Dotarłem do 230 strony i postanawiam ją porzucić (drugi DNF w tym roku). Zdaję sobie sprawę z monumentalności powieście Manna i widzę w niej wielką erudycyjność. "Doktor Faustus" jest wszechstronnie trudny do przyswojenia. Być może to jeszcze nie jest czas tej książki. Trzy główne tematy to: teologia, filozofia i muzyka, a więc dziedziny nauki, o których nie mam zielonego pojęcia (bądź jest ono jeszcze bardzo małe). O niemożliwość zakrawa czytanie coś, co rozumie się w może dwudziestu procentach.
Ponadto za karkołomne uważam przenoszenie wrażeń z odsłuchu utworów na papier. To nie wybrzmiewa tak dobrze, jak wysłuchanie. Czytałem powieść Manna do utworów, które wymienia się na kartach powieści i to było ciekawe doświadczenie wzbogacające lekturę.
Po pierwszej lekturze "Doktor Faustus" jest dla mnie przede wszystkim historią o geniuszu, którego trudno znieść. Bardzo często jest tak, że osoby z ogromną inteligencją są aspołeczne. Zwyczajnie nie potrafią (lub nie chcą) nawiązywać zdrowych relacji międzyludzkich. Adrian jest tego przykładem - niby świetny kompozytor i muzyk, ale jednak ostentacyjnie zbywa innych, ma wysokie ego.
Jednocześnie wiem, że informacji o Adrianie dostarcza tylko narrator, jego (jak sam się podaje) przyjaciel, choć nad tym można dyskutować. Dla mnie to podejrzany typ podobny do Wokulskiego (ale bardziej zaawansowany w swym stalkingu) - pójdzie za Adrianem wszędzie, nawet podejmie studia, które go nie ciekawią, aby tylko być przy "przyjacielu".
"Doktor Faustus" to powieść, do której na pewno chcę wrócić, ale za kilka czy kilkanaście lat. Być może wtedy okaże się bardziej zrozumiała. Tak czy inaczej moja lektura i ostateczne jej porzucenie to dowód na to, że nawet z czegoś niezrozumiałego można coś dla siebie wyciągnąć.
Dotarłem do 230 strony i postanawiam ją porzucić (drugi DNF w tym roku). Zdaję sobie sprawę z monumentalności powieście Manna i widzę w niej wielką erudycyjność. "Doktor Faustus" jest wszechstronnie trudny do przyswojenia. Być może to jeszcze nie jest czas tej książki. Trzy główne tematy to: teologia, filozofia i muzyka, a więc dziedziny nauki, o których nie mam zielonego...
Monumentalne dzięki warte poznania i zrozumienia. Niemcy. I dwóch przyjaciół, sąsiadów, chadzających na lekcje muzyki jąkającego się starszego nauczyciela. Jeden z nich zachłyśnie się muzyką klasyczną, tworzeniem, ucieknie na teologię a później zacznie komponować. Drugi, z niemym podziwem, zawsze w gotowości będzie mu, choć mentalnie towarzyszył, opisując dzieje przyjaciela w czasach toczących się światowych, wywołanych przez Niemcy wojen. Jeden, w poszukiwaniu miłości, zarazi się nieuleczalną wtedy "francą"- chorobą weneryczną, przekonany, że została mu zesłana przez diabła, że nie będzie mógł nikogo pokochać ale będzie mógł tworzyć. Tego diabła widzi, zdarzenia z jego życia potwierdzają mu jego teorie i.. tworzy. Kulminacja następuje gdy wiedziony intuicją, sądząc, że po stworzeniu swojego największego dzieła umrze zaprasza wszystkich swoich znajomych by im się wyspowiadać. Chcąc im zagrać mdleje, trafia do szpitala, psychicznie demencieje- umiera. Książka ważna. Przepiękne opisy dzieł, choć nie chodziłam do szkoły muzycznej przyjemnie się je czytało. Ważne dyskusje, te, wśród inteligencko rozbudzonych młodzieńców poszukujących sensu w teologii, religii, filozofii. A świat pędzi.
Naprawdę warto. Zadumać się, pomyśleć, odpocząć. Wrażliwym, mającym czas, polecam.
Monumentalne dzięki warte poznania i zrozumienia. Niemcy. I dwóch przyjaciół, sąsiadów, chadzających na lekcje muzyki jąkającego się starszego nauczyciela. Jeden z nich zachłyśnie się muzyką klasyczną, tworzeniem, ucieknie na teologię a później zacznie komponować. Drugi, z niemym podziwem, zawsze w gotowości będzie mu, choć mentalnie towarzyszył, opisując dzieje przyjaciela...
Kończy się cały utwór wysokim »g« wiolonczeli: ostatnie słowo, ostatni powiewny dźwięk, rozpływający się z wolna (...). Potem już więcej nic – noc i milczenie. Ale ten dźwięk zawieszony, pobrzmiewający pośród milczenia, dźwięk, który już nie istnieje, którego dusza jedynie jeszcze nasłuchuje, a który był pogłosem żałoby, nie jest nim już, odmienił sens swój, świeci jako światło wśród nocy.
Kończy się cały utwór wysokim »g« wiolonczeli: ostatnie słowo, ostatni powiewny dźwięk, rozpływający się z wolna (...). Potem już więcej nic – noc i milczenie. Ale ten dźwięk zawieszony, pobrzmiewający pośród milczenia, dźwięk, który już nie istnieje, którego dusza jedynie jeszcze nasłuchuje, a który był pogłosem żałoby, nie jest nim już, odmienił sens swój, świeci jako...
Ta książka to arcydzielo światowej literatury. Dzielo wybitne i kompletne. Kunsztowny i dorecyzowany sznyt bohaterów skrojony jak najlepszy garnitur.
Jeżeli nie masz sily badz ochoty wysilić sie emocjonalnie podczas jej czytania aby Twoj umysl zmeczyl sie niczym biceps na silowni to nie czytaj tej ksiazki.
Jesli masz ochote przeczytac cos co jest ponad Twoje postrzeganie swiata… to zazdroszcze Ci ze masz to jeszcze przed sobą.
Ta książka to arcydzielo światowej literatury. Dzielo wybitne i kompletne. Kunsztowny i dorecyzowany sznyt bohaterów skrojony jak najlepszy garnitur.
Jeżeli nie masz sily badz ochoty wysilić sie emocjonalnie podczas jej czytania aby Twoj umysl zmeczyl sie niczym biceps na silowni to nie czytaj tej ksiazki.
Jesli masz ochote przeczytac cos co jest ponad Twoje postrzeganie...
formująca lektura. Trzyma w napięciu i zaskakuje. Genialne są wielostronicowe opisy utworów muzycznych, szkoda, że je wycieli i Holoubek nie nagrał ich w audiobooku
formująca lektura. Trzyma w napięciu i zaskakuje. Genialne są wielostronicowe opisy utworów muzycznych, szkoda, że je wycieli i Holoubek nie nagrał ich w audiobooku
W "Doktorze Fauście" jest filozoficznie i pseudoteologicznie. Tomasz Mann gloryfikuje kulturę niemiecką. Język jest rzeczywiście godny noblisty, jednak treść jest niestrawna. Chociaż na początku jestem zaciekawiony historią, to później czas dłuży mi się podczas obcowania z tą powieścią. Tytułowym bohaterem jest Adrian Leverkühn – fikcyjny kompozytor muzyki – który podpisuje pakt z diabłem.
W "Doktorze Fauście" jest filozoficznie i pseudoteologicznie. Tomasz Mann gloryfikuje kulturę niemiecką. Język jest rzeczywiście godny noblisty, jednak treść jest niestrawna. Chociaż na początku jestem zaciekawiony historią, to później czas dłuży mi się podczas obcowania z tą powieścią. Tytułowym bohaterem jest Adrian Leverkühn – fikcyjny kompozytor muzyki – który podpisuje...
Wybitna stylistycznie, ale niezwykle opasła i nudna. Dobra książka oczywiście może być nudna, ale zdecydowanie nie jest przyjemna. Szczególnie męczące są opisy obyczajowe, najróżniejszych spotkań, zwykłych rozmów. Szczegółowy styl Manna niekiedy wydaje się wręcz ironiczny, np. w jednej z tragiczniejszych scen w książce nagle zwraca uwagę na fakt, że jedna z pań w zgromadzeniu posiada wielkie piersi, w związku z tym cieszyła się określonym przezwiskiem. Cenna uwaga, bardzo mnie zainteresowała xD, ale jej kontekst był dość zaskakujący. Książka ma kilka bardzo mocnych momentów, rzadkich i krótkich, lśniących pośród wszechobecnej nudy. Tak więc: lektura okazała się pożyteczna, ale nie miła.
Autor przedstawił klimat przedwojennych i międzywojennych Niemiec. Deskrypcja odbyła się poprzez przedstawienie wielu interakcji, person, charakterów i poglądów. Książka jest tragiczna: wszystko wskazuje na nieuchronny upadek, który rzeczywiście się spełnia. Tragizm dotyka nie tylko person, ale i ojczyzny Manna.
Książka ta jest perłą. Mimo to była to jedna z bardziej męczących lektur, przez jakie przebrnąłem. Może być bardzo przydatna dla badaczy Weimaru.
