To, jaka krzywde wyrzadza wladza bez kontroli, pokazuja pierwsze i ostatnie strony Golgoty. Sa jak dzien i noc. A siedmioletnia tulaczka i pobyt w obozach pracy i zaglady ledwie zapowiedzia spaskudzonego zycia.
To, jaka krzywde wyrzadza wladza bez kontroli, pokazuja pierwsze i ostatnie strony Golgoty. Sa jak dzien i noc. A siedmioletnia tulaczka i pobyt w obozach pracy i zaglady ledwie zapowiedzia spaskudzonego zycia.
🔰"Stalinowski młyn do mielenia ludzi działał bez przerwy."
Jerzy Gajdziński dostał się w tryby sowieckiego przemysłu śmierci, jako nastolatek. Miał wtedy zaledwie 15 lat.
Został aresztowany w 1940 r. podczas próby nielegalnej przeprawy przez Prut. Chciał przez Rumunię dostać się do Francji, gdzie tworzyło się wojsko polskie. Był w kolejnych sowieckich więzieniach, koloniach karnych, obozach, przechodząc wszystkie kręgi łagrowego piekła. W końcu trafił do Workuty, skąd udało mu się uciec i dotrzeć do Moskwy, gdzie otrzymał pomoc peerelowskiej ambasady. Zanim wrócił do kraju, został przesłuchany przez szefa sowieckiej bezpieki Ławrentija Berię, który chciał dociec, jak młodemu Polakowi udało się uciec z miejsca, skąd ucieczka miała być niemożliwa.
Gehenna autora trwała 7 lat. Relacja, która opowiada o piekle zgotowanym ludziom przez sowiecki totalitaryzm, jest niezwykle poruszająca. Zawiera opisy łagrowej codzienności, morderczej pracy, nieludzkiego traktowania więźniów, głodu, śmierci, pogardy wobec człowieka i jego życia.
Oprócz własnej historii, autor opowiada również o losach współwięźniów oraz przedstawia czytelnikowi historyczne i polityczne tło zjawisk i wydarzeń, których ofiarą padli nie tylko Polacy, ale wszystkie narody zamieszkujące ogromne obszary Europy i Azji, »uszczęśliwione dobrodziejstwami« rewolucji socjalistycznej i władzy Stalina". Nie brakuje także bardzo plastycznych opisów syberyjskiej fauny i flory, zórz polarnych oraz burz śnieżnych.
Książka zaczęła powstawać już w 1947 roku, ale jej pierwsza wersja została skonfiskowana przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w 1950 roku. Stało się to przy okazji aresztowania autora pod zarzutem m.in. "szkalowania Związku Radzieckiego".
Po opuszczeniu więzienia Jerzy Gajdziński ponownie zaczął spisywać swoje wspomnienia. Jednak - wg relacji syna - każdy z rozdziałów zakopywał w innym miejscu w lesie, aby zapiski nie wpadły znowu w ręce SB. Plan ze wskazaniami, gdzie można odkopać te zapiski, był w posiadaniu syna autora.
Ostatnie rozdziały opisujące ucieczkę Jerzego Gajdzińskiego, tropionego jak zwierzyna przez agentów NKWD, są hołdem złożonym wszystkim ludziom, którzy mimo strachu przed bezwzględnymi siepaczami Stalina, udzielali mu pomocy, karmili, ukrywali, umożliwiali dalszą podróż. Szczególnie ciepło autor wspomina rodzinę autochtonicznych Nieńców, którzy uratowali go od zamarznięcia, dali schronienie, nakarmili i ciepło ubrali, kupili bilet na pociąg oraz dali prowiant na drogę. Przy okazji pojawia się opowieść o ich stylu życia i bezwzględnym prześladowaniu przez Stalina plemion, które od wieków zamieszkiwały Syberię.
Uraz psychiczny doznany w czasie wieloletniego pobytu w obozie był tak wielki, że odcisnął swoje piętno na całym późniejszym życiu Jerzego Gajdzińskiego. Syn autora w ostatnim rozdziale książki wspomina o zachowaniach ojca, które doprowadziły do rozpadu dwóch jego małżeństw oraz o tym, że do końca życia ojciec ukrywał w różnych miejscach chleb, aby się zabezpieczyć na wypadek głodu.
O podobnych zachowaniach swego dziadka, byłego więźnia hitlerowskich obozów koncentracyjnych, wspomina Monika Fibic w książce "Ciernie wojennej zawieruchy".
Książka "Golgota narodów" ma niewątpliwie nieocenioną wartość dokumentalną. A film, który mógłby powstać na jej podstawie, miałby szansę stać się arcydziełem kinematografii.
🔰"Stalinowski młyn do mielenia ludzi działał bez przerwy."
Jerzy Gajdziński dostał się w tryby sowieckiego przemysłu śmierci, jako nastolatek. Miał wtedy zaledwie 15 lat.
Został aresztowany w 1940 r. podczas próby nielegalnej przeprawy przez Prut. Chciał przez Rumunię dostać się do Francji, gdzie tworzyło się wojsko polskie. Był w kolejnych sowieckich więzieniach,...
W przeciwieństwie do większości opiniujących nie czytałem do tej pory literatury obozowej, a więc nie mogę porównywać. Zostałem zachęcony do wysłuchania audiobooka przez kolegę, z którym zwykle nie zgadzamy w ocenie przeczytanych pozycji. I to jest jak na razie jedyna, która we mnie wzbudziła dużo większy zachwyt.
Nie czytam literatury tego typu, gdyż znam wiele faktów nt. bestialstwa jakie ludzie potrafili przemysłowo w XX wieku wyrządzać innym ludziom. Jest to dla mnie zbyt trudne i przejmujące.
Pomimo tego wspomnień pana Gajdzińskiego wysłuchałem jednym tchem. Autor potrafi pisać tak "po prostu" jednocześnie pokazując w mojej opinii wybitnie i zupełnie nienużąco "okoliczności przyrody", charakterystykę ludzi, społeczeństwa tak nam już obcego geograficznie, mentalnie i ze względu na minione już 80 lat, które zmieniły świat bardziej niż poprzedni tysiąc. Nie wspominając już o realiach historycznych przedwojennej Polski oglądanych z ciekawej dla mnie perspektywy.
Wg mnie to noblowska literatura w wykonaniu zupełnego amatora, któremu ze względu na opisywane we wspomnieniach okoliczności w ogóle nie było dane poznać i wykorzystać swojego talentu. Wielka szkoda.
Jeśli autor włączył do swoich wspomnień
kilka historii, które nie są jego własnymi przeżyciami (co sugerują internety), to nie mam do niego o to pretensji, choć również za bardzo w to nie wierzę.
Na pytanie mojego wyżej wspomnianego kolegi, który wątpił, że jeden człowiek mógł mieć tyle niebezpiecznych sytuacji, z których jednak wyszedł cało - odpowiedziałem, że ci, którym się to nie udało nie mogli napisać książki. A przecież ludzi, którzy przechodzili przez to piekło było miliony.
W przeciwieństwie do większości opiniujących nie czytałem do tej pory literatury obozowej, a więc nie mogę porównywać. Zostałem zachęcony do wysłuchania audiobooka przez kolegę, z którym zwykle nie zgadzamy w ocenie przeczytanych pozycji. I to jest jak na razie jedyna, która we mnie wzbudziła dużo większy zachwyt.
Nie czytam literatury tego typu, gdyż znam wiele faktów nt....
Zasób literatury katorżniczej i łagrowej jest ogromny. Pomimo tego, opublikowane relacje są jedynie kroplą w oceanie doznawanych niegodziwości na tej „nieludzkiej ziemi”. Wydawca uczciwie przyznaje, że przekazuje czytelnikowi zbeletryzowane wspomnienia, spisane przez Autora po raz wtóry, po utracie pierwszego szkicu. Nie mam możliwości weryfikacji prawdziwości całej opowiedzianej historii (podobnie jak i historii Lippoczego, Krakowieckiego, Drewniowskiego, Żygulina i innych), lecz sugerowanie przez komentatorkę Złośnicę plagiatu i oszustwa, zirytowało mnie. Dane Autora funkcjonują w indeksie represjonowanych IPN, wbrew temu co pisze ww. Potwierdzają one areszt i więzienie w Workucie. Przedstawione wspomnienia są wstrząsające. W mojej opinii Golgota Narodów nie odstępuje od dzieł Ginzburg, Sołżenicyna, Czapskiego, Grudzińskiego.. Mam nadzieję, że o tej opowieści będzie głośno.
