Jestem podogromnym wrażeniem tej historii. Autorka przepięknie maluje swoim słowem ludzi, przyrodę, czasy. Nie jest to jednak opowieść łatwa, daje do myślenia, skłania do refleksji. Polecam.
Jestem podogromnym wrażeniem tej historii. Autorka przepięknie maluje swoim słowem ludzi, przyrodę, czasy. Nie jest to jednak opowieść łatwa, daje do myślenia, skłania do refleksji. Polecam.
Cóż, nie porwała mnie ta książka. Możliwe, że nie był to odpowiedni wybór lektury do czytania w drodze do pracy. Możliwe, że straciłam przez to jakieś magiczne konteksty i nie dotknął mnie czar tego pisarstwa...
Cóż, nie porwała mnie ta książka. Możliwe, że nie był to odpowiedni wybór lektury do czytania w drodze do pracy. Możliwe, że straciłam przez to jakieś magiczne konteksty i nie dotknął mnie czar tego pisarstwa...
Mimo że metaforyczna, mimo że symboliczna, mimo że z lekka baśniowa (czy też nielubiane przeze mnie określenie oniryczna) to niesamowicie autentyczna i trudna do werbalnego nazwania.
Prosty surowy obraz wsi, wypełniony ciężką pracą i bliski kobiecemu ciału, a jednocześnie ulotny pełen dramaturgii, upakowany kodami kulturowymi i ludowością (nie źle pojętym folklorem). Tętni cyklicznością, naturą, słowiańskością, ale nie odrywa się zbytnio od przyziemności, nie poetyzuje i nie apologizuje wsi a mimo to przepięknie uchwyca esencję wiejskości. Jak widać mam trudność z oddaniem wieloaspektowości i gęstości tego utworu. Sami przeczytajcie :-D
Mimo że metaforyczna, mimo że symboliczna, mimo że z lekka baśniowa (czy też nielubiane przeze mnie określenie oniryczna) to niesamowicie autentyczna i trudna do werbalnego nazwania.
Prosty surowy obraz wsi, wypełniony ciężką pracą i bliski kobiecemu ciału, a jednocześnie ulotny pełen dramaturgii, upakowany kodami kulturowymi i ludowością (nie źle pojętym folklorem). Tętni...
Książki z nurtu wiejskiego zawsze chętnie wcisnę w mój stos " do przeczytania".
A "Najada" jest powieścią krótką, choć zwartą fabularnie, mocno obrazową i metaforyczną. Z kart książki wylewa się wiejskość mieszkańców, ich obowiązków i czasu odpoczynku. Wiejskość wyłazi z języka, jakim autorka obdarzyła bohaterów, ich przeżyć, przemyśleń , refleksji i wspomnień. Jedno zahacza o drugie, nie ma tu słów zbędnych, wciśniętych na siłę. Samo sedno ludowszczyzny. Oryszyn pisze pięknie, sielsko i wiejsko. Czasem przaśnie i śmierdząco- jak to na wsi.
Urzekła mnie ta książka. Polecam, przeczytajcie bo warto.
E-book
Książki z nurtu wiejskiego zawsze chętnie wcisnę w mój stos " do przeczytania".
A "Najada" jest powieścią krótką, choć zwartą fabularnie, mocno obrazową i metaforyczną. Z kart książki wylewa się wiejskość mieszkańców, ich obowiązków i czasu odpoczynku. Wiejskość wyłazi z języka, jakim autorka obdarzyła bohaterów, ich przeżyć, przemyśleń , refleksji i wspomnień....
"Równie ciężkie, równie ważkie jest życie tylko wtedy, jeśli mu nałożyć na jego migotliwe przejawy wieczną ważność".
Bardzo żałuję, że dopiero teraz zetknęłam się z tak wspaniałą opowieścią Zyty Oryszyn. Prostota języka im bardziej wyrazista tym bardziej satysfakcjonuje, zwłaszcza obecnie, gdy proza nie zaskakuje ani wyszukaną formą ani treścią. "Najada" zawiera w sobie wszystko, co daje wykwintna powieść.
"Ona wystarczała sama sobie, ona się tak zachowywała w swojej samotni, jakby hodowała w sobie jakąś dziwną roślinę. I jakby pielęgnowanie tej dziwnej rośliny było najpiękniejsze ze wszystkiego".
"Najada" nasuwa na myśl "Ptaki" Vesaasa, ale opowieść jest rozpisana na wiele postaci i głosów. Niewiele ponad 150 stron prozy tak pełnej, tak przemyślanej, tak wykwintnie przedstawionej, która pozostawia spełnienie po jej przeczytaniu.
"Czy to nie jemu robiło się ciężko od porannej rosy? Rosa dokonała swego. Oczyściła powietrze, orzeźwiła trawy, przechowała czerwień zachodzącego słońca i wczorajsze zapachy do następnego świtania. I trawa zrobiła swoje. Zabłysła zielenią. I słońce, i kamyk polny, i kura, koń, ryba i ten człowiek, i tamten człowiek. Zwinąć w rulon to, co przeżyłeś i rozpościelić, a wyrosną z niego kwiaty, chłód i zapach sosen".
"Wstawej, ptaki już dawno świerkolom".
NAJADA - Wieczna Ważność.
"Równie ciężkie, równie ważkie jest życie tylko wtedy, jeśli mu nałożyć na jego migotliwe przejawy wieczną ważność".
Bardzo żałuję, że dopiero teraz zetknęłam się z tak wspaniałą opowieścią Zyty Oryszyn. Prostota języka im bardziej wyrazista tym bardziej satysfakcjonuje, zwłaszcza obecnie, gdy proza nie zaskakuje ani wyszukaną formą ani treścią....
Po „Najadę” sięgnęłam, dzięki poleceniu wykładowcy, jako propozycję nowej, kobiecej perspektywy w literaturze nurtu chłopskiego. Rekomendował tę książkę jako przesiąkniętą słońcem oraz potem, i mimo że od mojej lektury minęło już trochę czasu uważam, że jest to zdanie, które niezwykle dobrze ją oddaje. Odwołując się do jednego z moich ulubionych cytatów z książki: „Pot na plecach przypomniał mi, że jestem człowiekiem.”.
Narracja oraz świat przedstawiony w „Najadzie” jest, w moim odbiorze, niezwykle witalny. Wspomniana atmosfery potu i słońca, które zantropomorfizowane, nieustannie towarzyszy bohaterom, jest wyrażana w przepięknych opisach. Natomiast sam pot jest rozszerzony w ogóle o cielesność i fizjologię, których dosłowność wprowadza nas, do innego, wiejskiego świata, a jednocześnie zdają się budować ludzką, fizyczną wspólnotę, bohaterów i odbiorów. Sama narracja jest prowadzona w sposób zawiły – przeplatają się w sposób momentami chaotyczny historie i retrospekcję bohaterów oraz ich przemyślenia. Co więcej, pojawiają się czasami długie, zawiłe zdania z narastającymi refleksami. To przeplątanie i nagromadzenie były dla mnie drugą stroną odebranej witalności tekstu, który ożywiał bohaterów i zapraszał mnie do przeżywania. Styl „Najady” dość mocno skojarzył mi się z pisarstwem Toni Morrison.
Wracając do alternatywnego, kobiecego spojrzenia na chłopskość. Oryszyn mieści w swojej powieści wachlarz kobiecych, różnorodnych historii eksplorujących w dużej mierze trudy kobiet w tamtych realiach. Jej postaci są opisane w swoich doświadczeniach macierzyństwa, biedy, samotności, kryzysach tożsamościowych, nieszczęśliwej miłości, przemocy a także, co najmocniej się wybija – niechcianej ciąży. Dodatkowym ciężarem są ślady wojny oraz budującej się Polskiej Ludowej.
Naprawdę niesamowita i oryginalna książka, pozostawiająca w dezorientacji i szoku.
Po „Najadę” sięgnęłam, dzięki poleceniu wykładowcy, jako propozycję nowej, kobiecej perspektywy w literaturze nurtu chłopskiego. Rekomendował tę książkę jako przesiąkniętą słońcem oraz potem, i mimo że od mojej lektury minęło już trochę czasu uważam, że jest to zdanie, które niezwykle dobrze ją oddaje. Odwołując się do jednego z moich ulubionych cytatów z książki: „Pot na...
Zaczyna się od zabawy w Przyrowie, gdzie Sawka z Leonem tłuką się o Marychnę, przez co w Piaskach krzywo na nią patrzą, a ona tęsknić zaczyna za miejskim zgiełkiem bez wiśni zrywania i matki narzekania, która zgorzkniała od czasu porzucenia ojcowskiej gospodarki przez starszego syna. W prozatorskim debiucie Zyty Oryszyn z ubiegłego stulecia wieś jest mistyczna, przepełniona gwarem i ludzką witalnością. Czuły język peryferyjnego mikrokosmosu uwydatnia ekspresyjność jego mieszkańców. Ludzie czują mocniej, a przynajmniej wprost okazują swoje emocje, bo trudy życia, wszechobecność cudzych spojrzeń oraz rozeznanie w bieżących sprawach niemal każdego sąsiada przekreślają ewentualną grę pozorów.
W tekście Zyty Oryszyn fałszywa moralność przegrywa z ludzkimi namiętnościami, którymi sprawnie obudowano portrety psychologiczne poszczególnych postaci. Zastrzeżenia budzi jedynie konstrukcja powieści, ponieważ wplatanie retrospekcji do teraźniejszości dezorientowało w tej wystarczająco pogmatwanej historii o niespełnionych nadziejach. Niemniej, czas działa na korzyść Zyty Oryszyn, albowiem w dobie czytelniczego renesansu tekstów poświęconych polskiej wsi „Najada” zadowoli każdego, kto lubi zatracić się w cudzych pragnieniach.
Zaczyna się od zabawy w Przyrowie, gdzie Sawka z Leonem tłuką się o Marychnę, przez co w Piaskach krzywo na nią patrzą, a ona tęsknić zaczyna za miejskim zgiełkiem bez wiśni zrywania i matki narzekania, która zgorzkniała od czasu porzucenia ojcowskiej gospodarki przez starszego syna. W prozatorskim debiucie Zyty Oryszyn z ubiegłego stulecia wieś jest mistyczna, przepełniona...
Powieść napisana pięknym poetyckim językiem, zwięzła i nieuciekająca w niepotrzebnie rozwlekłe opisy krajobrazu. Urzekła mnie swobodą przechodzenia między myślami i uczuciami bohaterów, jak i nielinearnym czasem akcji - to, co jest, plącze się z tym, co było lub czego nie dane było przeżyć. Sami bohaterowie zdają się nieraz istnieć jak gdyby tylko obok siebie, przeżywając swoje marzenia i rozterki wewnątrz, aby uchronić się przed światem zewnętrznym, a więc sąsiadami czy członkami rodziny. Nie chroni ich to jednak przed potrzebą bliskości i bycia zrozumianymi, czego najlepszym przykładem jest sytuacja matki Marychny - skrycie odczuwającej postępujące osamotnienie pani Białawskiej. Choć krótka, powieść pozostawia po sobie wrażenie na długo i z pewnością jeszcze do niej wrócę.