Wybitna stylistycznie, ale niezwykle opasła i nudna. Dobra książka oczywiście może być nudna, ale zdecydowanie nie jest przyjemna. Szczególnie męczące są opisy obyczajowe, najróżniejszych spotkań, zwykłych rozmów. Szczegółowy styl Manna niekiedy wydaje się wręcz ironiczny, np. w jednej z tragiczniejszych scen w książce nagle zwraca uwagę na fakt, że jedna z pań w...
Póki co najlepszy tekst Manna, jaki przeczytałem. Dziwią mnie opinie, że nic się nie dzieje, tym bardziej że nic książce nie brakowało, nawet pojawiła się scena paktu z diabłem, tak eteryczna, jak powinna. Co się więcej miało dziać? Pojedynek z Archaniołem Michałem a la Godzila konta King Kong?
Póki co najlepszy tekst Manna, jaki przeczytałem. Dziwią mnie opinie, że nic się nie dzieje, tym bardziej że nic książce nie brakowało, nawet pojawiła się scena paktu z diabłem, tak eteryczna, jak powinna. Co się więcej miało dziać? Pojedynek z Archaniołem Michałem a la Godzila konta King Kong?
Najcięższa, gruba książka jaką przeczytałem. Gdy już miałem odkładać coś się zaczynało dziać i tak do samego końca. Czarodziejska Góra dużo łatwiejsza pozycja. Nigdy więcej.
Najcięższa, gruba książka jaką przeczytałem. Gdy już miałem odkładać coś się zaczynało dziać i tak do samego końca. Czarodziejska Góra dużo łatwiejsza pozycja. Nigdy więcej.
Pozycja trudna. Zrozumienie duszy ludzkiej przez Manna niezwykłe, wielki humanizm. Gdy udaje się zrozumieć autora, czytelnik doznaje przyjemności wejścia na intelektualne wyżyny. Trudno zrozumieć przyczyny tragizmu opisywanego bohatera, dlaczego nie mógł z niego wyjść? Przekaz całości, jeżeli taki jest, pozostał przynajmniej częściowo, tajemnicą. Znawstwo muzyki udowodnione na wielu stronach jest częścią mało użyteczną dla niewykształconego muzycznie czytelnika.
Pozycja trudna. Zrozumienie duszy ludzkiej przez Manna niezwykłe, wielki humanizm. Gdy udaje się zrozumieć autora, czytelnik doznaje przyjemności wejścia na intelektualne wyżyny. Trudno zrozumieć przyczyny tragizmu opisywanego bohatera, dlaczego nie mógł z niego wyjść? Przekaz całości, jeżeli taki jest, pozostał przynajmniej częściowo, tajemnicą. Znawstwo muzyki udowodnione...
Nie da się ukryć - przeczytanie tej książki było wyzwaniem. Czasem drogą przez mękę - we fragmentach dotyczących komponowaniu i budowie utworów muzycznych, o czym nie mam zielonego pojęcia. Czytając zdania na 14 linijek po dwa razy, żeby nic nie umknęło. Ale było warto. Nie poddawajcie się więc :)
P.S. Więcej czasu zajęło mi chyba tylko przeczytanie "Czarodziejskiej góry":)
Nie da się ukryć - przeczytanie tej książki było wyzwaniem. Czasem drogą przez mękę - we fragmentach dotyczących komponowaniu i budowie utworów muzycznych, o czym nie mam zielonego pojęcia. Czytając zdania na 14 linijek po dwa razy, żeby nic nie umknęło. Ale było warto. Nie poddawajcie się więc :)
P.S. Więcej czasu zajęło mi chyba tylko przeczytanie "Czarodziejskiej...
Słuchałem audiobooka. Czytał Gustaw Holoubek. Dla mnie książka za trudna, lub po prostu wymaga więcej skupienia, o co nie jest tak łatwo w przpadku audiobooka. Ale przepiękny, nieco archaiczny język i wspaniałe czytanie Gustawa Holoubka.
Słuchałem audiobooka. Czytał Gustaw Holoubek. Dla mnie książka za trudna, lub po prostu wymaga więcej skupienia, o co nie jest tak łatwo w przpadku audiobooka. Ale przepiękny, nieco archaiczny język i wspaniałe czytanie Gustawa Holoubka.
po przeczytaniu kilkunastu opinii z konsternacja stwierdziłam, że zgadzam się zarówno z wielu zachwytami jak i krytyką i rozczarowaniami. Może już to świadczy o wielkości dzieła ? Bo przekombinowane intelektualnie i niestrawne momenty uratował dla mnie Gustaw Holubek. Bardzo płytkie jest dla mnie także obarczanie odpowiedzialnością zewnętrznego szatana i połączenie Adriana z obrazem Niemiec. Ale Mann to niewątpliwy mistrz słowa i nastroju. Uwodzi słowem i tworzy atmosferę podniosłą i Olimpijską. Może o jego wielkości świadczy fakt , że każdy czytelnik sam poprzez czytanie zaczyna słyszeć treści i odpowiedzi na ważne pytania, których w książce bezpośrednio nie ma ?
po przeczytaniu kilkunastu opinii z konsternacja stwierdziłam, że zgadzam się zarówno z wielu zachwytami jak i krytyką i rozczarowaniami. Może już to świadczy o wielkości dzieła ? Bo przekombinowane intelektualnie i niestrawne momenty uratował dla mnie Gustaw Holubek. Bardzo płytkie jest dla mnie także obarczanie odpowiedzialnością zewnętrznego szatana i połączenie...
Książka napisana wyjątkowo pięknym językiem.
Do połowy byłem tak zachwycony że gotów byłem ocenić tę powieść na 9-10 ale po połowie nie wiem co się stało, czy zmęczenie mnie dopadło tym opasłym dziełem, czy czegoś już nie rozumiałem albo to i to, czytając nie byłem wstanie dobrze przyswoić tego co autor pisze. To nie jest książka dla każdego a na pewno nie do spiesznego czytania, powinno się robić przerwy a że ja jestem niecierpliwy czytelnik przeczytałem w niecałe pięć dni.
Chętnie zapoznam się innymi powieściami Manna, bo język autora jest urzekający.
„Doktor Faustus” - Thomas Mann
Książka napisana wyjątkowo pięknym językiem.
Do połowy byłem tak zachwycony że gotów byłem ocenić tę powieść na 9-10 ale po połowie nie wiem co się stało, czy zmęczenie mnie dopadło tym opasłym dziełem, czy czegoś już nie rozumiałem albo to i to, czytając nie byłem wstanie dobrze przyswoić tego co autor pisze. To nie jest książka dla...
Przeczytałam „Doktora Faustusa" Manna, ponieważ była to ulubiona książka Rafała Wojaczka - poety, którego wrażliwość jest mi bliska. Wcześniej czytałam „Czarodziejską górę" tego samego autora i niezwykle urzekło mnie to dzieło . Zmieniło mnie w pewnym sensie. To jedna z tych książek pozwalających zobaczyć nieco więcej w świecie, jak i w nas samych. Minęło kilka dobrych miesięcy, a ja nadal myślę o tej powieści. Z „Doktorem Faustusem" myślę, że będzie podobnie. Nie zrozumiałam pewnie wszystkiego, ale dzięki temu będę mogła wielokrotnie wracać do tego utworu i zachwycać się na nowo. Już teraz była to jednak fascynująca podróż wewnątrz myśli niemieckiego pisarza. Myślę, że Mann będzie jednym z moich ulubionych pisarzy
Przeczytałam „Doktora Faustusa" Manna, ponieważ była to ulubiona książka Rafała Wojaczka - poety, którego wrażliwość jest mi bliska. Wcześniej czytałam „Czarodziejską górę" tego samego autora i niezwykle urzekło mnie to dzieło . Zmieniło mnie w pewnym sensie. To jedna z tych książek pozwalających zobaczyć nieco więcej w świecie, jak i w nas samych. Minęło kilka dobrych...
Usprawiedliwienie?
Kiedyś rozmawiałam z egzorcystą i stwierdził, że czasami opętanie jest dobrą wymówką i usprawiedliwieniem swoich czynów. Trudno odpowiadać za swoje czyny, kiedy jest się opanowanym przez złego ducha. Takiej właśnie ekwilibrystyki dokonuje w swojej książce Thomas Mann. Tomasz Mann po dojściu Hitlera opuścił Niemcy i zrzekł się obywatelstwa niemieckiego. Osiedlił się w USA, gdzie pod koniec wojny otrzymał obywatelstwo amerykańskie. Książka „Doktor Faustus” pisana w latach 1943- 1947, była jedną z najbardziej oczekiwanych publikacji. Spodziewano się wyjaśnienia, dlaczego naród „poetów i myślicieli” stał się narodem „sędziów i katów” (słowa Karla Krausa). Tą powieścią-parabolą porównującą podanie się diabłu głównego bohatera z podaniem się narodu niemieckiego nazizmowi daje odpowiedź dość pokrętną, sugerującą, że to jakieś siły zewnętrzne to spowodowały, którym nie można było się oprzeć. Zaskoczyło mnie porównywanie narodu niemieckiego i żydowskiego, że oba narody są nacjonalistyczne. Czemu to miało służyć? Tak jak jedyne, co wzbudza rozpacz autora, to bombardowania miast niemieckich.
