Jak ta opowieść wtuliła mnie w swoje objęcia i trzyma. TJ Klune ma dar dotykania sedna czlowieczenstwa. Opowiada baśń, chwytającą za serce, dającą do myślenia i przynoszącą nadzieję dla ludzkości.
Na samym początku tej powieści jest cytat, który idealnie oddaje sedno tej i kilku kolejnych powieści tego autora
“For Humanity
You kinda suck, but you invented books and music, so the universe will probably keep you around for a little bit longer.
You got lucky.
This time.”
❤️
Jak ta opowieść wtuliła mnie w swoje objęcia i trzyma. TJ Klune ma dar dotykania sedna czlowieczenstwa. Opowiada baśń, chwytającą za serce, dającą do myślenia i przynoszącą nadzieję dla ludzkości.
Na samym początku tej powieści jest cytat, który idealnie oddaje sedno tej i kilku kolejnych powieści tego autora
“For Humanity
You kinda suck, but you invented books and...
Świetnie napisane postaci, rozwój charakteru Mala, dialogi (siostra Ratched!) i emocje. Nie wiem, ile w tym sentymentów do Pinokia ale naprawdę przyjemna opowieść. ;)
Świetnie napisane postaci, rozwój charakteru Mala, dialogi (siostra Ratched!) i emocje. Nie wiem, ile w tym sentymentów do Pinokia ale naprawdę przyjemna opowieść. ;)
Victor Lawson nie zna świata poza niewielkim obszarem lasu i złomowiska, ale wcale mu to nie przeszkadza. Wiedzie szczęśliwe życie w domu w koronach drzew, a towarzyszą mu trzy roboty - wrażliwy odkurzacz, pełna wigoru pielęgniarka i wynalazca Giovanni Lawson, którego Victor uważa za swojego ojca. Ich sielankową codzienność przerywa znalezienie na złomowisku androida oznakowanego jako MAL. Okazuje się, że Mala i starszego Lawsona łączy ponura przeszłość, o której Victor miał się nigdy nie dowiedzieć.
Bohaterowie tracą swoje bezpieczne schronienie, kiedy do ich domu przybywa Władza. Gio zostaje pojmany i zabrany do laboratorium w Mieście Elektrycznych Snów. Victor oraz pozostali członkowie rodziny wyruszają w podróż, by odbić przyjaciela z rąk porywaczy nim będzie za późno i Gio zostanie zutylizowany albo przeprogramowany.
TJ Klune stworzył zaskakujący i nietypowy świat, w którym ludzkość wyginęła, a władzę zdobyły roboty. I chociaż nie powinny, bo nie zostały do tego stworzone, wiele z nich w swoich działaniach przypomina ludzi. Mają swoje cele i uczucia, a to coś, czego Władza, będąca uosobieniem totalitaryzmu, nie może tolerować.
Tak jak w przypadku Green Creek, moim zarzutem wobec TJ klune'a jest zbyt szybkie w mojej opinii rozwiązanie akcji. Wejście do Miasta Elektrycznych Snów i do siedziby Władzy zdawało mi się zbyt proste. Bohaterowie włożyli więcej wysiłku w dotarcie do miasta niż we włamanie się do wieży. Mimo to „Życie marionetek” było dla mnie przyjemną lekturą.
Victor Lawson nie zna świata poza niewielkim obszarem lasu i złomowiska, ale wcale mu to nie przeszkadza. Wiedzie szczęśliwe życie w domu w koronach drzew, a towarzyszą mu trzy roboty - wrażliwy odkurzacz, pełna wigoru pielęgniarka i wynalazca Giovanni Lawson, którego Victor uważa za swojego ojca. Ich sielankową codzienność przerywa znalezienie na złomowisku androida...
Nie jest to gatunek fantastyki, po który sięgam często, jednak dałam książce szansę i się nie rozczarowałam. Dawno nie miałam do czynienia z tak wspaniałymi bohaterami, szczególnie Siostra Ratched przypadła mi do gustu. Autor we wspaniały sposób porusza serce czytelnika, razem z bohaterami czujemy radość, smutek, tęsknotę i bezsilność. Niektóre wątki były moim zdaniem niepotrzebne, ale treść opowieści się broni. UWAGA! nie czytajcie opisu na okładce bo zdradza bardzo wiele z fabuły!
Nie jest to gatunek fantastyki, po który sięgam często, jednak dałam książce szansę i się nie rozczarowałam. Dawno nie miałam do czynienia z tak wspaniałymi bohaterami, szczególnie Siostra Ratched przypadła mi do gustu. Autor we wspaniały sposób porusza serce czytelnika, razem z bohaterami czujemy radość, smutek, tęsknotę i bezsilność. Niektóre wątki były moim zdaniem...
Książka, którą podczas czytania nie podobała mi się aż tak, jak po kilku dniach od jej skończenia. Jest tak wielowarstwowa, jak cebula, że człowiek może jeszcze przez wiele dni składać sobie różne warstwy i przemyślenia. Może przez to jest trochę trudniejsza w odbiorze, kiedy czyta się ją tu i teraz, ale zostawia człowiekowi tyle na wiele dni, że ciężko o niej zapomnieć.
Mamy tu na przykład:
- świat postapokaliptyczny, w którym androidy uznały, że wolna wola jest zagrożeniem, a kolektyw to najlepsze wyjście, więc wybiły całą ludzkość, która ich stworzyła jako zagrożenie
- pojedyncze androidy, które po wielu latach poczuły potrzebę wolności i wyłamały się z kolektywu, a teraz się ukrywają
- retelling Pinokia, w którym Gepetto, a raczej Giovani postanawia "stworzyć" sobie człowieka, mamy oczywiście też całą drużynę, która idzie mu na ratunek, kiedy połyka go mechaniczny wieloryb, cyrk, niebieską wróżkę, ośle uszy,
- ogromną rozkminę na temat tego, czy można ponosić winę za zbrodnie, których się dokonało nie mając własnej świadomości i czy można kochać bez wybaczenia komuś tych zbrodni,
- kruchość ludzkiego życia,
- miłość między aseksualnym chłopcem, a androidem, którego pomógł stworzyć,
- motyw "found family",
- nieco humoru dzięki postaciom podróżującym razem z naszym "pinokiem": gadająca roomba Rambo mnie rozkładała na łopatki, a socjopatyczna android-pielęgniarka, która chciała leczyć, ale i wiercić i miała milion żartów na tematy dojrzewania człowieka,
- trochę rozkmin o seksualności androidów,
- całkiem sporo nawiązań do różnych filmów.
A to pewnie nie wszytko. I przez to, że naprawdę było o czym myśleć to zdecydowanie moją książka stycznia.
Książka, którą podczas czytania nie podobała mi się aż tak, jak po kilku dniach od jej skończenia. Jest tak wielowarstwowa, jak cebula, że człowiek może jeszcze przez wiele dni składać sobie różne warstwy i przemyślenia. Może przez to jest trochę trudniejsza w odbiorze, kiedy czyta się ją tu i teraz, ale zostawia człowiekowi tyle na wiele dni, że ciężko o niej zapomnieć....
Do książki podeszłam z ogromnym entuzjazmem, a skończyłam ją z wielkim rozczarowaniem. Z jednej strony styl autora był lekki i przyjemny do czytania, ale na siłę wciskał co chwile "śmieszne" teksty oraz podteksty seksualne. Przez pierwsze 10 stron mnie nawet bawiły, potem już byłam nimi znużona. Jedynie Rambo skradł moje serce, chociaż pod koniec i jego wieczne nieogarnięcie było coraz bardziej denerwujące.
Do książki podeszłam z ogromnym entuzjazmem, a skończyłam ją z wielkim rozczarowaniem. Z jednej strony styl autora był lekki i przyjemny do czytania, ale na siłę wciskał co chwile "śmieszne" teksty oraz podteksty seksualne. Przez pierwsze 10 stron mnie nawet bawiły, potem już byłam nimi znużona. Jedynie Rambo skradł moje serce, chociaż pod koniec i jego wieczne...
Moja trzecia książka autora i chyba nie będę kontynuowała tej przygody. Z jednej strony są to opowieści ciepłe, otulające przedstawiające ciekawe światy, może nie jakieś mocno rozwinięte, ale mające wiele uroku. Z drugiej jednak za dużo tu wykładania wszystkich mądrości prosto w twarz.
O ile w "Domu nad błękitnym morzem" mi to nie przeszkadzało, a wręcz wydawało mi się wyważone, w "Pod szepczącymi drzwiami" jeszcze nie miałam przesytu, o tyle czytając kolejną pozycję mam wrażenie, że jest tego jednak za dużo.
Lubię w książkach trochę niedopowiedzeń, trochę pola do własnych rozmyślań, a tutaj kiedy czyta się tych książek więcej, jest za dużo i za bardzo wykładania wszystkiego wprost.
Co do tej konkretnej książki to koncepcja bohaterów robotów jest świetna, robot pielęgniarka uruchamiająca program empatyczny urocza. Natomiast wszechobecne żarty na temat seksu mocno męczące.
Moja trzecia książka autora i chyba nie będę kontynuowała tej przygody. Z jednej strony są to opowieści ciepłe, otulające przedstawiające ciekawe światy, może nie jakieś mocno rozwinięte, ale mające wiele uroku. Z drugiej jednak za dużo tu wykładania wszystkich mądrości prosto w twarz.
O ile w "Domu nad błękitnym morzem" mi to nie przeszkadzało, a wręcz wydawało mi się...
Prześliczna i ciepła książka o przyjaźni, akceptacji siebie, dokonywaniu wyborów, pokonywaniu ograniczeń. To moje pierwsze spotkanie z autorem i strzał w dziesiątkę, bo wątki świadomych maszyn z łatwością mnie rozczulają.
