Wartościowa lektura, inna niż typowa Ligocka, bo tym razem wpleciony został pamiętnik jej babci Anny. Cudnie wkomponowany, jak klamra spina to co było z tym co jest. To, skąd rodzi się wrażliwość i siła.
“To, co pozostaje w nas, jest sumą przeczytanych słów, z tych ciegiełek budujemy naszą wrażliwość i wyobraźnię.”
Wartościowa lektura, inna niż typowa Ligocka, bo tym razem wpleciony został pamiętnik jej babci Anny. Cudnie wkomponowany, jak klamra spina to co było z tym co jest. To, skąd rodzi się wrażliwość i siła.
“To, co pozostaje w nas, jest sumą przeczytanych słów, z tych ciegiełek budujemy naszą wrażliwość i wyobraźnię.”
Książka w części pamiętnikowej pozwala zajrzeć w codzienność życia żydowskiej rodziny w Krakowie w ciągu roku tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, ale obserwujemy też rozważania i niemoc autorki w czasie innego światowego wydarzenia, jakim był wybuch pandemii w 2020. Obie perspektywy dają do myślenia.
Książka w części pamiętnikowej pozwala zajrzeć w codzienność życia żydowskiej rodziny w Krakowie w ciągu roku tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, ale obserwujemy też rozważania i niemoc autorki w czasie innego światowego wydarzenia, jakim był wybuch pandemii w 2020. Obie perspektywy dają do myślenia.
"Dziś jestem ich pamiętnikiem", tak pisze w ostatnim zdaniu autorka. I rzeczywiście, mamy tu pamiętnik Anny Abrahamerowej, Babci pisarki, opisujący ostatnie miesiące przed wybuchem II wojny światowej. Czy są to autentyczne wspomnienia, czy wytwór wyobraźni Romy Ligockiej? Tego nie wiem, nie spotkałam żadnej informacji na ten temat. Mamy też wspomnienia Romy z wakacji w Nicei, gdzie udała się śladami swojej Babki, i gdzie zaskoczył ją wybuch pandemii. Możemy zestawić odczucia i myśli bohaterek w obliczu dotykających je zdarzeń. Niestety, jak napisała autorka to ona jest pamiętnikiem nieobecnych, tych co odeszli tak nagle. Na jej słowach musimy polegać i jej przekazowi uwierzyć. Niemniej polecam lekturę.
"Dziś jestem ich pamiętnikiem", tak pisze w ostatnim zdaniu autorka. I rzeczywiście, mamy tu pamiętnik Anny Abrahamerowej, Babci pisarki, opisujący ostatnie miesiące przed wybuchem II wojny światowej. Czy są to autentyczne wspomnienia, czy wytwór wyobraźni Romy Ligockiej? Tego nie wiem, nie spotkałam żadnej informacji na ten temat. Mamy też wspomnienia Romy z wakacji w...
Z wielką przyjemnością czytałam pamiętniczek Babci, z którym podzieliła się z nami Pani Roma. Co za wspaniała osoba to była: kobieta pełna uroku, matka pełna ciepłą, żona pełna rozsądku, gospodyni pełna pomysłów i Żydówka ...pełna obaw o przyszłość swoich bliskich. Dzięki jej zapiskom czułam się jakbym chodziła po przedwojennym Krakowie z parasolką, siadała do stołu z domownikami i smakowała doprawione przez Babcię potrawy. Miód na serce i jedwab na duszę.
Niestety nie mogę powiedzieć, że sytuacja babci, której wojna zabrała wszystkich i wnuczki, której pandemia zabrała czas na przyjemności, jest do porównania.
Z wielką przyjemnością czytałam pamiętniczek Babci, z którym podzieliła się z nami Pani Roma. Co za wspaniała osoba to była: kobieta pełna uroku, matka pełna ciepłą, żona pełna rozsądku, gospodyni pełna pomysłów i Żydówka ...pełna obaw o przyszłość swoich bliskich. Dzięki jej zapiskom czułam się jakbym chodziła po przedwojennym Krakowie z parasolką, siadała do stołu z...
Opowieść biegnie dwutorowo, choć dotyczy różnych czasów. 2020 – Nicea, chęć poznania przez wnuczkę turystycznego regionu, w którym niegdyś jej babcia wyruszyła z mężem na jedyne w życiu wakacje. Leniwie płynący czas pozwala zanurzyć się w biegnącej chwili, rozkoszować się doznanymi wrażeniami, każe wchłonąć feerię barw, smaków i zapachów. Za moment wirus covid pozbawi węchu i uwięzi ludzi w pomieszczeniu, dając złudną nadzieję ucieczki przed śmiercią. Czas się zatrzymuje, by przywrócić rangę zapomnianym rzeczom. Obejmują nad kobietą władzę– beztrosko zdmuchnięta przez wiatr góra od kostiumu kąpielowego ląduje piętro niżej, stając się przyczyną rozpaczy właścicielki, ale tylko na chwilę. Umiejętność gotowania przestaje mieć sens, bo nie ma z kim dzielić się jedzeniem i radością ze wspólnego świętowania. Mimo wszystko bez rzeczy byłoby smutniej I zimniej, jednak nawet one nie potrafią powstrzymać lęku, tego uśpionego potwora, który dał o sobie znać w czasach przeżytej II wojny światowej. Dwutygodniową kwarantannę umila pamiętnik babki, która pisała go w latach 1938-39. Oddanie głosu protoplastce przywołującej klimat XIX-wiecznego Krakowa czyni rzeczywistość znośną, bo przecież nie można porównać grozy nadchodzącej wojny z panującą epidemią. Wuj Szymon w czasie niemieckiej okupacji przeżył dwa lata ukryty w 45centymetrowej wnęce o półtora metra szerokości. Tego świata już nie ma – melancholia przebija przez każdą stronę powieści. Kto by się martwił, że zanurzanie się w świecie rzeczy, ich wybieranie nie jest rozsądne. Przecież nie tylko rozsądek daje nam prawo do życia. Pozwólmy ludziom karmić duszę tym, co czyni ich wolnymi, radosnymi. Rzeczy są nośnikiem ciepłych uczuć. Książka ta jest monumentem miłości zbudowanym z okruchów wspomnień o babci i dziadku – ich niezłomnej wiary w dobro i piękno ludzi, przekonaniu, że warto uformować swoje życie w poszanowaniu własnej godności. Bo tylko w ten sposób pokocha się innych. Uda się uciszyć płacz nie do uciszenia. Radość czerpiemy z codzienności, którą wypełniają rzeczy. Odebrać można prawie wszystko.
Opowieść biegnie dwutorowo, choć dotyczy różnych czasów. 2020 – Nicea, chęć poznania przez wnuczkę turystycznego regionu, w którym niegdyś jej babcia wyruszyła z mężem na jedyne w życiu wakacje. Leniwie płynący czas pozwala zanurzyć się w biegnącej chwili, rozkoszować się doznanymi wrażeniami, każe wchłonąć feerię barw, smaków i zapachów. Za moment wirus covid pozbawi węchu...
Książka napisana tak obrazowo, że momentami czułam zapach i smak smakowitości przygotowywanych przez babcię autorki. Jej dziennik jest cudowny, prosty, uroczy i książka powinna ograniczyć się tylko do niego. Niepotrzebna jest jej druga część-ta współczesna. No ale każdy autor ma swoją wizję i widocznie Roma Ligocka uznała, że to zestawienie jest na miejscu...
"Siła rzeczy"...
otaczamy się różnymi rzeczami i faktycznie niektórym do szczęścia jest potrzebna cieniutka porcelana i kaszmirowy sweterek, ale to trochę przewrotny tytuł, bo choć rzeczy są dla babci i samej Romy ważne, to właśnie te rzeczy i ludzie z nich korzystający tworzą dom. Budynek bez tych dwóch elementów nie jest już domem. W tym przypadku dom babci bez babci, jej rzeczy i jej rodziny, stał się cmentarzem Rakowickim...
Kiedy zdajemy sobie z tego sprawę, wszystko aż boli i "już nic nie uciszy tego płaczu w nas"...
Książka napisana tak obrazowo, że momentami czułam zapach i smak smakowitości przygotowywanych przez babcię autorki. Jej dziennik jest cudowny, prosty, uroczy i książka powinna ograniczyć się tylko do niego. Niepotrzebna jest jej druga część-ta współczesna. No ale każdy autor ma swoją wizję i widocznie Roma Ligocka uznała, że to zestawienie jest na miejscu...
"Siła...
Z tej kontaminacji Siła Rzeczy cisną się znaczenia, jedno przed drugim:
siła rzeczy, które wczoraj były w zasięgu, dzisiaj w obliczu zagrożenia są niedosiężne, stają się marzeniem, tęsknotą, żądzą, wołaniem o zawrót;
siła rzeczy, które w restrykcji życia w pandemii, one tylko wierne zostały i są ostoją, źródłem retrospekcji, sentymentu, wspomnieniem smaku życia, które lada chwila może umknąć tak sobie…;
siła rzeczy w codzienności, ogrodzie, rodzinie, tradycji, pamiętniku, aby tylko odepchnąć złe narracje, nie myśleć kiedy zło totalitaryzmu się zbliża i echem bije zewsząd;
siła rzeczy które powiązały życie, nawyki, są jego smakiem i dumą, jakże je zostawić tak sobie nagle, porzucić je i uciekać gdy bisko śmierć, a one nie chcą puścić, trzymając nas chciwie i błagalnie przerażone…
Znakomita kompilacja światów, codzienności kiedy nagle nieoczekiwanie zbliża się poczucie lęku i paniki przed odejściem, nie tym normatywnym, biologicznie uzasadnionym ale masowym i jakże niesłusznym wobec całej ludzkiej bezradności. Światy w każdym ich aspekcie nagle się zamykają, zakleszczają każdego, wyznaczają zasady, restrykcje, samotność, niepewność i…pokorną śmierć.
Bardzo udanie i zbieżnie autorka wprowadza nas epizodem pandemii, jakby epizodem adekwatnym w aspekcie ekspresji emocji w dawny, miniony czas życia krakowskiej rodziny, jej antenatu tuż przed aneksją zła. Jak w pandemii tak i wtedy ten sam niepokój, ta sama silna osobnicza nadzieja przeżycia, chciwość życia za wszelką cenę, i świadomość że niewiele się może w tym fatum.
Zapewne autorkę od dawna niosło w imię pamięci i miłości, przemówić głosem swojej babci Anny Abrahamerowej, nawet zapuściła się w tym celu do Nicei, aby iść w iluzji śladem, w te same zakamarki Promenady Angielskiej, jakimi jej babcia łaziła w czasie jedynych zagranicznych wakacji w swoim życiu, dekady wstecz.