Kanwą powieści jest XVI- wieczna legenda o średniowiecznym alchemiku Faustcie, który dla sławy i wiedzy zaprzedaje swoją duszę diabłu. Akcja powieści toczy się w latach 1900–1935, ale są też odniesienia do lat II wojny światowej. Narratorem powieści jest Serenus Zeitblom, sześćdziesięcioletni profesor gimnazjalny, który w latach zawieruchy wojennej spisuje wspomnienie o swoim przyjacielu od lat młodzieńczych, genialnym kompozytorze Adrianie Leverkünie. Historia jego życia ma być metaforą historii narodu niemieckiego w XX wieku. Oboje dorastają z małym fikcyjnym miasteczku Kaisersaschern, w środowisku mieszczańskim, przesiąkniętym duchem romantyzmu i humanizmu. Ciekawie odmalowuje małomiasteczkowy świat i jego mieszkańców. W tym środowisku wyróżnia się Adrian, ambitny, wyrastający ponad tą społeczność, poszukujący swojego miejsca na świecie. Przenosi się do ośrodków akademickich, zaczyna od filozofii, później zagłębia się w teologię, aby poświęcić się komponowaniu muzyki. Adrian jest człowiekiem pragnącym odnieść sukces. Nie wacha się nawet przed podpisaniem paktu z diabłem, aby jego twórczość osiągnęła szczyty wirtuozerii. Jednak musi oddać coś bardzo wartościowego dla każdego człowieka. Czy staje się dzięki temu człowiekiem szczęśliwym, czerpiącym radość z życia? Pakt z diabłem sprawia, że ucieka od życia, coraz bardziej fascynuje się tematem Apokalipsy i Sądu Ostatecznego, tworzy Apocalypsis cum figuris (inspirowane drzeworytami Dürera) oraz oratorium Lament Doctora Faustusa. Obserwując życie Adriana, obserwujemy też zmiany w kulturze i w społeczeństwie Niemiec poprzez życie bohaterów drugoplanowych. Śmierć Adriana autor łączy z klęską Niemiec. W ten sposób powstała powieść o chorobliwej ambicji, dążeniu do wielkości człowieka i narodu, który jest w stanie poświęcić wszystko.
Miałam parę podejść do tej książki, aż wreszcie wysłuchałam jej w świetnym wykonaniu Gustawa Holoubka. Moja wiedza z teorii muzyki jest zerowa, a więc wszelkie jego dygresje ogólnomuzyczne były dla mnie czarną magią. Chociaż inne dygresje były minimalnie prostsze, odkryłam powiązanie życia głównego bohatera z życiem Czajkowskiego. Natomiast z życiem Igora Strawińskiego jest bardziej powiązane życie samego autora, który nie zgadzając się na to, co dzieje się w jego ojczyźnie, opuścił ją i nigdy do niej nie powrócił. Mam zawsze problem z porównywaniem do życia Nietzschego. Oczywiście bohater powieści Nietzschego ogłasza z przerażeniem, że Bóg umarł, a później sam Nietzsche popada w ciężką chorobę psychiczną. Jednak opinia Nietzschego o narodzie niemieckim jest zupełnie sprzeczna z obrazem tego narodu, jakie nam przedstawia Thomas Mann. Oprócz tego Nietzsche uciekł z Niemiec, dopiero już, jako ciężko chorego człowieka sprowadziła go do Niemiec jego siostra. Mnie natomiast nasuwa się inna znana postać żyjąca w tym czasie – Martin Heidegger. Heidegger rozpoczął swe studia od teologii, później przeniósł swe zainteresowania na filozofię. Na pewno był człowiekiem z olbrzymią wiedzą, ale mimo to opowiedział się po stronie nazistów. Do końca wojny był członkiem NSDAP i opłacał składki. W 1946 roku przeżył poważne załamanie psychiczne i fizyczne i został odsunięty w cień. Nie dziwię pretensjom Arnolda Schönberga do autora książki, nie tylko za to, że przypisał głównemu bohaterowi stworzenie techniki serialowej, ale wpisanie się do ogólnej krytyki jego muzyki. Właśnie krytycy powtarzali, że to upadek muzyki klasycznej, który mógł powstać tylko z udziałem diabelskich sił.
Mam wrażenie, że Tomas Mann, pisząc w ten sposób tę powieść, chciał pokazać, że naród niemiecki jest nadal narodem humanistów, świetnie orientującym się w muzyce, filozofii, literaturze i odczytanie tych powiązań i podtekstów będzie dla niej proste. Oprócz tego przez te liczne dygresje jakby rozmywa podstawowe pytanie, jak doszło, że naród humanistów stał się narodem oprawców.
Książka trudna, przez swą powolną narrację, liczne dygresje i wieloznaczność treści wymaga koncentracji i cierpliwości. Jednak zachwyca kunszt pisarski i erudycja autora.
Usprawiedliwienie?
Kiedyś rozmawiałam z egzorcystą i stwierdził, że czasami opętanie jest dobrą wymówką i usprawiedliwieniem swoich czynów. Trudno odpowiadać za swoje czyny, kiedy jest się opanowanym przez złego ducha. Takiej właśnie ekwilibrystyki dokonuje w swojej książce Thomas Mann. Tomasz Mann po dojściu Hitlera opuścił Niemcy i zrzekł się obywatelstwa niemieckiego....
Alegoria polityczna, historiozoficzna i moralna. Traktowana często jako wykładnia dziejów Niemiec poprzez prezentację losów tytułowej postaci Leverkuhna - Faustusa.
Pozostaje mi zgodzić się ze Stanisławem Lemem, który twierdził, że “Diabeł faszyzmu to wielki i straszny skutek przyczyn małych i trywialnych, to reakcja lawinowa, zapoczątkowana rozkładem społecznym”.
Ta powieść niesie za sobą aktualną przestrogę, “mądrość starczą”, która nie do wszystkich trafi.
Alegoria polityczna, historiozoficzna i moralna. Traktowana często jako wykładnia dziejów Niemiec poprzez prezentację losów tytułowej postaci Leverkuhna - Faustusa.
Pozostaje mi zgodzić się ze Stanisławem Lemem, który twierdził, że “Diabeł faszyzmu to wielki i straszny skutek przyczyn małych i trywialnych, to reakcja lawinowa, zapoczątkowana rozkładem...
Moje gusty literackie są dość konwencjonalne, szczególnie jeśli chodzi o klasykę epiki. Dostojewski, Orwell, Gogol, Kafka, Tołstoj czy Fitzgerald wielkimi pisarzami byli i basta. Wielu z Państwa pewnie podobną estymą darzy Thomasa Manna. Mnie pierwsze zetknięcie z jego twórczością (Czarodziejska Góra) nie rozczarowało, ale i nie skłoniło do szybkiej kontynuacji znajomości, więc Doktor Faustus długo czekał na moje zainteresowanie. I w końcu nadszedł czas na długo odkładane spotkanie.
Czasami mam ochotę zakrzyknąć wzorem dziecka z baśni Andersena: „Król jest nagi”. I tak będzie tym razem. Thomas Mann zmierzył się z wyborami Niemców, a opowieść o życiu Adriana Leverkühna miała być metaforą losu jego ojczyzny. Niestety Doktor Faustus jest eleganckim bełkotem, żeby nie rzec, że gówienkiem w pozłotku. Na poziomie narracyjnym opowieść Manna skrzy się erudycją, elegancją i galerią wspaniale wprowadzanych i opisywanych bohaterów drugoplanowych. Frapuje odgadywanie ile z losów Leverkühna zawdzięcza biografii Mozarta, a ile Nietzchego. Owszem mogą drażnić rozważania o technice kompozytorskiej, bliższe esejowi muzykologicznemu niż powieści, ale nie jest to największy problem.
Sama opowieść bowiem tchnie fałszem i do samego końca pozostajemy obojętni wobec losów głównego bohatera. Jestem przekonany, że wynika to z błędnej diagnozy stojącej za koncepcją opowieści o Niemczech i Niemcach pierwszej połowy XX w, której alegorią miał być żywot Doktora Faustusa. Diagnoza Manna zanurzona jest w XIX w. romantyzmie, podczas gdy wybory Niemców w pierwszych dekadach XX w. związane były ze zwulgaryzowanym darwinizmem i relatywizacją pojęcia indywidualnej wolności.
Moje gusty literackie są dość konwencjonalne, szczególnie jeśli chodzi o klasykę epiki. Dostojewski, Orwell, Gogol, Kafka, Tołstoj czy Fitzgerald wielkimi pisarzami byli i basta. Wielu z Państwa pewnie podobną estymą darzy Thomasa Manna. Mnie pierwsze zetknięcie z jego twórczością (Czarodziejska Góra) nie rozczarowało, ale i nie skłoniło do szybkiej kontynuacji znajomości,...