Powieść napisana pięknym poetyckim językiem, zwięzła i nieuciekająca w niepotrzebnie rozwlekłe opisy krajobrazu. Urzekła mnie swobodą przechodzenia między myślami i uczuciami bohaterów, jak i nielinearnym czasem akcji - to, co jest, plącze się z tym, co było lub czego nie dane było przeżyć. Sami bohaterowie zdają się nieraz istnieć jak gdyby tylko obok siebie, przeżywając...
Hmmm...czasem słońce, czasem deszcz. Książka nie jest nigdzie dostępna (ja swój egzemplarz papierowy upolowałam na OLX) i to zadziałało na mnie jak zakazany owoc. Okładka była drugim magnesem. Co do treści to w mojej ocenie bardzo niespójna. Nie będę komentować posłowia ponieważ w każdej książce każdy może odebrać tę samą rzecz na różne sposoby. Pięknie było czytać tę gwarę. Wspaniale było podglądać wieś od zakrystii. I było coś wzruszającego w zaglądaniu bohaterom do ich serc i dusz. I z tą myślą chcę pozostać przy tej historii.
Hmmm...czasem słońce, czasem deszcz. Książka nie jest nigdzie dostępna (ja swój egzemplarz papierowy upolowałam na OLX) i to zadziałało na mnie jak zakazany owoc. Okładka była drugim magnesem. Co do treści to w mojej ocenie bardzo niespójna. Nie będę komentować posłowia ponieważ w każdej książce każdy może odebrać tę samą rzecz na różne sposoby. Pięknie było czytać tę...
Odniosłam takie wrażenie, że w posłowiu posądza się „ Najadę” o więcej znaczeń niż rzeczywiście autorka w tej opowieści zawarła. Niepotrzebnie zupełnie. Bez tych nadinterpretacji jest przecież bardzo ciekawie.
Odniosłam takie wrażenie, że w posłowiu posądza się „ Najadę” o więcej znaczeń niż rzeczywiście autorka w tej opowieści zawarła. Niepotrzebnie zupełnie. Bez tych nadinterpretacji jest przecież bardzo ciekawie.
Wiejskie życie opisane z niezwykłą czułością i historia porywająca od pierwszych stron, przez którą płynie się potokiem nostalgicznych słów. Piękna opowieść, w której trudne tematy poruszane są z wrażliwością. Każdy dom skrywa inną historię, a echa minionej wojny wciąż odbijają się na relacjach między bohaterami. Autorka obnaża ludzkie słabości, problemy i troski, pokazując jednocześnie, że każdy bez wyjątku jest ważną częścią tego świata.
„Najada” to powieść o niezwykłych kobietach, które na swych barkach dźwigają więcej, niż są w stanie unieść. To wielowarstwowa historia łącząca pokolenia, a jedną z warstw jest miłość, która nieśmiało snuje się po kartach tej niepozornej powieści. Miłość tłumiona przez oschłość. Miłość do ziemi. Miłość matczyna, młodzieńcza, stracona i zakazana. Miłość, która rani, muska, kusi i daje nadzieję, a każdy z bohaterów przeżywa ją inaczej. Jedni niepogodzeni z jej stratą mówią o niej głośno, by wspomnienie utraconej miłości żyło wiecznie. Inni duszą zranioną miłość w sobie i osłaniają twardą skorupą, by nie rozpadła się na kawałki. Są też tacy, którzy wypatrują miłości z nadzieją, że samotność przestanie im doskwierać...
Wiejskie życie opisane z niezwykłą czułością i historia porywająca od pierwszych stron, przez którą płynie się potokiem nostalgicznych słów. Piękna opowieść, w której trudne tematy poruszane są z wrażliwością. Każdy dom skrywa inną historię, a echa minionej wojny wciąż odbijają się na relacjach między bohaterami. Autorka obnaża ludzkie słabości, problemy i troski, pokazując...
Książka napisana barwnym językiem, w którym uplecione zostały losy ludzkich myśli. Ludzi żyjących w latach 60-tych na polskiej wsi. Trudne pytania o miłości, kim się chce być. Ludzi żyjących niby tak blisko siebie ale w rzeczywistości się nie znających, pozbawionych uczuć do siebie.
Książka napisana barwnym językiem, w którym uplecione zostały losy ludzkich myśli. Ludzi żyjących w latach 60-tych na polskiej wsi. Trudne pytania o miłości, kim się chce być. Ludzi żyjących niby tak blisko siebie ale w rzeczywistości się nie znających, pozbawionych uczuć do siebie.
Książka Zyty Oryszyn z 1970 r. to jedno ze szczytowych osiągnięć nurtu zwanego wówczas ”wiejskim”. Bogiem a prawdą to po prostu nurt człowieczy, z ważnymi wątkami emancypacyjno-egzystencjalistycznymi. Kolejne moje odkrycie autorskie w tym gatunku po Marianie Pilocie….
Znakomita to proza, pogłębiona psychologicznie, a co najważniejsze - napisana poetyckim językiem, miejscami mocno zmysłowa. I jeszcze moje ulubione przeplatające się plany czasowe nielinearnej narracji…
Świat przedstawiony – lata 60. w rozkwicie gomułkowskiej Peerelii - nie ma w sobie nic z sielanki. Wiele za to ciemnych tajemnic, nieszczęsnych sierot…. „Czuł, jak powoli otwierają się w jego sercu jakieś przepastne wrota, przez które wpełza czarny, oślizły stwór”.
To jeszcze czasy twardej walki o surowy wiejski byt. Rodzice mają władzę absolutną nad dziećmi – niezależnie od ich wieku, a mężowie - nad żonami. Przemoc domowa na porządku dziennym i nocnym („Każdy też starał się sprawować jak trzeba, nawet żonę tak prać, żeby sińca nikomu pokazać nie mogła”). W relacjach trudno się doszukać wspólnotowości. Czułości za wdowi grosz. Mordobicia nie tylko po pijaku, nierzadkie molestowanie seksualne.
Także dlatego wielką wartością jest tu dość progresywna perspektywa kobieca, co wszak nie było wówczas czymś powszechnym, zwłaszcza w tym nurcie. Pojawia się nawet delikatnie ukazany wątek męskiego homoseksualizmu (tam i wtedy!).
- Nie istnieje żadne „u siebie” – pisze w posłowiu prof. Inga Iwasiów o tym świecie, gdzie zwłaszcza kobiety nie czują się zbyt dobrze. W tym kontekście warto przytoczyć cytaty emblematyczne dla samej chyba Autorki, a nie tylko jednej z bohaterek, która wyrwała się z opresyjnej wiejskiej społeczności, gdzie kobieta miała bardzo ograniczony wybór ścieżki życiowej, czyli w zasadzie nie miała go w ogóle:
„Człowiekowi tam jest dobrze, gdzie jest całkiem obco, że ta obcość terenu, ludzi, zmusza go do przyjaźni ze światem w ogóle”.
„Tam, gdzie nie ma nic naszego, wszystko uważamy za swoje, tam, gdzie niewiele rozumiemy z życia innych ludzi, wydaje się nam, że nasze życie jest najzrozumialsze, najlepsze, najpiękniejsze, dlatego może uciekłam z domu”.
„Czuła się w tym śnie kimś innym, właściwie to nawet nie kimś innym, sobą, ale sobą ze wspomnieniami kogoś innego i ze strachem kogoś innego”.
”Nawet jak ją bolała głowa, ręka czy noga, to przecież nie tylko to ją bolało. Bolało ją też pole, powietrze, ptak, nóż, drugi człowiek, podłoga i liście na drzewach”.
„Ona coś wiedziała. Coś bardzo ważnego. Coś, co nie pozwalało jej na zbyt częste otwieranie ust, coś, co chroniło siebie i ją przed spospolitowaniem, przed staniem się jeszcze jedną nic niewiedzącą osobą, jakich wiele”.
Nic zatem dziwnego, że bohaterka, Marychna, w pewnym momencie decyduje się: „ -Trzeba mi stąd iść – powiedziała na głos. – Trzeba mi stąd iść”.
Sporo tu subtelnych zdań, np.:
„Miała serce przepełnione jego oczami, tak jak przepełniony bywa las sosnowy ozonem po burzy z błyskawicami”.
„Trzy razy zaufał Sawka niebieskim oczom, trzy razy budował sobie w tych oczach dom. I trzy razy zawiodły go te oczy”.
„Przypadkowy był też dzień, o ile przypadkowy może być świąteczny dzień Wielkiejnocy, tak długo oczekiwany przez wszystkich żądnych dziewczyn chłopaków, przez wszystkie żądne chłopaków dziewczyny, przez wszystkich rodziców żądnych małżeństw, przez wszystkich dziadków żądnych wnuków”.
Bardzo mocne wrażenie wywiera wątek spędzania płodów u wiejskich dziewczyn przez przybraną babkę nieletniego wówczas bohatera. Jakby jeszcze ktoś nie wiedział: wtedy nie było to karalne - ale ryzyko problemów zawsze było. I taki podwójny, a może i potrójny, dramat wydarza się i tu…
Niezwykle porusza również scena, gdy Marychna znajduje w domowych pamiątkach zrobione z ukrycia zdjęcie z czasów okupacji przedstawiające ustawionych do rozstrzelania trzech ludzi – i w jednym z nich rozpoznaje swego ojca.
„Trzeci stał mężczyzna w kapeluszu i ciemnym płaszczu, a w podniesieniu rąk i lekko zgarbionych plecach miał tyle pogardy, że tylko tę emanującą pogardę było widać i tylko na nią trzeba było patrzeć. I na nią też patrzyli ci, na nią na pewno zapatrzyli się, nie wierząc własnym oczom, ci, którzy zrównali życie tych trzech z pociągnięciem cyngla”.
„Stali wszyscy tyłem i wszyscy trzej wyciągali ręce do góry, ostatni raz zapatrzeni w na pewno szary mur. A może mieli zatrzaśnięte powieki na Wszystko, czekając na Nic. Albo też i odwrotnie. Może mieli zatrzaśnięte powieki na Nic, czekając na Wszystko”.
„Patrzyła szeroko otwartymi oczami na tych trzech, na trzech, co stali z wyciągniętymi rękami, na trzech obrzucanych zdumionymi spojrzeniami tych, co mieli wykonać egzekucję, na trzech obrzucanych też ukradkowymi spojrzeniami przechodniów, na trzech obrzucanych żarliwymi spojrzeniami tych za wydętej na wietrze firanki, co przysięgli pomścić każdą kroplę krwi przelaną, każde ostatnie spojrzenie na szary mur”.
