi być niczym film akcji i dania...
Praktycznie odpadłem i zmuszałem się do dokończenia - tylko ze względu na bardzo dobrego Pariasa. Książka dziecinna (ale nie dla dzieci!), bohater jest chodzącym ideałem i zwycięzcą każdego możliwego starcia. Dość powiedzieć, ze w finałowej walce bohater pokonał super wojownika w 2 ruchach, z czego pierwszy był na pokaz. Katastrofa. Nie zamierzam pastwić się nad logiką, bo ta jest przyzwoita, ale jestem srodze rozczarowany. Bardzo zachęcam do Pariasa. Nie zachęcam do tego - to jest niedojrzała bardzo powieść i w Pariasie widać ogromy postęp. Książka jest potwornie długa i choć wypełniona akcją - mam wrażenie, że dobre 50% dałoby się wywalić. Końcowy twist - w sumie chyba jedyny względnie porządny - niewiele wynagradza.
Praktycznie odpadłem i zmuszałem się do dokończenia - tylko ze względu na bardzo dobrego Pariasa. Książka dziecinna (ale nie dla dzieci!), bohater jest chodzącym ideałem i zwycięzcą każdego możliwego starcia. Dość powiedzieć, ze w finałowej walce bohater pokonał super wojownika w 2 ruchach, z czego pierwszy był na pokaz. Katastrofa. Nie zamierzam pastwić się nad logiką, bo...
Mam problem z tą książką. Wciągnęła mnie, jednak nie na tyle, bym sięgnął po kolejne tomy. Momenty kulminacyjne i plansza są tak rozłożone, że wynik tego smashu mnie w ogóle nie interesuje.
Cała radość jaką czerpalem z Pieśni Krwi pochodzi z innej serii - Kronik Królobójcy - którą wyraźnie się inspiruje. Wyzwaniem jednak jest stworzyć postać tak ciekawą i wieloznaczną jak Kvothe. I częściowo udało się to, owszem, jednak cały obraz rozmywa się w końcowych rozdziałach i pozostawia zgagę po tym smacznym daniu.
Świat przedstawiony traci na coraz większej ekspozycji, która ma finał gdzieś w 3/4 książki i jest... nudna. Zbyt dosłowna w swojej niedosłowności, jakimi są wydumane tajemnice okrywające inne.
Początkowy szkic sytuacji i akcji wciągnął mnie i przypomniał legendarnego skyrima z pobudką na wozie. Powolne odkrywanie kart naprawdę działa, przynajmniej do pewnego momentu. Rozumiałem bohatera i potrafiłem utożsamić się z jego uczuciami. Wszystko co go spotykało było całkiem zgrabnym foreshadowingiem następnych wydarzeń, co cenię w fantasy.
Mam nieodparte wrażenie, że jestem znudzony standardowym, poprawnym wyrobem, które nie wychyla się w żadnym kierunku zanadto (czy to wizji świata, akcji bądź historii), a jest produktem z półki, po które mogę sięgnąć i nigdy się nie rozczarować.
Nie tego szukam w tym gatunku.
Mam problem z tą książką. Wciągnęła mnie, jednak nie na tyle, bym sięgnął po kolejne tomy. Momenty kulminacyjne i plansza są tak rozłożone, że wynik tego smashu mnie w ogóle nie interesuje.
Cała radość jaką czerpalem z Pieśni Krwi pochodzi z innej serii - Kronik Królobójcy - którą wyraźnie się inspiruje. Wyzwaniem jednak jest stworzyć postać tak ciekawą i wieloznaczną jak...
Cóż to była za historia młodzieńca szkolonego do walki o Wiarę, by równał z ziemią niewiernych! Początki niby oklepane, w Zakonie szkolenie, a jednak próby do przejścia na śmierć i życie takie wciągające, gdyż podczas każdej otwierany wątek nowy - czy to magiczny, czy braterskiej więzi lub nawet polityczny. Vaelin Al Sorna, o nim mowa, wyszkolony wojownik Wiary, swymi czynami szybko zyskuje poważanie i rozpoznawalność. Zyskał on także wiernych mu braci Zakonu, których nie sposób nie polubić w trakcie ich wyczynów szkoląc się wraz z nim w Zakonie. Jest i główny, tajemniczy wątek Mroku i skrytego Zakonu. Ciągnie się on przez kolejne wyzwania stawiane młodemu Al Sornie. Sam Król w pewnych okolicznościach wywyższy go najbardziej i tym samym skaże go na posłuszeństwo wobec niego. Pięknie wpleciono wątek miłosny. Będą dwie panny co pragną, a tak różne od siebie, lecz odegrają znaczące role w jego życiu. Będą liczne walki, będą i wątki magiczne czy to podczas masakry niewiernych lasach czy pacyfikacji zbuntowanego lorda lenngo. Wszystko tak tajemnicze, że ciągnie, by czytać więcej celem wyjaśnień. To z czym mój umysł zmierzył się w końcowej części księgi jest warte ciągiem czytania. Wielka wojna dwóch królestw i ON szpicy wojsk króla. Oj zacięte walki to będą, a i znów chwała spłynie na bohatera, który jest kimś jednak więcej za sprawą Pieśni Krwi w jego umyśle się pojawiającej! Koniec końców doznamy szoku czym są zaświaty i łzy popłyną także patrząc w literkach na śmierć bardzo oddanych braci Vaelina Al Sorny, z którymi podążaliśmy tak długo. Nie można nie podążyć dalej historią TEGO co pieśń krwi opanował, co stał się mężczyzną, który wiele jeszcze ma wycierpieć co z proroctwa wiemy. Ohhh wiele na nas czeka w tomie drugim, stąd chwytajmy go razem, by ujrzeć cóż nasz brat zakonny uczyni w tym świecie :)
Cóż to była za historia młodzieńca szkolonego do walki o Wiarę, by równał z ziemią niewiernych! Początki niby oklepane, w Zakonie szkolenie, a jednak próby do przejścia na śmierć i życie takie wciągające, gdyż podczas każdej otwierany wątek nowy - czy to magiczny, czy braterskiej więzi lub nawet polityczny. Vaelin Al Sorna, o nim mowa, wyszkolony wojownik Wiary, swymi...