Tomasz Mann zmusił mnie do odkurzenia wiedzy z teorii muzyki, zwłaszcza harmonii i kontrapunktu, wiodąc przez historię Adriana, tworzącego muzykę z pozaziemskiej inspiracji. Narrator komentując twórcze działania swego przyjaciela, pięknie wprowadza nas w mieszczańskie towarzystwo i muzyczną bohemę Lipska i Monachium pierwszych trzydziestu lat dwudziestego wieku, komentując je doświadczony okrucieństwami II wojny światowej. Opisy fikcyjnych przecież utworów: Apokalipsy, Kantaty czy dzieł kameralnych świadczy o fantastycznej znajomości rzeczy i geniuszu pisarskim jak i kontrowersyjnym muzycznym i filozoficznym spojrzeniu Autora. Powieść trudna, niecodzienna, ale zdecydowanie warta poznania.
Tomasz Mann zmusił mnie do odkurzenia wiedzy z teorii muzyki, zwłaszcza harmonii i kontrapunktu, wiodąc przez historię Adriana, tworzącego muzykę z pozaziemskiej inspiracji. Narrator komentując twórcze działania swego przyjaciela, pięknie wprowadza nas w mieszczańskie towarzystwo i muzyczną bohemę Lipska i Monachium pierwszych trzydziestu lat dwudziestego wieku, komentując...
Oceniać można książki innej klasy, niektóre trzeba przemilczeć, czytać i nie komentować. Taki jest właśnie " Doktor Faustus". Pisana przez pięćdziesiąt pięć lat, czytana jak najwolniej, by się delektować, a i tak bardzo trudno odłożyć ją na później. Nawet gdy czyta się ją ponad dobę.
Oceniać można książki innej klasy, niektóre trzeba przemilczeć, czytać i nie komentować. Taki jest właśnie " Doktor Faustus". Pisana przez pięćdziesiąt pięć lat, czytana jak najwolniej, by się delektować, a i tak bardzo trudno odłożyć ją na później. Nawet gdy czyta się ją ponad dobę.
Absolutnie rewelacyjna pozycja, szkoda, że nie przeczytałem wcześniej. Interesujące spojrzenie na niemiecką perspektywę początku wojny, na muzykę... Muszę poszperać, czy rzeczywiście na Uniwersytecie w Krakowie wykładano magię! Zrobiłem szereg notatek, zaznaczeń.... Słowem: rewelacja
Absolutnie rewelacyjna pozycja, szkoda, że nie przeczytałem wcześniej. Interesujące spojrzenie na niemiecką perspektywę początku wojny, na muzykę... Muszę poszperać, czy rzeczywiście na Uniwersytecie w Krakowie wykładano magię! Zrobiłem szereg notatek, zaznaczeń.... Słowem: rewelacja
Jakże prosta może być droga do potępienia i jak bardzo musiał sobie z tego zdawać sprawę twórca tego kunsztownie wykończonego pojęciami muzycznymi dzieła. Jednak w tych orkiestrowych popisach nie ginie szerszy wydźwięk a muzyka jest tylko tłem do ukazania upadku ludzkiej godności. Kto umie słuchać, ten usłyszy szatański śmiech, drwinę z jednostki i całego narodu. Ale wystarczy się dobrze wczytać w tę smutną historię wielkości aby poczuć kiełkującą nadzieję. Bo kiedy wybrzmią ostatnie akordy dramatu, gdy bez wyjątku wszyscy zostaną wtajemniczeni w tę monstrualną hekatombę, to nie będzie ani jednej osoby, która by nie zdawała sobie sprawy ze stopnia pohańbienia historii. Jak bardzo się przejąłem dziełem upadku człowieka. Jak mocno wziąłem do siebie złożenie geniuszu narodu myślicieli na ołtarzu fałszywej ofiary. Bo to przecież może się przytrafić wszystkim pozostałym, którzy w potrzebie megalomanii odrzucą rady adeptów humanizmu.
Wraz z dojrzewaniem koncepcji apokaliptycznego oratorium, przeraźliwie odczuwałem złożoność tego wiekopomnego dzieła. Ponieważ Adrian Leverkühn stworzył pomnik samotności i wyobcowania jednostki. Natomiast Tomasz Mann, wtórując swojemu uzdolnionemu bohaterowi poszedł dalej i nakreślił granicę boleści w wymiarze masowym. Obaj określili stosunek sztuki do życia w stopniu dotychczas mi nieznanym. Obaj przeszli poniżające męki, pierwszy w charakterze ofiary jednostkowej ambicji a drugi jako mimowolny świadek tragedii całych zbiorowości. "Doktora Faustusa" nazwałbym muzyczną prozą, tak wiele zawiera trudnych w odbiorze szeregu dźwięków, tak mocno swoją tonacją podkreśla, że chodzi mu jedynie o słabość ludzkiej istoty do bycia sławnym. Trzeba jednak pamiętać, że to co odnosi się do wspaniałego kompozytora, tak samo ma znaczenie w skali całego społeczeństwa.
Nie potrzeba było czarnoksięskich zaklęć aby zaciągnąć na tę powieść kurtynę duchowego mroku. Otulona szczelnymi kotarami demonicznego triumfu potrzebowała tylko osobliwego natchnienia. Stawiając na głowie logikę, wchodząc w dyskurs ze złem, zaczęła żyć tą ekstrawagancką egzystencją powieści stworzonej przez mistrza XX-wiecznej prozy. W swych artystycznych wizjach doszła do mrocznych zakątków nacjonalizmu a estetycznej satysfakcji poszukiwała w symfonicznych dźwiękach. Jej słowa są dalekie od pospolitości. Każdy, kto przeczytał "Czarodziejską górę" wie, jak wiele światopoglądowych dysput można prowadzić z niemieckim noblistą. Od niego właśnie warto się uczyć tego, czym jest człowieczeństwo. Pośród filozoficznych i psychologicznych dociekań pisarz ten zawarł wszystko, co składa się na całokształt głębokiego humanistycznego przesłania.
Zapewne humanistyczna wiedza nie pierwszy i nieostatni raz przyszła na ratunek ideałowi wolnego człowieka. Co najciekawsze, ta nieco metafizycznie ubarwiona sfera, co jakiś czas przeplata się z domeną wenerologii. Oczywiście można to złożyć na karb chęci uatrakcyjnienia fabuły książki lub ciekawie przemyconego powodu zbiorowego szaleństwa. W każdym razie łacińskie "ecce homo" wyraża się tu w bardzo tragicznym wymiarze życia jednostki i narodu. Niektórych czytelników "Doktora Faustusa" być może znuży mnogość muzycznych terminów, jednak satysfakcja z przeczytania tej książki może się okazać wystarczająca do tego, żeby ocenić to dzieło jako wybitne. Dla mnie dzieło Manna stanowi synonim intelektualnej pieszczoty, trudnej i wyrafinowanej ale ukazującej w tak interesujący sposób problem piękna i dobra, że nie potrafię odmówić najlepszej z możliwych ocen.
Jakże prosta może być droga do potępienia i jak bardzo musiał sobie z tego zdawać sprawę twórca tego kunsztownie wykończonego pojęciami muzycznymi dzieła. Jednak w tych orkiestrowych popisach nie ginie szerszy wydźwięk a muzyka jest tylko tłem do ukazania upadku ludzkiej godności. Kto umie słuchać, ten usłyszy szatański śmiech, drwinę z jednostki i całego narodu. Ale...
Ciekawa, ale niełatwa książka, która wymaga od czytelnika pracy, a nie tylko przerzucania kolejnych stron. Historia Adriana Leverkühna, który sprzedaje duszę za umiejętność komponowania genialnej muzyki. Jego historię opowiada przyjaciel z dzieciństwa Serenus Zeitblom, który przedstawia także zmiany w niemieckiej kulturze XXw., kończąc na bombardowaniu Niemiec przez aliantów i wkraczającej armii rosyjskiej. Przy takim tle, nic dziwnego, że książka jest wypełniona dygresjami i dyskusjami oraz nieuniknionym poczuciem, że świat pogrąża się w szaleństwie i zmierza do zguby.
To nie jest książka do przeczytania za jednym razem. Tu trzeba często zatrzymać się, przemyśleć to, co mówił Mann, przeanalizować i przetrawić jego słowa. To książka, z którą można prowadzić dyskusję. I nawet jeśli się z Mannem nie zgodzimy (co ja ośmieliłem się w kilku przypadkach), to i tak będzie to ciekawa rozmowa.
Ciekawa, ale niełatwa książka, która wymaga od czytelnika pracy, a nie tylko przerzucania kolejnych stron. Historia Adriana Leverkühna, który sprzedaje duszę za umiejętność komponowania genialnej muzyki. Jego historię opowiada przyjaciel z dzieciństwa Serenus Zeitblom, który przedstawia także zmiany w niemieckiej kulturze XXw., kończąc na bombardowaniu Niemiec przez...
Dotarłem do 230 strony i postanawiam ją porzucić (drugi DNF w tym roku). Zdaję sobie sprawę z monumentalności powieście Manna i widzę w niej wielką erudycyjność. "Doktor Faustus" jest wszechstronnie trudny do przyswojenia. Być może to jeszcze nie jest czas tej książki. Trzy główne tematy to: teologia, filozofia i muzyka, a więc dziedziny nauki, o których nie mam zielonego pojęcia (bądź jest ono jeszcze bardzo małe). O niemożliwość zakrawa czytanie coś, co rozumie się w może dwudziestu procentach.
