Czy jest sens zaczynać książkę, która nigdy nie doczekała się kontynuacji? Ciężko powiedzieć, choć pamiętam, że o tej konkretnej swego czasu słyszałam dużo dobrego, więc się nie zniechęcałam. I faktycznie, miała świetny start i od samego początku mocno mnie wciągnęła. Z zainteresowaniem śledziłam kolejne losy i poznałam bohaterów, a kilka rozwiązań i pojawiających się postaci nawet mnie zaskoczyło.
Tylko im dalej w las, tym gorzej. Zaangażowanie spadało, moje zainteresowanie malało, a i sama książka jest jakaś taka topornie napisana. Całościowo to jest mocno niewykorzystany potencjał, w którym zabrakło opisów świata. Gdyby pojawił się drugi tom, chętnie bym sięgnęła - głównie z ciekawości i na fai dobrych doświadczeń z pierwszej połowy.
2.5 ⭐
Czy jest sens zaczynać książkę, która nigdy nie doczekała się kontynuacji? Ciężko powiedzieć, choć pamiętam, że o tej konkretnej swego czasu słyszałam dużo dobrego, więc się nie zniechęcałam. I faktycznie, miała świetny start i od samego początku mocno mnie wciągnęła. Z zainteresowaniem śledziłam kolejne losy i poznałam bohaterów, a kilka rozwiązań i pojawiających...
Przyznaje, ze ksiazke czytalo sie niesamowicie szybko. Pozbawiona zbednych i dlugich opisow czy tez nudnych dialogow serwuje naprawde przyjemna lekture, ktora z kazda strona coraz bardziej zacheca do czytania.
Uwielbiam temat zywiolow (w taki sposob natrafilem na te ksiazke) i wszystko z nimi powiazane, wiec bylem bardzo podekscytowany czyatajac opis tej ksiazki. Niestety zasmucil i zawiodl mnie fakt, ze elemntow zywiolow w ksiazke jest o wiele mniej niz sie osobiscie spodziewalem.
Jednak historia jest bogata w elementy, ktore sprawia, ze ciezko sie od ksiazki oderwac - co najwazniejsze, cala historia zbudowana jest i opowiedziana w dosc bogaty sposob co daje wrazenie, ze ksiazka nie byla pisana ‘na kolanie’ (niestety czasem sie tak zdarza, ze latwo wyczuc to, ze ksiazka pisana byla w pospiechu co daje bardzo chaotyczne wrazenie ogółu).
Ogolem ksiazka jest ciekawa. Z wieloma elementami przedstawionymi w ksiazce gdzies juz mozna bylo sie spotkac czyatajac inne dziela na temat wampirow czy zmiennoksztaltnych, jednak autorce udalo sie zachowac cechy fantastyki, ktore naprawde uzalezniaja w trakcie czytania ksiazki przez co chcesz wiecej i wiecej z kazda strona.
Mam wielka nadzieje na kolejna czesc.
Przyznaje, ze ksiazke czytalo sie niesamowicie szybko. Pozbawiona zbednych i dlugich opisow czy tez nudnych dialogow serwuje naprawde przyjemna lekture, ktora z kazda strona coraz bardziej zacheca do czytania.
Uwielbiam temat zywiolow (w taki sposob natrafilem na te ksiazke) i wszystko z nimi powiazane, wiec bylem bardzo podekscytowany czyatajac opis tej ksiazki. Niestety...
Może książka nie zostanie zaliczona do "ulubionych" lecz mimo to klasyfikuje się wysoko :)
Opowieść bardzo wciągająca, pełna akcji i cały czas zaskakująca.
Jedyne co mogę mieć "do zarzucenia" autorce, pod względem fabularnym, to zbyt szybkie rozwijanie akcji, brak dawkowania napięcia sytuacji czy relacji między postaciami.
Nie obraziłabym się też za więcej barwnych opisów ;)
Jednak mimo tego książkę czyta się baaaardzo przyjemnie, połączenie fantasy z pierwotnymi żywiołami, a nie magia samą w sobie bardzo udane :)
To kiedy następna część...? ;)
Może książka nie zostanie zaliczona do "ulubionych" lecz mimo to klasyfikuje się wysoko :)
Opowieść bardzo wciągająca, pełna akcji i cały czas zaskakująca.
Jedyne co mogę mieć "do zarzucenia" autorce, pod względem fabularnym, to zbyt szybkie rozwijanie akcji, brak dawkowania napięcia sytuacji czy relacji między postaciami.
Nie obraziłabym się też za więcej barwnych opisów...
"Na twarzach zebranych malowała się powaga. Nikt nie ośmielił się zakłócić ciszy, która zawisła nad zamgloną polaną... Ciszy tak idealnej, że aż przerażającej. Tej nocy wszystko się zaczęło."
Przeglądając czeluście internetu przez przypadek trafiłam na tę oto książkę, czytam sobie na spokojnie recenzję i nagle ogarynam, że przecież znam ten tekst, przetrzepałam całą pamięć (do najlepszych to ona nie należy i zamiast ważnych rzeczy przeważnie zapamiętuję bzdury) i mnie olśniło. Otóż jak byłam młodsza, duuużo młodsza to zaczytwałam się w blogach, normalnie uzależnienie jak ta lala i trafiłam właśnie na opowiadanie, które teraz jest pod postacią książki, przeglądałam stare konto i znalazłam owego bloga, jak miło sobie to wszystko przypomnieć.
Karter dzieli się na frakcje – Ignisi, Aquariusi, Ventusi i Terraci, czyli odpowiednio ogień, woda, powietrze oraz ziemia. Co jakiś czas spośród nastoletnich obywateli wybiera się czwórkę reprezentantów z każdej frakcji, aby pełnili rolę Strażników, którzy mają za zadanie chronić kraj przed Nerimi (prościej rzecz ujmując przed wampirami). Czyż autorka nie jest oryginalna? Jestem wręcz zakochana w tej powieści, podoba mi się niezwykle stworzone uniwersum, ale o tym później, bo znowu się zapędziłam. Przejdźmy dalej, właśnie na Strażników zostali wybrani Alexander, Katherine, Fallen oraz Elizabeth, zaczynają oczywiście od treningu, zresztą dosyć intensywnego, dopiero wówczas są wysyłani w teren wraz z bronią, którą sobie dobrali na początku treningu.
"Istniało życie i istniała śmierć. To pierwsze właśnie dobiegało końca, podczas gdy drugie otwierało swe bramy."
Alexander jest Ignisem, jest to taki typowy złoty chłopiec, który mimo dobrej rodziny nie jest rozpieszczony, jest niezwykle miły i taki aż za słodki (przynajmniej według mnie), bardziej do gustu przypadł mi Ventus. Fallen ma dosyć hardy charakter, wypracowały go lata spędzone w rodzinie z toksycznym ojcem, który niestety zbyt dobrze ich nie traktował, generalnie musicie wiedzieć, że biedak za łatwo w życiu nie miał, jego ojciec był łowcą Nerimich i wychowywał dosyć ciężką ręką, dosyć gburowaty i ironiczny typ, ale ja to chyba mam do takich słabość. Rin to Aquariuska, na początku odniosłam mylne wrażenie głupiutkiej blondyneczki, która lamentuje po złamaniu paznokcia, okazała się naprawdę odważną dziewczyną, która nie boi się poświęcić dla przyjaciół, tu również mniej przypadła mi do gustu ta postać, bardziej odpowiadała mi druga damska postać. Wiadomo już, że Ellie jest Terratką, to dosyć nieśmiała dziewczyna, ale jednocześnie jest otwarta na nowe znajomości, bardzo szybko zaprzyjaźnia się zresztą, oprócz Fallena, bo to gbur i już od początku jej dogryzał, ale wiecie Kto się czubi ten się lubi, zatem łatwo się domyśleć, że coś prędzej czy później między nimi się zadzieje.
Akcja była wartka, autorka bardzo płynnie przechodziła od sceny do sceny. Co więcej jej pióro wydaje mi się dobre i przede wszystkim dopracowane, używa także przystępnego i dosyć zrozumiałego języka. Stworzone uniwersum było dla mnie jak powiew świeżości wśród książek, które aktualnie czytam, autorka dopieściła wszystko, łącznie z najmniejszymi szczegółami. Bohaterowie są barwni, mogę się pokusić nawet o stwierdzenie, że trójwymiarowi, łatwo ich sobie wyobrazić, bo ich również autorka dopracowała, jak wspominałam moimi ulubionymi postaciami byli Fallen i Ellie, dlaczego? Nie jestem do końca pewna, ale to oni głównie pojawiali się na pierwszym planie. Myślę, że i wam przypadną do gustu, mieli nieco ciekawsze historie od pozostałej dwójki do opowiedzenia. Okładka niestety zbyt ładna nie jest, ale co można o niej powiedzieć to fakt, iż do typowych nie należy, niemniej jednak jak dla mnie nie oddaje klimatu książki i myślę, że gdyby nie opis to niestety, ale gdybym zobaczyła okładkę na półce to raczej bym się nie zainteresowała. Nie ukrywajmy, jesteśmy w większości wzrokowcami i tu powiedzenie Nie oceniaj po okładce, nie ma zbytniego pokrycia.
"Kiedy ludzie zbyt mocno zaczynają wierzyć we własną potęgę i szczęście, coś zawsze przypomni im, jak słabi są w rzeczywistości."
Reasumując, pod względem fabularnym podobała mi się naprawdę bardzo, zauważyłam oczywiście pewien schemat w wątku miłosnym, ale na to mogę przymknąć oko, bo te schematy przechodzą już do codzienności. O bohaterów czepiać się nie można, według mnie są naprawdę akceptowalni, dopracowani no i czuć od nich tą prawdziwość. Jest to nie tylko powieść o walce dobra ze złem, ale także ukazuje jak bardzo ważna w życiu jest przyjaźń czy też miłość. Polecam szczerze mimo właśnie tej wtopy z okładką, no nie jestem z niej zbytnio zadowolona, za to nadrabia treścią. Miłośnikom fantastyki z wątkami romantycznymi, intrygi, zdrady i przede wszystkim z dobrymi bohaterami powinna się spodobać.
Pozdrawiam, Sara ❤
"Na twarzach zebranych malowała się powaga. Nikt nie ośmielił się zakłócić ciszy, która zawisła nad zamgloną polaną... Ciszy tak idealnej, że aż przerażającej. Tej nocy wszystko się zaczęło."
Przeglądając czeluście internetu przez przypadek trafiłam na tę oto książkę, czytam sobie na spokojnie recenzję i nagle ogarynam, że przecież znam ten tekst, przetrzepałam całą...
Sława. Nie każdy o niej marzy. Bycie na świeczniku może męczyć, nudzić lub zaburzać spokój i anonimowość, którą tak cenimy. Gdy nagle na każdy twój krok patrzy każdy, nic już nie jest takie proste, spontaniczne i nie może skończyć się błędem. Wszyscy oczekują sukcesów i wyników, a ty jesteś nic nieznaczącym pionkiem, który z łatwością przyjmie winę za niepowodzenie na siebie, prawda?
Siedem lat. W takich właśnie odstępach Karterczycy wybierają kolejnych Strażników, którzy strzec mają Dzieci żywiołów przed krwiożerczymi nerimi. Po jednym wybrańcu z każdej frakcji. Tak rozpoczyna się kolejna siedmioletnia misja, na której czele stanęli Falen z frakcji powietrza, Ellie z frakcji ziemi, Rin władająca wodą oraz Alec, który wywodzi się z frakcji ognia. Czworo młodych ludzi mających przed sobą misję, chronić swój lód i pozbyć się nerimi. Tylko czy te zmiennokształtne bestie to jedyny problem? Strażnicy będą musieli zmierzyć się z inną siłą, która ma za nic ich nędzne życia. Nie pomoże także rozłam w grupie ani wciąż zwrócone na nich oczy innych mieszkańców Karteru. Młodzi strażnicy odkryją wiele tajemnic, zobaczą inny obraz świata niż ten kreowany przez starszyznę. Tak w dniu wyboru na nowych Strażników stracili spokój, a zastępująca go sława może okazać się ciężkim brzemieniem.
Meridiane Sage intryguje już samym pseudonimem, a jej opowieść o żywiołach skusi nie jednego tajemniczym, niemal enigmatycznym opisem. Czy czas spędzony w Karterze okazał się na tyle owocny, by w głowie już pączkowały marzenia o powrocie do tej krainy, która wciąż spowita jest mgłą tajemnic?
Żywioły Karteru. Ziemia miałam już na uwadze wcześniej, dlatego bez wahania skorzystałam z propozycji recenzenckiej powyższego tytułu. Zaintrygowana opisem rozpoczęłam przygodę, z której nie chcę wracać. Przede wszystkim jestem zachwycona światem, jaki udało się autorce stworzyć od podstaw. Wszystko jest unikalne, religia, prawo i obrzędy. Z pozoru ułożony, dobry świat, który staje się celem zmiennokształtnych to podstawa fabuły, jednak zawiera ona coś jeszcze. Niejasna lekko nakreślona legenda, która początkowo jest tylko tłem, ot opowieścią na dobranoc, nabierze rozmachu i nowego znaczenia, które zmusi czytelnika do przeanalizowania sympatii i antypatii.
Tu pojawiają się bohaterowie, którzy od początku wkręcają się w umysł, który wciąż od nowa stara się ustalić kogo lubić, a kto raczej na to nie zasługuje. Tak, kreacja bohaterów w powieści Żywioły Karteru. Ziemia jest na najwyższym poziomie. Czworo nowo wybranych strażników, tak różni charakterem, pochodzeniem i poglądami na różne sprawy. Bez problemu odnajdziemy wśród nich osobowości, z którymi zechcemy się utożsamić. Intrygujące wnętrza bohaterów i początkowo nieznany świat, w jakim się znajdziemy, świetnie buduje napięcie, które bez problemu pogłębiają opisy.
Meridiane Sage umiejętnie oplata nas w sieć, która na dłużej zatrzyma nas w świecie stworzonym przez nią. Lekki styl i nieprzewidywalność całej historii zadbają o napięcie i wciąż rosnący niedosyt niespiesznie sunącej do przodu opowieści, w której pozory mogą mylić a bohaterowie okazać się kimś mniej chwalebnym. Jestem strasznie ciekawa dalszych opowieści ze świata Karteru i kolejnej dawki Falena i … przyjaciół. Nie będę wam zdradzać szczegółów, gdyż historia smakować będzie najlepiej, gdy wasza wiedza o Karterze i jego mieszkańcach pozostanie niewielka, aż do czasu pierwszego spotkania, gdy pochłoniecie powieść polskiej autorki z takim smakiem, jakby chodziło o samą Mass.
To kolejna książka, która dowodzi, że fantastyka w Polsce ma się dobrze i warto sięgać po rodzimych autorów, by odkryć tak różne i intrygujące opowieści na miarę najwyższej półki. Nie pozbawiona niewielkich błędów opowieść na tle całości wypada świetnie i zapada w pamięć na długo. Polecam z czystym sumieniem i nadzieją na kolejne powroty do Karteru.
Sława. Nie każdy o niej marzy. Bycie na świeczniku może męczyć, nudzić lub zaburzać spokój i anonimowość, którą tak cenimy. Gdy nagle na każdy twój krok patrzy każdy, nic już nie jest takie proste, spontaniczne i nie może skończyć się błędem. Wszyscy...
Autorka z bliska przedstawiła mi Karter- świat niezwykły i malowniczy. Zostałam zapoznana z tradycjami, wierzeniami, obyczajami, historią, a nawet położeniem na mapie! Otrzymujemy wszystko co pomaga nam się wczuć w klimat tego państwa i jego sytuację.
Poznajemy również czterech głównych bohaterów: Falena, Aleca, Rin i Eliie. Ich losy łączą się w dniu kiedy każde z nich zostaje Strażnikiem Żywiołu. Ta czwórka nastolatków dostaje misję trudną do spełnienia- muszą czuwać nad bezpieczeństwem Karteru i bronić jego mieszkańców od potworów zwanych nerimi.
Autorka strasznie zadbała o szczegóły. Każdy z bohaterów dostał swój własny charakter i nikt nie został pominięty. Nikt nie zlewa się z tłem.
Myślę,że ta książka to kawał dobrej roboty, który naprawdę ma potencjał.
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy przygód tej czwórki :D
Autorka z bliska przedstawiła mi Karter- świat niezwykły i malowniczy. Zostałam zapoznana z tradycjami, wierzeniami, obyczajami, historią, a nawet położeniem na mapie! Otrzymujemy wszystko co pomaga nam się wczuć w klimat tego państwa i jego sytuację.
Poznajemy również czterech głównych bohaterów: Falena, Aleca, Rin i Eliie. Ich losy łączą się w dniu kiedy każde z nich...
Świetna książka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!111111
Bardzo chciałabym otrzymać autograf samej autorki, kimkolwiek jest! Książka jest napisana na podstawie "niezgodnej" + " władcy pierścieni" . To taki świetny miks! naprawdę polecam!!!!11 Książka wciąga jak gąbka do ZLEWU!
Świetna książka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!111111
Bardzo chciałabym otrzymać autograf samej autorki, kimkolwiek jest! Książka jest napisana na podstawie "niezgodnej" + " władcy pierścieni" . To taki świetny miks! naprawdę polecam!!!!11 Książka wciąga jak gąbka do ZLEWU!
Żywioły maja wielką moc. Dają życie, ale mogą też niszczyć. Od zawsze mnie pasjonowały i zarazem przerażały. Uwielbiam wszelkie książki, które nawiązują do magii żywiołów. Jak tylko spojrzałam na tą pozycję, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
W Karterze żyją cztery rasy Ignisi, Aquariusi, Ventusi i Terraci. Każda z nich jest związana z jednym żywiołem ogniem, wodą, powietrzem i ziemią. Zagrażają im nerimi.
"Miano nerimich w Karterze nosiły wampiry i zmiennokształtni – krwiożercze bestie zabijające każdego, kto stanie im na drodze. Niechęć wobec nich budził też fakt, że niemal pod każdym względem górowali nad Karterczykami . Byli silniejsi, szybsi posiadali wyostrzone zmysły… W dodatku szczycili się nieśmiertelnością.
Nerimi pochodzili z sąsiadującej z Karterem Inserii, imperium cara Williama von Donnera, jednego z najbezwzględniejszych istot chodzących po tej ziemi. Nawet wzmocniony czarami mur strzegący granic Państw Żywiołów nie potrafił powstrzymać carskich poddanych przed napływaniem do Karteru i przelewaniu krwi jego obywateli."
Nie brzmi to dobrze, prawda? Dlatego raz na siedem lat wybierani są Strażnicy. Są to najdzielniejsi przedstawiciele każdej z ras. Mają oni chronić lud Karteru i walczyć z wrogiem. Elizabeth (ziemia), Katherine (woda), Falen (powietrze) i Aleksander (ogień) wyruszają na niebezpieczną misję. Tylko kto, tak naprawdę, jest wrogiem.
"-Nie wierzę! – Selene Odette wyrzuciła ręce do góry. – Jak możecie życzyć im śmierci? Czary wybrały tych czworo na Strażników, więc powinniście trzymać za nich kciuki, a nie zakładać się o to, który zginie jako pierwszy!"
Pisząc Żywioły Karteru Meridiane Sage odwaliła kawał dobrej roboty. Prezentowany w powieści świat został opisany ze szczegółami. Autorka pomyślała o wszystkim. Opracoała zwyczaje i obrzędy Karterczyków. Wierzenia i mity. System metryczny, a nawet język dla poszczególnych ras. W powieści przywoływane są zaklęcia, oraz teksty ludowych pieśni Karterczyków. Autorka pomyślała o wszystkim.
Oczywiście najwięcej uwagi poświęcone jest czwórce głównych bohaterów. Wszak to pierwsza część i musimy ich dobrze poznać. Dowiadujemy się z jakich miejscowości i rodzin pochodzą. Co lubią, a czego nie. No i jakie mają charaktery. Już od samego początku najbardziej intrygującą postacią wydaje się być Ventus Falen. I posłuchajcie mnie uważnie. Miejcie go na oku . Nieźle namiesza w tej książce.
Poza pięknie zaprojektowanym tłem atutem powieści jest kilka przeplatających się tematów:
Walka z wampirami i dynamiczne sceny akcji
Intryga polityczna
Wątek miłosny
Historia tocząca się w świecie bóstw Karteru
Podoba mi się, że autorka wprowadziła tyle elementów. Dzięki temu każdy z czytelników znajdzie coś dla siebie.
W tym miejscu chciałabym szepnąć słówko nie-fanom fantasy. Spróbujcie sobie wyobrazić, że akcja dzieje się wśród plemion, które muszą pokonać wspólnego wroga. Nie brzmi to tak obco jak nieistniejący świat, prawda? Szczerze Was zachęcam, dajcie szansę tej książce.
Siadając do powieści fantasy, zawsze mam obawy, czy nie będzie ona rozwlekła. Czy autor nie przekombinował z kreowaniem książkowego świata. Jeżeli chodzi o Żywioły Karteru martwiła się niepotrzebnie. Autorka świetnie zachowała proporcje. Czytając nie nudziłam się ani chwili. Akcja jest dynamiczna. Opisów nie ma za wiele, co dla mnie jest dużym plusem. Dużo informacji o Karterze przekazywanych jest ustami bohaterów m. in. podczas rozmów. Jest to zrobione bardzo naturalnie i nie wpływa na tempo historii.
Kiedy usłyszałam, że książka jest debiutem, miałam ochotę wstać i bić autorce gromkie brawa. Czekam z niecierpliwością na dalsze tomy, a oczami wyobraźni już widzę film na bazie tej serii. Nie może być inaczej.
