Czwarty tom przynosi nam zwieńczenie Ery Apocalypse'a. Kto wygra? Który świat przetrwa? Odpowiedź na te dwa pytania przyniesie nam niniejszy komiks.
Podobnie jak w poprzednich częściach akcja nawet na chwilę nie zwalnia tempa. Nasi bohaterowie mierzą się z przeróżnymi problemami i dylematami. W ich rękach spoczywają losy całego świata. Każdy z nich będzie musiał coś poświęcić żeby inny wymiar przetrwał. Opowieść staje się mniej chaotyczna. Bohaterowie w końcu spotykają się w jednym miejscu, a ich wątki zaczynają się ze sobą łączyć. Jako ogromny fan Mangeto jestem bardzo zadowolony z jego alternatywnej wersji i drogi, jaką przeszedł na przestrzeni tych czterech tomów. Generalnie uważam, że kluczowy dla odbioru Ery Apocalypse'a jest sentyment do postaci. Storm, Cyclops, czy Quicksilver to fenomenalne postacie i ich losy śledziłem z niemniejszym zainteresowaniem jak losy Mistrza Magnetyzmu.
Parafrazując Arka Wróblewskiego z przedmowy do drugiego tomu uważam, że Era Apocalypse'a to niepozbawiona wad historia, pełna przesadzonych i pompatycznych dialogów, a także przerysowanych postaci. Jej mocą jest ambicja twórców i sama skala tego wydarzenia. Opowieść jest pełna patosu, a także filozoficznych dywagacji na temat poświęcenia czy kwestii tego czy człowiek rodzi się z natury zły?
Czwarty tom przynosi nam zwieńczenie Ery Apocalypse'a. Kto wygra? Który świat przetrwa? Odpowiedź na te dwa pytania przyniesie nam niniejszy komiks.
Podobnie jak w poprzednich częściach akcja nawet na chwilę nie zwalnia tempa. Nasi bohaterowie mierzą się z przeróżnymi problemami i dylematami. W ich rękach spoczywają losy całego świata. Każdy z nich będzie musiał coś...
Tom 1. wywarł na mnie duże wrażenie, zarówno poziomem graficznym, jak i pod względem treści.
Tom 2. został pozbawiony najlepszych artystów tj. Roger Cruz, Tony Daniel.
Tom 3. zaliczył spadek jakości treści przy delikatnym dalszym spadku poziomu rysunków
Jak wypadło zakończenie całej sagi? Mam co do tego mieszane uczucia.
Po zakończeniu całej historii poczułem rozczarowanie. Być może to dlatego, że spodziewałem się więcej po tym evencie.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy dotarł do mnie gdy zorientowałem się że zakończenie wszystkich dotychczasowych historii ma nastąpić w jednym, ostatecznym rozdziale oryginalnego X-men Omega. Byłem ciekaw jak twórcom uda się zakończyć historię na tak niewielu stronach. I moje obawy okazały się w dużym stopniu słuszne.
Mam wrażenie, że wcześniej rozwijane historie poszczególnych grup mutantów zostały siłą zmuszone do przedwczesnego zakończenia. Ostateczne pojedynki ( poza wątkiem Shadow Kinga) przeważnie rozczarowują, a zwienczeniem tego rozczarowania jest finał OPOWIEŚCI, do którego mam sporo zastrzeżeń.
( UWAGA, będą SPOILERY)
+Pobity Magneto, którego Apocalypse zdmuchnął wcześniej jak świeczkę, będąc u kresu swoich sił nagle rozrywa Apocalypse'a na kawałki. Nathan który miał być główną bronią Sinistera na Apocalypse, zostaje w finale zmarginalizowany do walki z... Holocaustem. W banalny sposób ginie też kolejny heros, Sinister, od ran w walce. Poważnie?
Wzajemnie znoszące się moce Alexa i Scotta podczas wcześniejszego pojedynku nagle przestały się znosić i Scott zostaje pokonany jednym strzałem, tak jak zresztą Jean.+
(KONIEC SPOILERÓW)
Do tego dochodzi jeszcze poziom rysunku utalentowanego Roger'a Cruza ilustrującego finał, a którego rysunki sprawiają wrażenie rysowanych na kolanie. Szczerze powiem, że ciężko mi było się domyślić, że to ten sam Cruz którego podziwiałem w tomie pierwszym.