Prześliczna i ciepła książka o przyjaźni, akceptacji siebie, dokonywaniu wyborów, pokonywaniu ograniczeń. To moje pierwsze spotkanie z autorem i strzał w dziesiątkę, bo wątki świadomych maszyn z łatwością mnie rozczulają.
Niestety - z dotychczas przeczytanych przeze mnie książek tego autora, ta podobała mi się najmniej.
Odnoszę wrażenie, że dopiero na ostatnich 50-70 stronach (z 459) dostałam to, czego oczekiwałam, sięgając po książkę TJ Kluna.
Ostatnie rozdziały były wzruszające, dające do myślenia, ciepłe, niosące nadzieję i przesłanie.
Cala pozostała część tej powieści, mimo naprawdę dobrego pomysłu, była nakierowana na słabe, nacechowane bardzo silnie podtekstem seksualnym, żarty.
Rozczarowało mnie to o tyle, że w "Domu nad błękitnym morzem" czy "Pod szepczącymi drzwiami " ten humor również był, ale bez masy podtekstów i kierowanii wszystkiego na żarty o penetracji, genitaliach itd.
Ps: tylko Rambo był naprawdę zabawny i przeuroczy w swojej miłości do wszystkich i wszystkiego, pomieszanej z solidną dawką skrupulatności i lojalności.
Moją ocenę podwyższa - tylko i wyłącznie- kilka ostatnich rozdziałów i postać tego małego odkurzacza, która zostanie ze mną na dłużej.
Niestety - z dotychczas przeczytanych przeze mnie książek tego autora, ta podobała mi się najmniej.
Odnoszę wrażenie, że dopiero na ostatnich 50-70 stronach (z 459) dostałam to, czego oczekiwałam, sięgając po książkę TJ Kluna.
Ostatnie rozdziały były wzruszające, dające do myślenia, ciepłe, niosące nadzieję i przesłanie.
Cala pozostała część tej powieści, mimo naprawdę...
To moje dziesiąte (jubileuszowe!) spotkanie z TJ-em Klune i och, jakże ja kocham sposób, w jaki on pisze. Jestem pewna, że z przyjemnością przeczytałabym nawet instrukcję obsługi robota sprzątającego, gdyby to on ją napisał. Ta książka ma w sobie wszystko to, za co pokochałam jego twórczość i nawet jeśli na pewnym etapie wykorzystywanie przez niego tych samych motywów i zabiegów narracyjnych robi się nieco wtórne, to nie umiem przejść obok jego powieści obojętnie. A wynajdywanie w tej książce fragmentów, które były swoistym mrugnięciem okiem do fanów i nawiązaniem do innych jego dzieł, to wspaniała wisienka na torcie.
Klune opisuje świat, który jest odwrotnością rzeczywistości znanej z "Pinokia". Tym razem to nie drewniana kukiełka trafia do świata ludzi, a tylko człowiek, chłopiec, musi odnaleźć się w świecie androidów i robotów. Jest to świat doprawdy fascynujący, a wyobraźnia autora nie przestaje mnie zaskakiwać. Lubię to, w jaki sposób czerpie on z szeroko pojętej popkultury i wykorzystuje znane elementy w zupełnie niespodziewany sposób. Historia Victora - chłopca, który pokochał roboty i pragnie odszukać porwanego ojca - nie jest może porywającą przygodą, to raczej niespieszna opowieść o rodzinie, dojrzewaniu, akceptowaniu siebie i innych, ale mnie to tempo odpowiadało, dało cudowną przestrzeń do budowania relacji. A jakież to były relacje! Jak zwykle Klune w mistrzowski sposób tworzy między bohaterami więzi, które niezależne są od wyglądu czy pochodzenia i udowadnia, że rodzina nie ma nic wspólnego z tym, kto dzieli z nami geny.
Nie wiem, jak świadczy o mnie fakt, że bawi mnie ten jego rubaszny humor, ale cóż... bawi mnie i nie mam nic na swoją obronę. Wciąż, po dziesięciu już książkach, niesamowite jest dla mnie to, jak ten gość potrafi równocześnie pisać niezbyt wyszukane żarty o podtekście seksualnym i najpiękniejsze, wyciskające łzy wyznania miłosne. Kupuję jego twórczość w całości i niezmiennie chcę jej czytać więcej.
"And above all else, be brave!"
To moje dziesiąte (jubileuszowe!) spotkanie z TJ-em Klune i och, jakże ja kocham sposób, w jaki on pisze. Jestem pewna, że z przyjemnością przeczytałabym nawet instrukcję obsługi robota sprzątającego, gdyby to on ją napisał. Ta książka ma w sobie wszystko to, za co pokochałam jego twórczość i nawet jeśli na pewnym etapie wykorzystywanie przez niego tych samych motywów i...
Wzruszający homoerotyczny romans pomiędzy człowiekiem a robotem pozbawionym organów rozrodczych. Poza tym rozważania o wolnej woli, post-apokaliptyczno matriksowe, takie tam. Dość zabawne dialogi.
Wzruszający homoerotyczny romans pomiędzy człowiekiem a robotem pozbawionym organów rozrodczych. Poza tym rozważania o wolnej woli, post-apokaliptyczno matriksowe, takie tam. Dość zabawne dialogi.
Rewelacyjna. Mogłaby być lekturą szkolną. Zwraca uwagę niesamowicie pozytywny przekaz dotyczący seksualności, bycia autentycznym, budowania poczucia własnej wartości i drugiej szansy.
Rewelacyjna. Mogłaby być lekturą szkolną. Zwraca uwagę niesamowicie pozytywny przekaz dotyczący seksualności, bycia autentycznym, budowania poczucia własnej wartości i drugiej szansy.
Odpadłam mniej więcej po przekroczeniu połowy książki. Opowieść dość nijaka, nie podobał mi się żaden z bohaterów, to co miało być zabawne bardziej mnie irytowało. Książka jest podzielona na trzy części i druga część o tytule "podróż" to to co mnie ostatecznie odrzuciło. Podróży tam jest tyle co kot napłakał, ot przeszli się ścieżką od domu prosto w pułapkę która nie dość że została pokonana bardzo szybko to jeszcze się okazała później podwózką do celu. Nie wiem co się dzieje w dalszej części i nie mam ochoty wiedzieć.
Wszechobecne żarty o kupie i penisach też mnie nie porwały.
Jedyny plus tej książki jak do mnie to bardzo lekki i prosty styl autora.
Odpadłam mniej więcej po przekroczeniu połowy książki. Opowieść dość nijaka, nie podobał mi się żaden z bohaterów, to co miało być zabawne bardziej mnie irytowało. Książka jest podzielona na trzy części i druga część o tytule "podróż" to to co mnie ostatecznie odrzuciło. Podróży tam jest tyle co kot napłakał, ot przeszli się ścieżką od domu prosto w pułapkę która nie dość...
Najmniej mi się podobała. Nie mogłam jakoś wciągnąć się w tą historię. W dodatku za dużo w niej filozoficznych przemów - czego nie było w innych książkach. Na szczęście nie zaczęłam czytać tego autora od tej pozycji.
Najmniej mi się podobała. Nie mogłam jakoś wciągnąć się w tą historię. W dodatku za dużo w niej filozoficznych przemów - czego nie było w innych książkach. Na szczęście nie zaczęłam czytać tego autora od tej pozycji.
Czwarta książka tego autora, którą przeczytałam. I chyba ostatnia. Im więcej go czytałam, tym mniejsze robił na mnie wrażenie. Piękna historia, ale nie wnosząca niczego nowego.
Czwarta książka tego autora, którą przeczytałam. I chyba ostatnia. Im więcej go czytałam, tym mniejsze robił na mnie wrażenie. Piękna historia, ale nie wnosząca niczego nowego.
Czytaliście Pinokia? Oglądaliście bajki na podstawie tej powieści?
Ja całe życie nie umiałam się przekonać do tej historii, ani książki, ani filmy, ani bajki nie robiły na mnie dużego wrażenia. Sądziłam, że kto jak to, ale TJ Klune to mnie na 100% przekona do swojej wizji tej historii, szczególnie że przy tworzeniu "Życia marionetek" inspirował się również moją ulubioną animacją WALL-e. Z bólem serca muszę oznajmić, że rozczarowała mnie ta książka.
Zanim sięgnęłam po książkę za zdjęcia miałam już za sobą dwie książki autora i obie szalenie mi się podobały. Wzruszyły mnie, poruszyły, zamieniły w miękką i chlipiącą kluseczkę. Jednak "Życie marionetek" wyszło moim zdaniem autorowi niezwykle nijako i przewidywalnie. Akcja książki toczy się w świecie opanowanym przez roboty. Początek książki rozgrywa się w lesie, w którym to Giovanni- android wynalazca, buduje niezwykły dom, a po pewnym czasie przygarnia Victora- człowieka. Z czasem ich leśna chatka przeobraża się w niezwykły dom na drzewie, oraz dołączają nowi domownicy Siostra Ratched, socjopatyczny robot medyczny oraz Rambo- robot odkurzający ze skłonnościami do popadania w różnego rodzaju paranoje. Ich spokojne życie oczywiście musi się skomplikować kiedy pewnego dnia na złomowisku Vic znajduje androida, którego postanawia naprawić.