Żywioły maja wielką moc. Dają życie, ale mogą też niszczyć. Od zawsze mnie pasjonowały i zarazem przerażały. Uwielbiam wszelkie książki, które nawiązują do magii żywiołów. Jak tylko spojrzałam na tą pozycję, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
W Karterze żyją cztery rasy Ignisi, Aquariusi, Ventusi i Terraci. Każda z nich jest związana z jednym żywiołem ogniem, wodą,...
Raz na siedem lat żywioły wybierają swoich Strażników, broniących Karter przed nerimimi - istotami pochodzącymi z Inserii, krwiożerczymi wampirami i zmiennokształtnymi. Ale czy to tylko nerimi są zagrożeniem dla Państwa Czterech Żywiołów? Główni przedstawiciele Karteru nie są święci... A to nie koniec. Ktoś budzi się z Podziemia - syn bogini Nilani i Księcia Castiella. Jak poradzą sobie z tym świeżo wybrani Strażnicy?
Meridiane Sage, mimo obcego wydzwięku, jest debiutującą polską autorką. Część z Was może ją kojarzyć twórczości na Wattpadzie, debiutowała powieścią Żywioły Karteru. Gdy książka trafiła w moje łapki byłam podekscytowana! Koncept samej powieści przypadł mi do gustu, sami dobrze wiecie, że fantastyka to moja bajka. Zwłaszcza ta mniej znana, Jakoś tak to jest, że czytam często mniej znanych autorów, choć ostatnio z tym różnie. I oczywiście coraz więcej w tym gronie autorów polskich. :)
Żywioły, jak sama nazwa mówi, opowiadają w pewnym stopniu o żywiołach natury, ale i o ich Wybrańcach, czyli Strażnikach Karteru - Falenie, Ellie, Rin i Alecu. Już od początku przyznam Wam, że Falen jest moim ulubieńcem. Wydaje mi się najbardziej wyrazistą i, jak na razie, najciekawszą postacią. Ma najbardziej intrygującą historię, zwłaszcza ciekawi mnie jego stosunek do toksycznego ojca. No i w końcu postać, która nie pije z zasady, jak ja! Szanuję bardzo, brawa dla tego pana! Oczywiście inne postaci również są ciekawe. Mamy z początku cichą i nieśmiałą Ellie, wesołą i piękną Rin czy zabawnego, energicznego Aleca. Może czasem trąci to schematem, typową drużyną czy stereotypowymi postaciami. Zależy kto jakie postacie czy relacje lubi. Bo cóż, kilka rzeczy przewidziałam, czym się lekko zawiodłam, bo było takie "Aha, fajnie.". Ale wracając do naszych milusińskich. Cała nasza wesoła paczka musi sobie poradzić nie tylko szerzącą się plagą nerimich (dobrze to odmieniłam? :P), ale i z resztą zła kłębiącego się w kraju.
Do zła przejdzmy. Nerimi są ciekawie wykreowaną formą nieśmiertelnych wampirów i zmiennokształtnych. Typowe cechy jak brak odbicia, picie ludzkiej krwi i strach przed płynącą wodą są. Przez całą książkę to właśnie oni są tymi głównymi złymi, choć dostajemy również wzmiankę o potomku Nilani i Castiella.
Co z tym dalej?
Pewnie dowiemy się w następnych tomach.
Teraz opowiem Wam trochę o świecie wykreowanym przez Meri. Mocną stroną tej książki są właśnie barwne opisy, dzięki którym możemy sobie to wszystko ładnie wyobrazić. A powiem Wam, że ja to jestem człowiek-opis - uwielbiam dobrze wykreowane światy, bo przecież to w nich dzieje się cała akcja i od nich zależy fabuła. Jednocześnie brakuje mi tu jakiejś klimatycznej mapki, którą często można zobaczyć przy większych seriach, a ta seria krótka raczej nie będzie (podobno 5 tomów ^^). Główni bohaterowie odwiedzają wiele miejsc, przez to czasami można się po prostu zgubić. Tak samo jest z postaciami. Już od pierwszych stron jesteśmy zasypywani masą imion i nazwisk. I powiem Wam szczerze - ja w pewnym momencie zgubiłam się z tym kto jest kim. Tak samo mitologia. Jak najbardziej na plus, bo pokazuje to dopracowanie świata, ale tego jest tak dużo, że masakra! Gratuluję autorce pomysłu i ambicji, ale momentami to naprawdę, samą książkę z mitologią tego świata można by napisać! :D
Oprócz rozbudowanej mitologii w książce też znajdziemy wiersze, przepowiednie czy piosenki, które nadają fajnego klimatu. I oczywiście jest to smaczek dla fanów kultury Karteru. Tak samo uświadczymy masy przypisów, które oczywiście można pominąć, ale dodają tego czegoś do kreacji świata.
A zabawne jest przede wszystkim to, że przez pierwsze rozdziały szło mi się dość ciężko i bałam się, że się mocno zawiodę typowym schemacikiem, ale w miarę czytania było już o wiele lepiej. Choć znalazłam kilka błędów - niewielkie literówki czy coś w ten deseń. Chwilami raziło, ale nie zepsuło to bardzo lektury.
Raz na siedem lat żywioły wybierają swoich Strażników, broniących Karter przed nerimimi - istotami pochodzącymi z Inserii, krwiożerczymi wampirami i zmiennokształtnymi. Ale czy to tylko nerimi są zagrożeniem dla Państwa Czterech Żywiołów? Główni przedstawiciele Karteru nie są święci... A to nie koniec. Ktoś budzi się z Podziemia - syn bogini Nilani i Księcia Castiella. Jak...
Dawno nie czytałam tak złej książki. Sięgnęłam po tę pozycję głównie dlatego, że jej autorka nagabywała mnie na Facebooku. Oczywiście, nie spodziewałam się ambitnego dzieła, raczej lekkiej, niezbyt odkrywczej młodzieżówki. Już okładka wygląda na amatorską, w środku jest tylko gorzej. Do bólu schematyczna fabuła, książka napisana prościutkim językiem, porażający infantylizm opisów. To wszystko sprawia wrażenie, jakby ktoś po prostu skopiował bloga jakiejś piętnastolatki (i to takiej niezbyt uważającej na lekcjach polskiego) tak jak jest, nie robiąc żadnej redakcji ani korekty. Liczba wszelkiego rodzaju błędów jest wręcz ogromna!
Dawno nie czytałam tak złej książki. Sięgnęłam po tę pozycję głównie dlatego, że jej autorka nagabywała mnie na Facebooku. Oczywiście, nie spodziewałam się ambitnego dzieła, raczej lekkiej, niezbyt odkrywczej młodzieżówki. Już okładka wygląda na amatorską, w środku jest tylko gorzej. Do bólu schematyczna fabuła, książka napisana prościutkim językiem, porażający infantylizm...
Długo się przymierzałam, żeby kupić tę książkę. Zachęcona pozytywnymi recenzjami oraz niebanalnym opisem, postanowiłam sama się przekonać czy Żywioły Karteru spełnią moje oczekiwania. I spełniły! Jestem absolutnie oczarowana historią, którą przedstawiła nam autorka Meridiane Sage. Dla fanów fantastyki, jest to pozycja obowiązkowa i wcale nie żartuję! Rzadko w książkach typu fantasy, możemy dostać takie smaczki jak stworzony od postaw nowy język, którym posługują się bohaterowie, mitologię, czy nawet nowe bóstwa, z którymi jeszcze nigdy się nie spotkałam. Jestem oczarowana światem, który został przedstawiony w tej książce, ale przede wszystkim bohaterami, którzy znaleźli się w samym centrum wydarzeń. Każda historia z czwórki głównych bohaterów, jest na swój sposób inna i wciągająca na tyle, że chcemy wiedzieć więcej. Na szczególną pochwałę zasługuje wątek z rodziny Falena, gdzie perypetie jego rodziny zostały przedstawione najlepiej ze wszystkich historii, były też dobrze opisane i wciągające po ostatnią stronę książki. Podoba mi się braterska miłość Falena i Finna i to szczególnie ujęło moje serce. W Żywiołach Karteru nie trudno o szybki rozwój wydarzeń, akcję ale i dozę tajemniczości. No i oczywiście, co dla mnie najlepsze w tego typu książkach, nie zabrakło również miłości. Serdecznie polecam!
Długo się przymierzałam, żeby kupić tę książkę. Zachęcona pozytywnymi recenzjami oraz niebanalnym opisem, postanowiłam sama się przekonać czy Żywioły Karteru spełnią moje oczekiwania. I spełniły! Jestem absolutnie oczarowana historią, którą przedstawiła nam autorka Meridiane Sage. Dla fanów fantastyki, jest to pozycja obowiązkowa i wcale nie żartuję! Rzadko w książkach typu...
Szczerze mówiąc, nie lubię czytać e-booków, ale czasami nie mam wyjścia. Tak było i tym razem. I poza literówkami (nad których korektą trwają prace), to jedyna rzecz, jaka przeszkadzała mi w tej książce. Autorka stworzyła od podstaw świat Karteru, jego mitologię, historię, zwyczaje, nazwy, języki, a nawet własną skalę temperatury. Na początku możemy czuć się zagubieni w nadmiarze informacji, jednak wszystkie nazwy, bóstwa i ich konotacje rodzinne rozpisane mamy w przypisach na końcu rozdziałów, co umożliwia powrót do nich w każdej chwili. Dla ułatwienia przydałby się słowniczek i drzewa genealogiczne bogów gdzieś na końcu czy początku książki. Język, którym posługują się bohaterowie i bohaterki z jednej strony bardzo kojarzy się z językiem szlacheckim, z drugiej strony wcale nie rażą wplecione w treść młodzieżowe odzywki pełne poczucia humoru. W treści nie brakuje akcji, tajemnic i szybkich zwrotów akcji, które nie pozwalają oderwać się od lektury na zbyt długo. Wszystko jest tak, jak na dobrą fantastykę przystało. Jednak wcale nie te elementy urzekły mnie najbardziej. Pod pozorem czarno-białej historii walki dobra ze złem kryje się wiele odcieni szarości. Rada, jak każda władza, manipulująca poddanymi dla własnych celów, drżąca przed rewolucją ludu, jeśli prawda wyjdzie na jaw. Młodzi ludzie, zdani na własną rękę, powoli przestający wierzyć w sens nakazów wynikających z tradycji, tej, która ułatwia panowanie nad innymi. I jak się domyślam, mało sensownych, choć to okaże się w kolejnych częściach. Całym sercem trafiła do mnie opowieść o legendarnym, w pełni równościowym społeczeństwie, z którego powstał Karter. "Żywioły Karteru" mocno odzwierciedlają potrzeby naszej rzeczywistości, stagnację starszego pokolenia, które przyzwyczaiło się do życia "pod barem", i młodych, którzy pamiętają jeszcze o własnych potrzebach i chcą o nie walczyć. W interesujący również sposób pokazany jest (powszechnie znany) fakt, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, i nie warto oceniać innych po pozorach. Ciekawym elementem jest również rasizm pomiędzy kartezjuszami i nerimimi, zastanawiam się skąd się wziął... Jak nietrudno się domyślić, bezsens owego rasizmu też się przewija.
"Żywioły Karteru, tom I: Ziemia" to nie tylko świetna fantastyka, zupełnie odrębny świat ukształtowany od zera, ale też książka z przesłaniem, budująca wiarę w to, że może jednak warto walczyć o własne wartości wbrew oporowi i bierności innych. Mam nadzieję, że książka trafi nie tylko do młodzieży, ale również do starszych. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i dalsze losy naszej piątki przyjaciół. Nie, nie pomyliłam ich liczby ani tu, ani wcześniej, ale o tym juz przeczytajcie sami i same;)
Szczerze mówiąc, nie lubię czytać e-booków, ale czasami nie mam wyjścia. Tak było i tym razem. I poza literówkami (nad których korektą trwają prace), to jedyna rzecz, jaka przeszkadzała mi w tej książce. Autorka stworzyła od podstaw świat Karteru, jego mitologię, historię, zwyczaje, nazwy, języki, a nawet własną skalę temperatury. Na początku możemy czuć się zagubieni w...
Raz na siedem lat Karterczycy spotykają się w kamiennym kręgu, aby wybrać nowych Strażników – po jednym z każdej frakcji. Od teraz los Dzieci Żywiołów leży w rękach Falena (Powietrze), Ellie (Ziemia), Rin (Woda) i Aleca (Ogień). Ich zadaniem jest zniszczenie wszystkich nerimich – krwiożerczych i zmiennokształtnych bestii. Jednak… to nie nerimi są prawdziwymi wrogami Strażników. Karter trawi inna siła, potężniejsza i mroczna. Gdy po tysiącu lat dusza dioriego Narissana, syna bogini Nilani i Księcia Piekieł Castiella, uwalnia się z Podziemia, Państwo Żywiołów staje się szachownicą w rozgrywce bóstw i demonów.
Falen, Ellie, Rin i Alec zostali wybrani, by chronić swój lud przed krwiożerczymi nerimimi. Co się stanie, kiedy któreś z nich przypadkiem przemieni się w nerimiego? Kara za "zdradę" jest jedna. Czy zostanie wymierzona? Po tysiącach lat potomek bogini Nilani i księcia piekieł Castiella obudził się w nowym ciele. Los Dzieci Żywiołów to szachownica, po której poruszają się pionki bogów i demonów. Kto pierwszy zabije króla?
"Na twarzach zebranych malowała się powaga. Nikt nie ośmielił się zakłócić ciszy, która zawisła nad zamgloną polaną... Ciszy tak idealnej, że aż przerażającej. Tej nocy wszystko się zaczęło."
Jak co siedem lat, przedstawiciele wszystkich czterech frakcji, Aquariusi, Terraci, Ignisi i Ventusi, zjechali się do Centaurionu, by uczestniczyć w wielkiej uroczystości, w czasie której zostaną wybrani nowi strażnicy żywiołów. Wyznaczona czwórka, zanim wyruszy w świat, by walczyć z wrogiem, musi odbyć staranne szkolenie. Mimo początkowych niesnasek, stopniowo zaczyna rodzić się między nimi przyjaźń, lecz doskonale zdają sobie sprawę, że na nic więcej nie mogą liczyć. Po zakończonych ćwiczeniach zostają wysłani na nietypową misję, jaka zdawać by się mogła zleceniem samobójczym.
Czy czwórka młodych strażników rzeczywiście będzie w stanie pokonać całą armię nerimich?
Czy może Rada po prostu pragnie się ich pozbyć?
I czy ustanowione prawo na pewno jest sprawiedliwe?
"Miano nerimich w Karterze nosiły wampiry i zmiennokształtni - krwiożercze bestie, zabijające każdego, kto stanie im na drodze. Niechęć wobec nich budził też fakt, że niemal pod każdym względem górowali nad Karterczykami. byli silniejsi, szybsi, posiadali wyostrzone zmysły... W dodatku szczycili się nieśmiertelnością."
"Żywioły Karteru. Ziemia" to niezwykle udany debiut literacki. Autorce z pewnością nie można odmówić wspaniałej wyobraźni oraz rozmachu. Stworzyła ciekawą, nieszablonową historię, dopełnioną nietuzinkowymi postaciami, a co najważniejsze misternie skonstruowała fantastyczną rzeczywistość, jaka zachwyca już od pierwszych stron. Karter jest podzielony na cztery frakcje, każda z nich podlega innemu żywiołowi. Małe społeczności różnią się od siebie, są hermetycznie zamknięte, kategorycznie zakazane są też związki między odłamami. To w zasadzie cztery odległe światy, z których wybiera się po jednej najodważniejszej, najbardziej niezłomnej i walecznej osobie, by chroniła kraj przed demonami. Be względu na chęci czy plany, wskazany przez żywioł musi poświęcić się służbie i nowym obowiązkom. Ich najwięksi wrogowie, czyli nerimi, pochodzą z pobliskiej Inserii. Mimo, że Karter ochrania potężny mur, nie jest on najskuteczniejszą osłoną przed atakami bezlitosnych potworów.
"Na wszystkich istniejących bogów, na wszystkie żywioły i na wszystkie gwiazdy upamiętniające naszych przodków przyrzekamy wiekuistą wierność wobec Karteru, a także króla i Rady, sprawujących piecze nad naszym państwem i nad nami samymi. Przysięgamy oddać życie za Karter, jeśli tego będzie wymagała od nas misja. Nasze serca nie zaznają leku, a dusz nie splami zdrada."
Oprócz historii nowo wybranych strażników, pojawia się również nawiązanie do przeszłości, z którego jasno wynika, iż pewna nieczysta siła pragnie powrócić na ten świat, pod ukrytą postacią. Wygląda na to, iż krwiożercze wampiry i bezwzględni zmiennokształtni to nie jedyne niebezpieczeństwo, jakie czyha na naszych niedoświadczonych bohaterów.
Stworzone postacie są interesujące, różnorodne, przekonujące. Najbardziej wyrazisty jest bez wątpienia Falen, władający mocą powietrza. To ewidentnie człowiek, który stwarza wiele pozorów, chowa się pod maską. Udaje złośliwego, pewnego siebie, sarkastycznego typa, jednak skrywa ogromny sekret, posiada również bagaż przykrych doświadczeń, który może być za ciężki, jak na wiek chłopaka. Nie da się ukryć, iż w tym tomie to właśnie on ma największego pecha. To na jego przykładzie zaczynamy analizować obowiązujące zasady i stopniowo podważamy ich słuszność i sprawiedliwość.
"Frakcje nie mogły łączyć się między sobą. Nie mogły. Pod żadnym pozorem. Przywódcy mieli swoje powody, by tego zabronić , lecz ani myśleli zdradzić je ludziom. Jednak wielu domyślało się prawdy... Lud nie był taki ciemny, jak życzyłaby sobie tego Rada."
Język autorki jest lekki, barwny i przyjemny, początkowo nowe nazwy mogą się zdawać czytelnikowi trochę trudne, jednak dość łatwo do nich przywyknąć. Cała historia jest na tyle nieobliczalna i wartka, że kartki książki w zasadzie same przelatują przez palce. Z zapartym tchem śledzimy losy czwórki wybrańców, doświadczamy ich sprzecznych emocji, analizujemy intrygę rządzących, a przede wszystkim stajemy się świadkiem rodzenia się zakazanych uczuć, za które grozi im wyjątkowo ciężka kara. Bardzo spodobało mi się, iż w tej powieści nic w zasadzie nie jest tylko czarne i białe, osądy, jakie pojawiły sie na początku, dość szybko uległy zmianie. A co jeśli ci, których uważamy za wrogów, wcale nimi nie są, natomiast prawdziwe zagrożenie czai się tuż za rogiem?
"Żywioły Karteru. Ziemia" to wspaniały debiut i pasjonujący wstęp do wyjątkowej serii. Fani fantastyki znajdą tu dosłownie wszystko, co kochają: potężne żywioły, groźne istoty pozaziemskie, nadprzyrodzone moce, niebezpieczną przygodę, ciekawe postacie i stopniowo rozwijające się zakazane uczucie. Całość dopełnia tajemniczy, magiczny klimat, dzięki któremu czytelnik odbywa niezapomnianą podróż do fascynującej, dopracowanej, niezwykłej rzeczywistości. Walka ze złem jeszcze nigdy nie była tak ekscytująca, ale i wątpliwa! Gwarantuję, iż książka pochłonie was bezgranicznie i z zapartym tchem będziecie śledzić niebezpieczne przygody czwórki strażników żywiołów. Osobiście, jestem zachwycona i niecierpliwie czekam na następny tom! Polecam całym sercem!
Raz na siedem lat Karterczycy spotykają się w kamiennym kręgu, aby wybrać nowych Strażników – po jednym z każdej frakcji. Od teraz los Dzieci Żywiołów leży w rękach Falena (Powietrze), Ellie (Ziemia), Rin (Woda) i Aleca (Ogień). Ich zadaniem jest zniszczenie wszystkich nerimich – krwiożerczych i zmiennokształtnych bestii. Jednak… to nie nerimi są prawdziwymi wrogami...
Wow, wow, wow mamy tu perełkę literacką :D
Tak dobrze zbudowanego świata i bohaterów nie widziałam już od kilku lat. Otwierając ksiażkę, czujesz Karter całym sobą.
Ominąć tę powieść, to wielka strata.
Wow, wow, wow mamy tu perełkę literacką :D
Tak dobrze zbudowanego świata i bohaterów nie widziałam już od kilku lat. Otwierając ksiażkę, czujesz Karter całym sobą.
Ominąć tę powieść, to wielka strata.
Książka niezwykła, pod względem kreacji świata i bohaterów nawet fenomenalna. Mimo opisu, który wskazywałby raczej na powieść dla umiarkowanie wymagającego czytelnika, sądzę, że podobałaby się nawet największym znawcom tego typu literatury. Świat szczegółowy, logiczny, niezwykły niczym u mistrza Tolkiena. Bohaterowie? Ludzcy, wielowymiarowi, złożeni. Tematy? Nie zawsze łatwe, często mroczne, trudne i bolesne.
Polecam wszystkim. Myślę, że jest to książka, która depcze po piętach największych światowych bestsellerów.
Książka niezwykła, pod względem kreacji świata i bohaterów nawet fenomenalna. Mimo opisu, który wskazywałby raczej na powieść dla umiarkowanie wymagającego czytelnika, sądzę, że podobałaby się nawet największym znawcom tego typu literatury. Świat szczegółowy, logiczny, niezwykły niczym u mistrza Tolkiena. Bohaterowie? Ludzcy, wielowymiarowi, złożeni. Tematy? Nie zawsze...