Pomimo tych uwag, muszę ocenić cały event pozytywnie. Nie jest to arcydzieło, a za największą wadę uważam to, że historia zakończyła się zbyt wcześnie. O ile dobrze zrozumiałem, w USA cały Event trwał 4 miesiące, a powinien co najmniej trwać pół roku. Potencjał na to był, a i poszczególne wątki można było lepiej dopracować.
Na koniec moje podsumowanie artystów goszczących na łamach tego crossover, wraz z ocenami za rysunek.
(6) Tony Daniel
(5) Roger Cruz
(5-) Andy Kubert, Ian Churchill, Ken Lashley
(5=) Adam Kubert
(4+) Ron Garney, Joe Madureira
(4) Chris Bachallo, Steve Skroce
(4-) Steve Epting
(3) Terry Dodson - fragmenty.
Tom 1. wywarł na mnie duże wrażenie, zarówno poziomem graficznym, jak i pod względem treści.
Tom 2. został pozbawiony najlepszych artystów tj. Roger Cruz, Tony Daniel.
Tom 3. zaliczył spadek jakości treści przy delikatnym dalszym spadku poziomu rysunków
Jak wypadło zakończenie całej sagi? Mam co do tego mieszane uczucia.
Po zakończeniu całej historii poczułem...
Dość długo zwlekałem z czytaniem ostatniego tomu "Ery Apocalypse'a", głównym tego powodem był fakt, że poprzednie tomy trochę mnie przytłoczyły. Za dużo się w nich działo, ciężko było to wszystko poskładać w jedną całość. Z drugiej strony byłem przekonany, że to wszystko zostanie zebrane i wyjaśnione w czwartym i zarazem ostatnim tomie zbiorczym tego eventu. I tak, jest to zebrane, niestety nie wszystko się wyjaśnia, niemniej wszystkie wątki się łączą i prowadzą do finału...który jest jednak dość rozczarowujący i sprawia, że wielowątkowe budowanie tej historii nagle wali się w gruzach. Nie wiem, czy to kwestia tego, że zbyt wielu scenarzystów pracowało nad tym eventem, czy było tutaj zbyt wiele pomysłów wrzuconych do jednego worka, ale czytając ostatni tom zbiorczy męczyłem się bardziej niż przy poprzednich. Głównie dlatego, że widać powoli światełko w tunelu, czyli finał już blisko, a jednak ciągnie się to niemiłosiernie. Są tutaj pewne jaśniejsze punkty, jak np. Morph i jego żarciki, czy chociażby bracia Bedlam. Ale to delikatne promyki słońca próbujące się przebić przez pełne czarnych chmur niebo. Cały event oceniam na 6.5/10, natomiast ostatni finałowy tom na 6/10 z zaznaczeniem, że cały event "Era Apocalypse'a" to komiks wyłącznie dla najzagorzalszych fanów mutantów Marvela.
Dość długo zwlekałem z czytaniem ostatniego tomu "Ery Apocalypse'a", głównym tego powodem był fakt, że poprzednie tomy trochę mnie przytłoczyły. Za dużo się w nich działo, ciężko było to wszystko poskładać w jedną całość. Z drugiej strony byłem przekonany, że to wszystko zostanie zebrane i wyjaśnione w czwartym i zarazem ostatnim tomie zbiorczym tego eventu. I tak, jest to...
Klasyczne oblicze X-Menów ma swój niezaprzeczalny urok. Te potężne team-upy, wielkie problemy wielkich bohaterów, rodzinne dramaty, no i w końcu charakterystyczne, przesadzone rysunki. Lata dziewięćdziesiąte w komiksie superbohaterskim nie zostaną nigdy zapomniane, te opowieści będą pielęgnowane w sercach wielu geeków, a ich legenda, przekazywana z pokolenia na pokolenie, nie odejdzie w cień. Hmm, patetyzm „Ery Apocalypse'a” udzielił się najwidoczniej także mi… Ale okazja do dramatyzmu dobra, bo seria dotarła do swojego finału.