Czy jest to dzieło przypadku, a jeżeli jest to w zasłonie symboliki, aby wakacje autorki zbiegły się z wybuchem pandemii, a wakacje jej babci w 1938 roku z nadchodzącym wybuchem wojny.
Jest różnica incydentalna: pandemia spadla jak grom z nieba, wojna była sygnalizowana, szły symptomy: aneksja Austrii, Czech, nieludzka awersja żydowska; pandemia łapała loterią kogokolwiek, gdy trafiła na podatny organizm, przedwojnie było czasem na analizę, decyzję szybkiej emigracji a ta podjęta zmyślnie i odważnie ratowała życie żydowskie. Aczkolwiek w jednym i w drugim przypadku, zmysł intuicji, zapobiegawcza aktywność: izolacja w pierwszym przypadku i wczesna ucieczka w drugim były gwarancją przeżycia.
Pandemia wyznacza inne zachowania ludzkie, życie zmienia się w wieczną tęsknotę za smakiem, barwą, zapachem tamtych dni, za beztroską, za nieostrożnością, „za czasem bez rozwagi”, za „dymem kawiarnianym”, krzątaniną, tłumem…W izolacji człowiek patrzy na przedmioty jakby „uczył się ich na pamięć”, stwarza iluzję obecności kogoś, aby w jego oczach przeglądać się jak w lustrze, robić dla niego wszystko, wyglądać, udowadniać jak jest się silnym…Muzyka nie hipnotyzuje jak dawniej, czytanie nie oswaja z rzeczywistością. Obsesja chłodnego czoła i zdrowego oddechu, w myślach rytmika nakazów: nie wychodź, unikaj, trzymaj dystans… ciągłe poczucie winy że się wyszło bo w końcu ma „ma się dość rozsądku”…
Ale czy eksterminacja ma podobne inklinacje, czy gettowska izolacja jest jak ta pandemiczna, wszak stokroć gorsza gdzie głód, odór, wynaturzenia i widmo śmierci po obudzeniu, która i tak jest kwestią czasu, o ironio i zależna tyko od decyzji drugiego człowieka, nie od patogenu.
Jednakże nie jest to esencją epiki.
Zamysłem jest pokazanie barwności i autentyzmu życia żydowskiej rodziny Abrahamerów na krakowskim Prądniku w przededniu wojny, rodziny zamożnej, zasymilowanej, dalekiej od ortodoksji aczkolwiek praktykującej tradycje i celebracje, szczęśliwej i radosnej, żyjącej nienagannie i ambitnie. W tej rodzinie upór i aspiracje, wielu pnie się po drabinie przedsiębiorczości i nobliwych zawodów, jakby oddalanie się od stygmatu nicnieznaczenia i naznaczenia z racji genotypu nacji. Życie w dostatku i innym standardzie: jest i radio, gramofon i płyty, bale w hotelu Grand, dancingi, herbatki, konkursy kulinarne pań, męskie polemiki polityczne, gra w Makkabi, gry w karty, brydż, pikniki w Lasku Wolskim, wypady do Krynicy i Zakopanego lukstorpedą, nawet wycieczki statkiem w obce kraje…
Dom urządzony meblami wiedeńskimi, na 2-wu hektarowej posesji z ogrodem i inwentarzem, hodowlą koni, piekarnią, gdzie kierat pracy codziennej rozdziela się miedzy służbę i Annę i Dawida Abrahamerów. Dzień jest tak dopięty, że nie ma czasu na ekskluzywne wakacje, które w końcu w ekscesie zaimponowania rodzinie Elsnerów, stają się urzeczywistnieniem.
Pasja Anny ogród i kulinaria. Co więcej jej rola matki zatroskanej, posłusznej żony, odgrywane w codzienności trywialnych problemów bez zarzutu. Ile w niej kreacji empatii, ciepła, rodzinności, gościnności?. Nie może przeoczyć żadnej tradycji świątecznej: święto Chanuka, święto Pesy i Sedery, post żydowski Jom Kippur, rok Haszana… a ile innych okoliczności celebracji oby tylko pod jej nadzorem. Każde święta to rytuały kulinarne: czulent, na kolacje rosoły z knedlami macowymi, kura pieczona z ferwelkami, pieczona gęś, kaczka; desery: latkes, charoset, ciasta, strudle…
W niczym to życie nie zbacza ze stereotypu, w centrum uwagi dzieci, ich adolescencyjny bunt, ich dziwne marzenia, ich własne decyzje nieraz łamiące konwenanse, a dom zawsze przesiąknięty aromatami: to nowego wypieku, to sezonowej konfitury, kwiatu, majowego bzu… ile radości z narodzin chociażby źrebaka…ile dumy z pierwszej sukcesorki…
Żaden dysonans nie zakłóci tej idylli spokoju i szczęścia, nawet retoryka o wojnie, w kontekście zawsze naiwna argumentacja, że pieniądze przemówią do Hitlera, że świat i Ameryka nie pozwolą, że świat rozumny, że są jeszcze pertraktacje, a jeśli nawet to jak się zacznie ta wojna tak szybko się skończy.
I tą ignorancję zaburzają echa krwiożerczej dyskryminacji wobec nacji żydowskiej, idące pełną parą z Niemiec, najpierw represje bojówkarzy, bojkoty, podpalanie domów opieki, rytualne palenia ksiąg Tory, potem sukcesywne pozbawiania wykonywania nobliwych zawodów, wprowadzenie kenkarty z dużym J, zamykania sklepów żydowskich, łapanki na ulicach, obozy…I cóż z tego że zasiany niepokój, lęk, myślowe tarcia, jak brak konkluzji, jak niewiara, nadzieja, cicho poparte codziennym życiem, zajęciem, radością są ustawicznie górą.
Można posunąć się do śmielszej konstatacji, wszakże siła rzeczy w przyzwyczajeniach do niezakłóconego życia, w miłości do integracji rodzinnej, w miłości do zbytków, jakże zgubna, jakże sekretna i podstępna doprowadzi do zostawienie wszystkiego na żer i niepewność losu, eksterminacji i śmierci Abrahamerów.
Przy tej sposobności odsłania się Kraków: z plantami gdzie i sadzawka z łabędziami i krzesła płatne i ściągający haracz plantowy z trzcinką, z targiem na Placu Szczepańskim, z cukiernią Parysa Maurizio, sklepem Płonki na Szewskiej z zegarkami Tisso i innymi precjozami, sklepem Meinla ze wspaniałą kawą i owocami kandyzowanymi, antykwariatem Taffeta na Szpitalnej, z punktem cenionej modystki Schreiberowej, z kinami Apollo i Wanda… tu i tam powozy z fiakrami a na ulicach modę wyznacza para windsorska.
Autorka w epice nie szuka wysublimowanej stylizacji, parafrazy, prowokacji językowej, sam język swoją potocznością zasysa odbiorcę, jest subtelny, czytelny, emocjonalny. Czyta się łatwo i szybko, nieraz zadziwi świeżość refleksji, inna percepcja, maksyma autorska, aforyzm.
W tej epice zobowiązanie i misja, wypełnienie kart historii integralnie związanej z Krakowem. To kuriozum aby z nacji liczącej 60-siat tysięcy w Krakowie, pozostała garstka kilkusetna, o ile nie mniej. Gdzie ich dziedzictwo, wkład kulturowy, posiadłości; zostały cmentarze, które i tak nikt nie odwiedza a one prawem czasu stają się kawałkami skruszonej steli. Niech przynajmniej literatura będzie służebna w odświeżaniu pamięci i ocalaniu zatartej przeszłości.
Z tej kontaminacji Siła Rzeczy cisną się znaczenia, jedno przed drugim:
siła rzeczy, które wczoraj były w zasięgu, dzisiaj w obliczu zagrożenia są niedosiężne, stają się marzeniem, tęsknotą, żądzą, wołaniem o zawrót;
siła rzeczy, które w restrykcji życia w pandemii, one tylko wierne zostały i są ostoją, źródłem retrospekcji, sentymentu, wspomnieniem smaku życia, które...
Akcja książki przebiega dwutorowo. Autorka opisuje swoją podróż do Nicei, w której spotyka ją lockdown. Jest to podróż sentymentalna, śladami babci autorki. To właśnie Annie Abrahamer poświęcona jest zdecydowanie większa część książki. Ma ona formę pamiętnika Anny. Poznajemy w nim przedwojenny Kraków chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Dziennik Anny, choć pisany językiem prostym, płynącym z serca, doskonale oddaje ducha tamtych czasów. Z każdym kolejnym dniem czuć zbliżającą się nieuchronnie wojnę. Współczesny czytelnik wie, co ze sobą przyniosła i dlatego nie na miejscu wydaje mi się zestawienie wydarzeń przedwojennych z pandemią i osobistymi doświadczeniami autorki.
Warto przeczytać dla atmosfery przedwojennego Krakowa.
Akcja książki przebiega dwutorowo. Autorka opisuje swoją podróż do Nicei, w której spotyka ją lockdown. Jest to podróż sentymentalna, śladami babci autorki. To właśnie Annie Abrahamer poświęcona jest zdecydowanie większa część książki. Ma ona formę pamiętnika Anny. Poznajemy w nim przedwojenny Kraków chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Dziennik Anny, choć pisany...
Gdy szukam wytchnienia, wyciszenia i zadumy książki Romy Ligockiej okazują się niezawodne. Klimat jej książek jest niezwykły. Nie ma w nich wydumanych historii. Każde słowo ma cel. Nieodłączne w twórczości autorki jest łączenie teraźniejszości z przeszłością. Zawsze odkrywam w kolejnej książce nowy obraz dziewczynki, nastolatki, kobiety, podróżniczki, artystki. Osoby z wielką historią w sercu.
Gdy szukam wytchnienia, wyciszenia i zadumy książki Romy Ligockiej okazują się niezawodne. Klimat jej książek jest niezwykły. Nie ma w nich wydumanych historii. Każde słowo ma cel. Nieodłączne w twórczości autorki jest łączenie teraźniejszości z przeszłością. Zawsze odkrywam w kolejnej książce nowy obraz dziewczynki, nastolatki, kobiety, podróżniczki, artystki. Osoby z...
Autorka ma niesamowity talent do wzbudzania w nas refleksji nad życiem (za co jestem przeogromnie jej wdzięczna).
Nieśpiesznym tempem, melancholijnym stylem, urzeka.
W tej książce zabiera nas do Nicei, rozbudza smaki, zapachy, zmysły,by nagle, po zaledwie paru stronach zderzyć nas z rzeczywistością, z pojawieniem się pandemii (co, dla mnie, było dużym zaskoczeniem). Jeszcze dobrze nie ochłoniemy a już jesteśmy w przedwojennym Krakowie, z rodziną Autorki. Słowami dzienniczka jej babci doznajemy kolejnych wzruszeń, smaków, zapachów, codzienności tamtych dni...