To co ja Wam zdradziłam, mieści się na około 90 stronach, to co zdradza opis okładkowy to już coś około 150 stron. Całość na za to jakieś 430 i ile mnie pamięć nie myli. Powiem Wam tak, strasznie długo się tę książkę czyta. Wolno się rozkręca, wolno toczy się cała akcja i już od początku narrator nastawia nas na czytanie głównie o uczuciach. Z jednej strony jeśli zna się Klune'a to nie powinno mnie to dziwić, ale tutaj, przy tej książce czułam się aż zaszczuta tymi emocjami. Nie poprawia sytuacji też kreacja bohaterów, bo oni wszyscy mają problemy emocjonalne, jakieś kalectwo w sobie noszą i są bardzo przytłaczający.
Czytaliście Pinokia? Oglądaliście bajki na podstawie tej powieści?
Ja całe życie nie umiałam się przekonać do tej historii, ani książki, ani filmy, ani bajki nie robiły na mnie dużego wrażenia. Sądziłam, że kto jak to, ale TJ Klune to mnie na 100% przekona do swojej wizji tej historii, szczególnie że przy tworzeniu "Życia marionetek" inspirował się również moją ulubioną...
Nawet nie sądziłam, że tak przepadnę z tą książką. Od samego początku nastroiła mnie na opowieść życia w której pewien pan pragnął mieć dziecko. Od razu zaznaczam, że to niemal bajkowa fantastyka, gdzie rzeczy łącznie z robotami mówią, a nawet czują. Ten świat nie ma granic, tu nikt nie pyta co jak zostało zrobione, tylko w momencie, kiedy wpada do głowy szalony pomysł, od razu się go realizuje, jakby odpowiedź pojawiała się w głowie, a potrzebne rzeczy były na wyciągnięcie ręki. Spodobał mi się moment, kiedy jakieś uczucie, które odczuwała postać zostało dokładnie przeliczone i to z niego wychodziło, czy ktoś odczuwał samotność, czy też miłość. Od razu naszły mnie myśli, by ludzie mogli w ten sposób obliczać nasze choroby, to wiedzielibyśmy jak z nimi postępować:-) Sami zobaczycie, że przy tej książce i wasza wyobraźnia ruszy na polowanie w celu odkrycia terenu po którym normalnie się nie poruszała. Zaprowadzi was do świata tajemnic, które roboty z książki chciały ukryć, oraz pokaże, że rodziną nie nazywa się tylko osoby spokrewnione, które łączy jedna krew. Rodzina bowiem to wartość, która wzajemnie się wspiera i zawsze na sobie może polegać, bez względu na swoje pochodzenie. Ciekawymi momentami były rozmowy pomiędzy robotami, które gdy bardziej sobie psociły, robot pielęgniarka stwierdziła, że najlepiej będzie odciąć rękę, która nabroiła, by już nie mogła krzywdzić. Ich pomysły mnie zadziwiały, ale i pokazały, że choć to po części bajka, to jednak najlepiej, jeśli przeczytają ją osoby pełnoletnie, które potrafią oddzielić prawdę od fikcji. Miasto Elektrycznych Snów, Błękitna Wróżka, drzwi Nieba, Błękitny Duszek, Zaklinacz oraz dziwna relacje pomiędzy ludźmi, a robotami sugerujące grę wstępną, to tylko zalążek tego, co was tu spotka. Niektóre sytuacje mogą budzić u niektórych zdziwienie i może zniesmaczenie, ale ja potraktowałam to jako dobrą zabawę i fantastykę do której wcześniej nie miałam dostępu. Coś na kształt niegrzecznej i niesfornej baśni. Mi się podobała:-)
Nawet nie sądziłam, że tak przepadnę z tą książką. Od samego początku nastroiła mnie na opowieść życia w której pewien pan pragnął mieć dziecko. Od razu zaznaczam, że to niemal bajkowa fantastyka, gdzie rzeczy łącznie z robotami mówią, a nawet czują. Ten świat nie ma granic, tu nikt nie pyta co jak zostało zrobione, tylko w momencie, kiedy wpada do głowy szalony pomysł, od...
Dla mnie w 100% powieść popowa. Są w niej wszystkie motywy znane od tysiącleci - nawet miłość międzygatunkowa :) - i ten sposób dalej się sprawdza, czyli - chcemy to czytać.
Trochę odniesień do znanych powieści dla dzieci i dorosłych. Sporo humoru (czasem cierpkiego, czasem rubasznego, zwykle po prostu zabawnego), trochę wzruszeń.
Żadnych kontrowersji - powieść dla każdego bez względu na kolor skóry, oczu, włosów, poglądów na temat… (wpisać dowolne słowo).
Sympatyczni bohaterowie, średnio dynamiczna akcja, średnio uciążliwe dla nich przygody, kończące się bez wyjątku pozytywnie.
Milusie toto i tyle. Na poprawę nastroju znakomite.
Dla mnie w 100% powieść popowa. Są w niej wszystkie motywy znane od tysiącleci - nawet miłość międzygatunkowa :) - i ten sposób dalej się sprawdza, czyli - chcemy to czytać.
Trochę odniesień do znanych powieści dla dzieci i dorosłych. Sporo humoru (czasem cierpkiego, czasem rubasznego, zwykle po prostu zabawnego), trochę wzruszeń.
Żadnych kontrowersji - powieść dla...
Jest to tak niezwykła, niepodobna do innych książka, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Chyba od tego, że mimo autora, który należy do moich ulubionych twórców, miałam obawy przed sięgnięciem po tę pozycję. Roboty i człowiek, miłość na dodatek? Co to za świat? A jednak...
Fabuła opiera się mocno na klasycznym “Pinokiu” Carla Collodiego, ale jest on odwrócony - młody, 21-letni Victor Lawson jest jedynym człowiekiem w stadle złożonym z samych robotów, a jego ojciec imieniem Giovanni jest androidem. Żyją sobie spokojnie w środku lasu, a pobliskie wysypisko jest źródłem, z którego czerpią materiały do swoich pasji, czyli szeroko rozumianego majsterkowania. Przypadkiem odnaleziony tam android z oznaczeniem MAL wprowadza rewolucję do egzystencji bohaterów i przypadkiem sprowadza na nich nieszczęście. Porwanie Giovanniego przez przedstawicieli Władzy zmusza jego rodzinę do wyruszenia z misją ratunkową do Miasta Elektrycznych Snów.
To książka o odnajdywaniu siebie, o sumieniu - jednostkowym i całych pokoleń, o wybaczeniu zarówno sobie, jak i najbliższym. O przyjaźni, w której nieważny jest kształt i postać drugiej osoby. To też książka o miłości wykraczającej poza wszelkie ramy. Nietypowa rodzina skupiona wokół Viktora (wraz z nowym w niej nabytkiem w postaci Mala) charakteryzuje się niesamowitą opiekuńczością wobec siebie nawzajem, a to mój osobisty ulubiony wątek w każdej powieści. W tej książce objawił się humor autora - przekomarzania wiecznie rozemocjonowanego robota sprzątającego i zgryźliwej pielęgniarki z socjopatyczną osobowością (jak sama twierdzi) to prawdziwa uczta :) A na koniec jest to też książka najbardziej bezpośrednia w pewnych kwestiach od tych już przeze mnie poznanych i z tego też względu przeznaczona jest dla starszych, jeżeli nawet nie dorosłych, czytelników.
Ostatecznie się w niej zakochałam się i z wielką chęcią sięgnę po kolejne, jakie będą się pojawiać na polskim rynku. Bardzo polecam!
Jest to tak niezwykła, niepodobna do innych książka, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Chyba od tego, że mimo autora, który należy do moich ulubionych twórców, miałam obawy przed sięgnięciem po tę pozycję. Roboty i człowiek, miłość na dodatek? Co to za świat? A jednak...
Fabuła opiera się mocno na klasycznym “Pinokiu” Carla Collodiego, ale jest on odwrócony - młody,...
Od kilku lat sięgam po książki nominowane w konkursie portalu Lubimy czytać na najlepszą książkę roku, gdyż zazwyczaj po ogłoszeniu nominacji okazywało się, że mimo iż sporo czytam, najwyraźniej nie mam pojęcia o tym co jest aktualnie w czytelniczej modzie. W tym roku postanowiłam dodatkowo sprawdzić książki, które zostały wyróżnione w analogicznym konkursie portalu Goodreads.
W ten sposób trafiłam na autora, o którego istnieniu dotychczas nie słyszałam, a który wygrał w roku 2023 rywalizację w kategorii science-fiction. Dlaczego science-fiction? Pewnie dlatego, że to książka o robotach, dziwnych maszynach i świecie przyszłości, w którym człowiek przestał odgrywać jakąkolwiek rolę. Gdybym miała jednak sama określić ją jednym słowem, uznałabym, że to baśń, aczkolwiek raczej – z uwagi na wątek seksualny – dla dorosłych.
Gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, ale w głębi lasu i nie wiadomo kiedy, ale zdecydowanie nie teraz, stoi sobie dziwny, wybudowany na drzewie dom, w którym mieszka Giovanni (nie-człowiek) wraz z przybranym synem Victorem (człowiekiem) oraz dwoma robotami: małym, głupiutkim, ale rozbrajającym odkurzaczem Rambo (ewentualne skojarzenia z Roombą są absolutnie uprawnione!) oraz znacznie stateczniejszym robotem medycznym – siostrą Ratched (co nie jest, w każdym razie oficjalnie, hołdem dla psychopatycznej bohaterki powieści Kena Keseya, a skrótem od pełnej nazwy, tj. Robot Autonomiczny do Terapii, Całodobowej Hospitalizacji, Edukacji oraz Dorzynania). Victor, dwudziestojednolatek, często wyprawia się na pobliskie złomowisko, gdzie wydobywa różne, bardziej lub mniej przydatne, przedmioty. To stamtąd pochodzą Rambo i Ratched - wskrzeszeni ze złomu, można by rzec. Pewnego dnia na wysypisku Vic odnajduje humanoidalnego androida, którego przywraca do życia, zastępując jego zużytą baterię własnoręcznie skonstruowanym sercem. Co dalej? Dalej mamy koniec świata, jaki znają nasi bohaterowie, brawurową i pełną niebezpieczeństw wyprawę w nieznane. Są przygody, trochę humoru (bohaterami odpowiedzialnymi za dowcip są w tej historii Rambo i Ratched, przy czym nie jest on niestety najwyższych lotów), wzruszenia i wielkie pytania. O to czym jest w istocie człowieczeństwo, czym jest miłość i czy zawsze jest możliwa. Gdzieś tam w tle migają wątpliwości związane z działalnością człowieka, w tym rozwojem sztucznej inteligencji.