Jestem pozytywnie zaskoczona historią. Wciągająca i dobrze napisana, zaczynam kolejną część.
Jestem pozytywnie zaskoczona historią. Wciągająca i dobrze napisana, zaczynam kolejną część.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRECENZJA W 5 ZDANIACH:
Bardzo ciekawie napisane fantasy, które co kilkadziesiąt stron zmienia swoją formułę... tylko czy to dobrze? Zaczynamy od szkolenia, jak w zwiadowcach albo średniowiecznym Harrym Potterze, potem czas na intrygi, a na końcu zaczyna sie gra o Tron.... Z tego wszystkiego sam zaczynałem się gubić, a jednostajne wysokie tempo sprawiało, że nie miałem czasu na wytchnienie. Książka na tyle dobra, że przeczytałem do końca, ale czy sięgnę po 2 tom? szanse daję 50/50.
RECENZJA W 5 ZDANIACH:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawie napisane fantasy, które co kilkadziesiąt stron zmienia swoją formułę... tylko czy to dobrze? Zaczynamy od szkolenia, jak w zwiadowcach albo średniowiecznym Harrym Potterze, potem czas na intrygi, a na końcu zaczyna sie gra o Tron.... Z tego wszystkiego sam zaczynałem się gubić, a jednostajne wysokie tempo sprawiało, że nie miałem...
Książka typu low-fantasy. Realistyczne opisy bitew. Wciągająca. Gorąco polecam osobom wielbiącym średniowieczną fantastyke.
Książka typu low-fantasy. Realistyczne opisy bitew. Wciągająca. Gorąco polecam osobom wielbiącym średniowieczną fantastyke.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWielkie pozytywne zaskoczenie. Uwielbiam książki w których mogę z bohaterami dojrzewać i ich poznawać przez długą drogę jaką muszą przejść. Tutaj było tego mnóstwo.
Bohatera poznajemy kiedy ma 10 lat i trafia do brutalnego zakonu gdzie krew leje się strumieniami a cięgi są zbierane za najmniejsze przewinienie. Nie ma tutaj miejsca na sentymenty, dzieciom wpajane są zasady Wiary i są uczone przetrwania. Jednocześnie w tym wszystkim główny prym wiedzie polityczny spisek który z każdym rozdziałem się zagęszcza a nasz młody bohater musi walczyć nie tylko ze swoimi własnymi słabościami ale też z zakazaną magią.
Świat wykreowany przez Autora kompletnie mnie kupił. Wystarczające opisy miejsc, polityki i różnych wierzeń dostarczyły mi świetnej rozrywki w równej mierze jak sceny bitewne. Nie było kolorowo, oj nie. Podczas czytania, w mojej głowie pojawiały się pytania które sprawiały że miałam ochotę czytać dalej - i o to chodzi, książka ma przecież zainteresować fabułą.
Mam jednak zastrzeżenie co do samych postaci i to sprawiło że nie mogę ocenić książki wyżej.
Miałam wrażenie że wszyscy są bardzo jednowymiarowi. Bez szczególnych cech charakteru które mogłyby ich wyróżniać. Vaelin niestety również się do nich zaliczał. Zastanawiam się czy tak miał zostać stworzony : bez szczególnych emocji które by nim kierowały, jako wychowanek Szóstego Zakonu, nie nauczony do odczuwania większych uczuć. Nie widzę różnicy w tym jak się zachowywał jako 10 latek a tym jak kiedy miał lat 20. Przyjmował wszystko bardzo chłodno i ja jako czytelnik również nie czułam większych emocji kiedy spadały mu pod nogi kolejne kłody. Być może to był zamysł Autora. Nie do końca musi mi się to podobać, ale szanuje taką wizję. Wolałabym jednak aby był bardziej ludzki i nawet to by go odróżniało od pozostałych postaci i to byłby plus. I ja również wtedy mogłabym historię bardziej przeżywać.
Nie zmienia to faktu że droga jaką z nim przeszłam była tak ciekawa że od razu sięgam po tom 2.
Wielkie pozytywne zaskoczenie. Uwielbiam książki w których mogę z bohaterami dojrzewać i ich poznawać przez długą drogę jaką muszą przejść. Tutaj było tego mnóstwo.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBohatera poznajemy kiedy ma 10 lat i trafia do brutalnego zakonu gdzie krew leje się strumieniami a cięgi są zbierane za najmniejsze przewinienie. Nie ma tutaj miejsca na sentymenty, dzieciom wpajane są zasady...