Zobaczymy jak losy ludzkie potrafią być przewrotne...jak potrafią się łączyć...i zrozumiemy tytuł...
Autorka ma niesamowity talent do wzbudzania w nas refleksji nad życiem (za co jestem przeogromnie jej wdzięczna).
Nieśpiesznym tempem, melancholijnym stylem, urzeka.
W tej książce zabiera nas do Nicei, rozbudza smaki, zapachy, zmysły,by nagle, po zaledwie paru stronach zderzyć nas z rzeczywistością, z pojawieniem się pandemii (co, dla mnie, było dużym zaskoczeniem). Jeszcze...
Historia rodziny jest niezwykła. Bolesna. Niewyobrażalnie bolesna.
Książka warta przeczytania. Zasmakowania przedwojennego krakowskiego klimatu. Autorka trafiła także na marzec 2020 roku, gdy w Nicei powstwał pamiętnik jej babci. To też niezwykły czas. Niezwykle trudny.
Historia rodziny jest niezwykła. Bolesna. Niewyobrażalnie bolesna.
Książka warta przeczytania. Zasmakowania przedwojennego krakowskiego klimatu. Autorka trafiła także na marzec 2020 roku, gdy w Nicei powstwał pamiętnik jej babci. To też niezwykły czas. Niezwykle trudny.
Tego mi było trzeba :) przed wakacjami. Czytałam kiedyś wszystko jak leci (czasy "biograficzne" w mojej lekturze). Teraz już nie aż tak ale wzięłam z porcją wakacyjnych kryminałów, przeczytałam od razu, świetna rzecz o rzeczach w trudnych czasach... kotwica
Tego mi było trzeba :) przed wakacjami. Czytałam kiedyś wszystko jak leci (czasy "biograficzne" w mojej lekturze). Teraz już nie aż tak ale wzięłam z porcją wakacyjnych kryminałów, przeczytałam od razu, świetna rzecz o rzeczach w trudnych czasach... kotwica
Chyba tylko Roma Ligocka potrafi pisać o trudnych rzeczach z takim ogromnym spokojem. "Siła rzeczy" to książka wypełniona wspomnieniami, marzeniami o przyszłości, radością dzieciństwa spędzanego wśród bliskich, a jednocześnie wspomnieniami chwili niepokoju spowodowanego zbliżającą się wojną.
Autorka wyrusza do Nicei, gdzie jej dziadkowie spędzili swoje pierwsze w życiu i ostatnie wakacje. Chce poznać to miasto, które tak zachwyciło jej babcię.
Nie udało jej się zwiedzić miasta, gdyż zastaje ją tam pandemia i zmuszona jest spędzić czas w pokoju hotelowym, w którym zamieszkała po przybyciu do Nicei. Osobiste rzeczy, jakie przywiozła ze sobą stwarzają dla niej namiastkę jej krakowskiego domu. I tu w tej samotności sięga po pamiętnik swojej babci Anny . Właśnie ten pamiętnik stanowi część opowieści autorki.
Książka pięknie wydana, ciekawa, zachęcam, bo warto ją przeczytać, a jeszcze lepiej mieć na półce pod ręką.
Chyba tylko Roma Ligocka potrafi pisać o trudnych rzeczach z takim ogromnym spokojem. "Siła rzeczy" to książka wypełniona wspomnieniami, marzeniami o przyszłości, radością dzieciństwa spędzanego wśród bliskich, a jednocześnie wspomnieniami chwili niepokoju spowodowanego zbliżającą się wojną.
Autorka wyrusza do Nicei, gdzie jej dziadkowie spędzili swoje pierwsze w życiu i...
Książka raczej średnia. Część będąca pamiętnikiem babci autorki bardzo ciekawa, refleksje własne z czasu lockdownu, moim zdaniem, ciężkostrawne. Zestawienie zagrożenia związanego z nadchodzącą wojną i prześladowaniami Żydów versus początek pandemii, mimo wszystko wydaje się dziwne.
Tytuł wydaje się sprzeczny z treścią. Nie rozumiem siły rzeczy materialnych w kontekście zagrożenia życia. Jaki sens ma piękny sweter gdy się stoi nad przepaścią?
Książka raczej średnia. Część będąca pamiętnikiem babci autorki bardzo ciekawa, refleksje własne z czasu lockdownu, moim zdaniem, ciężkostrawne. Zestawienie zagrożenia związanego z nadchodzącą wojną i prześladowaniami Żydów versus początek pandemii, mimo wszystko wydaje się dziwne.
Tytuł wydaje się sprzeczny z treścią. Nie rozumiem siły rzeczy materialnych w kontekście...
Książka poruszająca i skłaniająca do refleksji. Autorka niejako porównała czasy tuż przed II wojną światową do współczesnej wojny związanej z pandemią. Niezwykle podobał mi się dziennik z czasów przedwojennych, pisany przez kobietę, która jest gospodynią, matką, babcią i jednocześnie żoną, mającą przez wiele miesięcy przeczucie co do nadchodzącej tragedii, a mimo to stara się odnaleźć ukojenie w codzienności, pięknie natury, przyjemnych chwilach rodzinnych. Z drugiej strony mamy relację kobiety, która doświadcza zagrożenia XXI wieku związanego z początkami pandemii. Choć obecnie już zupełnie inaczej się czyta tą książkę, po prawie dwóch latach mimo wszystko życia z wirusem i całym zamieszaniem politycznym wokół tej całej sytuacji, to czuć niezwykłe emocje, obawy przed śmiercią, niechęć do podejmowania zwykłych czynności, wykradanie normalnych chwil. Refleksyjna i piękna lektura. Polecam.
Książka poruszająca i skłaniająca do refleksji. Autorka niejako porównała czasy tuż przed II wojną światową do współczesnej wojny związanej z pandemią. Niezwykle podobał mi się dziennik z czasów przedwojennych, pisany przez kobietę, która jest gospodynią, matką, babcią i jednocześnie żoną, mającą przez wiele miesięcy przeczucie co do nadchodzącej tragedii, a mimo to stara...
To forma wspomnień, pamiętnika. Mamy tu zestawienie dwóch rzeczywistości. Autorka wspomina swój zeszłoroczny wyjazd do Nicei, gdzie dowiaduje się o pandemii, zastaje ją lockdown, cały strach i odosobnienie, które towarzyszyło początkowo całej Europie. Potem „ucieczka” do domu, aby tylko zdążyć jeszcze przed zamknięciem granic. Zestawia to z pamiętnikiem pisanym przez jej babkę tuż przed wybuchem IIWS. Jest to pamiętnik o życiu zwykłym życiu rodzinnym, przetworach, narodzinach. Zaczyna się w przededniu wyjazdu na jedyny zagraniczny urlop dziadków autorki, właśnie do Nicei. Czuje się, że życie toczy się normalnym rytmem, ale docierają już do Polski złe wieści o prześladowaniach Żydów w Niemczech, o nieuniknionej już wojnie i zagnieżdża się strach. „A lato było piękne tego roku”.
Z perspektywy czasu takie porównanie może wydawać się trochę na wyrost, bo jak porównać bezpieczne siedzenie w domowym zaciszu nawet podczas totalnej kwarantanny do dramatów, które przyniosła ze sobą wojna. Jednak z drugiej strony strach jako taki przed nieznanym zawsze jest taki sam.
To forma wspomnień, pamiętnika. Mamy tu zestawienie dwóch rzeczywistości. Autorka wspomina swój zeszłoroczny wyjazd do Nicei, gdzie dowiaduje się o pandemii, zastaje ją lockdown, cały strach i odosobnienie, które towarzyszyło początkowo całej Europie. Potem „ucieczka” do domu, aby tylko zdążyć jeszcze przed zamknięciem granic. Zestawia to z pamiętnikiem pisanym przez jej...
Roma Ligocka pisze pięknie i melancholijnie. Bardzo lubię jej prozę, współgra z moją wrażliwością. Jej opisy mogłyby być moimi. Czuję się, jakby wyjmowała mi słowa z ust. Myślę i czuję tak samo. Więc pewnie i odbieram świat w zbliżony sposób.
Dla mnie zestawienie poczucia zagrożenia w obu częściach współgra bardzo zgrabnie. W pamiętniku nadciągająca II wojna światowa. We fragmencie współczesnym w Nicei nadciągająca pandemia, z konsekwencjami idącymi dużo dalej, niż ludzie myślą. To dopiero początek i autorka to wie. Świat jaki znaliśmy dotychczas przeminął, idzie nowe, niedobre. A ludzie żyją w tej nowej rzeczywistości nie przeczuwając, że to nadejdzie, tak jak nikt nie wierzył, że wybuchnie druga wojna światowa.
Przepiękne opisy przedwojennego (a właściwie międzywojennego) Krakowa, panujących obyczajów, wydarzeń kulturalnych, strojów, relacji międzyludzkich. Możemy zagłębić się w cudowną codzienność tamtych czasów, tak jakbyśmy w niej chwilowo uczestniczyli, zanurzeni w radości i smutki opisywanych osób. Bardzo ciekawie nakreślone sylwetki psychologiczne członków rodziny, ukazujące jakże odmienne nastawienie do nadchodzących zdarzeń. Oko cieszą również zdjęcia i pocztówki z tamtych lat, z Lublina, Krakowa (czy ktoś wiedział, że na krakowskim rynku rosły drzewa??) oraz Nicei.
Nie przepadam za formą pamiętnika (wydaje mi się zbyt naiwna), ale tutaj wyszło pięknie. Oszczędnie w formie, wrażliwie, czule. Opis zbliżającego się „końca świata”, którego prawie nikt się nie spodziewał. A kto go przeczuwał, chował te przeczucia głęboko, aby nie psuć nastroju kochanym osobom. Autorka pięknie ukazuje ten moment „na krótko przed”. Opisuje mnogość sposobów radzenia sobie z sytuacją zagrożenia, wraz ze wszystkimi psychicznymi mechanizmami wyparcia i racjonalizacji problemu. Cały wachlarz, od postaw radosnej beztroski, poprzez argumenty racjonalne, aż do lękowej neurotyczności osoby przeświadczonej o nadejściu nieuchronnego, ale chowającej się w ciepłych i bezpiecznych postawach najbliższych osób, jakby to miało pomóc oddalić nadchodzące zagrożenie.
Fragment z Nicei również mnie urzekł. To był moment, kiedy świat się zatrzymał i nikt nie wiedział, co będzie dalej. I autorka ten bezruch, ten paraliż wspaniale oddała. Cytowany przez wiele osób fragment z porwanym przez wiatr stanikiem od kostiumu kąpielowego był niepotrzebnym zabiegiem, zazgrzytał. Nie wiem, czy miał być pewnego rodzaju kolorowym, dynamicznym przerywnikiem – dla skontrastowania sytuacji? Nie pasował. Ale cała reszta jest spójna i ..piękna.