Zasób literatury katorżniczej i łagrowej jest ogromny. Pomimo tego, opublikowane relacje są jedynie kroplą w oceanie doznawanych niegodziwości na tej „nieludzkiej ziemi”. Wydawca uczciwie przyznaje, że przekazuje czytelnikowi zbeletryzowane wspomnienia, spisane przez Autora po raz wtóry, po utracie pierwszego szkicu. Nie mam możliwości weryfikacji prawdziwości całej...
Wciągająca opowieść (na podstawie notatek bohatera)o drodze młodego polskiego chłopaka, któremu przyszło zmierzyć się z tragiczną rzeczywistością II WŚ. Zaskakuje doskonała pamięć bohatera (mimo bardzo trudnych przeżyć), bardzo przyjemny dla czytelnika format książki, który zapewnia ciekawą i pasjonującą lekturę. Książka opasła, ale z przyjemnością dąży się do celu i powrotu bohatera do Polski po całych latach tułaczki po więzieniach i obozach.
Wciągająca opowieść (na podstawie notatek bohatera)o drodze młodego polskiego chłopaka, któremu przyszło zmierzyć się z tragiczną rzeczywistością II WŚ. Zaskakuje doskonała pamięć bohatera (mimo bardzo trudnych przeżyć), bardzo przyjemny dla czytelnika format książki, który zapewnia ciekawą i pasjonującą lekturę. Książka opasła, ale z przyjemnością dąży się do celu i...
„We śnie czy na jawie, w pracy, podczas posiłków, w budynku czy na powietrzu, w kąpieli czy w łóżku - nie miałeś dokąd uciec. Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką”.
George Orwell
Gdy w roku 981 Rusini najechali na nasz kraj, zabierając Przemyśl wraz z Grodami Czerwieńskimi, można było stwierdzić, że nasze stosunki nie będą dobre. Kto jednak przypuszczał, że będą one aż tak złe i nawet w XXI wieku nie będzie się czym pochwalić. Bolesław Chrobry doprowadził do pokoju z Rosją, który niestety ze względów rodzinnych trwał dość krótki okres i od roku 1013 ponownie stosunki z tym wielkim krajem pogorszyły się na tyle, że przez wiele kolejnych lat nie było mowy o żadnym porozumieniu.
Jeśli prześledzimy tę historię dalej, ani Mieszko II, ani Bolesław Śmiały, oraz inni po nich nie zagwarantowali nam w tej kwestii sukcesu. Niektórzy twierdzą, że romans pomiędzy Carycą Katarzyną a Stanisławem Augustem Poniatowskim przyniósł krótki czas odwilży, jednak wszyscy wiemy, czym to się skończyło. Państwo Polskie zniknęło z mapy świata na ponad sto lat, doprowadzając ludność do wielu skrajnych postaw, odważnych walk, powstań i poruszeń.
Gdy nadciągnął wielkimi krokami rok 1919, a wraz z nim Główny Zarząd Poprawczych Obozów Pracy (ros. Gławnoje Uprawlenije Isprawitielno-Trudowych Łagieriej i Kolonij), czyli specjalnego oddziału tajnej policji oraz ministerstwa spraw wewnętrznych ZSRR, który wykorzystywał skazańców jako darmową siłę fizyczną, na początku zatrząsało się społeczeństwo rosyjskie, a za nim ci, którzy mieszkali w państwach dookoła niego. Po przewrocie bolszewickim w kraju nad rzeką Moskwą pojawił się nowy rodzaj przestępcy „wróg klasowy” określenie, to można było przypisać każdemu. Rok 1918 przyniósł Leninowi i Trockiemu śmiałą ideę, obozów koncentracyjnych dla tak zwanych wrogów ludu. Skazani mieli w nich wykonywać proste prace fizyczne, do tego celu chciano wykorzystać m.in. dawne obozy dla jeńców wojennych, zwolnionych na mocy Traktatu Brzeskiego. Dochodząc do roku 1920, powstał pierwszy obóz koncentracyjny, który staje się wzorem dla łagrów w ramach przyszłego systemu Gułagu, na Wyspach Sołowieckich.
Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili owładnięty manią prześladowczą, występuje z programem bardzo szybkiej industrializacji oraz planem pięciolatek. W ten sposób Politbiuro decyduje o organizacji jednolitej sieci obozów, która ma zastąpić system ówczesnego więziennictwa dla wrogów klasowych i kryminalistów. Gdy Stalin był ogarnięty tym karnym szaleństwem, Hitler jeszcze nie myślał o tym, aby budować zbiorowe krematoria, uważając, że Związek Sowiecki stanowi zagrożenie dla świata.
Łagiernik Aleksander Sołżenicyn szacował, że od początku rewolucji do 1956 roku w obozach uśmiercono ponad 60 milionów obywateli ZSRR. Lwia część przypadła na rządy Stalina (systemu Gułagu ruszył na dobre w 1923 roku, a po śmierci Dżugaszwilego został szybko wygaszony).
To dzięki Panu Sołżenicynowi, zaczęła się moja przygoda z rosyjską machiną śmierci, przechodząc przez takie dzieła, jak Archipelag Gułag, Wyspa Sachalin, czy Ludzie stamtąd. Otrzymałam dzieło, trudne, a jednocześnie tak fascynujące, że czas jego czytania wydłużył mi się z uwagi na powroty do wielu fragmentów. Mowa tutaj o Golgocie Narodów opowieść o życiu w łagrach i ucieczka z Workuty Pana Jerzego Gajdzińskiego. Książka ta, to coś niesamowitego, teoretycznie podobnego do dzieł Pana Sołżenicyna, ale jednocześnie coś zupełnie innego.
Workuta, jako miejsce, gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, jednak nigdy nie zgłębiałam tego tematu. Obozy na tym terenie powstawały w roku 1931, ich więźniowie mieli wydobywać węgiel kamienny u podnóża Uralu Polarnego w północnej części Autonomicznego Okręgu Komi. Dopóki nie zapoznałam się z pozycją Autora, tylko tyle wiedziałam o tym obszarze nad rzeką Workuta.
Pan Gajdziński wykazał się niezwykłą determinacją i odwagą przekazując do rąk czytelnika swoje wspomnienia od momentu gdy wpadł w sowiecką machinę śmierci i wyzysku. Prawdziwa relacja ofiary stalinowskiego pogromu, powoduje, że literatura obozowa ciągle jest ważna, oraz zmusza nas ludzi współczesnych, którzy nie przeżyli tego piekła, aby wyciągać wnioski z minionej historii.
Dzieło Golgota Narodów, to opowieść o młodym człowieku, który trafia do systemu więziennictwa okrutnego i bezwzględnego, który przez lata rujnuje mu życie, na różnych jego etapach. Sowieckie łagry odbierają bohaterowi wszystko poza ogromną determinacją powrotu do domu.
Gdy w maju 1940 roku piętnastoletni Jerzy Gajdziński próbuje dostać się do Francji spod okupacji ZSRR, zostaje aresztowany na granicy z Rumunią przez krwawe NKWD. Przez siedem lat, więziony wykonuje niewolniczą pracę w łagrach po obu stronach Uralu. Jego piekło na ziemi kończy spektakularna, a jednocześnie przez wszystkich uważana za niewykonalną, ucieczka z Workuty obozu położonego 160 km od koła podbiegunowego. Ucieczka została doceniona przez samych Rosjan, co przyczyniło się do rozmowy o tym, ale to już musicie doczytać sami.
Wspomnienia… Trudno jest oceniać czyjeś wspomnienia, bezsprzecznie Golgota Narodów, to przekaz dla milionów o tym, że to ludzie ludziom zgotowali ten los. Dodatkowo przedstawienie całego tła historycznego, politycznego, ówczesnej władzy, systemu represji, bierności politycznej… Książka o życiu i o śmierci, z mnożącymi się pytaniami co dalej? Jak żyć? Co po sobie zostawić? Co jest naprawdę ważne? Żal wielki, że publikacja ta ma tylko jeden tom. Muszę tutaj jeszcze dodać, że o ile pozycję Pana Sołżenicyna czyta się ciężko i dość topornie, ta napisana jest tak bardzo plastycznym językiem, że przez kartki po prostu się płynie. Tekst jest wstrząsający, wspomnienia naznaczone bólem, ale to, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to fotografie. Mogłabym patrzeć na nie bez końca. Kiedy przyglądasz się zdjęciom, porównujesz przeszłość wielu milionów ludzi, z tym co masz dziś. Prawda, jest taka, że my ludzie współcześni nie wyciągamy wniosków z doświadczeń innych pokoleń. Takie pozycje, jak Golgota Narodów, czytamy raczej z ciekawości, nie zwracając uwagi na ich uniwersalny przekaz, którego nie bierzemy pod uwagę, myśląc — nas to nigdy nie spotka. Ekranizacja, to coś, na co czekam i mam nadzieję, że wolą ludzi, którzy uważają to dzieło za genialne, pojawi się ona i będzie szeroko dostępna w Polsce i na świecie.