Ponadto za karkołomne uważam przenoszenie wrażeń z odsłuchu utworów na papier. To nie wybrzmiewa tak dobrze, jak wysłuchanie. Czytałem powieść Manna do utworów, które wymienia się na kartach powieści i to było ciekawe doświadczenie wzbogacające lekturę.
Po pierwszej lekturze "Doktor Faustus" jest dla mnie przede wszystkim historią o geniuszu, którego trudno znieść. Bardzo często jest tak, że osoby z ogromną inteligencją są aspołeczne. Zwyczajnie nie potrafią (lub nie chcą) nawiązywać zdrowych relacji międzyludzkich. Adrian jest tego przykładem - niby świetny kompozytor i muzyk, ale jednak ostentacyjnie zbywa innych, ma wysokie ego.
Jednocześnie wiem, że informacji o Adrianie dostarcza tylko narrator, jego (jak sam się podaje) przyjaciel, choć nad tym można dyskutować. Dla mnie to podejrzany typ podobny do Wokulskiego (ale bardziej zaawansowany w swym stalkingu) - pójdzie za Adrianem wszędzie, nawet podejmie studia, które go nie ciekawią, aby tylko być przy "przyjacielu".
"Doktor Faustus" to powieść, do której na pewno chcę wrócić, ale za kilka czy kilkanaście lat. Być może wtedy okaże się bardziej zrozumiała. Tak czy inaczej moja lektura i ostateczne jej porzucenie to dowód na to, że nawet z czegoś niezrozumiałego można coś dla siebie wyciągnąć.
Dotarłem do 230 strony i postanawiam ją porzucić (drugi DNF w tym roku). Zdaję sobie sprawę z monumentalności powieście Manna i widzę w niej wielką erudycyjność. "Doktor Faustus" jest wszechstronnie trudny do przyswojenia. Być może to jeszcze nie jest czas tej książki. Trzy główne tematy to: teologia, filozofia i muzyka, a więc dziedziny nauki, o których nie mam zielonego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudna, ale wspaniała.
Trudna, ale wspaniała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMonumentalne dzięki warte poznania i zrozumienia. Niemcy. I dwóch przyjaciół, sąsiadów, chadzających na lekcje muzyki jąkającego się starszego nauczyciela. Jeden z nich zachłyśnie się muzyką klasyczną, tworzeniem, ucieknie na teologię a później zacznie komponować. Drugi, z niemym podziwem, zawsze w gotowości będzie mu, choć mentalnie towarzyszył, opisując dzieje przyjaciela w czasach toczących się światowych, wywołanych przez Niemcy wojen. Jeden, w poszukiwaniu miłości, zarazi się nieuleczalną wtedy "francą"- chorobą weneryczną, przekonany, że została mu zesłana przez diabła, że nie będzie mógł nikogo pokochać ale będzie mógł tworzyć. Tego diabła widzi, zdarzenia z jego życia potwierdzają mu jego teorie i.. tworzy. Kulminacja następuje gdy wiedziony intuicją, sądząc, że po stworzeniu swojego największego dzieła umrze zaprasza wszystkich swoich znajomych by im się wyspowiadać. Chcąc im zagrać mdleje, trafia do szpitala, psychicznie demencieje- umiera. Książka ważna. Przepiękne opisy dzieł, choć nie chodziłam do szkoły muzycznej przyjemnie się je czytało. Ważne dyskusje, te, wśród inteligencko rozbudzonych młodzieńców poszukujących sensu w teologii, religii, filozofii. A świat pędzi.
Naprawdę warto. Zadumać się, pomyśleć, odpocząć. Wrażliwym, mającym czas, polecam.
Monumentalne dzięki warte poznania i zrozumienia. Niemcy. I dwóch przyjaciół, sąsiadów, chadzających na lekcje muzyki jąkającego się starszego nauczyciela. Jeden z nich zachłyśnie się muzyką klasyczną, tworzeniem, ucieknie na teologię a później zacznie komponować. Drugi, z niemym podziwem, zawsze w gotowości będzie mu, choć mentalnie towarzyszył, opisując dzieje przyjaciela...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKończy się cały utwór wysokim »g« wiolonczeli: ostatnie słowo, ostatni powiewny dźwięk, rozpływający się z wolna (...). Potem już więcej nic – noc i milczenie. Ale ten dźwięk zawieszony, pobrzmiewający pośród milczenia, dźwięk, który już nie istnieje, którego dusza jedynie jeszcze nasłuchuje, a który był pogłosem żałoby, nie jest nim już, odmienił sens swój, świeci jako światło wśród nocy.
Kończy się cały utwór wysokim »g« wiolonczeli: ostatnie słowo, ostatni powiewny dźwięk, rozpływający się z wolna (...). Potem już więcej nic – noc i milczenie. Ale ten dźwięk zawieszony, pobrzmiewający pośród milczenia, dźwięk, który już nie istnieje, którego dusza jedynie jeszcze nasłuchuje, a który był pogłosem żałoby, nie jest nim już, odmienił sens swój, świeci jako...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo tu dużo pisać: genialna!
Co tu dużo pisać: genialna!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka to arcydzielo światowej literatury. Dzielo wybitne i kompletne. Kunsztowny i dorecyzowany sznyt bohaterów skrojony jak najlepszy garnitur.
Jeżeli nie masz sily badz ochoty wysilić sie emocjonalnie podczas jej czytania aby Twoj umysl zmeczyl sie niczym biceps na silowni to nie czytaj tej ksiazki.
Jesli masz ochote przeczytac cos co jest ponad Twoje postrzeganie swiata… to zazdroszcze Ci ze masz to jeszcze przed sobą.
Ta książka to arcydzielo światowej literatury. Dzielo wybitne i kompletne. Kunsztowny i dorecyzowany sznyt bohaterów skrojony jak najlepszy garnitur.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeżeli nie masz sily badz ochoty wysilić sie emocjonalnie podczas jej czytania aby Twoj umysl zmeczyl sie niczym biceps na silowni to nie czytaj tej ksiazki.
Jesli masz ochote przeczytac cos co jest ponad Twoje postrzeganie...
formująca lektura. Trzyma w napięciu i zaskakuje. Genialne są wielostronicowe opisy utworów muzycznych, szkoda, że je wycieli i Holoubek nie nagrał ich w audiobooku
formująca lektura. Trzyma w napięciu i zaskakuje. Genialne są wielostronicowe opisy utworów muzycznych, szkoda, że je wycieli i Holoubek nie nagrał ich w audiobooku
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW "Doktorze Fauście" jest filozoficznie i pseudoteologicznie. Tomasz Mann gloryfikuje kulturę niemiecką. Język jest rzeczywiście godny noblisty, jednak treść jest niestrawna. Chociaż na początku jestem zaciekawiony historią, to później czas dłuży mi się podczas obcowania z tą powieścią. Tytułowym bohaterem jest Adrian Leverkühn – fikcyjny kompozytor muzyki – który podpisuje pakt z diabłem.
W "Doktorze Fauście" jest filozoficznie i pseudoteologicznie. Tomasz Mann gloryfikuje kulturę niemiecką. Język jest rzeczywiście godny noblisty, jednak treść jest niestrawna. Chociaż na początku jestem zaciekawiony historią, to później czas dłuży mi się podczas obcowania z tą powieścią. Tytułowym bohaterem jest Adrian Leverkühn – fikcyjny kompozytor muzyki – który podpisuje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybitna stylistycznie, ale niezwykle opasła i nudna. Dobra książka oczywiście może być nudna, ale zdecydowanie nie jest przyjemna. Szczególnie męczące są opisy obyczajowe, najróżniejszych spotkań, zwykłych rozmów. Szczegółowy styl Manna niekiedy wydaje się wręcz ironiczny, np. w jednej z tragiczniejszych scen w książce nagle zwraca uwagę na fakt, że jedna z pań w zgromadzeniu posiada wielkie piersi, w związku z tym cieszyła się określonym przezwiskiem. Cenna uwaga, bardzo mnie zainteresowała xD, ale jej kontekst był dość zaskakujący. Książka ma kilka bardzo mocnych momentów, rzadkich i krótkich, lśniących pośród wszechobecnej nudy. Tak więc: lektura okazała się pożyteczna, ale nie miła.
Autor przedstawił klimat przedwojennych i międzywojennych Niemiec. Deskrypcja odbyła się poprzez przedstawienie wielu interakcji, person, charakterów i poglądów. Książka jest tragiczna: wszystko wskazuje na nieuchronny upadek, który rzeczywiście się spełnia. Tragizm dotyka nie tylko person, ale i ojczyzny Manna.
Książka ta jest perłą. Mimo to była to jedna z bardziej męczących lektur, przez jakie przebrnąłem. Może być bardzo przydatna dla badaczy Weimaru.