Książka opowiada o państwie, które zostało podzielone na cztery frakcje. Każda z nich odpowiada jednemu z żywiołów, a jest to ogień, woda, powietrze i ziemia.
Co siedem lat dochodzi do ceremonii wyboru Strażników, po każdym z jeden frakcji, których zadaniem jest obrona kraju przed groźnymi magicznymi stworami.
W świecie pełnym magii, mocy żywiołów i krwiożerczych wampirów – czworo młodych strażników staje w obliczu wyznania. Czy Państwo, które chronią stoi po ich stronie i jakie zamiary ma Rada wobec obywateli? Czy tylko wampiry są jedynym zagrożeniem dla Karteru? Warto zajrzeć do powieści i przekonać się samemu.
Wcale nie takie samo
Jeśli przyszło wam do głowy, narzekanie na kolejną powieść, o podzielonym świecie na frakcje, to od razu mówię – przestańcie. Fakt, że w książce nastąpił podział, wcale a wcale nie czyni jej podobnej do tej, o której myślicie. Mimo iż książka sama w sobie jest bardzo podobna do wielu innych o tematyce młodzieżowej, czyli młodzieńcza miłość i nastolatkowe problemy, to na pewno nie możemy zarzucić autorce plagiatu.
Własny świat
Ja jestem pod ogromnym wrażeniem świata Karteru. Są oczywiście pewne nie dociągnięcia lub niedomówienia, ale sama budowa rzeczywistości jest superancka.
Bardzo urzekła mnie mitologia przedstawionego świata, która została stworzona od podstaw. Wszystkie baśnie i legendy są po prostu przepiękne, a jak czyta się pieśni, które były przekazywane z pokolenia na pokolenie to rzeczywiście można się wzruszyć.
Coś dla uporządkowanych
Jeśli ktoś bardzo przepada za chronologicznym przedstawianiem zdarzeń – ta powieść jest właśnie dla niego. Każda część książki jest zaznaczona na osi czasu, z dokładnie podanym dniem i jego porą. Czytają tą książkę na pewno nie zgubisz się ani w czasie ani w miejscu.
Jeśli ktoś lubi takie zabiegi to polecam, mi osobiście to trochę przeszkadzało i wybijało z lektury.
Chyba nie dla mnie
Powieść choć z kategorii fantastyki, która jest jedną z moich ulubionych kategorii, jest bardzo mocno powieścią młodzieżową. Nie do końca chyba jestem przekonana do tego typu książek. Młodzieńcza miłość, pierwsze uczucia, problemy rodzinne i podziały społeczne, bardzo mocno przeplatały się z magią, czarami i walką o śmierć i życie.
Jak dla mnie za mało magicznie, a za bardzo romantycznie jak na fantastykę.
4/10
https://ksiazkiagi.blogspot.com/2018/09/recenzja-ksiazki-zywioy-karteru-ziemia.html
Książka opowiada o państwie, które zostało podzielone na cztery frakcje. Każda z nich odpowiada jednemu z żywiołów, a jest to ogień, woda, powietrze i ziemia.
Co siedem lat dochodzi do ceremonii wyboru Strażników, po każdym z jeden frakcji, których zadaniem jest obrona kraju przed groźnymi magicznymi stworami.
W świecie pełnym magii, mocy żywiołów i krwiożerczych wampirów...
Przyznam, że okładka przyciągająca wzrok i jeszcze fantasy, a że ja lubię ten gatunek, to z chęcią przeczytałam książkę. Chciałam wrócić już do korzeni, a dawno już nie miałam fantasy w ręku.
Więcej na:
http://www.javri.eu/2018/08/books-18.html
Przyznam, że okładka przyciągająca wzrok i jeszcze fantasy, a że ja lubię ten gatunek, to z chęcią przeczytałam książkę. Chciałam wrócić już do korzeni, a dawno już nie miałam fantasy w ręku.
Więcej na:
http://www.javri.eu/2018/08/books-18.html
Karter to świat zbudowany z mocy żywiołów, nasączony krwią, skalany istnieniem prawdziwych bestii. Fantastyka fantastyce nierówna - są tytuły cięższe, bardziej nasycone magią, są i lżejsze, w które łatwiej wniknąć, natomiast ten debiut leży gdzieś pośrodku. Z jednej strony mamy nową, świeżą rzeczywistość, nową hierarchię, zupełnie nowe, lecz świetnie objaśnione pojęcia, umożliwiające wniknięcie w świat przedstawiony. Za to autorkę pochwalić trzeba, więc chwalę! Z drugiej strony mamy jednak powielenie tych samych schematów i choć starałam się tego nie widzieć, to jednak widziałam.
Żywioły Karteru to nieustanna huśtawka - raz jest niesamowicie, raz zniechęcająco. Kreacja bohaterów wyszła całkiem w porządku i chociaż żadnemu z nich nie udało się skraść mojego serca, to doceniam ich różnorodność. Irytowały mnie za to niektóre dialogi, sztywne jak osikowy kołek i w moim odczuciu trochę wymuszone. No i zwroty akcji... Na ich brak narzekać nie można, ale na jakość już tak. Niektóre sytuacje były dziwne, niby dramatyczne, a jednak zabrakło mi tam emocji i odrobiny napięcia. Momentami miałam wrażenie, że dana scena jest zaledwie zarysem, jakby streszczeniem proszącym się o rozbudowanie. W związku z tym historia trochę przeciekła mi przez palce i obawiam się, że nie zostanie w mojej głowie na dłużej...
Żywioły Karteru to opowieść dla fanów lekkiej fantastyki, zainteresowanych mitologiczno - wampirzymi klimatami, ze szczyptą zakazanej miłości. Nie jest to do końca mój świat... uważam, że całości zabrakło ostatecznego dopracowania i doszlifowania szczegółów.
Nie zaliczam tej książki to lektur obowiązkowych, ale jeśli masz ochotę na coś lżejszego, być może ten tytuł Cię zainteresuje.
Karter to świat zbudowany z mocy żywiołów, nasączony krwią, skalany istnieniem prawdziwych bestii. Fantastyka fantastyce nierówna - są tytuły cięższe, bardziej nasycone magią, są i lżejsze, w które łatwiej wniknąć, natomiast ten debiut leży gdzieś pośrodku. Z jednej strony mamy nową, świeżą rzeczywistość, nową hierarchię, zupełnie nowe, lecz świetnie objaśnione pojęcia,...
Uwielbiam tę książkę. Jest cudownie wydana. Fabuła od samego początku mi się spodobała, to moje klimaty. Z bohaterami również się polubiłam. Autorka poprowadziła kilka wątków, które będą z pewnością kontynuowane w kolejnych tomach, na których premierę już nie mogę się doczekać. Lubię styl autorki, jest lekki, szybko się go czyta, a fantastyka wciąga w swoją otchłań. Karter mnie pochłonął od pierwszych rozdziałów.
Jedyne minusy, jakie mogę znaleźć to wiele błędów, zjadanie końcówek w wyrazach, interpunkcja. Oraz, co rzuciło mi się w oczy dopiero po jakimś czasie, mieszanie czasu w nagłówku, kiedy było napisane, że jest np 13 września, a akcja działa się jeszcze w sierpniu. Dlatego jedna gwiazdka w dół.
Nie mogę się już doczekać, żeby móc odpowiedzieć na pytanie "Co się dzieje z Falenem?!"
Uwielbiam tę książkę. Jest cudownie wydana. Fabuła od samego początku mi się spodobała, to moje klimaty. Z bohaterami również się polubiłam. Autorka poprowadziła kilka wątków, które będą z pewnością kontynuowane w kolejnych tomach, na których premierę już nie mogę się doczekać. Lubię styl autorki, jest lekki, szybko się go czyta, a fantastyka wciąga w swoją otchłań. Karter...
Opis przyznajcie szczerze, brzmi intrygująco, nieznane stwory, akcja dzieje się w przyszłości. Mamy tutaj do czynienia z wampirami, żywiołami... Fabuła jest bardzo intrygująca. Nie często trafia się książka, od której nie można się oderwać, ta taka była. W książce akcja pędzi dynamicznie i nie brakuje jej szybkiego rozwoju. Książka bardzo wciąga i krok po kroku odkrywamy razem z nią tajemnice. Nie spotkałam się z książką o takiej fabule i bardzo mi się podobał pomysł na nią.
Książka, mimo że jest literaturą fantasy porusza też bardzo ważne, poboczne tematy, takie jak nieszczęście w rodzinie przez nieuwagę rodziców lub też złe relacje z dzieckiem. Możemy tutaj znaleźć też to, co w książkach kocham i nigdy z tej miłości nie zrezygnuję, wątek romantyczny. Nie jest on w książce jakoś bardzo mocno nagłośniony, więc poradzą sobie z nim ci, którzy lubią takie wątki, jak i ci, którzy je omijają. Spotykamy się tutaj również z przyjaźnią i wzajemną nienawiścią ze względu na gatunek.
Oprawa graficzna może nie wywiera ogromnego wrażenia, ale oddaje treść książki. Na okładce cztery żywioły, czterech strażników. Tytuł również jak najbardziej wpasowany do fabuły, bo bohaterowie nie tylko są prawdziwymi Żywiołami walczącymi na śmierć i życie.
Co do samego języka był przyjemny, a autorka ma bardzo lekkie pióro. Czasami brakowało mi bardziej wyszukanego języka, jednak bardzo mi to nie przeszkadzało. Miejsca były bardzo szczegółowo opisane, za co daję tutaj wielki plus, bo mimo że miejsc akcji trochę było, wszystko możemy sobie wyobrazić.
Czas na kreowanie bohaterów. Więc uważam, że byli oni świetnie przedstawieni. Bawiły mnie genialne riposty bohaterów, jeżeli ktoś lubi trochę humoru, to z pewnością w tej książce go znajdzie. Za sprawą bohaterów można doznać naprawdę wielu emocji. Od wzruszenia, po śmiech i strach. Nie da się z nimi nudzić, bo w książce naprawdę wiele się dzieje.
Dla mnie minusem w książce była ilość imion bohaterów. Z niewieloma z tych imion miałam doczynienia, nie wiem, czy jest to kwestia tego, że dopiero zaczynam fantastykę, czy naprawdę było ich za dużo. Często gubiłam się, który bohater jest kim. Myślę, że tutaj przydałaby się jakaś legenda z tyłu książki przedstawiająca imię i w krótki sposób opis. Myślę, że nowych czytelników literatury fantasy by to poratowało.
Ogólnie uważam, że to bardzo dobry debiut polskiej autorki i chętnie w przyszłości zajrzę do jej twórczości. Mogę wam polecić tę książkę. Będziecie się dobrze bawić w świecie fantasy. Książka przysparza wielu emocji i jest dostępna w wersji papierowej. Nie jest zwykłą książką fantasy, bo ma ukrytych również wiele wątków pobocznych ważnych we współczesnym świecie.
Macie zamiar zajrzeć do tej książki?
Pozdrawiam
Opis przyznajcie szczerze, brzmi intrygująco, nieznane stwory, akcja dzieje się w przyszłości. Mamy tutaj do czynienia z wampirami, żywiołami... Fabuła jest bardzo intrygująca. Nie często trafia się książka, od której nie można się oderwać, ta taka była. W książce akcja pędzi dynamicznie i nie brakuje jej szybkiego rozwoju. Książka bardzo wciąga i krok po kroku odkrywamy...
Opinia pochodzi z bloga http://czytaniejestmagiczne.blogspot.com/
Żywioły Karteru to debiut literacki polskiej autorki, która początkowo publikowała swą powieść na Wattpadzie. Na całe szczęście nie jest to pozycja pokroju nieumiejętnie pisanych powieści jakie często można znaleźć na tym portalu.
Ogromnym atutem książki są jej bohaterowie. Mamy tutaj do czynienia ze sporą liczbą głównych postaci, a mimo to, ani jedna mnie nie irytowała. Każdy z nich jest całkowicie inny, ale każdy ma swój urok. Różni ich nie tylko pochodzenie, ale też usposobienie i poglądy. Falen najbardziej skradł moje serce, dzięki swojej sarkastyczności. Jednak przy całej tej nonszalancji nadal pozostał wspaniałym przyjacielem, martwiącym się losem swoich kompanów. Co prawda swoją troskę okazuje w dość specyficzny sposób, ale właśnie dzięki temu jeszcze bardziej go polubiłam. Alec jest prostym, momentami nieśmiałym chłopakiem, który uwielbia dogryzać swojemu wyżej wspomnianemu koledze. Ich utarczki słowne kilka razy wywołały uśmiech na mojej twarzy. Ellie jest niezwykle wrażliwą i kruchą dziewczyną. Poza tym cechuje ją ambicja, dzięki czemu z wiotkiej młodej kobiety przemieniła się w zaprawioną w boju wojowniczkę. Katherinie jest najbardziej opanowana z całej czwórki. W większości przypadków posiada chłodny umysł i praktycznie nigdy nie panikuje. Przy tym pozostaje niepoprawną romantyczką, momentami bujającą głową w chmurach.
Kolejnym plusem tej książki jest świetnie wykreowany świat. Autorka nie tylko skupiła się na opisach samego wyglądu miast, ale przybliżyła nam również mitologię karteńską, a w swojej powieści zawarła nawet lokalne pieśni. Czytając "Żywioły Karteru" możemy całkowicie zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości i przenieść się do mrocznego Karteru. Czytelnik stopniowo poznaje tajniki życia w tym okrutnym państwie, religie i zwyczaje w nim panujące, dzięki czemu łatwiej jest mu przyswoić natłok nowych informacji.
Autorka skupiła się również na pokazaniu relacji rodzinnych bohaterów. Każdy z nich ma inną historię. Niektórzy z nich wiedli spokojne życie, zaś innych spotkało wiele smutnych chwil. Meridiane Sage pokazała nam jak sytuacja rodzinna wpływa na człowieka i jak duży wpływ odgrywa w kształtowaniu charakterów młodych ludzi oraz jak istotną rolę odgrywa w ich dalszym życiu.
Żeby nie było tak kolorowo muszę wspomnieć też o minusach. Dla mnie największym z nich był wątek miłosny. Nie dość, że jest on totalnie przewidywalny, to do tego uczucie jakim darzą się bohaterowie rozwija się zdecydowanie zbyt szybko. Strażnicy znają się zaledwie dwa miesiące a już wyznają sobie bezgraniczną miłość na wieki. Jak na moje oko to trochę za wcześnie na takie deklaracje.
"Żywioły Karteru" nie są książką idealną. Mimo że, przez cały czas odnoszę wrażenie, że już kiedyś czytałam coś podobnego to i tak spędziłam z tą pozycją miły czas. Dzięki lekkiemu stylowi autorki powieść czyta się niezwykle szybko, chociaż momentami irytowało mnie nagromadzenie popularnych powiedzeń oraz słowa "bynajmniej". Bardzo zżyłam się z bohaterami i autentycznie przejmowałam się ich losem. Z niecierpliwością czekam na kontynuacje tej historii.
Opinia pochodzi z bloga http://czytaniejestmagiczne.blogspot.com/
Żywioły Karteru to debiut literacki polskiej autorki, która początkowo publikowała swą powieść na Wattpadzie. Na całe szczęście nie jest to pozycja pokroju nieumiejętnie pisanych powieści jakie często można znaleźć na tym portalu.
Ogromnym atutem książki są jej bohaterowie. Mamy tutaj do czynienia ze sporą...
Historia wbija w fotel. Jestem fanką wszelkiej maści fantastyki, po lekturze Tolkiena, George'a R. R. Martina, Marka Lawrenca i Sapkowskiego. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się znaleźć tak dobrze i szczegółowo wykreowanego swiata u debiutantki. Podeszłam do tej powieści bez większych oczekiwań i ku mojemu zdziwieniu, wyszłam zachwycona. Każda frakcja ma własną mitologię, kulturę. Akcja płynie jak rwąca rzeka, więc czytelnik nie może się nudzić. Bohaterowie? Bardzo dobrze wykreowani, wielowymiarowi, ale zdecydowanie najlepsza jest kreacja Falena Rossmary'ego. W powieści Meridiane Sage dostajemy masę scen przyprawiających o kołatanie serca i gęsią skórką, ale też takich... budzących szczery i niekontrolowany śmiech. Czekam na dalsze części!
Historia wbija w fotel. Jestem fanką wszelkiej maści fantastyki, po lekturze Tolkiena, George'a R. R. Martina, Marka Lawrenca i Sapkowskiego. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się znaleźć tak dobrze i szczegółowo wykreowanego swiata u debiutantki. Podeszłam do tej powieści bez większych oczekiwań i ku mojemu zdziwieniu, wyszłam zachwycona. Każda frakcja ma własną mitologię,...
: Książka ,, Żywioły Karteru. Ziemia” to powieść, która zachwyci wszystkich fanów Pani Maas. Przepiękny świat, w którym to autorka stworzyła wszystko od podstaw. Język, religię, politykę, prawo. Powieść mimo dość częstych nowatorskich nazw i języka czyta się przyjemnie. Bowiem mamy wszystko wyjaśnione w przypisach, a sam styl autorki barwny i plastyczny nie męczy czytelnika, a wręcz zachwyca i intryguje. Perełką tej książki jak dla mnie były stworzone bóstwa i co za tym idzie legendy i mity z nimi związane. Autorka spowodowała, że uwierzyłam jej, że one istnieją naprawdę , a nie, że ona je tylko zapożyczyła dla własnej twórczości. Zakochałam się w tym świecie co tu dużo mówić. Bohaterowie wzbudzają pozytywne emocje i da się ich wszystkich lubić od samego początku. Tajemnice i spiski powolutku wychodzą na jaw i dzięki temu lepiej rozumiemy zachowania co po niektórych postaci. Sama fabuła jest wciągająca, a całość czyta się szybko mimo, że czasem pojawiają się trudne słowa, czy nieznany nam język to i tak wszystko mamy wyjaśnione więc nie ma się czego przyczepić. Serio, nie ma!!! Mitologiczne i fantastyczne postacie na nowo budzą się ze snu by siać postrach,a ich kreacje nie są ugrzecznione czy słodkie. I choć ten tom troszeczkę bardziej skupia się na żywiole Ziemii, to i tak poznajemy bardzo dobrze pozostałych bohaterów. Zakończenie pozostawia czytelnika z pulsującym sercem i obawą o dalsze losy i przygody strażników. Polecam Ci tę książkę, bo szykuje się fantastyczna seria na miarę Dworów czy Szklanego tronu, a szkoda by było by Ci umknęła taka perła .
: Książka ,, Żywioły Karteru. Ziemia” to powieść, która zachwyci wszystkich fanów Pani Maas. Przepiękny świat, w którym to autorka stworzyła wszystko od podstaw. Język, religię, politykę, prawo. Powieść mimo dość częstych nowatorskich nazw i języka czyta się przyjemnie. Bowiem mamy wszystko wyjaśnione w przypisach, a sam styl autorki barwny i plastyczny nie męczy...
Znam autorkę jeszcze od czasów jej aktywności na blogspocie. Styl uległ tak nieziemskiej poprawie, że aż jestem w szoku. Świat bardziej rozbudowany niż ten w grze Dragonage. MAJSTERSZTYK
Znam autorkę jeszcze od czasów jej aktywności na blogspocie. Styl uległ tak nieziemskiej poprawie, że aż jestem w szoku. Świat bardziej rozbudowany niż ten w grze Dragonage. MAJSTERSZTYK
Co pewien czas w Karterze zostają wybrani Strażnicy. Po jednym do każdego z żywiołów. Teraz to Falen, Elizabeth, Alexander i Katherine mają chronić swój lud przed krwiożerczymi bestiami. Muszą przejść morderczy trening i nauczyć się panować nad swoją nową mocą. Jednakże, bycie Strażnikiem to nie tylko walka. To również ogromna odpowiedzialność, spoczywająca na ich palcach. Nikt nie przewidział jednak, że jeden z Wybranych może zostać przemieniony w nerimiego. Komu można zaufać? Kto okaże się zdrajcą, a kto pozostanie u boku przyjaciół aż do samego końca?
Opinia
Bardzo cieszy mnie fakt że na naszym rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej młodych polskich autorów, którzy eksperymentują z gatunkami i nie boją się podejmować nowych wyzwań. Jednym z nich jest pisarka ukrywająca się pod pseudonimem Meridiane Sage, od której otrzymałam tę powieść.
Tytuł tego tomu może wskazywać na to, że skupimy się na postaci Elizabeth, która włada żywiołem ziemi, a może nawet to ona opowie nam swoją historię. Narracja została poprowadzona jednak trzecioosobowo, co daje nam wgląd w myśli bohaterów, ale pozwala także krótkie wstawki z losów bogów Karterczyków. Główny wątek stanowią jasna losy głównych bohaterów jako Strażników, ale autorka nie ogranicza się tylko do tego. Zwraca tutaj uwagę na ważne wartości jak przyjaźń i miłość, a w tle majaczy przepowiednia dotycząca odrodzenia się potomka bogini i księcia piekieł.