Plany przeciwników Apocalypse’a zaczynają w końcu nabierać realnych kształtów. Okazuje się, że nawet niektórzy poplecznicy tyrana nie chcą wiecznie żyć pod jego butem. I choć zagraża mu bunt, to despota ma kilka asów w rękawie. X-meni chcą przywrócić pierwotną rzeczywistość, jednak żeby to zrobić, muszą powstrzymać nadciągającą nuklearną zagładę. Pytanie, czy będą mieli wystarczająco dużo sił i czasu, żeby ocalić przyszłość.
„Zmierzch” stanowi konkluzję całej tej rozbudowanej (rozbuchanej?) historii i twórcy, chcąc nie chcąc, musieli kończyć kolejne wątki, łączyć je w całość i podsumować wszystkie wydarzenia. Ta konieczność spowodowała widoczną w wielu miejscach intensyfikację akcji. Do tej pory „Era Apocalypse’a” nie była wcale komiksem wolnym i refleksyjnym, teraz jednak jest chyba jeszcze szybciej, mocniej i bardziej dramatycznie. Czy jest to jednak zaleta? Mam w tej materii pewne wątpliwości. Akcja rusza z kopyta już od pierwszej strony i na dobrą sprawę ani na chwilę nie staje, a to w pewnym momencie robi się już odrobinę męczące. Jeśli podczas lektury choćby na moment stracimy czujność, niektórym scenom może towarzyszyć mały chaos, a zasadne staną się pytania o to „kto?” i „dlaczego?”. Dlatego lepiej uważać.
„Era Apocalypse'a” jest idealnym przykładem komiksu swoich czasów. To wielki, rozpisany na kilkadziesiąt zeszytów event, który jest patetyczny aż do przesady. Każdy liczący się superbohater uczestniczył w czymś takim. W samym Marvelu za przykład tego rodzaju tytułu można podać „Maximum Carnage” ze Spider-manem w roli głównej, zaś jeśli chodzi o konkurencyjne DC Comics, pierwszy na myśl przychodzi epicki „Knightfall” i wynikające z niego „Knightquest” i „KnightsEnd” – przełomowe serie z udziałem Batmana. Podobne ambicje od początku mieli też twórcy projektu z udziałem mutantów z Domu Pomysłów. W tym przypadku jest podstawowy problem – założenia „Ery Apocalypse’a” są takie, że mamy do czynienia z alternatywną rzeczywistością, ze światem, który zastąpił wcześniejszą wersję. W momencie powstawania cyklu nikt co prawda nie wiedział, czy „X-meni” powrócą do wcześniejszej linii czasowej, jednak bądźmy szczerzy – czy były realne szanse na absolutną, bardzo drastyczną zmianę? No właśnie. Dlatego też stawka, choć pozornie wysoka, raczej nie potrafi wzbudzić większych emocji, zwłaszcza w dzisiejszym czytelniku, który wie, że absolutnie wszystko da się odwrócić.
Bezsprzeczną wartością „Ery Apocalypse’a” jest za to pokazanie, w jaki sposób kiedyś pisało się komiksy. Obok akcji są to na przykład dymki dopowiadające pewne rzeczy, tłumaczące, co bohater robił wcześniej, jakie poświęcenie jest jego udziałem, kogo kocha, co myśli... To swoisty „głos z offu”, który dzisiaj wydaje się do niczego niepotrzebny, w latach dziewięćdziesiątych był jednak stałym elementem komiksu superbohaterskiego. I choć obecnie ten zabieg może jawić się jako staroświecki, to ma pewien urok, bo ma za zadanie nadać fabule osobistego charakteru i pokazać, jak wydarzenia wpływają na protagonistów. Warto te próby docenić.
Raczej nie można było spodziewać się żadnej rewolucji po warstwie graficznej czwartej odsłony „Ery Apocalypse'a”, i takowej faktycznie nie ma. Ilustracje są utrzymane w tym samym stylu co wcześniej, innymi słowy – przesadzone i wypełnione po brzegi akcją. W moim odczuciu kolejne kadry zbyt często są zwyczajnie nieczytelne i stanowczo za bardzo przeładowane. Nie wiem, może są fani takiej stylistyki, ja jednak do nich nie należę. Wolę, kiedy rysunki są bardziej stonowane, a co za tym idzie, przejrzyste.