Wybitna stylistycznie, ale niezwykle opasła i nudna. Dobra książka oczywiście może być nudna, ale zdecydowanie nie jest przyjemna. Szczególnie męczące są opisy obyczajowe, najróżniejszych spotkań, zwykłych rozmów. Szczegółowy styl Manna niekiedy wydaje się wręcz ironiczny, np. w jednej z tragiczniejszych scen w książce nagle zwraca uwagę na fakt, że jedna z pań w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPóki co najlepszy tekst Manna, jaki przeczytałem. Dziwią mnie opinie, że nic się nie dzieje, tym bardziej że nic książce nie brakowało, nawet pojawiła się scena paktu z diabłem, tak eteryczna, jak powinna. Co się więcej miało dziać? Pojedynek z Archaniołem Michałem a la Godzila konta King Kong?
Póki co najlepszy tekst Manna, jaki przeczytałem. Dziwią mnie opinie, że nic się nie dzieje, tym bardziej że nic książce nie brakowało, nawet pojawiła się scena paktu z diabłem, tak eteryczna, jak powinna. Co się więcej miało dziać? Pojedynek z Archaniołem Michałem a la Godzila konta King Kong?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJęzyk bomba, natomiast fabuła nie dla mnie. Szkoda.
Język bomba, natomiast fabuła nie dla mnie. Szkoda.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajcięższa, gruba książka jaką przeczytałem. Gdy już miałem odkładać coś się zaczynało dziać i tak do samego końca. Czarodziejska Góra dużo łatwiejsza pozycja. Nigdy więcej.
Najcięższa, gruba książka jaką przeczytałem. Gdy już miałem odkładać coś się zaczynało dziać i tak do samego końca. Czarodziejska Góra dużo łatwiejsza pozycja. Nigdy więcej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja trudna. Zrozumienie duszy ludzkiej przez Manna niezwykłe, wielki humanizm. Gdy udaje się zrozumieć autora, czytelnik doznaje przyjemności wejścia na intelektualne wyżyny. Trudno zrozumieć przyczyny tragizmu opisywanego bohatera, dlaczego nie mógł z niego wyjść? Przekaz całości, jeżeli taki jest, pozostał przynajmniej częściowo, tajemnicą. Znawstwo muzyki udowodnione na wielu stronach jest częścią mało użyteczną dla niewykształconego muzycznie czytelnika.
Pozycja trudna. Zrozumienie duszy ludzkiej przez Manna niezwykłe, wielki humanizm. Gdy udaje się zrozumieć autora, czytelnik doznaje przyjemności wejścia na intelektualne wyżyny. Trudno zrozumieć przyczyny tragizmu opisywanego bohatera, dlaczego nie mógł z niego wyjść? Przekaz całości, jeżeli taki jest, pozostał przynajmniej częściowo, tajemnicą. Znawstwo muzyki udowodnione...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie da się ukryć - przeczytanie tej książki było wyzwaniem. Czasem drogą przez mękę - we fragmentach dotyczących komponowaniu i budowie utworów muzycznych, o czym nie mam zielonego pojęcia. Czytając zdania na 14 linijek po dwa razy, żeby nic nie umknęło. Ale było warto. Nie poddawajcie się więc :)
P.S. Więcej czasu zajęło mi chyba tylko przeczytanie "Czarodziejskiej góry":)
Nie da się ukryć - przeczytanie tej książki było wyzwaniem. Czasem drogą przez mękę - we fragmentach dotyczących komponowaniu i budowie utworów muzycznych, o czym nie mam zielonego pojęcia. Czytając zdania na 14 linijek po dwa razy, żeby nic nie umknęło. Ale było warto. Nie poddawajcie się więc :)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toP.S. Więcej czasu zajęło mi chyba tylko przeczytanie "Czarodziejskiej...
Niełatwa w odbiorze, wymagająca książka. I to jest Mann! Klasyka klasyki, creme de la creme.
Niełatwa w odbiorze, wymagająca książka. I to jest Mann! Klasyka klasyki, creme de la creme.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłuchałem audiobooka. Czytał Gustaw Holoubek. Dla mnie książka za trudna, lub po prostu wymaga więcej skupienia, o co nie jest tak łatwo w przpadku audiobooka. Ale przepiękny, nieco archaiczny język i wspaniałe czytanie Gustawa Holoubka.
Słuchałem audiobooka. Czytał Gustaw Holoubek. Dla mnie książka za trudna, lub po prostu wymaga więcej skupienia, o co nie jest tak łatwo w przpadku audiobooka. Ale przepiękny, nieco archaiczny język i wspaniałe czytanie Gustawa Holoubka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo topo przeczytaniu kilkunastu opinii z konsternacja stwierdziłam, że zgadzam się zarówno z wielu zachwytami jak i krytyką i rozczarowaniami. Może już to świadczy o wielkości dzieła ? Bo przekombinowane intelektualnie i niestrawne momenty uratował dla mnie Gustaw Holubek. Bardzo płytkie jest dla mnie także obarczanie odpowiedzialnością zewnętrznego szatana i połączenie Adriana z obrazem Niemiec. Ale Mann to niewątpliwy mistrz słowa i nastroju. Uwodzi słowem i tworzy atmosferę podniosłą i Olimpijską. Może o jego wielkości świadczy fakt , że każdy czytelnik sam poprzez czytanie zaczyna słyszeć treści i odpowiedzi na ważne pytania, których w książce bezpośrednio nie ma ?
po przeczytaniu kilkunastu opinii z konsternacja stwierdziłam, że zgadzam się zarówno z wielu zachwytami jak i krytyką i rozczarowaniami. Może już to świadczy o wielkości dzieła ? Bo przekombinowane intelektualnie i niestrawne momenty uratował dla mnie Gustaw Holubek. Bardzo płytkie jest dla mnie także obarczanie odpowiedzialnością zewnętrznego szatana i połączenie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Doktor Faustus” - Thomas Mann
Książka napisana wyjątkowo pięknym językiem.
Do połowy byłem tak zachwycony że gotów byłem ocenić tę powieść na 9-10 ale po połowie nie wiem co się stało, czy zmęczenie mnie dopadło tym opasłym dziełem, czy czegoś już nie rozumiałem albo to i to, czytając nie byłem wstanie dobrze przyswoić tego co autor pisze. To nie jest książka dla każdego a na pewno nie do spiesznego czytania, powinno się robić przerwy a że ja jestem niecierpliwy czytelnik przeczytałem w niecałe pięć dni.
Chętnie zapoznam się innymi powieściami Manna, bo język autora jest urzekający.
„Doktor Faustus” - Thomas Mann
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka napisana wyjątkowo pięknym językiem.
Do połowy byłem tak zachwycony że gotów byłem ocenić tę powieść na 9-10 ale po połowie nie wiem co się stało, czy zmęczenie mnie dopadło tym opasłym dziełem, czy czegoś już nie rozumiałem albo to i to, czytając nie byłem wstanie dobrze przyswoić tego co autor pisze. To nie jest książka dla...
Niezwykła. Klimat i sposób narracji urzeka.
Niezwykła. Klimat i sposób narracji urzeka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam „Doktora Faustusa" Manna, ponieważ była to ulubiona książka Rafała Wojaczka - poety, którego wrażliwość jest mi bliska. Wcześniej czytałam „Czarodziejską górę" tego samego autora i niezwykle urzekło mnie to dzieło . Zmieniło mnie w pewnym sensie. To jedna z tych książek pozwalających zobaczyć nieco więcej w świecie, jak i w nas samych. Minęło kilka dobrych miesięcy, a ja nadal myślę o tej powieści. Z „Doktorem Faustusem" myślę, że będzie podobnie. Nie zrozumiałam pewnie wszystkiego, ale dzięki temu będę mogła wielokrotnie wracać do tego utworu i zachwycać się na nowo. Już teraz była to jednak fascynująca podróż wewnątrz myśli niemieckiego pisarza. Myślę, że Mann będzie jednym z moich ulubionych pisarzy
Przeczytałam „Doktora Faustusa" Manna, ponieważ była to ulubiona książka Rafała Wojaczka - poety, którego wrażliwość jest mi bliska. Wcześniej czytałam „Czarodziejską górę" tego samego autora i niezwykle urzekło mnie to dzieło . Zmieniło mnie w pewnym sensie. To jedna z tych książek pozwalających zobaczyć nieco więcej w świecie, jak i w nas samych. Minęło kilka dobrych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUsprawiedliwienie?
Kiedyś rozmawiałam z egzorcystą i stwierdził, że czasami opętanie jest dobrą wymówką i usprawiedliwieniem swoich czynów. Trudno odpowiadać za swoje czyny, kiedy jest się opanowanym przez złego ducha. Takiej właśnie ekwilibrystyki dokonuje w swojej książce Thomas Mann. Tomasz Mann po dojściu Hitlera opuścił Niemcy i zrzekł się obywatelstwa niemieckiego. Osiedlił się w USA, gdzie pod koniec wojny otrzymał obywatelstwo amerykańskie. Książka „Doktor Faustus” pisana w latach 1943- 1947, była jedną z najbardziej oczekiwanych publikacji. Spodziewano się wyjaśnienia, dlaczego naród „poetów i myślicieli” stał się narodem „sędziów i katów” (słowa Karla Krausa). Tą powieścią-parabolą porównującą podanie się diabłu głównego bohatera z podaniem się narodu niemieckiego nazizmowi daje odpowiedź dość pokrętną, sugerującą, że to jakieś siły zewnętrzne to spowodowały, którym nie można było się oprzeć. Zaskoczyło mnie porównywanie narodu niemieckiego i żydowskiego, że oba narody są nacjonalistyczne. Czemu to miało służyć? Tak jak jedyne, co wzbudza rozpacz autora, to bombardowania miast niemieckich.