Autorka jak zwykle przekazuje nam mieszankę radości życia z jego ulotnością, z bólem istnienia. Ból egzystencjalny jest silnie obecny w jej twórczości. Myślę, że to cecha charakterystyczna wszystkich jej książek, jej sposobu postrzegania świata. Piękno świata widziane poprzez ból doświadczenia i lęk przed przyszłością, przed niewiadomym, nieoswojonym. Dlatego właśnie to piękno świata ma tak wielką wartość, bo jest tylko chwilką, iskrą światła rozjaśniającą mroki codziennych lęków i niepewność przyszłości. Dobrymi chwilami należy delektować się i dobrze zapisywać je w pamięci, aby starczyły na długo, aby dawały siłę, pokarm duszy złaknionej piękna.
Nie wiemy, co będzie jutro.
Roma Ligocka pisze pięknie i melancholijnie. Bardzo lubię jej prozę, współgra z moją wrażliwością. Jej opisy mogłyby być moimi. Czuję się, jakby wyjmowała mi słowa z ust. Myślę i czuję tak samo. Więc pewnie i odbieram świat w zbliżony sposób.
Dla mnie zestawienie poczucia zagrożenia w obu częściach współgra bardzo zgrabnie. W pamiętniku nadciągająca II wojna światowa. We...
Pani Romy Ligockiej nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać. Autorka ta od 20 lat porywa serca i dusze czytelników swoją niezwykle wymowną i refleksyjną prozą.
W czerwcu tego roku pod szyldem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jej najnowsza książka zatytułowana „Siła rzeczy”. Publikacja ta choć nie jest zbyt obszerna niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny.
Opowieść rozpoczyna się w momencie, gdy autorka odpoczywa na Lazurowym Wybrzeżu, gdzie zastaje ją lockdown z powodu pandemii koronawirusa… W jednej chwili planowany wypoczynek staje się złotą klatką na obcej ziemi – życiem w zawieszeniu z dala od domu i bliskich, w ogromnej niepewności jutra.
Ta niezależna od autorki, wymuszona przez okoliczności aczkolwiek mocno frustrująca sytuacja staje się przyczynkiem do tego, iż w Pani Romie ożywają wspomnienia z czasów II Wojny Światowej. Niejako poprzez tę właśnie furtkę poznajemy pamiętnik babci autorki – Anny Abrahamer i historię żydowskiej rodziny.
„Siła rzeczy” to subtelne refleksje na życiem, tym, co naprawdę ma znaczenie oraz jak ważna jest dla istoty ludzkiej codzienność z wypracowanymi przez lata rytuałami, które przecież każdy z nas posiada.
Książka traktuje również o przewrotności ludzkiego losu, o byciu tu i teraz, zmaganiu się z samotnością, lękiem, smutkiem i niepewnością oraz o przywiązaniu człowieka do przedmiotów, z którego siły bardzo często nawet nie zdajemy sobie sprawy.
Publikacja ta jest niezwykle wyważona i stworzona we wspaniałym stylu, jaki Pani Roma zawsze w swoich książkach prezentuje. Bardzo szeroka gama emocji i przemyśleń sprawia, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.
Całość subtelnie, a zarazem niezwykle wymownie uzupełniają przedwojenne fotografie robione w Polsce i w Nicei.
Jeśli szukacie wartościowej lektury to gorąco polecam Wam tę najnowszą książkę Romy Ligockiej.
Pani Romy Ligockiej nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać. Autorka ta od 20 lat porywa serca i dusze czytelników swoją niezwykle wymowną i refleksyjną prozą.
W czerwcu tego roku pod szyldem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jej najnowsza książka zatytułowana „Siła rzeczy”. Publikacja ta choć nie jest zbyt obszerna niesie w sobie ogromny ładunek...
Kolejna książka Romy Ligockiej, która mnie zachwyciła.
Tym razem autorka cofa się w czasie do 1938 roku. To wtedy w Krakowie żyje jej rodzina z żydowskimi korzeniami i to wtedy Roma przychodzi na świat.
W tym samym czasie babcia przyszłej pisarki, Anna Abrahame, cieszy się latem, mimo dziejących się w Europie zawieruch. Cała rodzina rozkoszuje się latem, Krakowem, a babcia wyjeżdża nawet na wczasy na Lazurowe Wybrzeże. Tak naprawdę nikomu na myśl nie przyjdzie, co się wydarzy za kilka tygodni.
Jeszcze wszyscy żyją normalnie, cieszą się ze zwykłych, codziennych rzeczy, które są siłą życia. Do czasu....
Rok 2020. Roma Ligocka, wnuczka Anny, wyrusza w podróż do Nicei. Pisarka pragnie podróżować śladami swojej babci, m.in. tymi z 1938 roku. Nadchodzi pandemia, która więzi dorosłą Romę we Francji. Szybko okazuje się, jak mimo 80 lat różnicy, podobne są losy wnuczki i babci, jak niewiele trzeba żeby zmienić ludzki los. Z dnia na dzień życie obu kobiet zmieniło się diametralnie. Kilka dni wcześniej ani Anna ani Roma nie pomyślałyby, ze coś takiego może się wydarzyć. Życie jest nieprzewidywalne.
Dlatego należy się nim cieszyć, czerpać z niego moc i energię, cieszyć się siłą codzienności, rzeczy, które nas otaczają, bliskich ludzi. Nigdy nie wiadomo kiedy nagle tego zabraknie.
Wspaniałe opisy na równi dzisiejszej, współczesnej Nicei, jak i tej z 1938 roku. Ale tym, co zasługuje na największą uwagę są magiczne, przecudowne opisy Krakowa z okresu tuż przed wybuchem II wojny światowej. Coś wspaniałego. Autorka zabiera nas w cudowną, jedyną w swoim rodzaju podróż w czasie. Przenosimy się do magicznego miasta, do czasu i miejsc, których już często nie ma. Nasiąkamy wspaniałą atmosferą, przechadzamy magicznymi uliczkami, poznajemy wyjątkowych ludzi.
Wszystko razem tworzy niesamowita mieszankę i wyjątkową lekturę, która zachwyca od pierwszej do ostatniej strony.
Siła rzeczy to wyjątkowe obrazy. To także magiczna podróż, w którą Roma Ligocka cudownie nas zaprasza. Warto się w nią udać. Warto dać się uwieść tej książce. Polecam.
Kolejna książka Romy Ligockiej, która mnie zachwyciła.
Tym razem autorka cofa się w czasie do 1938 roku. To wtedy w Krakowie żyje jej rodzina z żydowskimi korzeniami i to wtedy Roma przychodzi na świat.
W tym samym czasie babcia przyszłej pisarki, Anna Abrahame, cieszy się latem, mimo dziejących się w Europie zawieruch. Cała rodzina rozkoszuje się latem, Krakowem, a babcia...
Książki Romy Ligockiej mają w sobie ogromny bagaż emocjonalny. Ten tytuł jest bardzo sentymentalny i bardzo realistyczny. Czytelnik ma wrażenie, że znajduje się w przedwojennym Krakowie. Pomimo strachu niepewności czuło się wielokulturowość. Dużo miłości matczynej oraz smutku dorosłej Romy. Kwarantanna z powodu covida okazuje się czymś innym dla kogoś kto ukrywał się w czasie wojny i ledwo przeżył. Polecam!!!
Książki Romy Ligockiej mają w sobie ogromny bagaż emocjonalny. Ten tytuł jest bardzo sentymentalny i bardzo realistyczny. Czytelnik ma wrażenie, że znajduje się w przedwojennym Krakowie. Pomimo strachu niepewności czuło się wielokulturowość. Dużo miłości matczynej oraz smutku dorosłej Romy. Kwarantanna z powodu covida okazuje się czymś innym dla kogoś kto ukrywał się w...
„Czuję, jakby nadchodziło coś, co jest od nas silniejsze. W nocy śniłam, że nad morzem stoję, a tu fala wielka przychodzi i nagle widzę, że zalewa nasz ogród i naraz wszystko wodą pokryte. Takie mnie dziwne uczucia nadchodzą, a podzielić się nimi z nikim nie potrafię”.
.
Pandemia, marzec rok 2020. Autorka podążając śladami swojej Babci Anny Abrahamer w Nicei, ostatniej podróży zagranicznej na Riwierze Francuskiej, zastaje ją wiadomość o wybuchu pandemii. Wspomnienia przeżyć Babci z roku 1938 zostają przeplatane przez autorkę niepewnością i strachem życia codziennego autorki.
.
„Siła rzeczy” utkana jest z codzienności i zwyczajności, wybrzmiewa pochwałami zwyczajnych chwil, które celebrują najzwyklejsze doznania, dotyk drugiego człowieka, smaki i zapachy otaczającego świata, śmiech i łzy. Czas się zatrzymuje. Nie ma miejsca na biegnącą akcje. Niespiesznie, z niezwykłą wrażliwością, utkana codzienność otoczona magią zwyczajności wybrzmiewa z każdą kolejną kartką. Jest tu i teraz. To co ważne a niedostrzegalne w pośpiechu codzienności. Duże nieszczęścia z przeszłości zmniejszają swoją siłę, niepewności, bolączki przekładają się na piękno codzienności, które wychodzi na pierwszy plan. Czerpanie radości z codzienności, dostrzeganie jej wartości w każdej minucie życia, zmuszanie do refleksji i emocjonująco podchodzenie do bieżących spraw powoduje że książkę odbiera się jako nasycenie magiczną codziennością życia. Celebrację najważniejszej danej nam chwili tu i teraz.
„Czuję, jakby nadchodziło coś, co jest od nas silniejsze. W nocy śniłam, że nad morzem stoję, a tu fala wielka przychodzi i nagle widzę, że zalewa nasz ogród i naraz wszystko wodą pokryte. Takie mnie dziwne uczucia nadchodzą, a podzielić się nimi z nikim nie potrafię”.
.
Pandemia, marzec rok 2020. Autorka podążając śladami swojej Babci Anny Abrahamer w Nicei, ostatniej...
Poruszająca, intymna, refleksyjna i pełna delikatnej mądrości.
Poruszająca, intymna, refleksyjna i pełna delikatnej mądrości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWartościowa lektura, inna niż typowa Ligocka, bo tym razem wpleciony został pamiętnik jej babci Anny. Cudnie wkomponowany, jak klamra spina to co było z tym co jest. To, skąd rodzi się wrażliwość i siła.
“To, co pozostaje w nas, jest sumą przeczytanych słów, z tych ciegiełek budujemy naszą wrażliwość i wyobraźnię.”