Autorka tej książki udowodniła, że bohaterami fantasy dla młodzieży nie muszą być zdesperowane 13-latki zakochujące się w wampirze lub wilkołaku. Strażnicy dojrzałymi młodymi ludźmi, którzy muszą się odnaleźć w nowej sytuacji, nauczyć żyć ze sobą oraz panować nie tylko nad emocjami, ale również nowymi umiejętnościami. Ich decyzje często mogą zaważyć nad losami całego państwa, więc muszą oni liczyć się ze skutkami podejmowanych wyborów. Żadna z głównych postaci nie denerwowała mnie, wręcz przeciwnie - wszyscy wzbudzili moją sympatię racjonalnym myśleniem. Nie rozumiałam jedynie ukrywana przez nich swoich sekretów, ale jestem w stanie zaakceptować to, że bali się oni reakcji swoich towarzyszy. Bohaterowie myślą o konsekwencjach tego, co robią, jak może być to odebrane przez mieszkańców oraz władze państwa. Elizabeth jawi się nam tutaj jako ktoś wyjątkowy, ale podejrzewam, że z każdym kolejnym tomem inni bohaterowie również odkryją swoje karty. W każdym z nich jest bowiem coś specjalnego, co nie pozwala przejść obok nich obojętnie.
Na uwagę zasługuje również bardzo dokładna konstrukcja świata. Podział na frakcje związane z żywiołami może wydawać się znany i trochę oklepany, ale oprócz tego autorka stworzyła zupełnie nowe języki, bóstwa i pieśni, a także przedstawiła system prawa i edukacji. Nieczęsto zdarza się, żeby autorzy budowali cały świat od zera, zwykle bazują na konkretnych wzorcach i boją się eksperymentować. Widać, że pisarka jest obdarzona bardzo dużą wyobraźnią i kreatywnością, więc jej genialny pomysł na pewno zasługuje na uznanie i wysokie miejsca na listach bestsellerów. Bardzo podobało mi się również, że każde nowo wprowadzone pojęcie lub imię zostawało od razu wyjaśnione. Nie zapomniano o opisaniu zastosowanych w wierszu lub skojarzeń. Dzięki temu czytelnik nie gubi się w świecie przedstawionym, a wręcz czuje się jego częścią. Autorce udało się nawet nadać powiew świeżości znanym nam już wampirom i zmiennokształtnym. Poruszonych zostało tutaj bardzo wiele trudnych problemów i tematów. Na pewno nie jest to prosta i miła opowiastka o walce dobra ze złem. Wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane i kryje drugie, a czasem nawet trzecie dno. By odkryć wszystkie tajemnice Karteru niewątpliwie należy sięgnąć po kolejne części, które (mam nadzieję!) wkrótce się ukażą.
Wspomniałam, że autorka na potrzeby książki stworzyła nawet osobne języki dla każdej frakcji. Nie zapomniała nawet o przetłumaczeniu poszczególnych słów i zwrotów. W książce pojawiają się nawet pieśni w powszechnym lub innym w języku co świadczy o zdolnościach pisarki również w tej dziedzinie. Książkę czyta się naprawdę bardzo przyjemnie ze świadomością, że nie jest to zwykłe, proste fantasy, ale naprawdę mądra i dojrzała opowieść, którą mogą przeczytać wszyscy. Nie uświadczy się tutaj zbyt wielu wulgaryzmów czy rażących opisów. Pojawiają się jednak sceny walki, które są nieodłącznym elementem życia Strażników.
Niestety, najsłabszą stroną tej książki okazało się jej wydanie. Masa literówek i błędów w redakcji oraz korekcie może trochę razić, odbierając tym samym przyjemność z lektury. Wielka szkoda, że tak dobra książka ucierpiała akurat na tym polu. Zarówno autorce, jak i wydawnictwu mogę doradzić jedynie poświęcenie więcej czasu na dokładne sprawdzenie tekstu.
Polecam tę książkę wszystkim, którzy szukają czegoś nowego i świeżego wśród literatury fantasy. Żywioły Karteru to bardzo obiecująca seria, której losy na pewno będę śledzić. Z całego serca kibicuję autorce i jej twórczości. A wszystkim miłośnikom lekkich, dobrych pozycji z tego gatunku serdecznie rekomenduję sięgnięcie po przygody młodych Strażników.
Ines de Castro
Opis fabuły
Co pewien czas w Karterze zostają wybrani Strażnicy. Po jednym do każdego z żywiołów. Teraz to Falen, Elizabeth, Alexander i Katherine mają chronić swój lud przed krwiożerczymi bestiami. Muszą przejść morderczy trening i nauczyć się panować nad swoją nową mocą. Jednakże, bycie Strażnikiem to nie tylko walka. To również ogromna odpowiedzialność, spoczywająca...
Muszę przyznać, że przez pierwsze osiemdziesiąt stron (z hakiem) miałam niemały problem, aby móc z impetem wgryźć się w fabułę. Oczywiście nie było to spowodowane skomplikowanymi do szpiku kości wątkami czy też ciężkim do przełknięcia językiem, jakim mogłaby się posługiwać autorka, bo takich „atrakcji” nie zaznałam. Wszystkiemu winne były schematy, które zachowywały się tak, jakby to one miały tutaj najwięcej do powiedzenia. Wyczułam również, że sama Meridiane Sage nie umiała sobie z nimi poradzić, oddając się powoli w łapska największego wroga literatury. Przyglądałam się tej drobnej „potyczce” z lekkim znużeniem, lecz autorka – w końcu – postanowiła powiedzieć STOP!, a jej walka pozwoliła mi ujrzeć „Żywioły Karteru...” z zupełnie innej strony.
HALO? POLICJA? CHYBA KTOŚ NAS ZROBIŁ W KONIA!
Kiedy tylko schematy straciły swoją drogocenną potęgę (chociaż ich obecność nadal była w jakimś stopniu wyczuwalna), zaczęłam coraz lepiej dostrzegać, w jak paskudnym położeniu znaleźli się, wybrani przez same Żywioły, nastolatkowie. Z pozoru łatwa misja do wykonania okazała się dla nich zgubą, gdzie każdy nieprzemyślany ruch oznaczałby pożegnanie się z życiem. Także zaufanie komukolwiek w tak drastycznej sytuacji mogłoby przyczynić się do niechcianego obrotu spraw. Tym samym, uważnie przyglądałam się rozwojowi wypadków, gdzie narastające napięcie powoli dawało się wszystkim we znaki, co skutkowało wieloma (nie)spodziewanymi zdarzeniami. Nastolatkowie powoli zaczęli dostrzegać prawdziwe znaczenie bycia Strażnikami, chociaż wieloletnie mydlenie oczu mocno dawało im się we znaki. Intryga rosła w siłę, a oni nadal brnęli w coś, co było ich „przeznaczeniem”. I kiedy tylko myśleli, że los się do nich uśmiecha i wreszcie mogą odetchnąć pełną piersią, wtedy życie wymierzało im siarczysty policzek, a ja zastanawiałam się, jak wiele przelanej krwi potrzeba, by porzucili oklepane plany pozbycia się wroga. Aby wreszcie postanowili udowodnić, że nie są marionetkami, gdzie każdy, kto tylko chciał, pociągał za sznurki. Jednak czy „oświecenie” wskazało im właściwą drogę? Nie, tego nie mogę zdradzić.
Niezmiernie podobało mi się ukazanie wojny, jaką toczyli przedstawiciele słynnych czterech żywiołów. Wyjątkowo nie stanęli naprzeciw siebie (bo zazwyczaj autorzy trzymają się tego scenariusza jak rzep psiego ogona), a ramię w ramię, by wspólnymi siłami pokonać swoich największych, krwiożerczych wrogów – nerimich (a dokładniej wampiry oraz zmiennokształtni, bo to właśnie te dwie rasy skrywały się pod tym pojęciem). To wyraźnie pokazało, że Meridiane Sage wymierzyła solidnego kopniaka nieprzyjacielowi wszelkich twórców, odważnie zmieniając ich oklepane „dane osobowe”.
Niestety niespecjalnie przypadł mi do gustu wątek związany z wyjaśnieniem wysyłania TYLKO czwórki Strażników do walki z nerimimi. Jak dla mnie był on wprowadzony za szybko. O wiele za szybko. Przedwczesne wyjaśnienie tej „tradycji” odebrało jej całą aurę tajemniczości, którą była obleczona od góry do dołu. To tak, jakby chciwie napić się wrzącej herbaty, niemiłosiernie parząc sobie przy tym język, by później nie odczuwać jej smaku. Teraz rozumiecie to uczucie? Także mam nieodparte wrażenie, jakby ukazane tutaj wątki miłosne były... wciśnięte na siłę. Doskonale rozumiem, że każdy z nas potrzebuje kogoś kochać, ale w tym przypadku wydawało mi się to nieco naciągane, przez co nagromadzona tutaj słodycz starała się w lekkim stopniu przyćmić znacznie ważniejsze wątki.
DZIECI ŻYWIOŁÓW... A MOŻE DZIECI POSŁANE NA PEWNĄ ŚMIERĆ?
Wydawałoby się, że wykreowanie bohaterów z krwi i kości to bułka z masłem i każdy jest w stanie tchnąć w nich tyle człowieczeństwa, że czytelnicy zaczynają się zastanawiać, czy aby nie mają do czynienia z kimś prawdziwym. I chociaż autorce po części się to udało, bo doskonale oddawała emocje, jakie targały postaciami oraz ukazała, że każdy – pomimo swojego statusu w społeczeństwie – nie jest pozbawiony wad, to nie umknęło mojej uwadze to, jak Strażniczki szybko opanowały sztukę walki, której niektórzy musieliby uczyć się latami. Poza tym Elizabeth została ukazana jako nieśmiała, niepewna swoich możliwości przedstawicielka Ziemi, gdzie gwałtownie przeistoczyła się w gotową do dyskusji odważną dziewczynę. Nie powiem, działało to na jej korzyść, bo dzięki tej zmianie stała się przykładną pogromczynią nerimich, jednak – w moim odczuciu – nie było to zbytnio naturalne. Także Alexander, pomimo ciętych ripost i żarcików, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy, wydawał mi się taki... rozciapany. Rozumiem, że miłość może ogłupiać, ale nie dajmy się zwariować. Tym samym mogę śmiało go porównać do rozcieńczonego kisielu, gdzie ten w smaku jest nawet w porządku, lecz szału nie ma. Natomiast nie mogę przyczepić się do lubującego przewidywać czarne scenariusze Fallena, który całkowicie kupił mnie troską o brata. Mógł sobie zgrywać twardziela, jednak to rozczuliło mnie na tyle, że już był mi obojętny jego „paskudny” charakterek. A Katherine... cóż... prócz szybkiego (a zarazem nienaturalnego) przyswojenia umiejętności walki niebezpieczną bronią, nie mam o niej nic więcej do powiedzenia.
Nie mogę także zapominać, że prócz Strażników pojawili się również inni bohaterowie, którzy okazują się godni naszej uwagi. Jedną z takich osób jest Marie, wampirzyca, gdzie swoją postawą udowodniła, że w każdym, nawet w potworach, tkwi szczypta dobroci. Polubiłam ją w dość ekspresowym tempie i niezmiernie cieszyłam się, że nastolatkowie postanowili jej zaufać, chociaż – mówiąc szczerze – wiele przy tym ryzykowali. Spoufalali się z wrogiem, za co mogli zostać paskudnie ukarani, lecz nie tylko oni złamali zasady tej „gry”. Jednakże nikt nie przypuszczał, że w ich szeregach czają się prawdziwe kreatury... Może nie miały one zbyt wiele do powiedzenia, ale przypuszczam, że już wkrótce może się to zmienić.
PROSZĘ PANI, A W ZADANIU TRZECIM WIDZĘ LITERÓWKĘ!
Meridiane Sage niczym nie wyróżnia się na tle innych młodych pisarzy, których dzieła miałam przyjemność (lub też nie) poznać. Owszem, autorka posługuje się lekkim piórem, jednakże w nim tego czegoś, co mogłoby mnie bezwarunkowo kupić. Mówiąc dokładniej – styl autorki jest dobry, lecz – moim zdaniem – powinna jeszcze ociupinkę popracować nad swoim warsztatem. A wtedy zdoła się przebić przed pozostałych, grzecznie nakazując im pozostanie w jej cieniu.
Zjedzone lub nadprogramowe literki, zgubione ogonki czy też źle postawione przecinki mogą zrobić każdemu psikusa, dlatego też, kiedy jest ich tyle, że byłabym w stanie zliczyć je na palcach tylko jednej ręki, po prostu je ignoruję. Niestety w przypadku „Żywiołów Karteru...” bardzo ciężko o tym mówić, gdyż prawie na każdym kroku pojawiały się przepiękne „niespodzianki”. Zagubione „ł” przy kwestiach coś pokroju „Pan XYZ kiwnąŁ głową na znak, że się zgadza”, bolesna separacja „po za” przy „poza tym” – to tylko drobne przykłady, bo mogłabym ich wskazać odrobinę więcej. Dlatego też mam prośbę do wydawnictwa, aby zadbali o tego typu szczegóły, bo ja jeszcze delikatnie zwracam o to uwagę, ale może kiedyś pojawić się ktoś, kto nie pozostawi na Państwu suchej nitki. A wtedy zrobi się nieprzyjemnie...
Pragnę także zwrócić uwagę na pewne (chyba) niedopatrzenie związane z naszą dobroduszną wampirzycą, Marie. Otóż autorka za każdym razem podkreślała, jak to „krwiopijcy” mają wyostrzony słuch, dzięki czemu potrafią usłyszeć każdy szmer ze sporej odległości, kiedy podczas pewnej rozmowy owa dziewczyna nie usłyszała słów swojego rozmówcy. Jak dla mnie było to nadzwyczaj dziwne, bo również mogła przeniknąć do jego myśli, jednakże w głowie powstało mi pewne pytanie: A może, niczym Bella z dość osławionej sagi „Zmierzch”, również posiadał swego rodzaju dar, dzięki czemu mógł skrzętnie ukrywać swoje przemyślenia? Aczkolwiek, nadal pozostawała sprawa felernego słuchu Marie, która kłuje mnie niczym oset podczas spacerów po dość zarośniętej łące.
Podsumowując, może „Żywioły Karteru...” autorstwa Meridiane Sage nie zachwyciły mnie do tego stopnia, bym mogła o niej myśleć godzinami i zastanawiać się, co takiego wydarzy się w kolejnej księdze, lecz nie można im odmówić pewnego uroku. W bardzo dobry sposób ukazuje, że pełne zaufanie, wsparcie oraz szczerość są idealnymi kluczami do stworzenia silnej więzi, która pozwala ludziom być ze sobą na dobre i złe. Także udowadnia, że również nigdy nie wiadomo, kto jest tak naprawdę naszym wrogiem... Jednakże starzy wyjadacze fantastycznych klimatów mogliby nie czerpać satysfakcji z tej książki, dlatego też warto, aby zainteresowali się nią ci, którzy są dopiero na etapie zapoznania się z tym gatunkiem.
Muszę przyznać, że przez pierwsze osiemdziesiąt stron (z hakiem) miałam niemały problem, aby móc z impetem wgryźć się w fabułę. Oczywiście nie było to spowodowane skomplikowanymi do szpiku kości wątkami czy też ciężkim do przełknięcia językiem, jakim mogłaby się posługiwać autorka, bo takich „atrakcji” nie zaznałam. Wszystkiemu winne były schematy, które zachowywały się...
Co siedem lat mieszkańcy Państwa Czterech Żywiołów – Karteru zbierają się, aby spośród zgromadzonych wybrać nowych Strażników Czterech Żywiołów – ziemi, powietrza, ognia oraz wody. Zostanie Strażnikiem jest ogromnym wyróżnieniem. Jednak to wyróżnienie niesie ze sobą ciężar, który na swoich barkach dźwiga wybrany, a także jego rodzina, żyjąca w obawie o swoje dziecko, które każdego dnia ma narażać swoje życie w obronie kraju.
Dzieci Żywiołów mają za zadane ochronę Karteru przed nieśmiertelnymi wampirami, które napadają na Karter. Grabią, sieją strach, mordują oraz przemieniają niewinnych ludzi w sobie podobnych. Zadaniem Strażników jest obrona swojej ojczyzny przed potworami i wygnanie ich za bramę, która oddziela Karter od Inserii – terytorium wampirów.
Falen, Elizabeth, Katherine oraz Alexander. Czwórka odmiennych osobowości. Każda pochodząca z innej części Karteru. Do tej pory wiedli różne życia. Żyli w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Nie widzieli w sobie nic nadzwyczajnego. Jednak pradawne moce wybierające Strażników, właśnie w nich dostrzegły wartościowe cechy, którymi powinni odznaczać się Strażnicy. Przed czwórkom bohaterów morderczy trening, a po nim służba w imieniu ojczyzny, za którą niektórzy Strażnicy przypłacali życiem.
Każdy z bohaterów ma w sobie coś, co odróżnia go od reszty. Największą sympatię zyskał sobie u mnie Falen. Jest sarkastyczny i opiekuńczy. Ma wiele sekretów, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Elizabeth łatwo się peszy. Jest opiekuńcza i troskliwa. Katherine często się uśmiecha i stara się zarazić innych swoim pozytywnym nastawieniem. Alec w moim odczuciu był najbardziej opanowany, ale miał w sobie coś, co sprawiło, że nie zyskał mojej sympatii. Ze wszystkich bohaterów był najmniej wyrazisty. Był mdły i bez wyrazu. Falen często wchodzi z Aleciem w wymiany zdań, które w dużym stopniu ratowały riposty Ventusa. Falen był siłą napędzającą większą część historii. Księga Pierwsza: Ziemia w dużej mierze została poświęcona na przybliżenie jego postaci. Falen to jedna z najlepiej skonstruowanych postaci.
Jednak mimo że darzę Falena ogromną sympatią to z wielką chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej o innych Strażnikach i poznała ich równie dobrze, co Vertusa. Jednak możliwe, że kolejne księgi pozwolą na bliższe poznanie innych Strażników.
Historia stworzona przez Meridiane Sage wciąga od pierwszej strony. Książkę czyta się bardzo szybko. Z ciekawością śledzi się losy bohaterów i drży z obawy o ich życie. Podczas lektury czytelnik zastanawia się, który z czwórki Strażników wstąpi na drogę zła. Czy poradzi sobie z nową sytuacją, czy całkowicie zapomni o swoim pochodzeniu? Bohaterowie wierzą w prawość. Są lojalni wobec ojczyzny. Z całych sił chcącą ją chronić przed nadciągającym mrokiem. Wpajane im od dziecka informacje o wampirach, które niszczą życie mieszkańców Karteru czasami zamykają im jasny osąd i momentami zdają się nie zauważać prawdziwego zagrożenia. Nie skupiają się na pierwszych poszlakach, które powinny naprowadzić ich myślenie na inny tor. Mimo że najciemniej bywa pod latarnią, to Strażnicy wydają się tego nie dostrzegać.
Z początku miałam lekki problem z pojawiającymi się w książce licznymi pojęciami. Kilka rozdziałów zajęło mi ułożenie sobie, kim są Ventusi, Ignisi, czy Nerimi. Jednak po kilku rozdziałach, wszystko idzie zapamiętać, a przez historię zaczyna się płynąć.
Autorka w ciekawy sposób przedstawia całą historię. Otwarte zakończenie pozostawiło lekki niedosyt. Z niecierpliwością czekam na dalsze losy Czwórki Strażników Żywiołów.
Jeżeli jeszcze nie czytaliście książki „Żywioły Karteru” gorąco ją wam polecam. Spędzicie przyjemny czas z bohaterami książki, którzy w większości zyskują sympatię od pierwszej chwil. Historia jest oryginalna. Zabiera czytelnika w podróż do pięknego, ale niebezpiecznego świata Karteru.
Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
Co siedem lat mieszkańcy Państwa Czterech Żywiołów – Karteru zbierają się, aby spośród zgromadzonych wybrać nowych Strażników Czterech Żywiołów – ziemi, powietrza, ognia oraz wody. Zostanie Strażnikiem jest ogromnym wyróżnieniem. Jednak to wyróżnienie niesie ze sobą ciężar, który na swoich barkach dźwiga wybrany, a także jego rodzina, żyjąca w obawie o swoje dziecko, które...
Czterech strażników, mających moc czterech żywiołów i nerimi krwiopijcze wampiry.
Odwieczna walka pomiędzy dobrem i złem, między uprzedzeniami a podejściem bardziej liberalnym.
Między miłością a nienawiścią.
Pomiędzy władzą a ludem.
Autorka pisze w sposób ciekawy i przystępny, choć momentami opisy walk były jakby za bardzo aż nierealne. Wielki problem stanowili dla mnie bohaterowie, ponieważ więcej uwagi autorka poświęciła Falenowi i Katherine. Ich postacie były ciekawe i wyraziste. Natomiast Elizabeth i Aleksander byli potraktowani "po macoszemu" są to postacie mdłe i bez wyrazu.
Całościowo choć nie jestem zwolennikiem fantastyki z przyjemnością sięgnę po tom 2 by dowiedzieć się o dalszych losach czwórki bohaterów.
Czterech strażników, mających moc czterech żywiołów i nerimi krwiopijcze wampiry.
Odwieczna walka pomiędzy dobrem i złem, między uprzedzeniami a podejściem bardziej liberalnym.
Między miłością a nienawiścią.
Pomiędzy władzą a ludem.
Autorka pisze w sposób ciekawy i przystępny, choć momentami opisy walk były jakby za bardzo aż nierealne. Wielki problem stanowili dla mnie...
2.5 ⭐
Czy jest sens zaczynać książkę, która nigdy nie doczekała się kontynuacji? Ciężko powiedzieć, choć pamiętam, że o tej konkretnej swego czasu słyszałam dużo dobrego, więc się nie zniechęcałam. I faktycznie, miała świetny start i od samego początku mocno mnie wciągnęła. Z zainteresowaniem śledziłam kolejne losy i poznałam bohaterów, a kilka rozwiązań i pojawiających się postaci nawet mnie zaskoczyło.