To nie jest wielka literatura, żebyście nie myśleli. Okładka informuje, że inspirację stanowiły powieść Collodiego „Pinokio” i animowany film o robocie „Wall-E”. Filmu nie oglądałam, ale poza „Pinokiem” wybrzmiewały mi tu i historia o Czarnoksiężniku Ozie i wielkiej wyprawie Dorotki z całą ferajną, i opowieść o Frankensteinie, czy też Dick z jego historiami o androidach, w tym tej jednej, która stała się inspiracją do nakręcenia „Łowcy androidów”. Roomba i Ratched mogą też kojarzyć się ze znanymi z „Gwiezdnych wojen” robotami R2D2 i C3PO. Tematy, których dotyka autor nie są w literaturze żadną nowością, wszystko zostało już opisane; zdecydowanie „najświeższy” jest tu wyraźny wątek LBGTQ (bardzo zresztą ładnie poprowadzony). Skoro jednak sięgamy po kolejne książki o miłości, opowiadające ciągle te same historie, równie dobrze możemy i przeczytać tę nowo-starą historię, zwłaszcza, że czyta się ją gładko. Czy to jednak faktycznie najlepsza książka s-f napisana w 2023 roku? Osobiście raczej wątpię.
Od kilku lat sięgam po książki nominowane w konkursie portalu Lubimy czytać na najlepszą książkę roku, gdyż zazwyczaj po ogłoszeniu nominacji okazywało się, że mimo iż sporo czytam, najwyraźniej nie mam pojęcia o tym co jest aktualnie w czytelniczej modzie. W tym roku postanowiłam dodatkowo sprawdzić książki, które zostały wyróżnione w analogicznym konkursie portalu...
Ojeju, jak bardzo mi się podobała ta książka. Obawiałam się, że może nie wybrałam najlepiej na pierwsze spotkanie z autorem, ponieważ do tej powieści widziałam najwięcej zarzutów o niepotrzebnie kontrowersyjne treści i występowanie żartów na średnim poziomie. Jeśli jednak potraktujemy ją w kontekście baśni dla dorosłych, to jest to wzruszająca, ciepła opowieść o rodzinie i poszukiwaniu wybaczenia i (samo)akceptacji. Bohaterowie od pierwszych stron skradli moje serce — sadystyczna RATCHED, uroczy RAMBO, zagubieni Vic i MAL. Zwróciłam również uwagę na sylwetkę Gio jako empatycznego i zaangażowanego ojca. Świetne również było ukazanie człowieka z całymi jego niedociągnięciami jako jednostkę wyjątkową i zdolną do czynienia rzeczy wielkich i niemożliwych, co wydaje mi się ważne we współczesnym kulcie doskonałości.
Ojeju, jak bardzo mi się podobała ta książka. Obawiałam się, że może nie wybrałam najlepiej na pierwsze spotkanie z autorem, ponieważ do tej powieści widziałam najwięcej zarzutów o niepotrzebnie kontrowersyjne treści i występowanie żartów na średnim poziomie. Jeśli jednak potraktujemy ją w kontekście baśni dla dorosłych, to jest to wzruszająca, ciepła opowieść o rodzinie i...
Czy zastanawialiście się kiedyś, jakby wyglądał nasz świat opanowany przez roboty ?
Ja bardzo często to robię, kiedy w mediach pojawi się informacją dotycząca nowych osiągnięć sztucznej inteligencji.
TJ Klune w swojej książce pod tytułem „Życie marionetek”, ukazał tragiczne zakończenie ery człowieka przez roboty, które stały się jedynie zaprogramowanymi marionetkami, do wykonywania przypisanych im zadań. Aczkolwiek, to nie był główny motyw tego dzieła literackiego a jedynie jego tło.
Najważniejszym tematem poruszanym w tej książce była rodzina, miłość, przyjaźń oraz walka o najbliższą osobę.
W opisie od wydawcy możemy przeczytać, że autor inspirował się książką pt. „Pinokio” autorstwa Carlo Collodiego oraz filmem animowanym „WALL-E”. Nie są to słowa rzucane na wiatr, ponieważ czytając „Życie marionetek”, możemy odnaleźć inspiracje zarówno do wyżej wymienionej książki, jak i filmu.
Nie ukrywam, że TJ Klune stał się moim ukochanym autorem. Każda kolejna jego książka coraz bardziej mnie w tym umacnia.
Polecam tę książkę.
Czy zastanawialiście się kiedyś, jakby wyglądał nasz świat opanowany przez roboty ?
Ja bardzo często to robię, kiedy w mediach pojawi się informacją dotycząca nowych osiągnięć sztucznej inteligencji.
TJ Klune w swojej książce pod tytułem „Życie marionetek”, ukazał tragiczne zakończenie ery człowieka przez roboty, które stały się jedynie zaprogramowanymi marionetkami, do...
W starym zapomnianym lesie w niezwykłym domu ukrytym w gęstej kępie ogromnych drzew mieszka osobliwa "rodzina". Giovanni Lawson - android i wynalazca, który rozbudował ten idealny dom, Victor Lawson - 21- letni człowiek, którego Giovanni wychował po tym jak zostawili go u niego nieznajomi i traktuje jak własnego syna, malutki robot sprzątający Rambo, który wszystkim się przejmuje oraz siostra Ratched - Robot Autonomiczny do Terapii, Całodobowej Hospitalizacji, Edukacji oraz Dorzynania (zwłaszcza to ostatnie). Pasują do siebie idealnie, choć w przeważającej większości składają się z kabli i metalu. Victor uwielbia wyprawy na złomowisko w poszukiwaniu nowych skarbów. Znajduje tam cały stos pełen rozczłonkowanych androidów, wśród których tylko jeden wykazuje oznaki energii. Oznakowanego jako MAL androida, postanawia zabrać do domu i naprawić.
Vic miał las, przyjaciół i dom. Nie potrzebował oddalać się od miejsca, które kochał i doskonale znał. Kiedy na złomowisku trafia na enigmę, coś dziwnego i nowego nie przypuszcza jakie konsekwencje będzie miało dla niego to znalezisko. Android, który znaleźli został wycofany z eksploatacji a jego pamięć została wyczyszczona. Doskonale zna go jednak Giovanni, jednak android nie chce niczego zdradzić. Świat wyszczerza na nich ostre i groźne kły, gdy nadchodzą maszyny i zabierają Giovanniego do Miasta Elektrycznych Snów. Co ojciec ukrywał przed Victorem? Victor uwięziony jest pod ciężarem strachu i niepewności. Rozpętuje się piekło. Nie jest gotów stawić czoła temu, co na niego czeka jednak zrobi wszystko aby uratować ojca.
"Życie marionetek" to cudowna książka o życiu, o miłości, o tym co gwarantuje o człowieczeństwie. Być może to kwestia odpowiedniej książki w odpowiednim czasie, ale ta książka ogromnie mi się podobała. Mamy tutaj bardzo dużo akcji a przede wszystkim niesamowicie wyraźne postacie, które stoją zawsze na pierwszym planie wydarzeń. TJ Klune umiejętnie dawkuje napięcie. Ogromny plus za lekkość języka i przyjemny styl jakim została napisana ta książka. I najważniejszy dla mnie - za puentę i wartościowy przekaz.
Siostro Ratched uwielbiam Cię! Nie raz za jej sprawą śmiałam się do łez. Uwielbiam takie postacie w książkach. Czy w świecie marionetek może istnieć prawdziwa miłość? Przekonajcie się sami a na pewno się nie zawiedziecie. Dialogi są kolejnym walorem, świetnie współgrają ze znakomicie wykreowanymi bohaterami. Same postacie stają się przez to jak żywe. "Życie marionetek" to przesympatyczna, ciekawa i dobrze napisana powieść. Niesamowicie wciąga, a przy tym rozwija wyobraźnię i zawiera mądre przesłanie.
W starym zapomnianym lesie w niezwykłym domu ukrytym w gęstej kępie ogromnych drzew mieszka osobliwa "rodzina". Giovanni Lawson - android i wynalazca, który rozbudował ten idealny dom, Victor Lawson - 21- letni człowiek, którego Giovanni wychował po tym jak zostawili go u niego nieznajomi i traktuje jak własnego syna, malutki robot sprzątający Rambo, który wszystkim się...
jak dla mnie - super realistyczna. roboty w końcu przejmą tę planetę, w ten czy inny sposób. dobrze się czytało. takie bitter-sweet
jak dla mnie - super realistyczna. roboty w końcu przejmą tę planetę, w ten czy inny sposób. dobrze się czytało. takie bitter-sweet
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWzruszajaca. Apokaliptyczna. Prawdziwa.
Wzruszajaca. Apokaliptyczna. Prawdziwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak ta opowieść wtuliła mnie w swoje objęcia i trzyma. TJ Klune ma dar dotykania sedna czlowieczenstwa. Opowiada baśń, chwytającą za serce, dającą do myślenia i przynoszącą nadzieję dla ludzkości.