Wartościowa lektura, inna niż typowa Ligocka, bo tym razem wpleciony został pamiętnik jej babci Anny. Cudnie wkomponowany, jak klamra spina to co było z tym co jest. To, skąd rodzi się wrażliwość i siła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“To, co pozostaje w nas, jest sumą przeczytanych słów, z tych ciegiełek budujemy naszą wrażliwość i wyobraźnię.”
Kolejna książka pani Romy Ligockiej którą warto polecić.
Kolejna książka pani Romy Ligockiej którą warto polecić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka w części pamiętnikowej pozwala zajrzeć w codzienność życia żydowskiej rodziny w Krakowie w ciągu roku tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, ale obserwujemy też rozważania i niemoc autorki w czasie innego światowego wydarzenia, jakim był wybuch pandemii w 2020. Obie perspektywy dają do myślenia.
Książka w części pamiętnikowej pozwala zajrzeć w codzienność życia żydowskiej rodziny w Krakowie w ciągu roku tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, ale obserwujemy też rozważania i niemoc autorki w czasie innego światowego wydarzenia, jakim był wybuch pandemii w 2020. Obie perspektywy dają do myślenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Dziś jestem ich pamiętnikiem", tak pisze w ostatnim zdaniu autorka. I rzeczywiście, mamy tu pamiętnik Anny Abrahamerowej, Babci pisarki, opisujący ostatnie miesiące przed wybuchem II wojny światowej. Czy są to autentyczne wspomnienia, czy wytwór wyobraźni Romy Ligockiej? Tego nie wiem, nie spotkałam żadnej informacji na ten temat. Mamy też wspomnienia Romy z wakacji w Nicei, gdzie udała się śladami swojej Babki, i gdzie zaskoczył ją wybuch pandemii. Możemy zestawić odczucia i myśli bohaterek w obliczu dotykających je zdarzeń. Niestety, jak napisała autorka to ona jest pamiętnikiem nieobecnych, tych co odeszli tak nagle. Na jej słowach musimy polegać i jej przekazowi uwierzyć. Niemniej polecam lekturę.
"Dziś jestem ich pamiętnikiem", tak pisze w ostatnim zdaniu autorka. I rzeczywiście, mamy tu pamiętnik Anny Abrahamerowej, Babci pisarki, opisujący ostatnie miesiące przed wybuchem II wojny światowej. Czy są to autentyczne wspomnienia, czy wytwór wyobraźni Romy Ligockiej? Tego nie wiem, nie spotkałam żadnej informacji na ten temat. Mamy też wspomnienia Romy z wakacji w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ wielką przyjemnością czytałam pamiętniczek Babci, z którym podzieliła się z nami Pani Roma. Co za wspaniała osoba to była: kobieta pełna uroku, matka pełna ciepłą, żona pełna rozsądku, gospodyni pełna pomysłów i Żydówka ...pełna obaw o przyszłość swoich bliskich. Dzięki jej zapiskom czułam się jakbym chodziła po przedwojennym Krakowie z parasolką, siadała do stołu z domownikami i smakowała doprawione przez Babcię potrawy. Miód na serce i jedwab na duszę.
Niestety nie mogę powiedzieć, że sytuacja babci, której wojna zabrała wszystkich i wnuczki, której pandemia zabrała czas na przyjemności, jest do porównania.
Z wielką przyjemnością czytałam pamiętniczek Babci, z którym podzieliła się z nami Pani Roma. Co za wspaniała osoba to była: kobieta pełna uroku, matka pełna ciepłą, żona pełna rozsądku, gospodyni pełna pomysłów i Żydówka ...pełna obaw o przyszłość swoich bliskich. Dzięki jej zapiskom czułam się jakbym chodziła po przedwojennym Krakowie z parasolką, siadała do stołu z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSmutna
Smutna
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieść biegnie dwutorowo, choć dotyczy różnych czasów. 2020 – Nicea, chęć poznania przez wnuczkę turystycznego regionu, w którym niegdyś jej babcia wyruszyła z mężem na jedyne w życiu wakacje. Leniwie płynący czas pozwala zanurzyć się w biegnącej chwili, rozkoszować się doznanymi wrażeniami, każe wchłonąć feerię barw, smaków i zapachów. Za moment wirus covid pozbawi węchu i uwięzi ludzi w pomieszczeniu, dając złudną nadzieję ucieczki przed śmiercią. Czas się zatrzymuje, by przywrócić rangę zapomnianym rzeczom. Obejmują nad kobietą władzę– beztrosko zdmuchnięta przez wiatr góra od kostiumu kąpielowego ląduje piętro niżej, stając się przyczyną rozpaczy właścicielki, ale tylko na chwilę. Umiejętność gotowania przestaje mieć sens, bo nie ma z kim dzielić się jedzeniem i radością ze wspólnego świętowania. Mimo wszystko bez rzeczy byłoby smutniej I zimniej, jednak nawet one nie potrafią powstrzymać lęku, tego uśpionego potwora, który dał o sobie znać w czasach przeżytej II wojny światowej. Dwutygodniową kwarantannę umila pamiętnik babki, która pisała go w latach 1938-39. Oddanie głosu protoplastce przywołującej klimat XIX-wiecznego Krakowa czyni rzeczywistość znośną, bo przecież nie można porównać grozy nadchodzącej wojny z panującą epidemią. Wuj Szymon w czasie niemieckiej okupacji przeżył dwa lata ukryty w 45centymetrowej wnęce o półtora metra szerokości. Tego świata już nie ma – melancholia przebija przez każdą stronę powieści. Kto by się martwił, że zanurzanie się w świecie rzeczy, ich wybieranie nie jest rozsądne. Przecież nie tylko rozsądek daje nam prawo do życia. Pozwólmy ludziom karmić duszę tym, co czyni ich wolnymi, radosnymi. Rzeczy są nośnikiem ciepłych uczuć. Książka ta jest monumentem miłości zbudowanym z okruchów wspomnień o babci i dziadku – ich niezłomnej wiary w dobro i piękno ludzi, przekonaniu, że warto uformować swoje życie w poszanowaniu własnej godności. Bo tylko w ten sposób pokocha się innych. Uda się uciszyć płacz nie do uciszenia. Radość czerpiemy z codzienności, którą wypełniają rzeczy. Odebrać można prawie wszystko.
Opowieść biegnie dwutorowo, choć dotyczy różnych czasów. 2020 – Nicea, chęć poznania przez wnuczkę turystycznego regionu, w którym niegdyś jej babcia wyruszyła z mężem na jedyne w życiu wakacje. Leniwie płynący czas pozwala zanurzyć się w biegnącej chwili, rozkoszować się doznanymi wrażeniami, każe wchłonąć feerię barw, smaków i zapachów. Za moment wirus covid pozbawi węchu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana tak obrazowo, że momentami czułam zapach i smak smakowitości przygotowywanych przez babcię autorki. Jej dziennik jest cudowny, prosty, uroczy i książka powinna ograniczyć się tylko do niego. Niepotrzebna jest jej druga część-ta współczesna. No ale każdy autor ma swoją wizję i widocznie Roma Ligocka uznała, że to zestawienie jest na miejscu...
"Siła rzeczy"...
otaczamy się różnymi rzeczami i faktycznie niektórym do szczęścia jest potrzebna cieniutka porcelana i kaszmirowy sweterek, ale to trochę przewrotny tytuł, bo choć rzeczy są dla babci i samej Romy ważne, to właśnie te rzeczy i ludzie z nich korzystający tworzą dom. Budynek bez tych dwóch elementów nie jest już domem. W tym przypadku dom babci bez babci, jej rzeczy i jej rodziny, stał się cmentarzem Rakowickim...
Kiedy zdajemy sobie z tego sprawę, wszystko aż boli i "już nic nie uciszy tego płaczu w nas"...
Książka napisana tak obrazowo, że momentami czułam zapach i smak smakowitości przygotowywanych przez babcię autorki. Jej dziennik jest cudowny, prosty, uroczy i książka powinna ograniczyć się tylko do niego. Niepotrzebna jest jej druga część-ta współczesna. No ale każdy autor ma swoją wizję i widocznie Roma Ligocka uznała, że to zestawienie jest na miejscu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Siła...
Z tej kontaminacji Siła Rzeczy cisną się znaczenia, jedno przed drugim:
siła rzeczy, które wczoraj były w zasięgu, dzisiaj w obliczu zagrożenia są niedosiężne, stają się marzeniem, tęsknotą, żądzą, wołaniem o zawrót;
siła rzeczy, które w restrykcji życia w pandemii, one tylko wierne zostały i są ostoją, źródłem retrospekcji, sentymentu, wspomnieniem smaku życia, które lada chwila może umknąć tak sobie…;
siła rzeczy w codzienności, ogrodzie, rodzinie, tradycji, pamiętniku, aby tylko odepchnąć złe narracje, nie myśleć kiedy zło totalitaryzmu się zbliża i echem bije zewsząd;
siła rzeczy które powiązały życie, nawyki, są jego smakiem i dumą, jakże je zostawić tak sobie nagle, porzucić je i uciekać gdy bisko śmierć, a one nie chcą puścić, trzymając nas chciwie i błagalnie przerażone…
Znakomita kompilacja światów, codzienności kiedy nagle nieoczekiwanie zbliża się poczucie lęku i paniki przed odejściem, nie tym normatywnym, biologicznie uzasadnionym ale masowym i jakże niesłusznym wobec całej ludzkiej bezradności. Światy w każdym ich aspekcie nagle się zamykają, zakleszczają każdego, wyznaczają zasady, restrykcje, samotność, niepewność i…pokorną śmierć.
Bardzo udanie i zbieżnie autorka wprowadza nas epizodem pandemii, jakby epizodem adekwatnym w aspekcie ekspresji emocji w dawny, miniony czas życia krakowskiej rodziny, jej antenatu tuż przed aneksją zła. Jak w pandemii tak i wtedy ten sam niepokój, ta sama silna osobnicza nadzieja przeżycia, chciwość życia za wszelką cenę, i świadomość że niewiele się może w tym fatum.
Zapewne autorkę od dawna niosło w imię pamięci i miłości, przemówić głosem swojej babci Anny Abrahamerowej, nawet zapuściła się w tym celu do Nicei, aby iść w iluzji śladem, w te same zakamarki Promenady Angielskiej, jakimi jej babcia łaziła w czasie jedynych zagranicznych wakacji w swoim życiu, dekady wstecz.
Czy jest to dzieło przypadku, a jeżeli jest to w zasłonie symboliki, aby wakacje autorki zbiegły się z wybuchem pandemii, a wakacje jej babci w 1938 roku z nadchodzącym wybuchem wojny.