Tylko im dalej w las, tym gorzej. Zaangażowanie spadało, moje zainteresowanie malało, a i sama książka jest jakaś taka topornie napisana. Całościowo to jest mocno niewykorzystany potencjał, w którym zabrakło opisów świata. Gdyby pojawił się drugi tom, chętnie bym sięgnęła - głównie z ciekawości i na fai dobrych doświadczeń z pierwszej połowy.
2.5 ⭐
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy jest sens zaczynać książkę, która nigdy nie doczekała się kontynuacji? Ciężko powiedzieć, choć pamiętam, że o tej konkretnej swego czasu słyszałam dużo dobrego, więc się nie zniechęcałam. I faktycznie, miała świetny start i od samego początku mocno mnie wciągnęła. Z zainteresowaniem śledziłam kolejne losy i poznałam bohaterów, a kilka rozwiązań i pojawiających...
Przyznaje, ze ksiazke czytalo sie niesamowicie szybko. Pozbawiona zbednych i dlugich opisow czy tez nudnych dialogow serwuje naprawde przyjemna lekture, ktora z kazda strona coraz bardziej zacheca do czytania.
Uwielbiam temat zywiolow (w taki sposob natrafilem na te ksiazke) i wszystko z nimi powiazane, wiec bylem bardzo podekscytowany czyatajac opis tej ksiazki. Niestety zasmucil i zawiodl mnie fakt, ze elemntow zywiolow w ksiazke jest o wiele mniej niz sie osobiscie spodziewalem.
Jednak historia jest bogata w elementy, ktore sprawia, ze ciezko sie od ksiazki oderwac - co najwazniejsze, cala historia zbudowana jest i opowiedziana w dosc bogaty sposob co daje wrazenie, ze ksiazka nie byla pisana ‘na kolanie’ (niestety czasem sie tak zdarza, ze latwo wyczuc to, ze ksiazka pisana byla w pospiechu co daje bardzo chaotyczne wrazenie ogółu).
Ogolem ksiazka jest ciekawa. Z wieloma elementami przedstawionymi w ksiazce gdzies juz mozna bylo sie spotkac czyatajac inne dziela na temat wampirow czy zmiennoksztaltnych, jednak autorce udalo sie zachowac cechy fantastyki, ktore naprawde uzalezniaja w trakcie czytania ksiazki przez co chcesz wiecej i wiecej z kazda strona.
Mam wielka nadzieje na kolejna czesc.
Przyznaje, ze ksiazke czytalo sie niesamowicie szybko. Pozbawiona zbednych i dlugich opisow czy tez nudnych dialogow serwuje naprawde przyjemna lekture, ktora z kazda strona coraz bardziej zacheca do czytania.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam temat zywiolow (w taki sposob natrafilem na te ksiazke) i wszystko z nimi powiazane, wiec bylem bardzo podekscytowany czyatajac opis tej ksiazki. Niestety...
Może książka nie zostanie zaliczona do "ulubionych" lecz mimo to klasyfikuje się wysoko :)
Opowieść bardzo wciągająca, pełna akcji i cały czas zaskakująca.
Jedyne co mogę mieć "do zarzucenia" autorce, pod względem fabularnym, to zbyt szybkie rozwijanie akcji, brak dawkowania napięcia sytuacji czy relacji między postaciami.
Nie obraziłabym się też za więcej barwnych opisów ;)
Jednak mimo tego książkę czyta się baaaardzo przyjemnie, połączenie fantasy z pierwotnymi żywiołami, a nie magia samą w sobie bardzo udane :)
To kiedy następna część...? ;)
Może książka nie zostanie zaliczona do "ulubionych" lecz mimo to klasyfikuje się wysoko :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieść bardzo wciągająca, pełna akcji i cały czas zaskakująca.
Jedyne co mogę mieć "do zarzucenia" autorce, pod względem fabularnym, to zbyt szybkie rozwijanie akcji, brak dawkowania napięcia sytuacji czy relacji między postaciami.
Nie obraziłabym się też za więcej barwnych opisów...
"Na twarzach zebranych malowała się powaga. Nikt nie ośmielił się zakłócić ciszy, która zawisła nad zamgloną polaną... Ciszy tak idealnej, że aż przerażającej. Tej nocy wszystko się zaczęło."
Przeglądając czeluście internetu przez przypadek trafiłam na tę oto książkę, czytam sobie na spokojnie recenzję i nagle ogarynam, że przecież znam ten tekst, przetrzepałam całą pamięć (do najlepszych to ona nie należy i zamiast ważnych rzeczy przeważnie zapamiętuję bzdury) i mnie olśniło. Otóż jak byłam młodsza, duuużo młodsza to zaczytwałam się w blogach, normalnie uzależnienie jak ta lala i trafiłam właśnie na opowiadanie, które teraz jest pod postacią książki, przeglądałam stare konto i znalazłam owego bloga, jak miło sobie to wszystko przypomnieć.
Karter dzieli się na frakcje – Ignisi, Aquariusi, Ventusi i Terraci, czyli odpowiednio ogień, woda, powietrze oraz ziemia. Co jakiś czas spośród nastoletnich obywateli wybiera się czwórkę reprezentantów z każdej frakcji, aby pełnili rolę Strażników, którzy mają za zadanie chronić kraj przed Nerimi (prościej rzecz ujmując przed wampirami). Czyż autorka nie jest oryginalna? Jestem wręcz zakochana w tej powieści, podoba mi się niezwykle stworzone uniwersum, ale o tym później, bo znowu się zapędziłam. Przejdźmy dalej, właśnie na Strażników zostali wybrani Alexander, Katherine, Fallen oraz Elizabeth, zaczynają oczywiście od treningu, zresztą dosyć intensywnego, dopiero wówczas są wysyłani w teren wraz z bronią, którą sobie dobrali na początku treningu.
"Istniało życie i istniała śmierć. To pierwsze właśnie dobiegało końca, podczas gdy drugie otwierało swe bramy."
Alexander jest Ignisem, jest to taki typowy złoty chłopiec, który mimo dobrej rodziny nie jest rozpieszczony, jest niezwykle miły i taki aż za słodki (przynajmniej według mnie), bardziej do gustu przypadł mi Ventus. Fallen ma dosyć hardy charakter, wypracowały go lata spędzone w rodzinie z toksycznym ojcem, który niestety zbyt dobrze ich nie traktował, generalnie musicie wiedzieć, że biedak za łatwo w życiu nie miał, jego ojciec był łowcą Nerimich i wychowywał dosyć ciężką ręką, dosyć gburowaty i ironiczny typ, ale ja to chyba mam do takich słabość. Rin to Aquariuska, na początku odniosłam mylne wrażenie głupiutkiej blondyneczki, która lamentuje po złamaniu paznokcia, okazała się naprawdę odważną dziewczyną, która nie boi się poświęcić dla przyjaciół, tu również mniej przypadła mi do gustu ta postać, bardziej odpowiadała mi druga damska postać. Wiadomo już, że Ellie jest Terratką, to dosyć nieśmiała dziewczyna, ale jednocześnie jest otwarta na nowe znajomości, bardzo szybko zaprzyjaźnia się zresztą, oprócz Fallena, bo to gbur i już od początku jej dogryzał, ale wiecie Kto się czubi ten się lubi, zatem łatwo się domyśleć, że coś prędzej czy później między nimi się zadzieje.
Akcja była wartka, autorka bardzo płynnie przechodziła od sceny do sceny. Co więcej jej pióro wydaje mi się dobre i przede wszystkim dopracowane, używa także przystępnego i dosyć zrozumiałego języka. Stworzone uniwersum było dla mnie jak powiew świeżości wśród książek, które aktualnie czytam, autorka dopieściła wszystko, łącznie z najmniejszymi szczegółami. Bohaterowie są barwni, mogę się pokusić nawet o stwierdzenie, że trójwymiarowi, łatwo ich sobie wyobrazić, bo ich również autorka dopracowała, jak wspominałam moimi ulubionymi postaciami byli Fallen i Ellie, dlaczego? Nie jestem do końca pewna, ale to oni głównie pojawiali się na pierwszym planie. Myślę, że i wam przypadną do gustu, mieli nieco ciekawsze historie od pozostałej dwójki do opowiedzenia. Okładka niestety zbyt ładna nie jest, ale co można o niej powiedzieć to fakt, iż do typowych nie należy, niemniej jednak jak dla mnie nie oddaje klimatu książki i myślę, że gdyby nie opis to niestety, ale gdybym zobaczyła okładkę na półce to raczej bym się nie zainteresowała. Nie ukrywajmy, jesteśmy w większości wzrokowcami i tu powiedzenie Nie oceniaj po okładce, nie ma zbytniego pokrycia.
"Kiedy ludzie zbyt mocno zaczynają wierzyć we własną potęgę i szczęście, coś zawsze przypomni im, jak słabi są w rzeczywistości."
Reasumując, pod względem fabularnym podobała mi się naprawdę bardzo, zauważyłam oczywiście pewien schemat w wątku miłosnym, ale na to mogę przymknąć oko, bo te schematy przechodzą już do codzienności. O bohaterów czepiać się nie można, według mnie są naprawdę akceptowalni, dopracowani no i czuć od nich tą prawdziwość. Jest to nie tylko powieść o walce dobra ze złem, ale także ukazuje jak bardzo ważna w życiu jest przyjaźń czy też miłość. Polecam szczerze mimo właśnie tej wtopy z okładką, no nie jestem z niej zbytnio zadowolona, za to nadrabia treścią. Miłośnikom fantastyki z wątkami romantycznymi, intrygi, zdrady i przede wszystkim z dobrymi bohaterami powinna się spodobać.
Pozdrawiam, Sara ❤
"Na twarzach zebranych malowała się powaga. Nikt nie ośmielił się zakłócić ciszy, która zawisła nad zamgloną polaną... Ciszy tak idealnej, że aż przerażającej. Tej nocy wszystko się zaczęło."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeglądając czeluście internetu przez przypadek trafiłam na tę oto książkę, czytam sobie na spokojnie recenzję i nagle ogarynam, że przecież znam ten tekst, przetrzepałam całą...
-------------
http://www.martawsrodksiazek.pl/index.php/2019/05/09/zywioly-karteru-ziemia-meridiane-sage/
-------------
Sława. Nie każdy o niej marzy. Bycie na świeczniku może męczyć, nudzić lub zaburzać spokój i anonimowość, którą tak cenimy. Gdy nagle na każdy twój krok patrzy każdy, nic już nie jest takie proste, spontaniczne i nie może skończyć się błędem. Wszyscy oczekują sukcesów i wyników, a ty jesteś nic nieznaczącym pionkiem, który z łatwością przyjmie winę za niepowodzenie na siebie, prawda?
Siedem lat. W takich właśnie odstępach Karterczycy wybierają kolejnych Strażników, którzy strzec mają Dzieci żywiołów przed krwiożerczymi nerimi. Po jednym wybrańcu z każdej frakcji. Tak rozpoczyna się kolejna siedmioletnia misja, na której czele stanęli Falen z frakcji powietrza, Ellie z frakcji ziemi, Rin władająca wodą oraz Alec, który wywodzi się z frakcji ognia. Czworo młodych ludzi mających przed sobą misję, chronić swój lód i pozbyć się nerimi. Tylko czy te zmiennokształtne bestie to jedyny problem? Strażnicy będą musieli zmierzyć się z inną siłą, która ma za nic ich nędzne życia. Nie pomoże także rozłam w grupie ani wciąż zwrócone na nich oczy innych mieszkańców Karteru. Młodzi strażnicy odkryją wiele tajemnic, zobaczą inny obraz świata niż ten kreowany przez starszyznę. Tak w dniu wyboru na nowych Strażników stracili spokój, a zastępująca go sława może okazać się ciężkim brzemieniem.
Meridiane Sage intryguje już samym pseudonimem, a jej opowieść o żywiołach skusi nie jednego tajemniczym, niemal enigmatycznym opisem. Czy czas spędzony w Karterze okazał się na tyle owocny, by w głowie już pączkowały marzenia o powrocie do tej krainy, która wciąż spowita jest mgłą tajemnic?
Żywioły Karteru. Ziemia miałam już na uwadze wcześniej, dlatego bez wahania skorzystałam z propozycji recenzenckiej powyższego tytułu. Zaintrygowana opisem rozpoczęłam przygodę, z której nie chcę wracać. Przede wszystkim jestem zachwycona światem, jaki udało się autorce stworzyć od podstaw. Wszystko jest unikalne, religia, prawo i obrzędy. Z pozoru ułożony, dobry świat, który staje się celem zmiennokształtnych to podstawa fabuły, jednak zawiera ona coś jeszcze. Niejasna lekko nakreślona legenda, która początkowo jest tylko tłem, ot opowieścią na dobranoc, nabierze rozmachu i nowego znaczenia, które zmusi czytelnika do przeanalizowania sympatii i antypatii.
Tu pojawiają się bohaterowie, którzy od początku wkręcają się w umysł, który wciąż od nowa stara się ustalić kogo lubić, a kto raczej na to nie zasługuje. Tak, kreacja bohaterów w powieści Żywioły Karteru. Ziemia jest na najwyższym poziomie. Czworo nowo wybranych strażników, tak różni charakterem, pochodzeniem i poglądami na różne sprawy. Bez problemu odnajdziemy wśród nich osobowości, z którymi zechcemy się utożsamić. Intrygujące wnętrza bohaterów i początkowo nieznany świat, w jakim się znajdziemy, świetnie buduje napięcie, które bez problemu pogłębiają opisy.
Meridiane Sage umiejętnie oplata nas w sieć, która na dłużej zatrzyma nas w świecie stworzonym przez nią. Lekki styl i nieprzewidywalność całej historii zadbają o napięcie i wciąż rosnący niedosyt niespiesznie sunącej do przodu opowieści, w której pozory mogą mylić a bohaterowie okazać się kimś mniej chwalebnym. Jestem strasznie ciekawa dalszych opowieści ze świata Karteru i kolejnej dawki Falena i … przyjaciół. Nie będę wam zdradzać szczegółów, gdyż historia smakować będzie najlepiej, gdy wasza wiedza o Karterze i jego mieszkańcach pozostanie niewielka, aż do czasu pierwszego spotkania, gdy pochłoniecie powieść polskiej autorki z takim smakiem, jakby chodziło o samą Mass.
To kolejna książka, która dowodzi, że fantastyka w Polsce ma się dobrze i warto sięgać po rodzimych autorów, by odkryć tak różne i intrygujące opowieści na miarę najwyższej półki. Nie pozbawiona niewielkich błędów opowieść na tle całości wypada świetnie i zapada w pamięć na długo. Polecam z czystym sumieniem i nadzieją na kolejne powroty do Karteru.
-------------
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://www.martawsrodksiazek.pl/index.php/2019/05/09/zywioly-karteru-ziemia-meridiane-sage/
-------------
Sława. Nie każdy o niej marzy. Bycie na świeczniku może męczyć, nudzić lub zaburzać spokój i anonimowość, którą tak cenimy. Gdy nagle na każdy twój krok patrzy każdy, nic już nie jest takie proste, spontaniczne i nie może skończyć się błędem. Wszyscy...
Autorka z bliska przedstawiła mi Karter- świat niezwykły i malowniczy. Zostałam zapoznana z tradycjami, wierzeniami, obyczajami, historią, a nawet położeniem na mapie! Otrzymujemy wszystko co pomaga nam się wczuć w klimat tego państwa i jego sytuację.
Poznajemy również czterech głównych bohaterów: Falena, Aleca, Rin i Eliie. Ich losy łączą się w dniu kiedy każde z nich zostaje Strażnikiem Żywiołu. Ta czwórka nastolatków dostaje misję trudną do spełnienia- muszą czuwać nad bezpieczeństwem Karteru i bronić jego mieszkańców od potworów zwanych nerimi.
Autorka strasznie zadbała o szczegóły. Każdy z bohaterów dostał swój własny charakter i nikt nie został pominięty. Nikt nie zlewa się z tłem.
Myślę,że ta książka to kawał dobrej roboty, który naprawdę ma potencjał.
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy przygód tej czwórki :D
Autorka z bliska przedstawiła mi Karter- świat niezwykły i malowniczy. Zostałam zapoznana z tradycjami, wierzeniami, obyczajami, historią, a nawet położeniem na mapie! Otrzymujemy wszystko co pomaga nam się wczuć w klimat tego państwa i jego sytuację.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoznajemy również czterech głównych bohaterów: Falena, Aleca, Rin i Eliie. Ich losy łączą się w dniu kiedy każde z nich...
Świetna książka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!111111
Bardzo chciałabym otrzymać autograf samej autorki, kimkolwiek jest! Książka jest napisana na podstawie "niezgodnej" + " władcy pierścieni" . To taki świetny miks! naprawdę polecam!!!!11 Książka wciąga jak gąbka do ZLEWU!
Świetna książka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!111111
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo chciałabym otrzymać autograf samej autorki, kimkolwiek jest! Książka jest napisana na podstawie "niezgodnej" + " władcy pierścieni" . To taki świetny miks! naprawdę polecam!!!!11 Książka wciąga jak gąbka do ZLEWU!
Żywioły maja wielką moc. Dają życie, ale mogą też niszczyć. Od zawsze mnie pasjonowały i zarazem przerażały. Uwielbiam wszelkie książki, które nawiązują do magii żywiołów. Jak tylko spojrzałam na tą pozycję, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
W Karterze żyją cztery rasy Ignisi, Aquariusi, Ventusi i Terraci. Każda z nich jest związana z jednym żywiołem ogniem, wodą, powietrzem i ziemią. Zagrażają im nerimi.
"Miano nerimich w Karterze nosiły wampiry i zmiennokształtni – krwiożercze bestie zabijające każdego, kto stanie im na drodze. Niechęć wobec nich budził też fakt, że niemal pod każdym względem górowali nad Karterczykami . Byli silniejsi, szybsi posiadali wyostrzone zmysły… W dodatku szczycili się nieśmiertelnością.
Nerimi pochodzili z sąsiadującej z Karterem Inserii, imperium cara Williama von Donnera, jednego z najbezwzględniejszych istot chodzących po tej ziemi. Nawet wzmocniony czarami mur strzegący granic Państw Żywiołów nie potrafił powstrzymać carskich poddanych przed napływaniem do Karteru i przelewaniu krwi jego obywateli."
Nie brzmi to dobrze, prawda? Dlatego raz na siedem lat wybierani są Strażnicy. Są to najdzielniejsi przedstawiciele każdej z ras. Mają oni chronić lud Karteru i walczyć z wrogiem. Elizabeth (ziemia), Katherine (woda), Falen (powietrze) i Aleksander (ogień) wyruszają na niebezpieczną misję. Tylko kto, tak naprawdę, jest wrogiem.
"-Nie wierzę! – Selene Odette wyrzuciła ręce do góry. – Jak możecie życzyć im śmierci? Czary wybrały tych czworo na Strażników, więc powinniście trzymać za nich kciuki, a nie zakładać się o to, który zginie jako pierwszy!"
Pisząc Żywioły Karteru Meridiane Sage odwaliła kawał dobrej roboty. Prezentowany w powieści świat został opisany ze szczegółami. Autorka pomyślała o wszystkim. Opracoała zwyczaje i obrzędy Karterczyków. Wierzenia i mity. System metryczny, a nawet język dla poszczególnych ras. W powieści przywoływane są zaklęcia, oraz teksty ludowych pieśni Karterczyków. Autorka pomyślała o wszystkim.
Oczywiście najwięcej uwagi poświęcone jest czwórce głównych bohaterów. Wszak to pierwsza część i musimy ich dobrze poznać. Dowiadujemy się z jakich miejscowości i rodzin pochodzą. Co lubią, a czego nie. No i jakie mają charaktery. Już od samego początku najbardziej intrygującą postacią wydaje się być Ventus Falen. I posłuchajcie mnie uważnie. Miejcie go na oku . Nieźle namiesza w tej książce.
Poza pięknie zaprojektowanym tłem atutem powieści jest kilka przeplatających się tematów:
Walka z wampirami i dynamiczne sceny akcji
Intryga polityczna
Wątek miłosny
Historia tocząca się w świecie bóstw Karteru
Podoba mi się, że autorka wprowadziła tyle elementów. Dzięki temu każdy z czytelników znajdzie coś dla siebie.
W tym miejscu chciałabym szepnąć słówko nie-fanom fantasy. Spróbujcie sobie wyobrazić, że akcja dzieje się wśród plemion, które muszą pokonać wspólnego wroga. Nie brzmi to tak obco jak nieistniejący świat, prawda? Szczerze Was zachęcam, dajcie szansę tej książce.
Siadając do powieści fantasy, zawsze mam obawy, czy nie będzie ona rozwlekła. Czy autor nie przekombinował z kreowaniem książkowego świata. Jeżeli chodzi o Żywioły Karteru martwiła się niepotrzebnie. Autorka świetnie zachowała proporcje. Czytając nie nudziłam się ani chwili. Akcja jest dynamiczna. Opisów nie ma za wiele, co dla mnie jest dużym plusem. Dużo informacji o Karterze przekazywanych jest ustami bohaterów m. in. podczas rozmów. Jest to zrobione bardzo naturalnie i nie wpływa na tempo historii.
Kiedy usłyszałam, że książka jest debiutem, miałam ochotę wstać i bić autorce gromkie brawa. Czekam z niecierpliwością na dalsze tomy, a oczami wyobraźni już widzę film na bazie tej serii. Nie może być inaczej.