Wciaga. Zwlaszcza poczatek przez cały okres szkolenia w zakonie plus te zamachy. Potem troche akcja sie rozmwya
Wciaga. Zwlaszcza poczatek przez cały okres szkolenia w zakonie plus te zamachy. Potem troche akcja sie rozmwya
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałem swego czasu w oryginale. Teraz po kilku latach sięgnąłem dla przypomnienia po wydanie w naszym języku. Nadal jak dla mnie wyróżnia się na tle różnego rodzaju fantastycznego grafomaństwa jakie niestety często pojawia na rynku. Ciekawa konstrukcja i pomysły, a do tego przyzwoicie co najmniej i klimatycznie napisana. Polecam
Czytałem swego czasu w oryginale. Teraz po kilku latach sięgnąłem dla przypomnienia po wydanie w naszym języku. Nadal jak dla mnie wyróżnia się na tle różnego rodzaju fantastycznego grafomaństwa jakie niestety często pojawia na rynku. Ciekawa konstrukcja i pomysły, a do tego przyzwoicie co najmniej i klimatycznie napisana. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWcale nie jest tak łatwo napisać dobrą powieść fantasy. Fabuł osadzonych w wymyślonych światach jest ogromna ilość, podobnie jak opisywanych w nich przeróżnych systemów magii, więc powiedzenie czegoś nowego w tym gatunku graniczy wręcz z niemożliwością. Podejrzewam, że jest jeszcze trudniej, kiedy jest się debiutantem, bez wyrobionego nazwiska. A kimś takim był Anthony Ryan, kiedy pisał „Pieśń krwi”. W moje ręce trafiło drugie polskie wydanie tej powieści. Pomyślałem sobie, że jeśli po książkę sięga kolejny wydawca, musi to znaczyć, że jest w niej coś więcej niż gatunkowa odtwórczość. Czy faktycznie?
Vaelin Al Sorna zostaje podrzucony przez ojca pod bramę Szóstego Zakonu. Tam ma się szkolić na wojownika Wiary – niezłomnego rycerza, którego zadaniem będzie wykonywanie misji służących zarówno Wierze, jak i Królestwu. Młodzieniec rozpoczyna mordercze szkolenie, walcząc jednocześnie z uczuciem rozczarowania decyzją ojca. Bo co może kierować człowiekiem, żeby porzucił własne dziecko w obcym miejscu? Vaelin z każdym rokiem nabiera doświadczenia, a po zakończeniu szkolenia wyrusza w końcu w świat, w którym czekają go niebezpieczeństwa, o których istnieniu nie miał dotąd pojęcia.
Przez bardzo długi czas „Pieśń krwi” jest standardowo skonstruowaną powieścią fantasy. Autor korzysta ze schematu, zakładającego opis szkolenia bohatera i nabywania przez niego doświadczenia. I generalnie trudno jest uczynić z tego faktu zarzut. Vaelin po prostu musiał nabrać doświadczenia – jego charakter musiał wyewoluować, a on sam dojrzeć. Tę podróż Anthony Ryan kreśli rzetelnie. Początkowo nieco raziło mnie, że bohater jest nad wyraz poważny i wcale nie wydaje się dziesięciolatkiem (w takim wieku go poznajemy), ale potem przypomniało mi się, że jest to ktoś porzucony przez rodzica w obcym miejscu. Prawdopodobnie sam bym w takiej sytuacji zatracił dziecięcą niewinność.
Z każdą kolejną stroną Al Sorna nabiera charakteru i się rozwija – to bohater zasadniczo pozytywny, ale niepozbawiony mrocznych stron. Wraz z rozwojem fabuły coraz lepiej poznaje sam siebie, swoje ograniczenia i silne strony. Nie ma tu niczego nowatorskiego, ale Ryan porusza się na polu kreacji charakterologicznej bardzo rzetelnie. Na kartach „Pieśni krwi” jest miejsce także dla wielu postaci drugoplanowych, które wcale nie stanowią jedynie wypełnienia tej powieści – każdy ma swoją rolę do odegrania i stanowi istotny element całości.
Anthony Ryan umiejętnie ukrywa niektóre cechy bohaterów i fabularne szczegóły, by w odpowiedniej chwili wyciągnąć na wierzch elementy, których się nie spodziewaliśmy, a które wzbogacają obraz świata przedstawionego i wzmagają zainteresowanie odbiorcy. Dzieje się tak szczególnie w końcowej fazie opowieści, a wraz z tym idzie coś, co uznaję za wadę tej książki – wcześniej zdarzały się momenty, w których „Pieśń krwi” była nieco zbyt monotonna. Ryan nie zawsze potrafił dobrze wyczuć, w jakim tempie prowadzić tę opowieść, żeby pozostała ekscytująca. Nie jest to wielka wada, choć da się ją zauważyć; mam jednak nadzieję, że ta cecha zniknie w kolejnych tomach „Kruczego cienia”.