Świat zapomina o bohaterach, ludziach, którzy tylko wolą walki i przetrwania dokonali zmartwychwstania polskiego narodu, dlatego takie pozycje, jak ta Pana Gajdzińskiego w czasach kiedy przeszłość minęła, a przyszłość rysuje się w czarnych barwach, są nam dziś, tak bardzo potrzebne.
zaczytanizkawa.blogspot.com
„We śnie czy na jawie, w pracy, podczas posiłków, w budynku czy na powietrzu, w kąpieli czy w łóżku - nie miałeś dokąd uciec. Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką”.
George Orwell
Gdy w roku 981 Rusini najechali na nasz kraj, zabierając Przemyśl wraz z Grodami Czerwieńskimi, można było stwierdzić, że nasze stosunki nie...
Z jednej strony nie można się oderwać od przygód autora, z drugiej strony strony straszna tragedia...bardzo szczegółowy opis zmarnowanego życia.
Szkoda, że nie będzie 3 tomy
Z jednej strony nie można się oderwać od przygód autora, z drugiej strony strony straszna tragedia...bardzo szczegółowy opis zmarnowanego życia.
Szkoda, że nie będzie 3 tomy
Nie wiem, czy stawianie tej pozycji obok Archipelagu Gułag Aleksandra Sołżenicyna nie jest obrazoburcze, ale zaryzykuję, że jednak nie...
Znakomity wspomnieniowy reportaż z życia autora, który w 1940 roku, w wieku zaledwie 15 lat wpadł w tryby sowieckiego systemu opresji. Jerzy Gajdziński rzucany był po więzieniach, ośrodkach reedukacyjnych, łagrach, z finiszem w cieszącym się wyjątkowo złą sławą obozem w leżącej za kołem podbiegunowym Workucie. Stąd też podjął udaną ucieczkę, która po niezwykłych perypetiach zakończyła się powrotem do Polski w 1947 roku i wkrótce kolejnymi szykanami i więzieniem, tym razem ufundowanymi przez komunistyczne władze naszego kraju.
Pozycja stosunkowo nowa, co tu i ówdzie budzi wątpliwości co do autentyczności części zawartych w niej historii i zarzuca beletryzację. Z oboma zarzutami trudno się rozprawić, ale z szacunku do autora i milionów ofiar sowieckich łagrów nie zamierzam ich nawet powielać. Choć przyznam, że spotkanie z Ławrentijem Berią lub ostrzeliwanie się z radzieckimi pogranicznikami „korkowcem” brzmią naprawdę niezwykle...
Pewnym jest natomiast, że autor świetnie, ze swadą operuje językiem, co sprawia, że niezwykle mroczne w istocie dzieło pochłania się niczym... znakomitą powieść przygodową. Wartka akcja to jedno, a niezwykle trafne obserwacje konstrukcji sowieckiego systemu represji, permanentnego strachu, zależności, to drugie. Trzecie z kolei to głód, chłód, wszy i pluskwy, które niemal na każdej stronie książki odmieniane są przez wszystkie przypadki...
Gorąco polecam!
Nie wiem, czy stawianie tej pozycji obok Archipelagu Gułag Aleksandra Sołżenicyna nie jest obrazoburcze, ale zaryzykuję, że jednak nie...
Znakomity wspomnieniowy reportaż z życia autora, który w 1940 roku, w wieku zaledwie 15 lat wpadł w tryby sowieckiego systemu opresji. Jerzy Gajdziński rzucany był po więzieniach, ośrodkach reedukacyjnych, łagrach, z finiszem w cieszącym...
książka rzuca no kolana. szczery, niezwykły, bardzo osobisty przekaz historii Polaka zesłanego do Workuty w czasie II WŚ. Wiele jest pozycji na ten temat ale tę opasłą księgę czytałam bez ł jednym tchem.
książka rzuca no kolana. szczery, niezwykły, bardzo osobisty przekaz historii Polaka zesłanego do Workuty w czasie II WŚ. Wiele jest pozycji na ten temat ale tę opasłą księgę czytałam bez ł jednym tchem.
Książka opowiadajaca niełatwe losy młodego Polaka, który dostaje się do piekła łagrów i próbuje za wszelką cenę wrócić do ojczyzny.
Autor wielokrotnie znajdując się na skraju życia i śmierci, ostateczne realizuje swój cel, dając świadectwo "Golgoty Narodów", której doswiadczyly narody w socjalistycznym Związku Sowieckim.
Książka opowiadajaca niełatwe losy młodego Polaka, który dostaje się do piekła łagrów i próbuje za wszelką cenę wrócić do ojczyzny.
Autor wielokrotnie znajdując się na skraju życia i śmierci, ostateczne realizuje swój cel, dając świadectwo "Golgoty Narodów", której doswiadczyly narody w socjalistycznym Związku Sowieckim.
Czytam tą niesamowitą książkę, i jestem absolutnie wstrząśnięty tą historią. Mam za sobą obszerną literaturę obozową, miedzy innymi takie arcydzieła jak "Opowiadania Kołymskie" Szałamowa czy "Archipleg Gułag" Sołżenicyna żeby nie wspomnieć o świadectwie Gruzińskiego. Pomimo, ostatnio deficytu wolnego czasu na obcowanie z literaturą, książkę wbrew niesprzyjającym okolicznościom obsesyjnie, pochłaniam. Tramwaj, autobus, w przerwie na wizytę do lekarza, a dzisiaj nawet na siarczystym mrozie na przystanku, w skutek czego uciekł mi tramwaj do pracy. Nie w sposób się od niej oderwać, naprawdę zapiera dech w piersiach, nie pojmuje dlaczego jest o niej tak cicho. Ta historia pochłania bez reszty. Tego nie mógł nikt wymyślić, z tej literatury wręcz wyziera ludzkie cierpienie, udręka i tragiczny los. Czytam komentarze poniżej i jestem oburzony że ktoś miał czelność zarzucić autorowi, nieuczciwość i plagiat. Owszem, beletryzacja wspomnień pozwala na utkanie pewnej fabularnej otoczki, ale trzon wydarzeń, i wszystkie najważniejsze perypetie są prawdziwe, to się czuje, podskórnie. Już dawno żadna książka nie spowodowała u mnie takiej nawałnicy emocji, wzruszeń i przeżyć, a jestem dopiero w drugiej części tej opowieści.
Co do krytyki, to owszem można wyrazić opinię na temat wartości literackiej, zarówno treści jak i formy, choć ta niema sobie nic do zarzucenia. Natomiast posądzenie kogoś o plagiat nie mając ku temu żadnych podstaw jest nie tylko afrontem i bezpodstawną insynuacją, a przede wszystkim poważnym wykroczeniem, które szczególnie w kontekście ofiary stalinowskich represji jest wyjątkowo amoralne i krzywdzące.
Uważam że bezapelacyjnie mamy do czynienia z żywą relacją ofiary stalinowskiego terroru. Opis rozbudowanego aparatu represji i niszczenia ludzkiego ducha w warunkach obozowej rzeczywistości jest tutaj do szpiku kości przeszywający. Przytłacza ogrom wydarzeń, zwłaszcza w tragicznych momentach, podczas morderczej katorgi. Wszystko jest ukazane z taką naturalistyczną projekcją, że nie jest dla mnie możliwe, aby ktoś mógł w taki sposób odtworzyć to piekło od środka, ukazać pełnej rozbudowanej architektury, porównanie do "Archipelagu Gułag" naprawdę w tym kontekście nie jest przesadzone. Chyba największym nieszczęściem, jest fakt że książka tak późno została opublikowana, o obawiam się, że trafić może tylko do niszy, czyli odbiorców których ta tematyka interesuje. Możliwe, że brak popularności w aktualnym społeczeństwie, ignorantów, generacji niedoświadczonej przez bestialstwo sowieckich represji, ten tytuł może jawić się jako egzotyka, fikcja która ma niewiele wspólnego z prawdą. Tymczasem wiem, że mamy do czynienia z książką niezwykłą, która wprowadza dodatkową wartość do obozowej tematyki i uzupełnią ją o kolejne ważne świadectwo.
Warto również wspomnieć tutaj o pobocznych historiach spotkanych więźniów, które chwytają bezlitośnie za serce. Historia Wołodi, na którego doniósł, sam ojciec, wysoko postawiony dygnitarz, czy perypetie rodziny Saszy i zbrodniczego rozkułaczenia jego rodziny. Te historie na długo zapadają w pamięć.