A zatem „Era Apocalypse’a” dobiegła końca. Czy warto było odbyć tę podróż? Chociażby ze względów poznawczych odpowiedź musi brzmieć „tak”! Otwarte pozostaje pytanie, czy jest to komiks, który zapadnie w pamięć czytelników na dłużej. Jego największą zaletą jest wartość historyczna, to także podróż sentymentalna dla obecnych czterdziestolatków, którzy wychowali się na komiksach wydawanych przez TM-Semic. Tak pisało się komiksy kiedyś, droga młodzieży – take it, or leave it!
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2022/08/x-men-era-apocalypsea-tom-4-zmierzch.html
oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid02ChJnActbQ3p6E4rNSoxney4HjvvBFvE1qSVYnwdJkEuaEChCW7KqQJV85uGMvf7xl
Klasyczne oblicze X-Menów ma swój niezaprzeczalny urok. Te potężne team-upy, wielkie problemy wielkich bohaterów, rodzinne dramaty, no i w końcu charakterystyczne, przesadzone rysunki. Lata dziewięćdziesiąte w komiksie superbohaterskim nie zostaną nigdy zapomniane, te opowieści będą pielęgnowane w sercach wielu geeków, a ich legenda, przekazywana z pokolenia na pokolenie,...
Ostatni tom „Ery Apocalypse’a” to już od początku mocne wejście w ostatni zakręt, gdzie poszczególne tytuły przenikają się już mocno i wzajemnie dopełniają, zamiast tylko dziać się obok siebie, a wszystkie wątki ostatecznie łączą się w finałowym numerze, który domyka tematu i… No i bezpośredniego ciągu dalszego niestety jak dotąd po polsku się nie doczekaliśmy (choć mamy m.in. zeszyty dziejące się jakieś czterdzieści numerów później, zebrane w tomie „Magneto” z kolekcji „SBM”), ale ważne, że dostaliśmy „Erę”, bo dobra jest, świetna, może i stricte rozrywkowa, z jedynie okruszkami dawnych moralnych dywagacji, ale w porównaniu do współczesnych komiksów, pozostaje naprawdę znakomita. I wciąż dostarcza masę frajdy.
Blink i jej ekipa staje do walki z Holocaustem. Czy jednak mają szansę w starciu z jeźdźcem Apocalypse’a, którego moc jest tak wielka? Tymczasem w innym miejscu trwa próba ratowania Illiany, od zdolności której zależy powodzenie wielkiego planu Magneto. Niestety coraz więcej rzeczy idzie nie tak… Jednocześnie Gambit i jego drużyna po powrocie na Ziemię, wplatana zostaje w wydarzenia związane z porwaniem syna Magneto, gdzie czeka na nich wiele problemów, ale i zdrada. A w międzyczasie Nate odkrywa prawdę o swoim pochodzeniu, co wpłynie na jego relację ze Scottem i Jean. Gdy wszystkie te wątki, jak i losy walczącego o Avalon Nightcrawlera. Alexa, który właśnie dorwał się do władzy, Wolviego kontynuującego swoją misję i Magneto, który wpadł w ręce wroga, splatają się w obliczu nadchodzącego końca, nic dobrego wydarzyć się nie może…
Ostatni tom „Ery Apocalypse’a” to już od początku mocne wejście w ostatni zakręt, gdzie poszczególne tytuły przenikają się już mocno i wzajemnie dopełniają, zamiast tylko dziać się obok siebie, a wszystkie wątki ostatecznie łączą się w finałowym numerze, który domyka tematu i… No i bezpośredniego ciągu dalszego niestety jak dotąd po polsku się nie...
Finałowy tom epickiej opowieści o mutantach.
To trzeba przeczytać, a dlaczego?
O tym szerzej opowiadam w materiale ;)
Finałowy tom epickiej opowieści o mutantach.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo trzeba przeczytać, a dlaczego?