Przez większą część „Pieśń krwi” pozostaje fantasy z gatunku tych bardzo przyziemnych. Pierwsze skrzypce odgrywają tu szkolenie bohatera, polityka i zbrojne konflikty. Magia? Jest, ale raczej przewija się w tle, nie jest też tak wprost nazywana. Dopiero później ten element świata przedstawionego dochodzi do głosu, choć wydaje się, że raczej stanowi zapowiedź kierunku, w jakim Ryan pójdzie w dwóch kolejnych tomach. Ta zmiana kierunku jawi się jako naprawdę ekscytująca – autor dobrze podbudowuje ją fabularnie, dzięki czemu z jeszcze większym zainteresowaniem śledzimy rozwój opowieści.
Nie zawsze czytało mi się „Pieśń krwi” tak samo dobrze. Były w tej lekturze momenty, kiedy mówiłem sobie, że na tym tomie kończę i nie będę czytał dalej, ale później Ryan włączał wyższe obroty i ostatecznie sprawił, że po przeczytaniu całości po prostu chcę się dowiedzieć, jak wszystko potoczy się dalej. To powieść, która początkowo jest dość leniwa i miewa problemy ze złapaniem właściwego tempa, a także nie jest szczególnie odkrywcza, ale w ostatecznym rozrachunku okazuje się jednak naprawdę interesująca i warta uwagi.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2026/01/anthony-ryan-trylogia-kruczy-cien-tom-1.html
Wcale nie jest tak łatwo napisać dobrą powieść fantasy. Fabuł osadzonych w wymyślonych światach jest ogromna ilość, podobnie jak opisywanych w nich przeróżnych systemów magii, więc powiedzenie czegoś nowego w tym gatunku graniczy wręcz z niemożliwością. Podejrzewam, że jest jeszcze trudniej, kiedy jest się debiutantem, bez wyrobionego nazwiska. A kimś takim był Anthony...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzecia książka tego autora w tym roku, stał się jednym z ulubionych w mojej literackiej podróży. Nowa seria (dla mnie), zachwyca opisem dorastania i dojrzewania głównego bohatera. Ukierunkowana na historię Al Sorny to najmocniejszy punkt. Wraz z nim bardzo rozważnie poznajemy świat, prawidła nim działające. Ponownie autor świetnie przedstawia świat, potrafi robić to w dobrym tempie, szczególnie przy ilości długich nazw własnych. Jednocześnie nie jest to przedstawianie prosto w twarz czytelnika, a zgodnie z historią bohatera. Slodko-gorzka w punkcie kulminacyjnym, świetnie wyważone zakończenie. I ponownie świat fantastyczny gra mniejszą rolę w po prostu ludzkiej opowieści o wielkim bohaterze, zabójcy Szóstego Zakonu, który mimo morderczego treningu pozostaje ludzki i poszukuje balansu między przeznaczeniem, przeżyciem, a człowieczeństwem. Bardziej heroiczna niż Parias tego autora, przez to inna, ale nadal wybitna.
Trzecia książka tego autora w tym roku, stał się jednym z ulubionych w mojej literackiej podróży. Nowa seria (dla mnie), zachwyca opisem dorastania i dojrzewania głównego bohatera. Ukierunkowana na historię Al Sorny to najmocniejszy punkt. Wraz z nim bardzo rozważnie poznajemy świat, prawidła nim działające. Ponownie autor świetnie przedstawia świat, potrafi robić to w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobra fantasy która rozwija się stopniowo. Fabuła książki bardzo przypomina mi "Miecze cesarza". Czasami miałem problem z śledzeniem fabuły, gdyż autor potrafi przeskakiwać po chronologii wydarzeń. Mimo wszystko polecam książkę, na pewno sięgnę po dalsze tomy.
Dobra fantasy która rozwija się stopniowo. Fabuła książki bardzo przypomina mi "Miecze cesarza". Czasami miałem problem z śledzeniem fabuły, gdyż autor potrafi przeskakiwać po chronologii wydarzeń. Mimo wszystko polecam książkę, na pewno sięgnę po dalsze tomy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFatalna. Naiwna, głupkowata, źle napisana.
Fatalna. Naiwna, głupkowata, źle napisana.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOciekająca krwią i pełna przemocy wersja "Zwiadowców" Flanagana i tylko... brak w niej wielkiego "Wow!". Wszystko się toczy zbyt zgrabnie, pomyślnie i szczęśliwie.
Ociekająca krwią i pełna przemocy wersja "Zwiadowców" Flanagana i tylko... brak w niej wielkiego "Wow!". Wszystko się toczy zbyt zgrabnie, pomyślnie i szczęśliwie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiecze, tajemnice, magia będąca ciemnością, zawiłe intrygi i braterska przyjaźń....To wszystko w jednej książce....Polecam
Miecze, tajemnice, magia będąca ciemnością, zawiłe intrygi i braterska przyjaźń....To wszystko w jednej książce....Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami gdy zaczynasz czytać jakąś powieść, po prostu to wiesz, że to pokochasz - ja tak właśnie miałem z "Pieśnią Krwi" autorstwa Anthonyego Ryana. Od pierwszej strony polubiłem Vaelina Al Sornę i chciałem poznać całe jego życie. Jest to pełna fantastyka w jej najlepszym wydaniu. Jak ja się cieszę, że poznałem trylogię "Kruczy Cień".