Żywioły maja wielką moc. Dają życie, ale mogą też niszczyć. Od zawsze mnie pasjonowały i zarazem przerażały. Uwielbiam wszelkie książki, które nawiązują do magii żywiołów. Jak tylko spojrzałam na tą pozycję, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW Karterze żyją cztery rasy Ignisi, Aquariusi, Ventusi i Terraci. Każda z nich jest związana z jednym żywiołem ogniem, wodą,...
Raz na siedem lat żywioły wybierają swoich Strażników, broniących Karter przed nerimimi - istotami pochodzącymi z Inserii, krwiożerczymi wampirami i zmiennokształtnymi. Ale czy to tylko nerimi są zagrożeniem dla Państwa Czterech Żywiołów? Główni przedstawiciele Karteru nie są święci... A to nie koniec. Ktoś budzi się z Podziemia - syn bogini Nilani i Księcia Castiella. Jak poradzą sobie z tym świeżo wybrani Strażnicy?
Meridiane Sage, mimo obcego wydzwięku, jest debiutującą polską autorką. Część z Was może ją kojarzyć twórczości na Wattpadzie, debiutowała powieścią Żywioły Karteru. Gdy książka trafiła w moje łapki byłam podekscytowana! Koncept samej powieści przypadł mi do gustu, sami dobrze wiecie, że fantastyka to moja bajka. Zwłaszcza ta mniej znana, Jakoś tak to jest, że czytam często mniej znanych autorów, choć ostatnio z tym różnie. I oczywiście coraz więcej w tym gronie autorów polskich. :)
Żywioły, jak sama nazwa mówi, opowiadają w pewnym stopniu o żywiołach natury, ale i o ich Wybrańcach, czyli Strażnikach Karteru - Falenie, Ellie, Rin i Alecu. Już od początku przyznam Wam, że Falen jest moim ulubieńcem. Wydaje mi się najbardziej wyrazistą i, jak na razie, najciekawszą postacią. Ma najbardziej intrygującą historię, zwłaszcza ciekawi mnie jego stosunek do toksycznego ojca. No i w końcu postać, która nie pije z zasady, jak ja! Szanuję bardzo, brawa dla tego pana! Oczywiście inne postaci również są ciekawe. Mamy z początku cichą i nieśmiałą Ellie, wesołą i piękną Rin czy zabawnego, energicznego Aleca. Może czasem trąci to schematem, typową drużyną czy stereotypowymi postaciami. Zależy kto jakie postacie czy relacje lubi. Bo cóż, kilka rzeczy przewidziałam, czym się lekko zawiodłam, bo było takie "Aha, fajnie.". Ale wracając do naszych milusińskich. Cała nasza wesoła paczka musi sobie poradzić nie tylko szerzącą się plagą nerimich (dobrze to odmieniłam? :P), ale i z resztą zła kłębiącego się w kraju.
Do zła przejdzmy. Nerimi są ciekawie wykreowaną formą nieśmiertelnych wampirów i zmiennokształtnych. Typowe cechy jak brak odbicia, picie ludzkiej krwi i strach przed płynącą wodą są. Przez całą książkę to właśnie oni są tymi głównymi złymi, choć dostajemy również wzmiankę o potomku Nilani i Castiella.
Co z tym dalej?
Pewnie dowiemy się w następnych tomach.
Teraz opowiem Wam trochę o świecie wykreowanym przez Meri. Mocną stroną tej książki są właśnie barwne opisy, dzięki którym możemy sobie to wszystko ładnie wyobrazić. A powiem Wam, że ja to jestem człowiek-opis - uwielbiam dobrze wykreowane światy, bo przecież to w nich dzieje się cała akcja i od nich zależy fabuła. Jednocześnie brakuje mi tu jakiejś klimatycznej mapki, którą często można zobaczyć przy większych seriach, a ta seria krótka raczej nie będzie (podobno 5 tomów ^^). Główni bohaterowie odwiedzają wiele miejsc, przez to czasami można się po prostu zgubić. Tak samo jest z postaciami. Już od pierwszych stron jesteśmy zasypywani masą imion i nazwisk. I powiem Wam szczerze - ja w pewnym momencie zgubiłam się z tym kto jest kim. Tak samo mitologia. Jak najbardziej na plus, bo pokazuje to dopracowanie świata, ale tego jest tak dużo, że masakra! Gratuluję autorce pomysłu i ambicji, ale momentami to naprawdę, samą książkę z mitologią tego świata można by napisać! :D
Oprócz rozbudowanej mitologii w książce też znajdziemy wiersze, przepowiednie czy piosenki, które nadają fajnego klimatu. I oczywiście jest to smaczek dla fanów kultury Karteru. Tak samo uświadczymy masy przypisów, które oczywiście można pominąć, ale dodają tego czegoś do kreacji świata.
A zabawne jest przede wszystkim to, że przez pierwsze rozdziały szło mi się dość ciężko i bałam się, że się mocno zawiodę typowym schemacikiem, ale w miarę czytania było już o wiele lepiej. Choć znalazłam kilka błędów - niewielkie literówki czy coś w ten deseń. Chwilami raziło, ale nie zepsuło to bardzo lektury.
https://zamknietawpozytywce.blogspot.com/2018/08/52-zywioy-karteru-ziemia-meridiane-sage.html
Raz na siedem lat żywioły wybierają swoich Strażników, broniących Karter przed nerimimi - istotami pochodzącymi z Inserii, krwiożerczymi wampirami i zmiennokształtnymi. Ale czy to tylko nerimi są zagrożeniem dla Państwa Czterech Żywiołów? Główni przedstawiciele Karteru nie są święci... A to nie koniec. Ktoś budzi się z Podziemia - syn bogini Nilani i Księcia Castiella. Jak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałam tak złej książki. Sięgnęłam po tę pozycję głównie dlatego, że jej autorka nagabywała mnie na Facebooku. Oczywiście, nie spodziewałam się ambitnego dzieła, raczej lekkiej, niezbyt odkrywczej młodzieżówki. Już okładka wygląda na amatorską, w środku jest tylko gorzej. Do bólu schematyczna fabuła, książka napisana prościutkim językiem, porażający infantylizm opisów. To wszystko sprawia wrażenie, jakby ktoś po prostu skopiował bloga jakiejś piętnastolatki (i to takiej niezbyt uważającej na lekcjach polskiego) tak jak jest, nie robiąc żadnej redakcji ani korekty. Liczba wszelkiego rodzaju błędów jest wręcz ogromna!
Dawno nie czytałam tak złej książki. Sięgnęłam po tę pozycję głównie dlatego, że jej autorka nagabywała mnie na Facebooku. Oczywiście, nie spodziewałam się ambitnego dzieła, raczej lekkiej, niezbyt odkrywczej młodzieżówki. Już okładka wygląda na amatorską, w środku jest tylko gorzej. Do bólu schematyczna fabuła, książka napisana prościutkim językiem, porażający infantylizm...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciągająca, całkiem przyjemna lektura. Z niecierpliwością czekam na kontynuację...
Wciągająca, całkiem przyjemna lektura. Z niecierpliwością czekam na kontynuację...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDługo się przymierzałam, żeby kupić tę książkę. Zachęcona pozytywnymi recenzjami oraz niebanalnym opisem, postanowiłam sama się przekonać czy Żywioły Karteru spełnią moje oczekiwania. I spełniły! Jestem absolutnie oczarowana historią, którą przedstawiła nam autorka Meridiane Sage. Dla fanów fantastyki, jest to pozycja obowiązkowa i wcale nie żartuję! Rzadko w książkach typu fantasy, możemy dostać takie smaczki jak stworzony od postaw nowy język, którym posługują się bohaterowie, mitologię, czy nawet nowe bóstwa, z którymi jeszcze nigdy się nie spotkałam. Jestem oczarowana światem, który został przedstawiony w tej książce, ale przede wszystkim bohaterami, którzy znaleźli się w samym centrum wydarzeń. Każda historia z czwórki głównych bohaterów, jest na swój sposób inna i wciągająca na tyle, że chcemy wiedzieć więcej. Na szczególną pochwałę zasługuje wątek z rodziny Falena, gdzie perypetie jego rodziny zostały przedstawione najlepiej ze wszystkich historii, były też dobrze opisane i wciągające po ostatnią stronę książki. Podoba mi się braterska miłość Falena i Finna i to szczególnie ujęło moje serce. W Żywiołach Karteru nie trudno o szybki rozwój wydarzeń, akcję ale i dozę tajemniczości. No i oczywiście, co dla mnie najlepsze w tego typu książkach, nie zabrakło również miłości. Serdecznie polecam!
Długo się przymierzałam, żeby kupić tę książkę. Zachęcona pozytywnymi recenzjami oraz niebanalnym opisem, postanowiłam sama się przekonać czy Żywioły Karteru spełnią moje oczekiwania. I spełniły! Jestem absolutnie oczarowana historią, którą przedstawiła nam autorka Meridiane Sage. Dla fanów fantastyki, jest to pozycja obowiązkowa i wcale nie żartuję! Rzadko w książkach typu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczerze mówiąc, nie lubię czytać e-booków, ale czasami nie mam wyjścia. Tak było i tym razem. I poza literówkami (nad których korektą trwają prace), to jedyna rzecz, jaka przeszkadzała mi w tej książce. Autorka stworzyła od podstaw świat Karteru, jego mitologię, historię, zwyczaje, nazwy, języki, a nawet własną skalę temperatury. Na początku możemy czuć się zagubieni w nadmiarze informacji, jednak wszystkie nazwy, bóstwa i ich konotacje rodzinne rozpisane mamy w przypisach na końcu rozdziałów, co umożliwia powrót do nich w każdej chwili. Dla ułatwienia przydałby się słowniczek i drzewa genealogiczne bogów gdzieś na końcu czy początku książki. Język, którym posługują się bohaterowie i bohaterki z jednej strony bardzo kojarzy się z językiem szlacheckim, z drugiej strony wcale nie rażą wplecione w treść młodzieżowe odzywki pełne poczucia humoru. W treści nie brakuje akcji, tajemnic i szybkich zwrotów akcji, które nie pozwalają oderwać się od lektury na zbyt długo. Wszystko jest tak, jak na dobrą fantastykę przystało. Jednak wcale nie te elementy urzekły mnie najbardziej. Pod pozorem czarno-białej historii walki dobra ze złem kryje się wiele odcieni szarości. Rada, jak każda władza, manipulująca poddanymi dla własnych celów, drżąca przed rewolucją ludu, jeśli prawda wyjdzie na jaw. Młodzi ludzie, zdani na własną rękę, powoli przestający wierzyć w sens nakazów wynikających z tradycji, tej, która ułatwia panowanie nad innymi. I jak się domyślam, mało sensownych, choć to okaże się w kolejnych częściach. Całym sercem trafiła do mnie opowieść o legendarnym, w pełni równościowym społeczeństwie, z którego powstał Karter. "Żywioły Karteru" mocno odzwierciedlają potrzeby naszej rzeczywistości, stagnację starszego pokolenia, które przyzwyczaiło się do życia "pod barem", i młodych, którzy pamiętają jeszcze o własnych potrzebach i chcą o nie walczyć. W interesujący również sposób pokazany jest (powszechnie znany) fakt, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje, i nie warto oceniać innych po pozorach. Ciekawym elementem jest również rasizm pomiędzy kartezjuszami i nerimimi, zastanawiam się skąd się wziął... Jak nietrudno się domyślić, bezsens owego rasizmu też się przewija.
"Żywioły Karteru, tom I: Ziemia" to nie tylko świetna fantastyka, zupełnie odrębny świat ukształtowany od zera, ale też książka z przesłaniem, budująca wiarę w to, że może jednak warto walczyć o własne wartości wbrew oporowi i bierności innych. Mam nadzieję, że książka trafi nie tylko do młodzieży, ale również do starszych. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i dalsze losy naszej piątki przyjaciół. Nie, nie pomyliłam ich liczby ani tu, ani wcześniej, ale o tym juz przeczytajcie sami i same;)
Pełną treść recenzji znajdziecie tutaj:
https://nietoperzczytaioglada.blogspot.com/2018/09/zywioy-karteru-tom-i-ziemia-meridiane.html?m=1
Szczerze mówiąc, nie lubię czytać e-booków, ale czasami nie mam wyjścia. Tak było i tym razem. I poza literówkami (nad których korektą trwają prace), to jedyna rzecz, jaka przeszkadzała mi w tej książce. Autorka stworzyła od podstaw świat Karteru, jego mitologię, historię, zwyczaje, nazwy, języki, a nawet własną skalę temperatury. Na początku możemy czuć się zagubieni w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRaz na siedem lat Karterczycy spotykają się w kamiennym kręgu, aby wybrać nowych Strażników – po jednym z każdej frakcji. Od teraz los Dzieci Żywiołów leży w rękach Falena (Powietrze), Ellie (Ziemia), Rin (Woda) i Aleca (Ogień). Ich zadaniem jest zniszczenie wszystkich nerimich – krwiożerczych i zmiennokształtnych bestii. Jednak… to nie nerimi są prawdziwymi wrogami Strażników. Karter trawi inna siła, potężniejsza i mroczna. Gdy po tysiącu lat dusza dioriego Narissana, syna bogini Nilani i Księcia Piekieł Castiella, uwalnia się z Podziemia, Państwo Żywiołów staje się szachownicą w rozgrywce bóstw i demonów.
Falen, Ellie, Rin i Alec zostali wybrani, by chronić swój lud przed krwiożerczymi nerimimi. Co się stanie, kiedy któreś z nich przypadkiem przemieni się w nerimiego? Kara za "zdradę" jest jedna. Czy zostanie wymierzona? Po tysiącach lat potomek bogini Nilani i księcia piekieł Castiella obudził się w nowym ciele. Los Dzieci Żywiołów to szachownica, po której poruszają się pionki bogów i demonów. Kto pierwszy zabije króla?
"Na twarzach zebranych malowała się powaga. Nikt nie ośmielił się zakłócić ciszy, która zawisła nad zamgloną polaną... Ciszy tak idealnej, że aż przerażającej. Tej nocy wszystko się zaczęło."
Jak co siedem lat, przedstawiciele wszystkich czterech frakcji, Aquariusi, Terraci, Ignisi i Ventusi, zjechali się do Centaurionu, by uczestniczyć w wielkiej uroczystości, w czasie której zostaną wybrani nowi strażnicy żywiołów. Wyznaczona czwórka, zanim wyruszy w świat, by walczyć z wrogiem, musi odbyć staranne szkolenie. Mimo początkowych niesnasek, stopniowo zaczyna rodzić się między nimi przyjaźń, lecz doskonale zdają sobie sprawę, że na nic więcej nie mogą liczyć. Po zakończonych ćwiczeniach zostają wysłani na nietypową misję, jaka zdawać by się mogła zleceniem samobójczym.
Czy czwórka młodych strażników rzeczywiście będzie w stanie pokonać całą armię nerimich?
Czy może Rada po prostu pragnie się ich pozbyć?
I czy ustanowione prawo na pewno jest sprawiedliwe?
"Miano nerimich w Karterze nosiły wampiry i zmiennokształtni - krwiożercze bestie, zabijające każdego, kto stanie im na drodze. Niechęć wobec nich budził też fakt, że niemal pod każdym względem górowali nad Karterczykami. byli silniejsi, szybsi, posiadali wyostrzone zmysły... W dodatku szczycili się nieśmiertelnością."
"Żywioły Karteru. Ziemia" to niezwykle udany debiut literacki. Autorce z pewnością nie można odmówić wspaniałej wyobraźni oraz rozmachu. Stworzyła ciekawą, nieszablonową historię, dopełnioną nietuzinkowymi postaciami, a co najważniejsze misternie skonstruowała fantastyczną rzeczywistość, jaka zachwyca już od pierwszych stron. Karter jest podzielony na cztery frakcje, każda z nich podlega innemu żywiołowi. Małe społeczności różnią się od siebie, są hermetycznie zamknięte, kategorycznie zakazane są też związki między odłamami. To w zasadzie cztery odległe światy, z których wybiera się po jednej najodważniejszej, najbardziej niezłomnej i walecznej osobie, by chroniła kraj przed demonami. Be względu na chęci czy plany, wskazany przez żywioł musi poświęcić się służbie i nowym obowiązkom. Ich najwięksi wrogowie, czyli nerimi, pochodzą z pobliskiej Inserii. Mimo, że Karter ochrania potężny mur, nie jest on najskuteczniejszą osłoną przed atakami bezlitosnych potworów.
"Na wszystkich istniejących bogów, na wszystkie żywioły i na wszystkie gwiazdy upamiętniające naszych przodków przyrzekamy wiekuistą wierność wobec Karteru, a także króla i Rady, sprawujących piecze nad naszym państwem i nad nami samymi. Przysięgamy oddać życie za Karter, jeśli tego będzie wymagała od nas misja. Nasze serca nie zaznają leku, a dusz nie splami zdrada."
Oprócz historii nowo wybranych strażników, pojawia się również nawiązanie do przeszłości, z którego jasno wynika, iż pewna nieczysta siła pragnie powrócić na ten świat, pod ukrytą postacią. Wygląda na to, iż krwiożercze wampiry i bezwzględni zmiennokształtni to nie jedyne niebezpieczeństwo, jakie czyha na naszych niedoświadczonych bohaterów.
Stworzone postacie są interesujące, różnorodne, przekonujące. Najbardziej wyrazisty jest bez wątpienia Falen, władający mocą powietrza. To ewidentnie człowiek, który stwarza wiele pozorów, chowa się pod maską. Udaje złośliwego, pewnego siebie, sarkastycznego typa, jednak skrywa ogromny sekret, posiada również bagaż przykrych doświadczeń, który może być za ciężki, jak na wiek chłopaka. Nie da się ukryć, iż w tym tomie to właśnie on ma największego pecha. To na jego przykładzie zaczynamy analizować obowiązujące zasady i stopniowo podważamy ich słuszność i sprawiedliwość.
"Frakcje nie mogły łączyć się między sobą. Nie mogły. Pod żadnym pozorem. Przywódcy mieli swoje powody, by tego zabronić , lecz ani myśleli zdradzić je ludziom. Jednak wielu domyślało się prawdy... Lud nie był taki ciemny, jak życzyłaby sobie tego Rada."
Język autorki jest lekki, barwny i przyjemny, początkowo nowe nazwy mogą się zdawać czytelnikowi trochę trudne, jednak dość łatwo do nich przywyknąć. Cała historia jest na tyle nieobliczalna i wartka, że kartki książki w zasadzie same przelatują przez palce. Z zapartym tchem śledzimy losy czwórki wybrańców, doświadczamy ich sprzecznych emocji, analizujemy intrygę rządzących, a przede wszystkim stajemy się świadkiem rodzenia się zakazanych uczuć, za które grozi im wyjątkowo ciężka kara. Bardzo spodobało mi się, iż w tej powieści nic w zasadzie nie jest tylko czarne i białe, osądy, jakie pojawiły sie na początku, dość szybko uległy zmianie. A co jeśli ci, których uważamy za wrogów, wcale nimi nie są, natomiast prawdziwe zagrożenie czai się tuż za rogiem?
"Żywioły Karteru. Ziemia" to wspaniały debiut i pasjonujący wstęp do wyjątkowej serii. Fani fantastyki znajdą tu dosłownie wszystko, co kochają: potężne żywioły, groźne istoty pozaziemskie, nadprzyrodzone moce, niebezpieczną przygodę, ciekawe postacie i stopniowo rozwijające się zakazane uczucie. Całość dopełnia tajemniczy, magiczny klimat, dzięki któremu czytelnik odbywa niezapomnianą podróż do fascynującej, dopracowanej, niezwykłej rzeczywistości. Walka ze złem jeszcze nigdy nie była tak ekscytująca, ale i wątpliwa! Gwarantuję, iż książka pochłonie was bezgranicznie i z zapartym tchem będziecie śledzić niebezpieczne przygody czwórki strażników żywiołów. Osobiście, jestem zachwycona i niecierpliwie czekam na następny tom! Polecam całym sercem!
Raz na siedem lat Karterczycy spotykają się w kamiennym kręgu, aby wybrać nowych Strażników – po jednym z każdej frakcji. Od teraz los Dzieci Żywiołów leży w rękach Falena (Powietrze), Ellie (Ziemia), Rin (Woda) i Aleca (Ogień). Ich zadaniem jest zniszczenie wszystkich nerimich – krwiożerczych i zmiennokształtnych bestii. Jednak… to nie nerimi są prawdziwymi wrogami...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWow, wow, wow mamy tu perełkę literacką :D
Tak dobrze zbudowanego świata i bohaterów nie widziałam już od kilku lat. Otwierając ksiażkę, czujesz Karter całym sobą.
Ominąć tę powieść, to wielka strata.
Wow, wow, wow mamy tu perełkę literacką :D
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak dobrze zbudowanego świata i bohaterów nie widziałam już od kilku lat. Otwierając ksiażkę, czujesz Karter całym sobą.
Ominąć tę powieść, to wielka strata.
Książka niezwykła, pod względem kreacji świata i bohaterów nawet fenomenalna. Mimo opisu, który wskazywałby raczej na powieść dla umiarkowanie wymagającego czytelnika, sądzę, że podobałaby się nawet największym znawcom tego typu literatury. Świat szczegółowy, logiczny, niezwykły niczym u mistrza Tolkiena. Bohaterowie? Ludzcy, wielowymiarowi, złożeni. Tematy? Nie zawsze łatwe, często mroczne, trudne i bolesne.
Polecam wszystkim. Myślę, że jest to książka, która depcze po piętach największych światowych bestsellerów.