Jak książkę skończę to może uzupełnię opinię, póki co jestem poruszony do głębi, nie spodziewałem się czegoś tak nieprzeciętnego, i dojmującego jednocześnie. Pozycja którą powinien absolutnie przeczytać każdy Polak.
Czytam tą niesamowitą książkę, i jestem absolutnie wstrząśnięty tą historią. Mam za sobą obszerną literaturę obozową, miedzy innymi takie arcydzieła jak "Opowiadania Kołymskie" Szałamowa czy "Archipleg Gułag" Sołżenicyna żeby nie wspomnieć o świadectwie Gruzińskiego. Pomimo, ostatnio deficytu wolnego czasu na obcowanie z literaturą, książkę wbrew niesprzyjającym...
Droga Pani. Ma pani prawo wyrażać dowolne opinie o książce, nawet jeśli są bardzo odmienne od wszystkich innych. Pani gust i pani ocena. Nie mam pretensji, że dzieli się Pani tymi opiniami ze światem. Ale raczej nie jest w dobrym tonie dyskredytowanie autora i zarzucanie mu, że całą tę historię zmyślił. Pisze pani (…) ponieważ nie dawało mi to spokoju, sprawdziłam pana Gajdzińskiego w IPN, niestety nie ma tam o nim nawet wzmianki,(…). No cóż! Nie zadała sobie pani tego trudu wcale, bo wystarczy wpisać to nazwisko do wyszukiwarki indeksu osób represjonowanych, aby otrzymać wyniki potwierdzające jego aresztowanie w 1940 roku przez ukraińskie NKWD, wyrok i pobyty w łagrach włącznie z Workutłagiem. Są tam też sygnatury akt NKWD i MSW. Wszystkie dane w katalogach akt pokrywają się z faktami opisanymi w książce. Podaję adres wyszukiwarki:
https://indeksrepresjonowanych.pl/wyniki?search%5Blast_name%5D=Gajdziński&search%5Bname%5D=Jerzy&search%5Bfather_first_name%5D=Aleksander&search%5Bbirth%5D=1924
Co do zarzutu o plagiat. Mój ojciec żył w nieprawdopodobnym ubóstwie, zarabiając wierszówkami w katolickich pismach paxowskich. Nie aspirował i nie zaliczał się do żadnej elity, ani władzy ani opozycji. Należał do najbardziej zdegradowanej w sensie materialnym klasy społecznej w PRL. Nie miał żadnego dostępu do literatury wydawanej na zachodzie. Książkę pisał dwa razy. Pierwszy rękopis skonfiskowało mu UB podczas aresztowania już w 1950 roku, a więc dużo wcześniej niż pojawiły się w druku teksty wskazanych przez panią autorów. Drugi raz zaczął spisywać swoje wspomnienia w latach 60-tych, czego już byłem mimowolnym świadkiem. Również kamuflowania kolejnych rozdziałów rękopisu w najprzeróżniejszych skrytkach, żebym wiedział, gdzie ich szukać, w razie, gdyby przytrafiła mu się niespodziewana śmierć. Myśli pani, że ponad sześć lat spędzonych najcięższych stalinowskich łagrach, takich jak Nowoiwanowka, Kańsk i Workuta, nie mogło mu dostarczyć dość przeżyć i obserwacji i że musiał szukać ich aż w publikowanych na zachodzie książkach? Nie pomyślała pani, że to iż losy milionów ludzi skazanych na niewolniczą pracę w ZSSR były podobne, nie wynika z powielania wspomnień, tylko z tego, że wszystkie te łagry były zorganizowane w oparciu o jednolitą technologię wyzysku i eksterminacji. To, że technologia ta była podobna do tej jaką stosowali Niemcy w swoich obozach koncentracyjnych, też nie powinno dziwić nikogo kto zna fakty dotyczące wzajemnych szkoleń i współpracy obu tych zbrodniczych aparatów represji w latach 1939-41.
Odpowiedź na recenzję Pani Złośnicy.
Droga Pani. Ma pani prawo wyrażać dowolne opinie o książce, nawet jeśli są bardzo odmienne od wszystkich innych. Pani gust i pani ocena. Nie mam pretensji, że dzieli się Pani tymi opiniami ze światem. Ale raczej nie jest w dobrym tonie dyskredytowanie autora i zarzucanie mu, że całą tę historię zmyślił. Pisze pani (…) ponieważ nie...
Niestety nie mogę podzielać entuzjazmu pozostałych recenzentów. Już po kilku pierwszych rozdziałach wiedziałam że to nie są wspomnienia, a opowieść o tym jak ktoś wyobrażał sobie łagry. Z całym szacunkiem dla autora, który być może faktycznie był więźniem gułagu, jednak swoją książkę skomponował z losowo dobranych wspomnień z różnych obozów, nie tylko sowieckich. Dlatego dla czytelnika znającego, rzetelna i prawdziwą, literaturę obozową Pan Gajdziński jest niewiarygodny. Każdy kto zetknął choćby z podstawowymi pozycjami z tej dziedziny, jak Sołżenicyn, Grzesiuk, Grudziński, w tej książce znajdzie fragmenty ocierające się niebezpiecznie o plagiat.
O ile ogólne tło historyczne jest w miarę zachowane, tak już detale, które zna każdy zainteresowany archipelagiem ludzkich tragedii, zupełnie rozjeżdżają się z rzeczywistością. Niewątpliwą zaletą jest lekkość pióra, która wspaniale oddaje doskonały lektor audiobooka.
Niestety jest to książka wpisująca się w smutny trend współczesnych opowiastek obozowych, które dla trywialnej treści wykorzystują nośne tło obozów zagłady.
I na koniec, ponieważ nie dawało mi to spokoju, sprawdziłam pana Gajdzińskiego w IPN, niestety nie ma tam o nim nawet wzmianki, nie ma również nigdzie w domenie publicznej żadnych informacji poza tym, że napisał jeszcze jedną książkę w 1983 roku. Przykro mi, ale jest to przeciętna beletrystyka, nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością
Niestety nie mogę podzielać entuzjazmu pozostałych recenzentów. Już po kilku pierwszych rozdziałach wiedziałam że to nie są wspomnienia, a opowieść o tym jak ktoś wyobrażał sobie łagry. Z całym szacunkiem dla autora, który być może faktycznie był więźniem gułagu, jednak swoją książkę skomponował z losowo dobranych wspomnień z różnych obozów, nie tylko sowieckich. Dlatego...
Książka, którą na pewno jeszcze raz w życiu przeczytam. Główny bohater miał niejednokrotnie niesamowite szczęście (a czasami po prostu jego trzeźwe myślenie pomogło), że przeżył te wszystkie więzienia, transporty, mrozy, głód i przede wszystkim uniknął śmierci z rąk innych więźniów.
Sama ucieczka z Workuty to tylko końcówka książki, 4/5 to opis jego pobytu w więzieniach.
Od książki ciężko się oderwać, a po jej przeczytaniu kolejne kłębiące się myśli w głowie i bezsenne noce z wizualizacjami losów głównego bohatera, a jednocześnie pustka i smutek, że już przeczytana ta znakomita książka.
Książka, którą na pewno jeszcze raz w życiu przeczytam. Główny bohater miał niejednokrotnie niesamowite szczęście (a czasami po prostu jego trzeźwe myślenie pomogło), że przeżył te wszystkie więzienia, transporty, mrozy, głód i przede wszystkim uniknął śmierci z rąk innych więźniów.
Sama ucieczka z Workuty to tylko końcówka książki, 4/5 to opis jego pobytu w...
Książka świetnie napisana, poruszająca, ciekawa mimo iż sporo łagrowej i obozowej lektury mam za sobą. Autentyczna na tle masy tego błamu z Auschwitz w tytule, który zalał księgarnie teraz, kiedy ostatni naoczni świadkowie przekroczyli 90-tkę.
Oceniłbym nawet na 10 gdyby nie moje poważne wątpliwości odnośnie autentyczności niektórych przygód Autora, jak choćby jego spotkanie z Berią. Innych nie wymieniam, żeby nie spojlerować.
Książka świetnie napisana, poruszająca, ciekawa mimo iż sporo łagrowej i obozowej lektury mam za sobą. Autentyczna na tle masy tego błamu z Auschwitz w tytule, który zalał księgarnie teraz, kiedy ostatni naoczni świadkowie przekroczyli 90-tkę.
Oceniłbym nawet na 10 gdyby nie moje poważne wątpliwości odnośnie autentyczności niektórych przygód Autora, jak choćby jego...
To, jaka krzywde wyrzadza wladza bez kontroli, pokazuja pierwsze i ostatnie strony Golgoty. Sa jak dzien i noc. A siedmioletnia tulaczka i pobyt w obozach pracy i zaglady ledwie zapowiedzia spaskudzonego zycia.