Al Sornę poznajemy jako nastoletniego chłopca, gdy ojciec odstawia go pod bramy Domu Szóstego Zakonu, i choć wedle wyznania braci zakonnych on już nie ma rodziny - teraz Zakon jest jego domem, to nazwisko i pozycja ojca pozostaje się trwać przy nim niezmiennie niczym przylepiony miś do miodku. Ryan sprawnie wrzuca nas w przedstawiony świat, poznajemy bohaterów z wielu stron i przeżywamy z nimi historie - niczym stojąc obok - pióro autora sprawia, że powieść się naprawdę dobrze czyta. Choć trochę uśmiech wpływał na usta czy czytałem zmagania chłopców podczas prób - podobny wątek znamy już z polskiego "Wiedźmina", ale nie będę szukał tutaj na siłę minusów. Jednocześnie przeżywając przygody Vaelina, czytamy jego dorosłe życie - gdy spowiada się głównemu kronikarzowi wrogiego Królestwu - Imperium Alpirańskiego. Poprzez ten zabieg niejako znamy już finał historii, ale samo stopniowanie napięcia do końca jest warte każdej przeczytanej strony. Spotkałem się z opinią, że Vaelin jest postacią zbyt idealną - nie mogę się tutaj zgodzić, znamy jego rodziców, wiemy jakie szkolenie otrzymał w Zakonie Miecza i co go ukształtowało, osobiście uważam, że to bohater dojrzały, który już zna życie i wie, co może zaatakować, nawet jeśli nie jest pewien z którego kierunku.
Owszem, początkowo trochę się gubiłem w natłoku opisu miejsc, nazwisk i tego kto kim jest - pomaga sam spis postaci na końcu lektury - ale im dalej w las tym wszystko stawało się bardziej klarowne. Ryan stopniowo, wręcz z gracją rozwijał wątki, niekiedy nawet zbyt brutalnie wszystko opisuje, ale to dodaje swoistego mroku tej historii. Ciekawie czyta się na swój sposób ta dwutorowość tej historii - młodego oraz dorosłego Vaelina. Dowiadujemy się co go ukształtowało, jakie wydarzenia wywarły wpływ na jego charakter. Zakon Miecza tworzy można by rzec - machiny bojowe, ale czy wszyscy dożyją końca szkolenia?
"Pieśń Krwi" to niezwykłe spotkanie z światem wykreowanym przez Ryana, osobiście jestem w nim zakochany i chętnie sięgnę po kolejny tom trylogii. Al Sorna to bohater niejednoznaczny, z swego rodzaju upiornym charakterkiem. Świat Królestwa bardzo nas zachęca do zanurzenia się i poznania reszty postaci i ich przygód - to światowa fantastyka. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić, choć to nie kwestia historii to sama książka, a dokładnie mówiąc - mapka. Mamy zaznaczone tylko główne miasta, i czasami gubimy się w podróży, bo nie do końca jest jasne, gdzie się znajdują przedstawione wydarzenia. Trylogia "Kruczy Cień" zapowiada się naprawdę nieźle, a dzięki głównemu bohaterowi wiemy, że nie będziemy się nudzić. Zdecydowanie must read dla fanów gatunku, jak i pióra Anthony'ego Ryan'a!
RECENZJA: https://mlwdragon.blogspot.com/2025/10/38-books-piesn-krwi-anthony-ryan.html
Czasami gdy zaczynasz czytać jakąś powieść, po prostu to wiesz, że to pokochasz - ja tak właśnie miałem z "Pieśnią Krwi" autorstwa Anthonyego Ryana. Od pierwszej strony polubiłem Vaelina Al Sornę i chciałem poznać całe jego życie. Jest to pełna fantastyka w jej najlepszym wydaniu. Jak ja się cieszę, że poznałem trylogię "Kruczy Cień".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAl Sornę poznajemy jako...
Nie wciągnąłem się od początku... ale dalej było lepiej :)
Nie wciągnąłem się od początku... ale dalej było lepiej :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobre wprowadzenie w serie. Klasyczne przejście głównego bohatera od młodości poświęconej na trudach treningu i wyzwań po zostanie wyćwiczonym bohaterem. Zakończenie samo w sobie też bardzo dobre i satysfakcjonujące. Chce się sięgnąć po drugi tom.
Dobre wprowadzenie w serie. Klasyczne przejście głównego bohatera od młodości poświęconej na trudach treningu i wyzwań po zostanie wyćwiczonym bohaterem. Zakończenie samo w sobie też bardzo dobre i satysfakcjonujące. Chce się sięgnąć po drugi tom.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobry pierwszy tom serii. Klasyczna historia o chłopcu, który po latach ciężkiego treningu staje się potężny. Dużo akcji, pojedynków i tajemnic. Na razie lekko tylko zarysowany system magiczny. Główne wątki toczą się wokół szkolenia w zakonie, układu z królem i wojny.
Bardzo dobry pierwszy tom serii. Klasyczna historia o chłopcu, który po latach ciężkiego treningu staje się potężny. Dużo akcji, pojedynków i tajemnic. Na razie lekko tylko zarysowany system magiczny. Główne wątki toczą się wokół szkolenia w zakonie, układu z królem i wojny.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakos w 60% odpadłem. Nie mogłem słuchać o dalszych sukcesach bohatera, bo jemu w tej książce (przynajmniej do tego miejsca) chyba wszystko się udało.