Kanwą powieści jest XVI- wieczna legenda o średniowiecznym alchemiku Faustcie, który dla sławy i wiedzy zaprzedaje swoją duszę diabłu. Akcja powieści toczy się w latach 1900–1935, ale są też odniesienia do lat II wojny światowej. Narratorem powieści jest Serenus Zeitblom, sześćdziesięcioletni profesor gimnazjalny, który w latach zawieruchy wojennej spisuje wspomnienie o swoim przyjacielu od lat młodzieńczych, genialnym kompozytorze Adrianie Leverkünie. Historia jego życia ma być metaforą historii narodu niemieckiego w XX wieku. Oboje dorastają z małym fikcyjnym miasteczku Kaisersaschern, w środowisku mieszczańskim, przesiąkniętym duchem romantyzmu i humanizmu. Ciekawie odmalowuje małomiasteczkowy świat i jego mieszkańców. W tym środowisku wyróżnia się Adrian, ambitny, wyrastający ponad tą społeczność, poszukujący swojego miejsca na świecie. Przenosi się do ośrodków akademickich, zaczyna od filozofii, później zagłębia się w teologię, aby poświęcić się komponowaniu muzyki. Adrian jest człowiekiem pragnącym odnieść sukces. Nie wacha się nawet przed podpisaniem paktu z diabłem, aby jego twórczość osiągnęła szczyty wirtuozerii. Jednak musi oddać coś bardzo wartościowego dla każdego człowieka. Czy staje się dzięki temu człowiekiem szczęśliwym, czerpiącym radość z życia? Pakt z diabłem sprawia, że ucieka od życia, coraz bardziej fascynuje się tematem Apokalipsy i Sądu Ostatecznego, tworzy Apocalypsis cum figuris (inspirowane drzeworytami Dürera) oraz oratorium Lament Doctora Faustusa. Obserwując życie Adriana, obserwujemy też zmiany w kulturze i w społeczeństwie Niemiec poprzez życie bohaterów drugoplanowych. Śmierć Adriana autor łączy z klęską Niemiec. W ten sposób powstała powieść o chorobliwej ambicji, dążeniu do wielkości człowieka i narodu, który jest w stanie poświęcić wszystko.
Miałam parę podejść do tej książki, aż wreszcie wysłuchałam jej w świetnym wykonaniu Gustawa Holoubka. Moja wiedza z teorii muzyki jest zerowa, a więc wszelkie jego dygresje ogólnomuzyczne były dla mnie czarną magią. Chociaż inne dygresje były minimalnie prostsze, odkryłam powiązanie życia głównego bohatera z życiem Czajkowskiego. Natomiast z życiem Igora Strawińskiego jest bardziej powiązane życie samego autora, który nie zgadzając się na to, co dzieje się w jego ojczyźnie, opuścił ją i nigdy do niej nie powrócił. Mam zawsze problem z porównywaniem do życia Nietzschego. Oczywiście bohater powieści Nietzschego ogłasza z przerażeniem, że Bóg umarł, a później sam Nietzsche popada w ciężką chorobę psychiczną. Jednak opinia Nietzschego o narodzie niemieckim jest zupełnie sprzeczna z obrazem tego narodu, jakie nam przedstawia Thomas Mann. Oprócz tego Nietzsche uciekł z Niemiec, dopiero już, jako ciężko chorego człowieka sprowadziła go do Niemiec jego siostra. Mnie natomiast nasuwa się inna znana postać żyjąca w tym czasie – Martin Heidegger. Heidegger rozpoczął swe studia od teologii, później przeniósł swe zainteresowania na filozofię. Na pewno był człowiekiem z olbrzymią wiedzą, ale mimo to opowiedział się po stronie nazistów. Do końca wojny był członkiem NSDAP i opłacał składki. W 1946 roku przeżył poważne załamanie psychiczne i fizyczne i został odsunięty w cień. Nie dziwię pretensjom Arnolda Schönberga do autora książki, nie tylko za to, że przypisał głównemu bohaterowi stworzenie techniki serialowej, ale wpisanie się do ogólnej krytyki jego muzyki. Właśnie krytycy powtarzali, że to upadek muzyki klasycznej, który mógł powstać tylko z udziałem diabelskich sił.
Mam wrażenie, że Tomas Mann, pisząc w ten sposób tę powieść, chciał pokazać, że naród niemiecki jest nadal narodem humanistów, świetnie orientującym się w muzyce, filozofii, literaturze i odczytanie tych powiązań i podtekstów będzie dla niej proste. Oprócz tego przez te liczne dygresje jakby rozmywa podstawowe pytanie, jak doszło, że naród humanistów stał się narodem oprawców.
Książka trudna, przez swą powolną narrację, liczne dygresje i wieloznaczność treści wymaga koncentracji i cierpliwości. Jednak zachwyca kunszt pisarski i erudycja autora.
Usprawiedliwienie?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedyś rozmawiałam z egzorcystą i stwierdził, że czasami opętanie jest dobrą wymówką i usprawiedliwieniem swoich czynów. Trudno odpowiadać za swoje czyny, kiedy jest się opanowanym przez złego ducha. Takiej właśnie ekwilibrystyki dokonuje w swojej książce Thomas Mann. Tomasz Mann po dojściu Hitlera opuścił Niemcy i zrzekł się obywatelstwa niemieckiego....
Przemęczyłam. Chyba już nie skuszę się na nic więcej tego autora.
Przemęczyłam. Chyba już nie skuszę się na nic więcej tego autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAlegoria polityczna, historiozoficzna i moralna. Traktowana często jako wykładnia dziejów Niemiec poprzez prezentację losów tytułowej postaci Leverkuhna - Faustusa.
Pozostaje mi zgodzić się ze Stanisławem Lemem, który twierdził, że “Diabeł faszyzmu to wielki i straszny skutek przyczyn małych i trywialnych, to reakcja lawinowa, zapoczątkowana rozkładem społecznym”.
Ta powieść niesie za sobą aktualną przestrogę, “mądrość starczą”, która nie do wszystkich trafi.
Alegoria polityczna, historiozoficzna i moralna. Traktowana często jako wykładnia dziejów Niemiec poprzez prezentację losów tytułowej postaci Leverkuhna - Faustusa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozostaje mi zgodzić się ze Stanisławem Lemem, który twierdził, że “Diabeł faszyzmu to wielki i straszny skutek przyczyn małych i trywialnych, to reakcja lawinowa, zapoczątkowana rozkładem...
Genialny klasyk, ktoś tu niżej dobrze napisał: Ale już inaczej patrzę na świat. Po Faustusie...
Genialny klasyk, ktoś tu niżej dobrze napisał: Ale już inaczej patrzę na świat. Po Faustusie...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje gusty literackie są dość konwencjonalne, szczególnie jeśli chodzi o klasykę epiki. Dostojewski, Orwell, Gogol, Kafka, Tołstoj czy Fitzgerald wielkimi pisarzami byli i basta. Wielu z Państwa pewnie podobną estymą darzy Thomasa Manna. Mnie pierwsze zetknięcie z jego twórczością (Czarodziejska Góra) nie rozczarowało, ale i nie skłoniło do szybkiej kontynuacji znajomości, więc Doktor Faustus długo czekał na moje zainteresowanie. I w końcu nadszedł czas na długo odkładane spotkanie.
Czasami mam ochotę zakrzyknąć wzorem dziecka z baśni Andersena: „Król jest nagi”. I tak będzie tym razem. Thomas Mann zmierzył się z wyborami Niemców, a opowieść o życiu Adriana Leverkühna miała być metaforą losu jego ojczyzny. Niestety Doktor Faustus jest eleganckim bełkotem, żeby nie rzec, że gówienkiem w pozłotku. Na poziomie narracyjnym opowieść Manna skrzy się erudycją, elegancją i galerią wspaniale wprowadzanych i opisywanych bohaterów drugoplanowych. Frapuje odgadywanie ile z losów Leverkühna zawdzięcza biografii Mozarta, a ile Nietzchego. Owszem mogą drażnić rozważania o technice kompozytorskiej, bliższe esejowi muzykologicznemu niż powieści, ale nie jest to największy problem.
Sama opowieść bowiem tchnie fałszem i do samego końca pozostajemy obojętni wobec losów głównego bohatera. Jestem przekonany, że wynika to z błędnej diagnozy stojącej za koncepcją opowieści o Niemczech i Niemcach pierwszej połowy XX w, której alegorią miał być żywot Doktora Faustusa. Diagnoza Manna zanurzona jest w XIX w. romantyzmie, podczas gdy wybory Niemców w pierwszych dekadach XX w. związane były ze zwulgaryzowanym darwinizmem i relatywizacją pojęcia indywidualnej wolności.