To, jaka krzywde wyrzadza wladza bez kontroli, pokazuja pierwsze i ostatnie strony Golgoty. Sa jak dzien i noc. A siedmioletnia tulaczka i pobyt w obozach pracy i zaglady ledwie zapowiedzia spaskudzonego zycia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSuper
Super
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMonumentalne dzieło opisujące życie uciekiniera z "nieludzkiej ziemi". Plus mapki, fotki, porządne wydanie. Dla potomych.
Monumentalne dzieło opisujące życie uciekiniera z "nieludzkiej ziemi". Plus mapki, fotki, porządne wydanie. Dla potomych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🔰"Stalinowski młyn do mielenia ludzi działał bez przerwy."
Jerzy Gajdziński dostał się w tryby sowieckiego przemysłu śmierci, jako nastolatek. Miał wtedy zaledwie 15 lat.
Został aresztowany w 1940 r. podczas próby nielegalnej przeprawy przez Prut. Chciał przez Rumunię dostać się do Francji, gdzie tworzyło się wojsko polskie. Był w kolejnych sowieckich więzieniach, koloniach karnych, obozach, przechodząc wszystkie kręgi łagrowego piekła. W końcu trafił do Workuty, skąd udało mu się uciec i dotrzeć do Moskwy, gdzie otrzymał pomoc peerelowskiej ambasady. Zanim wrócił do kraju, został przesłuchany przez szefa sowieckiej bezpieki Ławrentija Berię, który chciał dociec, jak młodemu Polakowi udało się uciec z miejsca, skąd ucieczka miała być niemożliwa.
Gehenna autora trwała 7 lat. Relacja, która opowiada o piekle zgotowanym ludziom przez sowiecki totalitaryzm, jest niezwykle poruszająca. Zawiera opisy łagrowej codzienności, morderczej pracy, nieludzkiego traktowania więźniów, głodu, śmierci, pogardy wobec człowieka i jego życia.
Oprócz własnej historii, autor opowiada również o losach współwięźniów oraz przedstawia czytelnikowi historyczne i polityczne tło zjawisk i wydarzeń, których ofiarą padli nie tylko Polacy, ale wszystkie narody zamieszkujące ogromne obszary Europy i Azji, »uszczęśliwione dobrodziejstwami« rewolucji socjalistycznej i władzy Stalina". Nie brakuje także bardzo plastycznych opisów syberyjskiej fauny i flory, zórz polarnych oraz burz śnieżnych.
Książka zaczęła powstawać już w 1947 roku, ale jej pierwsza wersja została skonfiskowana przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w 1950 roku. Stało się to przy okazji aresztowania autora pod zarzutem m.in. "szkalowania Związku Radzieckiego".
Po opuszczeniu więzienia Jerzy Gajdziński ponownie zaczął spisywać swoje wspomnienia. Jednak - wg relacji syna - każdy z rozdziałów zakopywał w innym miejscu w lesie, aby zapiski nie wpadły znowu w ręce SB. Plan ze wskazaniami, gdzie można odkopać te zapiski, był w posiadaniu syna autora.
Ostatnie rozdziały opisujące ucieczkę Jerzego Gajdzińskiego, tropionego jak zwierzyna przez agentów NKWD, są hołdem złożonym wszystkim ludziom, którzy mimo strachu przed bezwzględnymi siepaczami Stalina, udzielali mu pomocy, karmili, ukrywali, umożliwiali dalszą podróż. Szczególnie ciepło autor wspomina rodzinę autochtonicznych Nieńców, którzy uratowali go od zamarznięcia, dali schronienie, nakarmili i ciepło ubrali, kupili bilet na pociąg oraz dali prowiant na drogę. Przy okazji pojawia się opowieść o ich stylu życia i bezwzględnym prześladowaniu przez Stalina plemion, które od wieków zamieszkiwały Syberię.
Uraz psychiczny doznany w czasie wieloletniego pobytu w obozie był tak wielki, że odcisnął swoje piętno na całym późniejszym życiu Jerzego Gajdzińskiego. Syn autora w ostatnim rozdziale książki wspomina o zachowaniach ojca, które doprowadziły do rozpadu dwóch jego małżeństw oraz o tym, że do końca życia ojciec ukrywał w różnych miejscach chleb, aby się zabezpieczyć na wypadek głodu.
O podobnych zachowaniach swego dziadka, byłego więźnia hitlerowskich obozów koncentracyjnych, wspomina Monika Fibic w książce "Ciernie wojennej zawieruchy".
Książka "Golgota narodów" ma niewątpliwie nieocenioną wartość dokumentalną. A film, który mógłby powstać na jej podstawie, miałby szansę stać się arcydziełem kinematografii.
🔰"Stalinowski młyn do mielenia ludzi działał bez przerwy."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJerzy Gajdziński dostał się w tryby sowieckiego przemysłu śmierci, jako nastolatek. Miał wtedy zaledwie 15 lat.
Został aresztowany w 1940 r. podczas próby nielegalnej przeprawy przez Prut. Chciał przez Rumunię dostać się do Francji, gdzie tworzyło się wojsko polskie. Był w kolejnych sowieckich więzieniach,...
W przeciwieństwie do większości opiniujących nie czytałem do tej pory literatury obozowej, a więc nie mogę porównywać. Zostałem zachęcony do wysłuchania audiobooka przez kolegę, z którym zwykle nie zgadzamy w ocenie przeczytanych pozycji. I to jest jak na razie jedyna, która we mnie wzbudziła dużo większy zachwyt.
Nie czytam literatury tego typu, gdyż znam wiele faktów nt. bestialstwa jakie ludzie potrafili przemysłowo w XX wieku wyrządzać innym ludziom. Jest to dla mnie zbyt trudne i przejmujące.
Pomimo tego wspomnień pana Gajdzińskiego wysłuchałem jednym tchem. Autor potrafi pisać tak "po prostu" jednocześnie pokazując w mojej opinii wybitnie i zupełnie nienużąco "okoliczności przyrody", charakterystykę ludzi, społeczeństwa tak nam już obcego geograficznie, mentalnie i ze względu na minione już 80 lat, które zmieniły świat bardziej niż poprzedni tysiąc. Nie wspominając już o realiach historycznych przedwojennej Polski oglądanych z ciekawej dla mnie perspektywy.
Wg mnie to noblowska literatura w wykonaniu zupełnego amatora, któremu ze względu na opisywane we wspomnieniach okoliczności w ogóle nie było dane poznać i wykorzystać swojego talentu. Wielka szkoda.
Jeśli autor włączył do swoich wspomnień
kilka historii, które nie są jego własnymi przeżyciami (co sugerują internety), to nie mam do niego o to pretensji, choć również za bardzo w to nie wierzę.
Na pytanie mojego wyżej wspomnianego kolegi, który wątpił, że jeden człowiek mógł mieć tyle niebezpiecznych sytuacji, z których jednak wyszedł cało - odpowiedziałem, że ci, którym się to nie udało nie mogli napisać książki. A przecież ludzi, którzy przechodzili przez to piekło było miliony.
W przeciwieństwie do większości opiniujących nie czytałem do tej pory literatury obozowej, a więc nie mogę porównywać. Zostałem zachęcony do wysłuchania audiobooka przez kolegę, z którym zwykle nie zgadzamy w ocenie przeczytanych pozycji. I to jest jak na razie jedyna, która we mnie wzbudziła dużo większy zachwyt.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie czytam literatury tego typu, gdyż znam wiele faktów nt....
Zasób literatury katorżniczej i łagrowej jest ogromny. Pomimo tego, opublikowane relacje są jedynie kroplą w oceanie doznawanych niegodziwości na tej „nieludzkiej ziemi”. Wydawca uczciwie przyznaje, że przekazuje czytelnikowi zbeletryzowane wspomnienia, spisane przez Autora po raz wtóry, po utracie pierwszego szkicu. Nie mam możliwości weryfikacji prawdziwości całej opowiedzianej historii (podobnie jak i historii Lippoczego, Krakowieckiego, Drewniowskiego, Żygulina i innych), lecz sugerowanie przez komentatorkę Złośnicę plagiatu i oszustwa, zirytowało mnie. Dane Autora funkcjonują w indeksie represjonowanych IPN, wbrew temu co pisze ww. Potwierdzają one areszt i więzienie w Workucie. Przedstawione wspomnienia są wstrząsające. W mojej opinii Golgota Narodów nie odstępuje od dzieł Ginzburg, Sołżenicyna, Czapskiego, Grudzińskiego.. Mam nadzieję, że o tej opowieści będzie głośno.