Jakos w 60% odpadłem. Nie mogłem słuchać o dalszych sukcesach bohatera, bo jemu w tej książce (przynajmniej do tego miejsca) chyba wszystko się udało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria Vaelina wpasowuje się w te bardziej klasyczne klimaty fantasy - powolna opowieść o dorastaniu i szkoleniu chłopca na wojownika, o zawieranych przyjaźniach, stopniowo odkrywanych tajemnicach królestwa i toczących się w nim intrygach.
Historia Vaelina wpasowuje się w te bardziej klasyczne klimaty fantasy - powolna opowieść o dorastaniu i szkoleniu chłopca na wojownika, o zawieranych przyjaźniach, stopniowo odkrywanych tajemnicach królestwa i toczących się w nim intrygach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Pieśń krwi" – dobra zabawa, ale… czegoś mi zabrakło.
To solidna powieść fantasy z ciekawym światem i stylem, który przypominał mi Zwiadowców Flanagana — ale w wersji dla dojrzalszego czytelnika. Bohaterowie dają się lubić, a sama historia wciąga, jednak... czekałam na ten moment. Na mocny twist, przytup, coś, co wywróci wszystko do góry nogami. I się nie doczekałam.
Nie znaczy to jednak, że rezygnuję — wręcz przeciwnie! Mam nadzieję, że kolejne tomy rozkręcą się mocniej i zaskoczą mnie tak, jak tego potrzebuję. Jeśli lubisz klasyczne fantasy z rycerskim klimatem i dojrzewającym bohaterem, to śmiało sięgnij.
"Pieśń krwi" – dobra zabawa, ale… czegoś mi zabrakło.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo solidna powieść fantasy z ciekawym światem i stylem, który przypominał mi Zwiadowców Flanagana — ale w wersji dla dojrzalszego czytelnika. Bohaterowie dają się lubić, a sama historia wciąga, jednak... czekałam na ten moment. Na mocny twist, przytup, coś, co wywróci wszystko do góry nogami. I się nie doczekałam.
Nie...
Po śmierci matki, jako 10-letnie dziecko, Vaelin al Sorna trafia do Zakonu miecza (Szósty Zakon). Wtedy ostatni raz widzi swojego ojca.
Zakonnicy wyrzekają się rodziny i pochodzenia. Przechodzą morderczy trening i serię niebezpiecznych prób.
Są szkoleni na twardych, bezwględnych morderców.
Nie każdy uchodzi z życiem z wyzwań stawianych przez szkolenie.
Wciągająca opowieść miecza, walki, przygody. Lubię opowieści, w których można obserwować rozwój bohatera.
Poprawnie zbudowany świat uprzyjemniają mapy po obu stronach okładki.
Po śmierci matki, jako 10-letnie dziecko, Vaelin al Sorna trafia do Zakonu miecza (Szósty Zakon). Wtedy ostatni raz widzi swojego ojca.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZakonnicy wyrzekają się rodziny i pochodzenia. Przechodzą morderczy trening i serię niebezpiecznych prób.
Są szkoleni na twardych, bezwględnych morderców.
Nie każdy uchodzi z życiem z wyzwań stawianych przez szkolenie.
Wciągająca opowieść...
Bardzo powolne budowanie bohatera przez autora zaczęło mnie nudzić. Po latach nauki w zakonie Vaelin staje się nieomylnym i nieśmiertelnym mieczem królestwa. Jeżeli komuś to nie przeszkadza, to polecam.
Bardzo powolne budowanie bohatera przez autora zaczęło mnie nudzić. Po latach nauki w zakonie Vaelin staje się nieomylnym i nieśmiertelnym mieczem królestwa. Jeżeli komuś to nie przeszkadza, to polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak mnie za kilka miesięcy ktoś zapyta, o czym była ta książka, to już teraz jestem pewna, że nie będę pamiętała nic prócz może imienia głównego bohatera. Wszyscy tutaj mają tak dziwne imiona i tytuły, że do samego końca ciężko mi było połapać się kto jest kim. Tak samo nazwy miejsc są tak przesadnie "fantasy" jakby autor je google'ował, bo nie miał pomysłu na nic chwytliwego. Sama fabuła ciągnie się jak jelito cienkie, a interesująca jest jak wnętrze jelita grubego. Trochę inaczej wyobrażałam sobie "brutalne szkolenie", a przede wszystkim jego efekty, bo w sumie Vaelin to taka ciepła klucha. Nie wiem, czy autor chciał go przedstawić w stylu Geralta, ale miękkie serce Vaelina przeważa nad jego rzekomo "twardym" charakterem. Wybranka tegoż słabego serduszka jest nijaka, za to wywyższająca się i irytująca, niemniej rozumiem zamysł autora, aby była to miłująca pokój chłodna dama (sam ten romans między nimi to też nijaka rzecz).
Były tam też jakieś intrygi, jakiś król, ale w życiu bym go nie nazwała "błyskotliwym". Jedyne co miał w sobie królewskiego, to że wydawał rozkazy, a tak poza tym to postać równie mało interesująca, jak w zasadzie wszystkie inne.
"Pieśń" Vaelina też mnie niestety nie kupiła. Traktowałam ją bardziej jako nawigację bohatera, niż moc czy umiejętność.
Osobiście się zawiodłam.