Książka niezwykła, pod względem kreacji świata i bohaterów nawet fenomenalna. Mimo opisu, który wskazywałby raczej na powieść dla umiarkowanie wymagającego czytelnika, sądzę, że podobałaby się nawet największym znawcom tego typu literatury. Świat szczegółowy, logiczny, niezwykły niczym u mistrza Tolkiena. Bohaterowie? Ludzcy, wielowymiarowi, złożeni. Tematy? Nie zawsze...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opowiada o państwie, które zostało podzielone na cztery frakcje. Każda z nich odpowiada jednemu z żywiołów, a jest to ogień, woda, powietrze i ziemia.
Co siedem lat dochodzi do ceremonii wyboru Strażników, po każdym z jeden frakcji, których zadaniem jest obrona kraju przed groźnymi magicznymi stworami.
W świecie pełnym magii, mocy żywiołów i krwiożerczych wampirów – czworo młodych strażników staje w obliczu wyznania. Czy Państwo, które chronią stoi po ich stronie i jakie zamiary ma Rada wobec obywateli? Czy tylko wampiry są jedynym zagrożeniem dla Karteru? Warto zajrzeć do powieści i przekonać się samemu.
Wcale nie takie samo
Jeśli przyszło wam do głowy, narzekanie na kolejną powieść, o podzielonym świecie na frakcje, to od razu mówię – przestańcie. Fakt, że w książce nastąpił podział, wcale a wcale nie czyni jej podobnej do tej, o której myślicie. Mimo iż książka sama w sobie jest bardzo podobna do wielu innych o tematyce młodzieżowej, czyli młodzieńcza miłość i nastolatkowe problemy, to na pewno nie możemy zarzucić autorce plagiatu.
Własny świat
Ja jestem pod ogromnym wrażeniem świata Karteru. Są oczywiście pewne nie dociągnięcia lub niedomówienia, ale sama budowa rzeczywistości jest superancka.
Bardzo urzekła mnie mitologia przedstawionego świata, która została stworzona od podstaw. Wszystkie baśnie i legendy są po prostu przepiękne, a jak czyta się pieśni, które były przekazywane z pokolenia na pokolenie to rzeczywiście można się wzruszyć.
Coś dla uporządkowanych
Jeśli ktoś bardzo przepada za chronologicznym przedstawianiem zdarzeń – ta powieść jest właśnie dla niego. Każda część książki jest zaznaczona na osi czasu, z dokładnie podanym dniem i jego porą. Czytają tą książkę na pewno nie zgubisz się ani w czasie ani w miejscu.
Jeśli ktoś lubi takie zabiegi to polecam, mi osobiście to trochę przeszkadzało i wybijało z lektury.
Chyba nie dla mnie
Powieść choć z kategorii fantastyki, która jest jedną z moich ulubionych kategorii, jest bardzo mocno powieścią młodzieżową. Nie do końca chyba jestem przekonana do tego typu książek. Młodzieńcza miłość, pierwsze uczucia, problemy rodzinne i podziały społeczne, bardzo mocno przeplatały się z magią, czarami i walką o śmierć i życie.
Jak dla mnie za mało magicznie, a za bardzo romantycznie jak na fantastykę.
4/10
https://ksiazkiagi.blogspot.com/2018/09/recenzja-ksiazki-zywioy-karteru-ziemia.html
Książka opowiada o państwie, które zostało podzielone na cztery frakcje. Każda z nich odpowiada jednemu z żywiołów, a jest to ogień, woda, powietrze i ziemia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo siedem lat dochodzi do ceremonii wyboru Strażników, po każdym z jeden frakcji, których zadaniem jest obrona kraju przed groźnymi magicznymi stworami.
W świecie pełnym magii, mocy żywiołów i krwiożerczych wampirów...
Przyznam, że okładka przyciągająca wzrok i jeszcze fantasy, a że ja lubię ten gatunek, to z chęcią przeczytałam książkę. Chciałam wrócić już do korzeni, a dawno już nie miałam fantasy w ręku.
Więcej na:
http://www.javri.eu/2018/08/books-18.html
Przyznam, że okładka przyciągająca wzrok i jeszcze fantasy, a że ja lubię ten gatunek, to z chęcią przeczytałam książkę. Chciałam wrócić już do korzeni, a dawno już nie miałam fantasy w ręku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWięcej na:
http://www.javri.eu/2018/08/books-18.html
Karter to świat zbudowany z mocy żywiołów, nasączony krwią, skalany istnieniem prawdziwych bestii. Fantastyka fantastyce nierówna - są tytuły cięższe, bardziej nasycone magią, są i lżejsze, w które łatwiej wniknąć, natomiast ten debiut leży gdzieś pośrodku. Z jednej strony mamy nową, świeżą rzeczywistość, nową hierarchię, zupełnie nowe, lecz świetnie objaśnione pojęcia, umożliwiające wniknięcie w świat przedstawiony. Za to autorkę pochwalić trzeba, więc chwalę! Z drugiej strony mamy jednak powielenie tych samych schematów i choć starałam się tego nie widzieć, to jednak widziałam.
Żywioły Karteru to nieustanna huśtawka - raz jest niesamowicie, raz zniechęcająco. Kreacja bohaterów wyszła całkiem w porządku i chociaż żadnemu z nich nie udało się skraść mojego serca, to doceniam ich różnorodność. Irytowały mnie za to niektóre dialogi, sztywne jak osikowy kołek i w moim odczuciu trochę wymuszone. No i zwroty akcji... Na ich brak narzekać nie można, ale na jakość już tak. Niektóre sytuacje były dziwne, niby dramatyczne, a jednak zabrakło mi tam emocji i odrobiny napięcia. Momentami miałam wrażenie, że dana scena jest zaledwie zarysem, jakby streszczeniem proszącym się o rozbudowanie. W związku z tym historia trochę przeciekła mi przez palce i obawiam się, że nie zostanie w mojej głowie na dłużej...
Żywioły Karteru to opowieść dla fanów lekkiej fantastyki, zainteresowanych mitologiczno - wampirzymi klimatami, ze szczyptą zakazanej miłości. Nie jest to do końca mój świat... uważam, że całości zabrakło ostatecznego dopracowania i doszlifowania szczegółów.
Nie zaliczam tej książki to lektur obowiązkowych, ale jeśli masz ochotę na coś lżejszego, być może ten tytuł Cię zainteresuje.
Karter to świat zbudowany z mocy żywiołów, nasączony krwią, skalany istnieniem prawdziwych bestii. Fantastyka fantastyce nierówna - są tytuły cięższe, bardziej nasycone magią, są i lżejsze, w które łatwiej wniknąć, natomiast ten debiut leży gdzieś pośrodku. Z jednej strony mamy nową, świeżą rzeczywistość, nową hierarchię, zupełnie nowe, lecz świetnie objaśnione pojęcia,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam tę książkę. Jest cudownie wydana. Fabuła od samego początku mi się spodobała, to moje klimaty. Z bohaterami również się polubiłam. Autorka poprowadziła kilka wątków, które będą z pewnością kontynuowane w kolejnych tomach, na których premierę już nie mogę się doczekać. Lubię styl autorki, jest lekki, szybko się go czyta, a fantastyka wciąga w swoją otchłań. Karter mnie pochłonął od pierwszych rozdziałów.
Jedyne minusy, jakie mogę znaleźć to wiele błędów, zjadanie końcówek w wyrazach, interpunkcja. Oraz, co rzuciło mi się w oczy dopiero po jakimś czasie, mieszanie czasu w nagłówku, kiedy było napisane, że jest np 13 września, a akcja działa się jeszcze w sierpniu. Dlatego jedna gwiazdka w dół.
Nie mogę się już doczekać, żeby móc odpowiedzieć na pytanie "Co się dzieje z Falenem?!"
Uwielbiam tę książkę. Jest cudownie wydana. Fabuła od samego początku mi się spodobała, to moje klimaty. Z bohaterami również się polubiłam. Autorka poprowadziła kilka wątków, które będą z pewnością kontynuowane w kolejnych tomach, na których premierę już nie mogę się doczekać. Lubię styl autorki, jest lekki, szybko się go czyta, a fantastyka wciąga w swoją otchłań. Karter...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpis przyznajcie szczerze, brzmi intrygująco, nieznane stwory, akcja dzieje się w przyszłości. Mamy tutaj do czynienia z wampirami, żywiołami... Fabuła jest bardzo intrygująca. Nie często trafia się książka, od której nie można się oderwać, ta taka była. W książce akcja pędzi dynamicznie i nie brakuje jej szybkiego rozwoju. Książka bardzo wciąga i krok po kroku odkrywamy razem z nią tajemnice. Nie spotkałam się z książką o takiej fabule i bardzo mi się podobał pomysł na nią.
Książka, mimo że jest literaturą fantasy porusza też bardzo ważne, poboczne tematy, takie jak nieszczęście w rodzinie przez nieuwagę rodziców lub też złe relacje z dzieckiem. Możemy tutaj znaleźć też to, co w książkach kocham i nigdy z tej miłości nie zrezygnuję, wątek romantyczny. Nie jest on w książce jakoś bardzo mocno nagłośniony, więc poradzą sobie z nim ci, którzy lubią takie wątki, jak i ci, którzy je omijają. Spotykamy się tutaj również z przyjaźnią i wzajemną nienawiścią ze względu na gatunek.
Oprawa graficzna może nie wywiera ogromnego wrażenia, ale oddaje treść książki. Na okładce cztery żywioły, czterech strażników. Tytuł również jak najbardziej wpasowany do fabuły, bo bohaterowie nie tylko są prawdziwymi Żywiołami walczącymi na śmierć i życie.
Co do samego języka był przyjemny, a autorka ma bardzo lekkie pióro. Czasami brakowało mi bardziej wyszukanego języka, jednak bardzo mi to nie przeszkadzało. Miejsca były bardzo szczegółowo opisane, za co daję tutaj wielki plus, bo mimo że miejsc akcji trochę było, wszystko możemy sobie wyobrazić.
Czas na kreowanie bohaterów. Więc uważam, że byli oni świetnie przedstawieni. Bawiły mnie genialne riposty bohaterów, jeżeli ktoś lubi trochę humoru, to z pewnością w tej książce go znajdzie. Za sprawą bohaterów można doznać naprawdę wielu emocji. Od wzruszenia, po śmiech i strach. Nie da się z nimi nudzić, bo w książce naprawdę wiele się dzieje.
Dla mnie minusem w książce była ilość imion bohaterów. Z niewieloma z tych imion miałam doczynienia, nie wiem, czy jest to kwestia tego, że dopiero zaczynam fantastykę, czy naprawdę było ich za dużo. Często gubiłam się, który bohater jest kim. Myślę, że tutaj przydałaby się jakaś legenda z tyłu książki przedstawiająca imię i w krótki sposób opis. Myślę, że nowych czytelników literatury fantasy by to poratowało.
Ogólnie uważam, że to bardzo dobry debiut polskiej autorki i chętnie w przyszłości zajrzę do jej twórczości. Mogę wam polecić tę książkę. Będziecie się dobrze bawić w świecie fantasy. Książka przysparza wielu emocji i jest dostępna w wersji papierowej. Nie jest zwykłą książką fantasy, bo ma ukrytych również wiele wątków pobocznych ważnych we współczesnym świecie.
Macie zamiar zajrzeć do tej książki?
Pozdrawiam
Opis przyznajcie szczerze, brzmi intrygująco, nieznane stwory, akcja dzieje się w przyszłości. Mamy tutaj do czynienia z wampirami, żywiołami... Fabuła jest bardzo intrygująca. Nie często trafia się książka, od której nie można się oderwać, ta taka była. W książce akcja pędzi dynamicznie i nie brakuje jej szybkiego rozwoju. Książka bardzo wciąga i krok po kroku odkrywamy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpinia pochodzi z bloga http://czytaniejestmagiczne.blogspot.com/
Żywioły Karteru to debiut literacki polskiej autorki, która początkowo publikowała swą powieść na Wattpadzie. Na całe szczęście nie jest to pozycja pokroju nieumiejętnie pisanych powieści jakie często można znaleźć na tym portalu.
Ogromnym atutem książki są jej bohaterowie. Mamy tutaj do czynienia ze sporą liczbą głównych postaci, a mimo to, ani jedna mnie nie irytowała. Każdy z nich jest całkowicie inny, ale każdy ma swój urok. Różni ich nie tylko pochodzenie, ale też usposobienie i poglądy. Falen najbardziej skradł moje serce, dzięki swojej sarkastyczności. Jednak przy całej tej nonszalancji nadal pozostał wspaniałym przyjacielem, martwiącym się losem swoich kompanów. Co prawda swoją troskę okazuje w dość specyficzny sposób, ale właśnie dzięki temu jeszcze bardziej go polubiłam. Alec jest prostym, momentami nieśmiałym chłopakiem, który uwielbia dogryzać swojemu wyżej wspomnianemu koledze. Ich utarczki słowne kilka razy wywołały uśmiech na mojej twarzy. Ellie jest niezwykle wrażliwą i kruchą dziewczyną. Poza tym cechuje ją ambicja, dzięki czemu z wiotkiej młodej kobiety przemieniła się w zaprawioną w boju wojowniczkę. Katherinie jest najbardziej opanowana z całej czwórki. W większości przypadków posiada chłodny umysł i praktycznie nigdy nie panikuje. Przy tym pozostaje niepoprawną romantyczką, momentami bujającą głową w chmurach.
Kolejnym plusem tej książki jest świetnie wykreowany świat. Autorka nie tylko skupiła się na opisach samego wyglądu miast, ale przybliżyła nam również mitologię karteńską, a w swojej powieści zawarła nawet lokalne pieśni. Czytając "Żywioły Karteru" możemy całkowicie zapomnieć o otaczającej nas rzeczywistości i przenieść się do mrocznego Karteru. Czytelnik stopniowo poznaje tajniki życia w tym okrutnym państwie, religie i zwyczaje w nim panujące, dzięki czemu łatwiej jest mu przyswoić natłok nowych informacji.
Autorka skupiła się również na pokazaniu relacji rodzinnych bohaterów. Każdy z nich ma inną historię. Niektórzy z nich wiedli spokojne życie, zaś innych spotkało wiele smutnych chwil. Meridiane Sage pokazała nam jak sytuacja rodzinna wpływa na człowieka i jak duży wpływ odgrywa w kształtowaniu charakterów młodych ludzi oraz jak istotną rolę odgrywa w ich dalszym życiu.
Żeby nie było tak kolorowo muszę wspomnieć też o minusach. Dla mnie największym z nich był wątek miłosny. Nie dość, że jest on totalnie przewidywalny, to do tego uczucie jakim darzą się bohaterowie rozwija się zdecydowanie zbyt szybko. Strażnicy znają się zaledwie dwa miesiące a już wyznają sobie bezgraniczną miłość na wieki. Jak na moje oko to trochę za wcześnie na takie deklaracje.
"Żywioły Karteru" nie są książką idealną. Mimo że, przez cały czas odnoszę wrażenie, że już kiedyś czytałam coś podobnego to i tak spędziłam z tą pozycją miły czas. Dzięki lekkiemu stylowi autorki powieść czyta się niezwykle szybko, chociaż momentami irytowało mnie nagromadzenie popularnych powiedzeń oraz słowa "bynajmniej". Bardzo zżyłam się z bohaterami i autentycznie przejmowałam się ich losem. Z niecierpliwością czekam na kontynuacje tej historii.
Opinia pochodzi z bloga http://czytaniejestmagiczne.blogspot.com/
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻywioły Karteru to debiut literacki polskiej autorki, która początkowo publikowała swą powieść na Wattpadzie. Na całe szczęście nie jest to pozycja pokroju nieumiejętnie pisanych powieści jakie często można znaleźć na tym portalu.
Ogromnym atutem książki są jej bohaterowie. Mamy tutaj do czynienia ze sporą...
Historia wbija w fotel. Jestem fanką wszelkiej maści fantastyki, po lekturze Tolkiena, George'a R. R. Martina, Marka Lawrenca i Sapkowskiego. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się znaleźć tak dobrze i szczegółowo wykreowanego swiata u debiutantki. Podeszłam do tej powieści bez większych oczekiwań i ku mojemu zdziwieniu, wyszłam zachwycona. Każda frakcja ma własną mitologię, kulturę. Akcja płynie jak rwąca rzeka, więc czytelnik nie może się nudzić. Bohaterowie? Bardzo dobrze wykreowani, wielowymiarowi, ale zdecydowanie najlepsza jest kreacja Falena Rossmary'ego. W powieści Meridiane Sage dostajemy masę scen przyprawiających o kołatanie serca i gęsią skórką, ale też takich... budzących szczery i niekontrolowany śmiech. Czekam na dalsze części!
Historia wbija w fotel. Jestem fanką wszelkiej maści fantastyki, po lekturze Tolkiena, George'a R. R. Martina, Marka Lawrenca i Sapkowskiego. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się znaleźć tak dobrze i szczegółowo wykreowanego swiata u debiutantki. Podeszłam do tej powieści bez większych oczekiwań i ku mojemu zdziwieniu, wyszłam zachwycona. Każda frakcja ma własną mitologię,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to: Książka ,, Żywioły Karteru. Ziemia” to powieść, która zachwyci wszystkich fanów Pani Maas. Przepiękny świat, w którym to autorka stworzyła wszystko od podstaw. Język, religię, politykę, prawo. Powieść mimo dość częstych nowatorskich nazw i języka czyta się przyjemnie. Bowiem mamy wszystko wyjaśnione w przypisach, a sam styl autorki barwny i plastyczny nie męczy czytelnika, a wręcz zachwyca i intryguje. Perełką tej książki jak dla mnie były stworzone bóstwa i co za tym idzie legendy i mity z nimi związane. Autorka spowodowała, że uwierzyłam jej, że one istnieją naprawdę , a nie, że ona je tylko zapożyczyła dla własnej twórczości. Zakochałam się w tym świecie co tu dużo mówić. Bohaterowie wzbudzają pozytywne emocje i da się ich wszystkich lubić od samego początku. Tajemnice i spiski powolutku wychodzą na jaw i dzięki temu lepiej rozumiemy zachowania co po niektórych postaci. Sama fabuła jest wciągająca, a całość czyta się szybko mimo, że czasem pojawiają się trudne słowa, czy nieznany nam język to i tak wszystko mamy wyjaśnione więc nie ma się czego przyczepić. Serio, nie ma!!! Mitologiczne i fantastyczne postacie na nowo budzą się ze snu by siać postrach,a ich kreacje nie są ugrzecznione czy słodkie. I choć ten tom troszeczkę bardziej skupia się na żywiole Ziemii, to i tak poznajemy bardzo dobrze pozostałych bohaterów. Zakończenie pozostawia czytelnika z pulsującym sercem i obawą o dalsze losy i przygody strażników. Polecam Ci tę książkę, bo szykuje się fantastyczna seria na miarę Dworów czy Szklanego tronu, a szkoda by było by Ci umknęła taka perła .
: Książka ,, Żywioły Karteru. Ziemia” to powieść, która zachwyci wszystkich fanów Pani Maas. Przepiękny świat, w którym to autorka stworzyła wszystko od podstaw. Język, religię, politykę, prawo. Powieść mimo dość częstych nowatorskich nazw i języka czyta się przyjemnie. Bowiem mamy wszystko wyjaśnione w przypisach, a sam styl autorki barwny i plastyczny nie męczy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnam autorkę jeszcze od czasów jej aktywności na blogspocie. Styl uległ tak nieziemskiej poprawie, że aż jestem w szoku. Świat bardziej rozbudowany niż ten w grze Dragonage. MAJSTERSZTYK
Znam autorkę jeszcze od czasów jej aktywności na blogspocie. Styl uległ tak nieziemskiej poprawie, że aż jestem w szoku. Świat bardziej rozbudowany niż ten w grze Dragonage. MAJSTERSZTYK
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudo. Po prostu cudo. Czapki z głów!
Cudo. Po prostu cudo. Czapki z głów!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpis fabuły
Co pewien czas w Karterze zostają wybrani Strażnicy. Po jednym do każdego z żywiołów. Teraz to Falen, Elizabeth, Alexander i Katherine mają chronić swój lud przed krwiożerczymi bestiami. Muszą przejść morderczy trening i nauczyć się panować nad swoją nową mocą. Jednakże, bycie Strażnikiem to nie tylko walka. To również ogromna odpowiedzialność, spoczywająca na ich palcach. Nikt nie przewidział jednak, że jeden z Wybranych może zostać przemieniony w nerimiego. Komu można zaufać? Kto okaże się zdrajcą, a kto pozostanie u boku przyjaciół aż do samego końca?
Opinia
Bardzo cieszy mnie fakt że na naszym rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej młodych polskich autorów, którzy eksperymentują z gatunkami i nie boją się podejmować nowych wyzwań. Jednym z nich jest pisarka ukrywająca się pod pseudonimem Meridiane Sage, od której otrzymałam tę powieść.
Tytuł tego tomu może wskazywać na to, że skupimy się na postaci Elizabeth, która włada żywiołem ziemi, a może nawet to ona opowie nam swoją historię. Narracja została poprowadzona jednak trzecioosobowo, co daje nam wgląd w myśli bohaterów, ale pozwala także krótkie wstawki z losów bogów Karterczyków. Główny wątek stanowią jasna losy głównych bohaterów jako Strażników, ale autorka nie ogranicza się tylko do tego. Zwraca tutaj uwagę na ważne wartości jak przyjaźń i miłość, a w tle majaczy przepowiednia dotycząca odrodzenia się potomka bogini i księcia piekieł.