Jeszcze parę cytatów…
„Słońce przylgnęło do niego ciasno jak dziewczyna. (…) Odpadło od niego dopiero przy sieni i siadło ciężko na smołowanym dachu. (..) Słońce stoczyło się na nich pachnące smołą, kośbą, grzmotami i i obsiadło ich czerwone karki”.
„Wypity płyn zatrząsł nimi jak poryw wiatru młodymi dębczakami”.
„Tej jesieni zima nadeszła pewnie jak wiejska baba gruba w pasie i tęga w licach”.
„Otworzyły się drzwi. Wypadła z nich muzyka”.
„Chichtając jak młódka, poprawiła sukienkę na przesadnych biodrach i podeszła. Zerwali się inni. Zrobił się tumult i wrzawa. Ktoś zgasił światło. Ciemno jak w szuwarach zrobiło się i jak w szuwarach straszno i miłośnie”.
„Nie ma co tak patrzeć w przyszłość, ona sama przyjdzie i to jeszcze jak. Mig. Mig. I już jest. (…) Toteż ani się spostrzeżesz, jak już nie będzie i oczy wyblakną. I serce zapipika, że to już się żegnać trzeba z tym, co to ci się zdaje, że ciągle przed Tobą jeszcze”.
„Nie myśl sobie, że wszystko zawsze przed tobą, bo nagle się okaże, że wszystko już przeżyłeś i nawet o tym nie wiedziałeś. Że przeżyłeś, choć zawsze czekałeś na co innego, na innego siebie, niż jesteś, na inne życie niż to, którym żyjesz”.
„Niesłusznie zapomniana mała wielka powieść" – prawdę, jak zwykle, pisze w swej opinii @Aguirre....
Książka Zyty Oryszyn z 1970 r. to jedno ze szczytowych osiągnięć nurtu zwanego wówczas ”wiejskim”. Bogiem a prawdą to po prostu nurt człowieczy, z ważnymi wątkami emancypacyjno-egzystencjalistycznymi. Kolejne moje odkrycie autorskie w tym gatunku po Marianie Pilocie….
Znakomita to proza, pogłębiona psychologicznie, a co najważniejsze - napisana poetyckim językiem,...
Odpustowe oczko wyłowione z gnoju, choć w rzeczywistości najprawdziwszy klejnot! Objawiony niczym wyjście najady z jeziora. Krótkie to, a pot z czoła przy czytaniu spływa strumieniami. Satysfakcjonujący znój. Muszę przeczytać więcej Zyty.
Odpustowe oczko wyłowione z gnoju, choć w rzeczywistości najprawdziwszy klejnot! Objawiony niczym wyjście najady z jeziora. Krótkie to, a pot z czoła przy czytaniu spływa strumieniami. Satysfakcjonujący znój. Muszę przeczytać więcej Zyty.
Zachwyciła mnie kompletnie ta lektura. Prowadzenie narracji w niekonwencjonalny sposób, płynnie przechodząc z retrospekcji, wspomnień, do myśli i w wypowiedź o zupełnie innym podmiocie. Wspaniale ujęte splecenie mistycznosci, religii i pragmatyzmu ciężkiej pracy polskiej wsi zeszłego stulecia, z okazjonalnymi przeswitami obecności ówczesnego systemu.
Najada wpada do mojej osobistej kolekcji tych magicznych i bardzo polskich książek, gdzie jest też „Dolina Issy”, „Prawiek i Inne Czasy”. Mi zostaje przeczytać więcej książek Zyty
Edit: po niespełna dwóch latach wróciłam do Najady żeby zajrzeć w napisany przez Ingę Iwasiów krótki rozdział z ostatnich stron. Podsumowuje on okoliczności pisania książki, tematy poruszane przez Oryszyn, historię jej samej i oferuje nam analizę kilku wątków kilku książek. Jak fantastycznych jest to kilka stron! Wznowiło we mnie zachwyt nad tą i innymi książkami Zyty, bo nie ma nic przyjemniejszego niż czytać mądre słowa jednej rewelacyjnej pisarki o drugiej rewelacyjnej pisarce. Nigdy nie zdarza mi się czytać tę samą książkę wielokrotnie, ale do Najady planuję kiedyś wrócić. Zmieniam opinię i dodaję jeszcze jedną gwiazdkę.
Zachwyciła mnie kompletnie ta lektura. Prowadzenie narracji w niekonwencjonalny sposób, płynnie przechodząc z retrospekcji, wspomnień, do myśli i w wypowiedź o zupełnie innym podmiocie. Wspaniale ujęte splecenie mistycznosci, religii i pragmatyzmu ciężkiej pracy polskiej wsi zeszłego stulecia, z okazjonalnymi przeswitami obecności ówczesnego systemu.
Najada wpada do mojej...
Jestem zachwycona! To jedna z najpiękniejszych książek, które przeczytałam w ostatnim czasie. Mądra, przenikliwa i pięknie napisana, w której się człowiek jak w lustrze przegląda. Jakie to niesamowite, a zarazem bardzo budujące uczucie, gdy książka staje się potwierdzeniem własnego spojrzenia na świat. Bohaterowie zostali sportretowani z ogromną czułością. I mimo tego, że to książka głównie o kobietach, Sawka, jeden z niewielu męskich reprezentantów w tej książce, to moim zdaniem jeden z najpiękniejszych portretów męskich w literaturze. Jestem wniebowzięta po lekturze! Ta książka ta najlepsze, co mnie ostatnio spotkało. Zwijam w rulon przeżycia, których dostarczyła mi ta książka (metafora rulonu w książce skradła moje serce).
Jestem zachwycona! To jedna z najpiękniejszych książek, które przeczytałam w ostatnim czasie. Mądra, przenikliwa i pięknie napisana, w której się człowiek jak w lustrze przegląda. Jakie to niesamowite, a zarazem bardzo budujące uczucie, gdy książka staje się potwierdzeniem własnego spojrzenia na świat. Bohaterowie zostali sportretowani z ogromną czułością. I mimo tego, że...
Książka napisana ponad 50 lat temu, przez trzydziestolatkę (i ówczesną żonę Edwarda Stachury). Zaliczana do kręgu „literatury wiejskiej”, co jednak zubaża wymowę powieści, kładąc zbyt wielki nacisk na formę (najwyższej próby) i nie dowartościowuje wymowy.
Już pierwszy akapit znamionuje klasę tej pozycji. Zycie Oryszyn udało się oddać nie tylko autentyczny język ludności wiejskiej, ale także sposób formułowania zdań, przekazywania treści czy nawet krótkich komunikatów. Dotyczy to zarówno wyrażeń gwarowych, występujących w dialogach czy myślach niektórych postaci, jak i wolnych od tych naleciałości. Przy tym nie jest to język wymyślony, lecz autentyczny, znany autorce. Wyraża się to chociażby w twardych, surowych, ale autentycznie ludowych porównaniach czy opisach, a nawet sformułowaniach humorystycznych. Wisienką na torcie są niektóre francuskie frazy, pisane fonetycznie.
Także tematyka rozmów i przemyśleń poszczególnych postaci świetnie oddaje klimat wiejskiej i małomiasteczkowej prowincji w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Autorce udało się pokazać fabułę wchodząc w ludowe buty, czyli oddając świadomość i wartości zarówno opisywanych społeczności, jak i poszczególnych osób – tak młodych, jak i pokolenia ich rodziców lub dziadków.
Dodatkowo można odnieść wrażenie, że język wypełnia całą fabułę. Każde zdanie wynika z poprzedniego, nawet jeśli zmienia czas i miejsce akcji. Również słowa w nich zawarte nie są zastosowane przypadkowo. Żadne nie jest zbędne, ani niewłaściwe, mimo nierzadko zaskakujących połączeń. Dzięki temu świetnie oddziaływują na wyobraźnię, tworząc barwne i wiarygodne obrazy osób i zdarzeń, chociaż fabularnych, ale jednak w pełni prawdopodobnych. Dotyczy to szczególnie pewnych zachowań, tak kobiecych jak i męskich, kodów kulturowych właściwych dla środowiska jak i sposobu myślenia, mówienia i opowiadania, dynamicznego, niemal rwanego i wielopłaszczyznowego. Autorce udało wytworzyć w umyśle czytelnika pełną wizję, mimo braku oddzielnych opisów. Minimum słów – maksimum treści. Tym bardziej, gdy dotyczy to środowisk, w których niedostatek wiedzy wynikającej z wykształcenia wypełniały z jednej strony na poły baśniowe wyobrażenia bądź nierealne marzenia.
Także wymowa powieści jest zaskakująco bogata. Marychna, jej matka, Sawka i jego babka, Lucyperka czy Walczak to nie tylko postacie z krwi i kości, ale i nosiciele wielu doświadczeń, postaw oraz idei. Można je odczytać zarówno wprost – z ich wypowiedzi i przemyśleń, ale i pośrednio – z fabuły, pokazującej działania i zaniechania, akcje i reakcje.
Niesłusznie zapomniana mała wielka powieść, która nawet po zakończeniu lektury niczym drożdże pączkuje zwiększając treść i wrażenia odbiorcy.
Książka napisana ponad 50 lat temu, przez trzydziestolatkę (i ówczesną żonę Edwarda Stachury). Zaliczana do kręgu „literatury wiejskiej”, co jednak zubaża wymowę powieści, kładąc zbyt wielki nacisk na formę (najwyższej próby) i nie dowartościowuje wymowy.
Już pierwszy akapit znamionuje klasę tej pozycji. Zycie Oryszyn udało się oddać nie tylko autentyczny język ludności...
Bardzo świeżo i na czasie napisana historia trojga bohaterów z głębokiej, polskiej wsi lat 60-tych. Przemyślenia bohaterów, problemy egzystencjonalne oraz głęboka wrażliwość autorki, - nie wspomnę nawet o pięknym, pełnym lokalnej gwary języku i figurach stylistycznych - po prostu zachwyca! Na dodatek lekko i przaśnie, ale głęboko - do trzewi - poruszają dylematy i oniryczne przemyślenia zarówno młodej wchodzącej w dorosłe życie damsko-męskie Marychny, jej matki i chłopaka znikąd, sieroty. Nie przypuszczałam, że po tylu latach od jej pierwszego wydania ta książka wniesie w moje doświadczenia czytelnicze tak świeży powiew aktualności poruszonych kwestii - zarówno aborcji jak i nieheteroseksualnych zainteresowań. Mogę tylko napisać, że pani Zyta Baranowska była świetną obserwatorką życia!