O tym szerzej opowiadam w materiale ;)
Czwarty tom przynosi nam zwieńczenie Ery Apocalypse'a. Kto wygra? Który świat przetrwa? Odpowiedź na te dwa pytania przyniesie nam niniejszy komiks.
Podobnie jak w poprzednich częściach akcja nawet na chwilę nie zwalnia tempa. Nasi bohaterowie mierzą się z przeróżnymi problemami i dylematami. W ich rękach spoczywają losy całego świata. Każdy z nich będzie musiał coś poświęcić żeby inny wymiar przetrwał. Opowieść staje się mniej chaotyczna. Bohaterowie w końcu spotykają się w jednym miejscu, a ich wątki zaczynają się ze sobą łączyć. Jako ogromny fan Mangeto jestem bardzo zadowolony z jego alternatywnej wersji i drogi, jaką przeszedł na przestrzeni tych czterech tomów. Generalnie uważam, że kluczowy dla odbioru Ery Apocalypse'a jest sentyment do postaci. Storm, Cyclops, czy Quicksilver to fenomenalne postacie i ich losy śledziłem z niemniejszym zainteresowaniem jak losy Mistrza Magnetyzmu.
Parafrazując Arka Wróblewskiego z przedmowy do drugiego tomu uważam, że Era Apocalypse'a to niepozbawiona wad historia, pełna przesadzonych i pompatycznych dialogów, a także przerysowanych postaci. Jej mocą jest ambicja twórców i sama skala tego wydarzenia. Opowieść jest pełna patosu, a także filozoficznych dywagacji na temat poświęcenia czy kwestii tego czy człowiek rodzi się z natury zły?
Czwarty tom przynosi nam zwieńczenie Ery Apocalypse'a. Kto wygra? Który świat przetrwa? Odpowiedź na te dwa pytania przyniesie nam niniejszy komiks.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobnie jak w poprzednich częściach akcja nawet na chwilę nie zwalnia tempa. Nasi bohaterowie mierzą się z przeróżnymi problemami i dylematami. W ich rękach spoczywają losy całego świata. Każdy z nich będzie musiał coś...
Tom 1. wywarł na mnie duże wrażenie, zarówno poziomem graficznym, jak i pod względem treści.
Tom 2. został pozbawiony najlepszych artystów tj. Roger Cruz, Tony Daniel.
Tom 3. zaliczył spadek jakości treści przy delikatnym dalszym spadku poziomu rysunków
Jak wypadło zakończenie całej sagi? Mam co do tego mieszane uczucia.
Po zakończeniu całej historii poczułem rozczarowanie. Być może to dlatego, że spodziewałem się więcej po tym evencie.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy dotarł do mnie gdy zorientowałem się że zakończenie wszystkich dotychczasowych historii ma nastąpić w jednym, ostatecznym rozdziale oryginalnego X-men Omega. Byłem ciekaw jak twórcom uda się zakończyć historię na tak niewielu stronach. I moje obawy okazały się w dużym stopniu słuszne.
Mam wrażenie, że wcześniej rozwijane historie poszczególnych grup mutantów zostały siłą zmuszone do przedwczesnego zakończenia. Ostateczne pojedynki ( poza wątkiem Shadow Kinga) przeważnie rozczarowują, a zwienczeniem tego rozczarowania jest finał OPOWIEŚCI, do którego mam sporo zastrzeżeń.
( UWAGA, będą SPOILERY)
+Pobity Magneto, którego Apocalypse zdmuchnął wcześniej jak świeczkę, będąc u kresu swoich sił nagle rozrywa Apocalypse'a na kawałki. Nathan który miał być główną bronią Sinistera na Apocalypse, zostaje w finale zmarginalizowany do walki z... Holocaustem. W banalny sposób ginie też kolejny heros, Sinister, od ran w walce. Poważnie?