Na samym początku tej powieści jest cytat, który idealnie oddaje sedno tej i kilku kolejnych powieści tego autora
“For Humanity
You kinda suck, but you invented books and music, so the universe will probably keep you around for a little bit longer.
You got lucky.
This time.”
❤️
Jak ta opowieść wtuliła mnie w swoje objęcia i trzyma. TJ Klune ma dar dotykania sedna czlowieczenstwa. Opowiada baśń, chwytającą za serce, dającą do myślenia i przynoszącą nadzieję dla ludzkości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa samym początku tej powieści jest cytat, który idealnie oddaje sedno tej i kilku kolejnych powieści tego autora
“For Humanity
You kinda suck, but you invented books and...
Dobra, wartościowa książka o przyszłości jaka może nas spotkać.
Dobra, wartościowa książka o przyszłości jaka może nas spotkać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoprzednie książki autora otulają jak ciepły kocyk. Ta daje ci spraną, starą szmatę śmierdzącą odgrzewanym kotletem i udaje, że to to samo co kiedyś.
Poprzednie książki autora otulają jak ciepły kocyk. Ta daje ci spraną, starą szmatę śmierdzącą odgrzewanym kotletem i udaje, że to to samo co kiedyś.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie napisane postaci, rozwój charakteru Mala, dialogi (siostra Ratched!) i emocje. Nie wiem, ile w tym sentymentów do Pinokia ale naprawdę przyjemna opowieść. ;)
Świetnie napisane postaci, rozwój charakteru Mala, dialogi (siostra Ratched!) i emocje. Nie wiem, ile w tym sentymentów do Pinokia ale naprawdę przyjemna opowieść. ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toVictor Lawson nie zna świata poza niewielkim obszarem lasu i złomowiska, ale wcale mu to nie przeszkadza. Wiedzie szczęśliwe życie w domu w koronach drzew, a towarzyszą mu trzy roboty - wrażliwy odkurzacz, pełna wigoru pielęgniarka i wynalazca Giovanni Lawson, którego Victor uważa za swojego ojca. Ich sielankową codzienność przerywa znalezienie na złomowisku androida oznakowanego jako MAL. Okazuje się, że Mala i starszego Lawsona łączy ponura przeszłość, o której Victor miał się nigdy nie dowiedzieć.
Bohaterowie tracą swoje bezpieczne schronienie, kiedy do ich domu przybywa Władza. Gio zostaje pojmany i zabrany do laboratorium w Mieście Elektrycznych Snów. Victor oraz pozostali członkowie rodziny wyruszają w podróż, by odbić przyjaciela z rąk porywaczy nim będzie za późno i Gio zostanie zutylizowany albo przeprogramowany.
TJ Klune stworzył zaskakujący i nietypowy świat, w którym ludzkość wyginęła, a władzę zdobyły roboty. I chociaż nie powinny, bo nie zostały do tego stworzone, wiele z nich w swoich działaniach przypomina ludzi. Mają swoje cele i uczucia, a to coś, czego Władza, będąca uosobieniem totalitaryzmu, nie może tolerować.
Tak jak w przypadku Green Creek, moim zarzutem wobec TJ klune'a jest zbyt szybkie w mojej opinii rozwiązanie akcji. Wejście do Miasta Elektrycznych Snów i do siedziby Władzy zdawało mi się zbyt proste. Bohaterowie włożyli więcej wysiłku w dotarcie do miasta niż we włamanie się do wieży. Mimo to „Życie marionetek” było dla mnie przyjemną lekturą.
Victor Lawson nie zna świata poza niewielkim obszarem lasu i złomowiska, ale wcale mu to nie przeszkadza. Wiedzie szczęśliwe życie w domu w koronach drzew, a towarzyszą mu trzy roboty - wrażliwy odkurzacz, pełna wigoru pielęgniarka i wynalazca Giovanni Lawson, którego Victor uważa za swojego ojca. Ich sielankową codzienność przerywa znalezienie na złomowisku androida...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to gatunek fantastyki, po który sięgam często, jednak dałam książce szansę i się nie rozczarowałam. Dawno nie miałam do czynienia z tak wspaniałymi bohaterami, szczególnie Siostra Ratched przypadła mi do gustu. Autor we wspaniały sposób porusza serce czytelnika, razem z bohaterami czujemy radość, smutek, tęsknotę i bezsilność. Niektóre wątki były moim zdaniem niepotrzebne, ale treść opowieści się broni. UWAGA! nie czytajcie opisu na okładce bo zdradza bardzo wiele z fabuły!
Nie jest to gatunek fantastyki, po który sięgam często, jednak dałam książce szansę i się nie rozczarowałam. Dawno nie miałam do czynienia z tak wspaniałymi bohaterami, szczególnie Siostra Ratched przypadła mi do gustu. Autor we wspaniały sposób porusza serce czytelnika, razem z bohaterami czujemy radość, smutek, tęsknotę i bezsilność. Niektóre wątki były moim zdaniem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, którą podczas czytania nie podobała mi się aż tak, jak po kilku dniach od jej skończenia. Jest tak wielowarstwowa, jak cebula, że człowiek może jeszcze przez wiele dni składać sobie różne warstwy i przemyślenia. Może przez to jest trochę trudniejsza w odbiorze, kiedy czyta się ją tu i teraz, ale zostawia człowiekowi tyle na wiele dni, że ciężko o niej zapomnieć.
Mamy tu na przykład:
- świat postapokaliptyczny, w którym androidy uznały, że wolna wola jest zagrożeniem, a kolektyw to najlepsze wyjście, więc wybiły całą ludzkość, która ich stworzyła jako zagrożenie
- pojedyncze androidy, które po wielu latach poczuły potrzebę wolności i wyłamały się z kolektywu, a teraz się ukrywają
- retelling Pinokia, w którym Gepetto, a raczej Giovani postanawia "stworzyć" sobie człowieka, mamy oczywiście też całą drużynę, która idzie mu na ratunek, kiedy połyka go mechaniczny wieloryb, cyrk, niebieską wróżkę, ośle uszy,
- ogromną rozkminę na temat tego, czy można ponosić winę za zbrodnie, których się dokonało nie mając własnej świadomości i czy można kochać bez wybaczenia komuś tych zbrodni,
- kruchość ludzkiego życia,
- miłość między aseksualnym chłopcem, a androidem, którego pomógł stworzyć,
- motyw "found family",
- nieco humoru dzięki postaciom podróżującym razem z naszym "pinokiem": gadająca roomba Rambo mnie rozkładała na łopatki, a socjopatyczna android-pielęgniarka, która chciała leczyć, ale i wiercić i miała milion żartów na tematy dojrzewania człowieka,
- trochę rozkmin o seksualności androidów,
- całkiem sporo nawiązań do różnych filmów.
A to pewnie nie wszytko. I przez to, że naprawdę było o czym myśleć to zdecydowanie moją książka stycznia.
Książka, którą podczas czytania nie podobała mi się aż tak, jak po kilku dniach od jej skończenia. Jest tak wielowarstwowa, jak cebula, że człowiek może jeszcze przez wiele dni składać sobie różne warstwy i przemyślenia. Może przez to jest trochę trudniejsza w odbiorze, kiedy czyta się ją tu i teraz, ale zostawia człowiekowi tyle na wiele dni, że ciężko o niej zapomnieć....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo książki podeszłam z ogromnym entuzjazmem, a skończyłam ją z wielkim rozczarowaniem. Z jednej strony styl autora był lekki i przyjemny do czytania, ale na siłę wciskał co chwile "śmieszne" teksty oraz podteksty seksualne. Przez pierwsze 10 stron mnie nawet bawiły, potem już byłam nimi znużona. Jedynie Rambo skradł moje serce, chociaż pod koniec i jego wieczne nieogarnięcie było coraz bardziej denerwujące.
Do książki podeszłam z ogromnym entuzjazmem, a skończyłam ją z wielkim rozczarowaniem. Z jednej strony styl autora był lekki i przyjemny do czytania, ale na siłę wciskał co chwile "śmieszne" teksty oraz podteksty seksualne. Przez pierwsze 10 stron mnie nawet bawiły, potem już byłam nimi znużona. Jedynie Rambo skradł moje serce, chociaż pod koniec i jego wieczne...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoja trzecia książka autora i chyba nie będę kontynuowała tej przygody. Z jednej strony są to opowieści ciepłe, otulające przedstawiające ciekawe światy, może nie jakieś mocno rozwinięte, ale mające wiele uroku. Z drugiej jednak za dużo tu wykładania wszystkich mądrości prosto w twarz.
O ile w "Domu nad błękitnym morzem" mi to nie przeszkadzało, a wręcz wydawało mi się wyważone, w "Pod szepczącymi drzwiami" jeszcze nie miałam przesytu, o tyle czytając kolejną pozycję mam wrażenie, że jest tego jednak za dużo.
Lubię w książkach trochę niedopowiedzeń, trochę pola do własnych rozmyślań, a tutaj kiedy czyta się tych książek więcej, jest za dużo i za bardzo wykładania wszystkiego wprost.
Co do tej konkretnej książki to koncepcja bohaterów robotów jest świetna, robot pielęgniarka uruchamiająca program empatyczny urocza. Natomiast wszechobecne żarty na temat seksu mocno męczące.
Moja trzecia książka autora i chyba nie będę kontynuowała tej przygody. Z jednej strony są to opowieści ciepłe, otulające przedstawiające ciekawe światy, może nie jakieś mocno rozwinięte, ale mające wiele uroku. Z drugiej jednak za dużo tu wykładania wszystkich mądrości prosto w twarz.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile w "Domu nad błękitnym morzem" mi to nie przeszkadzało, a wręcz wydawało mi się...