Bardzo świeżo i na czasie napisana historia trojga bohaterów z głębokiej, polskiej wsi lat 60-tych. Przemyślenia bohaterów, problemy egzystencjonalne oraz głęboka wrażliwość autorki, - nie wspomnę nawet o pięknym, pełnym lokalnej gwary języku i figurach stylistycznych - po prostu zachwyca! Na dodatek lekko i przaśnie, ale głęboko - do trzewi - poruszają dylematy i...
Miło było zanurzyć się w wiejską historię. Obecnie, dla mnie, zmagałam się trochę z językiem, w jaki bohaterzy mówią. Jednak czym dłużej obcowałam z lekturą, tym bardziej przyzwyczajałam się do ich stylu wysławiania się.
Historia, mimo, że napisana lata temu, temat jest jak najbardziej obecny w obecnych czasach (trudne relacje rodzinne, aborcja, przemoc domowa).
Uważam tę lekturę za istotną i ciekawą do zapoznania się.
Miło było zanurzyć się w wiejską historię. Obecnie, dla mnie, zmagałam się trochę z językiem, w jaki bohaterzy mówią. Jednak czym dłużej obcowałam z lekturą, tym bardziej przyzwyczajałam się do ich stylu wysławiania się.
Historia, mimo, że napisana lata temu, temat jest jak najbardziej obecny w obecnych czasach (trudne relacje rodzinne, aborcja, przemoc domowa).
Kiedy zobaczyłam tę okładkę, czułam, że to musi być coś wyjątkowego. Debiutujące wydawnictwo Drzazga na swój debiut wybrało wyjątkową powieść.
Pięknie wydana książka, która powraca do rąk czytelnika po 50 latach od pierwszego wydania.
Czy jest w stanie zachwycić?
Życie na wsi poznajemy przez pryzmat Marychny - dziewczyny, która wyróżnia się na tle społeczności. Dzięki temu kobiecemu spojrzeniu można dostrzec jak wyglada hierarchia na wsi - jak świat mężczyzn dominuje i jest nietykalny.
Świat po wojnie nie jest łatwy - zarówno fizycznie jak i psychicznie. To czas, który po zawirowaniach i szybkim kursie dojrzewania, istnieje i młodzi ludzie muszą się w nim odnaleźć.
Można też czytać tę powieść w wymiarze onirycznym - jako baśń z elementami mitycznymi. Sporo tutaj symboli, duchów i dziwnych stworzeń.
Wyobcowanie, samotność, śmierć i miłość - wokół tego Oryszyn tworzy sieć powiązań. Każdemu czegoś brakuje, każdy chce odnaleźć receptę na życie. Portrety psychologiczne są sprawnie utkane i dają przestrzeń do samodzielnej interpretacji.
Zyta Oryszyn maluje obrazami - język potrafi być poetycki i dosadny. Wydobywa koloryt i jest bardzo intensywny. Konstrukcje zdań są trochę archaiczne, ale konsekwencja w ich stosowaniu nadaje rytm opowieści. Wiejska gwara dodaje autentyczności.
Chwilami można odnieść wrażenie, że jest tu trochę „Chłopów”, „Chama”, „Nagiego sadu”, „Podkrzywdzia” i „Dygotu” - natomiast nie ulega wątpliwości, że „Najada” i Oryszyn to indywidualny styl.
Z pewnością jest to bardzo dobry start nowego wydawnictwa. Drzazga, która mnie zaskoczyła - życzę sobie więcej takich wbijających lektur 😊
Kiedy zobaczyłam tę okładkę, czułam, że to musi być coś wyjątkowego. Debiutujące wydawnictwo Drzazga na swój debiut wybrało wyjątkową powieść.
Pięknie wydana książka, która powraca do rąk czytelnika po 50 latach od pierwszego wydania.
Czy jest w stanie zachwycić?
Życie na wsi poznajemy przez pryzmat Marychny - dziewczyny, która wyróżnia się na tle społeczności. Dzięki...
Bardzo mi się spodobała ta książka. Dużo jest w niej rozważań filozoficznych, wyrażanych pięknymi, poetyckim słowami. Życie na wsi i jej wpływ na różnych ludzi zostały naprawdę dobrze odwzorowane. Jedynie początkowe strony są trochę zbyt chaotyczne, czytelnik zostaje wrzucony w wir różnych wydarzeń, nazwisk, dziwnej gwarowej mowy, na szczęście później wszystko staje się dla nas bardziej zrozumiałe.
Bardzo mi się spodobała ta książka. Dużo jest w niej rozważań filozoficznych, wyrażanych pięknymi, poetyckim słowami. Życie na wsi i jej wpływ na różnych ludzi zostały naprawdę dobrze odwzorowane. Jedynie początkowe strony są trochę zbyt chaotyczne, czytelnik zostaje wrzucony w wir różnych wydarzeń, nazwisk, dziwnej gwarowej mowy, na szczęście później wszystko staje się dla...
Nie podobała mi się książka. Nie zachwyca mnie ta wieś,gdzie modli się pod figura a diabła ma za skóra, gdzie żonę leje się tak aby sińców pokazać nie mogła. Odniosłam wrażenie,że ta wiejskość trochę jest jak " g... W papierku" papierek ładny ale jednak shit. Jestem w stanie się zgodzić jednak z tym,że to prawda,która dziś łatwo napotkać można. Mentalnie nadal jesteśmy tacy sami.
Nie podobała mi się książka. Nie zachwyca mnie ta wieś,gdzie modli się pod figura a diabła ma za skóra, gdzie żonę leje się tak aby sińców pokazać nie mogła. Odniosłam wrażenie,że ta wiejskość trochę jest jak " g... W papierku" papierek ładny ale jednak shit. Jestem w stanie się zgodzić jednak z tym,że to prawda,która dziś łatwo napotkać można. Mentalnie nadal jesteśmy tacy...
I to jest książka, o której mogę powiedzieć, że jest napisana z pewną czułością, nostalgią, zmysłowością, że jest pięknie napisana. Oniryczna. Prawdziwa. Językowo - wspaniała. Mam wrażenie, że autorka pisała te historie ze środka, będąc ich świadkiem. Już pierwsze strony przenoszą nas do tego wiejskiego świata, gęstego i gorącego od upału, pachnącego sianem, ale i śmierdzącego potem i smakującego kwaśnymi wiśniami. Czujemy znój pracy, zmęczenie i zrezygnowanie bohaterów. Najada jest bardzo dobrym przykładem literatury chłopskiej, którą ja bardzo lubię. I mimo że od pierwszego wydania książki minęło ponad 50 lat to problematyka jest jak najbardziej aktualna. Bohaterkami u Zyty Oryszyn są głównie kobiety i ich problemy i to w jaki sposób są one traktowane na wsi, przez swoją rodzinę czy sąsiadów. Mamy tutaj również wątek, malutki, ledwie wspomniany, ale jest, homoseksualny. Więc czytając Najadę teraz, w 2022 r. czułam ogromną otwartość autorki i rozumiem jej potrzebę przekazania czytelnikowi pewnych wartości. Polecam również przeczytać posłowie, które bardzo wiele wyjaśnia. Fantastyczny debiut z 1970 r.
I to jest książka, o której mogę powiedzieć, że jest napisana z pewną czułością, nostalgią, zmysłowością, że jest pięknie napisana. Oniryczna. Prawdziwa. Językowo - wspaniała. Mam wrażenie, że autorka pisała te historie ze środka, będąc ich świadkiem. Już pierwsze strony przenoszą nas do tego wiejskiego świata, gęstego i gorącego od upału, pachnącego sianem, ale i...
Najada to książka piękna. I słowo "piękna" rozumiem tu dosłownie jako piękno estetyczne, zmysłowe, plastyczne i poetyckie. Wbrew pozorom wydobycie tego aspektu ułatwia właśnie osadzenie fabuły na powojennej wsi gdzie trud codziennego życia przeplata się z prostym myśleniem bohaterów i ich dramatycznymi losami. Ale właśnie ta "ziemskość", naturalność i konkretność są dla autorki świetnym rusztowaniem, na którym buduje obrazy,metafory, wglądy, pytania i odniesienia
Najada to książka piękna. I słowo "piękna" rozumiem tu dosłownie jako piękno estetyczne, zmysłowe, plastyczne i poetyckie. Wbrew pozorom wydobycie tego aspektu ułatwia właśnie osadzenie fabuły na powojennej wsi gdzie trud codziennego życia przeplata się z prostym myśleniem bohaterów i ich dramatycznymi losami. Ale właśnie ta "ziemskość", naturalność i konkretność są dla...
Wydawnictwo Drzazgi i ich debiut wydawniczy w formie „Najady” zostawiłam sobie na koniec roku. „Najada” opętała mnie swą wiejską nostalgią przyciskaną przez patriarchat i ciężki znój wiejskiej pracy, gdzie w tle majaczy chęć wyrwania się ze swoich korzeni. Ponad 5 godzin w pociągu, a zanim się spostrzegłam odłożyłam książkę na ostatniej stronie. Napisać taki debiut 50 lat temu! Taka mięsista, momentami złowieszcza proza, pełna najad, które mogą nawiedzić czytelnika zależnie od jego własnych demonów.
Była to wciągająca podróż.
Posłowie autorstwa Ingi Iwasiów tylko dopełnia ten niepokój czający się za życiem Marychny, która pragnie ucieczki. Przedstawiona tutaj historia jest cierpka i kwaśna jak wiśnie, które jest dane zbierać głównej bohaterce. Nieznośne soki spływają po naszej wyobraźni pchając nas w okolice nawiedzonego stawu. Czym tak naprawdę jest Najada? Polecam dowiedzieć się samemu oddając się tej niesłychanej lekturze.
Wydawnictwo Drzazgi i ich debiut wydawniczy w formie „Najady” zostawiłam sobie na koniec roku. „Najada” opętała mnie swą wiejską nostalgią przyciskaną przez patriarchat i ciężki znój wiejskiej pracy, gdzie w tle majaczy chęć wyrwania się ze swoich korzeni. Ponad 5 godzin w pociągu, a zanim się spostrzegłam odłożyłam książkę na ostatniej stronie. Napisać taki debiut 50 lat...
Taka niby banalna historia, takie niby nic wielkiego, a ile mądrości w tej książce! Dobrze czasem zwolnić i pochylić się nad tym co ważne, a co nam umyka.
Taka niby banalna historia, takie niby nic wielkiego, a ile mądrości w tej książce! Dobrze czasem zwolnić i pochylić się nad tym co ważne, a co nam umyka.
Jestem podogromnym wrażeniem tej historii. Autorka przepięknie maluje swoim słowem ludzi, przyrodę, czasy. Nie jest to jednak opowieść łatwa, daje do myślenia, skłania do refleksji. Polecam.