Wzajemnie znoszące się moce Alexa i Scotta podczas wcześniejszego pojedynku nagle przestały się znosić i Scott zostaje pokonany jednym strzałem, tak jak zresztą Jean.+
(KONIEC SPOILERÓW)
Do tego dochodzi jeszcze poziom rysunku utalentowanego Roger'a Cruza ilustrującego finał, a którego rysunki sprawiają wrażenie rysowanych na kolanie. Szczerze powiem, że ciężko mi było się domyślić, że to ten sam Cruz którego podziwiałem w tomie pierwszym.
Pomimo tych uwag, muszę ocenić cały event pozytywnie. Nie jest to arcydzieło, a za największą wadę uważam to, że historia zakończyła się zbyt wcześnie. O ile dobrze zrozumiałem, w USA cały Event trwał 4 miesiące, a powinien co najmniej trwać pół roku. Potencjał na to był, a i poszczególne wątki można było lepiej dopracować.
Na koniec moje podsumowanie artystów goszczących na łamach tego crossover, wraz z ocenami za rysunek.
(6) Tony Daniel
(5) Roger Cruz
(5-) Andy Kubert, Ian Churchill, Ken Lashley
(5=) Adam Kubert
(4+) Ron Garney, Joe Madureira
(4) Chris Bachallo, Steve Skroce
(4-) Steve Epting
(3) Terry Dodson - fragmenty.
Tom 1. wywarł na mnie duże wrażenie, zarówno poziomem graficznym, jak i pod względem treści.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTom 2. został pozbawiony najlepszych artystów tj. Roger Cruz, Tony Daniel.
Tom 3. zaliczył spadek jakości treści przy delikatnym dalszym spadku poziomu rysunków
Jak wypadło zakończenie całej sagi? Mam co do tego mieszane uczucia.
Po zakończeniu całej historii poczułem...
Dość długo zwlekałem z czytaniem ostatniego tomu "Ery Apocalypse'a", głównym tego powodem był fakt, że poprzednie tomy trochę mnie przytłoczyły. Za dużo się w nich działo, ciężko było to wszystko poskładać w jedną całość. Z drugiej strony byłem przekonany, że to wszystko zostanie zebrane i wyjaśnione w czwartym i zarazem ostatnim tomie zbiorczym tego eventu. I tak, jest to zebrane, niestety nie wszystko się wyjaśnia, niemniej wszystkie wątki się łączą i prowadzą do finału...który jest jednak dość rozczarowujący i sprawia, że wielowątkowe budowanie tej historii nagle wali się w gruzach. Nie wiem, czy to kwestia tego, że zbyt wielu scenarzystów pracowało nad tym eventem, czy było tutaj zbyt wiele pomysłów wrzuconych do jednego worka, ale czytając ostatni tom zbiorczy męczyłem się bardziej niż przy poprzednich. Głównie dlatego, że widać powoli światełko w tunelu, czyli finał już blisko, a jednak ciągnie się to niemiłosiernie. Są tutaj pewne jaśniejsze punkty, jak np. Morph i jego żarciki, czy chociażby bracia Bedlam. Ale to delikatne promyki słońca próbujące się przebić przez pełne czarnych chmur niebo. Cały event oceniam na 6.5/10, natomiast ostatni finałowy tom na 6/10 z zaznaczeniem, że cały event "Era Apocalypse'a" to komiks wyłącznie dla najzagorzalszych fanów mutantów Marvela.
Dość długo zwlekałem z czytaniem ostatniego tomu "Ery Apocalypse'a", głównym tego powodem był fakt, że poprzednie tomy trochę mnie przytłoczyły. Za dużo się w nich działo, ciężko było to wszystko poskładać w jedną całość. Z drugiej strony byłem przekonany, że to wszystko zostanie zebrane i wyjaśnione w czwartym i zarazem ostatnim tomie zbiorczym tego eventu. I tak, jest to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlasyczne oblicze X-Menów ma swój niezaprzeczalny urok. Te potężne team-upy, wielkie problemy wielkich bohaterów, rodzinne dramaty, no i w końcu charakterystyczne, przesadzone rysunki. Lata dziewięćdziesiąte w komiksie superbohaterskim nie zostaną nigdy zapomniane, te opowieści będą pielęgnowane w sercach wielu geeków, a ich legenda, przekazywana z pokolenia na pokolenie, nie odejdzie w cień. Hmm, patetyzm „Ery Apocalypse'a” udzielił się najwidoczniej także mi… Ale okazja do dramatyzmu dobra, bo seria dotarła do swojego finału.