Ciekawa, ale nie porwało nie zakończenie. Może wtedy ocena byłaby o oczko wyższa.
Ciekawa, ale nie porwało nie zakończenie. Może wtedy ocena byłaby o oczko wyższa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrześliczna i ciepła książka o przyjaźni, akceptacji siebie, dokonywaniu wyborów, pokonywaniu ograniczeń. To moje pierwsze spotkanie z autorem i strzał w dziesiątkę, bo wątki świadomych maszyn z łatwością mnie rozczulają.
Prześliczna i ciepła książka o przyjaźni, akceptacji siebie, dokonywaniu wyborów, pokonywaniu ograniczeń. To moje pierwsze spotkanie z autorem i strzał w dziesiątkę, bo wątki świadomych maszyn z łatwością mnie rozczulają.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety - z dotychczas przeczytanych przeze mnie książek tego autora, ta podobała mi się najmniej.
Odnoszę wrażenie, że dopiero na ostatnich 50-70 stronach (z 459) dostałam to, czego oczekiwałam, sięgając po książkę TJ Kluna.
Ostatnie rozdziały były wzruszające, dające do myślenia, ciepłe, niosące nadzieję i przesłanie.
Cala pozostała część tej powieści, mimo naprawdę dobrego pomysłu, była nakierowana na słabe, nacechowane bardzo silnie podtekstem seksualnym, żarty.
Rozczarowało mnie to o tyle, że w "Domu nad błękitnym morzem" czy "Pod szepczącymi drzwiami " ten humor również był, ale bez masy podtekstów i kierowanii wszystkiego na żarty o penetracji, genitaliach itd.
Ps: tylko Rambo był naprawdę zabawny i przeuroczy w swojej miłości do wszystkich i wszystkiego, pomieszanej z solidną dawką skrupulatności i lojalności.
Moją ocenę podwyższa - tylko i wyłącznie- kilka ostatnich rozdziałów i postać tego małego odkurzacza, która zostanie ze mną na dłużej.
Niestety - z dotychczas przeczytanych przeze mnie książek tego autora, ta podobała mi się najmniej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdnoszę wrażenie, że dopiero na ostatnich 50-70 stronach (z 459) dostałam to, czego oczekiwałam, sięgając po książkę TJ Kluna.
Ostatnie rozdziały były wzruszające, dające do myślenia, ciepłe, niosące nadzieję i przesłanie.
Cala pozostała część tej powieści, mimo naprawdę...
To moje dziesiąte (jubileuszowe!) spotkanie z TJ-em Klune i och, jakże ja kocham sposób, w jaki on pisze. Jestem pewna, że z przyjemnością przeczytałabym nawet instrukcję obsługi robota sprzątającego, gdyby to on ją napisał. Ta książka ma w sobie wszystko to, za co pokochałam jego twórczość i nawet jeśli na pewnym etapie wykorzystywanie przez niego tych samych motywów i zabiegów narracyjnych robi się nieco wtórne, to nie umiem przejść obok jego powieści obojętnie. A wynajdywanie w tej książce fragmentów, które były swoistym mrugnięciem okiem do fanów i nawiązaniem do innych jego dzieł, to wspaniała wisienka na torcie.
Klune opisuje świat, który jest odwrotnością rzeczywistości znanej z "Pinokia". Tym razem to nie drewniana kukiełka trafia do świata ludzi, a tylko człowiek, chłopiec, musi odnaleźć się w świecie androidów i robotów. Jest to świat doprawdy fascynujący, a wyobraźnia autora nie przestaje mnie zaskakiwać. Lubię to, w jaki sposób czerpie on z szeroko pojętej popkultury i wykorzystuje znane elementy w zupełnie niespodziewany sposób. Historia Victora - chłopca, który pokochał roboty i pragnie odszukać porwanego ojca - nie jest może porywającą przygodą, to raczej niespieszna opowieść o rodzinie, dojrzewaniu, akceptowaniu siebie i innych, ale mnie to tempo odpowiadało, dało cudowną przestrzeń do budowania relacji. A jakież to były relacje! Jak zwykle Klune w mistrzowski sposób tworzy między bohaterami więzi, które niezależne są od wyglądu czy pochodzenia i udowadnia, że rodzina nie ma nic wspólnego z tym, kto dzieli z nami geny.
Nie wiem, jak świadczy o mnie fakt, że bawi mnie ten jego rubaszny humor, ale cóż... bawi mnie i nie mam nic na swoją obronę. Wciąż, po dziesięciu już książkach, niesamowite jest dla mnie to, jak ten gość potrafi równocześnie pisać niezbyt wyszukane żarty o podtekście seksualnym i najpiękniejsze, wyciskające łzy wyznania miłosne. Kupuję jego twórczość w całości i niezmiennie chcę jej czytać więcej.
"And above all else, be brave!"
To moje dziesiąte (jubileuszowe!) spotkanie z TJ-em Klune i och, jakże ja kocham sposób, w jaki on pisze. Jestem pewna, że z przyjemnością przeczytałabym nawet instrukcję obsługi robota sprzątającego, gdyby to on ją napisał. Ta książka ma w sobie wszystko to, za co pokochałam jego twórczość i nawet jeśli na pewnym etapie wykorzystywanie przez niego tych samych motywów i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWzruszający homoerotyczny romans pomiędzy człowiekiem a robotem pozbawionym organów rozrodczych. Poza tym rozważania o wolnej woli, post-apokaliptyczno matriksowe, takie tam. Dość zabawne dialogi.
Wzruszający homoerotyczny romans pomiędzy człowiekiem a robotem pozbawionym organów rozrodczych. Poza tym rozważania o wolnej woli, post-apokaliptyczno matriksowe, takie tam. Dość zabawne dialogi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPinokio w nowej apokaliptycznej odsłonie jest opowieścią ciekawą i pokazująca jak łatwo TJ Klune bawi się tematem, ale musze odpocząć od ideologii..
Pinokio w nowej apokaliptycznej odsłonie jest opowieścią ciekawą i pokazująca jak łatwo TJ Klune bawi się tematem, ale musze odpocząć od ideologii..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacyjna. Mogłaby być lekturą szkolną. Zwraca uwagę niesamowicie pozytywny przekaz dotyczący seksualności, bycia autentycznym, budowania poczucia własnej wartości i drugiej szansy.
Rewelacyjna. Mogłaby być lekturą szkolną. Zwraca uwagę niesamowicie pozytywny przekaz dotyczący seksualności, bycia autentycznym, budowania poczucia własnej wartości i drugiej szansy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdpadłam mniej więcej po przekroczeniu połowy książki. Opowieść dość nijaka, nie podobał mi się żaden z bohaterów, to co miało być zabawne bardziej mnie irytowało. Książka jest podzielona na trzy części i druga część o tytule "podróż" to to co mnie ostatecznie odrzuciło. Podróży tam jest tyle co kot napłakał, ot przeszli się ścieżką od domu prosto w pułapkę która nie dość że została pokonana bardzo szybko to jeszcze się okazała później podwózką do celu. Nie wiem co się dzieje w dalszej części i nie mam ochoty wiedzieć.
Wszechobecne żarty o kupie i penisach też mnie nie porwały.
Jedyny plus tej książki jak do mnie to bardzo lekki i prosty styl autora.
Odpadłam mniej więcej po przekroczeniu połowy książki. Opowieść dość nijaka, nie podobał mi się żaden z bohaterów, to co miało być zabawne bardziej mnie irytowało. Książka jest podzielona na trzy części i druga część o tytule "podróż" to to co mnie ostatecznie odrzuciło. Podróży tam jest tyle co kot napłakał, ot przeszli się ścieżką od domu prosto w pułapkę która nie dość...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajmniej mi się podobała. Nie mogłam jakoś wciągnąć się w tą historię. W dodatku za dużo w niej filozoficznych przemów - czego nie było w innych książkach. Na szczęście nie zaczęłam czytać tego autora od tej pozycji.
Najmniej mi się podobała. Nie mogłam jakoś wciągnąć się w tą historię. W dodatku za dużo w niej filozoficznych przemów - czego nie było w innych książkach. Na szczęście nie zaczęłam czytać tego autora od tej pozycji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzwarta książka tego autora, którą przeczytałam. I chyba ostatnia. Im więcej go czytałam, tym mniejsze robił na mnie wrażenie. Piękna historia, ale nie wnosząca niczego nowego.
Czwarta książka tego autora, którą przeczytałam. I chyba ostatnia. Im więcej go czytałam, tym mniejsze robił na mnie wrażenie. Piękna historia, ale nie wnosząca niczego nowego.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytaliście Pinokia? Oglądaliście bajki na podstawie tej powieści?
Ja całe życie nie umiałam się przekonać do tej historii, ani książki, ani filmy, ani bajki nie robiły na mnie dużego wrażenia. Sądziłam, że kto jak to, ale TJ Klune to mnie na 100% przekona do swojej wizji tej historii, szczególnie że przy tworzeniu "Życia marionetek" inspirował się również moją ulubioną animacją WALL-e. Z bólem serca muszę oznajmić, że rozczarowała mnie ta książka.
Zanim sięgnęłam po książkę za zdjęcia miałam już za sobą dwie książki autora i obie szalenie mi się podobały. Wzruszyły mnie, poruszyły, zamieniły w miękką i chlipiącą kluseczkę. Jednak "Życie marionetek" wyszło moim zdaniem autorowi niezwykle nijako i przewidywalnie. Akcja książki toczy się w świecie opanowanym przez roboty. Początek książki rozgrywa się w lesie, w którym to Giovanni- android wynalazca, buduje niezwykły dom, a po pewnym czasie przygarnia Victora- człowieka. Z czasem ich leśna chatka przeobraża się w niezwykły dom na drzewie, oraz dołączają nowi domownicy Siostra Ratched, socjopatyczny robot medyczny oraz Rambo- robot odkurzający ze skłonnościami do popadania w różnego rodzaju paranoje. Ich spokojne życie oczywiście musi się skomplikować kiedy pewnego dnia na złomowisku Vic znajduje androida, którego postanawia naprawić.