Zasób literatury katorżniczej i łagrowej jest ogromny. Pomimo tego, opublikowane relacje są jedynie kroplą w oceanie doznawanych niegodziwości na tej „nieludzkiej ziemi”. Wydawca uczciwie przyznaje, że przekazuje czytelnikowi zbeletryzowane wspomnienia, spisane przez Autora po raz wtóry, po utracie pierwszego szkicu. Nie mam możliwości weryfikacji prawdziwości całej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciągająca opowieść (na podstawie notatek bohatera)o drodze młodego polskiego chłopaka, któremu przyszło zmierzyć się z tragiczną rzeczywistością II WŚ. Zaskakuje doskonała pamięć bohatera (mimo bardzo trudnych przeżyć), bardzo przyjemny dla czytelnika format książki, który zapewnia ciekawą i pasjonującą lekturę. Książka opasła, ale z przyjemnością dąży się do celu i powrotu bohatera do Polski po całych latach tułaczki po więzieniach i obozach.
Wciągająca opowieść (na podstawie notatek bohatera)o drodze młodego polskiego chłopaka, któremu przyszło zmierzyć się z tragiczną rzeczywistością II WŚ. Zaskakuje doskonała pamięć bohatera (mimo bardzo trudnych przeżyć), bardzo przyjemny dla czytelnika format książki, który zapewnia ciekawą i pasjonującą lekturę. Książka opasła, ale z przyjemnością dąży się do celu i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„We śnie czy na jawie, w pracy, podczas posiłków, w budynku czy na powietrzu, w kąpieli czy w łóżku - nie miałeś dokąd uciec. Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką”.
George Orwell
Gdy w roku 981 Rusini najechali na nasz kraj, zabierając Przemyśl wraz z Grodami Czerwieńskimi, można było stwierdzić, że nasze stosunki nie będą dobre. Kto jednak przypuszczał, że będą one aż tak złe i nawet w XXI wieku nie będzie się czym pochwalić. Bolesław Chrobry doprowadził do pokoju z Rosją, który niestety ze względów rodzinnych trwał dość krótki okres i od roku 1013 ponownie stosunki z tym wielkim krajem pogorszyły się na tyle, że przez wiele kolejnych lat nie było mowy o żadnym porozumieniu.
Jeśli prześledzimy tę historię dalej, ani Mieszko II, ani Bolesław Śmiały, oraz inni po nich nie zagwarantowali nam w tej kwestii sukcesu. Niektórzy twierdzą, że romans pomiędzy Carycą Katarzyną a Stanisławem Augustem Poniatowskim przyniósł krótki czas odwilży, jednak wszyscy wiemy, czym to się skończyło. Państwo Polskie zniknęło z mapy świata na ponad sto lat, doprowadzając ludność do wielu skrajnych postaw, odważnych walk, powstań i poruszeń.
Gdy nadciągnął wielkimi krokami rok 1919, a wraz z nim Główny Zarząd Poprawczych Obozów Pracy (ros. Gławnoje Uprawlenije Isprawitielno-Trudowych Łagieriej i Kolonij), czyli specjalnego oddziału tajnej policji oraz ministerstwa spraw wewnętrznych ZSRR, który wykorzystywał skazańców jako darmową siłę fizyczną, na początku zatrząsało się społeczeństwo rosyjskie, a za nim ci, którzy mieszkali w państwach dookoła niego. Po przewrocie bolszewickim w kraju nad rzeką Moskwą pojawił się nowy rodzaj przestępcy „wróg klasowy” określenie, to można było przypisać każdemu. Rok 1918 przyniósł Leninowi i Trockiemu śmiałą ideę, obozów koncentracyjnych dla tak zwanych wrogów ludu. Skazani mieli w nich wykonywać proste prace fizyczne, do tego celu chciano wykorzystać m.in. dawne obozy dla jeńców wojennych, zwolnionych na mocy Traktatu Brzeskiego. Dochodząc do roku 1920, powstał pierwszy obóz koncentracyjny, który staje się wzorem dla łagrów w ramach przyszłego systemu Gułagu, na Wyspach Sołowieckich.
Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili owładnięty manią prześladowczą, występuje z programem bardzo szybkiej industrializacji oraz planem pięciolatek. W ten sposób Politbiuro decyduje o organizacji jednolitej sieci obozów, która ma zastąpić system ówczesnego więziennictwa dla wrogów klasowych i kryminalistów. Gdy Stalin był ogarnięty tym karnym szaleństwem, Hitler jeszcze nie myślał o tym, aby budować zbiorowe krematoria, uważając, że Związek Sowiecki stanowi zagrożenie dla świata.
Łagiernik Aleksander Sołżenicyn szacował, że od początku rewolucji do 1956 roku w obozach uśmiercono ponad 60 milionów obywateli ZSRR. Lwia część przypadła na rządy Stalina (systemu Gułagu ruszył na dobre w 1923 roku, a po śmierci Dżugaszwilego został szybko wygaszony).
To dzięki Panu Sołżenicynowi, zaczęła się moja przygoda z rosyjską machiną śmierci, przechodząc przez takie dzieła, jak Archipelag Gułag, Wyspa Sachalin, czy Ludzie stamtąd. Otrzymałam dzieło, trudne, a jednocześnie tak fascynujące, że czas jego czytania wydłużył mi się z uwagi na powroty do wielu fragmentów. Mowa tutaj o Golgocie Narodów opowieść o życiu w łagrach i ucieczka z Workuty Pana Jerzego Gajdzińskiego. Książka ta, to coś niesamowitego, teoretycznie podobnego do dzieł Pana Sołżenicyna, ale jednocześnie coś zupełnie innego.
Workuta, jako miejsce, gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, jednak nigdy nie zgłębiałam tego tematu. Obozy na tym terenie powstawały w roku 1931, ich więźniowie mieli wydobywać węgiel kamienny u podnóża Uralu Polarnego w północnej części Autonomicznego Okręgu Komi. Dopóki nie zapoznałam się z pozycją Autora, tylko tyle wiedziałam o tym obszarze nad rzeką Workuta.
Pan Gajdziński wykazał się niezwykłą determinacją i odwagą przekazując do rąk czytelnika swoje wspomnienia od momentu gdy wpadł w sowiecką machinę śmierci i wyzysku. Prawdziwa relacja ofiary stalinowskiego pogromu, powoduje, że literatura obozowa ciągle jest ważna, oraz zmusza nas ludzi współczesnych, którzy nie przeżyli tego piekła, aby wyciągać wnioski z minionej historii.
Dzieło Golgota Narodów, to opowieść o młodym człowieku, który trafia do systemu więziennictwa okrutnego i bezwzględnego, który przez lata rujnuje mu życie, na różnych jego etapach. Sowieckie łagry odbierają bohaterowi wszystko poza ogromną determinacją powrotu do domu.
Gdy w maju 1940 roku piętnastoletni Jerzy Gajdziński próbuje dostać się do Francji spod okupacji ZSRR, zostaje aresztowany na granicy z Rumunią przez krwawe NKWD. Przez siedem lat, więziony wykonuje niewolniczą pracę w łagrach po obu stronach Uralu. Jego piekło na ziemi kończy spektakularna, a jednocześnie przez wszystkich uważana za niewykonalną, ucieczka z Workuty obozu położonego 160 km od koła podbiegunowego. Ucieczka została doceniona przez samych Rosjan, co przyczyniło się do rozmowy o tym, ale to już musicie doczytać sami.
Wspomnienia… Trudno jest oceniać czyjeś wspomnienia, bezsprzecznie Golgota Narodów, to przekaz dla milionów o tym, że to ludzie ludziom zgotowali ten los. Dodatkowo przedstawienie całego tła historycznego, politycznego, ówczesnej władzy, systemu represji, bierności politycznej… Książka o życiu i o śmierci, z mnożącymi się pytaniami co dalej? Jak żyć? Co po sobie zostawić? Co jest naprawdę ważne? Żal wielki, że publikacja ta ma tylko jeden tom. Muszę tutaj jeszcze dodać, że o ile pozycję Pana Sołżenicyna czyta się ciężko i dość topornie, ta napisana jest tak bardzo plastycznym językiem, że przez kartki po prostu się płynie. Tekst jest wstrząsający, wspomnienia naznaczone bólem, ale to, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to fotografie. Mogłabym patrzeć na nie bez końca. Kiedy przyglądasz się zdjęciom, porównujesz przeszłość wielu milionów ludzi, z tym co masz dziś. Prawda, jest taka, że my ludzie współcześni nie wyciągamy wniosków z doświadczeń innych pokoleń. Takie pozycje, jak Golgota Narodów, czytamy raczej z ciekawości, nie zwracając uwagi na ich uniwersalny przekaz, którego nie bierzemy pod uwagę, myśląc — nas to nigdy nie spotka. Ekranizacja, to coś, na co czekam i mam nadzieję, że wolą ludzi, którzy uważają to dzieło za genialne, pojawi się ona i będzie szeroko dostępna w Polsce i na świecie.