Jestem podogromnym wrażeniem tej historii. Autorka przepięknie maluje swoim słowem ludzi, przyrodę, czasy. Nie jest to jednak opowieść łatwa, daje do myślenia, skłania do refleksji. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozytywne zaskoczenie. Podobała mi się ta niepozorna książeczka, a tak tętniąca emocjami, zapachami, życiem. Warto było. Ale to zakończenie... nie!
Pozytywne zaskoczenie. Podobała mi się ta niepozorna książeczka, a tak tętniąca emocjami, zapachami, życiem. Warto było. Ale to zakończenie... nie!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż, nie porwała mnie ta książka. Możliwe, że nie był to odpowiedni wybór lektury do czytania w drodze do pracy. Możliwe, że straciłam przez to jakieś magiczne konteksty i nie dotknął mnie czar tego pisarstwa...
Cóż, nie porwała mnie ta książka. Możliwe, że nie był to odpowiedni wybór lektury do czytania w drodze do pracy. Możliwe, że straciłam przez to jakieś magiczne konteksty i nie dotknął mnie czar tego pisarstwa...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMimo że metaforyczna, mimo że symboliczna, mimo że z lekka baśniowa (czy też nielubiane przeze mnie określenie oniryczna) to niesamowicie autentyczna i trudna do werbalnego nazwania.
Prosty surowy obraz wsi, wypełniony ciężką pracą i bliski kobiecemu ciału, a jednocześnie ulotny pełen dramaturgii, upakowany kodami kulturowymi i ludowością (nie źle pojętym folklorem). Tętni cyklicznością, naturą, słowiańskością, ale nie odrywa się zbytnio od przyziemności, nie poetyzuje i nie apologizuje wsi a mimo to przepięknie uchwyca esencję wiejskości. Jak widać mam trudność z oddaniem wieloaspektowości i gęstości tego utworu. Sami przeczytajcie :-D
Mimo że metaforyczna, mimo że symboliczna, mimo że z lekka baśniowa (czy też nielubiane przeze mnie określenie oniryczna) to niesamowicie autentyczna i trudna do werbalnego nazwania.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProsty surowy obraz wsi, wypełniony ciężką pracą i bliski kobiecemu ciału, a jednocześnie ulotny pełen dramaturgii, upakowany kodami kulturowymi i ludowością (nie źle pojętym folklorem). Tętni...
E-book
Książki z nurtu wiejskiego zawsze chętnie wcisnę w mój stos " do przeczytania".
A "Najada" jest powieścią krótką, choć zwartą fabularnie, mocno obrazową i metaforyczną. Z kart książki wylewa się wiejskość mieszkańców, ich obowiązków i czasu odpoczynku. Wiejskość wyłazi z języka, jakim autorka obdarzyła bohaterów, ich przeżyć, przemyśleń , refleksji i wspomnień. Jedno zahacza o drugie, nie ma tu słów zbędnych, wciśniętych na siłę. Samo sedno ludowszczyzny. Oryszyn pisze pięknie, sielsko i wiejsko. Czasem przaśnie i śmierdząco- jak to na wsi.
Urzekła mnie ta książka. Polecam, przeczytajcie bo warto.
E-book
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążki z nurtu wiejskiego zawsze chętnie wcisnę w mój stos " do przeczytania".
A "Najada" jest powieścią krótką, choć zwartą fabularnie, mocno obrazową i metaforyczną. Z kart książki wylewa się wiejskość mieszkańców, ich obowiązków i czasu odpoczynku. Wiejskość wyłazi z języka, jakim autorka obdarzyła bohaterów, ich przeżyć, przemyśleń , refleksji i wspomnień....
NAJADA - Wieczna Ważność.
"Równie ciężkie, równie ważkie jest życie tylko wtedy, jeśli mu nałożyć na jego migotliwe przejawy wieczną ważność".
Bardzo żałuję, że dopiero teraz zetknęłam się z tak wspaniałą opowieścią Zyty Oryszyn. Prostota języka im bardziej wyrazista tym bardziej satysfakcjonuje, zwłaszcza obecnie, gdy proza nie zaskakuje ani wyszukaną formą ani treścią. "Najada" zawiera w sobie wszystko, co daje wykwintna powieść.
"Ona wystarczała sama sobie, ona się tak zachowywała w swojej samotni, jakby hodowała w sobie jakąś dziwną roślinę. I jakby pielęgnowanie tej dziwnej rośliny było najpiękniejsze ze wszystkiego".
"Najada" nasuwa na myśl "Ptaki" Vesaasa, ale opowieść jest rozpisana na wiele postaci i głosów. Niewiele ponad 150 stron prozy tak pełnej, tak przemyślanej, tak wykwintnie przedstawionej, która pozostawia spełnienie po jej przeczytaniu.
"Czy to nie jemu robiło się ciężko od porannej rosy? Rosa dokonała swego. Oczyściła powietrze, orzeźwiła trawy, przechowała czerwień zachodzącego słońca i wczorajsze zapachy do następnego świtania. I trawa zrobiła swoje. Zabłysła zielenią. I słońce, i kamyk polny, i kura, koń, ryba i ten człowiek, i tamten człowiek. Zwinąć w rulon to, co przeżyłeś i rozpościelić, a wyrosną z niego kwiaty, chłód i zapach sosen".
"Wstawej, ptaki już dawno świerkolom".
NAJADA - Wieczna Ważność.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Równie ciężkie, równie ważkie jest życie tylko wtedy, jeśli mu nałożyć na jego migotliwe przejawy wieczną ważność".
Bardzo żałuję, że dopiero teraz zetknęłam się z tak wspaniałą opowieścią Zyty Oryszyn. Prostota języka im bardziej wyrazista tym bardziej satysfakcjonuje, zwłaszcza obecnie, gdy proza nie zaskakuje ani wyszukaną formą ani treścią....
Po „Najadę” sięgnęłam, dzięki poleceniu wykładowcy, jako propozycję nowej, kobiecej perspektywy w literaturze nurtu chłopskiego. Rekomendował tę książkę jako przesiąkniętą słońcem oraz potem, i mimo że od mojej lektury minęło już trochę czasu uważam, że jest to zdanie, które niezwykle dobrze ją oddaje. Odwołując się do jednego z moich ulubionych cytatów z książki: „Pot na plecach przypomniał mi, że jestem człowiekiem.”.
Narracja oraz świat przedstawiony w „Najadzie” jest, w moim odbiorze, niezwykle witalny. Wspomniana atmosfery potu i słońca, które zantropomorfizowane, nieustannie towarzyszy bohaterom, jest wyrażana w przepięknych opisach. Natomiast sam pot jest rozszerzony w ogóle o cielesność i fizjologię, których dosłowność wprowadza nas, do innego, wiejskiego świata, a jednocześnie zdają się budować ludzką, fizyczną wspólnotę, bohaterów i odbiorów. Sama narracja jest prowadzona w sposób zawiły – przeplatają się w sposób momentami chaotyczny historie i retrospekcję bohaterów oraz ich przemyślenia. Co więcej, pojawiają się czasami długie, zawiłe zdania z narastającymi refleksami. To przeplątanie i nagromadzenie były dla mnie drugą stroną odebranej witalności tekstu, który ożywiał bohaterów i zapraszał mnie do przeżywania. Styl „Najady” dość mocno skojarzył mi się z pisarstwem Toni Morrison.
Wracając do alternatywnego, kobiecego spojrzenia na chłopskość. Oryszyn mieści w swojej powieści wachlarz kobiecych, różnorodnych historii eksplorujących w dużej mierze trudy kobiet w tamtych realiach. Jej postaci są opisane w swoich doświadczeniach macierzyństwa, biedy, samotności, kryzysach tożsamościowych, nieszczęśliwej miłości, przemocy a także, co najmocniej się wybija – niechcianej ciąży. Dodatkowym ciężarem są ślady wojny oraz budującej się Polskiej Ludowej.
Naprawdę niesamowita i oryginalna książka, pozostawiająca w dezorientacji i szoku.
Po „Najadę” sięgnęłam, dzięki poleceniu wykładowcy, jako propozycję nowej, kobiecej perspektywy w literaturze nurtu chłopskiego. Rekomendował tę książkę jako przesiąkniętą słońcem oraz potem, i mimo że od mojej lektury minęło już trochę czasu uważam, że jest to zdanie, które niezwykle dobrze ją oddaje. Odwołując się do jednego z moich ulubionych cytatów z książki: „Pot na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczyna się od zabawy w Przyrowie, gdzie Sawka z Leonem tłuką się o Marychnę, przez co w Piaskach krzywo na nią patrzą, a ona tęsknić zaczyna za miejskim zgiełkiem bez wiśni zrywania i matki narzekania, która zgorzkniała od czasu porzucenia ojcowskiej gospodarki przez starszego syna. W prozatorskim debiucie Zyty Oryszyn z ubiegłego stulecia wieś jest mistyczna, przepełniona gwarem i ludzką witalnością. Czuły język peryferyjnego mikrokosmosu uwydatnia ekspresyjność jego mieszkańców. Ludzie czują mocniej, a przynajmniej wprost okazują swoje emocje, bo trudy życia, wszechobecność cudzych spojrzeń oraz rozeznanie w bieżących sprawach niemal każdego sąsiada przekreślają ewentualną grę pozorów.
W tekście Zyty Oryszyn fałszywa moralność przegrywa z ludzkimi namiętnościami, którymi sprawnie obudowano portrety psychologiczne poszczególnych postaci. Zastrzeżenia budzi jedynie konstrukcja powieści, ponieważ wplatanie retrospekcji do teraźniejszości dezorientowało w tej wystarczająco pogmatwanej historii o niespełnionych nadziejach. Niemniej, czas działa na korzyść Zyty Oryszyn, albowiem w dobie czytelniczego renesansu tekstów poświęconych polskiej wsi „Najada” zadowoli każdego, kto lubi zatracić się w cudzych pragnieniach.
Zaczyna się od zabawy w Przyrowie, gdzie Sawka z Leonem tłuką się o Marychnę, przez co w Piaskach krzywo na nią patrzą, a ona tęsknić zaczyna za miejskim zgiełkiem bez wiśni zrywania i matki narzekania, która zgorzkniała od czasu porzucenia ojcowskiej gospodarki przez starszego syna. W prozatorskim debiucie Zyty Oryszyn z ubiegłego stulecia wieś jest mistyczna, przepełniona...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść napisana pięknym poetyckim językiem, zwięzła i nieuciekająca w niepotrzebnie rozwlekłe opisy krajobrazu. Urzekła mnie swobodą przechodzenia między myślami i uczuciami bohaterów, jak i nielinearnym czasem akcji - to, co jest, plącze się z tym, co było lub czego nie dane było przeżyć. Sami bohaterowie zdają się nieraz istnieć jak gdyby tylko obok siebie, przeżywając swoje marzenia i rozterki wewnątrz, aby uchronić się przed światem zewnętrznym, a więc sąsiadami czy członkami rodziny. Nie chroni ich to jednak przed potrzebą bliskości i bycia zrozumianymi, czego najlepszym przykładem jest sytuacja matki Marychny - skrycie odczuwającej postępujące osamotnienie pani Białawskiej. Choć krótka, powieść pozostawia po sobie wrażenie na długo i z pewnością jeszcze do niej wrócę.