To co ja Wam zdradziłam, mieści się na około 90 stronach, to co zdradza opis okładkowy to już coś około 150 stron. Całość na za to jakieś 430 i ile mnie pamięć nie myli. Powiem Wam tak, strasznie długo się tę książkę czyta. Wolno się rozkręca, wolno toczy się cała akcja i już od początku narrator nastawia nas na czytanie głównie o uczuciach. Z jednej strony jeśli zna się Klune'a to nie powinno mnie to dziwić, ale tutaj, przy tej książce czułam się aż zaszczuta tymi emocjami. Nie poprawia sytuacji też kreacja bohaterów, bo oni wszyscy mają problemy emocjonalne, jakieś kalectwo w sobie noszą i są bardzo przytłaczający.
Czytaliście Pinokia? Oglądaliście bajki na podstawie tej powieści?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa całe życie nie umiałam się przekonać do tej historii, ani książki, ani filmy, ani bajki nie robiły na mnie dużego wrażenia. Sądziłam, że kto jak to, ale TJ Klune to mnie na 100% przekona do swojej wizji tej historii, szczególnie że przy tworzeniu "Życia marionetek" inspirował się również moją ulubioną...
Nawet nie sądziłam, że tak przepadnę z tą książką. Od samego początku nastroiła mnie na opowieść życia w której pewien pan pragnął mieć dziecko. Od razu zaznaczam, że to niemal bajkowa fantastyka, gdzie rzeczy łącznie z robotami mówią, a nawet czują. Ten świat nie ma granic, tu nikt nie pyta co jak zostało zrobione, tylko w momencie, kiedy wpada do głowy szalony pomysł, od razu się go realizuje, jakby odpowiedź pojawiała się w głowie, a potrzebne rzeczy były na wyciągnięcie ręki. Spodobał mi się moment, kiedy jakieś uczucie, które odczuwała postać zostało dokładnie przeliczone i to z niego wychodziło, czy ktoś odczuwał samotność, czy też miłość. Od razu naszły mnie myśli, by ludzie mogli w ten sposób obliczać nasze choroby, to wiedzielibyśmy jak z nimi postępować:-) Sami zobaczycie, że przy tej książce i wasza wyobraźnia ruszy na polowanie w celu odkrycia terenu po którym normalnie się nie poruszała. Zaprowadzi was do świata tajemnic, które roboty z książki chciały ukryć, oraz pokaże, że rodziną nie nazywa się tylko osoby spokrewnione, które łączy jedna krew. Rodzina bowiem to wartość, która wzajemnie się wspiera i zawsze na sobie może polegać, bez względu na swoje pochodzenie. Ciekawymi momentami były rozmowy pomiędzy robotami, które gdy bardziej sobie psociły, robot pielęgniarka stwierdziła, że najlepiej będzie odciąć rękę, która nabroiła, by już nie mogła krzywdzić. Ich pomysły mnie zadziwiały, ale i pokazały, że choć to po części bajka, to jednak najlepiej, jeśli przeczytają ją osoby pełnoletnie, które potrafią oddzielić prawdę od fikcji. Miasto Elektrycznych Snów, Błękitna Wróżka, drzwi Nieba, Błękitny Duszek, Zaklinacz oraz dziwna relacje pomiędzy ludźmi, a robotami sugerujące grę wstępną, to tylko zalążek tego, co was tu spotka. Niektóre sytuacje mogą budzić u niektórych zdziwienie i może zniesmaczenie, ale ja potraktowałam to jako dobrą zabawę i fantastykę do której wcześniej nie miałam dostępu. Coś na kształt niegrzecznej i niesfornej baśni. Mi się podobała:-)
Nawet nie sądziłam, że tak przepadnę z tą książką. Od samego początku nastroiła mnie na opowieść życia w której pewien pan pragnął mieć dziecko. Od razu zaznaczam, że to niemal bajkowa fantastyka, gdzie rzeczy łącznie z robotami mówią, a nawet czują. Ten świat nie ma granic, tu nikt nie pyta co jak zostało zrobione, tylko w momencie, kiedy wpada do głowy szalony pomysł, od...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie w 100% powieść popowa. Są w niej wszystkie motywy znane od tysiącleci - nawet miłość międzygatunkowa :) - i ten sposób dalej się sprawdza, czyli - chcemy to czytać.
Trochę odniesień do znanych powieści dla dzieci i dorosłych. Sporo humoru (czasem cierpkiego, czasem rubasznego, zwykle po prostu zabawnego), trochę wzruszeń.
Żadnych kontrowersji - powieść dla każdego bez względu na kolor skóry, oczu, włosów, poglądów na temat… (wpisać dowolne słowo).
Sympatyczni bohaterowie, średnio dynamiczna akcja, średnio uciążliwe dla nich przygody, kończące się bez wyjątku pozytywnie.
Milusie toto i tyle. Na poprawę nastroju znakomite.
Dla mnie w 100% powieść popowa. Są w niej wszystkie motywy znane od tysiącleci - nawet miłość międzygatunkowa :) - i ten sposób dalej się sprawdza, czyli - chcemy to czytać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę odniesień do znanych powieści dla dzieci i dorosłych. Sporo humoru (czasem cierpkiego, czasem rubasznego, zwykle po prostu zabawnego), trochę wzruszeń.
Żadnych kontrowersji - powieść dla...
Jest to tak niezwykła, niepodobna do innych książka, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Chyba od tego, że mimo autora, który należy do moich ulubionych twórców, miałam obawy przed sięgnięciem po tę pozycję. Roboty i człowiek, miłość na dodatek? Co to za świat? A jednak...
Fabuła opiera się mocno na klasycznym “Pinokiu” Carla Collodiego, ale jest on odwrócony - młody, 21-letni Victor Lawson jest jedynym człowiekiem w stadle złożonym z samych robotów, a jego ojciec imieniem Giovanni jest androidem. Żyją sobie spokojnie w środku lasu, a pobliskie wysypisko jest źródłem, z którego czerpią materiały do swoich pasji, czyli szeroko rozumianego majsterkowania. Przypadkiem odnaleziony tam android z oznaczeniem MAL wprowadza rewolucję do egzystencji bohaterów i przypadkiem sprowadza na nich nieszczęście. Porwanie Giovanniego przez przedstawicieli Władzy zmusza jego rodzinę do wyruszenia z misją ratunkową do Miasta Elektrycznych Snów.
To książka o odnajdywaniu siebie, o sumieniu - jednostkowym i całych pokoleń, o wybaczeniu zarówno sobie, jak i najbliższym. O przyjaźni, w której nieważny jest kształt i postać drugiej osoby. To też książka o miłości wykraczającej poza wszelkie ramy. Nietypowa rodzina skupiona wokół Viktora (wraz z nowym w niej nabytkiem w postaci Mala) charakteryzuje się niesamowitą opiekuńczością wobec siebie nawzajem, a to mój osobisty ulubiony wątek w każdej powieści. W tej książce objawił się humor autora - przekomarzania wiecznie rozemocjonowanego robota sprzątającego i zgryźliwej pielęgniarki z socjopatyczną osobowością (jak sama twierdzi) to prawdziwa uczta :) A na koniec jest to też książka najbardziej bezpośrednia w pewnych kwestiach od tych już przeze mnie poznanych i z tego też względu przeznaczona jest dla starszych, jeżeli nawet nie dorosłych, czytelników.
Ostatecznie się w niej zakochałam się i z wielką chęcią sięgnę po kolejne, jakie będą się pojawiać na polskim rynku. Bardzo polecam!
Jest to tak niezwykła, niepodobna do innych książka, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Chyba od tego, że mimo autora, który należy do moich ulubionych twórców, miałam obawy przed sięgnięciem po tę pozycję. Roboty i człowiek, miłość na dodatek? Co to za świat? A jednak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła opiera się mocno na klasycznym “Pinokiu” Carla Collodiego, ale jest on odwrócony - młody,...
Od kilku lat sięgam po książki nominowane w konkursie portalu Lubimy czytać na najlepszą książkę roku, gdyż zazwyczaj po ogłoszeniu nominacji okazywało się, że mimo iż sporo czytam, najwyraźniej nie mam pojęcia o tym co jest aktualnie w czytelniczej modzie. W tym roku postanowiłam dodatkowo sprawdzić książki, które zostały wyróżnione w analogicznym konkursie portalu Goodreads.
W ten sposób trafiłam na autora, o którego istnieniu dotychczas nie słyszałam, a który wygrał w roku 2023 rywalizację w kategorii science-fiction. Dlaczego science-fiction? Pewnie dlatego, że to książka o robotach, dziwnych maszynach i świecie przyszłości, w którym człowiek przestał odgrywać jakąkolwiek rolę. Gdybym miała jednak sama określić ją jednym słowem, uznałabym, że to baśń, aczkolwiek raczej – z uwagi na wątek seksualny – dla dorosłych.
Gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, ale w głębi lasu i nie wiadomo kiedy, ale zdecydowanie nie teraz, stoi sobie dziwny, wybudowany na drzewie dom, w którym mieszka Giovanni (nie-człowiek) wraz z przybranym synem Victorem (człowiekiem) oraz dwoma robotami: małym, głupiutkim, ale rozbrajającym odkurzaczem Rambo (ewentualne skojarzenia z Roombą są absolutnie uprawnione!) oraz znacznie stateczniejszym robotem medycznym – siostrą Ratched (co nie jest, w każdym razie oficjalnie, hołdem dla psychopatycznej bohaterki powieści Kena Keseya, a skrótem od pełnej nazwy, tj. Robot Autonomiczny do Terapii, Całodobowej Hospitalizacji, Edukacji oraz Dorzynania). Victor, dwudziestojednolatek, często wyprawia się na pobliskie złomowisko, gdzie wydobywa różne, bardziej lub mniej przydatne, przedmioty. To stamtąd pochodzą Rambo i Ratched - wskrzeszeni ze złomu, można by rzec. Pewnego dnia na wysypisku Vic odnajduje humanoidalnego androida, którego przywraca do życia, zastępując jego zużytą baterię własnoręcznie skonstruowanym sercem. Co dalej? Dalej mamy koniec świata, jaki znają nasi bohaterowie, brawurową i pełną niebezpieczeństw wyprawę w nieznane. Są przygody, trochę humoru (bohaterami odpowiedzialnymi za dowcip są w tej historii Rambo i Ratched, przy czym nie jest on niestety najwyższych lotów), wzruszenia i wielkie pytania. O to czym jest w istocie człowieczeństwo, czym jest miłość i czy zawsze jest możliwa. Gdzieś tam w tle migają wątpliwości związane z działalnością człowieka, w tym rozwojem sztucznej inteligencji.
To nie jest wielka literatura, żebyście nie myśleli. Okładka informuje, że inspirację stanowiły powieść Collodiego „Pinokio” i animowany film o robocie „Wall-E”. Filmu nie oglądałam, ale poza „Pinokiem” wybrzmiewały mi tu i historia o Czarnoksiężniku Ozie i wielkiej wyprawie Dorotki z całą ferajną, i opowieść o Frankensteinie, czy też Dick z jego historiami o androidach, w tym tej jednej, która stała się inspiracją do nakręcenia „Łowcy androidów”. Roomba i Ratched mogą też kojarzyć się ze znanymi z „Gwiezdnych wojen” robotami R2D2 i C3PO. Tematy, których dotyka autor nie są w literaturze żadną nowością, wszystko zostało już opisane; zdecydowanie „najświeższy” jest tu wyraźny wątek LBGTQ (bardzo zresztą ładnie poprowadzony). Skoro jednak sięgamy po kolejne książki o miłości, opowiadające ciągle te same historie, równie dobrze możemy i przeczytać tę nowo-starą historię, zwłaszcza, że czyta się ją gładko. Czy to jednak faktycznie najlepsza książka s-f napisana w 2023 roku? Osobiście raczej wątpię.
Od kilku lat sięgam po książki nominowane w konkursie portalu Lubimy czytać na najlepszą książkę roku, gdyż zazwyczaj po ogłoszeniu nominacji okazywało się, że mimo iż sporo czytam, najwyraźniej nie mam pojęcia o tym co jest aktualnie w czytelniczej modzie. W tym roku postanowiłam dodatkowo sprawdzić książki, które zostały wyróżnione w analogicznym konkursie portalu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOjeju, jak bardzo mi się podobała ta książka. Obawiałam się, że może nie wybrałam najlepiej na pierwsze spotkanie z autorem, ponieważ do tej powieści widziałam najwięcej zarzutów o niepotrzebnie kontrowersyjne treści i występowanie żartów na średnim poziomie. Jeśli jednak potraktujemy ją w kontekście baśni dla dorosłych, to jest to wzruszająca, ciepła opowieść o rodzinie i poszukiwaniu wybaczenia i (samo)akceptacji. Bohaterowie od pierwszych stron skradli moje serce — sadystyczna RATCHED, uroczy RAMBO, zagubieni Vic i MAL. Zwróciłam również uwagę na sylwetkę Gio jako empatycznego i zaangażowanego ojca. Świetne również było ukazanie człowieka z całymi jego niedociągnięciami jako jednostkę wyjątkową i zdolną do czynienia rzeczy wielkich i niemożliwych, co wydaje mi się ważne we współczesnym kulcie doskonałości.
Ojeju, jak bardzo mi się podobała ta książka. Obawiałam się, że może nie wybrałam najlepiej na pierwsze spotkanie z autorem, ponieważ do tej powieści widziałam najwięcej zarzutów o niepotrzebnie kontrowersyjne treści i występowanie żartów na średnim poziomie. Jeśli jednak potraktujemy ją w kontekście baśni dla dorosłych, to jest to wzruszająca, ciepła opowieść o rodzinie i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy zastanawialiście się kiedyś, jakby wyglądał nasz świat opanowany przez roboty ?
Ja bardzo często to robię, kiedy w mediach pojawi się informacją dotycząca nowych osiągnięć sztucznej inteligencji.
TJ Klune w swojej książce pod tytułem „Życie marionetek”, ukazał tragiczne zakończenie ery człowieka przez roboty, które stały się jedynie zaprogramowanymi marionetkami, do wykonywania przypisanych im zadań. Aczkolwiek, to nie był główny motyw tego dzieła literackiego a jedynie jego tło.
Najważniejszym tematem poruszanym w tej książce była rodzina, miłość, przyjaźń oraz walka o najbliższą osobę.
W opisie od wydawcy możemy przeczytać, że autor inspirował się książką pt. „Pinokio” autorstwa Carlo Collodiego oraz filmem animowanym „WALL-E”. Nie są to słowa rzucane na wiatr, ponieważ czytając „Życie marionetek”, możemy odnaleźć inspiracje zarówno do wyżej wymienionej książki, jak i filmu.
Nie ukrywam, że TJ Klune stał się moim ukochanym autorem. Każda kolejna jego książka coraz bardziej mnie w tym umacnia.
Polecam tę książkę.
Czy zastanawialiście się kiedyś, jakby wyglądał nasz świat opanowany przez roboty ?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa bardzo często to robię, kiedy w mediach pojawi się informacją dotycząca nowych osiągnięć sztucznej inteligencji.
TJ Klune w swojej książce pod tytułem „Życie marionetek”, ukazał tragiczne zakończenie ery człowieka przez roboty, które stały się jedynie zaprogramowanymi marionetkami, do...
O ja cie, jakie to fajne!
O ja cie, jakie to fajne!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW starym zapomnianym lesie w niezwykłym domu ukrytym w gęstej kępie ogromnych drzew mieszka osobliwa "rodzina". Giovanni Lawson - android i wynalazca, który rozbudował ten idealny dom, Victor Lawson - 21- letni człowiek, którego Giovanni wychował po tym jak zostawili go u niego nieznajomi i traktuje jak własnego syna, malutki robot sprzątający Rambo, który wszystkim się przejmuje oraz siostra Ratched - Robot Autonomiczny do Terapii, Całodobowej Hospitalizacji, Edukacji oraz Dorzynania (zwłaszcza to ostatnie). Pasują do siebie idealnie, choć w przeważającej większości składają się z kabli i metalu. Victor uwielbia wyprawy na złomowisko w poszukiwaniu nowych skarbów. Znajduje tam cały stos pełen rozczłonkowanych androidów, wśród których tylko jeden wykazuje oznaki energii. Oznakowanego jako MAL androida, postanawia zabrać do domu i naprawić.
Vic miał las, przyjaciół i dom. Nie potrzebował oddalać się od miejsca, które kochał i doskonale znał. Kiedy na złomowisku trafia na enigmę, coś dziwnego i nowego nie przypuszcza jakie konsekwencje będzie miało dla niego to znalezisko. Android, który znaleźli został wycofany z eksploatacji a jego pamięć została wyczyszczona. Doskonale zna go jednak Giovanni, jednak android nie chce niczego zdradzić. Świat wyszczerza na nich ostre i groźne kły, gdy nadchodzą maszyny i zabierają Giovanniego do Miasta Elektrycznych Snów. Co ojciec ukrywał przed Victorem? Victor uwięziony jest pod ciężarem strachu i niepewności. Rozpętuje się piekło. Nie jest gotów stawić czoła temu, co na niego czeka jednak zrobi wszystko aby uratować ojca.
"Życie marionetek" to cudowna książka o życiu, o miłości, o tym co gwarantuje o człowieczeństwie. Być może to kwestia odpowiedniej książki w odpowiednim czasie, ale ta książka ogromnie mi się podobała. Mamy tutaj bardzo dużo akcji a przede wszystkim niesamowicie wyraźne postacie, które stoją zawsze na pierwszym planie wydarzeń. TJ Klune umiejętnie dawkuje napięcie. Ogromny plus za lekkość języka i przyjemny styl jakim została napisana ta książka. I najważniejszy dla mnie - za puentę i wartościowy przekaz.
Siostro Ratched uwielbiam Cię! Nie raz za jej sprawą śmiałam się do łez. Uwielbiam takie postacie w książkach. Czy w świecie marionetek może istnieć prawdziwa miłość? Przekonajcie się sami a na pewno się nie zawiedziecie. Dialogi są kolejnym walorem, świetnie współgrają ze znakomicie wykreowanymi bohaterami. Same postacie stają się przez to jak żywe. "Życie marionetek" to przesympatyczna, ciekawa i dobrze napisana powieść. Niesamowicie wciąga, a przy tym rozwija wyobraźnię i zawiera mądre przesłanie.
W starym zapomnianym lesie w niezwykłym domu ukrytym w gęstej kępie ogromnych drzew mieszka osobliwa "rodzina". Giovanni Lawson - android i wynalazca, który rozbudował ten idealny dom, Victor Lawson - 21- letni człowiek, którego Giovanni wychował po tym jak zostawili go u niego nieznajomi i traktuje jak własnego syna, malutki robot sprzątający Rambo, który wszystkim się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to