Jak mnie za kilka miesięcy ktoś zapyta, o czym była ta książka, to już teraz jestem pewna, że nie będę pamiętała nic prócz może imienia głównego bohatera. Wszyscy tutaj mają tak dziwne imiona i tytuły, że do samego końca ciężko mi było połapać się kto jest kim. Tak samo nazwy miejsc są tak przesadnie "fantasy" jakby autor je google'ował, bo nie miał pomysłu na nic...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejka wydmuszka na jaką się dałem nabrać. W skrócie to Harry Potter w klimacie Krzyżaków w stylu young adult. Bohaterowie całkowicie nijacy i wszyscy pisani na jedno kopyto, do samego końca nie wiedziałem kto jest kim bo nie posiadają żadnych unikalnych cech. Nawet nie pamiętam ich dokładnych imion. Historia do bólu sztampowa, płytka, pełna bzdur. Mój ulubiony fragment to ten gdzie protagoniści zupełnie bez problemu zdobywają „niezdobywalną” twierdzę, a jeden z nich udaje strażnika na murze. Cudo. Niby jest jakaś tajemnica, niby jakiś spisek ale jest to opisane w taki sposób że interesowało mnie to w tym samym stopni co zeszłoroczny śnieg
Kolejka wydmuszka na jaką się dałem nabrać. W skrócie to Harry Potter w klimacie Krzyżaków w stylu young adult. Bohaterowie całkowicie nijacy i wszyscy pisani na jedno kopyto, do samego końca nie wiedziałem kto jest kim bo nie posiadają żadnych unikalnych cech. Nawet nie pamiętam ich dokładnych imion. Historia do bólu sztampowa, płytka, pełna bzdur. Mój ulubiony fragment...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiesamowicie porywający świat. Przywodzi mi na myśl wczesne tomy "Zwiadowców" Johna Flanagana, tyle że tu warsztat pisarski jest na zdecydowanie wyższym poziomie, podobnie jak fabuła i psychologia postaci. Jestem absolutnie zachwycona i nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne tomy i szczerze polecam fanom dobrego fantasy. Moim zdaniem jest to też dobra książka dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z tym gatunkiem, Anthony Ryan naprawdę staje na wysokości zadania.
Niesamowicie porywający świat. Przywodzi mi na myśl wczesne tomy "Zwiadowców" Johna Flanagana, tyle że tu warsztat pisarski jest na zdecydowanie wyższym poziomie, podobnie jak fabuła i psychologia postaci. Jestem absolutnie zachwycona i nie mogę się doczekać, aż przeczytam kolejne tomy i szczerze polecam fanom dobrego fantasy. Moim zdaniem jest to też dobra książka dla...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo solidne, dobrze napisane fantasy, zdecydowanie warte uwagi. Książka nie należy do krótkich i momentami może się dłużyć, szczególnie czytelnikom przyzwyczajonym do wartko płynącej narracji i nagłych zwrotów akcji, ale zdecydowanie warto te momenty przeczekać i czytać dalej. Zachęcałabym raczej do zastanowienia się czy każda książka musi być niczym film akcji i dania sobie szansy na spokojną przyjemność z czytania dobrze napisanej literatury, niekoniecznie w tempie "instant". Język nie jest ani zbyt kwiecisty, ani zbyt prosty, postaci (których jest dość dużo, ale nie wszystkie odgrywają tak samo znaczące role) są ciekawe i zróżnicowane, ich działania i motywacje nie oczywiste. Świat przedstawiony jest tym bardziej interesujący, im dalej idziemy. W książce sukcesywnie pojawiają się tajemnice, o których dowiadujemy się wraz z glównym bohaterem i które wyjaśniają się z końcem tomu w czasem zaskakujący sposób, zdecydowanie zachęcający do dalszej lektury. Na pewno sięgnę po część drugą.
Bardzo solidne, dobrze napisane fantasy, zdecydowanie warte uwagi. Książka nie należy do krótkich i momentami może się dłużyć, szczególnie czytelnikom przyzwyczajonym do wartko płynącej narracji i nagłych zwrotów akcji, ale zdecydowanie warto te momenty przeczekać i czytać dalej. Zachęcałabym raczej do zastanowienia się czy każda książka musi być niczym film akcji i dania...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPraktycznie odpadłem i zmuszałem się do dokończenia - tylko ze względu na bardzo dobrego Pariasa. Książka dziecinna (ale nie dla dzieci!), bohater jest chodzącym ideałem i zwycięzcą każdego możliwego starcia. Dość powiedzieć, ze w finałowej walce bohater pokonał super wojownika w 2 ruchach, z czego pierwszy był na pokaz. Katastrofa. Nie zamierzam pastwić się nad logiką, bo ta jest przyzwoita, ale jestem srodze rozczarowany. Bardzo zachęcam do Pariasa. Nie zachęcam do tego - to jest niedojrzała bardzo powieść i w Pariasie widać ogromy postęp. Książka jest potwornie długa i choć wypełniona akcją - mam wrażenie, że dobre 50% dałoby się wywalić. Końcowy twist - w sumie chyba jedyny względnie porządny - niewiele wynagradza.
Praktycznie odpadłem i zmuszałem się do dokończenia - tylko ze względu na bardzo dobrego Pariasa. Książka dziecinna (ale nie dla dzieci!), bohater jest chodzącym ideałem i zwycięzcą każdego możliwego starcia. Dość powiedzieć, ze w finałowej walce bohater pokonał super wojownika w 2 ruchach, z czego pierwszy był na pokaz. Katastrofa. Nie zamierzam pastwić się nad logiką, bo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mogłam przejść przez te suche rozmowy. Postaci już teraz nie kojarzę :/
Jakoś w 20% odpuściłam.