Powieść napisana pięknym poetyckim językiem, zwięzła i nieuciekająca w niepotrzebnie rozwlekłe opisy krajobrazu. Urzekła mnie swobodą przechodzenia między myślami i uczuciami bohaterów, jak i nielinearnym czasem akcji - to, co jest, plącze się z tym, co było lub czego nie dane było przeżyć. Sami bohaterowie zdają się nieraz istnieć jak gdyby tylko obok siebie, przeżywając...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHmmm...czasem słońce, czasem deszcz. Książka nie jest nigdzie dostępna (ja swój egzemplarz papierowy upolowałam na OLX) i to zadziałało na mnie jak zakazany owoc. Okładka była drugim magnesem. Co do treści to w mojej ocenie bardzo niespójna. Nie będę komentować posłowia ponieważ w każdej książce każdy może odebrać tę samą rzecz na różne sposoby. Pięknie było czytać tę gwarę. Wspaniale było podglądać wieś od zakrystii. I było coś wzruszającego w zaglądaniu bohaterom do ich serc i dusz. I z tą myślą chcę pozostać przy tej historii.
Hmmm...czasem słońce, czasem deszcz. Książka nie jest nigdzie dostępna (ja swój egzemplarz papierowy upolowałam na OLX) i to zadziałało na mnie jak zakazany owoc. Okładka była drugim magnesem. Co do treści to w mojej ocenie bardzo niespójna. Nie będę komentować posłowia ponieważ w każdej książce każdy może odebrać tę samą rzecz na różne sposoby. Pięknie było czytać tę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdniosłam takie wrażenie, że w posłowiu posądza się „ Najadę” o więcej znaczeń niż rzeczywiście autorka w tej opowieści zawarła. Niepotrzebnie zupełnie. Bez tych nadinterpretacji jest przecież bardzo ciekawie.
Odniosłam takie wrażenie, że w posłowiu posądza się „ Najadę” o więcej znaczeń niż rzeczywiście autorka w tej opowieści zawarła. Niepotrzebnie zupełnie. Bez tych nadinterpretacji jest przecież bardzo ciekawie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiejskie życie opisane z niezwykłą czułością i historia porywająca od pierwszych stron, przez którą płynie się potokiem nostalgicznych słów. Piękna opowieść, w której trudne tematy poruszane są z wrażliwością. Każdy dom skrywa inną historię, a echa minionej wojny wciąż odbijają się na relacjach między bohaterami. Autorka obnaża ludzkie słabości, problemy i troski, pokazując jednocześnie, że każdy bez wyjątku jest ważną częścią tego świata.
„Najada” to powieść o niezwykłych kobietach, które na swych barkach dźwigają więcej, niż są w stanie unieść. To wielowarstwowa historia łącząca pokolenia, a jedną z warstw jest miłość, która nieśmiało snuje się po kartach tej niepozornej powieści. Miłość tłumiona przez oschłość. Miłość do ziemi. Miłość matczyna, młodzieńcza, stracona i zakazana. Miłość, która rani, muska, kusi i daje nadzieję, a każdy z bohaterów przeżywa ją inaczej. Jedni niepogodzeni z jej stratą mówią o niej głośno, by wspomnienie utraconej miłości żyło wiecznie. Inni duszą zranioną miłość w sobie i osłaniają twardą skorupą, by nie rozpadła się na kawałki. Są też tacy, którzy wypatrują miłości z nadzieją, że samotność przestanie im doskwierać...
Wiejskie życie opisane z niezwykłą czułością i historia porywająca od pierwszych stron, przez którą płynie się potokiem nostalgicznych słów. Piękna opowieść, w której trudne tematy poruszane są z wrażliwością. Każdy dom skrywa inną historię, a echa minionej wojny wciąż odbijają się na relacjach między bohaterami. Autorka obnaża ludzkie słabości, problemy i troski, pokazując...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana barwnym językiem, w którym uplecione zostały losy ludzkich myśli. Ludzi żyjących w latach 60-tych na polskiej wsi. Trudne pytania o miłości, kim się chce być. Ludzi żyjących niby tak blisko siebie ale w rzeczywistości się nie znających, pozbawionych uczuć do siebie.
Książka napisana barwnym językiem, w którym uplecione zostały losy ludzkich myśli. Ludzi żyjących w latach 60-tych na polskiej wsi. Trudne pytania o miłości, kim się chce być. Ludzi żyjących niby tak blisko siebie ale w rzeczywistości się nie znających, pozbawionych uczuć do siebie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka Zyty Oryszyn z 1970 r. to jedno ze szczytowych osiągnięć nurtu zwanego wówczas ”wiejskim”. Bogiem a prawdą to po prostu nurt człowieczy, z ważnymi wątkami emancypacyjno-egzystencjalistycznymi. Kolejne moje odkrycie autorskie w tym gatunku po Marianie Pilocie….
Znakomita to proza, pogłębiona psychologicznie, a co najważniejsze - napisana poetyckim językiem, miejscami mocno zmysłowa. I jeszcze moje ulubione przeplatające się plany czasowe nielinearnej narracji…
Świat przedstawiony – lata 60. w rozkwicie gomułkowskiej Peerelii - nie ma w sobie nic z sielanki. Wiele za to ciemnych tajemnic, nieszczęsnych sierot…. „Czuł, jak powoli otwierają się w jego sercu jakieś przepastne wrota, przez które wpełza czarny, oślizły stwór”.
To jeszcze czasy twardej walki o surowy wiejski byt. Rodzice mają władzę absolutną nad dziećmi – niezależnie od ich wieku, a mężowie - nad żonami. Przemoc domowa na porządku dziennym i nocnym („Każdy też starał się sprawować jak trzeba, nawet żonę tak prać, żeby sińca nikomu pokazać nie mogła”). W relacjach trudno się doszukać wspólnotowości. Czułości za wdowi grosz. Mordobicia nie tylko po pijaku, nierzadkie molestowanie seksualne.
Także dlatego wielką wartością jest tu dość progresywna perspektywa kobieca, co wszak nie było wówczas czymś powszechnym, zwłaszcza w tym nurcie. Pojawia się nawet delikatnie ukazany wątek męskiego homoseksualizmu (tam i wtedy!).
- Nie istnieje żadne „u siebie” – pisze w posłowiu prof. Inga Iwasiów o tym świecie, gdzie zwłaszcza kobiety nie czują się zbyt dobrze. W tym kontekście warto przytoczyć cytaty emblematyczne dla samej chyba Autorki, a nie tylko jednej z bohaterek, która wyrwała się z opresyjnej wiejskiej społeczności, gdzie kobieta miała bardzo ograniczony wybór ścieżki życiowej, czyli w zasadzie nie miała go w ogóle:
„Człowiekowi tam jest dobrze, gdzie jest całkiem obco, że ta obcość terenu, ludzi, zmusza go do przyjaźni ze światem w ogóle”.
„Tam, gdzie nie ma nic naszego, wszystko uważamy za swoje, tam, gdzie niewiele rozumiemy z życia innych ludzi, wydaje się nam, że nasze życie jest najzrozumialsze, najlepsze, najpiękniejsze, dlatego może uciekłam z domu”.
„Czuła się w tym śnie kimś innym, właściwie to nawet nie kimś innym, sobą, ale sobą ze wspomnieniami kogoś innego i ze strachem kogoś innego”.
”Nawet jak ją bolała głowa, ręka czy noga, to przecież nie tylko to ją bolało. Bolało ją też pole, powietrze, ptak, nóż, drugi człowiek, podłoga i liście na drzewach”.
„Ona coś wiedziała. Coś bardzo ważnego. Coś, co nie pozwalało jej na zbyt częste otwieranie ust, coś, co chroniło siebie i ją przed spospolitowaniem, przed staniem się jeszcze jedną nic niewiedzącą osobą, jakich wiele”.
Nic zatem dziwnego, że bohaterka, Marychna, w pewnym momencie decyduje się: „ -Trzeba mi stąd iść – powiedziała na głos. – Trzeba mi stąd iść”.
Sporo tu subtelnych zdań, np.:
„Miała serce przepełnione jego oczami, tak jak przepełniony bywa las sosnowy ozonem po burzy z błyskawicami”.
„Trzy razy zaufał Sawka niebieskim oczom, trzy razy budował sobie w tych oczach dom. I trzy razy zawiodły go te oczy”.
„Przypadkowy był też dzień, o ile przypadkowy może być świąteczny dzień Wielkiejnocy, tak długo oczekiwany przez wszystkich żądnych dziewczyn chłopaków, przez wszystkie żądne chłopaków dziewczyny, przez wszystkich rodziców żądnych małżeństw, przez wszystkich dziadków żądnych wnuków”.
Bardzo mocne wrażenie wywiera wątek spędzania płodów u wiejskich dziewczyn przez przybraną babkę nieletniego wówczas bohatera. Jakby jeszcze ktoś nie wiedział: wtedy nie było to karalne - ale ryzyko problemów zawsze było. I taki podwójny, a może i potrójny, dramat wydarza się i tu…
Niezwykle porusza również scena, gdy Marychna znajduje w domowych pamiątkach zrobione z ukrycia zdjęcie z czasów okupacji przedstawiające ustawionych do rozstrzelania trzech ludzi – i w jednym z nich rozpoznaje swego ojca.
„Trzeci stał mężczyzna w kapeluszu i ciemnym płaszczu, a w podniesieniu rąk i lekko zgarbionych plecach miał tyle pogardy, że tylko tę emanującą pogardę było widać i tylko na nią trzeba było patrzeć. I na nią też patrzyli ci, na nią na pewno zapatrzyli się, nie wierząc własnym oczom, ci, którzy zrównali życie tych trzech z pociągnięciem cyngla”.
„Stali wszyscy tyłem i wszyscy trzej wyciągali ręce do góry, ostatni raz zapatrzeni w na pewno szary mur. A może mieli zatrzaśnięte powieki na Wszystko, czekając na Nic. Albo też i odwrotnie. Może mieli zatrzaśnięte powieki na Nic, czekając na Wszystko”.
„Patrzyła szeroko otwartymi oczami na tych trzech, na trzech, co stali z wyciągniętymi rękami, na trzech obrzucanych zdumionymi spojrzeniami tych, co mieli wykonać egzekucję, na trzech obrzucanych też ukradkowymi spojrzeniami przechodniów, na trzech obrzucanych żarliwymi spojrzeniami tych za wydętej na wietrze firanki, co przysięgli pomścić każdą kroplę krwi przelaną, każde ostatnie spojrzenie na szary mur”.