Autorka tej książki udowodniła, że bohaterami fantasy dla młodzieży nie muszą być zdesperowane 13-latki zakochujące się w wampirze lub wilkołaku. Strażnicy dojrzałymi młodymi ludźmi, którzy muszą się odnaleźć w nowej sytuacji, nauczyć żyć ze sobą oraz panować nie tylko nad emocjami, ale również nowymi umiejętnościami. Ich decyzje często mogą zaważyć nad losami całego państwa, więc muszą oni liczyć się ze skutkami podejmowanych wyborów. Żadna z głównych postaci nie denerwowała mnie, wręcz przeciwnie - wszyscy wzbudzili moją sympatię racjonalnym myśleniem. Nie rozumiałam jedynie ukrywana przez nich swoich sekretów, ale jestem w stanie zaakceptować to, że bali się oni reakcji swoich towarzyszy. Bohaterowie myślą o konsekwencjach tego, co robią, jak może być to odebrane przez mieszkańców oraz władze państwa. Elizabeth jawi się nam tutaj jako ktoś wyjątkowy, ale podejrzewam, że z każdym kolejnym tomem inni bohaterowie również odkryją swoje karty. W każdym z nich jest bowiem coś specjalnego, co nie pozwala przejść obok nich obojętnie.
Na uwagę zasługuje również bardzo dokładna konstrukcja świata. Podział na frakcje związane z żywiołami może wydawać się znany i trochę oklepany, ale oprócz tego autorka stworzyła zupełnie nowe języki, bóstwa i pieśni, a także przedstawiła system prawa i edukacji. Nieczęsto zdarza się, żeby autorzy budowali cały świat od zera, zwykle bazują na konkretnych wzorcach i boją się eksperymentować. Widać, że pisarka jest obdarzona bardzo dużą wyobraźnią i kreatywnością, więc jej genialny pomysł na pewno zasługuje na uznanie i wysokie miejsca na listach bestsellerów. Bardzo podobało mi się również, że każde nowo wprowadzone pojęcie lub imię zostawało od razu wyjaśnione. Nie zapomniano o opisaniu zastosowanych w wierszu lub skojarzeń. Dzięki temu czytelnik nie gubi się w świecie przedstawionym, a wręcz czuje się jego częścią. Autorce udało się nawet nadać powiew świeżości znanym nam już wampirom i zmiennokształtnym. Poruszonych zostało tutaj bardzo wiele trudnych problemów i tematów. Na pewno nie jest to prosta i miła opowiastka o walce dobra ze złem. Wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane i kryje drugie, a czasem nawet trzecie dno. By odkryć wszystkie tajemnice Karteru niewątpliwie należy sięgnąć po kolejne części, które (mam nadzieję!) wkrótce się ukażą.
Wspomniałam, że autorka na potrzeby książki stworzyła nawet osobne języki dla każdej frakcji. Nie zapomniała nawet o przetłumaczeniu poszczególnych słów i zwrotów. W książce pojawiają się nawet pieśni w powszechnym lub innym w języku co świadczy o zdolnościach pisarki również w tej dziedzinie. Książkę czyta się naprawdę bardzo przyjemnie ze świadomością, że nie jest to zwykłe, proste fantasy, ale naprawdę mądra i dojrzała opowieść, którą mogą przeczytać wszyscy. Nie uświadczy się tutaj zbyt wielu wulgaryzmów czy rażących opisów. Pojawiają się jednak sceny walki, które są nieodłącznym elementem życia Strażników.
Niestety, najsłabszą stroną tej książki okazało się jej wydanie. Masa literówek i błędów w redakcji oraz korekcie może trochę razić, odbierając tym samym przyjemność z lektury. Wielka szkoda, że tak dobra książka ucierpiała akurat na tym polu. Zarówno autorce, jak i wydawnictwu mogę doradzić jedynie poświęcenie więcej czasu na dokładne sprawdzenie tekstu.
Polecam tę książkę wszystkim, którzy szukają czegoś nowego i świeżego wśród literatury fantasy. Żywioły Karteru to bardzo obiecująca seria, której losy na pewno będę śledzić. Z całego serca kibicuję autorce i jej twórczości. A wszystkim miłośnikom lekkich, dobrych pozycji z tego gatunku serdecznie rekomenduję sięgnięcie po przygody młodych Strażników.
Ines de Castro
Opis fabuły
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo pewien czas w Karterze zostają wybrani Strażnicy. Po jednym do każdego z żywiołów. Teraz to Falen, Elizabeth, Alexander i Katherine mają chronić swój lud przed krwiożerczymi bestiami. Muszą przejść morderczy trening i nauczyć się panować nad swoją nową mocą. Jednakże, bycie Strażnikiem to nie tylko walka. To również ogromna odpowiedzialność, spoczywająca...
Muszę przyznać, że przez pierwsze osiemdziesiąt stron (z hakiem) miałam niemały problem, aby móc z impetem wgryźć się w fabułę. Oczywiście nie było to spowodowane skomplikowanymi do szpiku kości wątkami czy też ciężkim do przełknięcia językiem, jakim mogłaby się posługiwać autorka, bo takich „atrakcji” nie zaznałam. Wszystkiemu winne były schematy, które zachowywały się tak, jakby to one miały tutaj najwięcej do powiedzenia. Wyczułam również, że sama Meridiane Sage nie umiała sobie z nimi poradzić, oddając się powoli w łapska największego wroga literatury. Przyglądałam się tej drobnej „potyczce” z lekkim znużeniem, lecz autorka – w końcu – postanowiła powiedzieć STOP!, a jej walka pozwoliła mi ujrzeć „Żywioły Karteru...” z zupełnie innej strony.
HALO? POLICJA? CHYBA KTOŚ NAS ZROBIŁ W KONIA!
Kiedy tylko schematy straciły swoją drogocenną potęgę (chociaż ich obecność nadal była w jakimś stopniu wyczuwalna), zaczęłam coraz lepiej dostrzegać, w jak paskudnym położeniu znaleźli się, wybrani przez same Żywioły, nastolatkowie. Z pozoru łatwa misja do wykonania okazała się dla nich zgubą, gdzie każdy nieprzemyślany ruch oznaczałby pożegnanie się z życiem. Także zaufanie komukolwiek w tak drastycznej sytuacji mogłoby przyczynić się do niechcianego obrotu spraw. Tym samym, uważnie przyglądałam się rozwojowi wypadków, gdzie narastające napięcie powoli dawało się wszystkim we znaki, co skutkowało wieloma (nie)spodziewanymi zdarzeniami. Nastolatkowie powoli zaczęli dostrzegać prawdziwe znaczenie bycia Strażnikami, chociaż wieloletnie mydlenie oczu mocno dawało im się we znaki. Intryga rosła w siłę, a oni nadal brnęli w coś, co było ich „przeznaczeniem”. I kiedy tylko myśleli, że los się do nich uśmiecha i wreszcie mogą odetchnąć pełną piersią, wtedy życie wymierzało im siarczysty policzek, a ja zastanawiałam się, jak wiele przelanej krwi potrzeba, by porzucili oklepane plany pozbycia się wroga. Aby wreszcie postanowili udowodnić, że nie są marionetkami, gdzie każdy, kto tylko chciał, pociągał za sznurki. Jednak czy „oświecenie” wskazało im właściwą drogę? Nie, tego nie mogę zdradzić.
Niezmiernie podobało mi się ukazanie wojny, jaką toczyli przedstawiciele słynnych czterech żywiołów. Wyjątkowo nie stanęli naprzeciw siebie (bo zazwyczaj autorzy trzymają się tego scenariusza jak rzep psiego ogona), a ramię w ramię, by wspólnymi siłami pokonać swoich największych, krwiożerczych wrogów – nerimich (a dokładniej wampiry oraz zmiennokształtni, bo to właśnie te dwie rasy skrywały się pod tym pojęciem). To wyraźnie pokazało, że Meridiane Sage wymierzyła solidnego kopniaka nieprzyjacielowi wszelkich twórców, odważnie zmieniając ich oklepane „dane osobowe”.
Niestety niespecjalnie przypadł mi do gustu wątek związany z wyjaśnieniem wysyłania TYLKO czwórki Strażników do walki z nerimimi. Jak dla mnie był on wprowadzony za szybko. O wiele za szybko. Przedwczesne wyjaśnienie tej „tradycji” odebrało jej całą aurę tajemniczości, którą była obleczona od góry do dołu. To tak, jakby chciwie napić się wrzącej herbaty, niemiłosiernie parząc sobie przy tym język, by później nie odczuwać jej smaku. Teraz rozumiecie to uczucie? Także mam nieodparte wrażenie, jakby ukazane tutaj wątki miłosne były... wciśnięte na siłę. Doskonale rozumiem, że każdy z nas potrzebuje kogoś kochać, ale w tym przypadku wydawało mi się to nieco naciągane, przez co nagromadzona tutaj słodycz starała się w lekkim stopniu przyćmić znacznie ważniejsze wątki.
DZIECI ŻYWIOŁÓW... A MOŻE DZIECI POSŁANE NA PEWNĄ ŚMIERĆ?
Wydawałoby się, że wykreowanie bohaterów z krwi i kości to bułka z masłem i każdy jest w stanie tchnąć w nich tyle człowieczeństwa, że czytelnicy zaczynają się zastanawiać, czy aby nie mają do czynienia z kimś prawdziwym. I chociaż autorce po części się to udało, bo doskonale oddawała emocje, jakie targały postaciami oraz ukazała, że każdy – pomimo swojego statusu w społeczeństwie – nie jest pozbawiony wad, to nie umknęło mojej uwadze to, jak Strażniczki szybko opanowały sztukę walki, której niektórzy musieliby uczyć się latami. Poza tym Elizabeth została ukazana jako nieśmiała, niepewna swoich możliwości przedstawicielka Ziemi, gdzie gwałtownie przeistoczyła się w gotową do dyskusji odważną dziewczynę. Nie powiem, działało to na jej korzyść, bo dzięki tej zmianie stała się przykładną pogromczynią nerimich, jednak – w moim odczuciu – nie było to zbytnio naturalne. Także Alexander, pomimo ciętych ripost i żarcików, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy, wydawał mi się taki... rozciapany. Rozumiem, że miłość może ogłupiać, ale nie dajmy się zwariować. Tym samym mogę śmiało go porównać do rozcieńczonego kisielu, gdzie ten w smaku jest nawet w porządku, lecz szału nie ma. Natomiast nie mogę przyczepić się do lubującego przewidywać czarne scenariusze Fallena, który całkowicie kupił mnie troską o brata. Mógł sobie zgrywać twardziela, jednak to rozczuliło mnie na tyle, że już był mi obojętny jego „paskudny” charakterek. A Katherine... cóż... prócz szybkiego (a zarazem nienaturalnego) przyswojenia umiejętności walki niebezpieczną bronią, nie mam o niej nic więcej do powiedzenia.
Nie mogę także zapominać, że prócz Strażników pojawili się również inni bohaterowie, którzy okazują się godni naszej uwagi. Jedną z takich osób jest Marie, wampirzyca, gdzie swoją postawą udowodniła, że w każdym, nawet w potworach, tkwi szczypta dobroci. Polubiłam ją w dość ekspresowym tempie i niezmiernie cieszyłam się, że nastolatkowie postanowili jej zaufać, chociaż – mówiąc szczerze – wiele przy tym ryzykowali. Spoufalali się z wrogiem, za co mogli zostać paskudnie ukarani, lecz nie tylko oni złamali zasady tej „gry”. Jednakże nikt nie przypuszczał, że w ich szeregach czają się prawdziwe kreatury... Może nie miały one zbyt wiele do powiedzenia, ale przypuszczam, że już wkrótce może się to zmienić.
PROSZĘ PANI, A W ZADANIU TRZECIM WIDZĘ LITERÓWKĘ!
Meridiane Sage niczym nie wyróżnia się na tle innych młodych pisarzy, których dzieła miałam przyjemność (lub też nie) poznać. Owszem, autorka posługuje się lekkim piórem, jednakże w nim tego czegoś, co mogłoby mnie bezwarunkowo kupić. Mówiąc dokładniej – styl autorki jest dobry, lecz – moim zdaniem – powinna jeszcze ociupinkę popracować nad swoim warsztatem. A wtedy zdoła się przebić przed pozostałych, grzecznie nakazując im pozostanie w jej cieniu.
Zjedzone lub nadprogramowe literki, zgubione ogonki czy też źle postawione przecinki mogą zrobić każdemu psikusa, dlatego też, kiedy jest ich tyle, że byłabym w stanie zliczyć je na palcach tylko jednej ręki, po prostu je ignoruję. Niestety w przypadku „Żywiołów Karteru...” bardzo ciężko o tym mówić, gdyż prawie na każdym kroku pojawiały się przepiękne „niespodzianki”. Zagubione „ł” przy kwestiach coś pokroju „Pan XYZ kiwnąŁ głową na znak, że się zgadza”, bolesna separacja „po za” przy „poza tym” – to tylko drobne przykłady, bo mogłabym ich wskazać odrobinę więcej. Dlatego też mam prośbę do wydawnictwa, aby zadbali o tego typu szczegóły, bo ja jeszcze delikatnie zwracam o to uwagę, ale może kiedyś pojawić się ktoś, kto nie pozostawi na Państwu suchej nitki. A wtedy zrobi się nieprzyjemnie...
Pragnę także zwrócić uwagę na pewne (chyba) niedopatrzenie związane z naszą dobroduszną wampirzycą, Marie. Otóż autorka za każdym razem podkreślała, jak to „krwiopijcy” mają wyostrzony słuch, dzięki czemu potrafią usłyszeć każdy szmer ze sporej odległości, kiedy podczas pewnej rozmowy owa dziewczyna nie usłyszała słów swojego rozmówcy. Jak dla mnie było to nadzwyczaj dziwne, bo również mogła przeniknąć do jego myśli, jednakże w głowie powstało mi pewne pytanie: A może, niczym Bella z dość osławionej sagi „Zmierzch”, również posiadał swego rodzaju dar, dzięki czemu mógł skrzętnie ukrywać swoje przemyślenia? Aczkolwiek, nadal pozostawała sprawa felernego słuchu Marie, która kłuje mnie niczym oset podczas spacerów po dość zarośniętej łące.
Podsumowując, może „Żywioły Karteru...” autorstwa Meridiane Sage nie zachwyciły mnie do tego stopnia, bym mogła o niej myśleć godzinami i zastanawiać się, co takiego wydarzy się w kolejnej księdze, lecz nie można im odmówić pewnego uroku. W bardzo dobry sposób ukazuje, że pełne zaufanie, wsparcie oraz szczerość są idealnymi kluczami do stworzenia silnej więzi, która pozwala ludziom być ze sobą na dobre i złe. Także udowadnia, że również nigdy nie wiadomo, kto jest tak naprawdę naszym wrogiem... Jednakże starzy wyjadacze fantastycznych klimatów mogliby nie czerpać satysfakcji z tej książki, dlatego też warto, aby zainteresowali się nią ci, którzy są dopiero na etapie zapoznania się z tym gatunkiem.
Muszę przyznać, że przez pierwsze osiemdziesiąt stron (z hakiem) miałam niemały problem, aby móc z impetem wgryźć się w fabułę. Oczywiście nie było to spowodowane skomplikowanymi do szpiku kości wątkami czy też ciężkim do przełknięcia językiem, jakim mogłaby się posługiwać autorka, bo takich „atrakcji” nie zaznałam. Wszystkiemu winne były schematy, które zachowywały się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo siedem lat mieszkańcy Państwa Czterech Żywiołów – Karteru zbierają się, aby spośród zgromadzonych wybrać nowych Strażników Czterech Żywiołów – ziemi, powietrza, ognia oraz wody. Zostanie Strażnikiem jest ogromnym wyróżnieniem. Jednak to wyróżnienie niesie ze sobą ciężar, który na swoich barkach dźwiga wybrany, a także jego rodzina, żyjąca w obawie o swoje dziecko, które każdego dnia ma narażać swoje życie w obronie kraju.
Dzieci Żywiołów mają za zadane ochronę Karteru przed nieśmiertelnymi wampirami, które napadają na Karter. Grabią, sieją strach, mordują oraz przemieniają niewinnych ludzi w sobie podobnych. Zadaniem Strażników jest obrona swojej ojczyzny przed potworami i wygnanie ich za bramę, która oddziela Karter od Inserii – terytorium wampirów.
Falen, Elizabeth, Katherine oraz Alexander. Czwórka odmiennych osobowości. Każda pochodząca z innej części Karteru. Do tej pory wiedli różne życia. Żyli w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Nie widzieli w sobie nic nadzwyczajnego. Jednak pradawne moce wybierające Strażników, właśnie w nich dostrzegły wartościowe cechy, którymi powinni odznaczać się Strażnicy. Przed czwórkom bohaterów morderczy trening, a po nim służba w imieniu ojczyzny, za którą niektórzy Strażnicy przypłacali życiem.
Każdy z bohaterów ma w sobie coś, co odróżnia go od reszty. Największą sympatię zyskał sobie u mnie Falen. Jest sarkastyczny i opiekuńczy. Ma wiele sekretów, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Elizabeth łatwo się peszy. Jest opiekuńcza i troskliwa. Katherine często się uśmiecha i stara się zarazić innych swoim pozytywnym nastawieniem. Alec w moim odczuciu był najbardziej opanowany, ale miał w sobie coś, co sprawiło, że nie zyskał mojej sympatii. Ze wszystkich bohaterów był najmniej wyrazisty. Był mdły i bez wyrazu. Falen często wchodzi z Aleciem w wymiany zdań, które w dużym stopniu ratowały riposty Ventusa. Falen był siłą napędzającą większą część historii. Księga Pierwsza: Ziemia w dużej mierze została poświęcona na przybliżenie jego postaci. Falen to jedna z najlepiej skonstruowanych postaci.
Jednak mimo że darzę Falena ogromną sympatią to z wielką chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej o innych Strażnikach i poznała ich równie dobrze, co Vertusa. Jednak możliwe, że kolejne księgi pozwolą na bliższe poznanie innych Strażników.
Historia stworzona przez Meridiane Sage wciąga od pierwszej strony. Książkę czyta się bardzo szybko. Z ciekawością śledzi się losy bohaterów i drży z obawy o ich życie. Podczas lektury czytelnik zastanawia się, który z czwórki Strażników wstąpi na drogę zła. Czy poradzi sobie z nową sytuacją, czy całkowicie zapomni o swoim pochodzeniu? Bohaterowie wierzą w prawość. Są lojalni wobec ojczyzny. Z całych sił chcącą ją chronić przed nadciągającym mrokiem. Wpajane im od dziecka informacje o wampirach, które niszczą życie mieszkańców Karteru czasami zamykają im jasny osąd i momentami zdają się nie zauważać prawdziwego zagrożenia. Nie skupiają się na pierwszych poszlakach, które powinny naprowadzić ich myślenie na inny tor. Mimo że najciemniej bywa pod latarnią, to Strażnicy wydają się tego nie dostrzegać.
Z początku miałam lekki problem z pojawiającymi się w książce licznymi pojęciami. Kilka rozdziałów zajęło mi ułożenie sobie, kim są Ventusi, Ignisi, czy Nerimi. Jednak po kilku rozdziałach, wszystko idzie zapamiętać, a przez historię zaczyna się płynąć.
Autorka w ciekawy sposób przedstawia całą historię. Otwarte zakończenie pozostawiło lekki niedosyt. Z niecierpliwością czekam na dalsze losy Czwórki Strażników Żywiołów.
Jeżeli jeszcze nie czytaliście książki „Żywioły Karteru” gorąco ją wam polecam. Spędzicie przyjemny czas z bohaterami książki, którzy w większości zyskują sympatię od pierwszej chwil. Historia jest oryginalna. Zabiera czytelnika w podróż do pięknego, ale niebezpiecznego świata Karteru.
Z niecierpliwością czekam na kolejną część.
Co siedem lat mieszkańcy Państwa Czterech Żywiołów – Karteru zbierają się, aby spośród zgromadzonych wybrać nowych Strażników Czterech Żywiołów – ziemi, powietrza, ognia oraz wody. Zostanie Strażnikiem jest ogromnym wyróżnieniem. Jednak to wyróżnienie niesie ze sobą ciężar, który na swoich barkach dźwiga wybrany, a także jego rodzina, żyjąca w obawie o swoje dziecko, które...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzterech strażników, mających moc czterech żywiołów i nerimi krwiopijcze wampiry.
Odwieczna walka pomiędzy dobrem i złem, między uprzedzeniami a podejściem bardziej liberalnym.
Między miłością a nienawiścią.
Pomiędzy władzą a ludem.
Autorka pisze w sposób ciekawy i przystępny, choć momentami opisy walk były jakby za bardzo aż nierealne. Wielki problem stanowili dla mnie bohaterowie, ponieważ więcej uwagi autorka poświęciła Falenowi i Katherine. Ich postacie były ciekawe i wyraziste. Natomiast Elizabeth i Aleksander byli potraktowani "po macoszemu" są to postacie mdłe i bez wyrazu.
Całościowo choć nie jestem zwolennikiem fantastyki z przyjemnością sięgnę po tom 2 by dowiedzieć się o dalszych losach czwórki bohaterów.
Czterech strażników, mających moc czterech żywiołów i nerimi krwiopijcze wampiry.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdwieczna walka pomiędzy dobrem i złem, między uprzedzeniami a podejściem bardziej liberalnym.
Między miłością a nienawiścią.
Pomiędzy władzą a ludem.
Autorka pisze w sposób ciekawy i przystępny, choć momentami opisy walk były jakby za bardzo aż nierealne. Wielki problem stanowili dla mnie...