Nie mogłam przejść przez te suche rozmowy. Postaci już teraz nie kojarzę :/
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakoś w 20% odpuściłam.
Dobry początek, za połowa tomiszcza się poddałem. Znudziła nie..
Dobry początek, za połowa tomiszcza się poddałem. Znudziła nie..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMam problem z tą książką. Wciągnęła mnie, jednak nie na tyle, bym sięgnął po kolejne tomy. Momenty kulminacyjne i plansza są tak rozłożone, że wynik tego smashu mnie w ogóle nie interesuje.
Cała radość jaką czerpalem z Pieśni Krwi pochodzi z innej serii - Kronik Królobójcy - którą wyraźnie się inspiruje. Wyzwaniem jednak jest stworzyć postać tak ciekawą i wieloznaczną jak Kvothe. I częściowo udało się to, owszem, jednak cały obraz rozmywa się w końcowych rozdziałach i pozostawia zgagę po tym smacznym daniu.
Świat przedstawiony traci na coraz większej ekspozycji, która ma finał gdzieś w 3/4 książki i jest... nudna. Zbyt dosłowna w swojej niedosłowności, jakimi są wydumane tajemnice okrywające inne.
Początkowy szkic sytuacji i akcji wciągnął mnie i przypomniał legendarnego skyrima z pobudką na wozie. Powolne odkrywanie kart naprawdę działa, przynajmniej do pewnego momentu. Rozumiałem bohatera i potrafiłem utożsamić się z jego uczuciami. Wszystko co go spotykało było całkiem zgrabnym foreshadowingiem następnych wydarzeń, co cenię w fantasy.
Mam nieodparte wrażenie, że jestem znudzony standardowym, poprawnym wyrobem, które nie wychyla się w żadnym kierunku zanadto (czy to wizji świata, akcji bądź historii), a jest produktem z półki, po które mogę sięgnąć i nigdy się nie rozczarować.
Nie tego szukam w tym gatunku.
Mam problem z tą książką. Wciągnęła mnie, jednak nie na tyle, bym sięgnął po kolejne tomy. Momenty kulminacyjne i plansza są tak rozłożone, że wynik tego smashu mnie w ogóle nie interesuje.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCała radość jaką czerpalem z Pieśni Krwi pochodzi z innej serii - Kronik Królobójcy - którą wyraźnie się inspiruje. Wyzwaniem jednak jest stworzyć postać tak ciekawą i wieloznaczną jak...
Cóż to była za historia młodzieńca szkolonego do walki o Wiarę, by równał z ziemią niewiernych! Początki niby oklepane, w Zakonie szkolenie, a jednak próby do przejścia na śmierć i życie takie wciągające, gdyż podczas każdej otwierany wątek nowy - czy to magiczny, czy braterskiej więzi lub nawet polityczny. Vaelin Al Sorna, o nim mowa, wyszkolony wojownik Wiary, swymi czynami szybko zyskuje poważanie i rozpoznawalność. Zyskał on także wiernych mu braci Zakonu, których nie sposób nie polubić w trakcie ich wyczynów szkoląc się wraz z nim w Zakonie. Jest i główny, tajemniczy wątek Mroku i skrytego Zakonu. Ciągnie się on przez kolejne wyzwania stawiane młodemu Al Sornie. Sam Król w pewnych okolicznościach wywyższy go najbardziej i tym samym skaże go na posłuszeństwo wobec niego. Pięknie wpleciono wątek miłosny. Będą dwie panny co pragną, a tak różne od siebie, lecz odegrają znaczące role w jego życiu. Będą liczne walki, będą i wątki magiczne czy to podczas masakry niewiernych lasach czy pacyfikacji zbuntowanego lorda lenngo. Wszystko tak tajemnicze, że ciągnie, by czytać więcej celem wyjaśnień. To z czym mój umysł zmierzył się w końcowej części księgi jest warte ciągiem czytania. Wielka wojna dwóch królestw i ON szpicy wojsk króla. Oj zacięte walki to będą, a i znów chwała spłynie na bohatera, który jest kimś jednak więcej za sprawą Pieśni Krwi w jego umyśle się pojawiającej! Koniec końców doznamy szoku czym są zaświaty i łzy popłyną także patrząc w literkach na śmierć bardzo oddanych braci Vaelina Al Sorny, z którymi podążaliśmy tak długo. Nie można nie podążyć dalej historią TEGO co pieśń krwi opanował, co stał się mężczyzną, który wiele jeszcze ma wycierpieć co z proroctwa wiemy. Ohhh wiele na nas czeka w tomie drugim, stąd chwytajmy go razem, by ujrzeć cóż nasz brat zakonny uczyni w tym świecie :)
Cóż to była za historia młodzieńca szkolonego do walki o Wiarę, by równał z ziemią niewiernych! Początki niby oklepane, w Zakonie szkolenie, a jednak próby do przejścia na śmierć i życie takie wciągające, gdyż podczas każdej otwierany wątek nowy - czy to magiczny, czy braterskiej więzi lub nawet polityczny. Vaelin Al Sorna, o nim mowa, wyszkolony wojownik Wiary, swymi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to