Jeszcze parę cytatów…
„Słońce przylgnęło do niego ciasno jak dziewczyna. (…) Odpadło od niego dopiero przy sieni i siadło ciężko na smołowanym dachu. (..) Słońce stoczyło się na nich pachnące smołą, kośbą, grzmotami i i obsiadło ich czerwone karki”.
„Wypity płyn zatrząsł nimi jak poryw wiatru młodymi dębczakami”.
„Tej jesieni zima nadeszła pewnie jak wiejska baba gruba w pasie i tęga w licach”.
„Otworzyły się drzwi. Wypadła z nich muzyka”.
„Chichtając jak młódka, poprawiła sukienkę na przesadnych biodrach i podeszła. Zerwali się inni. Zrobił się tumult i wrzawa. Ktoś zgasił światło. Ciemno jak w szuwarach zrobiło się i jak w szuwarach straszno i miłośnie”.
„Nie ma co tak patrzeć w przyszłość, ona sama przyjdzie i to jeszcze jak. Mig. Mig. I już jest. (…) Toteż ani się spostrzeżesz, jak już nie będzie i oczy wyblakną. I serce zapipika, że to już się żegnać trzeba z tym, co to ci się zdaje, że ciągle przed Tobą jeszcze”.
„Nie myśl sobie, że wszystko zawsze przed tobą, bo nagle się okaże, że wszystko już przeżyłeś i nawet o tym nie wiedziałeś. Że przeżyłeś, choć zawsze czekałeś na co innego, na innego siebie, niż jesteś, na inne życie niż to, którym żyjesz”.
„Niesłusznie zapomniana mała wielka powieść" – prawdę, jak zwykle, pisze w swej opinii @Aguirre....
Książka Zyty Oryszyn z 1970 r. to jedno ze szczytowych osiągnięć nurtu zwanego wówczas ”wiejskim”. Bogiem a prawdą to po prostu nurt człowieczy, z ważnymi wątkami emancypacyjno-egzystencjalistycznymi. Kolejne moje odkrycie autorskie w tym gatunku po Marianie Pilocie….
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita to proza, pogłębiona psychologicznie, a co najważniejsze - napisana poetyckim językiem,...
Odpustowe oczko wyłowione z gnoju, choć w rzeczywistości najprawdziwszy klejnot! Objawiony niczym wyjście najady z jeziora. Krótkie to, a pot z czoła przy czytaniu spływa strumieniami. Satysfakcjonujący znój. Muszę przeczytać więcej Zyty.
Odpustowe oczko wyłowione z gnoju, choć w rzeczywistości najprawdziwszy klejnot! Objawiony niczym wyjście najady z jeziora. Krótkie to, a pot z czoła przy czytaniu spływa strumieniami. Satysfakcjonujący znój. Muszę przeczytać więcej Zyty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachwyciła mnie kompletnie ta lektura. Prowadzenie narracji w niekonwencjonalny sposób, płynnie przechodząc z retrospekcji, wspomnień, do myśli i w wypowiedź o zupełnie innym podmiocie. Wspaniale ujęte splecenie mistycznosci, religii i pragmatyzmu ciężkiej pracy polskiej wsi zeszłego stulecia, z okazjonalnymi przeswitami obecności ówczesnego systemu.
Najada wpada do mojej osobistej kolekcji tych magicznych i bardzo polskich książek, gdzie jest też „Dolina Issy”, „Prawiek i Inne Czasy”. Mi zostaje przeczytać więcej książek Zyty
Edit: po niespełna dwóch latach wróciłam do Najady żeby zajrzeć w napisany przez Ingę Iwasiów krótki rozdział z ostatnich stron. Podsumowuje on okoliczności pisania książki, tematy poruszane przez Oryszyn, historię jej samej i oferuje nam analizę kilku wątków kilku książek. Jak fantastycznych jest to kilka stron! Wznowiło we mnie zachwyt nad tą i innymi książkami Zyty, bo nie ma nic przyjemniejszego niż czytać mądre słowa jednej rewelacyjnej pisarki o drugiej rewelacyjnej pisarce. Nigdy nie zdarza mi się czytać tę samą książkę wielokrotnie, ale do Najady planuję kiedyś wrócić. Zmieniam opinię i dodaję jeszcze jedną gwiazdkę.
Zachwyciła mnie kompletnie ta lektura. Prowadzenie narracji w niekonwencjonalny sposób, płynnie przechodząc z retrospekcji, wspomnień, do myśli i w wypowiedź o zupełnie innym podmiocie. Wspaniale ujęte splecenie mistycznosci, religii i pragmatyzmu ciężkiej pracy polskiej wsi zeszłego stulecia, z okazjonalnymi przeswitami obecności ówczesnego systemu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajada wpada do mojej...
Jestem zachwycona! To jedna z najpiękniejszych książek, które przeczytałam w ostatnim czasie. Mądra, przenikliwa i pięknie napisana, w której się człowiek jak w lustrze przegląda. Jakie to niesamowite, a zarazem bardzo budujące uczucie, gdy książka staje się potwierdzeniem własnego spojrzenia na świat. Bohaterowie zostali sportretowani z ogromną czułością. I mimo tego, że to książka głównie o kobietach, Sawka, jeden z niewielu męskich reprezentantów w tej książce, to moim zdaniem jeden z najpiękniejszych portretów męskich w literaturze. Jestem wniebowzięta po lekturze! Ta książka ta najlepsze, co mnie ostatnio spotkało. Zwijam w rulon przeżycia, których dostarczyła mi ta książka (metafora rulonu w książce skradła moje serce).
Jestem zachwycona! To jedna z najpiękniejszych książek, które przeczytałam w ostatnim czasie. Mądra, przenikliwa i pięknie napisana, w której się człowiek jak w lustrze przegląda. Jakie to niesamowite, a zarazem bardzo budujące uczucie, gdy książka staje się potwierdzeniem własnego spojrzenia na świat. Bohaterowie zostali sportretowani z ogromną czułością. I mimo tego, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tosztos, choć dziwnie urwany na koniec
sztos, choć dziwnie urwany na koniec
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana ponad 50 lat temu, przez trzydziestolatkę (i ówczesną żonę Edwarda Stachury). Zaliczana do kręgu „literatury wiejskiej”, co jednak zubaża wymowę powieści, kładąc zbyt wielki nacisk na formę (najwyższej próby) i nie dowartościowuje wymowy.
Już pierwszy akapit znamionuje klasę tej pozycji. Zycie Oryszyn udało się oddać nie tylko autentyczny język ludności wiejskiej, ale także sposób formułowania zdań, przekazywania treści czy nawet krótkich komunikatów. Dotyczy to zarówno wyrażeń gwarowych, występujących w dialogach czy myślach niektórych postaci, jak i wolnych od tych naleciałości. Przy tym nie jest to język wymyślony, lecz autentyczny, znany autorce. Wyraża się to chociażby w twardych, surowych, ale autentycznie ludowych porównaniach czy opisach, a nawet sformułowaniach humorystycznych. Wisienką na torcie są niektóre francuskie frazy, pisane fonetycznie.
Także tematyka rozmów i przemyśleń poszczególnych postaci świetnie oddaje klimat wiejskiej i małomiasteczkowej prowincji w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Autorce udało się pokazać fabułę wchodząc w ludowe buty, czyli oddając świadomość i wartości zarówno opisywanych społeczności, jak i poszczególnych osób – tak młodych, jak i pokolenia ich rodziców lub dziadków.
Dodatkowo można odnieść wrażenie, że język wypełnia całą fabułę. Każde zdanie wynika z poprzedniego, nawet jeśli zmienia czas i miejsce akcji. Również słowa w nich zawarte nie są zastosowane przypadkowo. Żadne nie jest zbędne, ani niewłaściwe, mimo nierzadko zaskakujących połączeń. Dzięki temu świetnie oddziaływują na wyobraźnię, tworząc barwne i wiarygodne obrazy osób i zdarzeń, chociaż fabularnych, ale jednak w pełni prawdopodobnych. Dotyczy to szczególnie pewnych zachowań, tak kobiecych jak i męskich, kodów kulturowych właściwych dla środowiska jak i sposobu myślenia, mówienia i opowiadania, dynamicznego, niemal rwanego i wielopłaszczyznowego. Autorce udało wytworzyć w umyśle czytelnika pełną wizję, mimo braku oddzielnych opisów. Minimum słów – maksimum treści. Tym bardziej, gdy dotyczy to środowisk, w których niedostatek wiedzy wynikającej z wykształcenia wypełniały z jednej strony na poły baśniowe wyobrażenia bądź nierealne marzenia.
Także wymowa powieści jest zaskakująco bogata. Marychna, jej matka, Sawka i jego babka, Lucyperka czy Walczak to nie tylko postacie z krwi i kości, ale i nosiciele wielu doświadczeń, postaw oraz idei. Można je odczytać zarówno wprost – z ich wypowiedzi i przemyśleń, ale i pośrednio – z fabuły, pokazującej działania i zaniechania, akcje i reakcje.
Niesłusznie zapomniana mała wielka powieść, która nawet po zakończeniu lektury niczym drożdże pączkuje zwiększając treść i wrażenia odbiorcy.
Książka napisana ponad 50 lat temu, przez trzydziestolatkę (i ówczesną żonę Edwarda Stachury). Zaliczana do kręgu „literatury wiejskiej”, co jednak zubaża wymowę powieści, kładąc zbyt wielki nacisk na formę (najwyższej próby) i nie dowartościowuje wymowy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż pierwszy akapit znamionuje klasę tej pozycji. Zycie Oryszyn udało się oddać nie tylko autentyczny język ludności...
Bardzo świeżo i na czasie napisana historia trojga bohaterów z głębokiej, polskiej wsi lat 60-tych. Przemyślenia bohaterów, problemy egzystencjonalne oraz głęboka wrażliwość autorki, - nie wspomnę nawet o pięknym, pełnym lokalnej gwary języku i figurach stylistycznych - po prostu zachwyca! Na dodatek lekko i przaśnie, ale głęboko - do trzewi - poruszają dylematy i oniryczne przemyślenia zarówno młodej wchodzącej w dorosłe życie damsko-męskie Marychny, jej matki i chłopaka znikąd, sieroty. Nie przypuszczałam, że po tylu latach od jej pierwszego wydania ta książka wniesie w moje doświadczenia czytelnicze tak świeży powiew aktualności poruszonych kwestii - zarówno aborcji jak i nieheteroseksualnych zainteresowań. Mogę tylko napisać, że pani Zyta Baranowska była świetną obserwatorką życia!