Świat zapomina o bohaterach, ludziach, którzy tylko wolą walki i przetrwania dokonali zmartwychwstania polskiego narodu, dlatego takie pozycje, jak ta Pana Gajdzińskiego w czasach kiedy przeszłość minęła, a przyszłość rysuje się w czarnych barwach, są nam dziś, tak bardzo potrzebne.
zaczytanizkawa.blogspot.com
„We śnie czy na jawie, w pracy, podczas posiłków, w budynku czy na powietrzu, w kąpieli czy w łóżku - nie miałeś dokąd uciec. Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGeorge Orwell
Gdy w roku 981 Rusini najechali na nasz kraj, zabierając Przemyśl wraz z Grodami Czerwieńskimi, można było stwierdzić, że nasze stosunki nie...
Z jednej strony nie można się oderwać od przygód autora, z drugiej strony strony straszna tragedia...bardzo szczegółowy opis zmarnowanego życia.
Szkoda, że nie będzie 3 tomy
Z jednej strony nie można się oderwać od przygód autora, z drugiej strony strony straszna tragedia...bardzo szczegółowy opis zmarnowanego życia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzkoda, że nie będzie 3 tomy
Nie wiem, czy stawianie tej pozycji obok Archipelagu Gułag Aleksandra Sołżenicyna nie jest obrazoburcze, ale zaryzykuję, że jednak nie...
Znakomity wspomnieniowy reportaż z życia autora, który w 1940 roku, w wieku zaledwie 15 lat wpadł w tryby sowieckiego systemu opresji. Jerzy Gajdziński rzucany był po więzieniach, ośrodkach reedukacyjnych, łagrach, z finiszem w cieszącym się wyjątkowo złą sławą obozem w leżącej za kołem podbiegunowym Workucie. Stąd też podjął udaną ucieczkę, która po niezwykłych perypetiach zakończyła się powrotem do Polski w 1947 roku i wkrótce kolejnymi szykanami i więzieniem, tym razem ufundowanymi przez komunistyczne władze naszego kraju.
Pozycja stosunkowo nowa, co tu i ówdzie budzi wątpliwości co do autentyczności części zawartych w niej historii i zarzuca beletryzację. Z oboma zarzutami trudno się rozprawić, ale z szacunku do autora i milionów ofiar sowieckich łagrów nie zamierzam ich nawet powielać. Choć przyznam, że spotkanie z Ławrentijem Berią lub ostrzeliwanie się z radzieckimi pogranicznikami „korkowcem” brzmią naprawdę niezwykle...
Pewnym jest natomiast, że autor świetnie, ze swadą operuje językiem, co sprawia, że niezwykle mroczne w istocie dzieło pochłania się niczym... znakomitą powieść przygodową. Wartka akcja to jedno, a niezwykle trafne obserwacje konstrukcji sowieckiego systemu represji, permanentnego strachu, zależności, to drugie. Trzecie z kolei to głód, chłód, wszy i pluskwy, które niemal na każdej stronie książki odmieniane są przez wszystkie przypadki...
Gorąco polecam!
Nie wiem, czy stawianie tej pozycji obok Archipelagu Gułag Aleksandra Sołżenicyna nie jest obrazoburcze, ale zaryzykuję, że jednak nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomity wspomnieniowy reportaż z życia autora, który w 1940 roku, w wieku zaledwie 15 lat wpadł w tryby sowieckiego systemu opresji. Jerzy Gajdziński rzucany był po więzieniach, ośrodkach reedukacyjnych, łagrach, z finiszem w cieszącym...
książka rzuca no kolana. szczery, niezwykły, bardzo osobisty przekaz historii Polaka zesłanego do Workuty w czasie II WŚ. Wiele jest pozycji na ten temat ale tę opasłą księgę czytałam bez ł jednym tchem.
książka rzuca no kolana. szczery, niezwykły, bardzo osobisty przekaz historii Polaka zesłanego do Workuty w czasie II WŚ. Wiele jest pozycji na ten temat ale tę opasłą księgę czytałam bez ł jednym tchem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opowiadajaca niełatwe losy młodego Polaka, który dostaje się do piekła łagrów i próbuje za wszelką cenę wrócić do ojczyzny.
Autor wielokrotnie znajdując się na skraju życia i śmierci, ostateczne realizuje swój cel, dając świadectwo "Golgoty Narodów", której doswiadczyly narody w socjalistycznym Związku Sowieckim.
Książka opowiadajaca niełatwe losy młodego Polaka, który dostaje się do piekła łagrów i próbuje za wszelką cenę wrócić do ojczyzny.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor wielokrotnie znajdując się na skraju życia i śmierci, ostateczne realizuje swój cel, dając świadectwo "Golgoty Narodów", której doswiadczyly narody w socjalistycznym Związku Sowieckim.
Czytam tą niesamowitą książkę, i jestem absolutnie wstrząśnięty tą historią. Mam za sobą obszerną literaturę obozową, miedzy innymi takie arcydzieła jak "Opowiadania Kołymskie" Szałamowa czy "Archipleg Gułag" Sołżenicyna żeby nie wspomnieć o świadectwie Gruzińskiego. Pomimo, ostatnio deficytu wolnego czasu na obcowanie z literaturą, książkę wbrew niesprzyjającym okolicznościom obsesyjnie, pochłaniam. Tramwaj, autobus, w przerwie na wizytę do lekarza, a dzisiaj nawet na siarczystym mrozie na przystanku, w skutek czego uciekł mi tramwaj do pracy. Nie w sposób się od niej oderwać, naprawdę zapiera dech w piersiach, nie pojmuje dlaczego jest o niej tak cicho. Ta historia pochłania bez reszty. Tego nie mógł nikt wymyślić, z tej literatury wręcz wyziera ludzkie cierpienie, udręka i tragiczny los. Czytam komentarze poniżej i jestem oburzony że ktoś miał czelność zarzucić autorowi, nieuczciwość i plagiat. Owszem, beletryzacja wspomnień pozwala na utkanie pewnej fabularnej otoczki, ale trzon wydarzeń, i wszystkie najważniejsze perypetie są prawdziwe, to się czuje, podskórnie. Już dawno żadna książka nie spowodowała u mnie takiej nawałnicy emocji, wzruszeń i przeżyć, a jestem dopiero w drugiej części tej opowieści.
Co do krytyki, to owszem można wyrazić opinię na temat wartości literackiej, zarówno treści jak i formy, choć ta niema sobie nic do zarzucenia. Natomiast posądzenie kogoś o plagiat nie mając ku temu żadnych podstaw jest nie tylko afrontem i bezpodstawną insynuacją, a przede wszystkim poważnym wykroczeniem, które szczególnie w kontekście ofiary stalinowskich represji jest wyjątkowo amoralne i krzywdzące.
Uważam że bezapelacyjnie mamy do czynienia z żywą relacją ofiary stalinowskiego terroru. Opis rozbudowanego aparatu represji i niszczenia ludzkiego ducha w warunkach obozowej rzeczywistości jest tutaj do szpiku kości przeszywający. Przytłacza ogrom wydarzeń, zwłaszcza w tragicznych momentach, podczas morderczej katorgi. Wszystko jest ukazane z taką naturalistyczną projekcją, że nie jest dla mnie możliwe, aby ktoś mógł w taki sposób odtworzyć to piekło od środka, ukazać pełnej rozbudowanej architektury, porównanie do "Archipelagu Gułag" naprawdę w tym kontekście nie jest przesadzone. Chyba największym nieszczęściem, jest fakt że książka tak późno została opublikowana, o obawiam się, że trafić może tylko do niszy, czyli odbiorców których ta tematyka interesuje. Możliwe, że brak popularności w aktualnym społeczeństwie, ignorantów, generacji niedoświadczonej przez bestialstwo sowieckich represji, ten tytuł może jawić się jako egzotyka, fikcja która ma niewiele wspólnego z prawdą. Tymczasem wiem, że mamy do czynienia z książką niezwykłą, która wprowadza dodatkową wartość do obozowej tematyki i uzupełnią ją o kolejne ważne świadectwo.
Warto również wspomnieć tutaj o pobocznych historiach spotkanych więźniów, które chwytają bezlitośnie za serce. Historia Wołodi, na którego doniósł, sam ojciec, wysoko postawiony dygnitarz, czy perypetie rodziny Saszy i zbrodniczego rozkułaczenia jego rodziny. Te historie na długo zapadają w pamięć.