Jest różnica incydentalna: pandemia spadla jak grom z nieba, wojna była sygnalizowana, szły symptomy: aneksja Austrii, Czech, nieludzka awersja żydowska; pandemia łapała loterią kogokolwiek, gdy trafiła na podatny organizm, przedwojnie było czasem na analizę, decyzję szybkiej emigracji a ta podjęta zmyślnie i odważnie ratowała życie żydowskie. Aczkolwiek w jednym i w drugim przypadku, zmysł intuicji, zapobiegawcza aktywność: izolacja w pierwszym przypadku i wczesna ucieczka w drugim były gwarancją przeżycia.
Pandemia wyznacza inne zachowania ludzkie, życie zmienia się w wieczną tęsknotę za smakiem, barwą, zapachem tamtych dni, za beztroską, za nieostrożnością, „za czasem bez rozwagi”, za „dymem kawiarnianym”, krzątaniną, tłumem…W izolacji człowiek patrzy na przedmioty jakby „uczył się ich na pamięć”, stwarza iluzję obecności kogoś, aby w jego oczach przeglądać się jak w lustrze, robić dla niego wszystko, wyglądać, udowadniać jak jest się silnym…Muzyka nie hipnotyzuje jak dawniej, czytanie nie oswaja z rzeczywistością. Obsesja chłodnego czoła i zdrowego oddechu, w myślach rytmika nakazów: nie wychodź, unikaj, trzymaj dystans… ciągłe poczucie winy że się wyszło bo w końcu ma „ma się dość rozsądku”…
Ale czy eksterminacja ma podobne inklinacje, czy gettowska izolacja jest jak ta pandemiczna, wszak stokroć gorsza gdzie głód, odór, wynaturzenia i widmo śmierci po obudzeniu, która i tak jest kwestią czasu, o ironio i zależna tyko od decyzji drugiego człowieka, nie od patogenu.
Jednakże nie jest to esencją epiki.
Zamysłem jest pokazanie barwności i autentyzmu życia żydowskiej rodziny Abrahamerów na krakowskim Prądniku w przededniu wojny, rodziny zamożnej, zasymilowanej, dalekiej od ortodoksji aczkolwiek praktykującej tradycje i celebracje, szczęśliwej i radosnej, żyjącej nienagannie i ambitnie. W tej rodzinie upór i aspiracje, wielu pnie się po drabinie przedsiębiorczości i nobliwych zawodów, jakby oddalanie się od stygmatu nicnieznaczenia i naznaczenia z racji genotypu nacji. Życie w dostatku i innym standardzie: jest i radio, gramofon i płyty, bale w hotelu Grand, dancingi, herbatki, konkursy kulinarne pań, męskie polemiki polityczne, gra w Makkabi, gry w karty, brydż, pikniki w Lasku Wolskim, wypady do Krynicy i Zakopanego lukstorpedą, nawet wycieczki statkiem w obce kraje…
Dom urządzony meblami wiedeńskimi, na 2-wu hektarowej posesji z ogrodem i inwentarzem, hodowlą koni, piekarnią, gdzie kierat pracy codziennej rozdziela się miedzy służbę i Annę i Dawida Abrahamerów. Dzień jest tak dopięty, że nie ma czasu na ekskluzywne wakacje, które w końcu w ekscesie zaimponowania rodzinie Elsnerów, stają się urzeczywistnieniem.
Pasja Anny ogród i kulinaria. Co więcej jej rola matki zatroskanej, posłusznej żony, odgrywane w codzienności trywialnych problemów bez zarzutu. Ile w niej kreacji empatii, ciepła, rodzinności, gościnności?. Nie może przeoczyć żadnej tradycji świątecznej: święto Chanuka, święto Pesy i Sedery, post żydowski Jom Kippur, rok Haszana… a ile innych okoliczności celebracji oby tylko pod jej nadzorem. Każde święta to rytuały kulinarne: czulent, na kolacje rosoły z knedlami macowymi, kura pieczona z ferwelkami, pieczona gęś, kaczka; desery: latkes, charoset, ciasta, strudle…
W niczym to życie nie zbacza ze stereotypu, w centrum uwagi dzieci, ich adolescencyjny bunt, ich dziwne marzenia, ich własne decyzje nieraz łamiące konwenanse, a dom zawsze przesiąknięty aromatami: to nowego wypieku, to sezonowej konfitury, kwiatu, majowego bzu… ile radości z narodzin chociażby źrebaka…ile dumy z pierwszej sukcesorki…
Żaden dysonans nie zakłóci tej idylli spokoju i szczęścia, nawet retoryka o wojnie, w kontekście zawsze naiwna argumentacja, że pieniądze przemówią do Hitlera, że świat i Ameryka nie pozwolą, że świat rozumny, że są jeszcze pertraktacje, a jeśli nawet to jak się zacznie ta wojna tak szybko się skończy.
I tą ignorancję zaburzają echa krwiożerczej dyskryminacji wobec nacji żydowskiej, idące pełną parą z Niemiec, najpierw represje bojówkarzy, bojkoty, podpalanie domów opieki, rytualne palenia ksiąg Tory, potem sukcesywne pozbawiania wykonywania nobliwych zawodów, wprowadzenie kenkarty z dużym J, zamykania sklepów żydowskich, łapanki na ulicach, obozy…I cóż z tego że zasiany niepokój, lęk, myślowe tarcia, jak brak konkluzji, jak niewiara, nadzieja, cicho poparte codziennym życiem, zajęciem, radością są ustawicznie górą.
Można posunąć się do śmielszej konstatacji, wszakże siła rzeczy w przyzwyczajeniach do niezakłóconego życia, w miłości do integracji rodzinnej, w miłości do zbytków, jakże zgubna, jakże sekretna i podstępna doprowadzi do zostawienie wszystkiego na żer i niepewność losu, eksterminacji i śmierci Abrahamerów.
Przy tej sposobności odsłania się Kraków: z plantami gdzie i sadzawka z łabędziami i krzesła płatne i ściągający haracz plantowy z trzcinką, z targiem na Placu Szczepańskim, z cukiernią Parysa Maurizio, sklepem Płonki na Szewskiej z zegarkami Tisso i innymi precjozami, sklepem Meinla ze wspaniałą kawą i owocami kandyzowanymi, antykwariatem Taffeta na Szpitalnej, z punktem cenionej modystki Schreiberowej, z kinami Apollo i Wanda… tu i tam powozy z fiakrami a na ulicach modę wyznacza para windsorska.
Autorka w epice nie szuka wysublimowanej stylizacji, parafrazy, prowokacji językowej, sam język swoją potocznością zasysa odbiorcę, jest subtelny, czytelny, emocjonalny. Czyta się łatwo i szybko, nieraz zadziwi świeżość refleksji, inna percepcja, maksyma autorska, aforyzm.
W tej epice zobowiązanie i misja, wypełnienie kart historii integralnie związanej z Krakowem. To kuriozum aby z nacji liczącej 60-siat tysięcy w Krakowie, pozostała garstka kilkusetna, o ile nie mniej. Gdzie ich dziedzictwo, wkład kulturowy, posiadłości; zostały cmentarze, które i tak nikt nie odwiedza a one prawem czasu stają się kawałkami skruszonej steli. Niech przynajmniej literatura będzie służebna w odświeżaniu pamięci i ocalaniu zatartej przeszłości.
Z tej kontaminacji Siła Rzeczy cisną się znaczenia, jedno przed drugim:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tosiła rzeczy, które wczoraj były w zasięgu, dzisiaj w obliczu zagrożenia są niedosiężne, stają się marzeniem, tęsknotą, żądzą, wołaniem o zawrót;
siła rzeczy, które w restrykcji życia w pandemii, one tylko wierne zostały i są ostoją, źródłem retrospekcji, sentymentu, wspomnieniem smaku życia, które...
Akcja książki przebiega dwutorowo. Autorka opisuje swoją podróż do Nicei, w której spotyka ją lockdown. Jest to podróż sentymentalna, śladami babci autorki. To właśnie Annie Abrahamer poświęcona jest zdecydowanie większa część książki. Ma ona formę pamiętnika Anny. Poznajemy w nim przedwojenny Kraków chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Dziennik Anny, choć pisany językiem prostym, płynącym z serca, doskonale oddaje ducha tamtych czasów. Z każdym kolejnym dniem czuć zbliżającą się nieuchronnie wojnę. Współczesny czytelnik wie, co ze sobą przyniosła i dlatego nie na miejscu wydaje mi się zestawienie wydarzeń przedwojennych z pandemią i osobistymi doświadczeniami autorki.
Warto przeczytać dla atmosfery przedwojennego Krakowa.
Akcja książki przebiega dwutorowo. Autorka opisuje swoją podróż do Nicei, w której spotyka ją lockdown. Jest to podróż sentymentalna, śladami babci autorki. To właśnie Annie Abrahamer poświęcona jest zdecydowanie większa część książki. Ma ona formę pamiętnika Anny. Poznajemy w nim przedwojenny Kraków chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Dziennik Anny, choć pisany...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy szukam wytchnienia, wyciszenia i zadumy książki Romy Ligockiej okazują się niezawodne. Klimat jej książek jest niezwykły. Nie ma w nich wydumanych historii. Każde słowo ma cel. Nieodłączne w twórczości autorki jest łączenie teraźniejszości z przeszłością. Zawsze odkrywam w kolejnej książce nowy obraz dziewczynki, nastolatki, kobiety, podróżniczki, artystki. Osoby z wielką historią w sercu.
Gdy szukam wytchnienia, wyciszenia i zadumy książki Romy Ligockiej okazują się niezawodne. Klimat jej książek jest niezwykły. Nie ma w nich wydumanych historii. Każde słowo ma cel. Nieodłączne w twórczości autorki jest łączenie teraźniejszości z przeszłością. Zawsze odkrywam w kolejnej książce nowy obraz dziewczynki, nastolatki, kobiety, podróżniczki, artystki. Osoby z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka ma niesamowity talent do wzbudzania w nas refleksji nad życiem (za co jestem przeogromnie jej wdzięczna).
Nieśpiesznym tempem, melancholijnym stylem, urzeka.
W tej książce zabiera nas do Nicei, rozbudza smaki, zapachy, zmysły,by nagle, po zaledwie paru stronach zderzyć nas z rzeczywistością, z pojawieniem się pandemii (co, dla mnie, było dużym zaskoczeniem). Jeszcze dobrze nie ochłoniemy a już jesteśmy w przedwojennym Krakowie, z rodziną Autorki. Słowami dzienniczka jej babci doznajemy kolejnych wzruszeń, smaków, zapachów, codzienności tamtych dni...
Zobaczymy jak losy ludzkie potrafią być przewrotne...jak potrafią się łączyć...i zrozumiemy tytuł...
Autorka ma niesamowity talent do wzbudzania w nas refleksji nad życiem (za co jestem przeogromnie jej wdzięczna).
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNieśpiesznym tempem, melancholijnym stylem, urzeka.