Bardzo świeżo i na czasie napisana historia trojga bohaterów z głębokiej, polskiej wsi lat 60-tych. Przemyślenia bohaterów, problemy egzystencjonalne oraz głęboka wrażliwość autorki, - nie wspomnę nawet o pięknym, pełnym lokalnej gwary języku i figurach stylistycznych - po prostu zachwyca! Na dodatek lekko i przaśnie, ale głęboko - do trzewi - poruszają dylematy i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to6+
6+
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiło było zanurzyć się w wiejską historię. Obecnie, dla mnie, zmagałam się trochę z językiem, w jaki bohaterzy mówią. Jednak czym dłużej obcowałam z lekturą, tym bardziej przyzwyczajałam się do ich stylu wysławiania się.
Historia, mimo, że napisana lata temu, temat jest jak najbardziej obecny w obecnych czasach (trudne relacje rodzinne, aborcja, przemoc domowa).
Uważam tę lekturę za istotną i ciekawą do zapoznania się.
Miło było zanurzyć się w wiejską historię. Obecnie, dla mnie, zmagałam się trochę z językiem, w jaki bohaterzy mówią. Jednak czym dłużej obcowałam z lekturą, tym bardziej przyzwyczajałam się do ich stylu wysławiania się.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria, mimo, że napisana lata temu, temat jest jak najbardziej obecny w obecnych czasach (trudne relacje rodzinne, aborcja, przemoc domowa).
Uważam...
Kiedy zobaczyłam tę okładkę, czułam, że to musi być coś wyjątkowego. Debiutujące wydawnictwo Drzazga na swój debiut wybrało wyjątkową powieść.
Pięknie wydana książka, która powraca do rąk czytelnika po 50 latach od pierwszego wydania.
Czy jest w stanie zachwycić?
Życie na wsi poznajemy przez pryzmat Marychny - dziewczyny, która wyróżnia się na tle społeczności. Dzięki temu kobiecemu spojrzeniu można dostrzec jak wyglada hierarchia na wsi - jak świat mężczyzn dominuje i jest nietykalny.
Świat po wojnie nie jest łatwy - zarówno fizycznie jak i psychicznie. To czas, który po zawirowaniach i szybkim kursie dojrzewania, istnieje i młodzi ludzie muszą się w nim odnaleźć.
Można też czytać tę powieść w wymiarze onirycznym - jako baśń z elementami mitycznymi. Sporo tutaj symboli, duchów i dziwnych stworzeń.
Wyobcowanie, samotność, śmierć i miłość - wokół tego Oryszyn tworzy sieć powiązań. Każdemu czegoś brakuje, każdy chce odnaleźć receptę na życie. Portrety psychologiczne są sprawnie utkane i dają przestrzeń do samodzielnej interpretacji.
Zyta Oryszyn maluje obrazami - język potrafi być poetycki i dosadny. Wydobywa koloryt i jest bardzo intensywny. Konstrukcje zdań są trochę archaiczne, ale konsekwencja w ich stosowaniu nadaje rytm opowieści. Wiejska gwara dodaje autentyczności.
Chwilami można odnieść wrażenie, że jest tu trochę „Chłopów”, „Chama”, „Nagiego sadu”, „Podkrzywdzia” i „Dygotu” - natomiast nie ulega wątpliwości, że „Najada” i Oryszyn to indywidualny styl.
Z pewnością jest to bardzo dobry start nowego wydawnictwa. Drzazga, która mnie zaskoczyła - życzę sobie więcej takich wbijających lektur 😊
Kiedy zobaczyłam tę okładkę, czułam, że to musi być coś wyjątkowego. Debiutujące wydawnictwo Drzazga na swój debiut wybrało wyjątkową powieść.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie wydana książka, która powraca do rąk czytelnika po 50 latach od pierwszego wydania.
Czy jest w stanie zachwycić?
Życie na wsi poznajemy przez pryzmat Marychny - dziewczyny, która wyróżnia się na tle społeczności. Dzięki...
Bardzo mi się spodobała ta książka. Dużo jest w niej rozważań filozoficznych, wyrażanych pięknymi, poetyckim słowami. Życie na wsi i jej wpływ na różnych ludzi zostały naprawdę dobrze odwzorowane. Jedynie początkowe strony są trochę zbyt chaotyczne, czytelnik zostaje wrzucony w wir różnych wydarzeń, nazwisk, dziwnej gwarowej mowy, na szczęście później wszystko staje się dla nas bardziej zrozumiałe.
Bardzo mi się spodobała ta książka. Dużo jest w niej rozważań filozoficznych, wyrażanych pięknymi, poetyckim słowami. Życie na wsi i jej wpływ na różnych ludzi zostały naprawdę dobrze odwzorowane. Jedynie początkowe strony są trochę zbyt chaotyczne, czytelnik zostaje wrzucony w wir różnych wydarzeń, nazwisk, dziwnej gwarowej mowy, na szczęście później wszystko staje się dla...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUrzekła mnie ta książka. To moje klimaty. Objętościowo skromna a zawiera wiele.
Urzekła mnie ta książka. To moje klimaty. Objętościowo skromna a zawiera wiele.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie podobała mi się książka. Nie zachwyca mnie ta wieś,gdzie modli się pod figura a diabła ma za skóra, gdzie żonę leje się tak aby sińców pokazać nie mogła. Odniosłam wrażenie,że ta wiejskość trochę jest jak " g... W papierku" papierek ładny ale jednak shit. Jestem w stanie się zgodzić jednak z tym,że to prawda,która dziś łatwo napotkać można. Mentalnie nadal jesteśmy tacy sami.
Nie podobała mi się książka. Nie zachwyca mnie ta wieś,gdzie modli się pod figura a diabła ma za skóra, gdzie żonę leje się tak aby sińców pokazać nie mogła. Odniosłam wrażenie,że ta wiejskość trochę jest jak " g... W papierku" papierek ładny ale jednak shit. Jestem w stanie się zgodzić jednak z tym,że to prawda,która dziś łatwo napotkać można. Mentalnie nadal jesteśmy tacy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI to jest książka, o której mogę powiedzieć, że jest napisana z pewną czułością, nostalgią, zmysłowością, że jest pięknie napisana. Oniryczna. Prawdziwa. Językowo - wspaniała. Mam wrażenie, że autorka pisała te historie ze środka, będąc ich świadkiem. Już pierwsze strony przenoszą nas do tego wiejskiego świata, gęstego i gorącego od upału, pachnącego sianem, ale i śmierdzącego potem i smakującego kwaśnymi wiśniami. Czujemy znój pracy, zmęczenie i zrezygnowanie bohaterów. Najada jest bardzo dobrym przykładem literatury chłopskiej, którą ja bardzo lubię. I mimo że od pierwszego wydania książki minęło ponad 50 lat to problematyka jest jak najbardziej aktualna. Bohaterkami u Zyty Oryszyn są głównie kobiety i ich problemy i to w jaki sposób są one traktowane na wsi, przez swoją rodzinę czy sąsiadów. Mamy tutaj również wątek, malutki, ledwie wspomniany, ale jest, homoseksualny. Więc czytając Najadę teraz, w 2022 r. czułam ogromną otwartość autorki i rozumiem jej potrzebę przekazania czytelnikowi pewnych wartości. Polecam również przeczytać posłowie, które bardzo wiele wyjaśnia. Fantastyczny debiut z 1970 r.
I to jest książka, o której mogę powiedzieć, że jest napisana z pewną czułością, nostalgią, zmysłowością, że jest pięknie napisana. Oniryczna. Prawdziwa. Językowo - wspaniała. Mam wrażenie, że autorka pisała te historie ze środka, będąc ich świadkiem. Już pierwsze strony przenoszą nas do tego wiejskiego świata, gęstego i gorącego od upału, pachnącego sianem, ale i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajada to książka piękna. I słowo "piękna" rozumiem tu dosłownie jako piękno estetyczne, zmysłowe, plastyczne i poetyckie. Wbrew pozorom wydobycie tego aspektu ułatwia właśnie osadzenie fabuły na powojennej wsi gdzie trud codziennego życia przeplata się z prostym myśleniem bohaterów i ich dramatycznymi losami. Ale właśnie ta "ziemskość", naturalność i konkretność są dla autorki świetnym rusztowaniem, na którym buduje obrazy,metafory, wglądy, pytania i odniesienia
Najada to książka piękna. I słowo "piękna" rozumiem tu dosłownie jako piękno estetyczne, zmysłowe, plastyczne i poetyckie. Wbrew pozorom wydobycie tego aspektu ułatwia właśnie osadzenie fabuły na powojennej wsi gdzie trud codziennego życia przeplata się z prostym myśleniem bohaterów i ich dramatycznymi losami. Ale właśnie ta "ziemskość", naturalność i konkretność są dla...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydawnictwo Drzazgi i ich debiut wydawniczy w formie „Najady” zostawiłam sobie na koniec roku. „Najada” opętała mnie swą wiejską nostalgią przyciskaną przez patriarchat i ciężki znój wiejskiej pracy, gdzie w tle majaczy chęć wyrwania się ze swoich korzeni. Ponad 5 godzin w pociągu, a zanim się spostrzegłam odłożyłam książkę na ostatniej stronie. Napisać taki debiut 50 lat temu! Taka mięsista, momentami złowieszcza proza, pełna najad, które mogą nawiedzić czytelnika zależnie od jego własnych demonów.
Była to wciągająca podróż.
Posłowie autorstwa Ingi Iwasiów tylko dopełnia ten niepokój czający się za życiem Marychny, która pragnie ucieczki. Przedstawiona tutaj historia jest cierpka i kwaśna jak wiśnie, które jest dane zbierać głównej bohaterce. Nieznośne soki spływają po naszej wyobraźni pchając nas w okolice nawiedzonego stawu. Czym tak naprawdę jest Najada? Polecam dowiedzieć się samemu oddając się tej niesłychanej lekturze.
Wydawnictwo Drzazgi i ich debiut wydawniczy w formie „Najady” zostawiłam sobie na koniec roku. „Najada” opętała mnie swą wiejską nostalgią przyciskaną przez patriarchat i ciężki znój wiejskiej pracy, gdzie w tle majaczy chęć wyrwania się ze swoich korzeni. Ponad 5 godzin w pociągu, a zanim się spostrzegłam odłożyłam książkę na ostatniej stronie. Napisać taki debiut 50 lat...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTaka niby banalna historia, takie niby nic wielkiego, a ile mądrości w tej książce! Dobrze czasem zwolnić i pochylić się nad tym co ważne, a co nam umyka.
Taka niby banalna historia, takie niby nic wielkiego, a ile mądrości w tej książce! Dobrze czasem zwolnić i pochylić się nad tym co ważne, a co nam umyka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to