Moje gusty literackie są dość konwencjonalne, szczególnie jeśli chodzi o klasykę epiki. Dostojewski, Orwell, Gogol, Kafka, Tołstoj czy Fitzgerald wielkimi pisarzami byli i basta. Wielu z Państwa pewnie podobną estymą darzy Thomasa Manna. Mnie pierwsze zetknięcie z jego twórczością (Czarodziejska Góra) nie rozczarowało, ale i nie skłoniło do szybkiej kontynuacji znajomości,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTomasz Mann zmusił mnie do odkurzenia wiedzy z teorii muzyki, zwłaszcza harmonii i kontrapunktu, wiodąc przez historię Adriana, tworzącego muzykę z pozaziemskiej inspiracji. Narrator komentując twórcze działania swego przyjaciela, pięknie wprowadza nas w mieszczańskie towarzystwo i muzyczną bohemę Lipska i Monachium pierwszych trzydziestu lat dwudziestego wieku, komentując je doświadczony okrucieństwami II wojny światowej. Opisy fikcyjnych przecież utworów: Apokalipsy, Kantaty czy dzieł kameralnych świadczy o fantastycznej znajomości rzeczy i geniuszu pisarskim jak i kontrowersyjnym muzycznym i filozoficznym spojrzeniu Autora. Powieść trudna, niecodzienna, ale zdecydowanie warta poznania.
Tomasz Mann zmusił mnie do odkurzenia wiedzy z teorii muzyki, zwłaszcza harmonii i kontrapunktu, wiodąc przez historię Adriana, tworzącego muzykę z pozaziemskiej inspiracji. Narrator komentując twórcze działania swego przyjaciela, pięknie wprowadza nas w mieszczańskie towarzystwo i muzyczną bohemę Lipska i Monachium pierwszych trzydziestu lat dwudziestego wieku, komentując...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOceniać można książki innej klasy, niektóre trzeba przemilczeć, czytać i nie komentować. Taki jest właśnie " Doktor Faustus". Pisana przez pięćdziesiąt pięć lat, czytana jak najwolniej, by się delektować, a i tak bardzo trudno odłożyć ją na później. Nawet gdy czyta się ją ponad dobę.
Oceniać można książki innej klasy, niektóre trzeba przemilczeć, czytać i nie komentować. Taki jest właśnie " Doktor Faustus". Pisana przez pięćdziesiąt pięć lat, czytana jak najwolniej, by się delektować, a i tak bardzo trudno odłożyć ją na później. Nawet gdy czyta się ją ponad dobę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAbsolutnie rewelacyjna pozycja, szkoda, że nie przeczytałem wcześniej. Interesujące spojrzenie na niemiecką perspektywę początku wojny, na muzykę... Muszę poszperać, czy rzeczywiście na Uniwersytecie w Krakowie wykładano magię! Zrobiłem szereg notatek, zaznaczeń.... Słowem: rewelacja
Absolutnie rewelacyjna pozycja, szkoda, że nie przeczytałem wcześniej. Interesujące spojrzenie na niemiecką perspektywę początku wojny, na muzykę... Muszę poszperać, czy rzeczywiście na Uniwersytecie w Krakowie wykładano magię! Zrobiłem szereg notatek, zaznaczeń.... Słowem: rewelacja
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakże prosta może być droga do potępienia i jak bardzo musiał sobie z tego zdawać sprawę twórca tego kunsztownie wykończonego pojęciami muzycznymi dzieła. Jednak w tych orkiestrowych popisach nie ginie szerszy wydźwięk a muzyka jest tylko tłem do ukazania upadku ludzkiej godności. Kto umie słuchać, ten usłyszy szatański śmiech, drwinę z jednostki i całego narodu. Ale wystarczy się dobrze wczytać w tę smutną historię wielkości aby poczuć kiełkującą nadzieję. Bo kiedy wybrzmią ostatnie akordy dramatu, gdy bez wyjątku wszyscy zostaną wtajemniczeni w tę monstrualną hekatombę, to nie będzie ani jednej osoby, która by nie zdawała sobie sprawy ze stopnia pohańbienia historii. Jak bardzo się przejąłem dziełem upadku człowieka. Jak mocno wziąłem do siebie złożenie geniuszu narodu myślicieli na ołtarzu fałszywej ofiary. Bo to przecież może się przytrafić wszystkim pozostałym, którzy w potrzebie megalomanii odrzucą rady adeptów humanizmu.
Wraz z dojrzewaniem koncepcji apokaliptycznego oratorium, przeraźliwie odczuwałem złożoność tego wiekopomnego dzieła. Ponieważ Adrian Leverkühn stworzył pomnik samotności i wyobcowania jednostki. Natomiast Tomasz Mann, wtórując swojemu uzdolnionemu bohaterowi poszedł dalej i nakreślił granicę boleści w wymiarze masowym. Obaj określili stosunek sztuki do życia w stopniu dotychczas mi nieznanym. Obaj przeszli poniżające męki, pierwszy w charakterze ofiary jednostkowej ambicji a drugi jako mimowolny świadek tragedii całych zbiorowości. "Doktora Faustusa" nazwałbym muzyczną prozą, tak wiele zawiera trudnych w odbiorze szeregu dźwięków, tak mocno swoją tonacją podkreśla, że chodzi mu jedynie o słabość ludzkiej istoty do bycia sławnym. Trzeba jednak pamiętać, że to co odnosi się do wspaniałego kompozytora, tak samo ma znaczenie w skali całego społeczeństwa.
Nie potrzeba było czarnoksięskich zaklęć aby zaciągnąć na tę powieść kurtynę duchowego mroku. Otulona szczelnymi kotarami demonicznego triumfu potrzebowała tylko osobliwego natchnienia. Stawiając na głowie logikę, wchodząc w dyskurs ze złem, zaczęła żyć tą ekstrawagancką egzystencją powieści stworzonej przez mistrza XX-wiecznej prozy. W swych artystycznych wizjach doszła do mrocznych zakątków nacjonalizmu a estetycznej satysfakcji poszukiwała w symfonicznych dźwiękach. Jej słowa są dalekie od pospolitości. Każdy, kto przeczytał "Czarodziejską górę" wie, jak wiele światopoglądowych dysput można prowadzić z niemieckim noblistą. Od niego właśnie warto się uczyć tego, czym jest człowieczeństwo. Pośród filozoficznych i psychologicznych dociekań pisarz ten zawarł wszystko, co składa się na całokształt głębokiego humanistycznego przesłania.
Zapewne humanistyczna wiedza nie pierwszy i nieostatni raz przyszła na ratunek ideałowi wolnego człowieka. Co najciekawsze, ta nieco metafizycznie ubarwiona sfera, co jakiś czas przeplata się z domeną wenerologii. Oczywiście można to złożyć na karb chęci uatrakcyjnienia fabuły książki lub ciekawie przemyconego powodu zbiorowego szaleństwa. W każdym razie łacińskie "ecce homo" wyraża się tu w bardzo tragicznym wymiarze życia jednostki i narodu. Niektórych czytelników "Doktora Faustusa" być może znuży mnogość muzycznych terminów, jednak satysfakcja z przeczytania tej książki może się okazać wystarczająca do tego, żeby ocenić to dzieło jako wybitne. Dla mnie dzieło Manna stanowi synonim intelektualnej pieszczoty, trudnej i wyrafinowanej ale ukazującej w tak interesujący sposób problem piękna i dobra, że nie potrafię odmówić najlepszej z możliwych ocen.
Jakże prosta może być droga do potępienia i jak bardzo musiał sobie z tego zdawać sprawę twórca tego kunsztownie wykończonego pojęciami muzycznymi dzieła. Jednak w tych orkiestrowych popisach nie ginie szerszy wydźwięk a muzyka jest tylko tłem do ukazania upadku ludzkiej godności. Kto umie słuchać, ten usłyszy szatański śmiech, drwinę z jednostki i całego narodu. Ale...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa, ale niełatwa książka, która wymaga od czytelnika pracy, a nie tylko przerzucania kolejnych stron. Historia Adriana Leverkühna, który sprzedaje duszę za umiejętność komponowania genialnej muzyki. Jego historię opowiada przyjaciel z dzieciństwa Serenus Zeitblom, który przedstawia także zmiany w niemieckiej kulturze XXw., kończąc na bombardowaniu Niemiec przez aliantów i wkraczającej armii rosyjskiej. Przy takim tle, nic dziwnego, że książka jest wypełniona dygresjami i dyskusjami oraz nieuniknionym poczuciem, że świat pogrąża się w szaleństwie i zmierza do zguby.
To nie jest książka do przeczytania za jednym razem. Tu trzeba często zatrzymać się, przemyśleć to, co mówił Mann, przeanalizować i przetrawić jego słowa. To książka, z którą można prowadzić dyskusję. I nawet jeśli się z Mannem nie zgodzimy (co ja ośmieliłem się w kilku przypadkach), to i tak będzie to ciekawa rozmowa.
Ciekawa, ale niełatwa książka, która wymaga od czytelnika pracy, a nie tylko przerzucania kolejnych stron. Historia Adriana Leverkühna, który sprzedaje duszę za umiejętność komponowania genialnej muzyki. Jego historię opowiada przyjaciel z dzieciństwa Serenus Zeitblom, który przedstawia także zmiany w niemieckiej kulturze XXw., kończąc na bombardowaniu Niemiec przez...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to