Jak książkę skończę to może uzupełnię opinię, póki co jestem poruszony do głębi, nie spodziewałem się czegoś tak nieprzeciętnego, i dojmującego jednocześnie. Pozycja którą powinien absolutnie przeczytać każdy Polak.
Czytam tą niesamowitą książkę, i jestem absolutnie wstrząśnięty tą historią. Mam za sobą obszerną literaturę obozową, miedzy innymi takie arcydzieła jak "Opowiadania Kołymskie" Szałamowa czy "Archipleg Gułag" Sołżenicyna żeby nie wspomnieć o świadectwie Gruzińskiego. Pomimo, ostatnio deficytu wolnego czasu na obcowanie z literaturą, książkę wbrew niesprzyjającym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdpowiedź na recenzję Pani Złośnicy.
Droga Pani. Ma pani prawo wyrażać dowolne opinie o książce, nawet jeśli są bardzo odmienne od wszystkich innych. Pani gust i pani ocena. Nie mam pretensji, że dzieli się Pani tymi opiniami ze światem. Ale raczej nie jest w dobrym tonie dyskredytowanie autora i zarzucanie mu, że całą tę historię zmyślił. Pisze pani (…) ponieważ nie dawało mi to spokoju, sprawdziłam pana Gajdzińskiego w IPN, niestety nie ma tam o nim nawet wzmianki,(…). No cóż! Nie zadała sobie pani tego trudu wcale, bo wystarczy wpisać to nazwisko do wyszukiwarki indeksu osób represjonowanych, aby otrzymać wyniki potwierdzające jego aresztowanie w 1940 roku przez ukraińskie NKWD, wyrok i pobyty w łagrach włącznie z Workutłagiem. Są tam też sygnatury akt NKWD i MSW. Wszystkie dane w katalogach akt pokrywają się z faktami opisanymi w książce. Podaję adres wyszukiwarki:
https://indeksrepresjonowanych.pl/wyniki?search%5Blast_name%5D=Gajdziński&search%5Bname%5D=Jerzy&search%5Bfather_first_name%5D=Aleksander&search%5Bbirth%5D=1924
Co do zarzutu o plagiat. Mój ojciec żył w nieprawdopodobnym ubóstwie, zarabiając wierszówkami w katolickich pismach paxowskich. Nie aspirował i nie zaliczał się do żadnej elity, ani władzy ani opozycji. Należał do najbardziej zdegradowanej w sensie materialnym klasy społecznej w PRL. Nie miał żadnego dostępu do literatury wydawanej na zachodzie. Książkę pisał dwa razy. Pierwszy rękopis skonfiskowało mu UB podczas aresztowania już w 1950 roku, a więc dużo wcześniej niż pojawiły się w druku teksty wskazanych przez panią autorów. Drugi raz zaczął spisywać swoje wspomnienia w latach 60-tych, czego już byłem mimowolnym świadkiem. Również kamuflowania kolejnych rozdziałów rękopisu w najprzeróżniejszych skrytkach, żebym wiedział, gdzie ich szukać, w razie, gdyby przytrafiła mu się niespodziewana śmierć. Myśli pani, że ponad sześć lat spędzonych najcięższych stalinowskich łagrach, takich jak Nowoiwanowka, Kańsk i Workuta, nie mogło mu dostarczyć dość przeżyć i obserwacji i że musiał szukać ich aż w publikowanych na zachodzie książkach? Nie pomyślała pani, że to iż losy milionów ludzi skazanych na niewolniczą pracę w ZSSR były podobne, nie wynika z powielania wspomnień, tylko z tego, że wszystkie te łagry były zorganizowane w oparciu o jednolitą technologię wyzysku i eksterminacji. To, że technologia ta była podobna do tej jaką stosowali Niemcy w swoich obozach koncentracyjnych, też nie powinno dziwić nikogo kto zna fakty dotyczące wzajemnych szkoleń i współpracy obu tych zbrodniczych aparatów represji w latach 1939-41.
Odpowiedź na recenzję Pani Złośnicy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDroga Pani. Ma pani prawo wyrażać dowolne opinie o książce, nawet jeśli są bardzo odmienne od wszystkich innych. Pani gust i pani ocena. Nie mam pretensji, że dzieli się Pani tymi opiniami ze światem. Ale raczej nie jest w dobrym tonie dyskredytowanie autora i zarzucanie mu, że całą tę historię zmyślił. Pisze pani (…) ponieważ nie...
Niestety nie mogę podzielać entuzjazmu pozostałych recenzentów. Już po kilku pierwszych rozdziałach wiedziałam że to nie są wspomnienia, a opowieść o tym jak ktoś wyobrażał sobie łagry. Z całym szacunkiem dla autora, który być może faktycznie był więźniem gułagu, jednak swoją książkę skomponował z losowo dobranych wspomnień z różnych obozów, nie tylko sowieckich. Dlatego dla czytelnika znającego, rzetelna i prawdziwą, literaturę obozową Pan Gajdziński jest niewiarygodny. Każdy kto zetknął choćby z podstawowymi pozycjami z tej dziedziny, jak Sołżenicyn, Grzesiuk, Grudziński, w tej książce znajdzie fragmenty ocierające się niebezpiecznie o plagiat.
O ile ogólne tło historyczne jest w miarę zachowane, tak już detale, które zna każdy zainteresowany archipelagiem ludzkich tragedii, zupełnie rozjeżdżają się z rzeczywistością. Niewątpliwą zaletą jest lekkość pióra, która wspaniale oddaje doskonały lektor audiobooka.
Niestety jest to książka wpisująca się w smutny trend współczesnych opowiastek obozowych, które dla trywialnej treści wykorzystują nośne tło obozów zagłady.
I na koniec, ponieważ nie dawało mi to spokoju, sprawdziłam pana Gajdzińskiego w IPN, niestety nie ma tam o nim nawet wzmianki, nie ma również nigdzie w domenie publicznej żadnych informacji poza tym, że napisał jeszcze jedną książkę w 1983 roku. Przykro mi, ale jest to przeciętna beletrystyka, nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością
Niestety nie mogę podzielać entuzjazmu pozostałych recenzentów. Już po kilku pierwszych rozdziałach wiedziałam że to nie są wspomnienia, a opowieść o tym jak ktoś wyobrażał sobie łagry. Z całym szacunkiem dla autora, który być może faktycznie był więźniem gułagu, jednak swoją książkę skomponował z losowo dobranych wspomnień z różnych obozów, nie tylko sowieckich. Dlatego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, którą na pewno jeszcze raz w życiu przeczytam. Główny bohater miał niejednokrotnie niesamowite szczęście (a czasami po prostu jego trzeźwe myślenie pomogło), że przeżył te wszystkie więzienia, transporty, mrozy, głód i przede wszystkim uniknął śmierci z rąk innych więźniów.
Sama ucieczka z Workuty to tylko końcówka książki, 4/5 to opis jego pobytu w więzieniach.
Od książki ciężko się oderwać, a po jej przeczytaniu kolejne kłębiące się myśli w głowie i bezsenne noce z wizualizacjami losów głównego bohatera, a jednocześnie pustka i smutek, że już przeczytana ta znakomita książka.
Książka, którą na pewno jeszcze raz w życiu przeczytam. Główny bohater miał niejednokrotnie niesamowite szczęście (a czasami po prostu jego trzeźwe myślenie pomogło), że przeżył te wszystkie więzienia, transporty, mrozy, głód i przede wszystkim uniknął śmierci z rąk innych więźniów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSama ucieczka z Workuty to tylko końcówka książki, 4/5 to opis jego pobytu w...
Książka świetnie napisana, poruszająca, ciekawa mimo iż sporo łagrowej i obozowej lektury mam za sobą. Autentyczna na tle masy tego błamu z Auschwitz w tytule, który zalał księgarnie teraz, kiedy ostatni naoczni świadkowie przekroczyli 90-tkę.
Oceniłbym nawet na 10 gdyby nie moje poważne wątpliwości odnośnie autentyczności niektórych przygód Autora, jak choćby jego spotkanie z Berią. Innych nie wymieniam, żeby nie spojlerować.
Książka świetnie napisana, poruszająca, ciekawa mimo iż sporo łagrowej i obozowej lektury mam za sobą. Autentyczna na tle masy tego błamu z Auschwitz w tytule, który zalał księgarnie teraz, kiedy ostatni naoczni świadkowie przekroczyli 90-tkę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOceniłbym nawet na 10 gdyby nie moje poważne wątpliwości odnośnie autentyczności niektórych przygód Autora, jak choćby jego...