W tej książce zabiera nas do Nicei, rozbudza smaki, zapachy, zmysły,by nagle, po zaledwie paru stronach zderzyć nas z rzeczywistością, z pojawieniem się pandemii (co, dla mnie, było dużym zaskoczeniem). Jeszcze...
119/2022 (E), DKK (X 2022)
119/2022 (E), DKK (X 2022)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria rodziny jest niezwykła. Bolesna. Niewyobrażalnie bolesna.
Książka warta przeczytania. Zasmakowania przedwojennego krakowskiego klimatu. Autorka trafiła także na marzec 2020 roku, gdy w Nicei powstwał pamiętnik jej babci. To też niezwykły czas. Niezwykle trudny.
Historia rodziny jest niezwykła. Bolesna. Niewyobrażalnie bolesna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka warta przeczytania. Zasmakowania przedwojennego krakowskiego klimatu. Autorka trafiła także na marzec 2020 roku, gdy w Nicei powstwał pamiętnik jej babci. To też niezwykły czas. Niezwykle trudny.
Wielbiciele R. Ligockiej nie będa zaiwedzeni. Polecam!
Wielbiciele R. Ligockiej nie będa zaiwedzeni. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTego mi było trzeba :) przed wakacjami. Czytałam kiedyś wszystko jak leci (czasy "biograficzne" w mojej lekturze). Teraz już nie aż tak ale wzięłam z porcją wakacyjnych kryminałów, przeczytałam od razu, świetna rzecz o rzeczach w trudnych czasach... kotwica
Tego mi było trzeba :) przed wakacjami. Czytałam kiedyś wszystko jak leci (czasy "biograficzne" w mojej lekturze). Teraz już nie aż tak ale wzięłam z porcją wakacyjnych kryminałów, przeczytałam od razu, świetna rzecz o rzeczach w trudnych czasach... kotwica
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba tylko Roma Ligocka potrafi pisać o trudnych rzeczach z takim ogromnym spokojem. "Siła rzeczy" to książka wypełniona wspomnieniami, marzeniami o przyszłości, radością dzieciństwa spędzanego wśród bliskich, a jednocześnie wspomnieniami chwili niepokoju spowodowanego zbliżającą się wojną.
Autorka wyrusza do Nicei, gdzie jej dziadkowie spędzili swoje pierwsze w życiu i ostatnie wakacje. Chce poznać to miasto, które tak zachwyciło jej babcię.
Nie udało jej się zwiedzić miasta, gdyż zastaje ją tam pandemia i zmuszona jest spędzić czas w pokoju hotelowym, w którym zamieszkała po przybyciu do Nicei. Osobiste rzeczy, jakie przywiozła ze sobą stwarzają dla niej namiastkę jej krakowskiego domu. I tu w tej samotności sięga po pamiętnik swojej babci Anny . Właśnie ten pamiętnik stanowi część opowieści autorki.
Książka pięknie wydana, ciekawa, zachęcam, bo warto ją przeczytać, a jeszcze lepiej mieć na półce pod ręką.
Chyba tylko Roma Ligocka potrafi pisać o trudnych rzeczach z takim ogromnym spokojem. "Siła rzeczy" to książka wypełniona wspomnieniami, marzeniami o przyszłości, radością dzieciństwa spędzanego wśród bliskich, a jednocześnie wspomnieniami chwili niepokoju spowodowanego zbliżającą się wojną.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutorka wyrusza do Nicei, gdzie jej dziadkowie spędzili swoje pierwsze w życiu i...
Książka raczej średnia. Część będąca pamiętnikiem babci autorki bardzo ciekawa, refleksje własne z czasu lockdownu, moim zdaniem, ciężkostrawne. Zestawienie zagrożenia związanego z nadchodzącą wojną i prześladowaniami Żydów versus początek pandemii, mimo wszystko wydaje się dziwne.
Tytuł wydaje się sprzeczny z treścią. Nie rozumiem siły rzeczy materialnych w kontekście zagrożenia życia. Jaki sens ma piękny sweter gdy się stoi nad przepaścią?
Książka raczej średnia. Część będąca pamiętnikiem babci autorki bardzo ciekawa, refleksje własne z czasu lockdownu, moim zdaniem, ciężkostrawne. Zestawienie zagrożenia związanego z nadchodzącą wojną i prześladowaniami Żydów versus początek pandemii, mimo wszystko wydaje się dziwne.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł wydaje się sprzeczny z treścią. Nie rozumiem siły rzeczy materialnych w kontekście...
Książka poruszająca i skłaniająca do refleksji. Autorka niejako porównała czasy tuż przed II wojną światową do współczesnej wojny związanej z pandemią. Niezwykle podobał mi się dziennik z czasów przedwojennych, pisany przez kobietę, która jest gospodynią, matką, babcią i jednocześnie żoną, mającą przez wiele miesięcy przeczucie co do nadchodzącej tragedii, a mimo to stara się odnaleźć ukojenie w codzienności, pięknie natury, przyjemnych chwilach rodzinnych. Z drugiej strony mamy relację kobiety, która doświadcza zagrożenia XXI wieku związanego z początkami pandemii. Choć obecnie już zupełnie inaczej się czyta tą książkę, po prawie dwóch latach mimo wszystko życia z wirusem i całym zamieszaniem politycznym wokół tej całej sytuacji, to czuć niezwykłe emocje, obawy przed śmiercią, niechęć do podejmowania zwykłych czynności, wykradanie normalnych chwil. Refleksyjna i piękna lektura. Polecam.
Książka poruszająca i skłaniająca do refleksji. Autorka niejako porównała czasy tuż przed II wojną światową do współczesnej wojny związanej z pandemią. Niezwykle podobał mi się dziennik z czasów przedwojennych, pisany przez kobietę, która jest gospodynią, matką, babcią i jednocześnie żoną, mającą przez wiele miesięcy przeczucie co do nadchodzącej tragedii, a mimo to stara...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna, melancholijna opowieść. Łącząca przedwojenne wspomnienia z pamiętnika Babci autorki i początek pandemii Covid.
Bardzo dobra książka.
Piękna, melancholijna opowieść. Łącząca przedwojenne wspomnienia z pamiętnika Babci autorki i początek pandemii Covid.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka.
To forma wspomnień, pamiętnika. Mamy tu zestawienie dwóch rzeczywistości. Autorka wspomina swój zeszłoroczny wyjazd do Nicei, gdzie dowiaduje się o pandemii, zastaje ją lockdown, cały strach i odosobnienie, które towarzyszyło początkowo całej Europie. Potem „ucieczka” do domu, aby tylko zdążyć jeszcze przed zamknięciem granic. Zestawia to z pamiętnikiem pisanym przez jej babkę tuż przed wybuchem IIWS. Jest to pamiętnik o życiu zwykłym życiu rodzinnym, przetworach, narodzinach. Zaczyna się w przededniu wyjazdu na jedyny zagraniczny urlop dziadków autorki, właśnie do Nicei. Czuje się, że życie toczy się normalnym rytmem, ale docierają już do Polski złe wieści o prześladowaniach Żydów w Niemczech, o nieuniknionej już wojnie i zagnieżdża się strach. „A lato było piękne tego roku”.
Z perspektywy czasu takie porównanie może wydawać się trochę na wyrost, bo jak porównać bezpieczne siedzenie w domowym zaciszu nawet podczas totalnej kwarantanny do dramatów, które przyniosła ze sobą wojna. Jednak z drugiej strony strach jako taki przed nieznanym zawsze jest taki sam.
To forma wspomnień, pamiętnika. Mamy tu zestawienie dwóch rzeczywistości. Autorka wspomina swój zeszłoroczny wyjazd do Nicei, gdzie dowiaduje się o pandemii, zastaje ją lockdown, cały strach i odosobnienie, które towarzyszyło początkowo całej Europie. Potem „ucieczka” do domu, aby tylko zdążyć jeszcze przed zamknięciem granic. Zestawia to z pamiętnikiem pisanym przez jej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRoma Ligocka pisze pięknie i melancholijnie. Bardzo lubię jej prozę, współgra z moją wrażliwością. Jej opisy mogłyby być moimi. Czuję się, jakby wyjmowała mi słowa z ust. Myślę i czuję tak samo. Więc pewnie i odbieram świat w zbliżony sposób.
Dla mnie zestawienie poczucia zagrożenia w obu częściach współgra bardzo zgrabnie. W pamiętniku nadciągająca II wojna światowa. We fragmencie współczesnym w Nicei nadciągająca pandemia, z konsekwencjami idącymi dużo dalej, niż ludzie myślą. To dopiero początek i autorka to wie. Świat jaki znaliśmy dotychczas przeminął, idzie nowe, niedobre. A ludzie żyją w tej nowej rzeczywistości nie przeczuwając, że to nadejdzie, tak jak nikt nie wierzył, że wybuchnie druga wojna światowa.
Przepiękne opisy przedwojennego (a właściwie międzywojennego) Krakowa, panujących obyczajów, wydarzeń kulturalnych, strojów, relacji międzyludzkich. Możemy zagłębić się w cudowną codzienność tamtych czasów, tak jakbyśmy w niej chwilowo uczestniczyli, zanurzeni w radości i smutki opisywanych osób. Bardzo ciekawie nakreślone sylwetki psychologiczne członków rodziny, ukazujące jakże odmienne nastawienie do nadchodzących zdarzeń. Oko cieszą również zdjęcia i pocztówki z tamtych lat, z Lublina, Krakowa (czy ktoś wiedział, że na krakowskim rynku rosły drzewa??) oraz Nicei.
Nie przepadam za formą pamiętnika (wydaje mi się zbyt naiwna), ale tutaj wyszło pięknie. Oszczędnie w formie, wrażliwie, czule. Opis zbliżającego się „końca świata”, którego prawie nikt się nie spodziewał. A kto go przeczuwał, chował te przeczucia głęboko, aby nie psuć nastroju kochanym osobom. Autorka pięknie ukazuje ten moment „na krótko przed”. Opisuje mnogość sposobów radzenia sobie z sytuacją zagrożenia, wraz ze wszystkimi psychicznymi mechanizmami wyparcia i racjonalizacji problemu. Cały wachlarz, od postaw radosnej beztroski, poprzez argumenty racjonalne, aż do lękowej neurotyczności osoby przeświadczonej o nadejściu nieuchronnego, ale chowającej się w ciepłych i bezpiecznych postawach najbliższych osób, jakby to miało pomóc oddalić nadchodzące zagrożenie.
Fragment z Nicei również mnie urzekł. To był moment, kiedy świat się zatrzymał i nikt nie wiedział, co będzie dalej. I autorka ten bezruch, ten paraliż wspaniale oddała. Cytowany przez wiele osób fragment z porwanym przez wiatr stanikiem od kostiumu kąpielowego był niepotrzebnym zabiegiem, zazgrzytał. Nie wiem, czy miał być pewnego rodzaju kolorowym, dynamicznym przerywnikiem – dla skontrastowania sytuacji? Nie pasował. Ale cała reszta jest spójna i ..piękna.