Plany przeciwników Apocalypse’a zaczynają w końcu nabierać realnych kształtów. Okazuje się, że nawet niektórzy poplecznicy tyrana nie chcą wiecznie żyć pod jego butem. I choć zagraża mu bunt, to despota ma kilka asów w rękawie. X-meni chcą przywrócić pierwotną rzeczywistość, jednak żeby to zrobić, muszą powstrzymać nadciągającą nuklearną zagładę. Pytanie, czy będą mieli wystarczająco dużo sił i czasu, żeby ocalić przyszłość.
„Zmierzch” stanowi konkluzję całej tej rozbudowanej (rozbuchanej?) historii i twórcy, chcąc nie chcąc, musieli kończyć kolejne wątki, łączyć je w całość i podsumować wszystkie wydarzenia. Ta konieczność spowodowała widoczną w wielu miejscach intensyfikację akcji. Do tej pory „Era Apocalypse’a” nie była wcale komiksem wolnym i refleksyjnym, teraz jednak jest chyba jeszcze szybciej, mocniej i bardziej dramatycznie. Czy jest to jednak zaleta? Mam w tej materii pewne wątpliwości. Akcja rusza z kopyta już od pierwszej strony i na dobrą sprawę ani na chwilę nie staje, a to w pewnym momencie robi się już odrobinę męczące. Jeśli podczas lektury choćby na moment stracimy czujność, niektórym scenom może towarzyszyć mały chaos, a zasadne staną się pytania o to „kto?” i „dlaczego?”. Dlatego lepiej uważać.
„Era Apocalypse'a” jest idealnym przykładem komiksu swoich czasów. To wielki, rozpisany na kilkadziesiąt zeszytów event, który jest patetyczny aż do przesady. Każdy liczący się superbohater uczestniczył w czymś takim. W samym Marvelu za przykład tego rodzaju tytułu można podać „Maximum Carnage” ze Spider-manem w roli głównej, zaś jeśli chodzi o konkurencyjne DC Comics, pierwszy na myśl przychodzi epicki „Knightfall” i wynikające z niego „Knightquest” i „KnightsEnd” – przełomowe serie z udziałem Batmana. Podobne ambicje od początku mieli też twórcy projektu z udziałem mutantów z Domu Pomysłów. W tym przypadku jest podstawowy problem – założenia „Ery Apocalypse’a” są takie, że mamy do czynienia z alternatywną rzeczywistością, ze światem, który zastąpił wcześniejszą wersję. W momencie powstawania cyklu nikt co prawda nie wiedział, czy „X-meni” powrócą do wcześniejszej linii czasowej, jednak bądźmy szczerzy – czy były realne szanse na absolutną, bardzo drastyczną zmianę? No właśnie. Dlatego też stawka, choć pozornie wysoka, raczej nie potrafi wzbudzić większych emocji, zwłaszcza w dzisiejszym czytelniku, który wie, że absolutnie wszystko da się odwrócić.
Bezsprzeczną wartością „Ery Apocalypse’a” jest za to pokazanie, w jaki sposób kiedyś pisało się komiksy. Obok akcji są to na przykład dymki dopowiadające pewne rzeczy, tłumaczące, co bohater robił wcześniej, jakie poświęcenie jest jego udziałem, kogo kocha, co myśli... To swoisty „głos z offu”, który dzisiaj wydaje się do niczego niepotrzebny, w latach dziewięćdziesiątych był jednak stałym elementem komiksu superbohaterskiego. I choć obecnie ten zabieg może jawić się jako staroświecki, to ma pewien urok, bo ma za zadanie nadać fabule osobistego charakteru i pokazać, jak wydarzenia wpływają na protagonistów. Warto te próby docenić.
Raczej nie można było spodziewać się żadnej rewolucji po warstwie graficznej czwartej odsłony „Ery Apocalypse'a”, i takowej faktycznie nie ma. Ilustracje są utrzymane w tym samym stylu co wcześniej, innymi słowy – przesadzone i wypełnione po brzegi akcją. W moim odczuciu kolejne kadry zbyt często są zwyczajnie nieczytelne i stanowczo za bardzo przeładowane. Nie wiem, może są fani takiej stylistyki, ja jednak do nich nie należę. Wolę, kiedy rysunki są bardziej stonowane, a co za tym idzie, przejrzyste.
A zatem „Era Apocalypse’a” dobiegła końca. Czy warto było odbyć tę podróż? Chociażby ze względów poznawczych odpowiedź musi brzmieć „tak”! Otwarte pozostaje pytanie, czy jest to komiks, który zapadnie w pamięć czytelników na dłużej. Jego największą zaletą jest wartość historyczna, to także podróż sentymentalna dla obecnych czterdziestolatków, którzy wychowali się na komiksach wydawanych przez TM-Semic. Tak pisało się komiksy kiedyś, droga młodzieży – take it, or leave it!
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2022/08/x-men-era-apocalypsea-tom-4-zmierzch.html
oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid02ChJnActbQ3p6E4rNSoxney4HjvvBFvE1qSVYnwdJkEuaEChCW7KqQJV85uGMvf7xl
Klasyczne oblicze X-Menów ma swój niezaprzeczalny urok. Te potężne team-upy, wielkie problemy wielkich bohaterów, rodzinne dramaty, no i w końcu charakterystyczne, przesadzone rysunki. Lata dziewięćdziesiąte w komiksie superbohaterskim nie zostaną nigdy zapomniane, te opowieści będą pielęgnowane w sercach wielu geeków, a ich legenda, przekazywana z pokolenia na pokolenie,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKONIEC (PEWNEJ) ERY
Ostatni tom „Ery Apocalypse’a” to już od początku mocne wejście w ostatni zakręt, gdzie poszczególne tytuły przenikają się już mocno i wzajemnie dopełniają, zamiast tylko dziać się obok siebie, a wszystkie wątki ostatecznie łączą się w finałowym numerze, który domyka tematu i… No i bezpośredniego ciągu dalszego niestety jak dotąd po polsku się nie doczekaliśmy (choć mamy m.in. zeszyty dziejące się jakieś czterdzieści numerów później, zebrane w tomie „Magneto” z kolekcji „SBM”), ale ważne, że dostaliśmy „Erę”, bo dobra jest, świetna, może i stricte rozrywkowa, z jedynie okruszkami dawnych moralnych dywagacji, ale w porównaniu do współczesnych komiksów, pozostaje naprawdę znakomita. I wciąż dostarcza masę frajdy.
Blink i jej ekipa staje do walki z Holocaustem. Czy jednak mają szansę w starciu z jeźdźcem Apocalypse’a, którego moc jest tak wielka? Tymczasem w innym miejscu trwa próba ratowania Illiany, od zdolności której zależy powodzenie wielkiego planu Magneto. Niestety coraz więcej rzeczy idzie nie tak… Jednocześnie Gambit i jego drużyna po powrocie na Ziemię, wplatana zostaje w wydarzenia związane z porwaniem syna Magneto, gdzie czeka na nich wiele problemów, ale i zdrada. A w międzyczasie Nate odkrywa prawdę o swoim pochodzeniu, co wpłynie na jego relację ze Scottem i Jean. Gdy wszystkie te wątki, jak i losy walczącego o Avalon Nightcrawlera. Alexa, który właśnie dorwał się do władzy, Wolviego kontynuującego swoją misję i Magneto, który wpadł w ręce wroga, splatają się w obliczu nadchodzącego końca, nic dobrego wydarzyć się nie może…
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2025/04/x-men-era-apocalypsea-4-john-francis.html
KONIEC (PEWNEJ) ERY
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatni tom „Ery Apocalypse’a” to już od początku mocne wejście w ostatni zakręt, gdzie poszczególne tytuły przenikają się już mocno i wzajemnie dopełniają, zamiast tylko dziać się obok siebie, a wszystkie wątki ostatecznie łączą się w finałowym numerze, który domyka tematu i… No i bezpośredniego ciągu dalszego niestety jak dotąd po polsku się nie...