Autorka jak zwykle przekazuje nam mieszankę radości życia z jego ulotnością, z bólem istnienia. Ból egzystencjalny jest silnie obecny w jej twórczości. Myślę, że to cecha charakterystyczna wszystkich jej książek, jej sposobu postrzegania świata. Piękno świata widziane poprzez ból doświadczenia i lęk przed przyszłością, przed niewiadomym, nieoswojonym. Dlatego właśnie to piękno świata ma tak wielką wartość, bo jest tylko chwilką, iskrą światła rozjaśniającą mroki codziennych lęków i niepewność przyszłości. Dobrymi chwilami należy delektować się i dobrze zapisywać je w pamięci, aby starczyły na długo, aby dawały siłę, pokarm duszy złaknionej piękna.
Nie wiemy, co będzie jutro.
Roma Ligocka pisze pięknie i melancholijnie. Bardzo lubię jej prozę, współgra z moją wrażliwością. Jej opisy mogłyby być moimi. Czuję się, jakby wyjmowała mi słowa z ust. Myślę i czuję tak samo. Więc pewnie i odbieram świat w zbliżony sposób.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie zestawienie poczucia zagrożenia w obu częściach współgra bardzo zgrabnie. W pamiętniku nadciągająca II wojna światowa. We...
Klimatyczna i smutna
Klimatyczna i smutna
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWzruszyłam się przy tej książce.
Piękna i bardzo aktualna.
Zarówno cześć współczesna, jak i ta historyczna.
Gorąco polecam.
Wzruszyłam się przy tej książce.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna i bardzo aktualna.
Zarówno cześć współczesna, jak i ta historyczna.
Gorąco polecam.
Pani Romy Ligockiej nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać. Autorka ta od 20 lat porywa serca i dusze czytelników swoją niezwykle wymowną i refleksyjną prozą.
W czerwcu tego roku pod szyldem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jej najnowsza książka zatytułowana „Siła rzeczy”. Publikacja ta choć nie jest zbyt obszerna niesie w sobie ogromny ładunek emocjonalny.
Opowieść rozpoczyna się w momencie, gdy autorka odpoczywa na Lazurowym Wybrzeżu, gdzie zastaje ją lockdown z powodu pandemii koronawirusa… W jednej chwili planowany wypoczynek staje się złotą klatką na obcej ziemi – życiem w zawieszeniu z dala od domu i bliskich, w ogromnej niepewności jutra.
Ta niezależna od autorki, wymuszona przez okoliczności aczkolwiek mocno frustrująca sytuacja staje się przyczynkiem do tego, iż w Pani Romie ożywają wspomnienia z czasów II Wojny Światowej. Niejako poprzez tę właśnie furtkę poznajemy pamiętnik babci autorki – Anny Abrahamer i historię żydowskiej rodziny.
„Siła rzeczy” to subtelne refleksje na życiem, tym, co naprawdę ma znaczenie oraz jak ważna jest dla istoty ludzkiej codzienność z wypracowanymi przez lata rytuałami, które przecież każdy z nas posiada.
Książka traktuje również o przewrotności ludzkiego losu, o byciu tu i teraz, zmaganiu się z samotnością, lękiem, smutkiem i niepewnością oraz o przywiązaniu człowieka do przedmiotów, z którego siły bardzo często nawet nie zdajemy sobie sprawy.
Publikacja ta jest niezwykle wyważona i stworzona we wspaniałym stylu, jaki Pani Roma zawsze w swoich książkach prezentuje. Bardzo szeroka gama emocji i przemyśleń sprawia, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.
Całość subtelnie, a zarazem niezwykle wymownie uzupełniają przedwojenne fotografie robione w Polsce i w Nicei.
Jeśli szukacie wartościowej lektury to gorąco polecam Wam tę najnowszą książkę Romy Ligockiej.
* https://www.facebook.com/Ksiazkowoczyta *
http://ksiazkowoczyta.blogspot.com/2021/09/wszyscy-mamy-w-sobie-nieoczekiwana.html
Pani Romy Ligockiej nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać. Autorka ta od 20 lat porywa serca i dusze czytelników swoją niezwykle wymowną i refleksyjną prozą.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW czerwcu tego roku pod szyldem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jej najnowsza książka zatytułowana „Siła rzeczy”. Publikacja ta choć nie jest zbyt obszerna niesie w sobie ogromny ładunek...
Kolejna książka Romy Ligockiej, która mnie zachwyciła.
Tym razem autorka cofa się w czasie do 1938 roku. To wtedy w Krakowie żyje jej rodzina z żydowskimi korzeniami i to wtedy Roma przychodzi na świat.
W tym samym czasie babcia przyszłej pisarki, Anna Abrahame, cieszy się latem, mimo dziejących się w Europie zawieruch. Cała rodzina rozkoszuje się latem, Krakowem, a babcia wyjeżdża nawet na wczasy na Lazurowe Wybrzeże. Tak naprawdę nikomu na myśl nie przyjdzie, co się wydarzy za kilka tygodni.
Jeszcze wszyscy żyją normalnie, cieszą się ze zwykłych, codziennych rzeczy, które są siłą życia. Do czasu....
Rok 2020. Roma Ligocka, wnuczka Anny, wyrusza w podróż do Nicei. Pisarka pragnie podróżować śladami swojej babci, m.in. tymi z 1938 roku. Nadchodzi pandemia, która więzi dorosłą Romę we Francji. Szybko okazuje się, jak mimo 80 lat różnicy, podobne są losy wnuczki i babci, jak niewiele trzeba żeby zmienić ludzki los. Z dnia na dzień życie obu kobiet zmieniło się diametralnie. Kilka dni wcześniej ani Anna ani Roma nie pomyślałyby, ze coś takiego może się wydarzyć. Życie jest nieprzewidywalne.
Dlatego należy się nim cieszyć, czerpać z niego moc i energię, cieszyć się siłą codzienności, rzeczy, które nas otaczają, bliskich ludzi. Nigdy nie wiadomo kiedy nagle tego zabraknie.
Wspaniałe opisy na równi dzisiejszej, współczesnej Nicei, jak i tej z 1938 roku. Ale tym, co zasługuje na największą uwagę są magiczne, przecudowne opisy Krakowa z okresu tuż przed wybuchem II wojny światowej. Coś wspaniałego. Autorka zabiera nas w cudowną, jedyną w swoim rodzaju podróż w czasie. Przenosimy się do magicznego miasta, do czasu i miejsc, których już często nie ma. Nasiąkamy wspaniałą atmosferą, przechadzamy magicznymi uliczkami, poznajemy wyjątkowych ludzi.
Wszystko razem tworzy niesamowita mieszankę i wyjątkową lekturę, która zachwyca od pierwszej do ostatniej strony.
Siła rzeczy to wyjątkowe obrazy. To także magiczna podróż, w którą Roma Ligocka cudownie nas zaprasza. Warto się w nią udać. Warto dać się uwieść tej książce. Polecam.
Kolejna książka Romy Ligockiej, która mnie zachwyciła.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem autorka cofa się w czasie do 1938 roku. To wtedy w Krakowie żyje jej rodzina z żydowskimi korzeniami i to wtedy Roma przychodzi na świat.
W tym samym czasie babcia przyszłej pisarki, Anna Abrahame, cieszy się latem, mimo dziejących się w Europie zawieruch. Cała rodzina rozkoszuje się latem, Krakowem, a babcia...
Książki Romy Ligockiej mają w sobie ogromny bagaż emocjonalny. Ten tytuł jest bardzo sentymentalny i bardzo realistyczny. Czytelnik ma wrażenie, że znajduje się w przedwojennym Krakowie. Pomimo strachu niepewności czuło się wielokulturowość. Dużo miłości matczynej oraz smutku dorosłej Romy. Kwarantanna z powodu covida okazuje się czymś innym dla kogoś kto ukrywał się w czasie wojny i ledwo przeżył. Polecam!!!
Książki Romy Ligockiej mają w sobie ogromny bagaż emocjonalny. Ten tytuł jest bardzo sentymentalny i bardzo realistyczny. Czytelnik ma wrażenie, że znajduje się w przedwojennym Krakowie. Pomimo strachu niepewności czuło się wielokulturowość. Dużo miłości matczynej oraz smutku dorosłej Romy. Kwarantanna z powodu covida okazuje się czymś innym dla kogoś kto ukrywał się w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Czuję, jakby nadchodziło coś, co jest od nas silniejsze. W nocy śniłam, że nad morzem stoję, a tu fala wielka przychodzi i nagle widzę, że zalewa nasz ogród i naraz wszystko wodą pokryte. Takie mnie dziwne uczucia nadchodzą, a podzielić się nimi z nikim nie potrafię”.
.
Pandemia, marzec rok 2020. Autorka podążając śladami swojej Babci Anny Abrahamer w Nicei, ostatniej podróży zagranicznej na Riwierze Francuskiej, zastaje ją wiadomość o wybuchu pandemii. Wspomnienia przeżyć Babci z roku 1938 zostają przeplatane przez autorkę niepewnością i strachem życia codziennego autorki.
.
„Siła rzeczy” utkana jest z codzienności i zwyczajności, wybrzmiewa pochwałami zwyczajnych chwil, które celebrują najzwyklejsze doznania, dotyk drugiego człowieka, smaki i zapachy otaczającego świata, śmiech i łzy. Czas się zatrzymuje. Nie ma miejsca na biegnącą akcje. Niespiesznie, z niezwykłą wrażliwością, utkana codzienność otoczona magią zwyczajności wybrzmiewa z każdą kolejną kartką. Jest tu i teraz. To co ważne a niedostrzegalne w pośpiechu codzienności. Duże nieszczęścia z przeszłości zmniejszają swoją siłę, niepewności, bolączki przekładają się na piękno codzienności, które wychodzi na pierwszy plan. Czerpanie radości z codzienności, dostrzeganie jej wartości w każdej minucie życia, zmuszanie do refleksji i emocjonująco podchodzenie do bieżących spraw powoduje że książkę odbiera się jako nasycenie magiczną codziennością życia. Celebrację najważniejszej danej nam chwili tu i teraz.
„Czuję, jakby nadchodziło coś, co jest od nas silniejsze. W nocy śniłam, że nad morzem stoję, a tu fala wielka przychodzi i nagle widzę, że zalewa nasz ogród i naraz wszystko wodą pokryte. Takie mnie dziwne uczucia nadchodzą, a podzielić się nimi z nikim nie potrafię”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to.
Pandemia, marzec rok 2020. Autorka podążając śladami swojej Babci Anny Abrahamer w Nicei, ostatniej...
Wzruszająca książka
Wzruszająca książka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to